Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŚWIATŁO I CIEŃ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŚWIATŁO I CIEŃ. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 października 2023

ŚWIATŁO W MROKU

 Im głębiej zanurzam się w sobie 

wnikając w otchłań mroku,

tym więcej ciemności rozświetla się 

i coraz więcej światła z niej się wyłania.

Tym światłem jest świadomość...

piątek, 8 lutego 2019

INTEGRACJA "DZIKIEJ BESTII" W SOBIE KU SCALANIU SIEBIE...

Taka odpowiedź dziś Się przejawiła, która może i inne istoty zainspiruje lub będzie darem potwierdzenia, że coraz więcej istot ludzkich przechodzi przez podobne (choć momentami postrzegane jako bardzo ciężkie i trudne) procesy transformacji i zmian w postrzeganiu SIEBIE (tego, co wewnątrz i na zewnątrz, a co jest... Jednym przejawiającym Się zróżnicowamiem SIEBIE).

Im wyżej "sięgamy", tym niżej "spadamy", więc chodzi o to, żeby to "wyżej" i "niżej" integrowało się ze sobą... By wszystko to, co nas jeszcze straszy, co nas "odrzuca od siebie", co nadal jest negowane, ukrywane, może się integrować i kąpać w krystalicznej bryzie świeżości tryskajacej prosto ze Źródła, którym jesteś-my..

To całkiem naturalne na tym etapie podróży - na przykład te "ataki dzikej bestii" w snach... Tak, ta dzika bestia to integralna część całości, która atakując cię we śnie domaga się przyjęcia... bo każde odrębne ja w swoich wyobrażeniach o SOBIE odcięło się kiedyś od niej... a teraz może tę część SIEBIE dostrzec (uświadomić), przyjąć i zintegrować... 
Jak to możliwe?
Przez świadome przyjmowanie tej części SIEBIE taką, jaka jest, świadome oddanie temu, by nas "rozszarpała na strzępy, atomy, a nawet fotony" i "pożarła"... w wewnętrznym procesie... (symbol Kali czy Mahakali) Ale UWAGA: Tu istotne jest, by nie "stawać się tą bestią", lecz by ją - jej energie, jej wibracje świadomie, świadomie, świadomie (!) odczuwać w wewnętrznej przestrzeni, obserwować przyjmując to takim jakie jest. To wyobrażenie budzące strach... Wtedy to Się integruje w sobie, SOBĄ, kąpiąc w energii bezwarunkowej, wszechogarniającej i wszechprzenikającej miłości.

Bo każda i każdy z nas w tej części, którą oddzielne ja- ego ukryło przed sobą, jesteśmy także tym - tą dziką bestią... Oddzielne ja czyli tzw.ego nie dopuszcza tego do siebie, bo taka była/jest funkcja, zadanie struktury ego - utrzymywać granice oddzielności ja przez utożsamienie z myślami, które konfliktują ze sobą różne ja - różne części Umysłu. (W Tym także utożsamienie z ciałem utrzymuje konflikt z tym, co w nim i poza nim).

I dopóki przed jakąś częścią SIEBIE uciekamy, dopóty ona będzie nas gonić, dopóki jej się boimy, dopóty będzie nas atakować i straszyć...

A dopóki coś będziemy przed sobą ukrywać, wciąż będziemy tego szukać i oszukiwać siebie...
Każda cząstka SIEBIE jako całości Jedni przestanie nas gonić, straszyć albo uciekać dopiero, jak zostanie Świadomie ujawniona, odkryta, dostrzeżona i przyjęta taką, jaka jest. Wtedy staje się zintegrowana w całości naszej Jedni SIEBIE. I zostaje uwolniona.
Coraz częściej zdarza się, że nie wiesz, co dalej... 
To wspaniały znak. Odrębne ja - ego, gdy wie coraz mniej, ma możliwość stapiania się z jednym JA...

Coraz bardziej pragniesz "przejść do następnej klasy"? 
Jeśli możesz, odpuść i to pragnienie. Niech to pozostanie intencją... Wiesz, czujesz, że dane będzie ci to przejście, ale nie wiesz ani kiedy, ani jak. Bo i tak przejdziesz wtedy, gdy będzie gotowość... Oddzielone, odrębne ja - ego nie musi ani nie potrzebuje tego wiedzieć, kiedy połączy się z JA...

(Motyl się wyłania z kokonu, gdy skrzydła są w pełni ukształtowane... sam nie wie, kiedy to Się stanie...) ;)

Kiedy przechodziłam przez bardzo trudne (względnie :)) doświadczenia transformacji, pojawiało się czasem pytanie:
ile jeszcze, jak długo będzie mnie tak "rozrywać na strzępy", bo już nie mogę, nie wytrzymam?
Kilka razy wręcz zaczynałam się modlić o to, żeby to się już skończyło. Ale tak naprawdę ratowało mnie wtedy i koiło jedno: poddanie się temu procesowi i zaufanie przejawione słowami:

będzie to trwało dokładnie tyle, ile będzie miało trwać.

