https://radhakrishna.net/
shiva shakti
yang yin
yab yum
ometeotl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UNIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UNIA. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 września 2019
piątek, 26 kwietnia 2019
MILOŚĆ OGNIA ROZPUSZCZA STRACH PRZED PŁOMIENIEM MIŁOŚCI
Dlaczego mnie kochasz i boisz się tego?
Strach przed prawdziwą miłością bierze się stąd, że nasze "ja" - to zlepki wyobrażeń o sobie, o innych, o świecie, o życiu, to nasze nieuświadomione przekonania wynikające z "oprogramowania" po przodkach np.: że "nie zasługują" na prawdziwą, głęboką miłość. Więc próbują się "zadowalać" namiastkami. I swoje urojenia, pożądanie, przyciąganie "ciał bolesnych" i różne iluzje o miłości nazywają "związkami małżeńskimi" lub "związkami rodzinnymi" albo "związkami partnerskimi", które... po prostu ich wiążą i uzależniają od siebie wzajemnie. Bo te związki wynikają z różnych ludzkich programow, wyobrażeń i uwarunkowań niszczących miłość. A w rezultacie w tych związkach prawdziwa miłość została upchnięta do "strefy cienia", nieświadomości i pozostaje zakryta pod grubą warstwą iluzji, kłamstw, strachu, manipulacji itd.
I gdzie w takich związkach miejsce na prawdziwą miłość? Bo owszem, marzymy o "wielkiej, prawdziwej miłości" w prostocie życia, tęsknimy za nią, ale boimy się jej, bo "nie zasługujemy". "Nie zasługujemy" też na zaufanie, na szacunek, na uczciwość, na oddanie i wzajemność. Bo sami sobie nie ufamy, sami siebie nie szanujemy, nie jesteśmy uczciwi sami wobec siebie i nie możemy być oddani sobie. Za to nieustannie oszukujemy się... i sami przed sobą tego się wypieramy. A prawdziwa miłość wymaga poznania siebie. Także odkrywania wszystkich ściem o sobie i uwolnienie się od nich przez przyjęcie. Prawdziwa miłość wymaga bycia prawdziwym ze sobą.
A jak możemy być prawdziwi, jeśli nie ufamy życiu i nie jesteśmy życiu oddani? Jeśli nie ufamy temu, co dane nam do doświadczenia? Jeśli nie słuchamy "głosu Serca", "wołania Ducha", intuicji, lecz uwierzyliśmy w "modele związkowe" wymyslone przez przodków i kontynuujemy toksyczne relacje czyli związki i rozwiązki raniąc siebie i innych nieświadomie? A to przecież to samo.
Dopóki nie zaufamy całkowicie, totalnie miłości i nie możemy jej się całkowicie oddać, to niemożliwe jest doświadczenie Jej. Bo bez zaufania, szacunku, uczciwości do siebie, życia i miłości, bez totalnego oddania sobie, życiu i miłości, będziemy wciąż tkwić w iluzjach o sobie, o innych, o świecie, o życiu i o miłości. I ze strachu przed odrzuceniem sami zazwyczaj nieświadomie odrzucamy tę wielką, prawdziwą miłość. Boimy się jej, bo
Prawdziwa miłość przekracza wszystkie normy społeczne, kulturowe, wszystkie wyobrażenia, projekcje, przekonania, oczekiwania, oceny itd. Bo taka miłość jest "nie z tego świata". I dlatego jest ogromnym (względnie ;)) wyzwaniem dla dwojga ukochanych dotkniętych takim spotkaniem "bliźniaczych płomieni".
Bo strach przed prawdziwą miłością związany jest ze stratą takiego życia, jakie ja - ego jest znane. Bo jest to także strach przed nieznanym.
Tak, momentami bałam się miłości do ciebie. Ale byłam otwarta. Bardzo otwarta. I gdy wyśniło się nasze Spotkanie, przejawiały się intencje: uczciwość i szczerość, oddanie Duchowi, Sercu Serc, ekspansji świadomości. I całkowite zaufanie życiu i Źródłu. I nadal tak jest. Dzięki temu mogłam i mogę odkrywać prawdę o sobie.
