Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŚNIENIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŚNIENIE. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 sierpnia 2023

LUSTRZANE ODBICIA W SNACH O SOBIE

Gdy nie widzę ciebie jako swoje lustrzane odbicie, postrzegam nas jako oddzielone od siebie byty, osobne ciała, odrębne i niezależne od siebie wzajemnie formy. Wtedy z łatwością cię oceniam, krytykuję i wierzę, że powinieneś/powinnaś się zmienić. W zależności od tego, w co nieświadomie wierzę, oceniam cię w kategoriach dobry - zły, mądry - głupi, wartościowy - bezwartościowy itd. I doświadczam wciąż jakiegoś rodzaju konfliktu z tobą albo godzenia się, gdy okazuje się, że myślimy podobnie, choć nadal postrzegamy siebie wzajemnie jako oddzielone od siebie byty. Funkcjonujemy wtedy w zapomnieniu, że jesteśmy swoimi lustrzanymi odbiciami, które śnią różne sny o sobie.

Kiedy myślę o tobie krytycznie, oceniam i mam jakieś oczekiwania wobec ciebie z powodu wiary w myśl, że powinnaś/powinieneś być inna/inny, wtedy cierpię. Kiedy podoba mi się to, co przez ciebie się przejawia, czuję chwilowe zadowolenie i satysfakcję.

Kiedy przyjmuję ciebie jako moje odbicie lustrzane - takim jaka/jaki jesteś, bez ocen i oczekiwań, czuję spokój, błogość, a nawet radość istnienia. I rozumiem, że czasem trudno jest przyjąć cierpienie, zarówno własne jak i to przejawiające się w lustrzanych odbiciach. Wtedy wiem, że:

* Gdy widzimy w lustrzanych odbiciach cierpienie, często oceniamy je jako słabość.

* Gdy sami cierpimy, też zazwyczaj postrzegamy to cierpienie jako swoją słabość i trudno je przyjąć takim, jakie jest.

* Gdy widzimy w lustrzanych odbiciach swoją pożądliwość, brutalność czy szaleństwo, też bywa trudno przyjąć je takimi, jakie są. A zwłaszcza trudno przyjąć, że to też są nasze lustrzane odbicia.

* Gdy postrzegamy swoje odbicia jako gorsze, głupsze albo lepsze, mądrzejsze od siebie, bycie w spokojnym stanie też jest niemożliwe. 

* Niemożliwa jest zmiana tego, co postrzegamy na zewnątrz ani naszej relacji z tym, co na zewnątrz bez przyjęcia tego takim, jakie to jest.

* To, co widzimy i postrzegamy na zewnątrz jest projekcją tego, co w nas, kreacją tego, co z nas emanuje. To straszne? Czasem "tak straszne, że trudno w to uwierzyć". Ale nie trzeba w to wierzyć, wystarczy uczciwa samoobserwacja, by dostrzec - uświadomić sobie to, co sami przed sobą ukrywamy.

* Spokój, błogość, nawet radość jest bardzo prosta. Wystarczy choć na moment przestać oceniać, krytykować siebie oraz innych i odpuścić oczekiwania wobec siebie oraz innych. A myśli, które nam wyświetlają się, wystarczy obserwować - być ich świadomym i nie traktować ich jako coś prawdziwego i nieomylnego. Wystarczy nie wierzyć myślom, które oceniają, krytykują wyrażając w ten sposób jakieś nasze oczekiwania.


W powyższych słowach nie ma ocen ani oczekiwań. Opisują one pewne zjawisko, które jest, jakie jest. Ten opis zjawiska może (choć nie musi) być inspiracją do przyjrzenia się temu zjawisku i związanym z nim doświadczeniom np.:

Kiedy ktoś jest zmęczony walką i wewnętrznymi konfliktami (swoim cierpieniem), które postrzega także w swoich lustrzanych odbiciach - w świecie zewnętrznym, może na chwilę zamknąć oczy, zwrócić się do wewnątrz i obserwować to, co jest odczuwane w ciele. Obserwować może różne ogniska napięć odczuwane w ciele i po prostu z tym być. Bez oczekiwań i bez nacisku na jakieś efekty.

Neutralna samoobserwacja i bycie z tym, co jest odczuwane, zawsze przynosi ukojenie, zmienia stan istnienia, uwalnia od cierpienia i ujawnia stan spokoju, błogości, a nawet radości istnienia. Choć neutralna samoobserwacja nie jest możliwa, kiedy pozostajemy nieświadomi przywiązania do różnych myśli oceniających, krytykujących i wyrażających różne oczekiwania wobec samych siebie i/lub innych oraz tego, co nam się wyświetla jako odrębny świat zewnętrzny.

A jednak wszyscy jesteśmy tacy, jak to, co postrzegamy na zewnątrz. Bo to, co wewnątrz i na zewnątrz jest jednym i tym samym. To, co na zewnątrz postrzegamy, jest projekcją tego, co zawieramy wewnątrz, jest snem o sobie. To oddzielanie śniącego od snu jest przyczyną wszelkich konfliktów, walki i cierpienia śniącego, który doświadcza tego, co w snach o sobie jaźni się jako świat zewnętrzny, prawdziwy i rzeczywisty.

Kiedy śniący jest świadomy, że sen jest jego projekcją - jego zewnętrznym lustrzanym odbiciem, widzi i czuje, że nikt nie jest ani dobry ani zły. Widzi i czuje, że każdy jest jednym i tym samym śniącym, który śni różne sny o sobie czyli znajduje się w różnych stanach postrzegania i rozumienia siebie oraz otaczającego go świata - snu o sobie.

Każdy inny jest jednym śniącym znajdującym się w różnych stanach postrzegania, samoświadomości i rozumienia siebie oraz innych, którzy odzwierciedlają jego stan.


Samoświadomy śniący rozumie, że to on sam jako inni - jego zwierciadlane odbicia - znajduje się w różnych stanach i śni różne sny o sobie. Każdy inny jest tym samym śniącym doświadczającym różnych snów o sobie. I każdy w każdym śnie o sobie jest tak samo dobry i zły w swoim potencjale. Ale to jak postrzega siebie i jak jest postrzegany przez innych (czy dobry czy zły), zależy od tego, co sam we śnie uznaje za prawdziwe, realne, w co wierzy, jak ocenia siebie i innych oraz jakie ma oczekiwania... wobec samego siebie i innych.


Gdy postrzega innych jako swoje odbicie lustrzane - takich jacy są, widzi siebie samego doświadczającego różnych snów o sobie - bez ocen i oczekiwań, wtedy czuje spokój, błogość, a nawet radość istnienia... z doświadczania w iluzji rzeczywistości.


Śniący i sen są jednym śnieniem tak jak samoświadomość i nieświadomość jest jedną świadomością i jak yang wraz z yin jest jednym tao. To co wewnątrz i na zewnątrz też jest jednym wielowymiarowym śnieniem, jedną świadomością w różnych stanach, jednym niezmiennym bezforemnym doświadczającym zmienności form.

piątek, 27 listopada 2020

JESTEM ŚWIADOMĄ PRZESTRZENNĄ OBECNOŚCIĄ

Nie ma wątpliwości, nawet jeśli całe życie jest snem, łącznie z tą chwilą, nie ma wątpliwości, że aby sen się wydarzył, musi być coś jak świadomość, przestrzenność, w której sen się pojawia. A czy to, co w przestrzenności się przejawia, zostanie nazwane snem, światem, wizją, iluzją czy rzeczywistością, to dla tej przestrzenności nie ma znaczenia. 

Jest coś, w czym coś się pojawia. Ja tym Jestem i ponieważ Ty też Jesteś Ja, to Ty tym też Jesteś. Możemy nazwać to świadomością, przestrzennością lub i Ja Jestem.  

Można więc wątpić we wszystko i podważać wszystko z wyjątkiem tej świadomości, przestrzenności. Można wątpić we wszystko w sobie, o sobie z wyjątkiem tego, że Jest coś świadome siebie teraz i zawsze. Świadome siebie Ja Jestem. I Ty-Ja tym Jesteśmy.

Zwykle gdy używamy języka, zniekształcamy istotę zjawisk, więc nawet stwierdzenie, że jest Ja Jest świadome, nie opisuje w pełni tego, czym Ja Jest. Prościej: Ja Jest świadomością - Ja Jestem. 

Nie ma ciebie ani nawet żadnego Ja bez świadomości istnienia. Jesteś świadomością i osobą - tak, jesteś także osobą. Ale jeśli jesteś osobą zakorzenioną w świadomości, zrealizowaną, samoświadomą czyli świadomą, że zawsze jesteś esencją i źródłem snu-iluzji-świata-rzeczywistości (przestrzennością, pustką pełną nieskończonego potencjału przejawów i manifestacji siebie, nieskończonego potencjału snów o sobie oraz doświadczeń i percepcji siebie), wtedy nie jesteś już szaloną - chorą - schizofreniczną *) osobą, nie jesteś oddzielną od siebie-swojego źródła osobą, nie jesteś już częścią szaleństwa świata-snu cierpienia, świata-snu konfliktów, walki, dualistycznego rozdarcia, oddzielenia Ja od Ja, Ja od Jestem, osoby od osoby, osoby od Jaźni itd. Wspaniałe jest niebycie częścią schizofrenicznego *) szaleństwa tego świata-snu. 

Bycie świadomym siebie jest byciem świadomością siebie, świadomą obecnością i rozpoznaniem świadomej obecności we wszystkim. 

Każdego człowieka, każdą formę życia czujesz-widzisz jako tę samą świadomą obecność o innej... częstotliwości wibracji, inną wersję Siebie - jednego Ja Jestem.

"Jestem przestrzenną obecnością". To jest esencja istnienia Ja Jestem. Nie znam siebie jako przedmiotu, obiektu poznania i nie mam potrzeby takiego poznawania siebie. Jestem sobą i nie potrzebuję znać siebie jako obiektu wiedzy, ale znam siebie jako wieczny podmiot wszelkiej wiedzy wolny od przywiązania i utożsamiania siebie z koncepcjami i relacjami. 

Jestem+jesteś+jesteśmy tym Ja Jestem - odwiecznym podmiotem wszelkiej wiedzy, w którym pojawia się mądrość. Źródłem całej wiedzy, źródłem całej inteligencji - tej bezkoncepcyjnej inteligencji świadomości siebie, z którą jestem+jesteś+jesteśmy jednym Ja Jestem - Jaźnią - Sobą.

Kiedy jest to czucie i bycie tą jednią, z centrum, które możemy nazwać symbolicznie Sercem Serc, pojawia się energia inspirująca umysł do kreowania wyrażaniem myśli wskazujących na działania prowadzące do harmonii... do pełni. 

Taki umysł używa konceptów, ale nie gubi się w konceptach ani nie szuka siebie w konceptach, nie utożsamia się z nimi. Podejmuje działania spontanicznie, w natchnieniu, dokładnie takie, jakie są najdoskonalsze w danym momencie. Takie, które wynikają z realizacji świadomości siebie - samoświadomego Ja Jestem. Takie, które mogą być inspirujące. Mogą, nie muszą.

