Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LUSTRO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LUSTRO. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 sierpnia 2023

LUSTRZANE ODBICIA W SNACH O SOBIE

Gdy nie widzę ciebie jako swoje lustrzane odbicie, postrzegam nas jako oddzielone od siebie byty, osobne ciała, odrębne i niezależne od siebie wzajemnie formy. Wtedy z łatwością cię oceniam, krytykuję i wierzę, że powinieneś/powinnaś się zmienić. W zależności od tego, w co nieświadomie wierzę, oceniam cię w kategoriach dobry - zły, mądry - głupi, wartościowy - bezwartościowy itd. I doświadczam wciąż jakiegoś rodzaju konfliktu z tobą albo godzenia się, gdy okazuje się, że myślimy podobnie, choć nadal postrzegamy siebie wzajemnie jako oddzielone od siebie byty. Funkcjonujemy wtedy w zapomnieniu, że jesteśmy swoimi lustrzanymi odbiciami, które śnią różne sny o sobie.

Kiedy myślę o tobie krytycznie, oceniam i mam jakieś oczekiwania wobec ciebie z powodu wiary w myśl, że powinnaś/powinieneś być inna/inny, wtedy cierpię. Kiedy podoba mi się to, co przez ciebie się przejawia, czuję chwilowe zadowolenie i satysfakcję.

Kiedy przyjmuję ciebie jako moje odbicie lustrzane - takim jaka/jaki jesteś, bez ocen i oczekiwań, czuję spokój, błogość, a nawet radość istnienia. I rozumiem, że czasem trudno jest przyjąć cierpienie, zarówno własne jak i to przejawiające się w lustrzanych odbiciach. Wtedy wiem, że:

* Gdy widzimy w lustrzanych odbiciach cierpienie, często oceniamy je jako słabość.

* Gdy sami cierpimy, też zazwyczaj postrzegamy to cierpienie jako swoją słabość i trudno je przyjąć takim, jakie jest.

* Gdy widzimy w lustrzanych odbiciach swoją pożądliwość, brutalność czy szaleństwo, też bywa trudno przyjąć je takimi, jakie są. A zwłaszcza trudno przyjąć, że to też są nasze lustrzane odbicia.

* Gdy postrzegamy swoje odbicia jako gorsze, głupsze albo lepsze, mądrzejsze od siebie, bycie w spokojnym stanie też jest niemożliwe. 

* Niemożliwa jest zmiana tego, co postrzegamy na zewnątrz ani naszej relacji z tym, co na zewnątrz bez przyjęcia tego takim, jakie to jest.

* To, co widzimy i postrzegamy na zewnątrz jest projekcją tego, co w nas, kreacją tego, co z nas emanuje. To straszne? Czasem "tak straszne, że trudno w to uwierzyć". Ale nie trzeba w to wierzyć, wystarczy uczciwa samoobserwacja, by dostrzec - uświadomić sobie to, co sami przed sobą ukrywamy.

* Spokój, błogość, nawet radość jest bardzo prosta. Wystarczy choć na moment przestać oceniać, krytykować siebie oraz innych i odpuścić oczekiwania wobec siebie oraz innych. A myśli, które nam wyświetlają się, wystarczy obserwować - być ich świadomym i nie traktować ich jako coś prawdziwego i nieomylnego. Wystarczy nie wierzyć myślom, które oceniają, krytykują wyrażając w ten sposób jakieś nasze oczekiwania.


W powyższych słowach nie ma ocen ani oczekiwań. Opisują one pewne zjawisko, które jest, jakie jest. Ten opis zjawiska może (choć nie musi) być inspiracją do przyjrzenia się temu zjawisku i związanym z nim doświadczeniom np.:

Kiedy ktoś jest zmęczony walką i wewnętrznymi konfliktami (swoim cierpieniem), które postrzega także w swoich lustrzanych odbiciach - w świecie zewnętrznym, może na chwilę zamknąć oczy, zwrócić się do wewnątrz i obserwować to, co jest odczuwane w ciele. Obserwować może różne ogniska napięć odczuwane w ciele i po prostu z tym być. Bez oczekiwań i bez nacisku na jakieś efekty.

Neutralna samoobserwacja i bycie z tym, co jest odczuwane, zawsze przynosi ukojenie, zmienia stan istnienia, uwalnia od cierpienia i ujawnia stan spokoju, błogości, a nawet radości istnienia. Choć neutralna samoobserwacja nie jest możliwa, kiedy pozostajemy nieświadomi przywiązania do różnych myśli oceniających, krytykujących i wyrażających różne oczekiwania wobec samych siebie i/lub innych oraz tego, co nam się wyświetla jako odrębny świat zewnętrzny.

A jednak wszyscy jesteśmy tacy, jak to, co postrzegamy na zewnątrz. Bo to, co wewnątrz i na zewnątrz jest jednym i tym samym. To, co na zewnątrz postrzegamy, jest projekcją tego, co zawieramy wewnątrz, jest snem o sobie. To oddzielanie śniącego od snu jest przyczyną wszelkich konfliktów, walki i cierpienia śniącego, który doświadcza tego, co w snach o sobie jaźni się jako świat zewnętrzny, prawdziwy i rzeczywisty.

Kiedy śniący jest świadomy, że sen jest jego projekcją - jego zewnętrznym lustrzanym odbiciem, widzi i czuje, że nikt nie jest ani dobry ani zły. Widzi i czuje, że każdy jest jednym i tym samym śniącym, który śni różne sny o sobie czyli znajduje się w różnych stanach postrzegania i rozumienia siebie oraz otaczającego go świata - snu o sobie.

Każdy inny jest jednym śniącym znajdującym się w różnych stanach postrzegania, samoświadomości i rozumienia siebie oraz innych, którzy odzwierciedlają jego stan.


Samoświadomy śniący rozumie, że to on sam jako inni - jego zwierciadlane odbicia - znajduje się w różnych stanach i śni różne sny o sobie. Każdy inny jest tym samym śniącym doświadczającym różnych snów o sobie. I każdy w każdym śnie o sobie jest tak samo dobry i zły w swoim potencjale. Ale to jak postrzega siebie i jak jest postrzegany przez innych (czy dobry czy zły), zależy od tego, co sam we śnie uznaje za prawdziwe, realne, w co wierzy, jak ocenia siebie i innych oraz jakie ma oczekiwania... wobec samego siebie i innych.