I przechodząc przez różne procesy w mojej wewnętrznej relacji z Tobą, Ukochany Mężczyzno, odkryłam w sobie, że Ty dla mnie jesteś Jedynym. I pokochałam Ciebie jako integralną część Siebie. Odkryłam w Sobie naszą unię, jednię (poza czasem), "święte małżeństwo". I przestałam się bać, bo miłość we mnie po prostu zaczęła "rozkwitać" coraz bardziej. I we mnie, mną eksplodowała.
Co wcale nie znaczy, że teraz "musimy" być razem i tworzyć jakiś związek na zasadach tego starego świata. Nie. Czuję szczęście z powodu mojego wewnętrzego połączenia z Tobą w Sobie. Jestem szczęśliwa, ponieważ pokochałam Cię bezwarunkowo. Pokochałam także cały twój cień. On także jest moim w naszej jedni. I jak jeszcze coś-jakieś uwarunkowania czy nieświadome wzory będą miały się ujawnić, to będą się ujawniać. Ufam, totalnie. Jestem szczęśliwa, ponieważ odczuwam obecność naszej esencji w Sobie... I to jest nasza wspólna esencja. Jak to możliwe? Nie wiem. Ale możliwe.
Nie czuję potrzeby uzależniania Cię od Siebie, związywania się z Tobą, żeby zapewnić sobie złudne poczucie bezpieczeństwa albo dla iluzorycznej pewności, że "i nie opuści mnie aż do śmierci" itp. Ha, ha, ha.
Choć oczywiście sprawia ogromną radość nasz kontakt i przepływ między nami, i twoje otwarcie na ten kontakt, i na naszą relację, choć nie wiadomo jaka ona będzie. Ale to już zadziewa się w wolności i nie ma żadnego strachu przed tym, co będzie, jakie będzie, bo będzie to, co będzie, bo jest totalne zaufanie do Życia, Istnienia i otwarcie na nieznane, nowe.
Ś-wiadome jest, że miłość jest prawdziwa, gdy nie stawia warunków, jest wolna, przekracza wszystkie uwarunkowania, sytuacje i okoliczności i płynie z Serca Serc. Wtedy okoliczności i sytuacje nie mają znaczenia, bo znaczenie ma stan istnienia. Np.: zerwałeś ze mną i na moment wybrałeś inną kobietę, bo szukałeś "normalnego związku". Pobiłeś mnie. Odciąłeś się ode mnie. I co z tego? To były wyzwania dla prawdziwej Miłości. I przeszłam je. Dzięki zaufaniu totalnemu, nie do tej części Ciebie - "zaśnionego", skonfliktowanego wewnętrznie "ja", ale do Ciebie jako Istoty wiecznej, nieskończonej, wielowymiarowej, która także w tym "zaśnionym ja" może przebudzić się do prawdziwej miłości.
Jestem otwarta na taką relację, która wspiera przebudzenie się w nas, nami prawdziwej miłości i świadomości. W zaufaniu, oddaniu, szczerości, uczciwości, szacunku i wzajemności wynikajacej nie z oczekiwań, lecz z odkrycia tej jedni, unii w sobie SOBĄ.
Jeśli Ty poczujesz podobnie, otworzysz się na to i odkryjesz to "pragnienie Duszy" czy "wołanie Ducha" w sobie, wtedy może doświadczymy takiej Miłości, takiego połączenia, którego teraz nawet wyobrazić sobie nie jesteśmy w stanie. Bo ta miłość przekracza wszelkie wyobrażenia o niej i o nas w niej...
A jeśli będziesz się bał tego, że mnie k, to i tak dzięki Miłości, której teraz doświadczam, staję się w sobie coraz pełniejszą, coraz bardziej zintegrowaną i świadomą istotą.
Bo ta miłość scala umysł i świadomość jak głowę i serce w jedno ciało. I scala mnie i ciebie w jedno ciało, jedną Duszą w Jednym Duchu.
