Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ODDANIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ODDANIE. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 czerwca 2020

TOTALNE ODDANIE SOBIE - JAŹNI - NIEPOZNAWALNEJ CAŁOŚCI SIEBIE


Świadomość dobrowolnie przyjmuje ograniczenia form w tym form umysłu, aby doświadczać tych różnych form.
Świadomość - poprzez doświadczanie form umysłu - poznaje, odkrywa i uświadamia sobie swój nieskończony potencjał.
Bezforemna świadomość dobrowolnie oddaje się doświadczaniu jaźniących się z niej i w niej wszystkich form. Oddaje się doświadczaniu całości Siebie - Jaźni wszystkimi formami. Także umysłu i ciała. By w tych formach odkrywać Siebie - Jaźń samoświadomą.

Np. Brahman całkowicie dobrowolnie, totalnie swą miłością, zaangażowaniem, zaufaniem i oddaniem ofiarowuje się Zabawie w stwarzanie Tańca form i wszystkich snów o Sobie - Jaźni. I oddaje się też Mai - iluzji, która rąbie całość Jaźni na odrębne elementy (aspekty( całości. Brahman doświadcza więc także iluzji podziałów, oddzielności różnych elementów (aspektów) całości od siebie wzajemnie i od całości Jaźni...

Np. Jezus Chrystus całkowicie dobrowolnie, totalnie swą miłością i ufnością, zaangażowaniem i oddaniem ofiarowuje się Bogu Ojcu i św. Duchowi oraz symbolicznej drodze cierniowej i ukrzyżowaniu. Tym doświadczeniem staje się symbolem - drogowskazem z-mar-twych-wstania, wyzwolenia przez totalne oddanie.

Totalne, dobrowolne oddanie
bezforemnego foremnemu i foremnego bezforemnemu...
wiecznego chwilowemu i chwilowego wiecznemu...
nieporuszonego ruchliwemu i ruchliwego nieporuszonemu...
niepoznawalnego poznawanemu i poznawanego niepoznawalnemu...
Miłością wszechprzenikającą i wszechobecną...

W Istocie ludzkiej świadomość - absolut ofiarowuje się doświadczaniu całej różnorodności i zmienności, całego spektrum idei, konceptów, relacji, uczuć, emocji itd. To jest rozpoznawane przez świadomość także dzięki umysłowi, z którym są jedną Jaźnią bez oddzielenia.

Człowiek w swej Istocie może po-myśleć, co tylko zechce. Potencjalnie ma dostęp do wszystkich myśli możliwych do pomyślenia. Ale gdy założy kostium jakiejś postaci - osoby i z nim się utożsami, będzie ograniczony do myśli i uczuć tej postaci - osoby. Człowiek w swej Istocie dobrowolnie się ogranicza, by odgrywać konkretne role. I wtedy zna wyłącznie myśli i uczucia odgrywanej postaci. Iluzoryczna jest więc wolna wola takiej postaci, jej wyobrażenia, że może myśleć i mówić, co tylko zechce albo co sam/a wybierze. Postać nie jest Człowiekiem, który wszedł w rolę, lecz jest postacią - rolą odgrywaną przez Człowieka.

Bycie ojcem, matką, żoną, mężem, synem, córką, bratem, siostrą, kochankiem, kochanką itd. to role, postaci odgrywane przez Człowieka. Bycie kimś z zawodu, z jakiegoś kraju, narodu, rasy to role, postaci odgrywane przez Człowieka. Umysł tych postaci jest uwarunkowany i ograniczony. Samoświadomość jest filtrowana (ograniczającymi postrzeganie Siebie jako Jaźń) uwarunkowaniami. Postać może nawet czuć wolność albo wolną wolę, ale to nie będzie ani nie jest prawdziwa wolna wola czy wolność postaci. Taka wolność postaci jest iluzoryczna. Ona czuje intuicyjnie w sobie wolność Człowieka w swej Istocie. Ale taka postać może doświadczać wyłącznie iluzorycznej wolności, iluzorycznej wolnej woli, iluzorycznie odrębnej jaźni czyli ograniczonej świadomości SIEBIE jako nieskończonej, niepoznawalnej w całości.