Gdy postrzega innych jako swoje odbicie lustrzane - takich jacy są, widzi siebie samego doświadczającego różnych snów o sobie - bez ocen i oczekiwań, wtedy czuje spokój, błogość, a nawet radość istnienia... z doświadczania w iluzji rzeczywistości.


Śniący i sen są jednym śnieniem tak jak samoświadomość i nieświadomość jest jedną świadomością i jak yang wraz z yin jest jednym tao. To co wewnątrz i na zewnątrz też jest jednym wielowymiarowym śnieniem, jedną świadomością w różnych stanach, jednym niezmiennym bezforemnym doświadczającym zmienności form.

poniedziałek, 30 listopada 2020

CZYSZCZENIE PRZEJRZYSTEGO LUSTRA

Każde Ja (z Ja Jestem włącznie) lubi... swoje opowieści wyrażające perspektywę postrzegania, która (dla Ja w Ja Jestem) się tańczy... także dla nas wszystkich - jednego Ja Jestem jaźniącego się zróżnicowanym postrzeganiem (percepcją) Siebie.

Z perspektywy Ja Jestem każde działanie płynie z Ja Jestem. Moje z-rozumienie wynika z mojej perspektywy postrzegania motywów działania postaci każdej opowieści. Twoje z-rozumienie wynika z twojej perspektywy. Postrzegane powody zachowania postaci mogą być widziane jako różne - w zależności od sposobu postrzegania zindywidualizowanego Ja, które nadaje zjawiskom, sytuacjom i postaciom jakieś znaczenie lub je im odbiera.
Nawet tzw. czyszczenie lustra, w którym Ja Jestem się przegląda, trwa dopóki w postrzeganiu Ja samo się ujawni, że lustro Ja Jestem jest czyste i zawsze było/jest czyste i przejrzyste.
Jakiekolwiek podważanie czegokolwiek, trwa dopóki samo się w postrzeganiu ujawni, że podważenie podważania kończy przygodę w podważanie.
A jednak potrzeba czyszczenia lustra wynikająca z percypowania lustra jako brudnego, nie jest lepsza ani gorsza od ujawnienia się percepcji widzącej lustro jako zawsze czyste. Percepcja Ja bywa z-różnicowana.
Postrzeganie zróżnicowania częstotliwości drgań energii tworzących różne wzory (widziane z perspektywy Ja Jestem) nie wywołuje żadnego konfliktu. Widziane jest, że różne częstotliwości drgań mogą być postrzegane np. jako "stopnie ewolucji świadomości" czyli różne przejawy tego samego Ja Jestem.
W nieskończonym spektrum różnych częstotliwości fal (zróżnicowanych między sobą wibracji drgań jednej i tej samej energii) tworzą się i tańczą różne wzory... Wszystkie mają to samo jedno Źródło. Żaden z tych wzorów nie jest wyjątkowy... i jednocześnie jest...
I czasem coś, co postrzegane jest jako złe czy trucizna staje się dobrem czy lekarstwem, a (z) czasem staje się nawet - bo tym jest - neutralną jednocześnie wchłanianą i emitowaną energią.
Tak zwana nicość zawiera w sobie wszystko. A pustka zawsze jest formą i forma zawsze jest pustką, choć jednocześnie Ja Jestem nie jest ani tym ani tym osobno.

Widziane "zero" postrzegane jest jako nic. Widzenie z zera postrzega wszystko.

czwartek, 6 grudnia 2018

WIDZĘ SIEBIE

Dla Risziwy

Uświadomienie sobie prawdy o Sobie 
odbywa się poprzez ujawnianie i dostrzeżenie 
wszystkich złu-dzeń, wszystkich ilu-zji o Sobie.

"Piękno, które widzisz we mnie, jest odbiciem ciebie." - Rumi 

I wszystko, co widzisz we mnie, jest odbiciem ciebie. 
I wszystko, co widzę w tobie, jest odbiciem mnie. 
I wszystko, co widzimy w innych jest odbiciem całości SIEBIE. 
SIEBIE: Jednego JA, które JEST i przejawia Się emanacją różnorodności SIEBIE.



sobota, 1 grudnia 2018

DOBRO I ZŁO, NIRWANA I SAMSARA A CAŁOŚĆ, JEDNIA


W tzw. Samsarze, dualistycznym świecie - śnie cierpienia, dobro i zło są umowne jak plus i minus, dwa bieguny traktowane jako przeciwne, przeciwstawne sobie, skonfliktowane ze sobą. Dlatego "konkurują" i walczą ze sobą stwarzając i utrzymując konflikty. 

Rodząc się w tym świecie-śnie takie "oprogramowanie" otrzymujemy z "zewnątrz" i nie jesteśmy tego świadomi. To "oprogramowanie" utrzymuje konflikt "wewnętrzny" nadal projektowany na "zewnątrz". Rozpoznawanie tego "oprogramowania" i uświadamiane tego, co było nieś-wiadome prowadzi do wyzwolenia z tzw. Samsary czyli świata-snu cierpienia do tzw. Nirwany.

Tzw. Nirwana traktowana jako "wyższe dobro" wobec Samsary, powoduje kolejny "konflikt" pomiędzy "dobrem" Nirwany i "złem" Samsary. Znów dobro i zło są umowne jak plus i minus, dwa bieguny traktowane jako przeciwne, przeciwstawne sobie, skonfliktowane ze sobą. Dlatego też "konkurują" i walczą ze sobą stwarzając kolejne konflikty.

Gdy dobro i zło jak umowne plus i minus zerują się, neutralizują, gdy światło i ciemność przestają być postrzegane jako swoje przeciwieństwa, gdy widziane jest, że np. jeden widzący w pewnej formie cyfrę 6, a drugi widzący w niej cyfrę 9 - obaj mają swoją względną "rację", wówczas ś-wiadome staje się, że:

Całe życie, każda chwila, każde doświadczenie, wszystko bez wyjątków jest przejawem Jaźni (JA, które ŚNI) i wszystko pochodzi z jednego Źródła Źródeł, Pustki, Absolutu, Ducha (Świętego, Wielkiego)... jak zwał, tak zwał, bo to przecie umowne nazwania.

Bo w dualnym, dwubiegunowym świecie-śnie dobro bez zła nie istnieje, ani światło bez ciemności, ani błogość bez cierpienia. Lecz ich względność nie jest postrzegana. W Jedni zaś widziane jest, jest ś-wiadome, że wszystko tańczy ze sobą w przestrzeni bezruchu. A taniec i bezruch to Jedno SIEBIE-SELF-JAŹŃ.