Dotknięcie tym płomieniem prawdziwej miłości inicjuje proces wykraczania poza wszystkie ograniczenia czyli wzorce myślowe i działania, wszystkie koncepcje, przekonania, scenariusze, opowieści o tym, kim jesteśmy i co powinniśmy, a czego nie powinniśmy....
Przepływ, podążanie z pełnym zaufaniem, bez kontrolowania tego, co się przejawia, z pełnym otwarciem na nieznane. Dlatego to takie wielkie (względnie ;)) wyzwanie i stąd strach, bo "ja" wie, że nic z jego misternie zbudowanej konstrukcji tożsamości i wyobrażeń o sobie nie zostanie...
Strach pochodzi z poczucia "ja" i jego oddzielności... A w miłości spala się wszystko to, co oddziela... Ale dopiero kiedy zaufamy i oddamy się temu całkowicie, wtedy możemy się uśmiechnąć do tego strachu i zobaczyć, jaką był iluzją....
Kropelka boi się, że zniknie w głębi oceanu, a tymczasem rozpoznaje, że jest całym oceanem, a ocean jest miłością.. Kropelka kropelką w nim pozostaje, ale nie czuje się już zagubiona i osamotniona w bezkresności oceanu.....
Tak, tak, tak... zanurzamy się w tej swojej głębi - w oceanie bez dna... I lecąc w dół jednocześnie lecimy w górę obejmując wszystkie skrajności scalajac i integrując je ze sobą w sobie...
Tak.... Rozprzestrzeniamy się we wszystkich kierunkach... Ekspandujemy.... Przekraczamy ograniczenia.... Otwieramy na nowe możliwości, całkiem nowe relacje, nowe stany istnienia, które były dotąd niedostępne. A że granic nie mamy i tym naprawdę jesteśmy, to pojawia się w tym nowym jednoczesne: "wow" i "aha, no tak"... Bo to jednocześnie odkrywanie nieznanego potencjału i przypominanie sobie o SOBIE...
I znikamy, rozpływamy się, rozpuszczamy... dla zaśnionych w tym świecie - śnie. A nasza przeźroczystość odbija ich piękne projekcje.
Bo takie jest to, czego doświadczam. Ufam sobie jako jedni, całości, wszystkosci, ufam życiu i tej miłości. Prawdziwa miłość to to czucie i bycie w połączeniu, którego nic nie jest w stanie zniszczyć ani zaburzyć. To kochanie Siebie i kochanie Ciebie. Bo Ty jesteś integralną częścią mnie jako całości, jedni. To kochanie i odczuwanie Ciebie bez względu na to, czy jesteś obok, czy gdzieś daleko, na końcu galaktyki czy wszechświata czy we Mnie jako odczuwana Obecność naszej wspólnej esencji. ;)
Póki co taka relacja partnerska, taki związek dwojga ludzi, w jakim przejawia się doświadczanie prawdziwej jedni dwojga i głębi SIEBIE, nie jest kontynuacją "typowych, normalnych związków", które utrzymują ludzi w zaśnieniu. Bo w zasnieniu ludzie "doskonale" wiedzą, jakie te związki "powinny" być i mają wiele koncepcji, wyobrażeń i oczekiwań z tym związanych.
Bo z kolei taki "nienormalny" ;)))) związek ma ogromny potencjał nieznanego i może prowadzić do przebudzenia obojga Kochanków, Ukochanych. Nie ma lęku prze "normalnym związkiem", jednak ś-wiadome już jest to, że "normalny związek" utrzymujący ludzi w zaśnieniu nie jest dla mnie.
Bo jest mi dany ten, ktory się pojawia w wizjach i snach... taki "nienormalny", ale całkowicie naturalny i prawdziwy. I temu ufam bezgranicznie. I uczę się ufać temu, co się przez Ciebie przejawia. Teraz rozumiem, dlaczego ostatnio napisałeś: "kocham cię i boję się tego". Bo to "coś" w nas, co się boi, boi się, że może "umrzeć", bo tak naprawdę boi się odkrywania prawdy o sobie, tego, co w "cieniu" ukryte. Boi się tego, co w trakcie rozwoju tego "nienormalnego związku" ujawnia się, by mogło być uświadamiane i integrowane. Boi się ekspansji świadomości. Boi się tego totalnego zanurzenia w nieznanym... tego "stanu istnienia" w przebudzeniu.
