Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELIGIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELIGIE. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lipca 2022

ZABAWA W BADACZA ZJAWISK część 2: RELIGIE, DOGMATY, NAUKA I PARADOGMATY A AUTORYTARYZM I TRAUMY ...

RELIGIE, DOGMATY, NAUKA I PARADOGMATY A AUTORYTARYZM I TRAUMYZ NICH WYNIKAJĄCE ...

Ciekawa poznawczo, bo prowadząca do zrozumienia współzależności różnych zjawisk, jest obserwacja przyczyn tego, co - jakie myślo-koncepty ktoś uznaje za realne i prawdziwe, a inne odrzuca jako nierealne, nieprawdziwe czy wirtualne gry. 

Zainspirował mnie taki cytat:

"Czymże jest religia, jeśli nie wielką grą w wirtualnej rzeczywistości, w którą grają miliony ludzi? Religie takie jak judaizm czy chrześcijaństwo wymyślają wyimaginowane prawa: nie jedz wieprzowiny, noś na głowie dziwaczny kapelusz, powtarzaj te same modlitwy trzy razy dziennie, nie uprawiaj seksu z osobami tej samej płci i tak dalej. Te prawa istnieją oczywiście tylko w ludzkiej wyobraźni. Natura nie każe nam się modlić do kogokolwiek, nie zabrania homoseksualizmu ani jedzenia wieprzowiny. Żydzi i chrześcijanie przechodzą przez życie próbując zdobywać punkty w swojej wirtualnej grze. Jeśli się modlisz - otrzymujesz punkty. Jeśli zapomnisz się pomodlić - tracisz punkty. Jeśli dwóch mężczyzn uprawia ze sobą seks, tracą wiele punktów." *)

No tak... A czy natura cokolwiek nam każe albo nie każe czy zabrania? Cokolwiek promuje lub ustala, co jest wirtualną grą, a co realną rzeczywistością? To człowiek przecież w coś wierzy, a w coś innego nie wierzy; coś uznaje za wirtualne, istniejące tylko w ludzkiej wyobraźni, nieprawdziwe, a coś innego za rzeczywiste, realne, prawdziwe...

Czy religie z ich dogmatami, symbolami i rytuałami są wirtualnymi grami, iluzjami tańczącymi w umysłach wierzących, a naukowe koncepty, hipotezy i paradygmaty są realne? 😉

Każda idea, każdy myślo-koncept jest wirtualny. Przestaje być takim, gdy ktoś w niego uwierzy i zaczyna działać według utożsamienia z nim. A czasem taki ktoś zaczyna walczyć o prawdziwość i lepsiejszość pewnych myślo-konceptów z powodu wiary w ich prawdziwość i przywiązania do nich. I z powodu takiej wiary jedne myślo-koncepty uznaje za realne a inne za wirtualne. Tak też się zdarza...

Doświadczenia traumatyczne związane z doświadczeniem przemocowości różnych autorytetów w tym także religijnych mają swoje konsekwencje. Poczucie bycia ofiarą religii może być traumatyczne. Np. gdy religia neguje, odrzuca i napiętnuje tzw. homoseksualizm, to ludzi utożsamionych z homoseksualizmem zaczyna traktować jako grzeszników, których należy napiętnować różnymi metodami. Różne formy i sposoby działania ludzi uznane za grzeszne bywają napiętnowane i wyszydzane. Ale to nie religia sama w sobie jest przemocowa, lecz jej wyznawcy, zwłaszcza autorytarni kapłani grający rolę wszystkowiedzących pomazańców bożych, stojących na straży ustalanych przez nich skostniałych reguł, praw i zasad społeczno-kulturowo-religijnego porządku i tzw. dogmatów albo tradycji, którą ludzie sami tworzą i kontynuują. 

Tacy kapłani często mają na celu utrzymanie władzy nad wiernymi danej religii. Ignorują autentyczny rozwój duchowy, osobowościowy, również ewentualny kulturowo-społeczny rozwój wyznawców. Ignorują to, co w każdej religii jest podstawowym przesłaniem, mądrością wskazującą np. na wyzwolenie z cierpienia. Dlatego zdarza się, że ci, którzy nie zachowują się zgodnie z owymi dogmatami czy normami, prawami i zasadami danej religii, są napiętnowani, zawstydzani, szykanowani. Stają się oni ofiarami przemocy religijnej. Nie tylko stosowanej przez kapłanów, ale również przez różnych jej wyznawców. Bo przemoc nie tylko bywa fizyczna, ale każda przemoc prowadzi do traumatycznych doświadczeń i cierpienia.