Wolność jest naszą prawdziwą naturą, a my w niej kochamy samych siebie. Bośmy tą Miłością. Ta wolność nie należy do oddzielnej jaźni. Naszą naturą jest wolność jednej Jaźni, świadomości odzwierciedlanej w ograniczonych, bo uwarunkowanych odgrywanymi rolami umysłach.

Świadomość dobrowolnie przyjmuje ograniczenia form umysłu, aby doświadczać przygód różnych postaci. Świadomość dobrowolnie przejawia się - lokalizuje się, umieszcza siebie w formie umysłu, by aktualizować swój nieskończony potencjał. By realizować swój bezforemny potencjał w przejawach form - przy użyciu form. Tak jak Człowiek - istota ludzka dobrowolnie oddaje swoją wolność, by móc doświadczać całej różnorodności odgrywanych postaci. Tak jak świadomość sama na siebie przyjmuje ograniczenia form w tym form umysłu. Dla zabawy w doświadczanie bezforemnego foremnym. W ten sposób świadomość, Duch, pustka - poprzez doświadczanie form - poznaje, odkrywa i uświadamia sobie swój nieskończony potencjał.

Człowiek może po-myśleć, wybrać, zrobić, co tylko zechce, może zagrać każdą dowolną rolę, a jednocześnie może uczyć się konsekwencji: myśli, wyborów i działań...

Możesz wszystko, ale czy jesteś gotów na poniesienie konsekwencji wszystkich swoich działań? 
Co mogłabyś, mógłbyś zrobić w tej chwili, gdyby wszystko było dla ciebie możliwe? 
Możesz zacząć marzyć, a i tak możliwe jest dokładnie tylko to, co robisz teraz.

Poprzez doświadczenie i cierpienie Człowiek uczy się mądrości. Poznaje naturę ograniczonego uwarunkowaniami umysłu i uczy się uwalniania od uwarunkowań. Uczy się rozróżniania działania z umysłu uwarunkowanego iluzjami oddzielnych jaźni od działania z umysłu całkowicie oddanego jedni całości. Człowiek uczy się być świadomością Ducha, przejawiającą się w nieskazitelnej, nieuchwytnej, zmiennej formie (która jest Prawdą, Miłością, Wolnością, Pięknem, Szczerością, Harmonią.)


Świadomość nie jest zainteresowana tym, w jaki sposób umysł uwarunkowany jest używany. Dla świadomości umysł uwarunkowany może robić, co chce: może wierzyć lub nie wierzyć, pamiętać lub zapominać, mówić prawdę lub kłamać, dzielić się na części lub scalać, walczyć lub utrzymywać pokój, konfliktować lub godzić czyli ogólnie sam siebie zwodzić itp. itd. Jednak to dzięki świadomości (w pustej przestrzeni ciszy) umysł obserwuje siebie, a stąd widziane i ujawniane są triki i uniki uwarunkowań zaśnionego umysłu służące umysłowi zabawie w zwodzenie siebie. 

Gdy umysł oddaje się z pełnym zaufaniem świadomości (prowadzeniu Serca Serc, intuicji czy też Ducha), rozpoznaje swoje iluzje zwodzenia siebie. To dzięki świadomości umysł widzi (świadomość przenika) to, w jaki sposób sam siebie zwodzi... identyfikacjami z różnymi swoimi częściami i cząstkami czyli różnymi myślami - konceptami oddzielającymi te cząstki umysłu od siebie wzajemnie. Bo tylko pewna część całości umysłu, pozostaje w zaśnieniu - ta, która sama siebie zwodzi. Tylko ta część umysłu, która jest oddzielona od całości, pozostaje w zaśnieniu w iluzjach o sobie i stwarza konflikty między cząstkami siebie.

Różne takie części umysłu pozostają nieświadome tego, że doświadczają zaśnienia w iluzji oddzielenia od całości umysłu oraz od świadomości czyli od całości Jaźni. W zabawie w zaśnienie w snach o iluzjach oddzielenia. Niektóre części umysłu w zaśnieniu uwierzyły w swoją odrębność i nauczyły się utożsamiania z myślami - konceptami uznając je za jedyne prawdy. A to tylko względne (cząstkowe) prawdy. I właśnie te względne prawdy bywają sprzeczne i skonfliktowane ze sobą. Zaśnionym cząstkom umysłu trudno dostrzec te względne prawdy jako puzzle współtworzące większe fragmenty tkaniny całości umysłu.