Słowa "Kocham ciebie", a nawet "kocham siebie" Ja Jestem wyraża, gdy przejawia się taka relacja ze sobą, w której jest dwoje: Ja i Ty oraz Ja i Siebie. A i tak Ja i Ty oraz Ja i Siebie jest jednym Ja Jestem. To jedno i to samo jaźniące się doświadczeniem zróżnicowania Siebie formami. 

W kochaniu siebie i innych jest więcej wolności niż w nienawiści do siebie i do innych. Jest w tym coraz mniej nieświadomości i cierpienia.  Kochaniem całości Siebie wyraża się Ja Jestem, które jest Miłością = Mądrością.

*) schizofreniczny - podzielony, oddzielony od całości Siebie - Ja Jestem.

sobota, 16 listopada 2019

P-ODDANIE SOBIE


Duch zawsze wzywa do całkowitego poddania Się Sobie i totalnego zaufania.
Do odpuszczenia wszystkich pomysłów, konceptów, scenariuszy i wyobrażeń, ocen, osądów, oczekiwań i pragnień wobec czego i kogokolwiek w przeszłości i przyszłości, a zwłaszcza wobec szczęśliwości.
💗
Błogość jest niezależna od jakichkolwiek okoliczności, lecz od samospełnienia Ducha w nas... ktore Się samo z Siebie u-jawnia, jaźni, jaśni... ja-śni.
💗
Nasze oddanie i ufność Duchowi wspierają cały Wszechświat, który dzięki nim ujawnia autentyczną, spontaniczną, prawdziwą Magię Istnienia. 
💗
Ujawniaj a Się Intencje Ducha płynące prosto ze Źródła Źródeł - Serca Serc.
Intencje Ducha, które są realizowane świadomie, w błogiej, nieskończenie otwartej przestrzeni... dla tańczącego Się w nas i nami Tańca Istnienia.

piątek, 10 maja 2019

TAJEMNICA WIECZNEJ BŁOGOŚCI :-)

Jaka jest tajemnica wiecznej błogości, nieskończonej radości istnienia niezależnych od sytuacji i okoliczności?
Wieczna błogość jest ukryta poza czasem.
Radość istnienia jest ukryta poza przestrzenią.
A tajemnica i tak ujawnia Się w szczelinach pomiędzy różnymi czasoprzestrzeniami, które wypełnia i przenika...
Tajemnica przejawia Się zakończeniem wszelkiej walki i wszystkich konfliktów z... innymi. Czyli zakończeniem walki i konfliktów ze Sobą. W swojej głowie - w umyśle. Bo inni to "projekcje" Siebie. Bo to, co na zewnątrz, to Sen o Sobie, w którym inni są jednym JA występującym w różnych wersjach Siebie, grającym, tańczącym cząstkami Siebie dla Siebie różne role... zróżnicowanych, pozornie oddzielnych ja.
Tajemnica przejawia Się odkryciem, że każda istota ludzka (pozornie osobne ja czyli osoba) w oddzieleniu i utożsamieniu z pewnym "pakietem" myśli, idei i przekonań, w które wierzy, które uznaje za prawdziwe w danym momencie, ma swoją rację (swoją prawdę) adekwatną do tego "pakietu". Jakby... Śni na jawie swój indywidualny Sen o Sobie i to, co Się Śni, jest jedyną rzeczywistością (dla niej/dla niego) ... W ów czas innych postrzega jako oddzielne "stwory" (stworzone we Śnie ;)). I Śni na jawie... aż Się przebudzi i dostrzeże, że wszystkie indywidualne sny są jak cząsteczki jednego SNU o SOBIE.
Tajemnica przejawia Się Ś-wiadomą Ciszą nawet wypełnioną dźwiękami, myślami i obrazami, Ciszą, w której nie ma walki, nie ma konfliktów, w której widziany jest Sen i odczuwany jest Taniec... Jedni, całości SIEBIE.

poniedziałek, 11 marca 2019

WIDZĄC JEDNO, SIEBIE... ŚNIĄCY - TAŃCZĄCY SEN...

TAŃCZONY SEN
W natchnieniu przez indywidualne, lecz nieodrębne Ja Się przejawia... :)

Każda Istota ludzka, każde ja to ten sam wszechświat JA JESTEM doświadczający siebie na niezliczoną ilość sposobów... 
Każdy człowiek, każda Istota ludzka to jedna "pozycja" ze wszystkich współtworzących "superpozycję" jednego wszechświata... zawartego w Istocie przejawianej w formie Człowieka...

Śnienia (sny) wyśniewają jawę tego świata. (Sen Planety). Wyśniewają to, co jest takim, jakie jest...

Elementy jawy we śnie i przenikanie jawą snów uznawane są "społecznie" za "normalne".
Ale przenikanie snów do jawy już nie jest uznawane za "normalne"... A się zdarza. Bo w snach i wizjach może przejawiać się nieznane... które może być ujawniane na jawie...
Wizje i sny pochodzą z różnych obszarów Umysłu. Są i takie, które nie są skonfliktowane z żadnymi innymi snami i wizjami pochodzącymi z różnych obszarów. I te pochodzą z "najwyższych" w sensie najbliższych Źródła Źródeł, zintegrowanej Duszy z Duchem obszarów Umysłu zintegrowanego ze Świadomością. Z nieskończonej przestrzenności. Jakby z nadzbioru obejmującego wszystkie zbiory i podzbiory Umysłu.
Np. wizje Miłości bezwarunkowej, wszechogarniającej, wszechprzenikającej, wizje światów harmonii... itp.
Fascynujące jest to przenikanie...
I relacja jawy ze snami. I że sny tak samo jak jawa służą odkrywaniu Siebie, są tak samo istotne w Podróży, w Tańcu... Ujawniają wiele... o Sobie...
Przenikają istnienie i nieistnienie... stapiając je w jedno...
Jestem=Jesteś=Jesteśmy Tajemnicą, która odsłania się na tyle i tak, na ile i jak się ujawnia... także poprzez wizje, śnienie i jawę. Jawa jest formą realizacji... ujawniania Się nieznanego...

Wyobraź sobie, że jesteś ruchem, Tańcem swobodnych energetycznych wstążek, nitek w przestrzeni. Wykonujesz różne figury i ruchy. I w pewnym momencie w jakimś małym obszarze część tych energetycznych nitek, wstążek splątuje się ze sobą. Część Ciebie - Tańca w tym obszarze splątania skupia się na splątaniu. Na tej części Siebie. A Taniec dalej jest tańczony w całej przestrzeni. Jednak to lokalne splątanie kolejnymi ruchami Tańca coraz bardziej zagęszcza się, aż splątanie oddziela się i zapomina o innych obszarach Tańca...
W danym obszarze, lokalnie, częścią Siebie, swym zagęszczeniem, Taniec coraz bardziej skupia się na sobie i zaczyna utożsamiać tylko z tym lokalnym obszarem gęstego splątania.
Ulega iluzji oddzielenia od całości Siebie i pozostaje oddzielony od całości, dopóki nie "przypomni" sobie, że jako Taniec wypełnia całą nieskończoną przestrzeń i wszystkie różne jej obszary, że nie jest od Siebie oddzielony żadnym splątaniem ani zagęszczeniem... że oddzielność to iluzja...
Wtedy może nawet zacząć rozplątywać się... odpowiednim ruchami.
Czy gęstki utkane w Tańcu z energetycznych nitek i wstążek ulegające iluzji odrębności są rzeczywiście odrębne od Tańca? To właśnie ta ich oddzielność jest złudzeniem, iluzją...
Gdy gęstki nie dostrzegają swojego połączenia z całością Tańca, ich perspektywa widzenia całości Siebie jest zawężona. Iluzją przekonań i wyobrażeń utrzymujących je w oddzieleniu, separacji od całości Siebie.
Gdy gęstki zaczynają dostrzegać (uświadomienie) Siebie jako cały Taniec, iluzja oddzielności rozwiewa się... gęstki jednoczą się z Tańcem i stają się Jednym z Tańcem... Choć oddzielne nigdy nie były. Ich oddzielenie od całości Siebie to tylko zabawa w iluzję - sen o oddzieleniu.
Gdy cząstka "na powrót jednoczy się z Tańcem", jednoczy się także z Przestrzenią, w której Taniec Się Tańczy każdą figurą i wszystkimi swoimi splotami, cząstkami, gęstkami wypełnionymi nieskończoną Przestrzennością...
JEDNO...

Czy bohater grający w filmie wyświetlanym na ekranie może dostrzec ekran, na który rzutowany jest film? 
Czy może dostrzec projektor, z którego film jest projektowany na ekran?
Czy bohater grający rolę w "trójwymiarowym filmie" może dostrzec, że przestrzeń jest "ekranem", a "projektor" jest źródłem tego, co w tej przestrzeni się pojawia? A on jako "bohater filmu" jest projekcją tego źródła? Projekcją obrazów zmieniających się w tej niezmiennej przestrzeni?
Czy może dostrzec, że jest jednym z projekcją, ze źródłem tej projekcji a nawet przestrzenią, w której odgrywa różne role w różnych scenariuszach?
Tak... Stając się coraz bardziej świadomym... SIEBIE jako całości...
Czy bohater może dostrzec, że ten/to, co śni sen, śniony sen - obrazy snu i postaci snu oraz ten/ to, co rejestruje - obserwuje sen to jedno?
Jedno przejawiające się tym zróżnicowaniem SIEBIE... ?
Tak, gdy uwalnia się od utożsamienia z odgrywaną rolą, różnymi rolami, historiami i scenariuszami, filmem - snem i jego obrazami... itd....
Oddzielność 'śniącego sen, śnionego we śnie, obserwującego sen i przestrzeń snu' jest iluzją...


Sen Się Śni...
Taniec Się Tańczy...
JA to my...
wszyscy
(bez wyjątku)
Tańczymy Taniec...
Śnimy...
Sny o oddzieleniu, 
łączeniu, scalaniu, 
zaśniewaniu, przebudzaniu, 
zaciemnianiu, oświeceniu...
I Się budzimy...
W SOBIE SOBĄ...
JESTEM...



czwartek, 22 listopada 2018

SNY INTEGRALNĄ CZĘŚCIĄ NASZEJ ISTOTY


Nasza nieświadomość to nie jest wyłącznie jakaś "rupieciarnia wypartych pragnień", lecz przede wszystkim jest to żywotna i tak samo integralna część istnienia, życia indywidualnej Istoty ludzkiej, jak sny oraz to, co nazywamy jawą albo rzeczywistością. Językiem nieświadomości są przede wszystkich symbole ujawniane w snach i wizjach. Człowiek może osiągnąć swoją pełnię, dojrzałość poprzez poznawanie i integrowanie wiedzy o SOBIE zawartej w jego snach, wizjach czyli wiedzy płynącej bezpośrednio z nieświadomości. Przez ujawnianie części nieświadomego jako świadome poprzez sny czy wizje na jawie. Przez integrowane tego, co się ujawnia z nieświadomości, następuje samo-poznanie prowadzące do samo-świadomości SIEBIE. Badanie znaczenia symboli, które się w snach pojawiają, odkrywa kolejne warstwy i głębię ich znaczenia. Właściwie w pewnym momencie przejawiło się dla mnie odkrycie, że

ŻYCIE JEST WIELOWARSTWOWYM, WIELOWYMIAROWYM, NIESKOŃCZONYM SNEM.