Obserwowanie i świadome bycie z tym, co się pojawia, ujawnia i świadome przyjmowanie z miłością tych cząstek, które wyłaniają się ze "strefy cienia" całości Umysłu... to sposób na "uzdrawianie się z choroby cierpienia". Na pewnym etapie może to być postrzegane jako proces uzdrawiania.
Wtedy świadomość przenika to, co się odkrywa w kolejnych "zakamarkach" umysłu, co ujawnia się jako (ukrywana wcześniej) kolejna część prawdy o sobie. I te części całości uwalniają się w nas w ten sposób. Można powiedzieć, że wtedy uzdrawiamy siebie poprzez przyjmowanie z miłością wszechogarniającą (wszystkie po kolei) ujawniające się nieświadome, bo kiedyś wcześniej wyparte do "strefy cienia", a uznane za "złe" albo "niegodne" części SIEBIE. Także te piękne, których z kolei odrębne ja czuło/czuje się "niegodne"... Z powodu przywiązania do... utożsamienia się z myślami utrzymującymi w emocjach związanych z poczuciem bycia niegodnym/niegodną czegoś. To przywiązanie zawsze odwiązuje się... w "swoim czasie", dokładnie wtedy, kiedy to się staje...

...stąd 😉 widziane jest jako ś-wiadome, że nie ma "przekraczania dualności z ciałem", lecz jest uwalnianie od całkowitego utożsamienia z ciałem. Wtedy ciało jest zintegrowane z Duchem, Źródłem, esencją istnienia... jako i indywidualne ja się integruje...
Jest integrowanie tego wszystkiego, od czego oddzielne, odrębne ja-ego (cząstka Umysłu) zostało oddzielone, by doświadczać iluzji tej odrębności... Bo gdy jedna część Umysłu Uniwersalnego mówi np.:
"jest tylko światło, a ciemność to iluzja", 
to druga jednocześnie mówi: 
"jest tylko ciemność, a światło to iluzja". 
I widziane są obie jednocześnie. I widać, że obie sobie odzwierciedlają siebie na zasadzie: 
"ja jestem, a ciebie nie ma."
Więc obie wzajemnie wypierają się SIEBIE jako całości.

Duch ani nie świeci, ani nie jest ciemny, ani jasny ani czarny, bo jest niepoznawalny... 😂

Światło to światło, ciemność to ciemność, a energia to energia. Słowo światło ma takie znaczenie, że opisuje energię widzialną za pomocą zmysłu wzroku. Ciemność to energia niewidzialna. A energia może być widzialna jak i niewidzialna oraz widzialna na różne sposoby, a także i przede wszystkim odczuwana...
Np. energia określana jako podczerwień nie jest widziana, ale to ona powoduje, że zmienia się widzenie.

Duch nie świeci jak słonko czy gwiazdy. To powierzchowne widzenie ograniczone fizyczną warstwą zmysłu wzroku. Duch jest wszędzie i wszystkim, także ciemnością i światłością... czyli energią. Formą i bezforemnością, ruchem i bezruchem... TO jest jedna przestrzeń i jedna ENERGIA, która może być postrzegana także na różne sposoby.

Na przykład patrząc na Słońce, przechodząc przez warstwę żółtego, potem białego, a potem kryształowego światła docieram do wnętrza, które jest widziane i mogę opisać je jako czarne, ciemne. I ś-wiadome jest, że Słońce jest pewną wersją "czarno-białej dziury", która jednocześnie jest transformatorem... bo pewną energię - o pewnych wibracjach częstotliwości wchłania w siebie i zasysa, a pewną energię o innych wibracjach częstotliwości emituje... Podobnie postrzegam galaktyki i wszechświat cały oraz atomy... makro i mikro to jedno w swoim cudownym zróżnicowaniu i różnorodności przejawów SIEBIE...
A także nas - Istoty w formie ludzkiej widzę podobnie...

Dla mnie ciało ludzkie jest tzw. "Świętym Graalem wypełnionym boskim nektarem"... Ma ono wiele, wiele warstw i głębię sięgającą ku niepoznawalnemu, ku Źródłu... Stworzone, wypełnione i animowane przez Źródło wszystkiego, Ducha, SIEBIE...

Czy więc nadal oddzielasz od siebie materię i energię, ciało fizyczne od duchowego? Oddzielasz od siebie i utrzymujesz te "dychtomię", ich oddzielność? Toć materia jest zagęszczoną energią czyli energia bywa materią przejawiana. Energia przejawia się zagęszczeniem siebie czyli materią. Energia i materia to to samo przejawiające się zróżnicowaniem siebie. Co je oddziela od siebie? Najwyżej jakiś koncept oddzielający jedną część całości Jedni od drugiej np:
"ciało jest niczym, bo materialne, więc nie istnieje, 
bo istnieje tylko to, co duchowe, będące Światłem, więc istnieje."
Hmmm... ;-)

Umysł jest przenikany świadomością, którą można nazwać "niewidzialnym światłem obecności", by nie używać słów i sformułowań nadal utrzymujących jakiekolwiek podziały w sensie odrębności między różnymi, integralnymi częściami całości Jedni, by nie stwarzać iluzji "wyższości" jakichś części wobec "niższości" innych, np: światła i ciemności.