Gdy uwarunkowany umysł oddaje się świadomości (ciszy nieskończonej przestrzenności pustki), świadomość przenika umysł i uwalnia różne jego cząstki z zaśnienia w iluzjach o sobie. Uwalnia od różnych uwarunkowań, od konfliktów i od wiary we względne prawdy. Świadomość sprawia, że umysł przebudza się do Prawdy o Sobie - Jaźni.

Umysł jest wspaniałym narzędziem świadomości, które używane świadomie nie stwarza konfliktów, nie zwodzi, nie manipuluje sobą ani swoimi cząstkami. Tak działa umysł całkowicie oddany świadomości. Jest samoświadomy. Umysł jest narzędziem świadomości - formą energii, która jest doświadczana przez świadomość. Zaś świadomość i umysł to Jedno (Jedna Jaźń, Jedno Siebie, Ja Jestem) jaźniące się nieskończonym różnicowaniem przejawów Siebie. Świadomość i umysł jak Yin i Yang współtworzą harmonijną całość i jedność Tao.

Yin i Yang to Święta Podwójność i ta Święta Podwójność to Jedno (Ja Jestem, Jedna Jaźń). To nie jest żaden paradoks, to tylko wygląda na paradoks - jest postrzegane jako paradoks tylko przez cząstki umysłu uwarunkowane iluzjami o sobie - iluzjami oddzielenia od całości Jaźni.
Jednak tymi uwarunkowanymi cząstkami umysłu świadomość doświadcza zaśnienia umysłu w iluzjach o sobie po to, by móc nimi doświadczać także ich przebudzenia do Prawdy o całości Siebie - Jaźni.
Jaźń nie jest ani podwójnością osobną - nie jest wyłącznie dualna ani osobną pojedynczością - nie jest wyłącznie niedualna, a jednocześnie jest i dualna i niedualna (niedualnadualność).
Jaźń jednocześnie jest: ani tym ani tym i jednym podwójnym, a nawet jednym nieskończenie zróżnicowanym, także jest niczym i wszystkim jednocześnie. Po prostu. 

(Pustka jest formą i forma jest pustką, a Jaźń, Ja Jestem nie jest ani tym ani tym osobno).
Świadomość i umysł w zaśnieniu przejawiają się i są doświadczane jako miłość uwarunkowana czyli emocjonalność i mądrość fragmentaryczna czyli wiedza. Emocjonalność i wiedza nie są ani dobre ani złe, są tak samo integralne z całością Jaźni jak miłość i mądrość. Tyle że w zaśnieniu umysł staje się uwarunkowany snem i jawi się wiedzą a świadomość emocjonalnością. Zaś w przebudzeniu umysł nic nie musi, nie potrzebuje (także wiedzieć) i stąd jaźni się spontanicznie mądrością, która jest miłością a świadomość jaźni się miłością, która jest mądrością. Czyli miłość i mądrość są Tym Samym.

Emocjonalność i wiedza są niezbędne do doświadczania we śnie. Miłość i mądrość są niezbędne do doświadczania przebudzenia do Siebie - Jaźni.

(We Śnie o Sobie jest samsara i nirwana, cierpienie i wyzwolenie, zaśnienie i przebudzenie. Przebudzenie samoświadome widzi: samsara nie jest gorsza ani lepsza od nirwany i odwrotnie. We Śnie nirwana bez samsary nie istnieje i odwrotnie. Tak samo umysł uwarunkowany nie istnieje bez umysłu wolnego od uwarunkowań. Ani świadomość bez nieświadomości. Także świadomość bez umysłu czy niedualne bez dualnego albo miłość bezwarunkowa bez miłości warunkowej (emocjonalności) czy mądrość bez głupoty  (wiedzy). To elementy Tańca Jaźni, Siebie, Ja Jestem... )

Świadomość dobrowolnie przejawia się - lokalizuje się, umieszcza siebie w formie umysłu, by aktualizować swój nieskończony potencjał. By realizować swój bezforemny potencjał w przejawach form - przy użyciu form. Tak samo Istota ludzka dobrowolnie oddaje swoją wolność, by móc doświadczać całej różnorodności odgrywanych postaci. Tak jak świadomość sama na siebie przyjmuje ograniczenia form w tym form umysłu dla zabawy w doświadczanie bezforemnego foremnym. W ten sposób świadomość (Duch, pustka) poprzez doświadczanie form poznaje, odkrywa i uświadamia sobie swój nieskończony potencjał.
Istota ludzka (człowiek) w swoim potencjale może po-myśleć, wybrać, zrobić, co tylko zechce, może zagrać każdą dowolną rolę, a jednocześnie może uczyć się konsekwencji tych wyborów wynikających z różnych utożsamień.