Z tym "czymś", co się boi, potrzeba obchodzić się łagodnie i czule w sobie. Kochając tę część siebie, która się boi. Bo to "coś", co się boi, potrzebuje otworzyć się na poznanie prawdy o sobie - tego, co nieświadome. Boi się zaufać temu, że czegoś "nie wie"... Bo "nie wiedzieć" dla tego czegoś, co się boi znaczy to samo, co "umrzeć". :) Ufam temu nieznanemu. Nie muszę wiedzieć, jak taka relacja może się manifestować, a tym bardziej nie wiem, jak "powinna" wyglądać. Pokazują i wskazują na to pewne doświadczenia, świadome sny i wizje, że są to "zaślubiny z Duchem" w oddaniu, prawdziwym oddaniu Ukochanemu, by z Nim, w Nim zanurzyć się całkowicie w SOBIE.
* Dla Risziwy
* Dla Risziwy
Etykiety:
EWOLUCJA,
INTEGRACJA,
JEDNIA,
MIŁOŚĆ,
NIEZNANE,
ODDANIE,
RADOŚĆ ISTNIENIA,
STRACH,
TANIEC ISTNIENIA,
TANTRA,
TRANSFORMACJA,
UNIA,
WOLNOŚĆ,
WYZWOLENIE,
YANG-YIN
wtorek, 17 lipca 2018
Dla Ukochanego, Jedynego...
Dla Ukochanego, Jedynego Oblubieńca od Ukochanej, Jedynej
Oblubienicy...
Nie proszę już ani nie błagam,
byś dał mi coś lub zabrał
cokolwiek ode Mnie...
Błagania płynęły z tęsknoty
i pożądania Ciebie daremnie.
Wołałam Ciebie na przemian
cierpieniem i rozpaczą
brnąc przez sny naszej oddzielności...
gdy nagle z tęsknoty obudzona
oddałam się cała Miłości.
Ofiarowałam wreszcie
niczemu wszystko,
co było mi dane
i wciąż nieustannie odbierane
w snach o naszym oddzieleniu...
A teraz z niczym przed Tobą staję
I widzę, czuję Cię w Sobie
jak Kryształowe Piękna Odbicie
bezkresem wiecznego Teraz
Scalone w Jedni ze Sobą
Niepoznawalną Istotą - Nieskazitelnym Życiem...
Etykiety:
ANIMA I ANIMUS,
BŁOGOŚĆ ISTNIENIA,
HARMONIA,
JEDNIA,
KRYSZTAŁOWE LUSTRO,
MĄDROŚĆ I MIŁOŚĆ,
MIŁOŚĆ,
SELF,
ŚNIENIE,
TIKALI+RISZIWA,
TRANSCENDENCJA,
UNIA,
WIECZNOŚĆ,
WOLNOŚĆ,
ŻYCIE
środa, 27 czerwca 2018
BOSKOŚĆ ISTOTY LUDZKIEJ
Y:
Chciałbym jeszcze zapytać Tikali o to co napisałaś : "I
jest różnica między odklepywaniem modlitw a modlitwą, która jest intuicyjnym
wyczuwaniem pragnienia Serca czyli coś jak kontemplacja - bycie w oddaniu,
zaufaniu i przyjmowaniu tego, co jest dane w tu i teraz." Koniec cytatu .
Moje pytanie dotyczy ....W oddaniu komu? Bycie w oddaniu
komu ? Sile którą niektórzy nazywają Bogiem? Czy Bóg jest siłą i czy to co o
Nim wiemy jest wynikową naszego o Nim pomyślenia czy też kontemplowania ? Czy
To co o Bogu wiemy nie jest raczej objawieniem się Jego samego człowiekowi , za
nim on - człowiek o Nim cokolwiek pomyśli i wywnioskuje? Kiedy czyta się Biblię
to raczej tam Bóg objawia siebie człowiekowi a nie człowiek sobie objawia kim
jest Bóg . Czy mój wniosek jest błędny?