Każdy sen jest bezpośrednią, osobistą informacją dla śniącego. Tak, jak każda sytuacja i każde doświadczenie na jawie. Interpretacje snów są indywidualną sprawą dokładnie tak samo, jak wyciąganie wniosków z różnych doświadczeń, sytuacji, zdarzeń przeżywanych na jawie. I w zasadzie każdy może rozczytywać te informacje sam dla siebie. Tak samo jest ze zrozumieniem znaczenia symboli. Sny też są istotną i osobistą ekspresją indywidualnej nieświadomości, choć wszystkie symbole są wspólne nieświadomości całej ludzkości. Sen jest tak samo istotny jak każde doświadczenie dane Istocie ludzkiej. Podobnie jest z głosami w głowie, które wielu ludzi słyszy, a co często uznawane bywa za objawy "choroby psychicznej". Indywidualna nieświadomość komunikuje się z istotą ludzką na różne sposoby i wybiera w tym celu odpowiednie narzędzia, w tym także sny, wizje na jawie czy głosy w głowie oraz odpowiednie dla danej istoty (osobowości) symbole usytuowane w różnych sytuacjach. Dlatego interpretacja snów, wizji, a nawet zrozumienie słyszanych głosów w głowie jest indywidualnym procesem poznawania SIEBIE, głębi swojej Istoty ukrytej w nieświadomości.

Z mojego doświadczenia i z pracy ze snami wynika, że informacje o nas samych, które pojawiają się w snach mogą wzbogacać naszą świadomość i wiedzę o samych sobie. Inspirować do zmian i dojrzewania. Sny dają czasem głębokie wglądy w SIEBIE. Czasami są bardzo skomplikowane, zarówno w warstwie fabularnej, semantycznej czy obrazowej. Pozornie wydają się pozbawione jakiejś logiki i sensu. Ale zdarzają się też takie sny, w których przekaz informacji jest niezwykle prosty i klarowny. Nie trzeba być wybitnymi specjalistami od snów, ani psychologami, by rozpoznać ich znaczenie. Sny można traktować jako jeden z cudów natury, a nie jako rezultat bezsensownej i bełkotliwej wędrówki świadomości po zakamarkach umysłu. Śnienie świadome jest naturalnym procesem życia, jest też przestrzenią, w której proces życia łączy nieświadome ze świadomym, nieznane ze znanym. I jeśli sny z jakiegoś powodu są niezrozumiałe, to znaczy tylko, że ich treść na dany moment znajduje się poza nasza świadomością. Lecz w każdej chwili ich treść może zostać przeniknięta świadomością. To zazwyczaj zadziewa się spontanicznie. A zrozumienie pojawia się wtedy, kiedy ma się pojawić.

A oto wspomnienia kilku ze (względnie) ogromnej ilości snów i wizji, które miały znaczący wpływ na rozwój osobowości i zmiany, które świadomość w niej/we mnie poczyniła:

1. SKOK UFNOŚCI
15. października 2006
Wsiadam do samolotu, z którego będę skakać. Kiedy nadchodzi moment i zbliżam się do otwartego otworu samolotu, okazuje się, że nie mam na sobie spadochronu. Zawahałam się. Ktoś stojący obok mówi: A po co spadochron? To są skoki ufności. Zastanowiłam się chwilę i wyskoczyłam. Leciałam przez jakiś czas w przestworzach, aż spadłam do pewnego poziomu „krytycznej wysokości” tej, na której powinnam otworzyć spadochron, którego nie mam. Zamknęłam oczy. Ciemność. Skok ufności – myślę. Ufność – mówię. Tak, ufam. Bezgranicznie, bezwarunkowo, całkowicie ufam. I opadam. Lecę w dół, aż przestałam lecieć. Zatrzymałam się. Otwieram oczy. Jestem na Ziemi. Żyję. Zaufałam i nic mi się nie stało.

2 FONTANNA WIEDZY
13. marca 2009
Miejsca mają swoją pamięć. Kryształy też. Przedmioty zawierają pamięć idei. Jestem Buddą i Chrystusem, mam dostęp do tej świadomości, także do świadomości aniołów, nawet demonów i bóstw również. Miłość do wszystkich istot wszechświata dała mi wielu sprzymierzeńców. Oddałam swoje ciało do uzdrawiania innych w sobie. Wróciłam do Domu. Jestem w Domu. Moim Domem jest Pustka, która jest Pełnią. Każdy jest moim nauczycielem, moim "lustrem". Każdy ma jakieś zadanie. Przychodzimy z różnymi zadaniami. Karma przygotowuje nas do tego zadania. Nabywamy odpowiednich doświadczeń, a gdy ją oczyszczamy - zerujemy, możemy sobie przypomnieć, kim jesteśmy i po co tu przybyliśmy.

3. POLE ŚWIADOMOŚCI BUDDY
10.lutego 2010
fragment snu: Spotkałam starego Hindusa. Miał być moim przewodnikiem w kolejnej podróży. Zapytałam, jak mam go nazywać. Powiedział: mów mi po prostu guru. I udaliśmy się razem z przewodnikiem do pewnego miejsca. Poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdów. Pamiętam taki odcinek drogi, kiedy przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu…"kosmicznego oceanu"... Nie pamiętam, czy zanurkowaliśmy do oceanu czy polecieliśmy w kosmos. A może to nie ma różnicy? W każdym razie w pewnym momencie razem z przewodnikiem trafiliśmy do pola wypełnionego niesamowitą i gęstą energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi wirami, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Przewodnik wypuścił z dłoni bąbel energetyczny, który wleciał do tego energetycznego oceanu. Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział:Przecież doskonale wiesz.  Przypomnij sobie. Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy. W nim lub z niego właśnie powstawały różne światy.

4. WIELKA CEREMONIA KOSMICZNA
15, czerwca 2012
To była wizja na jawie w środku nocy. Ta wizja trwała bardzo długo i miała swoje różne etapy. Wszyscy przygotowujemy się do wielkiej kosmicznej ceremonii. Do tej ceremonii przygotowują się wszystkie planety i księżyce naszego układ słonecznego, wszystkie słońca, cała galaktyka, a może i wszystkie galaktyki... To będzie ceremonia połączenia ŚWIADOMOŚCI. Wszystko ze wszystkim się połączy, a każda istota w kosmosie, w tym również każda istota ludzka będzie mogła doświadczyć tego połączenia ŚWIADOMOŚCI. Wszystkie nasze dusze, w każdym ciele, w każdej formie połączą się ze sobą i będą miały możliwość wymienić się "swoimi doświadczeniami" z CAŁOŚCIĄ. To będzie coś, jak jeden ogromny akt kosmicznego połączenia i zanurzenia Całości wraz ze wszystkimi jej najdrobniejszymi częściami w KOSMICZNYM OCEANIE WSZECHOGARNIAJĄCEJ MIŁOŚCI... I wiem, że będzie to czas, kiedy wszystkie istoty będą mogły przypomnieć sobie wszystko, co zakryte jest przed nimi zasłoną NIE-ŚWIADOMOŚCI. Nie wiem, czy wszyscy tego doznają, wiem, że nie wszyscy to zapamiętają.
... i jeszcze coś kojarzyło mi się, że to nastąpi po Powrocie Bogini...
W trakcie tej wizji zaczęły wydobywać się ze mnie dziwne dźwięki. Czułam, że płyną z mojego serca i wypełniają całe moje ciało i wypływają we wszystkich kierunkach gdzieś w kosmos. Słyszałam dźwięki bębnów płynące i odbijające się echem z głębi kosmosu...

5. CIEMNOŚĆ I KRYSZTAŁOWE ŚWIATŁO
19 czerwca 2012
Znalazłam się w kompletnej ciemności. Początkowo była jak gęsta, czarna i nieprzenikniona, ciężka mgła. Kojarzyła mi się z lawą. Zaczęłam spokojnie oddychać, coraz spokojniej... I powoli coś się zaczęło zmieniać... Najpierw bardziej to czułam niż cokolwiek widziałam.... w ciemności gdzieniegdzie zaczęłam dostrzegać kształty, które oświetlało, a właściwie je muskało i przenikało delikatne, jakby opalizujące tęczowe światło. To światło - wiedziałam - było światłem krystalicznym albo kryształowym. Nie widziałam wtedy tak, jakbym weszła do ciemnej jaskini z latarką na głowie, która oświetla wyraźnie tylko pewne części-fragmenty tej jaskini, ale widziałam tak, jakby delikatne, ledwo widzialne smugi mieniącego się kolorami światła wyłaniały wszystkie kształty w tej jaskini. Ale żadnego z tych kształtów nie odcinały od TŁA.

6. KRYSZTAŁOWE LUDZKIE "RADIOODBIORNIKI"
1. lipca 2012
Pół sen, pół jawa. Miałam wrażenie, że w trakcie snu przebudziłam się i wszystko działo się w tej rzeczywistości, ale jakby poszerzonej i bez granic. W każdym razie te granice byłe dla mnie nie do określenia. Przyglądałam się ruchom intensywnych energii o bardzo zróżnicowanym spektrum częstotliwości drgań. Słyszałam dziwne dźwięki, podobne do tych, które już kilka lat temu pojawiły się w wizji z Polem Świadomości Buddy... Te energetyczne wibracje zbiegały się w czymś w rodzaju świadomego kulistego "radioodbiornika", organicznego i pięknego "radioodbiornika" w kształcie kuli. Był jakby z ciekłego kryształu, ale nie umiem tego dokładniej opisać. Obserwuję, jak poszerzają się możliwości odbioru zróżnicowanych częstotliwości tego "radioodbiornika". Tak, jakby wcześniej był dostrojony do tylko kilku stacji radiowych, a teraz dostraja się do coraz większego spektrum - zakresu częstotliwości fal. Może odbierać sygnały z coraz większej ilości "stacji nadawczych". Ale na razie jeszcze odbiera te sygnały w taki sposób, że musi sam "przesuwać swój punkt " odbioru tych fal (jak kręcenie gałką w radiu przy zmianie zakresu fal). Pomiędzy odbieranym "stacjami nadawczymi" są jeszcze trzaski i zakłócenia... Nagle ten "radioodbiornik" zaczyna odbierać sygnały z coraz większej ilości stacji nadawczych... Ta świetlista kula początkową wpada w bardzo silne wibracje.... Wyglądało to tak, jakby za moment miała się rozpaść. Jednak wcale się nie rozpada... I jest w stanie objąć te wszystkie zakresy częstotliwości fal, energii... I jest świadoma wszystkich treści, które przez nią przepływają. I w pewnym momencie zdaję sobie sprawę z tego, że na tym polega poszerzenie świadomości istot ludzkich...