Gdy przejawia się ufność i szacunek do Siebie jako całości, Jedni, to pojawia się ufność i szacunek dla doświadczeń swoich wszystkich "odbić lustrzanych"... Różnorodność przejawów Jedni nie sprawia już bólu, cierpienia, bo sprawiają je tylko wyobrażenia, iluzje: co i jakie "powinno być" w tych "odbiciach". A iluzje wynikają z oddzielenia jakiejś cząstki od całości Siebie, swojej pełni, naszej Jedni. 


piątek, 30 listopada 2018

WOLNOŚĆ OD STRACHU I AGRESJI


Kto, co szuka oświecenia, przebudzenia, wyzwolenia, bo go nie dostrzega, nie czuje w sobie? 

Ten kto goni myślami za oświeceniem, przebudzeniem, wyzwoleniem. To, co goni to, przed czym ucieka. Dlaczego nie może zatrzymać się i zapytać siebie: kto/co unika przebudzenia, które zawsze jest w obecności w każdym momencie? Dlaczego tego nie dostrzega? Co je przesłania? Dlaczego widzi oddzielenie, które jest tylko iluzją? Dlaczego nie widzi tego, co jest i stawia opór przed połączeniem się z samym SOBĄ, z całością, Jednią SIEBIE? Bo jeszcze nie dostrzega, że zawsze może się tym, co stawia opór, zająć i zintegrować, i rozpuścić te iluzoryczne granice SOBĄ w sobie... 

Strach wynikający z oddzielenia od swojej pełni, całości, jedni SIEBIE pogłębiał się w kolejnych pokoleniach naszych ludzkich przodków. Aż doprowadził do totalnego konfliktu wewnętrznego, "schizy" - rozłamu, rozdarcia pomiędzy głową - umysłem i sercem - świadomością.

Uwierzyliśmy w różne kłamstwa, oceny, oczekiwania, wszystkie iluzje naszego oddzielenia jako prawdziwe. Więc nieświadomie staliśmy się "demonami rozpaczy i cierpienia pragnącymi unicestwienia"... Machającymi na oślep "nożami strachu" przed własną agresją. Doszukując się w tym jakiegoś głębszego sensu. A głos Serca, Ducha (świętego, wielkiego), Źródła Źródeł jest na tyle donośny, na ile jesteś-my otwarci na usłyszenie Go.

Więc zamiast szaleć słuchając chaosu "głosów rozpaczy i destrukcji", można przestać zagłuszać ten głos Serca, Ducha, Źródła Źródeł ciągłym trajkotaniem uwarunkowanego umysłu żonglującego iluzją uznawaną za prawdę. Wchodząc w ciszę, można świadomie obserwować to trajkotanie (bez podążania za nim, bez utożsamiania się z nim) w świadomym odczuwaniu formą, jaka jest nam dana.
W rezultacie "wyzwania", które są nam dane przez Życie, nie służą temu, by
nas "paraliżować", lecz pomagają nam odkrywać, kim, czym jesteś-my.

Miewamy czasem ogromne (względnie;)) trudności z akceptacją różnych zachowań innych ludzi. Ale też z akceptacją swoich zachowań miewamy trudności - kiedy stają się uświadamiane. Te trudności miewamy, dopóki nie zaczynamy poznawać Siebie, sięgać do swojej "strefy cienia" i integrować różne pooddzielane od siebie cząstki i części Siebie jako całości, Jedni. Wtedy zaczynamy akceptować i rozumieć (na początku mniej intelektualnie, bardziej intuicyjnie) coraz więcej zachowań innych i swoich też.

Inni bywają tylko i aż "lustrami", które "pokazują" to, co jeszcze nieświadome, bo ukryte w "strefie cienia". Dopóki nie zaczniemy poznawać Siebie, prawdę o Sobie przez uświadamianie sobie tego, czego wcześniej nie byliśmy świadomi. Tego, co nie było ś-wiadome. W zaśnieniu "moje" tzw. ego często stawiało opór temu procesowi samo-poznania, bo było przywiązane do utożsamienia się z pewnym pakietem fałszywych wyobrażeń i przekonań o sobie i innych. Te wyobrażenia i przekonania utrzymywały to "moje" ja-ego w ciągłym, nieświadomym wewnętrznym konflikcie wciąż projektowanym na zewnątrz. Tak działamy jako tzw. ega posługujące się ograniczonym i uwarunkowanym umysłem w ramach oprogramowania, jakie otrzymujemy w procesie "wychowywania". Żeby tzw. ego mogło doświadczać iluzji świata dualnego ("dwubiegunowego" i "schizofrenicznego") jako jedynie realnego i prawdziwego (tzw. Samsara). I dlatego ten proces bywa czasami bardzo (względnie ;)) bolesny. Ale z czasem staje się fascynującą podróżą odkrywczą - odkrywania "ściem" tzw. ego i prawdy o Sobie. :)

Na przykład kiedyś wściekała mnie czyjaś agresja, bo "mnie" dotykała, bo miałam o sobie takie fałszywe wyobrażenie, że: "ja wcale taka nie jestem jak inni. Tylko inni są tacy okropni, tacy źli". Co za piękna ignorancja, "wow". Nie byłam świadoma tego, że ja też taka bywałam czasami. Gdy zdarzały się agresywne myśli o innych albo przejawiały się przeze mnie agresywne zachowania, to jakaś część mnie (tzw.ego) zawsze znajdowała na to usprawiedliwienie i oczywiście szukając dla siebie usprawiedliwienia obwiniała innych o takie swoje zachowanie. Bo ega to takie fałszywe, kłamliwe "niewiniątka". A agresja bywa naturalną reakcją na płynące z tzw. ego myśli: oceny i oczekiwania.

Kiedy pojawiła się metoda pracy ze sobą - metoda "lustra:, to zaczęło się poznawanie i integrowanie Siebie. To, co w innych mnie złościło, irytowało, co mnie dotykało, brałam "na warsztat". I odkrywałam to, co było ukryte w "strefie cienia". Wszystko to, od czego tzw. ego było oddzielone, bo się tego wypierało. A wszystko to, co w "cieniu" nieświadomości ukryte, jest cząstkami nas jako całości Istoty ludzkiej. Mnie i Ciebie. Całe mnóstwo różnych części i warstw Istoty ludzkiej tworzące całe ogromne spektrum od od-zwierzęcych do od-boskich. ;) "wibracji" i wzorców myślenia-działania-kreowania.