Światło i ciemność istnieją, ale nie są przeciwieństwami, bo jedno zawiera się w drugim i odwrotnie. Nie ma przeciwieństw, gdyż przeciwieństwa są iluzją (choć iluzja bywa doświadczana jako realna). Realne jest zróżnicowanie przejawów całości... a nie ich oddzielność. Indywidualność też jest realna, ale jako jeden z nieskończonej ilości przejawów całości...

Podobnie Duch zawiera Się w Ciele, a Ciało w Duchu...
Umysł w Świadomości i Świadomość w Umyśle... 
Materia z Ducha stworzona, a Duch przenika materię i "wpompowuje" w nią SIEBIE... by Jaźń SIEBIE Się urzeczywistniała w formach, nawet fizycznych ciał.

Miłość wszechprzenikająca i wszechobejmująca scala i na powrót łączy ze sobą w SOBIE wszystko to, co w doświadczaniu iluzji o SOBIE zostało oddzielone.

Z miłością Się przejawia, Kochany Cudzie Istnienia.
______

(to, co się napisało tutaj, zostało wyrażone z tej przyczyny, że dostałam kilka wiadomości o tych "demonach", które się ujawniają, uaktywniają i pytania, co można z tym zrobić? Więc widać, że dotyczy to wielu istot)


piątek, 2 listopada 2018

ZAPOMNIENIE I PRZYPOMNIENIE


Integracja światła i ciemności
Ci, którzy zapominają
o przeszłości,
skazują się
na jej powtarzanie.
Nie chodzi więc o to,
by zapomnieć i nie pamiętać.
Lecz by być
świadomym SIEBIE.

Zdarzyło się kiedyś,
że lecąc ku światłu
po raz kolejny wybrałeś
nie patrzeć w dół.
Wybrałeś kolejne
oddzielenie,
kolejne zapomnienie...
Więc Się przypomina:

Sięgając w górę,
sięgaj także w dół.
Inaczej sięgając
tylko w górę,
oślepiony światłem
nagle możesz spaść
i nie rozumieć dlaczego.
Bo zapomniałeś...

Sięgając w górę,
sięgajmy zawsze w dół.
Bo gdy o tym pamiętamy,
Jesteśmy tu i teraz
w otwarciu, oddaniu
i wolnym przepływie
esencji Źródła...

Jak nieskończona
przestrzenność SIEBIE
rozparta bezkresem
łączącym SOBĄ wszystkie
iluzją oddzielane góry i doły
scalone w Jedni.

Bo jak tu i teraz nie ufać
SOBIE jako Jedni,
całości, którą
JESTEM?
Jak nie ufać
Wiatrom Oddechu
Źródła Źródeł?

niedziela, 28 października 2018

OSWAJANIE CIEMNOŚCI W SOBIE


Oswajanie Się z ciałem, formą taką, jaka jest nam dana na dany moment (czas), jest wyrazem rozwijania się zaufania i wdzięczności oraz miłości i otwartości na wszelkie dary w naszej cudownej podróży Życia, w Tańcu Istnienia... 

Podobnie jak np. oswajanie się z różnym rodzajem lęków czy wszystkim, czemu w jakiś sposób zaprzeczamy, co negujemy, czemu stawiamy opór... od czego się oddzielamy...

Dopiero (ach, jaki czas jest względny) jakieś 10-11 lat temu oswajałam się z ciemnością przez trzy ciemne noce wychodząc do lasu drogą... Za każdym razem coraz głębiej. 

Za pierwszym razem przeszłam może z 500 metrów. Im głębiej wchodziłam w las, tym mocniej serce biło, a oddech się skracał. W pewnym momencie podeszłam do drzewa i przytuliłam się do niego. Błogosławiłam cały las, jego ciszę, dźwięki i szelesty. Oddychałam... I wróciłam. Wracając coś we mnie się uśmiechało... Drugiej nocy już było łatwiej. Im głębiej w las wchodziłam, tym bardziej ciemność się rozpraszała. Widziałam w niej znacznie więcej niż pierwszego dnia. Nie dlatego, że było jaśniej, bo gdy wchodziłam do lasu, było tak samo ciemno, jak poprzedniej nocy. Doszłam znacznie dalej. Oddech był już dużo spokojniejszy, a gdy przyspieszał, to zatrzymywałam się na chwilę i skupiałam na oddechu i... ufności. Trzeciej nocy powędrowałam daleko i usiadłam na jakimś pniu.


Oswajanie się z ciemnością uaktywnia zaufanie do ciemności i wszystkiego, co w niej jest. Także oswajanie się z ciszą, pustką i poznawanie natury..., natury umysłu... intensyfikują Miłość, wdzięczność, ufność... 