Trauma z greki znaczy rana. I dopóki taka rana nie zostanie uleczona, doświadczany ból (psychiczny) i poczucie bycia ofiarą będą się manifestowały w działaniach takiej osoby, choć może ona być tego nieświadoma. Tu swoje źródło ma poczucie odrzucenia od wspólnoty, wynikająca z niego złość, wściekłość, także bunt oraz potrzeba manifestacji swojej inności, a czasem nawet zemsty. Taka osoba może być nieświadoma tego, że w swoim cieniu - nieświadomości ukrywa przed sobą swoją własną autorytarność i psychiczno-mentalną (duchowo-umysłową) przemocowość. Ofiara przemocy religijnej może stać się nawet "naukowym prorokiem".

Tu przykładem może być osoba, która w ostatnim czasie (jak wielu jej podobnych) staje się coraz bardziej medialna i znana na świecie, a przez niektórych ludzi bywa nazywana "współczesnym prorokiem".

To Yuval Noah Harari, autor przytoczonego wyżej cytatu, który mnie zainspirował do przyjrzenia się wnikliwiej pewnym zjawiskom i przejrzenia się w nich jak w lustrze fałszywych wyobrażeń o sobie i innych. 

Obserwacja jego poglądów i różnych wypowiedzi prowadzi do rozpoznania, że odrzucony przez Harariego wzorzec autorytaryzmu religijnego uległ w nim modyfikacji i został przekształcony w autorytaryzm naukowy. Religijny dogmat został odrzucony, ale naukowy paradogmat (znaczenie tego pojęcia opisane jest w poprzedniej notatce) zaczął się coraz bardziej w nim i poprzez niego rozwijać... I dlatego na przykład religie uznaje on za "gry w wirtualnej rzeczywistości", a "prawa, zasady i normy promowane przez owe religie za wyimaginowane, bo istniejące jedynie w ludzkiej wyobraźni". Natomiast pewne myślo-koncepty - paradogmaty naukowe, które mają np. łączyć biologię z technologią i sztuczną inteligencją, nie są przez Harariego uznawane za "gry wirtualnej rzeczywistości: ani "istniejące jedynie w ludzkiej wyobraźni", lecz są uznawane za bazę dla tworzenia realnej rzeczywistości. I tylko pozornie paradoksalnie - bo dzięki swojemu naukowemu autorytaryzmowi - Harari stał się dla niektórych ludzi "współczesnym prorokiem". 

Taka osoba zrażona do religii oczywiście może twierdzić np., że człowiek nie ma wolnej woli, że istnienie duszy i Ducha czy Boga to "fake newsy" i jednocześnie wierzyć w to, że ludzie mogą stać się bogami. Bo między innymi i takie koncepty ów "prorok nowego światowego porządku" głosi i promuje. 

To jeden z przykładów na to, jak odrzucony, zanegowany, wyparty do strefy cienia - do nieświadomości - wzorzec autorytaryzmu może manifestować się ulegając pewnej modyfikacji. Osoba, która odrzuciła i zanegowała dogmat religijny z łatwością może stać się wybitnym promotorem paradogmatu w nowej wersji na przykład naukowego albo/i politycznego. Osoba taka może być nieświadoma, że działa według tego samego wzorca, od którego chciała się odciąć, który zanegowała w sobie. A jednak ten sam wzorzec autorytaryzmu nadal jest przez nią nieświadomie realizowany i kontynuowany. Czasem z coraz większym przekonaniem o mocy i słuszności wyznawanych i głoszonych naukowych czy politycznych myślo-konceptów.

Dlatego też ci, którzy nie zachowują się zgodnie z owymi nowymi prawami i zasadami, zaczynają być wyśmiewani, napiętnowani, zawstydzani, szykanowani, zastraszani itp. Stają się oni ofiarami autorytaryzmu i naukowej przemocy, która może prowadzić do kolejnych traumatycznych doświadczeń.

A poczucie bycia ofiarą takiej nauki także może być traumatyczne i napędzać kołowrotek doświadczania konfliktów i traum. Ale tu też nie sama nauka jest przemocowa, lecz jej autorytarni głosiciele i wyznawcy, zwłaszcza zagorzali promotorzy owej nauki grający rolę wszystkowiedzących ludzkich bogów i marionetkowi wykonawcy - realizatorzy nowej, naukowej religii. Bo są oni tacy sami jak wyznawcy nowej religii ustalający i realizujący "nowe, konieczne i jedynie słuszne" reguły, normy, prawa i zasady społeczno-kulturowego porządku. Tacy prorocy - podobnie jak wcześniej różni religijni i niereligijni ideolodzy - stają się głosicielami i promotorami przejęcia i utrzymania władzy nad tymi, którzy uwierzą w ową naukę i staną się jej wyznawcami. Dla takich "proroków" nie ma znaczenia autentyczny rozwój duchowy czy społeczno-kulturowy ewentualnych "wyznawców", lecz jedynie rozwój zgodny z myślo-konceptami, w które tacy "prorocy" sami wierzą, głoszą i promują. Dla nich czymś naturalnym i niezbędnym staje się możliwość "hakowania ludzi" - którą głosi Harari. Po to, by twórcy "nowej wiary" mieli jak największą kontrolę nad jej ewentualnymi "wyznawcami".