Agresja przejawia się różnie: czasem w słowach, a czasem w działaniu. Gdy nie możesz zaakceptować czyjejś agresji, znaczy, że nie jesteś gotów zaakceptować SWOJEJ własnej agresji utajonej. Gdy czujemy się zranieni, dotknięci czyjąś agresją, to znaczy, że dotyka ona czegoś istotnego: czyjaś agresja "lustrzy" tę, która jako nieuświadomiona pozostaje ukryta w "cieniu" - w nieświadomości, w nie(rozpo)znanym Sobie. Nie można zaakceptować swojej agresji, gdy jakaś część Siebie - umownie zwana ego - ma pewne fałszywe wyobrażenia o sobie i dlatego pozostaje w odcięciu całości Siebie. I od tych części Siebie, które wciąż jeszcze odrzuca. Nie chce ich widzieć. Nie chce widzieć siebie jako "agresora". Woli siebie okłamywać i udawać, że takie nie jest. Choć boi się... samego Siebie.

W dzieciństwie często bywamy świadkami różnego rodzaju agresji, którą nasiąkamy nieświadomie. Nie jesteśmy odpowiedzialni za "oprogramowanie", jakie otrzymaliśmy w dzieciństwie. Ale w 100 procentach jesteśmy odpowiedzialni za zmianę tego "oprogramowania" przez samo-obserwację i samo-poznawanie (uzdrawianie) Siebie. Poznając Siebie, uważnie i uczciwie obserwując-badając Siebie, swoje myśli, przekonania, emocje itd., odkrywamy to, co było wcześniej zakryte, nieświadome. Stopniowo poznajemy prawdę o Sobie. Stajemy się coraz bardziej samo-świadomi Siebie.

Gdy pojawia się gotowość, wchodzimy w ten proces. Jung nazywa go procesem indywiduacji, inni świadomą integracją, świadomym odkrywaniem i scalaniem Siebie. Jeszcze inni nazywają to uzdrawianiem albo przebudzaniem się do prawdy o SOBIE. Ten proces bywa trudny, bo trudność sprawia zdzieranie różnych "masek" tzw. ego ukrywających prawdę o nas samych, o Sobie. Ten proces jest podobny wchodzeniu do zagraconej, śmierdzącej piwnicy, której uprzątnięcie wymaga sporo energii, uczciwości, uwagi, uważności, a dla niektórych sporej odwagi.

Mogę teraz kochać innych ludzi i akceptować różne ich zachowania, ponieważ wcześniej odkryłam i zintegrowałam w sobie te części Siebie, od których kiedyś się oddzielałam np. poprzez utożsamienie z myślami oceniającymi, że coś jest dobre, a coś złe. Wtedy tych części Siebie, które oceniałam jako złe, a widziałam je u innych, oczywiście nie widziałam w sobie. Byłam od nich odcięta przywiązaniem do fałszywych wyobrażeń o sobie.

I nie wiem, co jeszcze będzie mi dane do odkrycia o Sobie. Jestem ufna i otwarta na nieznane.

środa, 29 sierpnia 2018

BOSKIE "MĘSKIE I ŻEŃSKIE" W NAS


Mylenie płci kobiety i mężczyzny z "męskością" i "żeńskością" jako dwóch zróżnicowanych wibracji energii - dwóch przejawów boskości w ciele istot ludzkich prowadzi do niezrozumienia i wielu nieporozumień.

Boskie energie "kosmiczne" (duchowe) zwane "żeńskimi i męskimi pierwiastkami" czy "boską kobiecością i boską męskością" manifestują się formami, ciałami fizycznymi także istot ludzkich, poprzez te formy ciała, w nich. Jednak utożsamianie ich z ciałami fizycznymi i ich płciowością jest nieporozumieniem. Bo na przykład boską "żeńskością" jest przestrzenność i ruch, a boską "męskością" skoncentrowanie i bezruch. (A w niektórych kulturach odwrotnie.) "Męskie" jest np. światło, a "żeńska" jest ciemność. Boską energią "męską", jednak ograniczoną strachem (owocem umysłu uwarunkowanego pojęciami dobra i zła), jest np. agresywność (fizyczna, psychiczna, słowna) zarówno współczesnych mężczyzn jak i kobiet.

W dualistycznym, biegunowym (jako swoich przeciwieństw) świecie doświadczania oddzielenia, podziałów i poznawania dobra i zła np. intelekt (myślenie, wiedza) jest przejawem boskiej "męskości" u mężczyzny i kobiety. Jednak ta boska energia "męska" przejawia się jako "panowanie" umysłu (uwarunkowanego) nad sercem (zablokowanym). Bo "wie najlepiej." 


Boska "żeńskość" przejawia się jako inteligencja serca (intuicja, odczuwanie). Jednak w dualistycznym, biegunowym świecie przejawia się jako emocjonalność serca (zablokowanego) panująca nad umysłem (uwarunkowanym). Bo "czuje najwrażliwiej".


Boska "żeńska" jest Miłość (bezwarunkowa, wszechobejmująca) i boska "męska" jest Mądrość (widząca wszystko jako Jedno, całość przejawiającą się nieskończoną różnorodnością). (w Tybecie odwrotnie.) Ta najgłębsza Istota "męskości" i "żeńskości" boskości JEST całkowicie naturalna dla i jest w... każdej Istocie ludzkiej, bez względu na jej płeć czyli fizyczną formę. 

Przez fizycznie męską formę może przejawiać się więcej boskiego "pierwiastka żeńskiego" niż boskiego "męskiego" i odwrotnie. Jakiekolwiek wywyższanie się kobiety nad mężczyzną czy mężczyzny nad kobietą jest przejawem zaburzenia tego, co boskie "męskie" i "żeńskie" w nas. Gdy mężczyzna widzi w kobiecie "zło", jest to zawsze to, czego sam się wyparł i projektuje na kobietę reprezentującą odrzuconą jego własną boską "żeńskość". Gdy kobieta widzi w mężczyźnie "zło", widzi to, czego sama się wyparła i projektuje na mężczyznę - odrzuconą swoją własną boską "męskość".


