Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POKÓJ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POKÓJ. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 listopada 2023

O SZCZĘŚCIU I S-POKOJU

 

Gdy człowiek zaczyna podążać za różnymi konceptami na temat szczęścia i pokoju, zaczyna się jego gonitwa w poszukiwaniu szczęścia i pokoju na zewnątrz. Ale szczęście i pokój na zewnątrz są zawsze hałaśliwe i chwilowe. A goniący za szczęściem i pokojem nie wie, że w ten sposób ucieka przed szczęściem i pokojem ukrytymi w sobie. Nie wie, że to szczęście i pokój ukryte w sobie sam zagłusza swoją nieustanną gonitwą. I wiara w jakieś koncepty na temat szczęścia i pokoju, które mają przyjść z zewnątrz, popycha go do nieustannej gonitwy. Ale kiedy wreszcie czuje się zmęczony tą gonitwą, rezygnuje z dalszych poszukiwań i zatrzymuje się. Może oczywiście zapaść się w identyfikacji siebie z nieszczęśliwą, przegraną ofiarą okrutnego świata i złych ludzi albo... Może zacząć przyglądać się temu, w co i dlaczego kiedyś uwierzył. Gdy to widzi, zaczyna podważać tę wiarę, puszcza przywiązanie do tych wszystkich konceptów, które zmuszały go do pogoni za szczęściem i s-pokojem na zewnątrz, przestaje w nie wierzyć. Wtedy wieczne i niezmienne, ciche szczęście i pokój może wreszcie odkryć w sobie. Może nawet zanurzać się w siebie coraz głębiej i stać się tym cichym szczęściem i s-pokojem.

To szczęście i s-pokój bez powodu, bez warunkowania, wieczne, niezmienne... Nieruchome i tańczące, ciche i dźwięczące jednocześnie...

sobota, 5 marca 2022

GDY PRAGNIESZ POKOJU, MIŁOŚCI I PRAWDY...

 Gdy w umyśle chaos i konflikty, 

pokój na świecie nie jest możliwy.

Światowe konflikty są manifestacją ludzkich umysłów. 

Różne Ja przywiązane do jakichś konceptów i przekonań tworzą konflikty i zwalczają się wzajemnie w walce o prawdę i racje, więc...

Gdy prosisz o pokój, stań się pokojem. Nie udawaj, że walczysz o pokój, gdy żądasz go od innych, a sam nim nie jesteś. Walcząc o pokój burzysz pokój w sobie i sam siebie ranisz.

Gdy tęsknisz za prawdą, sam stań się prawdą, którą jesteś. Lecz nie rozumiejąc względności ludzkich prawd, sam niszczysz w sobie prawdę, którą jesteś.

Gdy pragniesz miłości, stań się miłością, którą jesteś, zamiast oczekiwać jej od innych.

Gdy pragniesz uczciwości, zrozumienia, sam stań się tym, czego pragniesz, zamiast oczekiwać tego od innych.

Bo nie możemy doświadczać i otrzymywać niczego innego niż to, czym sami jesteśmy i emanujemy. 



środa, 20 maja 2020

MYŚLI, SŁOWA, ŚNIENIE I PRZEBUDZENIE

O czym się myślą myśli? O lęku czy miłości? O spokoju i ciszy czy o tym, że "coś powinno być inne niż jest"? O zanurzeniu w Źródle, Sercu Serc czy o "potwornościach świata" i "strasznych scenariuszach przyszłości"?

"Na początku było słowo". I zawsze słowo-myśl jest początkiem czegoś i tym samym końcem czegoś innego... Słowo-myśl to narzędzie kreacji światów, które wyśniewamy... podążając za jakimiś słowami - myślami, zasilając je swoją uwagą i energią... Ów początek i koniec jest wszędzie, zawsze tu, gdzie jestem, jesteś, jesteśmy... Więc jaki świat dla siebie w tej chwili kreuję, kreujesz, kreujemy - jaki sen jest wyśniewany? I czy świadomie - podążając za głosem Serca, który wyraża pragnienie Duszy i Woli Ducha? Czy nieświadomie - w oparciu o przywiązanie do lękowych myśli dzielących całość na skonfliktowane ze sobą części ("dobre i złe")?  Jakiemu światu - jakim snom o sobie w tej chwili swoimi myślami "dajemy początek i koniec"? Jaki "kierunek naszej podróży" jest wytyczany?