Wcześniejsze ofiary jakiegoś autorytaryzmu (religijnego czy politycznego) zazwyczaj prędzej czy później stają się głosicielami nowych myślo-konceptów, nowej wiary. I przez swój przekształcony, bo zreformowany i jakby udoskonalony autorytaryzm, dla niektórych ludzi mogą stawać się "współczesnymi prorokami" i jednocześnie wrogami tzw. innowierców - .

I w pewnych warunkach naukowy paradygmat (np. hipoteza wraz z założeniami) może przekształcać się w paradogmat - gdy jego promotorzy odrzucają wszelkie dyskusje, które ów paradogmat mogłyby w jakikolwiek sposób podważyć albo wskazywać na jego potencjalną szkodliwość lub nieskuteczność albo mogłyby uznać za "gry wirtualnej rzeczywistości".

W taki sposób naukowy paradygmaty stają się paradogmatami. A i tak teoria sprawdza się jedynie w praktyce czyli w bezpośrednim doświadczeniu. Czasem zewnętrznym, a czasem wewnętrznym.

Miałam kiedyś ciekawe doświadczenie związane ze zjawiskiem tak zwanych czarnych dziur. Widziałam w wewnętrznej wizji, doświadczyłam wewnętrznie i wiedziałam, że czarne dziury emitują energię. To było sprzeczne z założeniami teorii czarnych dziur. Stephen Hawking współtwórca tej teorii twierdził, że nic, co wchłonie czarna dziura, nie może się z niej wydostać, więc kiedy rozmawiałam z różnymi naukowcami i opowiadałam o możliwości emisji energii z czarnych dziur (że wcale nie są takie "czarne",, bo jednocześnie są "białe"), moje poglądy były wyśmiewane. Owi naukowcy uznając autorytet Hawkinga wierzyli w prawdziwość jego teorii, a moją perspektywę postrzegania tego zjawiska uznawali za śmieszną, bo nierealną. Przy okazji nauczyłam się akceptacji tego, w co wierzyli owi naukowcy i zrozumienia, czemu odrzucali moją wersję postrzegania zjawiska opisywanego jako czarne dziury. 

Najbardziej zabawne w tej historii było jednak dla mnie to, że po wielu latach Hawking sam ogłosił, że wcześniej się pomylił twierdząc, że czarne dziury nie mogą emitować światła. Bo gdy usunął tzw. osobliwość z wnętrza czarnej dziury, opracował teorię promieniowania, którą sam uznał za swój największy sukces. 

W postrzeganiu zjawiska czarnych dziur i tzw. osobliwości bliskie mi jest to, co kiedyś w swoim artykule na ten temat napisali Ted Jacobson i Thomas Sotiriounapisa:

"Osobliwość. To miejsce, gdzie tracą sens znane nam prawa fizyki. Dla zwyczajnego fizyka osobliwość jest tworem wyłącznie teoretycznym. Pojawienie się osobliwości oznacza, że obowiązująca teoria zawodzi i potrzeba innej, żeby zjawisko opisać. Inaczej mówiąc, osobliwość jest nie tyle dziurą w strukturze wszechświata, co raczej dziurą w naszym rozumowaniu." 😊

O tak, wiedza jest zmienna jak i to, w co możemy wierzyć lub nie wierzyć. Co możemy uznawać za prawdopodobne, możliwe, prawdziwe, a co nie. Także dogmaty religijne są tylko zbiorem jakichś myślo-konceptów, które ktoś uznaje za prawdziwe, realne, bo wierzy, że one takie są. A ktoś inny uznaje je za iluzoryczne czy na przykład "gry wirtualnej rzeczywistości". Bo trudno je udowodnić eksperymentalnie w jakimś zewnętrznym doświadczeniu. Co nie znaczy, że tego, co autentycznie duchowe, wolne od rytuałów, wykraczające poza ogólnie przyjęte normy, zasady i prawa religijno-społeczno-kulturowe nie da się doświadczyć i zrozumieć w wewnętrznym doświadczeniu. Podobnie dzieje się z myślo-konceptami naukowymi, które zazwyczaj najpierw doświadczane są wewnętrznie (np. sny czy wizje). Choć czasem potrzeba je sprawdzić poprzez przeprowadzenie nie tylko wewnętrznego doświadczenia, ale przede wszystkim poprzez jakieś zewnętrzne doświadczenie.