Na przykład, co mogłabym zrobić w tej chwili, gdyby wszystko było możliwe? Postać może zacząć marzyć, a i tak możliwe jest dla niej dokładnie tylko to, co robi lub nie robi tu i teraz. Co jest wynikiem - wypadkową wszystkich wcześniejszych decyzji i wyborów postaci. Gdyby wszystko byłoby możliwe, robiłabym dokładnie to, co robię. Nic innego.

piątek, 26 kwietnia 2019

MILOŚĆ OGNIA ROZPUSZCZA STRACH PRZED PŁOMIENIEM MIŁOŚCI


Dlaczego mnie kochasz i boisz się tego?

Strach przed prawdziwą miłością bierze się stąd, że nasze "ja" - to zlepki wyobrażeń o sobie, o innych, o świecie, o życiu, to nasze nieuświadomione przekonania wynikające z "oprogramowania" po przodkach np.: że "nie zasługują" na prawdziwą, głęboką miłość. Więc próbują się "zadowalać" namiastkami. I swoje urojenia, pożądanie, przyciąganie "ciał bolesnych" i różne iluzje o miłości nazywają "związkami małżeńskimi" lub "związkami rodzinnymi" albo "związkami partnerskimi", które... po prostu ich wiążą i uzależniają od siebie wzajemnie. Bo te związki wynikają z różnych ludzkich programow, wyobrażeń i uwarunkowań niszczących miłość. A w rezultacie w tych związkach prawdziwa miłość została upchnięta do "strefy cienia", nieświadomości i pozostaje zakryta pod grubą warstwą iluzji, kłamstw, strachu, manipulacji itd.

I gdzie w takich związkach miejsce na prawdziwą miłość? Bo owszem, marzymy o "wielkiej, prawdziwej miłości" w prostocie życia, tęsknimy za nią, ale boimy się jej, bo "nie zasługujemy". "Nie zasługujemy" też na zaufanie, na szacunek, na uczciwość, na oddanie i wzajemność. Bo sami sobie nie ufamy, sami siebie nie szanujemy, nie jesteśmy uczciwi sami wobec siebie i nie możemy być oddani sobie. Za to nieustannie oszukujemy się... i sami przed sobą tego się wypieramy. A prawdziwa miłość wymaga poznania siebie. Także odkrywania wszystkich ściem o sobie i uwolnienie się od nich przez przyjęcie. Prawdziwa miłość wymaga bycia prawdziwym ze sobą.

A jak możemy być prawdziwi, jeśli nie ufamy życiu i nie jesteśmy życiu oddani? Jeśli nie ufamy temu, co dane nam do doświadczenia? Jeśli nie słuchamy "głosu Serca", "wołania Ducha", intuicji, lecz uwierzyliśmy w "modele związkowe" wymyslone przez przodków i kontynuujemy toksyczne relacje czyli związki i rozwiązki raniąc siebie i innych nieświadomie? A to przecież to samo.

Dopóki nie zaufamy całkowicie, totalnie miłości i nie możemy jej się całkowicie oddać, to niemożliwe jest doświadczenie Jej. Bo bez zaufania, szacunku, uczciwości do siebie, życia i miłości, bez totalnego oddania sobie, życiu i miłości, będziemy wciąż tkwić w iluzjach o sobie, o innych, o świecie, o życiu i o miłości. I ze strachu przed odrzuceniem sami zazwyczaj nieświadomie odrzucamy tę wielką, prawdziwą miłość. Boimy się jej, bo

Prawdziwa miłość przekracza wszystkie normy społeczne, kulturowe, wszystkie wyobrażenia, projekcje, przekonania, oczekiwania, oceny itd. Bo taka miłość jest "nie z tego świata". I dlatego jest ogromnym (względnie ;)) wyzwaniem dla dwojga ukochanych dotkniętych takim spotkaniem "bliźniaczych płomieni".
Bo strach przed prawdziwą miłością związany jest ze stratą takiego życia, jakie  ja - ego jest znane. Bo jest to także strach przed nieznanym.