Każda istota ludzka, bez względu na swoją płeć, dojrzewa do swojej pełni poprzez zharmonizowanie obu swoich części z "poziomu" boskiego: "żeńskiego" i "męskiego", Bogini i Boga. Jednak zanim to się stanie, niektóre kobiety przechodzą integrację ze swoją boskością i gdy "stają się" boginiami, wpadają w pułapkę dumy *. Dokładnie tak samo, jak mężczyźni integrujący się ze swoją boskością, stający się bogami, też wpadają w pułapkę dumy. To jednak jest etap przejściowy... w odzyskiwaniu swojej pełni... Boga i Bogini (Animy i Animusa) jako Jedni. Kobieta i mężczyzna potrzebują najpierw "odzyskać i uhonorować" - zintegrować w sobie: Kobieta to, co w niej boskie "żeńskie", Mężczyzna to, co boskie "męskie" w nim. Następnie zintegrować w sobie tę drugą część SIEBIE i scalić. Czasem dzieje się to naprzemiennie, ale i tak na różne sposoby nasza boska "żeńskość" i "męskość" dążą do pełnej harmonii w Istocie ludzkiej, bez względu na jej fizyczną formę - płeć. 


*) W buddyzmie duma to "splamienie" lub "trucizna" z poziomu świata bogów i bogiń. W trakcie transformacji i integracji zamienia się w mądrość. Oczyszczona duma staje się "mądrością równości".



niedziela, 13 maja 2018

PRZYPOWIEŚĆ O ATLANTYDZIE...


Czysty umysł i czyste serce... 
Mandalka taka: na Atlantydzie byłam "jedną z tych z Prawa Jedni". W sercach mieliśmy zielonkawe kryształy i dlatego mogliśmy współpracować z kryształami ziemskimi w połączeniu też z kryształami innych obszarów kosmosu. To był piękny świat harmonii To było około 25 625 lat temu licząc obecnym sposobem naliczania czasu.

Potem pojawiły się nowe idee - programy w Grze, które wprowadziły ogromne zmiany doprowadzając do katastrofy i zniszczenia Atlantydy. Choć nie takie było założenie tych, co wprowadzali te nowe idee. Tragedię spowodował konflikt idei - programów. A niektóre istoty z zielonymi kryształami w sercu zostały użyte - zmuszone siłą do wprowadzania nowych idei. Zostały uwięzione w aparaturze do używania kryształów i w rezultacie nieświadomie przyczyniły się do zniszczenia Atlantydy z powodu przywiązania do świata, który uznawały za swój i przywiązania do swoich przekonań. No i z powodu niezgody na to "inne nowe".

Ci, którzy przybyli na Atlantydę z nowymi ideami, byli postrzegani rzez nas jako magowie. Kiedy umierałam i widziałam wewnętrznie całą zagładę Atlantydy, usłyszałam wtedy: jeśli po jednej stronie lustra stoisz Ty jako "osoba" o czystym sercu, a po drugiej stronie lustra… stoisz Ty…. jako "atlantydzki mag", to czy możesz, jesteś już gotowy/a te części siebie połączyć tęczowym mostem pojednania?

I zobaczyłam, że jestem magiem stojącym po dwóch stronach lustra, po jednej "dobrym", po drugiej "złym... że im większe “dobro” ma obejmować działania maga z jednej strony, tym większe “zło” pojawia się po „drugiej stronie lustra”, z którym magowie muszą walczyć... walcząc ze Sobą… I zrozumiałam, że "ciemnej strony" Boskiego Stworzenia nie warto poddawać ocenie z ludzkiej perspektywy, bo dla ludzkiego umysłu jest to strefa chaosu, w którym on się gubi, a próbując przyklejać się do tej "jasnej" wpada w ogień jak ćma do świecy i płonie... I znów powraca do tego samego świata - snu. I tak "w koło macieju"... ;-)
Poczułam gotowość i otwarcie na połączenie się ze Sobą...
Wtedy pojawił się przede mną ogromny wąż. Poczułam przez moment niepokój. Ale pamiętałam, że jestem Miłością wszechogarniającą. Widziałam, że jakaś myśl zawisła nade mną: "powinnaś się bać, bo to symbol atlantyckich magów". Ale zobaczyłam, że wąż tańczy taniec i zmienia figury... raz jest okręgiem (wężem zjadającym swój ogon), a raz tworzył sobą znak nieskończoności. Zaczęłam nagle, (najpierw cichutko. a potem coraz głośniej) wydawać z siebie dziwne dźwięki, których wcześniej nigdy nie śpiewałam. Wyraźnie widziałam, że ta wisząca nade mną myśl gotowa była wniknąć we mnie i powstrzymać przed śpiewaniem tej pieśni Serca Serc. A jednak pieśni nie przerwałam, oddałam się tym dźwiękom, wibracjom i stałam się nią. Wtedy wąż ułożył się w spiralę. Nadal śpiewając weszłam w nią jak przez bramę i przekroczyłam jej dwuwymiarość i trójwymiarowość tej spirali...

Znalazłam się w wirze zasysającym wszystkie inne wiry w siebie... Wąż znikł, był tylko wirem z różnymi wzorkami, fraktalami migającymi mi przed oczami. Czułam, że te wzorki i fraktale miały "zadanie" przyciągania mnie, ale ja pomiędzy nimi przelatywałam jakbym jakiś slalom wykonywała. I w pewnym momencie znalazłam się w przestrzeni poza tymi wszystkimi wzorkami , fraktalkami i mandalkami, poza wszystkimi dotychczasowymi koncepcjami, interpretacjami symbolu węża i symbolu spirali docierając do głębi ich znaczenia. Nie do opisania...

Dotarłam do TEGO, co jest niewyrażalne. Mogę opisać to takimi słowami:
Na podobieństwo tajfunu jestem tańczącym wirem i jego centrum ciszy jednocześnie.
A potem zobaczyłam, że umysł potrzebuje jeszcze dostrajać się do "wibracji" czystego serca... aby stał się jednym ze świadomością, aby wiedza o Jedni, która teraz napływa, stała się mądrością zrozumienia poprzez wniknięcie świadomości i rozświetlenie tego doświadczenia scalania umysłu i świadomości w Jedno. Umysł otrzebuje poddać się świadomości tak jak "męskie"  poddaje się "żeńskiemu" z takim samym zaufaniem i oddaniem jak "żeńskie męskiemu"... w Sobie. W sobie i w Sobie.