Potem przez kilka lat jeździłam na tzw. Vision Quest - siedzenie w lesie w jednym miejscu przez 3-4 doby bez jedzenia i picia. I bez spania. Niespanie sprawiało wtedy największą trudność, bo od czasu do czasu zapadałam w drzemki. Za każdym razem, gdy siedziałam w lesie te kilka dni i nocy, wracałam z coraz większym zachwytem nad możliwością bycia w taki sposób z naturą... odkrywaniem w sobie nowych możliwości, przekraczaniem lęków w pełnym zaufaniu do tego, co jest i może się zdarzyć wyłaniając z ciemności nieznanego...
Teraz gotowa i otwarta w każdym tu i teraz na przyjęcie z miłością i radością Istnienia tego, co może się wyłonić...  Bo Życie wciąż nas zaskakuje swoją Magią i niespodziankami.


Ach, jaki podziw, wdzięczność, zachwyt dla Ciebie Życie, Istnienie... Tajemnico Życia Istnienia, Wielki i Święty Duchu i Duszo Tego Niepoznawalnego...

Wszystko, co postrzegamy i czym jesteśmy to energia, wibracje, To Taniec Istnienia, Życia... To taniec energii, które - choć wibrują różnymi wibracjami, częstotliwościami - wszystkie są dla nas dostępne w całym spektrum Tego, Czym Jest Istnienie, bycie świadome, żywe i obecne. I przejawia Się w Swym Tańcu także formami... 

...I TAŃCZ SWÓJ TANIEC...



wtorek, 2 października 2018

O PRZEMOCY, PROTESTACH i ŚWIADOMOŚCI


Się przejawia o przemocy w rodzinie i protestach kobiet przeciwko mężczyznom... 

No cóż... kobiety ponoszą taką samą odpowiedzialność jak i mężczyźni za tzw. "domestic abuse". Choćby tkwiąc w takich związkach i relacjach ze strachu, że nie poradzą sobie same w tym świecie... zwłaszcza, gdy mają dzieci. Mężczyzn używających przemocy często wychowują tak samo matki jak i ojcowie. I to matki uczą synów wzorców traktowania kobiet... np. przyzwalając na tę przemoc i dokonując różnych manipulacji. Tak samo jak ojcowie stosujący różnego rodzaju przemoc wobec kobiet: zarówno fizyczną jak i psychiczną czyli także stosując różnego rodzaju manipulacje. Uczą swoje dzieci takich wzorców. Oboje - matka i ojciec zazwyczaj nieświadomi są tego, co czynią, jak i dlaczego. Wojna "płci" wtedy wciąż jest kontynuowana...

Dlatego protesty kobiet przeciwko mężczyznom nie mają żadnego sensu. Protesty nie naprawią ani nie uzdrowią relacji. Mogą jedynie pogłębić ten konflikt. Natomiast dzielenie się wiedzą o możliwości uświadamiania tego, co w nas nie(u)świadom(ion)e, zwłaszcza naszego "cienia" i tego, co wciąż utrzymuje konflikt pomiędzy kobietą i mężczyzną, Animą i Animusem, a nawet boską żeńskością i kobiecością w nas - jak najbardziej ma sens. Głęboki, bo sięga głębi naszego istnienia i prowadzi ku harmonii współbrzmienia i współistnienia...


Jednak próbując "naprawiać" innych, nadal pozostaniesz w wewnętrznym konflikcie. A gdy uświadamianie zaczniesz od siebie, wtedy dopiero rozpocznie się proces uzdrawiania swoich relacji wewnętrznych. I pojawi się zrozumienie, skąd i dlaczego te konflikty "się brały". I uwolnisz siebie od nich zawierając pokój ze SOBĄ w sobie.

Oczywiście, jak ktoś czuje konieczność czy potrzebę protestowania, niech protestuje... Bo to, co dla jednych jest oczywiste, dla innych być nie musi...

piątek, 3 sierpnia 2018

ŚWIATŁO I CIEŃ...



Cień o wschodzie słońca i mgła...
Cień? Soczysty i zielony...

A shadow at sunrise and fog...
Shadow? So juicy and green... 




poniedziałek, 16 lipca 2018

NIESKOŃCZONY... SUFIT ;-)


Malowanie sufitu w przedpokoju było procesem "wieloetapowym" od miesiąca prawie. Poświęcone Jedni Sziwy-Szakti,
(Sziwy-Kali, Buddzie-Tarze, Yab-Yum, Dao itd...). 
I nie zostało skończone.  Jest, jakie jest... nieskończone... 
Jeden kosmos z rodzącymi się w nim nowymi galaktykami/gwiazdami... Dziękuję. 













niedziela, 13 maja 2018

PRZYPOWIEŚĆ O ATLANTYDZIE...


Czysty umysł i czyste serce... 
Mandalka taka: na Atlantydzie byłam "jedną z tych z Prawa Jedni". W sercach mieliśmy zielonkawe kryształy i dlatego mogliśmy współpracować z kryształami ziemskimi w połączeniu też z kryształami innych obszarów kosmosu. To był piękny świat harmonii To było około 25 625 lat temu licząc obecnym sposobem naliczania czasu.