Tak, momentami bałam się miłości do ciebie. Ale byłam otwarta. Bardzo otwarta. I gdy wyśniło się nasze Spotkanie, przejawiały się intencje: uczciwość i szczerość, oddanie Duchowi, Sercu Serc, ekspansji świadomości. I całkowite zaufanie życiu i Źródłu. I nadal tak jest. Dzięki temu mogłam i mogę odkrywać prawdę o sobie.

I przechodząc przez różne procesy w mojej wewnętrznej relacji z Tobą, Ukochany Mężczyzno, odkryłam w sobie, że Ty dla mnie jesteś Jedynym. I pokochałam Ciebie jako integralną część Siebie. Odkryłam w Sobie naszą unię, jednię (poza czasem), "święte małżeństwo". I przestałam się bać, bo miłość we mnie po prostu zaczęła "rozkwitać" coraz bardziej. I we mnie, mną eksplodowała.

Co wcale nie znaczy, że teraz "musimy" być razem i tworzyć jakiś związek na zasadach tego starego świata. Nie. Czuję szczęście z powodu mojego wewnętrzego połączenia z Tobą w Sobie. Jestem szczęśliwa, ponieważ pokochałam Cię bezwarunkowo. Pokochałam także cały twój cień. On także jest moim w naszej jedni. I jak jeszcze coś-jakieś uwarunkowania czy nieświadome wzory będą miały się ujawnić, to będą się ujawniać. Ufam, totalnie. Jestem szczęśliwa, ponieważ odczuwam obecność naszej esencji w Sobie... I to jest nasza wspólna esencja. Jak to możliwe? Nie wiem. Ale możliwe.

Nie czuję potrzeby uzależniania Cię od Siebie, związywania się z Tobą, żeby zapewnić sobie złudne poczucie bezpieczeństwa albo dla iluzorycznej pewności, że "i nie opuści mnie aż do śmierci" itp. Ha, ha, ha.

Choć oczywiście sprawia ogromną radość nasz kontakt i przepływ między nami, i twoje otwarcie na ten kontakt, i na naszą relację, choć nie wiadomo jaka ona będzie. Ale to już zadziewa się w wolności i nie ma żadnego strachu przed tym, co będzie, jakie będzie, bo będzie to, co będzie, bo jest totalne zaufanie do Życia, Istnienia i otwarcie na nieznane, nowe.

Ś-wiadome jest, że miłość jest prawdziwa, gdy nie stawia warunków, jest wolna, przekracza wszystkie uwarunkowania, sytuacje i okoliczności i płynie z Serca Serc. Wtedy okoliczności i sytuacje nie mają znaczenia, bo znaczenie ma stan istnienia. Np.: zerwałeś ze mną i na moment wybrałeś inną kobietę, bo szukałeś "normalnego związku". Pobiłeś mnie. Odciąłeś się ode mnie. I co z tego?  To były wyzwania dla prawdziwej Miłości. I przeszłam je. Dzięki zaufaniu totalnemu, nie do tej części Ciebie - "zaśnionego", skonfliktowanego wewnętrznie "ja", ale do Ciebie jako Istoty wiecznej, nieskończonej, wielowymiarowej, która także w tym "zaśnionym ja" może przebudzić się do prawdziwej miłości.

Jestem otwarta na taką relację, która wspiera przebudzenie się w nas, nami prawdziwej miłości i świadomości. W zaufaniu, oddaniu, szczerości, uczciwości, szacunku i wzajemności wynikajacej nie z oczekiwań, lecz z odkrycia tej jedni, unii w sobie SOBĄ.

Jeśli Ty poczujesz podobnie, otworzysz się na to i odkryjesz to "pragnienie Duszy" czy "wołanie Ducha" w sobie, wtedy może doświadczymy takiej Miłości, takiego połączenia, którego teraz nawet wyobrazić sobie nie jesteśmy w stanie. Bo ta miłość przekracza wszelkie wyobrażenia o niej i o nas w niej...