Doskonałość i świetlistość umysłu - Logosa wypływa z uświadomienia sobie niezgłębionej, nieskończonej Mądrości Natury Wszechrzeczy – Sofii wynikającej z jego połączenia - wiecznej unii ze świadomością jako Jedno. (Unia Sziwa-Szakti, Yabyum, Tao, Ometeotl  - Jedno.  Doskonałość i świetlistość umysłu - Logosa wypływa z uszanowania natury jako "przedmiotu  poznania". W innym przypadku umysł - Logos przejawia swą "naturę lokalną" -  zawiesza się na wcześniej wyłonionych strukturach, przywiązuje się do nich, więzi sam siebie i powiela te struktury w nieskończoność, tworząc kolejne fraktale powtarzającej się struktury-formy. I nazywa to "udoskonalaniem natury" tworząc w ten sposób odrębność części siebie, "tworząc iluzję istnienia odrębnych swiatów- snów". Stąd zaśniewanie się czyli traktowanie jednego świata snu jako jedynego. A natura przecież jako świadomość przejawiona w formach umysłu  jest doskonała sama w sobie.

Jesteśmy "stworzeniami obdarowanymi świadomością" albo raczej jesteśmy "cząstkami świadomości, która przyjmuje najróżniejsze formy". Te wszystkie formy i foremki (fraktale, mandale i tak dalej) to fragmenty...  Uniwersalnego Umysłu… Odbywamy więc "podróże Świadomości po czaso-przestrzeniach Uniwersalnego Umysłu".

Istnieją trzy podstawowe cykle czasoprzestrzenne: liniowy, helisowy i spiralny. Cykle te powiązane są także z różnymi "sposobami" podróżowania. Czas liniowy istnieje we wszystkich trzech rodzajach podstawowych cykli czasoprzestrzennych: cyklu kołowym - po okręgu (poziomym i pionowym), cyklu helikoidalnym i cyklu spiralnym.  Czasoprzestrzenny cykl kołowy symbolizuje okrąg - 2D, cykl helikoidalny helisa - 3D, a cykl spiralny spirala-  4D. Każda ta figura w płaskiej 2D wymiarowości staje się ograniczonym symbolem jej wielowymiarowości (np. koło w 3d to sfera, a spirala w 4D to stożek). 

Bezczas pojawia się w w punkcie centralnym spirali.

Dlatego czas zanika, ponieważ dla Umysłu następuje "kolaps czasu". Dzieje się tak, gdyż czas jest narzędziem ograniczającym zakres Świadomości i percepcję Umysłu, ale jednocześnie umożliwia doskonalenie tejże percepcji czyli sposobu postrzegania i rozumienia przez Umysł danej czaso-przestrzeni.

Kiedy "wpadamy" w cykl spiralny (4D), wchodzimy w "bramę do 5D". Dojście do "punktu wierzchołkowego" w cyklu  spiralnym pozwala na połączenie, zintegrowanie  różnych światów i przechodzenie tunelami pomiędzy światami w „czasie zerowym”. Dla mnie bezczasowość nie jest lepsza od istnienia w formach czaso-przestrzennych, po prostu nie wartościuję tych dwóch przejawów/stanów całości, Jedni. I tak samo nie uważam, że dusza bez ciała jest czymś „lepszym” od duszy w ciele.

„Greckie słowo symbol – rzeczownik σύμβολον sýmbolon oznaczało "niewielki, rozłamany na pół. Ale czasownik συμβάλλω symbállo oznaczał „zbieram” lub „porównuję, składam, łączę”. Tak jak cząstki - różne puzzle naszej tożsamości, świadomości... zbierane, składane, łączone... w Jedni, Całości. Zatem przywiązanie do mitów o symbolach zatrzymuje nas w różnych światach - snach...A symbole to tylko "drogowskazy" w naszych podróżach.






niedziela, 21 stycznia 2018

O INNYCH JAKO NASZYCH LUSTRACH...

W "zasadzie lustra" nie tyle chodzi o "przepracowywanie swoich prześladowców", co integrowanie swojego "cienia", który "zakotwiczony" jest w nieświadomości zbiorowej . Czyli o proces stawania się coraz bardziej samo-świadomą Istotą ludzką. Jak? No poprzez uświadamiane tego, co nieświadome w naszych myślach, emocjach i działaniach. Na przykład: 

kiedy uświadamiamy sobie swoje własne nieświadome kłamstwa i przestajemy siebie okłamywać (i innych), kiedy uświadamiamy sobie swoje własne nieuświadomione jeszcze manipulacje i przestajemy manipulować, wtedy... będziemy jeszcze (przez jakiś czas) spotykać nadal w swoim życiu kłamców i manipulatorów, oczywiście. Ale gdy te części Siebie mamy zintegrowane i uwolnione w sobie, czyjeś kłamstwa czy manipulacje nie robią już na nas żadnego wrażenia, nie dotykają nas, bo po prostu są widziane, a nawet rozumiane. I w każdej sytuacji, gdy z czyimś kłamstwem czy manipulacją mamy do czynienia, nie działamy już wtedy konwencjonalnie według jakichś koncepcji, lecz działamy spontanicznie, świadomie z przestrzeni Serca, z Miłością i współczuciem (współodczuwaniem), bo jesteśmy Jednym. Do momentu aż... dokona Się transformacja=transcendencja. Wtedy "kłamcy" i "manipulatorzy" znikają... 

Jeśli zaś wciąż coś nas denerwuje w innych i drażni, wyzwala jakieś negatywne emocje, znaczy to, że ta część Siebie, naszego "cienia zakotwiczonego" w nieświadomości zbiorowej nie została jeszcze uświadomiona i zintegrowana w nas. Każda taka negatywna reakcja - emocja jest informacją o tym, co jeszcze możemy sobie uświadomić i zintegrować, co jest jednoznaczne z uwolnieniem. Ale i przebijanie się przez warstwy nieświadomości bywa dla niektórych sporym wyzwaniem.

Ostatecznym "efektem" tego procesu jest połączenie z tzw. jaźnią będącą punktem centralnym, a przy tym podłożem naszego (psychicznego) istnienia, a niektórzy mówią, że to "cel naszej duszy" w tym świecie-śnie. Ten proces bywa bardzo trudny, chociaż wszyscy mamy wystarczające ku temu możliwości, by ten proces poznawczy przechodzić. I to jest tym, do czego wszyscy podświadomie zdążamy. Poznanie swojego "cienia" jest poznaniem prawdy o sobie, która nas wyzwala. 