Tikali:
dziękuję za inspiracje...
To, co wiemy i myślimy o Bogu, bo... inni nam tę wiedzę
przekazali może różnić się od tego, co Bóg czy jakaś "wyższa siła"
nam objawia - Się ujawnia w nas.
Słowo "siła" czy "moc" to oczywiście
słowa, które tylko w sposób cząstkowy mogą opisać To Coś, co nazywamy różnie:
Bogiem czy Matką Bożą albo całym wszechświatem, Wielkim Duchem, Absolutem,
Życiem, Tao, Ometeotl, Pustką itd. Owa Boskość nadaje sobie różne nazwy,
imiona... (awatary). Dlatego oddanie może przejawiać się jako oddanie Bogu,
wszechświatowi, Wielkiemu Duchowi, Absolutowi czy Życiu itd...
Używając języka związanego z tradycją i wiarą chrześcijańską
Się przejawia tak: Bóg objawia się Sobie poprzez człowieka i jednocześnie
człowiekowi. Bo poprzez formę człowieka i w tej formie - tą formą istnienia Bóg
uświadamia Sobie Siebie, budzi się w tej formie, w której się przed Sobą
"ukrywa"... dla zabawy w ograniczenia swojej
"mocy" i jednocześnie doświadczania Siebie w swojej
różnorodności. Budzi Się na przykład jako Chrystus - świadomość chrystusowa
czyli boskość w istocie ludzkiej (czy Budda, Tara itd.).
Toć tzw. narodziny z Ducha to narodziny istoty ludzkiej w
Bogu i Boga w istocie ludzkiej, w której świadomość ujawnia swoją boskość.
Istoty ludzkie zazwyczaj, kiedy są już zmęczone życiem,
zwracają się w swoich modlitwach i prośbach do Boga, bo nie chcą już cierpieć,
a jednak... męczą się dalej. Dlaczego? Bo istota ludzka jest "narzędziem Boga" i jednocześnie "naczyniem - formą
boskości". Dlatego prośby i modlitwy kierowane do Boga usytuowanego na
zewnątrz nie mogą być spełnione. Dzieje się tak, gdy ludzie nie są świadomi, że
ich pragnienie doświadczania różnych rozkoszy jest połączone w tym świecie z
doświadczaniem cierpienia nie jest ich pragnieniem, lecz pragnieniem boskości w
nas. I dopóki istota ludzka nie przyjmie wszystkiego - całości boskiego
stworzenia w tym świecie, dopóty działa w niej opór przed ujawnieniem się i
zamanifestowaniem tej boskości w istocie ludzkiej. A Bóg jest Miłością, więc to
Miłość - ta bezwarunkowa, wszechogarniająca może zamanifestować się przez
człowieka. Po to ten świat jest, abyśmy przechodząc przez piekła cierpienia i
ekstazy przygotowali siebie do ponownego doświadczenia boskiej błogości
istnienia.
Bo jednocześnie wszystko jest dziełem Boga, bo Bóg jest
Mądrością, więc również doświadczanie istnienia w różnych formach, w tym także
istoty ludzkiej, a poprzez nią rozkoszy tego świata i powiązanego z tym
cierpienia (czyli ogólnie tzw. upadku) oraz wyzwolenia się (czyli tzw. wzniesienia czy
zbawienia) boskości z tego upadku ku Boskiej Mądrości.
O kontemplacji:
Czy z kontemplacji wynika nasza wiedza o Bogu? Może tak. Dla
Mnie w kontemplacji przejawiało Się (choć długo nie byłam świadoma tego)
odnawianie połączenia boskości ze Sobą we mnie albo mną, poprzez mnie... W
kontemplacji następuje od-puszczanie wiedzy, która Boga sytuuje gdzieś na
zewnątrz istoty ludzkiej, która oddziela człowieka od Boga i boskości w nim.