A jeśli będziesz się bał tego, że mnie k, to i tak dzięki Miłości, której teraz doświadczam, staję się w sobie coraz pełniejszą, coraz bardziej zintegrowaną i świadomą istotą.
Bo ta miłość scala umysł i świadomość jak głowę i serce w jedno ciało. I scala mnie i ciebie w jedno ciało, jedną Duszą w Jednym Duchu.

Dotknięcie tym płomieniem prawdziwej miłości inicjuje proces wykraczania poza wszystkie ograniczenia czyli wzorce myślowe i działania, wszystkie koncepcje, przekonania, scenariusze, opowieści o tym, kim jesteśmy i co powinniśmy, a czego nie powinniśmy....

Przepływ, podążanie z pełnym zaufaniem, bez kontrolowania tego, co się przejawia, z pełnym otwarciem na nieznane. Dlatego to takie wielkie (względnie ;)) wyzwanie i stąd strach, bo "ja" wie, że nic z jego misternie zbudowanej konstrukcji tożsamości i wyobrażeń o sobie nie zostanie...

Strach pochodzi z poczucia "ja" i jego oddzielności... A w miłości spala się wszystko to, co oddziela...  Ale dopiero kiedy zaufamy i oddamy się temu całkowicie, wtedy możemy się uśmiechnąć do tego strachu i zobaczyć, jaką był iluzją....

Kropelka boi się, że zniknie w głębi oceanu, a tymczasem rozpoznaje, że jest całym oceanem, a ocean jest miłością..  Kropelka kropelką w nim pozostaje, ale nie czuje się już zagubiona i osamotniona w bezkresności oceanu.....

Tak, tak, tak...  zanurzamy się w tej swojej głębi - w oceanie bez dna... I lecąc w dół jednocześnie lecimy w górę obejmując wszystkie skrajności scalajac i integrując je ze sobą w sobie...

Tak.... Rozprzestrzeniamy się we wszystkich kierunkach... Ekspandujemy.... Przekraczamy ograniczenia.... Otwieramy na nowe możliwości, całkiem nowe relacje, nowe stany istnienia, które były dotąd niedostępne. A że granic nie mamy i tym naprawdę jesteśmy, to pojawia się w tym nowym jednoczesne: "wow" i "aha, no tak"...  Bo to jednocześnie odkrywanie nieznanego potencjału i przypominanie sobie o SOBIE...

I znikamy, rozpływamy się, rozpuszczamy...  dla zaśnionych w tym świecie - śnie. A nasza przeźroczystość odbija ich piękne projekcje.

Bo takie jest to, czego doświadczam. Ufam sobie jako jedni, całości, wszystkosci, ufam życiu i tej miłości. Prawdziwa miłość to to czucie i bycie w połączeniu, którego nic nie jest w stanie zniszczyć ani zaburzyć. To kochanie Siebie i kochanie Ciebie. Bo Ty jesteś integralną częścią mnie jako całości, jedni. To kochanie i odczuwanie Ciebie bez względu na to, czy jesteś obok, czy gdzieś daleko, na końcu galaktyki czy wszechświata czy we Mnie jako odczuwana Obecność naszej wspólnej esencji. ;)

Póki co taka relacja partnerska, taki związek dwojga ludzi, w jakim przejawia się doświadczanie prawdziwej jedni dwojga i głębi SIEBIE, nie jest kontynuacją "typowych, normalnych związków", które utrzymują ludzi w zaśnieniu. Bo w zasnieniu ludzie "doskonale" wiedzą, jakie te związki "powinny" być i mają wiele koncepcji, wyobrażeń i oczekiwań z tym związanych.

Bo z kolei taki "nienormalny" ;)))) związek ma ogromny potencjał nieznanego i może prowadzić do przebudzenia obojga Kochanków, Ukochanych. Nie ma lęku prze "normalnym związkiem", jednak ś-wiadome już jest to, że "normalny związek" utrzymujący ludzi w zaśnieniu nie jest dla mnie.
Bo jest mi dany ten, ktory się pojawia w wizjach i snach... taki "nienormalny", ale całkowicie naturalny i prawdziwy. I temu ufam bezgranicznie. I uczę się ufać temu, co się przez Ciebie przejawia. Teraz rozumiem, dlaczego ostatnio napisałeś: "kocham cię i boję się tego". Bo to "coś" w nas, co się boi, boi się, że może "umrzeć", bo tak naprawdę boi się odkrywania prawdy o sobie, tego, co w "cieniu" ukryte. Boi się tego, co w trakcie rozwoju tego "nienormalnego związku" ujawnia się, by mogło być uświadamiane i integrowane. Boi się ekspansji świadomości. Boi się tego totalnego zanurzenia w nieznanym... tego "stanu istnienia" w przebudzeniu.