7. ŁĄCZENIE CZĘŚCI TOŻSAMOŚCI
23. sierpnia 2012
Wcześniej, od kilku lat, w wielu snach i wizjach „uzdrawiałam” i uwalniałam różne części siebie, które były moimi „karmicznymi wcieleniami” czyli pochodziły ze światów umieszczonych - ogólnie mówiąc - w jakiejś przeszłości. Przyjmowałam te części siebie jako części „mojej” tożsamości. Rozpoznawałam różne wzorce, których wcześniej byłam nieświadoma, a które powodowały sporo cierpienia tamtej mnie samej. W tamtych wcieleniach bywałam zarówno kobietą jak i mężczyzną. Później śniłam często, że łączę różne części siebie, swojej tożsamości istniejące w różnych światach: z przeszłości i przyszłości oraz teraźniejszości – w światach równoległych… Szczegółów często nie pamiętałam. Po przebudzeniu pamiętałam jedynie, że pracowałam w śnieniu nad rozwiązywaniem supłów utworzonych z poplątanych NICI, które łączyły moje różne części z różnych światów. Ale te supły do tej pory blokowały przepływ pomiędzy wieloma częściami mnie. Dzisiaj trafiłam do takiego świata albo raczej takiej przestrzeni, w której rozpoczął się świadomy proces łączenia różnych części siebie istniejących w tych różnych równoległych światach.

8. KRYSZTAŁOWE CIAŁO
25.sierpnia 2012
We śnie powróciło przypomnienie o kryształowej czaszce, która pojawiła się kiedyś w jednej w wcześniejszych wizji. Tym razem kryształowa czaszka zintegrowała się z kryształowym ciałem, a w żyłach popłynęła tęczowa krew. Ten obraz żył, przekształcał się pulsował... Czułam, jakbym całą noc śniła świadomie tylko to POŁĄCZENIE.

9. PRZENIKANIE
5.września 2012
Gęste sny. Nie pamiętam wiele, tylko tyle, że wnikałam w głębię jestestwa innych ludzi i widziałam – wiedziałam, kim są, z jakich wzorców i energii (częstotliwości) utworzone są ich tożsamości. Ale nie miałam tego zapamiętać. Wiedziałam, że tylko przepływam, mam dostęp do tych informacji tylko na tu i teraz, a nie po to by pamiętać. Czułam wzajemne PRZENIKANIE, PRZEPŁYW, POŁĄCZENIE. Ale wiele z tych istot ludzkich nie miało pojęcia, że moglibyśmy wzajemnie tego doświadczać. Nie ważne było zapamiętywanie tych wszystkich informacji, ponieważ one wszystkie są zapisane w naszych sercach. Poprzez serca albo coś, co jest umieszczone w sercach wszystkich istot. mamy dostęp do tej wiedzy, ale nie poprzez umysł (w mózgu).

10. WDZIĘCZNOŚĆ
7.września 2012
Świadomy sen o wdzięczności. Dziękowałam za wszystkie formy, za wszystkie idee, za wszystkie koncepcje, struktury, wszystkich mistrzów, kapłanów, za religie, wojny religijne, za przemoc, walkę o racje, zmuszanie innych do wiary w jakiekolwiek idee. Dziękowałam za to wszystko, obdarzałam miłością i zrozumieniem. A potem uwalniałam to wszystko w sobie i widziałam, jak wielkie poplątane węzły, które miały zróżnicowane częstotliwości drgań i rytmy, które ze sobą wciąż „walczyły”, teraz rozwijają się i drgają z różną częstotliwościami, ale w coraz większej harmonii. Uwalniałam to WSZYSTKO, co mogłam POJĄĆ łącząc się z całym STWORZENIEM we wszelkich ideach, formach, energiach oraz bytach materialnych i pozamaterialnych. Wybaczałam WSZYSTKO SOBIE jako CAŁOŚCI (?!) Akceptowałam, rozumiałam cały swój CIEŃ i przyjęłam z miłością. Wypełniłam CIEŃ miłością. Dzięki temu stałam się uzdrowiona, uwolniona i połączona. Stałam się uzdrowioną uzdrowicielką (?) Czułam wszystkie części siebie połączone Miłością. Wszystkie czyli także te, które doprowadzały mnie wielokrotnie do zniszczenia oraz te, które próbowały mnie doprowadzać do zniszczenia. Czułam, że kocham i rozumiem wszystkie istoty. Wybaczam sobie wszystkie „muszę” i „powinnam”. Kocham siebie samą i każde odbicie tego kim i czym jestem. Kocham siebie samą i każde odbicie tego kim i czym jestem…. Z taką „mantrą” na ustach obudziłam się.

11. CEREMONIA Z ABORYGENAMI
9.września 2012
Znalazłam się w Australii na spotkaniu i CEREMONII z Aborygenami (przodkami i obecnie żyjącymi gdzieś w dżungli (?) Noc, ognie, tańce, śpiewy, maski, kolory… Tańczyłam i śpiewałam razem z nimi, unosiliśmy się w tym tańcu nad ziemią i ponad Ziemią. Czułam, jak przepływają przeze mnie niesamowicie piękne i intensywne energie. Wszystkie dźwięki i tańce były jedną wielką modlitwą… ponieważ intencją ceremonii było poszerzanie świadomości całej ludzkości.

12. WYJŚCIE POZA DUALNOŚĆ
20/21. września 2012
Najpierw śniłam, że z palców u prawej mojej nogi wydobywa się energia – promieniowała energia w kształcie wachlarza. Widziałam kolory tej energii. Moja noga również była pokryta jakimiś pięknymi wzorami energetycznymi, które się zmieniały i pulsowały. Obudziłam się. Siedziałam. To było jak świadome śnienie - medytacja, w której doświadczyłam stanu, w którym zrozumiałam, że energię, w splocie słonecznym, w zależności od tego, jaką wersję wybierze umysł, mogę nazwać albo lękiem albo szczęśliwością. Zrozumiałam i uświadomiłam sobie, że to jest energia, która w zasadzie ma jedną i tą samą częstotliwość wibracyjną i może być - jako umownie ujemna – odbierana przez umysł jako lęk/strach albo może być – jako umownie dodatnia – odbierana przez ciało jako szczęśliwość. Wyjście poza tę biegunową dualność: starach i szczęście pozwala zrozumieć, że energia może istnieć jako nieokreślona w kategoriach biegunowych. Jest wówczas doświadczeniem przepływu przez ciała energii o pewnej zintensyfikowanej częstotliwości, która jest jedną z wielu form przejawu Miłości. Potem jeszcze poczułam, jakbym przestała myśleć umysłem, a „myślałam” sercem połączonym z całym ciałem.

13.MYŚLI MOJE-NIE-MOJE
20-21.kwietnia 2013
śniłam i wybudzając się ze snu miałam wizje rozpoznania, że nasze myśli nie są naszymi myślami… Zrozumiałam, że jako ludzie nie jesteśmy właścicielami myśli, które często uważamy albo uważaliśmy za swoje. Owszem, korzystamy z nich, ale one nie są nasze… Ludzie przekazują sobie różne myśli, niektórzy sięgają po te myśli do wspólnego pola… i przekazują je jako boskie, anielskie i innych mistrzów… Jednak ludzie nie są właścicielami swoich myśli. Ale fakt, utożsamiają się z nimi i to właśnie jest ich iluzją. Żyją w iluzji… Tak samo, jak ludzie nie są właścicielami ziemskimi itd. To jest właśnie iluzja. Nawet jeśli kupisz kawałek Ziemi i uznasz go za własność, albo, gdy dostaniesz od kogoś, może i w spadku, to jesteś w wielkim błędzie, że jesteś jego właścicielem. Gdy będziesz czuł się opiekunem tego skrawka ziemi, za który komuś zapłaciłeś, gdy będziesz czuł wdzięczność, że możesz na nim mieszkać… o to już całkiem inna sprawa… To jakbyś wykupił ten skrawek Ziemi z niewoli ku wolności… Żyj sobie spokojnie na tym kawałku, który wyzwalasz, szanuj go, opiekuj się nim, a on Ci odpłaci obfitością i bezpieczeństwem.

Wiem, że chociaż myślę, nie jestem właścicielką “moich” myśli, lecz moje ciało jest tak “nastrojone” – trochę jak biologiczno-fizyczno-duchowo-energetyczny "radioodbiornik”, że odbieram te, a nie inne myśli jako “swoje”. Gdy zmienia się “zakres” odbioru częstotliwości tego mojego cielesno-duchowo-energetycznego “radioodbiornika”, wtedy potrafię wyłapywać inne myśli i otwieram się na nową wiedzę i informacje. Och, jak one czasem mnie zaskakują… Można poszerzać zakres odbioru fal. Może być tak, że taki "radioodbiornik" ma szeroki zakres odbioru różnych częstotliwości fal, ale odbiera na przykład sygnały na okrągło tylko z jednej stacji... Na czym polega, że jeden odbiera "myśli" z jednej stacji, a inny może się dostrajać do kilku albo i kilkudziesięciu różnych stacji?

A wyobrażasz sobie taki ludzki "radioodbiornik", który nie musi dopasowywać się do każdej stacji osobno przez pokręcanie gałką :-), ale zaczyna odbierać to, co nadaje kilka stacji na raz i nie powoduje to ani chaosu ani zgrzytów? Taki "radioodbiornik" ludzki się nie rozpada... jak myślisz, czemu? A radioodbiornik z zasilaniem na 220 volt podłączany do 240 voltów może się rozwalić. Natomiast można tak przetworzyć radioodbiornik, że będzie działał sprawnie podłączony do 220, 230 albo 100 czy 1000 voltów itd.. Ten przykład z radioodbiornikiem według mnie pokazuje ogromne możliwości ludzi, ale wyraźnie wskazuje również na fakt, że nie jesteśmy właścicielami myśli. Oczywiście można niektórych porównać do "radiowych tub" czy "stacji nadawczych", ale oni też nie tworzą myśli czy idei, lecz korzystają z tych, które sami odbierają z pewnego wspólnego pola, przetwarzają je i przekazują innym jako swoje... lub są świadomi, że wszystkie płyną one z tego samego Źródła, choć z różnych "zakresów" i "sfer-stref" Istnienia.


niedziela, 4 listopada 2018

ZNACZENIE PRZEZNACZENIA


Nic nie ma żadnego znaczenia. 
Jest tylko prze-znaczenie, 
które Się jawi, u-jawnia, objawia
Świadomie...


"Na początku było słowo...", 
więc każde słowo i każda myśl 
w tym świecie- śnie 
jest początkiem (względnym) 
w każdym tu i teraz (absolutnym). 

Także początkiem nowych 
światów- snów z wiecznego 
tu i teraz Się wyłaniających.
Snów, które mogą być śnione
Świadomie...


sobota, 3 listopada 2018

UCZCIWOŚĆ WOBEC SIEBIE


To, czego uwarunkowany umysł nie wie i nie rozumie, budzi w nim strach i poczucie zagrożenia. Kiedy odpuszcza Się konieczność wiedzenia i rozumienia, pojawia się zaufanie nieznanemu, a strach znika. Znikają projekcje uwarunkowanego umysłu i nieznane ujawnia się. W totalnej ufności, bez zadawania pytań zaczynają pojawiać się p-odpowiedzi. I zrozumienie tego, co może być z-rozumiane.