Gdy znika kłamstwo, w całej krasie i blasku, pojawia się prawda. Kłamstwo zauważone zanika. I nie chodzi tu o jakieś "dążenie" do prawdy czy "poszukiwanie" prawdy albo "drążenie" kłamstw, lecz otwarcie na odkrycie kłamstw i przyjrzenie Się im. Ujrzenie kłamstwa i uświadomienie go sobie to... jego koniec - rozwiewa się jak dym iluzji. 



środa, 27 grudnia 2017

RÓŻNE POZIOMY ŚWIADOMOŚCI, PRZEBUDZENIA, OŚWIECENIA A NAWYKI MYŚLOWE

Niektórzy dostrzegają subtelną, a jednak zasadniczą różnicę - zróżnicowanie między słowami: "przebudzenie" a "oświecenie". "Przebudzenie" Się zdarza i wtedy ma Się "wglądy", wizje itd, które mogą trwać jakiś czas, ale... wtedy nadal pojawiają się opory przed Życiem takim, jakie jest czyli tzw. ego zagarnia to "przebudzenie" dla siebie, siebie wzmacniając (patrz filmik Adyashanti pt. "Oświecone Ego" https://www.youtube.com/watch?v=68F4KHD9gfA). 

"Oświecenie" to "droga" świadomej Siebie istoty i świadomość tego na przykład, że świat jest taki, jaki JEST i inny być nie może, bo w zasadzie Taniec Życia Trwa, a my? Cóż, Życie nami tańczy... a my jesteśmy Życiem...  I tak Życie Samo Się przejawia... A my bez stawiania Życiu oporu płyniemy coraz radośniej w nim, z nim stapiając 
się w Jedno, nim będąc...(ale to też tylko takie słowa, które na coś wskazują, ale TYM nie są). 

Można całkowicie zanurzać się chwilami w Absolucie i nadal być psychicznie pomieszaną albo zagubioną w tym świecie osobą, istotą ludzką. Przebudzenie się w prawdziwej naturze niekoniecznie rozwiązuje wszystkie problemy natury psychicznej (mentalnej), ponieważ nie jest "permanentne". 

Oto dlaczego.

Z tego, co mi wiadome, w buddyzmie tybetańskim jest ponad 20 słów rozróżniających różne "stany" czy "poziomy" świadomości. Niestety wiem to tylko z przekazu ustnego. Także pewne nauki wschodnie (oglądałam kiedyś wykład hinduskiego guru i narysowałam tabelę, ale nie mogę jej tu umieścić) przekazują wiedzę o TURIYA - stanie czystej świadomości. Ta wiedza mówi także o tym, że istnieją różne stany świadomości z powodu zróżnicowania korelacji pięciu różnych stanów - "poziomów" funkcjonowania umysłu (głowa, logika, wiedza) i serca (emocje, uczucia, miłość). Korelacja pomiędzy pięcioma "poziomami" umysłu i pięcioma "poziomami" serca tworzy aż 25 stanów świadomości, a w tym 16 stanów zróżnicowanego "przebudzenia" - "oświecenia".

Według tej wiedzy te 5 podstawowych "poziomów" funkcjonowania umysłu i serca to:

1. Sushupthi - głęboki sen nieświadomy,

2. Swapna - sen, stan śnienia,

3. Jagrat - świadomość stanu czuwania (bycia świadomym na tzw. jawie),

4. Turija - czysta świadomość błogiego stanu,

5. Turija Atita - zespolenie wszystkich czterech stanów.

Dotyczą one zarówno serca jak i umysłu. Stąd umysł może na przykład funkcjonować na "poziomie" 3. Jagrat - świadomość stanu czuwania , a serce może funkcjonować na "poziomie" 1. Sushupti - głębokim śnie nieświadomym (przysłowiowe "serce z kamienia"). Dopiero od korelacji serca lub umysłu na "poziomie" Turija zaczynają się stany "przebudzenia" czy "oświecenia". I są na przykład tacy, którzy mogą doświadczać chwilowego przebłysku maksymalnego przebudzenia umysłu na poziomie 5.Turija Atita - czysta świadomość błogiego stanu, ale nie mogą w tym stanie utrzymać się dłużej niż przez chwilę i nawet go nie zapamiętują, ponieważ ich serce funkcjonuje na "poziomie" 1. albo 2. albo 3. Ktoś inny może doświadczyć "przebudzenia" serca na 'poziomie" 4. Turija - czysta świadomość błogiego stanu i wtedy poczuje moc miłości, ale może być to bolesne doświadczenie, jeśli jego umysł funkcjonuje na "poziomie" 1. lub 2. albo 3. Ale jeśli jego umysł funkcjonuje na poziomie 3., to będzie mógł zapamiętać to doświadczenie.



11. stan (z tych 25). Jeśli przejawia się stan przebudzenia (oświecenia), to nie może się utrzymać zbyt długo, ponieważ wszystko w tym stanie jest nietrwałe z powodu tego, w co wierzymy (silnych przekonań i utożsamień).
16. stan (z tych 25). Nawet, gdy zdarzy się całkowite, dogłębne przebudzenie (oświecenie), nie będzie ono permanentne, lecz tylko chwilowe z powodu braku harmonii pomiędzy głową i sercem - umysłem i świadomością, wiedzą i miłością (współodczuwaniem jedni ze wszystkim). Umysł wciąż "góruje" z powodu przywiązania do pewnych koncepcji.
21. Można osiągnąć stan ekstatycznego uniesienia, "totalnej błogości", ale nie można go utrzymać, z powodu jeszcze większej dysproporcji pomiędzy stanem umysłu (głowa) a stanem świadomości (serce).

TURIJA – w "klasycznej filozofii indyjskiej" to stan czystej, obserwującej świadomości, stan wyzwolenia. W sanskrycie turija znaczy dosłownie "czwarty" stan świadomości obok 3. stanu świadomości na jawie, 2. marzeń sennych oraz. 1. stanu głębokiego snu. Czwarty stan - turija jednocześnie łączy pozostałe trzy stany w jedno. Porównywany jest do dźwięku świętej sylaby aum (om) albo do trójzębu Sziwy. Trójząb Sziwy to symbol - trzy zęby w Jednym - czwartej podstawie jako całość. To, co dla mnie wspaniałe, a co przedstawia symbol trójzębu Sziwy, to to, że stan czystej, obserwującej świadomości łączy (integruje, scala) ze sobą pozostałe trzy stany: głębokiego śnienia nieświadomego, marzeń sennych i stanu świadomości na jawie. Trójząb Sziwy wskazuje na to, że wszystkie te stany współtworzą integralną całość. Więc nasze sny (marzenia czy też wizje senne) są tak samo istotne w procesie integracji jak i trzy pozostałe.