Z tym "czymś", co się boi, potrzeba obchodzić się łagodnie i czule w sobie. Kochając tę część siebie, która się boi. Bo to "coś", co się boi, potrzebuje otworzyć się na poznanie prawdy o sobie - tego, co nieświadome. Boi się zaufać temu, że czegoś "nie wie"... Bo "nie wiedzieć" dla tego czegoś, co się boi znaczy to samo, co "umrzeć". :) Ufam temu nieznanemu. Nie muszę wiedzieć, jak taka relacja może się manifestować, a tym bardziej nie wiem, jak "powinna" wyglądać. Pokazują i wskazują na to pewne doświadczenia, świadome sny i wizje, że są to "zaślubiny z Duchem" w oddaniu, prawdziwym oddaniu Ukochanemu, by z Nim, w Nim zanurzyć się całkowicie w SOBIE.

* Dla Risziwy

piątek, 21 grudnia 2018

POZNAWANIE NATURY UMYSŁU... POZNAWANIE NATURY JA


Poznawanie natury tzw. ja-ego, tzw. oświeconego ego i umysłu w ogóle może być zachwycającym doświadczeniem samo-poznawania SIEBIE.

I to umysł (rozum) odkrywa pustkę i ciszę, a serce (miłość) przez nią przechodzi. I w niej ekspanduje. I wtedy miłość prowadzi umysł. I uczy umysł innego widzenia siebie:na początek bycia ś-wiadomym swojej niewiedzy i ignorancji itd...

A kiedy ta pustka, cisza zaczynać się poruszać, staje się Miłością. I uczy umysł Mądrości. A wtedy Miłość jest tym samym, co Mądrość. Mądrość to nie jest wiedza zagarniana przez tzw. ja-ego do zasilania swojej wyjątkowości ani do udowadniania swoich racji, ani do manipulowania innymi, aby uwierzyli w to, co głosi jakieś ja jako "jedyną prawdę". Taka "jedyna prawda ja" nie może być prawdą, jeśli oddziela jakieś cząstki całości od Jedni, które są integralnymi przejawami tej Jedni całości.

W tzw. wyzwalaniu się, przebudzaniu z zaśnienia jesteśmy sami i nie potrzebujemy żadnego wspomagania z zewnątrz. To może budzić nawet strach.  I co z tego? Nic. Strach jest oswajany, roztapia się w ciszy Serca Serc. Wtedy dopiero - w tej niby samotności rozpoznane jest, że do wyzwolenia, przebudzenia nie potrzebne jest żadne wspomaganie, ponieważ nie ma żadnego oddzielenia. Gdy nie ma oddzielenia, nie ma nic do wspomagania. I widziane jest, że to tylko odrębne ja-ego doświadcza iluzji oddzielenia i zniewolenia, zaśnienia w jednym ze światów - snów. Więc, gdy następuje takie jakby wyzwolenie, przebudzenie, to w samotności, w ciszy i nigdy nie ma w tym osamotnienia, bo nie ma też oddzielenia, a jest połączenie ze wszystkim znanym, nieznanym i niepoznawalnym. Ponieważ gdziekolwiek wtedy spojrzymy, widzimy To, Czym Jest-eś-my w swojej esencji, w swojej pełni, w Jedni SIEBIE. Jest-eś-my we wszystkim i wszystko jest w nas, i wszystko jest nami. Nie ma już za czym tęsknić. Bo radość istnienia i pasja życia stają się naszą naturą. Widzianą we wszystkim.

I wtedy nawet jeśli zdarzy się, że jeszcze czasem zabłądzimy, to świadome rozpoznanie tego nie spowoduje już zagubienia czy paniki, ani strachu, ani złości, ani cierpienia, ponieważ ś-wiadome już jest, że skoro jeszcze zabłądziliśmy, to możemy to dostrzec i zrozumieć dlaczego. I wtedy ufność i oddanie sprawia, że szybko wracamy z bezdroży na ścieżkę, która nam jest przeznaczona.