Ale także duchowe doświadczenia wewnętrzne mogą być urzeczywistniane w doświadczeniach zewnętrznych. 

I tak na przykład w wewnętrznym doświadczeniu może przejawić się uświadomienie i przyjęcie wzorca autorytaryzmu. Z jego wszelkimi odmianami. Można widzieć (miłością i zrozumieniem), że wzorzec ten stwarza i utrzymuje odwieczne konflikty (oprawca - ofiara, władcy - poddani, głosiciele jakichś prawd i ich wyznawcy). Że wzorzec ten uaktywnia doświadczenia traum i cierpienia. Przyjęcie tego wzorca z Miłością otwiera na zrozumienie takich zjawisk. Zrozumienie, które prowadzi do wewnętrznej integracji tych zjawisk i widzenia ich jako przejawów przywiązania do różnych myślo-konceptów, które kreują wciąż powtarzające się doświadczenia traum i cierpienia. To zrozumienie jest  wyzwoleniem od przywiązania do tego wzorca oraz od ocen i oczekiwań wobec jego zewnętrznych przejawów. 

Każda trauma (rana) może być wyleczona, uzdrowiona. A cierpienie z nią związane też zanika, gdy zostaje wypełnione Miłością, zrozumieniem, które prowadzi do wyzwolenia od cierpienia.

Wszystkie myślo-koncepty są wirtualne, więc iluzoryczne dopóki ktoś uzna jakieś wybrane przez siebie za prawdziwe i utożsami się z nimi. Wtedy stają się one realne dla tej osoby. I ta osoba zaczyna doświadczać rzeczywistości zgodnej z tym, co wierzy. W pewnym sensie każdy, kto wierzy w jakieś myślo -koncepty i utożsamia się z nimi, jest istotą "religijną" - wierzącą. Moją "religią" jest Miłość, która jest Mądrością. ;-)

Dla mnie na przykład pojęcie Bóg i Umysł to różne nazwy jednego i tego samego. A obrazy Boga są malowane pewnymi myślo-konceptami, które bywają przez jednostki wyławiane z pola Umysłu i uznawane za prawdziwe. Bóg jak i Umysł są tym samym, wszechatrakcyjnym zbiorem wszystkiego, co może być pomyślane, zobrazowane i zamanifestowane. Każda myśl, każdy myślo- koncept może zostać przyjęty jako prawdziwy poprzez uznanie jego realności i utożsamienie z nim. 

Utożsamienia i wynikająca z nich wiara nie są ani dobre ani złe. Mogą być świadome albo nieświadome. Jednak wszystkie utożsamienia są czymś w rodzaju gęstek tworzących struktury tego, co uznawane jest za prawdziwe i realne (rzeczywiste). Ta struktura jest jednocześnie czymś, co przejawia się jako świat zewnętrzny, który jest doświadczany zarówno zewnętrznie jak i wewnętrznie.

Możemy być też obserwatorami i badaczami różnych zjawisk i doświadczeń nie tylko swoich, ale także innych ludzi, a nawet całej ludzkości itd.. Także różnych perspektyw postrzegania i samoświadomości. Nasza wewnętrzna przestrzeń obserwacji zjawisk jest... nieskończona, choć bywa ograniczana różnymi utożsamieniami, przekonaniami, wiarą, ogólnie tym, co uznajemy za prawdziwe, realne, rzeczywiste czy możliwe. Tym, w co wierzymy. 

Wszyscy inni są jednym i tym samym JA doświadczającym różnych stanów istnienia, różnych wyobrażeń o sobie i otaczającym świecie oraz różnych (zróżnicowanych) utożsamień z różnymi myślo-konceptami. To, co dla jednego jest prawdziwe i/ lub rzeczywiste, realne, dla drugiego może być nieprawdziwe i/lub nierzeczywiste, wirtualne. W zależności od wiary... Także osoba Harariego jest przejawem jednego JA doświadczającego różnych stanów istnienia i różnych wyobrażeń o sobie i otaczającym świecie oraz różnych zróżnicowanych utożsamień z różnymi myślo-konceptami. A i tak we wszystkim, co nam się jaźni, co się przejawia, jest ta sama esencja i wszystko pochodzi z jednego Źródła. Przyjęcie z Miłością różnych przejawów i stanów jednego JA, przyjęcie ich takimi, jakimi się jaźnią, sprawia, że dostrzegamy tę samą esencję i źródło we wszystkich i wszystkim, co się jaźni, przejawia, tańczy i wyśniewa jednemu JA JESTEM.