Potem pojawiły się nowe idee - programy w Grze, które wprowadziły ogromne zmiany doprowadzając do katastrofy i zniszczenia Atlantydy. Choć nie takie było założenie tych, co wprowadzali te nowe idee. Tragedię spowodował konflikt idei - programów. A niektóre istoty z zielonymi kryształami w sercu zostały użyte - zmuszone siłą do wprowadzania nowych idei. Zostały uwięzione w aparaturze do używania kryształów i w rezultacie nieświadomie przyczyniły się do zniszczenia Atlantydy z powodu przywiązania do świata, który uznawały za swój i przywiązania do swoich przekonań. No i z powodu niezgody na to "inne nowe".

Ci, którzy przybyli na Atlantydę z nowymi ideami, byli postrzegani rzez nas jako magowie. Kiedy umierałam i widziałam wewnętrznie całą zagładę Atlantydy, usłyszałam wtedy: jeśli po jednej stronie lustra stoisz Ty jako "osoba" o czystym sercu, a po drugiej stronie lustra… stoisz Ty…. jako "atlantydzki mag", to czy możesz, jesteś już gotowy/a te części siebie połączyć tęczowym mostem pojednania?

I zobaczyłam, że jestem magiem stojącym po dwóch stronach lustra, po jednej "dobrym", po drugiej "złym... że im większe “dobro” ma obejmować działania maga z jednej strony, tym większe “zło” pojawia się po „drugiej stronie lustra”, z którym magowie muszą walczyć... walcząc ze Sobą… I zrozumiałam, że "ciemnej strony" Boskiego Stworzenia nie warto poddawać ocenie z ludzkiej perspektywy, bo dla ludzkiego umysłu jest to strefa chaosu, w którym on się gubi, a próbując przyklejać się do tej "jasnej" wpada w ogień jak ćma do świecy i płonie... I znów powraca do tego samego świata - snu. I tak "w koło macieju"... ;-)
Poczułam gotowość i otwarcie na połączenie się ze Sobą...
Wtedy pojawił się przede mną ogromny wąż. Poczułam przez moment niepokój. Ale pamiętałam, że jestem Miłością wszechogarniającą. Widziałam, że jakaś myśl zawisła nade mną: "powinnaś się bać, bo to symbol atlantyckich magów". Ale zobaczyłam, że wąż tańczy taniec i zmienia figury... raz jest okręgiem (wężem zjadającym swój ogon), a raz tworzył sobą znak nieskończoności. Zaczęłam nagle, (najpierw cichutko. a potem coraz głośniej) wydawać z siebie dziwne dźwięki, których wcześniej nigdy nie śpiewałam. Wyraźnie widziałam, że ta wisząca nade mną myśl gotowa była wniknąć we mnie i powstrzymać przed śpiewaniem tej pieśni Serca Serc. A jednak pieśni nie przerwałam, oddałam się tym dźwiękom, wibracjom i stałam się nią. Wtedy wąż ułożył się w spiralę. Nadal śpiewając weszłam w nią jak przez bramę i przekroczyłam jej dwuwymiarość i trójwymiarowość tej spirali...

Znalazłam się w wirze zasysającym wszystkie inne wiry w siebie... Wąż znikł, był tylko wirem z różnymi wzorkami, fraktalami migającymi mi przed oczami. Czułam, że te wzorki i fraktale miały "zadanie" przyciągania mnie, ale ja pomiędzy nimi przelatywałam jakbym jakiś slalom wykonywała. I w pewnym momencie znalazłam się w przestrzeni poza tymi wszystkimi wzorkami , fraktalkami i mandalkami, poza wszystkimi dotychczasowymi koncepcjami, interpretacjami symbolu węża i symbolu spirali docierając do głębi ich znaczenia. Nie do opisania...

Dotarłam do TEGO, co jest niewyrażalne. Mogę opisać to takimi słowami:
Na podobieństwo tajfunu jestem tańczącym wirem i jego centrum ciszy jednocześnie.
A potem zobaczyłam, że umysł potrzebuje jeszcze dostrajać się do "wibracji" czystego serca... aby stał się jednym ze świadomością, aby wiedza o Jedni, która teraz napływa, stała się mądrością zrozumienia poprzez wniknięcie świadomości i rozświetlenie tego doświadczenia scalania umysłu i świadomości w Jedno. Umysł otrzebuje poddać się świadomości tak jak "męskie"  poddaje się "żeńskiemu" z takim samym zaufaniem i oddaniem jak "żeńskie męskiemu"... w Sobie. W sobie i w Sobie.

Doskonałość i świetlistość umysłu - Logosa wypływa z uświadomienia sobie niezgłębionej, nieskończonej Mądrości Natury Wszechrzeczy – Sofii wynikającej z jego połączenia - wiecznej unii ze świadomością jako Jedno. (Unia Sziwa-Szakti, Yabyum, Tao, Ometeotl  - Jedno.  Doskonałość i świetlistość umysłu - Logosa wypływa z uszanowania natury jako "przedmiotu  poznania". W innym przypadku umysł - Logos przejawia swą "naturę lokalną" -  zawiesza się na wcześniej wyłonionych strukturach, przywiązuje się do nich, więzi sam siebie i powiela te struktury w nieskończoność, tworząc kolejne fraktale powtarzającej się struktury-formy. I nazywa to "udoskonalaniem natury" tworząc w ten sposób odrębność części siebie, "tworząc iluzję istnienia odrębnych swiatów- snów". Stąd zaśniewanie się czyli traktowanie jednego świata snu jako jedynego. A natura przecież jako świadomość przejawiona w formach umysłu  jest doskonała sama w sobie.