Bo gdy ś-wiadome już jest, a przede wszystkim odczuwane, Kim, Czym jest-eś-my, wystarczy proste bycie, istnienie. Zanikają myśli, że jest się lepszym czy gorszym od jakiejś cząstki Jedni, całości. Jest współodczuwanie z innymi cząstkami. Przestajemy nadawać jakiekolwiek wyróżniające znaczenie sobie i temu, co wokół, bo to Jedno.

I już ś-wiadome jest, że nadając znaczenia czemuś, czemuś innemu je odbieramy oddzielając jakieś integralne części całości od SIEBIE. Dlatego w oddaniu całości i zaufaniu do SIEBIE jest-eś-my i podążam-y za tym, co Się przejawia... Mną-Tobą i przez Ciebie-Mnie w każdym tu i teraz. Bo tak u-jawnia Się, prze-jawia i jawi na jawie Twoje-Moje-Nasze prze-znaczenie.

sobota, 14 października 2017

TRANSFORMACJA TRWA


Dziś tak mocne wibracje znów są odczuwane w ciele poprzez ciało i obserwowane... jakby sto albo tysiąc różnych uczuć i emocji na jedną sekundę wibrowało w sercu i ciele... I tak się dzieje od czasu do czasu już od wielu miesięcy, a teraz coraz bardziej skraca się czas odczuwania tych wibracji, a ich gęstość intensyfikuje się w coraz krótszych czasowych interwałach. Gdy pojawia się myśl o zmęczeniu tym procesem, widzę ją i skupiam się na ciszy w jednoczesności obserwacji i odczuwania... a proces Życia zadziewa się dalej. Już nie ma pytania: ile jeszcze? Bo nie wiadomo... Jest Tu i Teraz To, co Jest.

I czuję, że dla mnie wielkim darem jest możliwość ŚWIADOMEGO odczuwania radości, kiedy spontanicznie się przejawia i smutku też. Jak łzy chcą lecieć, to lecą. Jak odczuwane są wibracje takie, że o mało nie rozrywa coś od wewnątrz, to są odczuwane i przyjmowane takimi, jakie są. Jak pojawia się chwila błogości, to jest chwila błogości. Bez stawiania oporu Życiu i temu, co potrzebuje się przejawić. To wyraz uszanowania Życia i tego, co się przejawia i manifestuje jako doświadczanie Życia przeze mnie. Odczuwanie wdzięczności, oddania tym wszystkim przejawom Życia, to dla mnie łaska i cud Życia, Istnienia.

Świadome Bycie z tym, co się przejawia odczuwam jako Dar Życia. Nie ma potrzeby, by czemukolwiek cokolwiek miałoby się przeciwstawiać. A jak jeszcze się przeciwstawia, to też jest przyjmowane.

Nikt nie jest lepszy ani gorszy, mądrzejszy ani głupszy od nikogo. Nikt nie wie lepiej, co dla Ciebie czy dla mnie jest najwłaściwsze, najlepsze. Co powinnam albo co muszę. Największym oddaniem jest podążanie za tym, co mnie prowadzi.

Potrzebujesz przewodników, to ich znajdujesz. Na zewnątrz albo wewnątrz. Czegokolwiek potrzebujemy, byśmy mogli świadomie przeżywać Życie w jego różnorodnych przejawach, to właśnie otrzymujemy.

Błogosławię wszystkich tych, co na zewnątrz, co wskazują na to i potwierdzają to, co wewnątrz.
Zaufanie do Siebie, do swojego procesu Życia, do wewnętrznego "guru", do swojego indywidualnego Połączenia ze Źródłem Wszystkiego w Sobie... Ufność i oddanie Sobie jako JEDNI/JEDNEMU... Absolutowi, Całości - jak zwał, tak zwał - dla mnie jest drogowskazem...

A Ty nie wierz mi na słowo, ponieważ to, czym się dzielę wynika jedynie z mojego doświadczenia i rozpoznań z tych doświadczeń płynących na ten moment, tę chwilę, obecne tu i teraz.  No chyba, że to, co wyrażam z Tobą jakoś rezonuje, wtedy Ty także otrzymasz potwierdzenie z zewnątrz, co w Nas się teraz zadziewa.