☺💖🙏

*) cytat z Yuval Noah Harari - 21 lekcji na XXI wiek


A w uzupełnieniu tematu religii:

https://tikalirishivasunyata.blogspot.com/2018/06/czy-religie-sa-przyczyna-nieszczescia.html?m=1


środa, 7 lipca 2021

POMYSŁY USPRAWNIANIA GENETYCZNEGO LUDZKIEGO CIAŁA

 

No cóż, czasem zdarza się fala, z którą będąc w przepływie dajemy głębokiego nura... a świadomość przenika różne warstwy umysłu tworzącego różne światy - sny...

No to lecimy... I sprawozdanie z tego lotu w wolności tak się tu jaźni...

😂 "Damy ci wolność, gdy pozwolisz nam się zniewolić." 😂

Gdyby te wyszczepionki były naprawdę skuteczne i chroniły ludzi przed zachorowaniem, dlaczego ktoś wyszczepiony miałby bać się niewyszczepionych? Przecież albo te wyszczepionki są skuteczne i wyszczepieni ludzie nie muszą się martwić o zarażenie się od jakichś niewyszczepionych albo... są nieskuteczne. A jeśli są nieskuteczne, to jaki jest wtedy powód wyszczepiania nimi kogokolwiek?

Jeśli ktoś wątpi w skuteczność tego, czemu sam poddaje się, bo ulega strachowi czy presji lub obietnicom, to jego intencje nie są szczere. Dlatego może nadal się bać. I potrzebować kolejnych i kolejnych... Ponieważ ukrywa coś sam przed sobą... coś o sobie. Ale nie jest tego świadomy. Wątpi w swoją decyzję, ale sam przed sobą nie może do tego się przyznać, nie może tego dopuścić do siebie. Czegoś intuicyjnie się boi. Wydaje mu się, że choroby albo śmierci. I dlatego ze strachu karmi się przekonaniem, że inni też powinni się wyszczepić. Stąd odwoływanie się władz do solidarności i żądanie, by zaszczepili się wszyscy, bo inaczej będą stanowili zagrożenie dla życia innych. Widzisz ten przekręt?

Dlaczego jednak ktoś miałby naciskać lub przymuszać w jakikolwiek sposób innych ludzi do wyszczepienia, jeśli nie kieruje nim strach? To możliwe tylko wtedy, gdy istnieje jakiś inny powód tego wyszczepiania niż ochrona zdrowia ludzi wyszczepionych. Niektórzy ludzie nawet tego nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć. I nadal napierają na wyszczepianie niewyszczepionych. Dlaczego? Jest to możliwe tylko wtedy, jeśli mamy do czynienia z procederem mającym na celu próby pozbawienia istoty ludzkiej wolności wyboru i decydowania o sobie, decydowania choćby o tym, czy i jak ktoś chce uzdrawiać się i rozwijać.

Ale nawet takie próby pozbawiania wolności wyboru nie mają wpływu na te istoty ludzkie, które nie ulegają lękom przed chorobami i śmiercią ciała. Nie ulegają też obietnicom ani próbom zastraszania ograniczaniem wolności. Bo są one samoświadome. Wola (chcenie) człowieka jest iluzją - niczym wobec Woli Ducha. Wola (chcenie) nawet milionów czy miliardów ludzi nie ma żadnego wpływu na Wolę Ducha.

Jestem na takim etapie rozwoju świadomości, że (z mojej perspektywy postrzegania zjawisk) PRZYMUSZANIE:

- manipulacjami informacjami,

- szantażem 

- i uwodzeniem 

itp.

całej populacji jakiegokolwiek gatunku do udziału w jakichkolwiek eksperymentach medycznych NIE WYNIKA Z DBAŁOŚCI O ZDROWIE ani KONDYCJĘ oraz Z SZACUNKU do przedstawicieli tego gatunku, lecz wynika z ignorancji, poczucia czyjejś (eksperymentatorów) "lepsiejszości" oraz z dbałości wyłącznie o jakieś "swoje interesy". Tak tworzone są światy wyzysku także człowieka przez człowieka i doświadczania między innymi poniżenia, przemocy, konfliktów, nienawiści i cierpienia.