Jesteśmy "stworzeniami obdarowanymi świadomością" albo raczej jesteśmy "cząstkami świadomości, która przyjmuje najróżniejsze formy". Te wszystkie formy i foremki (fraktale, mandale i tak dalej) to fragmenty...  Uniwersalnego Umysłu… Odbywamy więc "podróże Świadomości po czaso-przestrzeniach Uniwersalnego Umysłu".

Istnieją trzy podstawowe cykle czasoprzestrzenne: liniowy, helisowy i spiralny. Cykle te powiązane są także z różnymi "sposobami" podróżowania. Czas liniowy istnieje we wszystkich trzech rodzajach podstawowych cykli czasoprzestrzennych: cyklu kołowym - po okręgu (poziomym i pionowym), cyklu helikoidalnym i cyklu spiralnym.  Czasoprzestrzenny cykl kołowy symbolizuje okrąg - 2D, cykl helikoidalny helisa - 3D, a cykl spiralny spirala-  4D. Każda ta figura w płaskiej 2D wymiarowości staje się ograniczonym symbolem jej wielowymiarowości (np. koło w 3d to sfera, a spirala w 4D to stożek). 

Bezczas pojawia się w w punkcie centralnym spirali.

Dlatego czas zanika, ponieważ dla Umysłu następuje "kolaps czasu". Dzieje się tak, gdyż czas jest narzędziem ograniczającym zakres Świadomości i percepcję Umysłu, ale jednocześnie umożliwia doskonalenie tejże percepcji czyli sposobu postrzegania i rozumienia przez Umysł danej czaso-przestrzeni.

Kiedy "wpadamy" w cykl spiralny (4D), wchodzimy w "bramę do 5D". Dojście do "punktu wierzchołkowego" w cyklu  spiralnym pozwala na połączenie, zintegrowanie  różnych światów i przechodzenie tunelami pomiędzy światami w „czasie zerowym”. Dla mnie bezczasowość nie jest lepsza od istnienia w formach czaso-przestrzennych, po prostu nie wartościuję tych dwóch przejawów/stanów całości, Jedni. I tak samo nie uważam, że dusza bez ciała jest czymś „lepszym” od duszy w ciele.

„Greckie słowo symbol – rzeczownik σύμβολον sýmbolon oznaczało "niewielki, rozłamany na pół. Ale czasownik συμβάλλω symbállo oznaczał „zbieram” lub „porównuję, składam, łączę”. Tak jak cząstki - różne puzzle naszej tożsamości, świadomości... zbierane, składane, łączone... w Jedni, Całości. Zatem przywiązanie do mitów o symbolach zatrzymuje nas w różnych światach - snach...A symbole to tylko "drogowskazy" w naszych podróżach.






niedziela, 21 stycznia 2018

O INNYCH JAKO NASZYCH LUSTRACH...

W "zasadzie lustra" nie tyle chodzi o "przepracowywanie swoich prześladowców", co integrowanie swojego "cienia", który "zakotwiczony" jest w nieświadomości zbiorowej . Czyli o proces stawania się coraz bardziej samo-świadomą Istotą ludzką. Jak? No poprzez uświadamiane tego, co nieświadome w naszych myślach, emocjach i działaniach. Na przykład: 

kiedy uświadamiamy sobie swoje własne nieświadome kłamstwa i przestajemy siebie okłamywać (i innych), kiedy uświadamiamy sobie swoje własne nieuświadomione jeszcze manipulacje i przestajemy manipulować, wtedy... będziemy jeszcze (przez jakiś czas) spotykać nadal w swoim życiu kłamców i manipulatorów, oczywiście. Ale gdy te części Siebie mamy zintegrowane i uwolnione w sobie, czyjeś kłamstwa czy manipulacje nie robią już na nas żadnego wrażenia, nie dotykają nas, bo po prostu są widziane, a nawet rozumiane. I w każdej sytuacji, gdy z czyimś kłamstwem czy manipulacją mamy do czynienia, nie działamy już wtedy konwencjonalnie według jakichś koncepcji, lecz działamy spontanicznie, świadomie z przestrzeni Serca, z Miłością i współczuciem (współodczuwaniem), bo jesteśmy Jednym. Do momentu aż... dokona Się transformacja=transcendencja. Wtedy "kłamcy" i "manipulatorzy" znikają... 

Jeśli zaś wciąż coś nas denerwuje w innych i drażni, wyzwala jakieś negatywne emocje, znaczy to, że ta część Siebie, naszego "cienia zakotwiczonego" w nieświadomości zbiorowej nie została jeszcze uświadomiona i zintegrowana w nas. Każda taka negatywna reakcja - emocja jest informacją o tym, co jeszcze możemy sobie uświadomić i zintegrować, co jest jednoznaczne z uwolnieniem. Ale i przebijanie się przez warstwy nieświadomości bywa dla niektórych sporym wyzwaniem.