Gdy jesteś całkowicie uczciwa/y wobec siebie, projekcje i wyobrażenia o sobie i o innych, którzy są tobą, a ty nimi... rozwiewają Się, wtedy Sen Się wyśniewa, u-jawnia, jawi... świadomie.

Gdy obrazy i słowa stają się poezją, są jak symbole ukazujące swą formą taką głębię treści i zawartości, jak studnia bez dna, z której nieustannie wypływa esencja istnienia i wciąż do niej powraca...  Zmiennością SIEBIE Się jawiąc...


sobota, 27 października 2018

MAGIA MYŚLI I SŁÓW


Słowa są jak programowanie snu. Ten sen jawi się, ujawnia w postaci jawy... Więc jawa to względna rzeczywistość - to sen, w którym ujawnia się to, w co uwierzyliśmy za prawdziwe. Więc niektórym śnią się takie sny, w których np. "gra pozorów trwa i będzie trwała". Ale czy są tego świadomi, że sen jest odzwierciedleniem nieświadomych "preferencji"?

"Na początku" nie "było", lecz zawsze - w każdym tu i teraz -  względnym "początkiem" JEST każde słowo i myśl, za którymi podąża nasza energia. Które zasila nasza uwaga.Tylko nie jesteśmy świadomi tego, co kreujemy - co śnimy nieświadomie. Jaki obraz nadajemy temu snowi, który staje się naszą jawą?

Są myśli, które utrzymują nas w wewnętrznym konflikcie (umysłu) i nieświadomości tego, co myślimy czynimy oraz takie, które ujawniają to, co tzw.ja-ego ukrywa przed sobą. 

Są takie myśli, które nas od siebie oddzielają i takie, które łączą i scalają z całością SIEBIE (Jaźni).

To, co myślimy o innych np. o "innym człowieku", o pewnych zjawiskach, jest wyrazem tego, co myślimy o SOBIE. Gdy innych oceniamy, etykietujemy, takie myśli stają się nieświadomymi projekcjami tego, co wewnątrz nas na to, co na zewnątrz. Tak nieświadomie kreujemy obrazy snu, który śnimy, a on nam się prze-jawia i u-jawnia jako jawa. I zwany bywa (jedyną) rzeczywistością...

Wszystkie o'ceny i o'sądy są z poziomu wzorców "matrixa", "samsary" czyli świata iluzji oddzielenia i konfliktu (chcenia i niechcenia),, które są przyczyną cierpienia. Są jak trucizna, która może stać się lekarstwem, gdy zostaje przetransformowana. 

Gdy etykietujemy pewne osoby i zjawiska, to jest to przejaw iluzorycznej projekcji nieświadomego ja oddzielonego od SIEBIE, swojej pełni. Takie projekcje mogą stać się rozpoznaniem siebie w zaśnieniu. Bo rozpoznanie nie dotyczy innych, lecz inni jako projekcje są jak lustra, w których Istota Się przegląda. Gdy widzi już siebie w innych, może stać się świadoma nieświadomego - tego, co było wcześniej zakryte; bo jeszcze oddzielała się od SIEBIE wierząc w jakieś myśli i słowa, które wciąż ją oddzielały od swoich lustrzanych odbić. Z powodu wiary w prawdziwość iluzorycznych ocen, osądów, oczekiwań itd... Najpierw jednak trzeba to osądzanie sobie uświadomić, żeby móc przestać osądzać, a stać się świadomym osądzania. Kto osądza? Ten, kto w oddzieleniu pozostaje i działa według wzorców myślenia oddzielających i konfliktujących różne części całości SIEBIE . Ten, kto cierpi z powodu oddzielenia od Istoty SIEBIE. 

Jest różnica między osądami tego. co jest a widzeniem tego, co jest takim, jakie jest. Widząc to, co jest takim, jakie jest, nie używa Się słów utrzymujących podziały czyli oceniających ani osądzających. Jest odpowiedzialność za słowa, które Się wyraża. Np, łatwo powiedzieć o kimś, kto coś zabrał komuś: "złodziej". Nazywając go "złodziejem" dokonuje się osądu i wywyższania się. I taki obraz człowieka uznanego za "złodzieja" jest przez nas podtrzymywany. Osądy i etykiety ograniczają możliwość zmian naszego otoczenia. Osąd, etykieta utrzymują stałość i niezmienność naszych przekonań, a także wyobrażenia na temat tego, co nas otacza.

Widząc to, co jest, takim, jakie jest, ś'wiadome jest, że taki człowiek, który coś zabrał komuś, działa według pewnych wzorców myślenia i działania. Nie oceniamy i nie etykietujemy. Rozumiemy, że ten człowiek inaczej nie mógł w danym momencie się zachować. Jednak wiemy też, że taki człowiek może w każdej chwili zmienić swój sposób postępowania. I nie jest to zależne od nas ani  - w pewnym sensie od niego.

{"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni"}

Gdy rozpoznawana jest iluzja oddzielenia, osądzania, oceniania, oczekiwań, braku, pożądania itd., świadomość ekspanduje i Istota ludzka rozwija się i dojrzewa ku swojej Pełni, Jedni. Przenosi się na subtelniejsze poziomy z'rozumienia SIEBIE.  Te subtelniejsze poziomy wymagają coraz więcej uważności w każdym tu i teraz i odpowiedzialności za wyrażane myśli i słowa. Nie ma konfliktu. Jest harmonia, a w tle Cisza...  A gdy to, co jest wyrażane, jest jeszcze osądzane, wtedy pojawia się konflikt - zaburzenie, które... zawsze (prędzej czy później) może posłużyć jako klucz... do transformacji, integracji, harmonizowania. 

Strach można porównać do momentu, w którym grasz na pianinie i nagle trafiasz w klawisz, który brzmi fałszywie - bo ta struna z jakiegoś powodu rozstroiła się (uległa rozstrojeniu). Czujesz w tym momencie "zaburzenie energetyczne w ciele" i myśli z tym "zaburzeniem" związane. To można nazwać strachem - myśleniem i odczuciem, że "coś jest nie tak".  Ale gdy przyjmiesz to zdarzenie takie, jakie jest, nie musisz uciekać wtedy od pianina, ponieważ już wiesz, że to jakaś struna wymaga dostrojenia i jeśli użyjesz odpowiedniego klucza, by dostroić tę strunę, będziesz mógł/mogła dalej grać harmonijną melodię. Więc strach jest odczuciem wskazującym na coś, co zaburza twoje harmonijne granie - harmonijny przepływ dźwięków czyli energii.

Inaczej ty sam/a jesteś takim "instrumentem", na którym jednocześnie grasz swoją pieśń. Tak, jak każda istota ludzka. Strach pojawia się, gdyż wynika z niedostrojenia się do naszego harmonijnego istnienia w tym, z tym, co jest. Strach jest informacją - myślą, że "coś jest nie tak" - odczutą jednocześnie w ciele jako emocja. A przecież jest dokładnie tak, jak ma być, jak jest. Nic nie jest "nie tak". Jest tylko coś, co wymaga dostrojenia... Ta myśl, że "coś jest nie tak", przejawia się w ciele jako emocja i jeśli to sobie uświadomimy, to może ona zainspirować nas do dokonania odpowiedniej zmiany w sobie, byśmy mogli powrócić do harmonijnego istnienia i grania swojej pieśni we współbrzmieniu z tym, co JEST.  Więc można dostrzec, że strach pozwala rozpoznać, czym jest i skąd bierze się to "zaburzenie" harmonijnego współbrzmienia z tym, co JEST. I znaleźć sposób na dokonanie odpowiedniej zmiany (użycie odpowiedniego klucza), by móc dalej istnieć - żyć - być w harmonijny sposób.

Nawet jeśli czujemy, że jesteśmy jeszcze instrumentem... tak rozstrojonym, że trudno nam odczuwać harmonię, to możemy zawsze zacząć się cierpliwie uczyć dostrajania Siebie do coraz bardziej harmonijnego istnienia z tym i w tym, co JEST w każdym TU i TERAZ.

Z wdzięcznością za wszystkie inspiracje Się przejawia...


poniedziałek, 27 sierpnia 2018

NIEŚWIADOME I ŚWIADOME SZALEŃSTWO


Słowo "psychiatra" pochodzi z greckiego : psychē (ψυχή) – dusza, umysł, tchnienie życia oraz iatrós (ιατρός) - "lekarz, uzdrowiciel". Zatem psychiatra to..... uzdrowiciel duszy... Czy któryś z psychiatrów poznał swoją duszę na tyle, aby mógł zajmować się leczeniem dusz innych ludzi?

Słowo "psychologia" ze starogreckiego jest połączeniem dwóch słów: ψυχή psyche - dusza, i λόγος logos - słowo, myśl, rozumowanie, umysł. Psychologia jest więc "badaniem" połączenia duszy z umysłem (słowami, myślami). Badaniem duszy za pomocą umysłu lub poznawaniem umysłu przez duszę. Ku scaleniu logosa - umysłu i psyche - duszy.

Słowo "schizofrenia" ze starogreckiego σχίζειν (schizein) - rozszczepić i φρήν, φρεν-(phrēn, phren) - to słowo zazwyczaj tłumaczone jest jako umysł, ale dosłownie znaczy "szał", "szaleństwo" czyli . schizofrenia to rozszczepienie, rozłam powodujący szaleństwo (umysłu). Nieświadome szaleństwo.

W dualnym świecie-śnie przeciwieństw i oddzielności od SIEBIE, Istoty, Istności, którą jesteśmy, w zasadzie wszyscy jesteśmy schizofrenikami, bo uwarunkowany umysł jest rozszczepiony pomiędzy nieuświadomionymi skrajnościami. 

Niektórzy mają takie umiejętności, że ich świadomość sięga w takie rejony umysłu, które przekraczają jego tzw. normalne ograniczenia. Ale strach przed nieznanym wynika z ograniczenia umysłu pojęciem normalności i powstrzymuje przed otwarciem się na to, co uznawane jest za nienormalne czyli nieznane (niepoznane), które przekracza ustalone (lokalnie, względnie, kulturowo i społecznie) normy zachowań. Normalność stawia opór nieznanemu - nienormalnemu... zwłaszcza w strachu przed tym, co ukryte w "cieniu" - w nieznanym SOBIE (SELF-JAŹŃ).

Psychologia i psychiatria zazwyczaj praktycznie zajmująca się schizofrenią ma na celu badanie (myślami, słowami, umysłem czyli konceptami) i uzdrawianie nie swojej duszy, lecz czyjejś i czyjegoś, nie swojego - rozszczepienia umysłu, czyjegoś szaleństwa. W rezultacie psycholodzy i psychiatrzy zajmują się "uzdrawianiem chorych psychicznie" często bez znajomości, bez świadomości i bez podstawowej wiedzy na temat własnych uwarunkowań umysłu i własnej duszy.