To, że obecnie nieznane są efekty szczepień produktem GMO to oczywiste. To, że ludzie zaczynają być traktowani jak "zasoby roślinne i zwierzęce", które wymagają genetycznego ulepszania, to też jest, jakie jest. Możliwe, że zbiorowe szczepienia mogą prowadzić do uaktywnienia mutacji wirusa, więc nie wiadomo tak naprawdę, kto będzie "bardziej rozsiewał kolejne mutacje i zarażał": zaszczepieni czy nie zaszczepieni. (Bo są już i takie badania, których wyniki wskazują na ogromne uaktywnienie wirusa w tworzeniu kolejnych mutacji, zaraz po uruchomieniu szczepien.)

Natomiast (z mojej perspektywy postrzegania zjawisk) POZOSTAWIENIE WYBORU człowiekowi: czy chce rozwijać się poddając eksperymentom medycznym i modyfikacjom genetycznym ciała czy doświadczać życia w zgodzie z naturą, WYNIKA Z SZACUNKU człowieka do człowieka. Dla mnie obie opcje wyboru związane są z pewnym ryzykiem - niewiadomą, nieznanym. I obie na swój sposób mogą być równie ciekawe do doświadczania, zwłaszcza gdyby mogły być przez człowieka wybrane świadomie i zgodnie z tym, co człek czuje czyli w wolności od nacisków, od przymuszania, od szantażowania czy uwodzenia itd.

A robienie religii wyłącznie z jakiejś małej części nauki, jaką jest inżynieria genetyczna i ślepa wiara w jeszcze niesprawdzone i niezbadane jej produkty oraz w "przepowiednie" pewnej grupki naukowców - wizjonerów próbujących narzucić innym swoje wizje i perspektywę postrzegania, co jest lepsze dla kogo, to wszystko rodzi kolejne fanatyzmy, wzbudza kolejne konflikty międzyludzkie, stwarza coraz głębsze podziały i podsyca nienawiść człowieka do człowieka.

Nie wszystkie symulacje komputerowe sprawdzają się w naturze, tak samo jak różne snute scenariusze czy przepowiednie.


*1) Artykuł
 O DOŚWIADCZENIACH KONTROLI OBWODÓW MÓZGOWYCH I ZACHOWAŃ... ZWIERZĄT

środa, 11 lipca 2018

WSZYSCY WYRAŻAMY SIEBIE, BO JAŹŃ WYRAŻA SIĘ NAMI NA RÓŻNE SPOSOBY...


Oczekiwania zawsze przynoszą rozczarowania, a pułapki w Zabawie w oświecenie są naturalnym elementem tej boskiej Zabawy. Brak szacunku do Umysłu oddanemu Świadomości i to z wzajemnością powoduje, że wychodząc z jednych, wpadamy w kolejne "pułapki" iluzji oddzielenia osobowych ja.

Ignorowanie tego, że także dzięki umysłowi, który staje się on bardziej otwarty, elastyczny i przestrzenny, wychodzimy z iluzji oddzielności, osobności osoby od JAŹNI, SIEBIE powoduje, że na powrót wpadamy w pułapki iluzji. To świadomość indywidualna przekraczając iluzoryczne granice zamkniętego, sztywnego, uwarunkowanego umysłu łączy Się ze świadomością zbiorową i absolutną.

Umysł jest komplementarny ze świadomością jak yang z yin współtworzące Jednię np. Dao ("drogę łączącą Niebo z Ziemią", scalanie SIEBIE jako JAŹŃ). A negowanie umysłu i wiara w to, że "umysł nie jest tobą", powoduje, że wpadamy w iluzję oddzielności. Negowanie przez jakąś część umysłu jakiejkolwiek innej części umysłu powoduje kolejne oddzielenie, konflikt i kolejne "zaśnienie" takiej cząstki umysłu w iluzji oddzielności. Konsekwencją tego jest także ograniczona świadomość SIEBIE jako JAŹNI.  

Tak, przez każdą osobę przejawia Się to samo - JAŹŃ. Przejawia się jednak na różne sposoby. Zróżnicowanie przejawów JAŹNI nie jest iluzją, iluzją są myśli - koncepty utrzymujące od-dzielność, osobność pomiędzy cząstkami JAŹNI.

Tak, wszyscy wyrażamy SIEBIE "z tego samego miejsca" - z JAŹNI. I oczywiście część tego, co jest wyrażane, może być oceniane i interpretowane przez osoby tkwiące jeszcze lub wpadające czasem w iluzję oddzielności. Zdarzyć się może każdemu - każdej osobie. Bez oceniania - widziane jest, że to Się zdarza.