Jak śpimy i śnią się sny, to co w nich przeżywamy, wydaje się prawie tak samo realne jak to co na jawie. ;-) Jednak w snach łatwiej jest przeniknąć przez ściany, przefrunąć na drugi brzeg rzeki niż na tzw. jawie. A jak śpimy i nic nam się nie śni, to nie wiemy, czy nic nam się nie śniło, czy nie pamiętamy tego, co nam się śniło. :-) 



wtorek, 14 listopada 2017

SPOTKANIE ZE SMOKIEM

Taki dzień pełen radości i wdzięczności... nie wiem sama "za co"...  Po prostu.

I znów, i wciąż... czuję ogromną radość i pasję wobec całego PROCESU POZNAWCZEGO ŻYCIA I SIEBIE (SELF) w NIM. Radość i niewinność niemal dziecięcą. Chociaż jako 4-6.letnie dziecko już bałam się wielu rzeczy np.:
- przestraszyłam się wujka, który przyjechał na motorze, a miał czarne włosy i wąsy, bo babcia straszyła mnie cyganami...
- bałam się zaglądać do studni, której wnętrze mnie fascynowało, bo babcia straszyła mnie diabłem w studni...  
- kiedyś też trochę przestraszyłam się, jak zobaczyłam na niebie ogromną postać Michała Archanioła w srebrnej zbroi i z mieczem w dłoniach, bo babcia straszyła dorosłych Sądem Ostatecznym...  

A dziś szłam ulicą i pojawił się obraz taki: smok ogromny ląduje na ulicy miasta. I myśli, że gdyby w tym momencie, nagle na ulicy pojawił się ogromny smok i gdyby inni ludzie byli tym zaszokowani albo nawet przerażeni, to ja stałabym i patrzyła na niego z podziwem, zachwytem i czułością. Nie wiedząc, co dalej... 


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

ROZBITE LUSTRO

Jedna ze starych bajek, którymi lubię czasem się dzielić, to bajka o rozbitym Lustrze: było sobie kryształowe Lustro tworzące idealną całość. Ale pewnego dnia rozpadło się na nieprawdopodobnie wiele kawałków różnej wielkości i kształtów - maleńkie lustereczka o różnych kształtach... Te wszystkie kawałeczki poustawiały się względem źródła światła pod innym kątem i stąd wzięły się na przykład zróżnicowane kolory tych kawałków. I myślą sobie niektóre kawałki, że jak się pogrupują kolorami, to utworzą całość.

Inne kawałki ustawiają się i grupują ze względu na podobieństwa kształtu i też mają nadzieję, że wspólnie utworzą harmonijną, idealną całość.
Jeszcze inne szukają innych podobieństw, na przykład wielkości powierzchni albo takich części granic swoich powierzchni, które pasują do siebie.
W zasadzie prawie wszystkie z nich szukają wśród siebie takich podobieństw, które mogłyby je jakoś uporządkować i połączyć w jak największą całość. Pomysłów na usystematyzowanie układanek jest doprawdy sporo.

Ha, ha, nic podobnego. Systematyzowanie takie wcale im nie pomaga. Lecz wciąż miesza szyki kawałkom, które chciałyby utworzyć idealną całość. A wyjście jest proste. Trzeba pozbierać i ułożyć ze sobą wszystkie kawałki jak puzzle, by lustro mogło się połączyć na powrót i utworzyć doskonałą całość :-)

W doskonałym kryształowym Lustrze nie może się przejrzeć żaden z kawałków, ponieważ doskonałe lustro istnieje tylko wówczas, gdy wszystkie jego kawałki idealnie pasują do siebie i wszystkie współtworzą całe Lustro. Kryształowe Lustro bez choćby jednego najmniejszego kawałka nie jest już Lustrem tworzącym całość, lecz Lustrem rozbitym, a więc podzielonym.
Kawałki mogą przeglądać się w sobie nawzajem, a wtedy widzą jakąś część siebie. Kawałki mogą się nawet grupować i przeglądać w innych zbiorach kawałków, lecz nigdy nie mogą przejrzeć się w całości.

To dlatego kiedyś całość postanowiła rozpaść się. By mogła chociaż w częściach samą Siebie oglądać… 

Analogicznie jest z prawdą... Prawda jest jedna i istnieje jako całość. Indywidualne, a nawet grupowe kawałki prawdy podobnie jak wszystkie kawałki Lustra są tylko częściami całości, dlatego już nie są całą prawdą...

Może adekwatnie byłoby nazywać je 'prawdusiami'? :-) A może kłamstwami?
Dlatego też kłamstwami zwykliśmy nazywać kawałki prawdy, które nie są identyczne z "moimi" lub "naszymi" cząstkami prawdy, i podobnie jak kawałki kryształowego Lustra różnią się między sobą kolorem, kształtem czy wielkością. I są tylko cząstkami całego Lustra.

Lustro, które jest całością jest jak… pustka, jak… nicość pełna nieskończoności i wieczności swojego potencjału. Światło w niej zatopione nie ma jak ani w czym się odbić, ani na czym „zaczepić”, ani nie ma czego rozświetlić… Jest niewidzialnym światłem świadomości. Dlatego pustka musi się poruszyć, by dać wolność dla światła swojego potencjału... światła umysłu.
Pustka w kosmicznym akcie Miłości oddaje się Światłu i jego tańcu radości istnienia we wspólnym doświadczaniu Siebie. Tańcu Światła, ktőre rzeźbi w Niej niezliczoną ilość cząstek i wzorów...
Lustro istnieje jako nieprzejawione, niewidzialne… jak Wielka Tajemnica, która musi zostać odkryta w każdym maleńkim kawałku, by Lustro mogło w nim zabłysnąć... samorozpoznaniem.


Choć przecież Lustro Jest zawsze nieprzejawione i przejawione, niewidzialne i widzialne jednocześnie… Ach.... - ts