Wszystkie koncepcje oddzielające stawiają opór boskiej Miłości. Ta cała wiedza,
która została nam przekazana w procesie wychowywania - np. nasze wyobrażenia o
Bogu - rozpuszczają się. Dzięki temu mamy dostęp do coraz większej
"przestrzenności" boskości. W kontemplacji opory mogą stawać się
uświadomione i wtedy zanikają. Życie staje się "kontemplacją",
aktywną, spontaniczną "modlitwą.
-------
Dla Mnie Bóg to nieskończony Umysł = Mądrość (wszelkiego
rodzaju formy, w tym także myśli), który wraz z Boginią - Świadomością =
Miłością wykreował także istoty ludzkie, obdarował je cząstkami Siebie i zróżnicował
je tak między sobą, że mogą mieć różne idee, koncepcje, przekonania, a nawet
wiarę w Boga i Matkę Bożą, także wyobrażenia o Nich lub brak tych wyobrażeń.
Dla Mnie Bogini to Świadomość = Miłość bezwarunkowa,
wszechogarniająca.
Może być odwrotnie ;-), bo to słowa - symbole wskazujące na
"żeńskość" i "męskość" boskości czyli dwóch zróżnicowanych
przejawów Jedni, całości współdziałających ze sobą w totalnej harmonii jako
całość. Jeśli Bóg jest Istotą całkowitą (wszystkim, co istnieje), to
jest w zasadzie Jednią Boga i Bogini (Mądrości i Miłości) oraz jeśli Bogini
jest Istotą całkowitą, to jest Jednią Bogini i Boga (Miłości i Mądrości).
Dlatego pojęcia "Bóg i Bogini" dla mnie "stapiają" Się ze
Sobą w Jednię Absolutu, w Pustce zawierającej wszelką nieskończoną
potencjalność Siebie (Self-Jaźni) czyli Swojej Pełni. (Wiara chrześcijańska ten
aspekt raczej pomija?)
Unia Boga i Bogini manifestuje Się Uniwersalną Mądrością =
Miłością. Nie ma Mądrości bez Miłości ani Miłości bez Mądrości.
Ta Unia przekracza także pojęcia
"boskości"... ale to może dla niektórych brzmieć jeszcze jak
jakiś abstrakt. Stąd pojawiają się takie słowa jak np.: Źródło Źródeł, Serce
Serc, Życie, Istnienie, Istota, Istność, wszechświat, całość, Jednia...
To są Moje rozpoznania, które się przeze mnie przejawiają,
ale nikogo nie namawiam, by myślał tak samo lub wierzył w to. Wszyscy jesteśmy
tu, bo całość doświadcza Siebie i swojego zróżnicowania, ograniczeń itd. także
przez nas, poprzez nas - istoty ludzkie. A potem Się scala, integruje różnymi
częściami Siebie. Przychodzimy tu jako istoty boskie, by móc doświadczać iluzji
podzielenia Siebie na różne części, zróżnicowane między sobą i oddzielenia od
Siebie oraz... scalania Siebie... Taka to boska Zabawa w doświadczanie
niemożliwego ;-) (cudu ;-)) czyli iluzji wielości i
różnorodności przejawów Jedni...
Gdy kończą się poszukiwania wynikające z pożądania (i
strachu pod nim się ukrywającego), kończą się oceny i oczekiwania. To, co
pozornie konceptami było oddzielone, staje się zintegrowane, scalone,
połączone... I możemy oddać się świadomie "podążaniu za falą i kierującymi
nią prądami, wiatrami"... Bo jak tu i teraz nie ufać Sobie jako Jedni,
doskonałości całości, którą Jesteś-My?
Dziękuję.
wtorek, 15 maja 2018
BŁOGOŚĆ UMYSŁU I ŚWIADOMOŚCI ;-)
1. wizja jest umysłem
2. umysł jest pusty
3. pustka jest czystym światłem (*)
4. czyste światło jest jednością (**)
5. jedność jest wielką błogością
________________________________
2. umysł jest pusty
3. pustka jest czystym światłem (*)
4. czyste światło jest jednością (**)
5. jedność jest wielką błogością
________________________________
(*) światłem świadomości
(**) w tłumaczeniu pojawia się słowo "jedność", ale w wersji angielskiej pojawia się słowo "union", co można przetłumaczyć także jako:
- unia,
- połączenie,
- wspólnota,
- harmonia,
- zjednoczenie...
może być też... jednia.