Oczywiście, że podział na świat wewnętrzny i zewnętrzny to koncept ze "strefy oddzielenia" czyli iluzja postrzegania osoby jako osobnej. Ale czy to jest złe? Zdarza się, że dla osoby taka iluzja może czasem stać się atrakcyjna i czasem jeszcze w nią wpadamy. Ale osoba może być także zintegrowana z całością SIEBIE, "zanurzona w ostatecznej rzeczywistości", a i tak czasem ulec może dezintegracji, chwilowemu "odłączeniu". Cóż, dla mnie to jest w pewnym sensie zabawne. Kocham wszystkie zróżnicowane przejawy SIEBIE... JAŹNI.

Bo JAŹŃ bawi się nami - cząstkami - osobami w iluzję osobności, Bo nami wszystkimi - połączonymi ze sobą i współdziałającymi ze sobą cząstkami jako osobami animuje (porusza) Jedna JAŹŃ, która czuje i wie. Nie wszyscy jeszcze są tego świadomi... ale jednocześnie - poza iluzją - świadomymi wszyscy Jesteśmy, bo zawsze Jesteśmy Jednią jako JAŹŃ.


Pokochać SIEBIE znaczy pokochać wszystko, wszystko bez względu na sytuacje, okoliczności, wszystko kim, czym jesteśmy.  
Tak świadomość i umysł scalają SIEBIE w JEDNI...
Hej. 


poniedziałek, 9 lipca 2018

SCALANIE SIEBIE: ATEIŚCI I WIERZĄCY POŁĄCZENI WE MNIE


Scalanie SIEBIE, pozornych konfliktów i paradoksów...
Ateizm dosłownie z greki znaczy "bez boga", ogólnie: 
"brak wiary w istnienie bogów, ewentualnie odrzucenie teizmu, pogląd przeczący istnieniu sił nadprzyrodzonych i odrzucający wiarę w boga. Może także uznawać religię za nienaukową, sprzeczną z rozumem lub niepotrzebną". No cóż... gdy ateiści próbują tłumaczyć powstanie człowieka, to i tak grzęzną w swoich teoriach. A to bardzo proste:

Bóg i Bogini to to samo, co Umysł i Świadomość tworzące Jednię - Absolut inaczej Pustkę pełną potencjału wszystkiego, co może zaistnieć , jak np. stan próżni...

W fizyce teoretycznej termin próżnia oznacza stan o najniższej energii. W mechanice kwantowej i elektrodynamice kwantowej cząstki elementarne poruszają się w absolutnej próżni, a oddziaływania między nimi przenoszone są poprzez nośniki oddziaływań elektromagnetycznych (fotony). Elektrodynamika kwantowa przewiduje nawet istnienie cząstek wirtualnych, co zostało potwierdzone doświadczalnie oraz tzw. polaryzacji próżni. Ta próżnia z wirtualnymi cząstkami to inaczej taki Absolut czyli potencjalność wszystkiego. Czy taka absolutna próżnia, w której tańczą wirtualne cząstki to jest jakaś siła nadprzyrodzona czy nie, nie będę dyskutować. 

Wierzący w Boga coś czyli tzw. nadprzyrodzoną siłę, która stworzyła świat nazywają Bogiem, a niektórzy niewierzący w Boga to coś, co jest najgłębiej. nazywają czasem absolutną próżnią z wirtualnymi cząstkami, a to coś, co w tej próżni wiruje i tworzy cząstki, atomy, itd... czasem nazywają Umysłem (Wielkim Architektem) i nie wierzą w Boga, ale wierzą w Umysł. 
Więc zbadajmy to zjawisko głębiej:

Umysł = Bóg i to równanie  powoduje, że konflikt pomiędzy ateistami i wierzącymi w boga zanika. Choć Absolut nie jest jednocześnie ani tym ani tym, jest czymś przed Bogiem = Umysłem. Bóg i Umysł Są tym samym, bo i tak z Jednego Źródła (Absolutu) płynącym, a inaczej nazywanym. Nie zapominam  też o Bogini = Świadomości... Umysł i Świadomość czyli Bóg i Bogini to Jedno przejawiające się harmonijnym zróżnicowaniem SIEBIE.


Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za inspiracje.



środa, 13 czerwca 2018

CZY RELIGIE SĄ PRZYCZYNĄ NIESZCZĘŚCIA?


dziękuję Ci Życie za nieustające inspiracje w odkrywaniu i ujawnianiu kolejnych warstw nieznanego ze zrozumieniem i świadomością pogłębiającą perspektywę postrzegania Twojej głębi. :-)

Tikali:
Świadomość 'budzi Się' w Istocie ludzkiej, rozpuszcza ograniczenia struktur utrzymujących sztuczne podziały i konflikty. Toć wszystkie religie powstały z tego samego Źródła, Natchnienia i tylko ograniczenie bezpośredniego połączenia Istoty ludzkiej z tym Źródłem Źródeł, z Sercem Serc  spowodowało potrzebę doświadczania świata-snu w oddzieleniu i cierpieniu. A niektórzy kapłani - pośrednicy powtarzali to, czego się nauczyli od innych nie stosując  się do podstawowych praw kosmiczno - boskich, lecz wymagając tego od innych. Sprzeniewierzyli się mądrości i naukom swego Nauczyciela, zrobili sobie z niego "tarczę" i "broń" osłaniającą fałsz ich działań dla własnych interesów. Teraz nadszedł czas wielkich zmian, transformacji... Niech Się dzieje... Miłość bezwarunkowa uzdrawia. To najskuteczniejsza "medycyna".