Ostatecznym "efektem" tego procesu jest połączenie z tzw. jaźnią będącą punktem centralnym, a przy tym podłożem naszego (psychicznego) istnienia, a niektórzy mówią, że to "cel naszej duszy" w tym świecie-śnie. Ten proces bywa bardzo trudny, chociaż wszyscy mamy wystarczające ku temu możliwości, by ten proces poznawczy przechodzić. I to jest tym, do czego wszyscy podświadomie zdążamy. Poznanie swojego "cienia" jest poznaniem prawdy o sobie, która nas wyzwala. 

Gdy znika kłamstwo, w całej krasie i blasku, pojawia się prawda. Kłamstwo zauważone zanika. I nie chodzi tu o jakieś "dążenie" do prawdy czy "poszukiwanie" prawdy albo "drążenie" kłamstw, lecz otwarcie na odkrycie kłamstw i przyjrzenie Się im. Ujrzenie kłamstwa i uświadomienie go sobie to... jego koniec - rozwiewa się jak dym iluzji. 



czwartek, 11 stycznia 2018

INTEGRACJA.... Unio mystica...


"(...) 
Oto czas spotkania dualizmów życia doznawanych wcześniej. Zamiast nocy przeciwstawiającej się dniu, czy ciemności dławiącej światło, widzimy, jak dualizmy współistnieją, tworząc jednolitą całość, nieskończenie przemieniając się w siebie, a każdy z nich w swej głębi zawiera nasienie tego, co jest jego przeciwieństwem. Orzeł i łabędź są istotami Latającymi, pełnymi majestatu. Orzeł jest ucieleśnieniem siły i samotności. Łabędź ucieleśnienia przestrzeń i czystość, płynie spokojnie, zanurza się w uczuciach, w pełni spełniony i kompletny w swej doskonałości i pięknie.

Jesteśmy połączeniem orła z łabędziem: mężczyzny i kobiety, ognia i wody, życia i śmierci. Karta Integracja jest symbolem samo-tworzenia, nowego życia i mistycznego zjednoczenia, znanego też jako alchemia.
(...)
W człowieku jest konflikt. Jeśli nie zostanie on rozwiązany w nim, nigdzie nie może zostać rozwiązany. 
Polityka jest w tobie, między dwiema częściami umysłu.
Istnieje bardzo mały pomost. Jeśli ten pomost zostanie zerwany w wyniku jakiegoś wypadku, wady fizjologicznej czy czegoś innego, człowiek dzieli się wewnętrznie, staje się dwiema osobami; znane jest to jako schizofrenia, rozdwojenie osobowości. Jeśli ten pomost zostanie zniszczony, a jest on bardzo delikatny... rozdwoisz się, będziesz się zachowywać jak dwie różne osoby. Rano jesteś bardzo kochający, bardzo piękny, wieczorem jesteś bardzo rozzłoszczony, zupełnie inny. Nie pamiętasz tego, czym byłeś rano... jak możesz pamiętać? Wtedy działał inny umysł, a jedna osoba stała się dwiema. Gdy ten pomost zostanie wzmocniony na tyle, by dwa umysły przestały istnieć jako dwa i połączyły się w jedność, nastąpi Integracja, krystalizacja. To, co George Gurdjieff nazywał krystalizacją istnienia, to nic innego jak tylko te dwa umysły stające się jednym, wewnętrzne spotkanie aspektu męskiego z aspektem żeńskim, spotkanie yin z yang, lewego z prawym, logiki z nie-logiką, Platona z Arystotelesem."
(z Osho "Ancient Music in the Pines"1)


poniedziałek, 11 grudnia 2017

JEDNIA UMYSŁU I ŚWIADOMOŚCI

jednia umysłu i świadomości, połączenie niedualnego z dualnym rozpuszczają zasłonę oddzielenia pomiędzy nimi. Piękno wyrażone Się (Self-Jaźni) Sobą... 

Odklejanie Się od utożsamienia z umysłem i przesunięcie ku byciu świadomością jest etapem w podróży - w zabawie kreacji płynącej ze Źródła. To proces Życia w czaso-przestrzeniach i wykraczania poza ograniczoność form. 

Czym jest to coś, co określane jest jako negatywne myśli, ograniczające przekonania? To cząstki umysłu który bawi Się Sobą. Te cząstki, jak wszystko inne, całość umysłu pochodzi z tego samego źródła kreacji. Na podobieństwo pięknych fraktali tworzą się struktury umysłu i zagęszczają Się same w Sobie. Czysta, absolutna wolność tańczy esencją Siebie i maluje różne obrazy Sobą tworząc struktury tak zagęszczone, że sprawiają one iluzję więzienia ograniczającego swobodę i elastyczność ruchu w tych strukturach-formach... Iluzję ograniczania wolności. TO piękna Zabawa Absolutnej Esencji - Istoty w taniec kreacji, który "ogranicza - zniewala" Siebie po to, aby odkryć, że Jest wolnością. Nawet w iluzorycznej ograniczoności, odrębności, oddzielności struktur i form, które tworzy umysłem. Aby odkryć Siebie w cieniu i świetle... I że w cieniu zawiera Się światło, a w świetle cień, że bez nich nie byłoby żadnego ruchu, żadnej kreacji. Że światło i cień, umysł i świadomość są tym samym, tą samą esencją - istotą jak bezruch i ruch... 