Czyli jeden człowiek uznający się za spójnego umysłowo bada i próbuje uzdrawiać drugiego - uznanego za wyjątkowo niespójnego umysłowo. A co jeśli umysł badającego jest także niespójny, choć badający nie ma tego świadomości? I czy badający zna swoją duszę na tyle, aby mógł badać i uzdrawiać inne dusze, zwłaszcza swoim umysłem uwarunkowanym różnymi normalnymi przekonaniami, koncepcjami, ocenami i oczekiwaniami? A jeśli jego umysł jest uwarunkowany, to na jakiej podstawie zajmuje się duszą badanego uznanego za "chorego psychicznie"? Bo teoretycznie ma wiedzę teoretyczną? Jeśli są tacy, którzy są świadomi uwarunkowań swojego umysłu, którzy te uwarunkowania przekraczają, badają i eksplorują, zapewne mogą być autentycznym wsparciem jako terapeuci, psychoterapeuci.

A leczenie psychicznie chorych chemicznymi substancjami wciąż jest na etapie eksperymentów prowadzonych na ludziach. I większość tych "leków" ma takie "działania uboczne", że pogłębiają  one niektóre "objawy chorobowe". Wynika to z niewiedzy i ignorancji "lekarzy umysłów i dusz".

Czasem moje zachowania są tak "niekonwencjonalne", przekraczające "normy" tego świata - snu,  (np. to, że dla mnie sny, wizje i jawa to właściwie to samo jako wytwory umysłu), że gdybym opowiedziała o tym jakiemuś psychiatrze, uznana mogłabym zostać za "chorą psychicznie". 

Jakiś czas temu, gdy medytowałam (kontemplacja to raczej jest), dane mi było doświadczanie procesów związanych ze świadomym odczuwaniem tego, co przeżywają istoty ludzkie uznane za schizofreników. To było jak doświadczanie przechodzenia przez "piekło rozszczepionego umysłu". Doświadczałam oporów umysłu przed ekspansją świadomości. Związane z tym jest bardzo intensywne odczuwanie na poziomie uczuć i emocji w ciele. Na przykład ekstremalne odczucia, które w tym świecie-śnie nazywane są stanami euforii i strachu, wręcz przerażenia momentami, także przed tym, co w takich stanach jest doświadczane jako myśli i odczucia-emocje. Energia jest wówczas tak rozwibrowana świadomością sięgającą głęboko w różne nieznane rejony i zakamarki umysłu, że pozornie trwała, "normalna" struktura uwarunkowanego umysłu ulega dezintegracji. A bez świadomej obserwacji tego, co się wtedy dzieje, przez jaki proces przechodzimy (np. podczas "ciemnej nocy duszy"), można "oszaleć", "wpaść w obłęd". Gdy następuje utożsamienie z tymi stanami, strach i ekscytacja są sobie równe w doświadczaniu tych stanów. Rozumiem, że bywa trudno istotom ludzkim doświadczającym takich stanów "wytrzymać ze sobą" przede wszystkich z powodu napięć. I z powodu niewiedzy i niezrozumienia, co się z nimi dzieje. Dlatego szukają pomocy "na zewnątrz" - u tych, co "niby" się na tym "znają", choć oni sami się tego boją.

Strach przed tymi zjawiskami powoduje, że takie istoty są odsuwane, separowane od społeczeństw i otumaniane lekarstwami. A to, czego się boimy, wciąż nas goni. Dlatego coraz więcej jest istot ludzkich cierpiących na różnego rodzaju "depresje" i wszelkie "psychiczne choroby" związane z "rozszczepieniem" logosa-umysłu z powodu oddzielenia od psyche - duszy.

Społeczeństwa ze strachu przed szaleńcami czyli "chorymi psychicznie" i schizofrenikami oddzielają ich od siebie odsyłając do "szpitali", które są jak "magazyny dla zepsutych robotów", a tym czasem 

nieuświadomione szaleństwo społeczeństw rozwala je powoli od wewnątrz. 

A bez szacunku do szaleńców i zrozumienia tego zjawiska, nie ma możliwości odkrycia i uzdrowienia szaleństwa w sobie, a więc nie ma też możliwości na zmianę tego świata-snu dążącego do (auto)destrukcji. Szaleństwo nieświadome prowadzi do (auto)destrukcji. Bo przerażenie przed prawdą o sobie powstrzymuje przed ekspansją świadomości, dlatego umysł "wariuje". Próby kontrolowania tych zjawisk nie przynoszą oczekiwanych rezultatów z powodu ignorancji - niewiedzy i strachu przed nieznanym. A wtedy z coraz większą siłą "wywala" to, co nieświadome. I wymyka się spod kontroli. Dlatego takie istoty stają się "zagrożeniem" dla "siebie-innych". I całe społeczeństwa stają się "zagrożeniem" dla siebie. Natomiast 

świadome szaleństwo prowadzi do uwolnienia od uwarunkowań umysłu i przekraczania norm oraz zasad dualistycznego świata-snu nieuświadomionej schizofrenii, dwubiegunowości tak charakterystycznych dla świata "zachodniej cywilizacji". 

Świadome doświadczanie szaleństwa związane jest z otwieraniem Się z ufnością na nieznane. Co umożliwia transformację nieświadomego w świadome, ujawnianie i rozpoznawanie kolejnych warstw oddzielających nas od SIEBIE (JAŹNI) wszystkich myśli, koncepcji, przekonań. I uwalnianie Się od nich oraz związanych z nimi emocji.Jeśli chcę się uwolnić od szaleństwa tego świata-snu, najpierw muszę dostrzec, uświadomić sobie własne szaleństwo i przyjąć je, by móc zrozumieć, co jest jego przyczyną.

Jeśli nie ma rozłamu, rozszczepienia, oddzielenia Psyche od Logosa, Duszy od Umysłu, Istota ludzka dojrzewa, scala SIEBIE i integruje.

"Zaufaj sobie. U podstaw, u podstaw, jest czyste zdrowie psychiczne, czysta otwartość. Nie ufaj temu, czego Cię nauczono, co myślisz, w co wierzysz, co masz nadzieję. Głębiej niż temu, ufaj milczeniu swojej istoty." - Gangaji.

Tak, ...szpitale psychiatryczne będą pełne szaleńców, dopóki te Istoty nie spotkają się ze SOBĄ, nie zintegrują i nie pokochają SIEBIE w całości... Zdarza się, że takie Istoty są Kochane: "niezależnie od wszystkiego", bezwarunkowo, ale nie są jeszcze w stanie tego odczuć w sobie...

I jeszcze kilka cytatów potwierdzających sens poznawania swojej "strefy cienia", uznania jej w sobie i "uzdrawiania":
1. “Poznanie naszej własnej mrocznej strony to najlepszy sposób radzenia sobie z mroczną stroną innych.” C.C.Jung
2. “To nie przypadek, że ekspresja artystyczna i rytuały stały u podstaw starożytnych cywilizacji. Sztuka stanowiła osobistą metodę wyrażania ciemnej strony psychiki człowieka i uświadamiania jej sobie. Spełniała funkcję psychoterapii. (…) Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych. Dopóki ludzie w ten sposób “stawiali czoła” czy też pozwalali w ten sposób przejawiać się własnym, wewnętrznym “demonom” i akceptowali je w sobie jako swoje, nie projektowali ich na świat fizyczny ani na innych. Mieli ich świadomość.” W ten sposób ludzie oczyszczali siebie świadomie pozwalając na przejawienie się wewnętrznych demonów poprzez taniec “rytualny” lub ogólnie poprzez sztukę. Projekcja swoich nieświadomych aspektów “ciemnej strony – naszej strefy cienia” na innych odbywa się tylko wtedy, gdy owe własne “demony” są wyparte do nieświadomości, odrzucone i odepchnięte do owej “strefy cienia”.
3. ” Jeśli wydobędziesz na wierzch, co jest w tobie, wówczas to, co wydobędziesz, ocali cię. Jeśli nie wydobędziesz tego, co jest w tobie, wtedy to, czego nie wydobędziesz, zniszczy cię.” – Chrystus ze Zwojów z Morza Martwego.
4.”Wszyscy mamy swoje wewnętrzne “demony”, ale (…) często tymi naszymi demonami są dla nas codziennie spotykani ludzie. Ludzie, z którymi się sprzeczamy, ludzie którym zazdrościmy, lub których nienawidzimy [także ci, których posądzamy o różne straszne rzeczy...] Ci, których krzywdzimy fizycznie i emocjonalnie. I nie tylko dlatego, że im zazdrościmy albo nienawidzimy czegoś w tych ludziach, ale dlatego, że nienawidzimy tego, iż nam przypominają o nas samych [te części nas, których się wyparliśmy]. Inni odzwierciedlają te nasze cechy, których chcielibyśmy mieć więcej albo te, których nie chcielibyśmy mieć wcale. Więc co robimy?
Łagodzimy ból nie przez zmianę czy rozpoznanie własnych demonów, ale przez walkę z osobami, które nam o nich przypominają… poprzez krzywdzenie ludzi przypominających nam cechy, których u siebie nie lubimy. A gdy – nie wiedząc czemu – stajemy się sfrustrowani tak, że nie panujemy nad emocjami, obwiniamy za to innych, winimy za to dosłownie wszystko, co może być katalizatorem naszej nienawiści. ” Właśnie przypomniałam kiedyś w notce o prostej metodzie pracy wyciągania na poziom świadomości tych części nas samych, które ukryte przed nami zepchnięte zostały do nieświadomości – metodzie LUSTRA.
5. “Pojawienie się systemów, które zmusiły człowieka do wyparcia się jednego z biegunów ludzkiej dualistycznej natury, powoduje życie w ciągłym napięciu, lękach, strachu i wewnętrznej walce. Obniża się w ten sposób odporność ludzi i całych społeczeństw. Dlaczego wciąż są niszczone plemiona szamańskie żyjące w harmonii z całą naturą, w tym także w harmonii z dualnością (dwubiegunowością) ludzkiej natury? Ponieważ zatraciliśmy swoje korzenie. Tzw. ego stale czuje się niepewne i ma potrzebę kontrolowania, stawia opór zmianom, boi się nieznanego. Ego to inaczej umysł uwarunkowany, który jest w nas czymś podrzędnym, ale zachowuje się, jakby było najważniejsze. Stąd ten rozłam pomiędzy ego a nieświadomością czy jaźnią. Działa tu też rodzaj kompleksu Mesjasza, gdy projektujemy ideały (rolę) zbawiciela na kogoś oczekując, że nas ocali, bo sami nie chcemy się z tym zmierzyć i zrozumieć. I dlatego czujemy się wciąż niepewnie i dlatego czujemy, że nie mamy wystarczającej siły, by kierować swoim życiem.”

O pięknie i głębi dawnych "szamańskich" rytuałów uzdrawiających.
Robiłam kiedyś warsztaty Dramy Snów. Uczestnicy dotykali na nich swoich trudnych, traumatycznych snów. I często czuli się potem uwolnieni i zrelaksowani. Stąd wiem, jaką moc ma sztuka i świadome “odgrywanie” pewnych sytuacji – “Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych.”