A.N.:
"Ludzie szczęśliwi nie wyznają żadnej religii..,
(wiedziałaś o tym?) 😇
więc masz rację, każda religia bierze swe źródło z tego samego nieszczęścia, które z kolei może mieć różne oblicze, jak my ludzie .. 😉"

Tikali:
Jeśli chodzi o nieszczęście związane z religiami, to nie jest tak, że "każda religia bierze swe źródło z tego samego nieszczęścia", lecz nieszczęście wynika z braku zrozumienia i różnych interpretacji słów-przekazów pochodzących z bezpośredniego połączenia ze Źródłem, Natchnieniem...
Religia dotyczy "zbioru" pewnych idei, koncepcji, przekonań na temat relacji istoty ludzkiej ze sobą i otaczającym ją światem. Ten "zbiór" idei, koncepcji, przekonań możemy nazwać wiarą w to, co określa tę relację. Wiarą, która - gdy uznawana jest za jedynie prawdziwą - sprawia, że jacyś ludzie stają się szczęśliwi a inni nieszczęśliwi. Taka wiara w pewne koncepcje uznawane za jedyną prawdę, uniemożliwia, blokuje, ogranicza bezpośrednie połączenie ze Źródłem, Natchnieniem każdej istoty ludzkiej i sprawia, że istoty cierpią. Odpuszczenie przywiązania do tych oddzielających od bezpośredniego połączenia ze Źródłem koncepcji jako jedynie prawdziwych uwalnia od cierpienia i nieszczęść każdą istotę ludzką.

Religia jako system wierzeń i praktyk powiązanych z wzorcami myślenia i działania nie jest ani dobra ani zła. Nieszczęście pojawia się wtedy, gdy jakaś osoba uznaje pewien system wierzeń i praktyk (wzorców myślenia i działania) za jedynie prawdziwy i uważa np., że inni też powinni (muszą ;-) ) wierzyć (lub nie wierzyć) w to samo, co ona. Wtedy taka osoba jest w konflikcie ze sobą i innymi. Ten konflikt wewnętrzny może ujawniać się na zewnątrz na różne sposoby, a osoba może być nieświadoma tego wewnętrznego konfliktu.

Nieszczęście bierze się także stąd, że nawet jeśli osoba uznaje dany system wierzeń za jedynie prawdziwy, a nie stosuje się do niego, wtedy także pozostaje w nieświadomym konflikcie ze sobą i otaczającym ją światem. Wtedy jej "uwarunkowany umysł" nieświadomie interpretuje słowa pochodzące ze Źródła tylko po to, by usprawiedliwić niezgodność tego, co mówi, robi, jak działa z tym, w co niby wierzy. (Na przykład uznaje za prawdziwe słowa "nie zabijaj", a przyczynia się do zabijania jakichś istot).

Zatem TO NIE RELIGIE JAKO SYSTEMY WIERZEŃ I PRAKTYK POWIĄZANYCH Z WZORCAMI MYŚLENIA I DZIAŁANIA SĄ PRZYCZYNĄ NIESZCZĘŚCIA I CIERPIENIA, LECZ NIEUŚWIADOMIONE WEWNĘTRZNE KONFLIKTY UMYSŁU UWARUNKOWANEGO PRZYWIĄZANIEM DO TYCH IDEI I KONCEPCJI, KTÓRE UTRZYMUJĄ TE KONFLIKTY. Bo również istoty ludzkie, które istnieją-działają poza systemami religijnymi (np. tzw. ateiści) mogą, choć nie muszą, być nieświadomi różnych konfliktów wewnętrznych tzw. "uwarunkowanego umysłu".

Gdy jest zrozumienie tych zjawisk, jest także szacunek i Miłość do wszystkiego. Również do różnych religii jako zróżnicowanych między sobą systemów wierzeń i praktyk powiązanych z różnymi wzorcami myślenia i działania oraz wynikających z nich doświadczeń, które są interpretowane jako cierpienie, szczęście lub nieszczęście.