Że niedualne bez dualnego też nie mogłoby doświadczyć dzielenia i scalania, aby przejawić Się realizacją Siebie w swojej Pełni i Pustości.


czwartek, 20 lipca 2017

CZYM JEST TANTRA?

Pod seksualnością, która za cel obiera aktywność prowadzącą do orgazmu, a pomijającą celebrację (świadomą) maksymalnie każdej chwili, ukrywają się silne, negatywne emocje, których nie jesteśmy świadomi, a które wciąż nas ranią i utrzymują w "zaśnieniu". Kiedy nie zwracamy uwagi na nie, one zaczynają nami powodować, nie tylko w chwili zespolenia, ale w całej relacji. Przeżywamy wtedy złudną rozkosz, która i tak nigdy nie daje zaspokojenia. Działamy jak marionetki szarpane za sznurki. I wtedy zaczyna "wywalać" nam to, co sami przed sobą ukrywamy, bo nasze "małe ja" nie chcą zobaczyć prawdy o Sobie-Tobie, więc harmonia relacji zostaje zaburzona. I znów może pojawić się znudzenie, znużenie, przemęczenie albo frustracja, żal, złość, gniew lub zobojętnienie i kolejna tęsknota/potrzeba doświadczenia na nowo z kimś innym kolejnego "miodowego miesiąca", który z powodu nadal nieuświadomionych jeszcze wzorców, które nami powodują, skończy się tak samo albo podobnie jak poprzednie nie dając nam zaspokojenia "wiecznego głodu oddzielenia".

Tantra to przede wszystkim wnoszenie świadomości do codziennego życia i relacji z Ukochaną Osobą, a w rezultacie do naszej relacji Siebie-Ciebie z Życiem.

I nie dotyczy to seksualności. Tantra na poziomie seksualnym może prowadzić obie osoby będące w intymnej relacji do rozpoznania (wyciągania na poziom świadomości) wszystkich wzorców (myślowych i działania), a nawet całej gamy różnych napięć, traum, które nami powodowały wcześniej w naszej seksualności i miały destrukcyjny wpływ na nasze wcześniejsze związki. Takie destrukcyjne związki tworzymy często jako ludzie "nieświadomi tego, co sobie i innym czynią".

I piękny tekst o TANTRZE:
cyt:
"Nie ma czegoś takiego jak “bezpieczeństwo” w Tantrze! Dlaczego? Ponieważ nie ma bezpieczeństwa w ŻYCIU! A Tantra jest jak życie. I używa najbardziej szaleńczo dewastującego i ekstatycznego elementu znanego ludzkości:

Miłości.
Nie miłości twojej babci.
Nie miłości twojego zwierzaka.
Nie miłości “harmonijnych związków”.
Nie.
Miłości fuzji i rozszczepiania atomu.
Wypalającej miłości.
Miłości, o której mówi Rumi. Którą reprezentuje Kali i Mahakala.
W tantrze chodzi tylko o jedną, jedyną rzecz:

Przebudzanie się.
Nic więcej.

Jest wypalająca, ale robi to SPECJALNIE – jest po to, żeby przecinać iluzje. Rozbierać. Dezintegorować. Szybko i mocno (przypis: tak szybko i tak mocno jak to możliwe).
Jest to strzała nakierowana prosto w serce dualności, myślenia konceptualnego, ego, udawania i fałszu. Więc masz tu dużo do stracenia, możliwe, że nawet zdrowie psychiczne, szczególnie jeśli wchodzisz w to z nieuzdrowionym bagażem i potrzebujesz “terapii” lub po prostu chcesz się z kimś przespać. A koszt tego co możesz dostać jest niezwykle wysoki.
I JEDYNE co otrzymasz to “po prostu obudzenie się”.
Tantra używa wszystkiego i czegokolwiek pod tym kątem.
Używa seksu i pożądania ponieważ są one bardzo mocne. A jednocześnie są także niebezpiecznymi ogniami, które mogą nami zawładnąć. Tantra używa psychicznych cięć, niebezpieczeństwa, intensywności, tabu, paradoksu, strachu, dużych emocji, bólu – podejście, które jest mocno niewłaściwe dla ludzi straumatyzowanych.

Rozkosz nie jest zagwarantowana. Seks nie jest ważny. Pożądanie jest paliwem, ale nienadużywanym. “Lepsze związki” nie są tu istotne. W najlepszym razie mogą być skutkiem ubocznym, tak jak inne rzeczy. A w najgorszym razie mogą być okrężną drogą, uzależnieniem i ślepym zaułkiem. I tylko, jeśli naprawdę chcesz się obudzić, to oddasz się temu całkowicie, bo inaczej są przecież inne niesamowite miejsca, żeby się w nich zatrzymać, czyż nie?"

Autorka nieznana, podane za Kamą Korytowską.