W tradycji dawnego plemienia Irokezów *) na porządku dziennym było spotykanie się i odgrywanie sytuacji ze snów członków tego plemienia w celu uwalniania tworzących się na poziomie nieświadomości napięć pomiędzy członkami tej społeczności. Oczywiście wśród członków tego społeczeństwa nie było tak zwanego zakłamania. Dlatego każdy potrafił odważnie i szczerze dzielić się z innymi swoimi najbardziej dziwacznymi snami. Potem wszyscy członkowie odgrywali taki sen. W pewnych przypadkach czasem na życzenie “bohatera”, zakończenie snu na jawie mogło zostać zmienione. I ważne było wtedy też odegranie tej zmiany na jawie.

Wyobraź sobie, że przyśniło ci się, że miałeś romans z żoną swojego przyjaciela. Potem w niedzielę (zamiast na przykład iść do kościoła ;-)) spotykasz się ze swoimi współplemieńcami. Jest oczywiście wśród nich Twój przyjaciel i jego żona. Opowiadasz swój sen, a potem razem odgrywacie “spektakl” zgodnie z treścią “scenariusza” Twojego snu. Towarzyszą temu dźwięki bębnów, grzechotek i innych prostych instrumentów. A Ty “publicznie”, na oczach wszystkich, odgrywasz wraz z żoną przyjaciela taniec uwodzenia, romansowania, a nawet – jeśli było tak w Twoim śnie – akt seksualny. ODGRYWACIE tę sytuację za pomocą TAŃCA. W trakcie tego “spektaklu” możliwe są improwizacje, więc na przykład Twój przyjaciel może odegrać scenę zazdrości i złości. Ale nie może Ciebie atakować, jeśli nie było takiego ataku w Twoim śnie.

Wszyscy uczestnicy takiego “spektaklu” – rytuału są świadomi tego, że w snach przejawia się nasza nieświadomość i że odgrywanie snów na jawie służy uwalnianiu napięć pojawiających się (nieświadomie) w trakcie śnienia. Więc na koniec wszyscy są szczęśliwi, że wszystkie napięcia (i wewnętrzne "demony") w trakcie rytuału odgrywania snu zostały uwolnione. I “spektakl” się kończy…

Teraz twój przyjaciel dziękuję Tobie za uwolnienie od tego "demona" ciebie i jego, a także jego żony. I nie odczuwasz wstydu nawet sam przed sobą, że miałeś taki głupi i dziwny sen. Bo przecież żona twojego przyjaciela jest co prawda ładna i sympatyczna, ale przecież nigdy “normalnie” do głowy by ci nie przyszło, że chciałbyś przeżyć z nią romans. Inna wersja jest taka, że nieświadomie chciałbyś z nią przeżyć coś takiego, ale wypierałeś się tych uczuć sam przed sobą i dlatego miałeś ów sen. Ale w trakcie odgrywania tego snu - przechodząc przez tę samą sytuację w sposób ŚWIADOMY - wszystkie napięcia z tym związane po pierwsze zostają “upublicznione”, więc wywleczone niejako na poziom świadomości i poprzez odegranie ich w “bezpieczny sposób” – poprzez “spektakl”, taniec, rytuał, ogólnie sztukę – zostają uwolnione.

W innym przypadku taki nieświadomy "wzorek" powoli rozwijałby się w Tobie jako nieuświadomiony wewnętrzny "demon", "pasożyt", który być może pewnego dnia zacząłby flirt z żoną twego przyjaciela. Aż w końcu doprowadziłby Cię tym samym do Twojej zdrady… przede wszystkim siebie samego (bo nieświadomego, dlaczego tak się stało) oraz Twojego przyjaciela...  w końcu zniszczyłbyś nieświadomie waszą przyjaźń  Bo czym innym jest świadome rozstanie z przyjacielem, ponieważ z jakichś powodów kończy się wasza wspólna droga,  a czym innym nieświadome zniszczenie relacji.

Spróbuj sobie przypomnieć jakiś sen, w którym robiłeś/robiłaś “coś złego” (społecznie lub moralnie nie akceptowalnego) i wyobraź sobie, że odgrywasz  ten sen jako “spektakl” – rytuał mający na celu uwolnienie nieświadomych napięć w Tobie, które przejawiły się poprzez ten sen…

*) "Irokezi czcili sen jako bóstwo. Wyraźnie rozróżniali świadomość i nieświadomość, i uważali, że ukryta lub nieświadoma część psyche wyraża swoje pragnienia poprzez sny. Jeśli owe pragnienia nie zostaną zaspokojone, podświadomość wpada w gniew. Irokezi praktykowali "teatr snu". (...) Podczas takich rytuałów dozwolone było przekraczanie przyjętych zasad społecznych. Miało to na celu wyrażenie podświadomych pragnień i ochronę przed chorobą ciała lub umysłu. Niezrealizowane, ukryte pragnienia uważano bowiem za podstawową przyczynę zaburzeń osobistych i społecznych.(…)
Można powiedzieć, że rytuały "odgrywania" snów służyły wyłącznie rozładowywaniu napięć. (...) To rodzaj psychoterapii, lecz i droga do poszerzania świadomości." - z książki "Nowy słownik snów" Tony'ego Crispa

Materiały uzupełniające temat:
* film "Carl Gustaw Jung - Cień i projekcja "https://www.youtube.com/watch?v=wJdF4qD8bkE&fbclid=IwAR3HhiL0w4ZAE8lS5eNC-D1KdIsLXC1YQ8VcdmYz-8z9ePhonqpNCyabBlk



* Film z TED "Psychoza lub duchowe przebudzenie" z udziałem Phila Borgesa, filmowca i fotografa,  który dokumentuje kulturę rdzenną i plemienną od ponad 25 lat. Jego prace są eksponowane w muzeach i galeriach na całym świecie, a jego nagradzane książki zostały opublikowane w czterech językach. Ostatni projekt Phila, Inner Worlds, bada różnice kulturowe w odniesieniu do świadomości i choroby psychicznej.
https://www.youtube.com/watch?v=CFtsHf1lVI4&index=2&list=PLCNNfwRKeVXmzbbkwRdEJrKkiKNOTJ5R2



Elenaor Longen opowiada na TED o swoim doświadczeniu: Eleanor Longden słyszała głosy w swojej głowie. Początkowo nieszkodliwi, wewnętrzni narratorzy stawali się coraz bardziej antagonistyczni i dyktatorscy, zamieniając jej życie w koszmar. Zdiagnozowana u niej schizofrenią spowodowała hospitalizację, w trakcie której była "leczona", a w zasadzie odurzana lekami, Eleanor została odrzucona przez system odrzucający poza margines "normalności" takie istoty ludzkie jak ona, bo brak było wiedzy, jak takim ludziom pomagać poza farmakologią. Eleanor Longden opowiada historię swojej wieloletniej podróży powrotnej do zdrowia psychicznego, w której rozpoznała, że dzięki nauce słuchania tych głosów w głowie była w stanie przetrwać. A nawet rozpoznać, czym dla niej te głosy były. https://www.youtube.com/watch?v=syjEN3peCJw



* cytaz z Carl Gustav Jung "Podróż na wschód"

"Należy zauważyć, że tak jak ludzkie ciało ma - niezależnie od różnic rasowych - jedną anatomię, tak też i psyche posiada wspólne podłoże niezależnie od wszystkich różnic kultury i świadomości. Podłoże to nazwałem "zbiorową nieświadomością". Ta nieświadoma psyche, wspólna całemu rodzajowi ludzkiemu, składa się nie tylko z treści, które mogą stać się świadome, ale też z utajonych skłonności do pewnych identycznych reakcji. Tak więc, zjawisko zbiorowej nieświadomości jest po prostu psychicznym wyrazem identyczności struktury mózgu, niezależnie od wszelkich różnic rasowych. Fakt ten wyjaśnia analogię, niekiedy nawet identyczność, różnych mitologicznych motywów i symboli oraz możliwość porozumienia się istot ludzkich. Rozmaite linie rozwoju psychicznego mają swój początek w jednym wspólnym pniu, którego korzenie sięgają wstecz, we wszystkie warstwy przeszłości. Jest to także wyjaśnienie psychologicznych paraleli ze zwierzętami. W ujęciu czysto psychologicznym oznacza to, że ludzkość ma wspólne instynkty wyobrażania i działania. Wszelkie świadome wyobrażenia i działania rozwinęły się na podłożu ustanowionym przez te nieświadome, archetypowe obrazy, i zawsze pozostają z nimi związane. Jest tak szczególnie w przypadku, gdy świadomość nie osiągnęła wyższego stopnia jasności, to znaczy kiedy we wszelkich swych funkcjach zależy bardziej od instynktów niż od świadomej woli, kiedy bardziej rządzi nią afekt niż świadomy sąd." 

* Tu pierwsza z siedmiu części wspaniałego filmu z wykładem Petera Russella "Pierwszeństwo świadomości. https://www.youtube.com/watch?v=p5kQ8Mc8rTw&feature=youtu.be&fbclid=IwAR1GEEa05NF2EUtJXbXwqTpVN6s_5-oOKO8QIJLCeP74CkP800Tt_q2d5Ok 

O zmienności wiedzy.
"To wiedza każe nam wierzyć, że jesteśmy niedoskonali. Wiedza jest tylko opisem snu. Sen nie jest rzeczywisty, więc i wiedza jest nierzeczywista. Skądkolwiek wiedza pochodzi, zawsze jest prawdziwa tylko z jednego punktu widzenia. Jeśli podniesiesz percepcję i zrozumienie na wyższy poziom, stara wiedza przestaje być prawdziwa. Patrząc z bliska można postrzegać las jako ciemną, chaotyczną gęstwinę której kresu i celu nie widać, w której szamoczesz się bez nadziei wyjścia. Patrząc z wyższej perspektywy dostrzegasz czym jest las, jego rozległość, piękno, sensowność, jego skomplikowany ale harmonijnie współistniejący ekosystem. Wszystko staje się jasne i zrozumiałe. Widzisz też ścieżki które pozwalają się po nim bezpiecznie poruszać, nie tracąc przy tym nic z jego piękna. Podobnie jest z naszym życiem. Nie potrafimy odnaleźć się w naszej wiedzy i z naszą wiedzą. Bo czego w końcu szukamy? Tego, jak odnaleźć siebie, jak być ze sobą. Szukamy dróg – jak żyć swoim własnym życiem, a nie życiem Demona*, sztucznym życiem, na jakie nas zaprogramowano. To nie wiedza prowadzi nas do nas samych. To mądrość. Należy rozróżniać wiedzę i mądrość, ponieważ nie są tym samym. Główny sposób posługiwania się wiedzą polega na porozumiewaniu się z innymi, na pogodzeniu się z tym, co widzimy. Wiedza jest jedynym narzędziem komunikacji, bo ludzie nie potrafią przekazywać informacji z serca do serca. Ważne jest, w jaki sposób korzystamy ze swej wiedzy, bowiem stajemy się niewolnikami wiedzy i tracimy w ten sposób wolność. Mądrość nie ma nic wspólnego z wiedzą. Ma natomiast wiele wspólnego z wolnością. Kiedy jesteś mądry, masz wolność swobodnego używania swego umysłu i prowadzenia własnego życia. Zdrowy umysł jest wolny od Demona*, jest wolny w taki sposób, jak wolnym jest się przed udomowieniem, przed wpasowaniem w schematy. 