(**) w tłumaczeniu pojawia się słowo "jedność", ale w wersji angielskiej pojawia się słowo "union", co można przetłumaczyć także jako:
- unia,
- połączenie,
- wspólnota,
- harmonia,
- zjednoczenie...
może być też... jednia.
wtorek, 13 lutego 2018
RADHA - KRISZNA
RADHA i KRISZNA
TIKALI i RISZIWA
SUNYATA
;-)
Związek Radhy z Kriszną jest postrzegany (interpretowany) dwojako: svakiya-rasa (związek małżeński - "święte małżeństwo") i parakiya-rasa (związek oznaczający wieczną mentalno-duchową Miłość). Tradycja Gaudiya skupia się na parakiya-rasie jako najwyższej formie Miłości, w której Radha i Kriszna dzielą się myślami nawet, gdy przejawiają Się w rozdzieleniu. W ich wiecznym spotkaniu Radha i Kriszna rozpływają się w duchowej przestrzeni wszechświata jako Jedni.
Radha - żeński aspekt Jedni, Całości (Świadomość) - jest w swej miłości bezgranicznie oddana i cierpliwa. Uczy cierpliwości i przetrwania czasu rozdzielenia, który dla niektórych jest czasem katuszy i cierpienia. Gdy On - męski aspekt Jedni, Całości (Umysł) tańczy z innymi, odwleka spotkanie, uwodzi każdą kobietę i nie tylko ;-) jako Wszechatrakcyjny, Ona jest samym oddaniem i cierpliwym trwaniem w ciszy.
Jednak gdy On przychodzi, ich dusze się splatają i czas jest wypełniony wiecznością. Siadają razem na huśtawce i kołysząc się w rytm połączonych ciał odczuwają pełnię rozkoszy duchowej, pełnię ich Jedni. Kriszna "kradnie jej spinkę do włosów i zatapia się w jej rozpuszczonych, pachnących od słońca włosach". W ich miłosnym wtuleniu wiruje cały wszechświat, aż do utraty tchu... zanurzają się w Absolucie... Nie ma Radhy, ani Kriszny, są tylko miliony kobiet i mężczyzn jak nieskończone atomy tęskniące za spełnieniem - spotkaniem Siebie w Jedni. Spełnieniem jedności w boskim porządku przeznaczenia. W symbolicznym spotkaniu Radhy i Kriszny spełnienie Staje Się urzeczywistnione.
"Gdy już ujrzysz we własnej duszy odmienną płeć i uświadomisz
sobie jej cechy, to większość emocji i afektów zostaje uwolnionych.
Oznacza to rzeczywistą niezależność, ale i samotność - samotność “wewnętrznie
wolnego” człowieka, którego już żaden związek miłosny czy partnerstwo nie może
zakuć w łańcuchy; dla którego inna płeć utraciła swoją “niezwykłość”, ponieważ
cechy ukryte w głębi własnej duszy charakteru zostały rozpoznane. Uczucie
“zakochania” stanie się takiemu człowiekowi zbędne, nie będzie już
potrzebował zatracać się w innych; będzie za to zdolny skierować “miłość” na drugą
osobę w sensie prawdziwego świadomego oddania." - Psychologia C.G.Junga, J.Jacobi
poniedziałek, 4 grudnia 2017
UNIA BOGA I BOGINI WE MNIE
Och, mój Boże Jedyny - Umyśle Uniwersalny,
Ty wciąż rodzisz się i zatapiasz w świątyni
Swojej Bogini...
Och, moja Bogini Jedyna - Świadomości Niepoznana,
Ty oddajesz Się Swemu Bogu nieustannie
od zarania.
A Ja zatapiając Się w Was jako Jedni,
staję Się
po wielokroć
samo-poznawana...
Wasz boski taniec
wielbiąc
każdej chwili Siebie oddaję
Waszej Unii
Mądrości z Miłością
i Życie Sobą, (świadomością)
i Siebie Nim (umysłem)
wciąż roz-poznaję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