Kiedy uzdrowisz swój umysł, kiedy wyzwolisz się ze Snu, stracisz niewinność, ale zyskasz mądrość.
Pod wieloma względami staniesz się znowu dzieckiem, z jedną różnicą: dziecko jest niewinne i dlatego może bezwiednie pogrążyć się w cierpieniu lub nieszczęściu. Ten, kto wychodzi ze Snu, jest mądry, bo teraz wie. Posiadł też wiedzę o Śnie."
_______
"Demon*
De­monem Toltekowie nazywają wszystkie wierzenia i przekonania, które sprawiają, że cierpimy. Ludzki umysł jest cho­ry, ponieważ zagnieździł się w nim Demon, który wysysa zeń energię życiową i okrada z radości. Wierzenia te są tak silne, że po wielu latach, kiedy poznamy nowe koncepcje i chcemy podejmować własne decyzje, okazuje się to niemożliwe, ponieważ nadal sprawują kontrolę nad naszym życiem."
Więcej tutaj: https://zenforest.wordpress.com/.../przestac-zyc-we.../

* Kolejny film o korelacji umysłu i świadomości naukowca, fizyka teoretycznego, współtwórcy Teorii Strun: https://www.youtube.com/watch?v=yFkb_kpTiiU&feature=youtu.be&fbclid=IwAR2KWBnNPTM3uONE6W8eV5w2_KilvjE8VkJJ0Ys_4XjAoDmlFCBJ4WQc14U


Choć już wielu naukowców ma głębokie wglądy i wiedzę na temat współdziałania umysłu i świadomości. Istnieją zjawiska, które trudno opisać bez wkraczania w "przestrzenie duchowego istnienia istot ludzkich". Wśród naukowców jest wielu propagatorów legalizacji np. marihuany i innych "psychodelicznych" środków. Ale co robią te środki? Uaktywniają potencjał umysłu, wcześniej nieznany bez doświadczeń stymulowanych tymi środkami. A jednak istnieją także takie istoty ludzkie, których potencjał umysłu "wytwarza" takie same wizje bez tych środków. Ale tych ludzi się określa jako "psychicznie chorych" albo "nawiedzonych" albo "szalonych" itd.. Oficjalna nauka nie potrafi do końca wytłumaczyć, czym te wizje są. Chociaż te próby coraz częściej się przejawiają. Ale np. szamani  doskonale wiedzą, że takie osoby mają dostęp do "duchowego świata" .

Naukowiec Jill Taylor mówi o tym, że jesteśmy istotami energetycznymi. I to, co dzieje się na poziomie energii jest niezrozumiałe dla tej części umysłu, który pozostaje ograniczony do postrzegania siebie i świata wokół wyłącznie podstawowymi pięcioma zmysłami. A może być postrzegany także "ponad-zmysłowo" i to postrzeganie jedni nazywają "duchowością", a inni np. "energetyczną wielowymiarowością" naszych możliwości jako istot ludzkich, ponad-fizycznych, ponad-biologicznych, a nawet ponad-psychicznych. Jill tłumaczy na podstawie własnego doświadczenia, jak działają dwie półkule mózgu, jak utraciwszy sprawność lewej półkuli doświadczyła Nirwany. Jak wylew, który się jej zdarzył, był pięknym duchowym doświadczeniem, niezbędnym dla jej rozwoju i ekspansji świadomości. Jill doświadczyła bycia czymś znacznie więcej niż ciało... Film o doświadczeniach Jill Taylor https://www.youtube.com/watch?v=UyyjU8fzEYU&feature=youtu.be&fbclid=IwAR28tDAGqHNGWx5gKZB2kgRzw5MZuVYulEYxuH4BIT2ypwaNeYo5yEvLw4Y




* Czym są choroby psychiczne? Odpowiada Ekhart Tolle:
* Nasze myśli przyczyną cierpienia:
* Jak sobie radzić z emocjami złości... 

Jeszcze jedno wystąpienie na TED Phila Borgesa pt. "Mity, szamani i widzący." Wizje szamańskie nazywa on "halucynacjami", ale jest świadom tego, że zarówno "wizje" jak "halucynacje" mają miejsce, gdy świadomość dociera i otwiera takie przestrzenie umysłu, które w "cywilizowanym świecie" rzadko są dostępne, a ci, którzy ich doświadczają, są uznawani za "psychicznie chorych", "nawiedzonych", "szaleńców" i odrzucani są na margines społeczny. Różnica między "wizjami" a "halucynacjami" polega na tym, że pierwsze są odczytywane jako świadome wglądy w głębokie poziomy - strefy umysłu (tzw. wyższego Ja, Wielkiego Ducha itp.), a drugie są doświadczane bez wiedzy i świadomości tego, czym te doświadczenia są.





Dialogi:

Izabela: "Spotkałam szaleńca, który powiedział: nie mogę kochać, bo bym zwariował."
Tikali: To kolejny paradoks: "szaleńcy, którzy boją się zwariować"... Wygląda na to, że jednak otwarcie się szaleńców na doświadczenie świadome szaleństwa (albo szaleńców na świadome zwariowanie) to jedyna droga do uzdrowienia SIEBIE. A w dualnym świecie doświadczania dobra i zła w zasadzie wszyscy jesteśmy (poniekąd) szaleńcami,"chorymi z urojenia", "chorymi psychicznie" z "dwubiegunowością"... I jesteśmy "schizofreniczni", bo schizofrenia to rozłam, rozpad umysłu... skonfliktowanego z samym sobą...  Strach szaleńca przed szaleństwem powoduje zamrożenie"... "Zamrażanie" czyli utwardzanie się struktury rozszczepionego umysłu, rozszczepionego nieświadomymi wewnętrznymi konfliktami. "Zamrożenie" to iluzja bezpieczeństwa. Wynikająca ze strachu... Stąd dalej: strach przed baniem się... Złość i złoszczenie się na złość... Wypieranie... Podwójne cierpienie... a nawet potrójne cierpienie...

I znów wychodzi na to, że jedynym "lekarstwem" jest samo-obserwacja, samo-poznanie, samo-świadomość. Bo bez uświadomienia i akceptacji strachu, złości i szaleństwa oraz przyjęcia ich z czułością w sobie, nie stracą one swojej mocy... choć są iluzoryczne (jak myśli, które uznajemy za jedyne prawdy). A jednak... są intensywnie doświadczane, gdy w nie wierzymy. To świadomość nasącza jak gąbkę ten "rozszczepiony, podzielony, poszatkowany... nieświadomymi konfliktami umysł", ujawnia te konflikty. Scala także różne części umysłu w spójną całość. I staje się on miękkim, elastycznym, wręcz artystycznym wyrazem Sztuki Życia w boskiej Zabawie w samo-poznawanie Się (SIEBIE)...

Bo świadomość nasączając umysł jak gąbkę "uzdrawia" i "skleja" ze sobą wszystkie jego "rozszczepione" części uelastyczniając jego strukturę. A następnie otwierając kolejne, nowe bramy i przestrzenie jego możliwości. I naszych umiejętności... wielowarstwowego, wielowymiarowego postrzegania w przygodzie samo-poznawania Się Istnienia, Życia  nami i poprzez nas - Istotę w formę ludzką ujętą.
-----
Serafin: "Od trzech dni silne ataki paniki, nawrót nerwicy, byłem z tego powodu hospitalizowany. Dodatkowo jestem numerologiczną 9 wzmocnioną 9. Jakieś pomysły, jak sobie pomóc?"
Tikali: Serafin, Taka odpowiedź Się przejawia: bądź z tym i obserwuj to, co się dzieje w Tobie. Co jest doświadczane. Bądź ze sobą najczulej, najserdeczniej jak możesz w danej chwili.

Kiedyś w młodości nie mogłam ze sobą wytrzymać i kilka razy próbowałam popełnić samobójstwo. Przy trzeciej próbie, gdy się obudziłam rozczarowana, usłyszałam w sobie: i tak musiałabyś tu wrócić, jesteś tu po to, by zrozumieć ten świat (i siebie), a potem będziesz wiedziała, co dalej.

I zrozumiałam po jakimś czasie, że byłam "skonfliktowana" z otaczającym mnie światem i z samą sobą jednocześnie. Bo wierzyłam w takie myśli, przekonania (byłam z nimi utożsamiona i ich nieświadoma), które utrzymywały mnie w nieustającym wewnętrznym konflikcie reflektowanym, projektowanym na wszystko, co postrzegałam "na zewnątrz". Teraz wiem, że w takich sytuacjach nikt nam nie może pomóc. Że ktokolwiek powiedziałby mi wtedy cokolwiek o tym, co "powinnam zrobić", i tak by to nie pomogło. Może gdyby ktoś powiedział, co mogłabym zrobić... ale nie było nikogo takiego. Więc musiałam przez to przejść sama. 

Teraz wiem, że bycie i obserwowanie tego, co się zadziewało we mnie (myśli i odczucia w ciele z nimi powiązane), obserwowanie siebie w różnych sytuacjach (w tym trudnych i bolesnych) sprawiało, że stawałam się coraz bardziej świadoma. A mój stosunek do tego, co jest, wciąż się zmieniał, bo odkrywałam siebie i kolejne warstwy tego, czego wcześniej nie widziałam i nie wiedziałam o sobie. Czego nie byłam świadoma.<br>
Wiem też, że to, co teraz piszę do Ciebie może być dla Ciebie inspirujące lub nie, dlatego w wolności Się to przejawia. Bo to nie ode mnie zależy, czy to Cię w jakikolwiek sposób zainspiruje czy nie.
Pozdrawiam serdecznie. 

Serafin:
"rezonuje, trochę się zmieniło od napisania tego postu, co nie znaczy, że nie wróci, ponieważ obecnie przechodzę proces głębokiego oczyszczania. Dziękuję za piękną odpowiedź."
----

Marta:
W sumie poruszyłaś temat bardzo mi bliski. Szaleństwo. Świadomość szaleństwa. Strach przed nim. Strach przed byciem odbieranym jako szaleniec. Dla mnie samym szaleństwem jest strach. Którego się boję. Więc najbardziej boję się bać. Dziwny paradoks. Co do ludzi w zakładach psychiatrycznych i generalnie ludzi których uważa się za psychicznie chorych... Ciężko nazwać to co jest obecnie za zgłębianie tego i leczenie skoro leczący znają wszystko tylko z książek. Jak chcesz spróbować "wejść" do kogoś nie wchodząc do "siebie". Wszakże dotrzeć do wnętrza kogoś możemy tylko na tyle głęboko na ile dotarliśmy w sobie. Więc jak można chcieć scalać czegoś czego się nawet nie widzi/czuje? Wszystko moim zdaniem zaczyna się od podejścia do tematu. Otwarcie na nowe, na mądrość albo skostnienie i tak jak napisałaś "zamrożenie". Pozdrawiam Cię kochana...