Jesteśmy w swej Istocie, Istności Tym, co Jest przed snami o Sobie. A sny to  nasze emanacje . W Zabawie w tworzenie zaśniewamy się w snach i doświadczamy iluzji oddzielenia od całości Siebie. Wtedy sny traktujemy jako rzeczywistość... I doświadczamy tego, co w zaśnieniu uznaliśmy za prawdziwe, rzeczywiste...

Gdy np. obwiniamy o coś innych, żyjemy w iluzji wyobrażeń o sobie i jakichś innych nieświadomi tego, że tę iluzję oraz innych traktujemy jako rzeczywistość. A to nasza emanacja. Doświadczamy tego, czym emanujemy nieświadomi tegoż. I traktujemy to jako rzeczywistość. Świadomi tego nie obwiniamy nikogo, bo nie ma kogo ani o co obwiniać. Jest emanacją, którą "uczymy się" kochać. Kochać Siebie.

Każda Istota w formie ludzkiej śni różne sny - światy, rzeczywistości. Każdy jest 'Buddą, Chrystusem, Brahmanem, Wielkim Świętym Duchem, kryształową świadomością, wszechprzenikającą miłością, absolutem, ciszą, pustką'... doświadczającą różnych i zmiennych emanacji Siebie... 

Widzenie staje się klarowne i przejrzyste wtedy, gdy patrzymy wnikliwie z przestrzeni ciszy obserwujemy Umysł. Bez względu na to, co jest, co się dzieje, co odczuwane, może być obserwowane. "Kto patrzy na zewnątrz - śni, kto patrzy do wewnątrz - budzi się". Budzi się z zaśnienia w iluzjach i fałszywych wyobrażeniach o sobie i innych w otaczającym świecie. Gdy to, co dzieje się wewnątrz jest nieuświadomione, zawsze wyświetla się na zewnątrz i bywa postrzegane jako doświadczana jedyna rzeczywistość.

Kiedy wewnętrzne konflikty pozostają nieuświadomione, właśnie one odgrywane są w zewnętrznym świecie. W zewnętrznym świecie grane i doświadczane są konflikty pomiędzy tym, co wewnątrz pozostaje nieświadome rozdarcia na dwa skonfliktowane ze sobą tzw. przeciwieństwa np. skonfliktowane ze sobą: dobro i zło czy światło i ciemność, zewnętrzne z wewnętrznym, życie i śmierć itp. itd. To skonfliktowanie to iluzja wynikająca z wiary w fałszywe przekonania, że owe bieguny są jakkolwiek od siebie oddzielone.

A jednak to, co wewnątrz jest jednym z tym, co na zewnątrz. Dlatego to, co uświadomione wewnątrz inicjuje zmiany tego, co jawi się na zewnątrz.


środa, 5 grudnia 2018

NIENAZYWALNYM JEST PRZEZ NAZYWANIE


Nienazywalnym jest przez nazywanie.
Nieuchwytnym przez uchwytywanie.
Niepoznawalnym przez poznawanie.
Nieporuszonym przez poruszenie.

Lecz nie jest niczego zaprzeczeniem.
Spokojem odkrywanym z niezaspokojenia.
Niezmiennym dzięki zmienności
Scalonej bezruchem.

I ani tym, ani tym, ani tamtym.
Widzi taniec tańczący się bez celu,
Widzi tańczącego, co dostrzega
I opisuje tańcem Coś poza Sobą 

Opisując jednak wyłącznie Siebie.
Tylko po to, by mógł być widziany
Jak ogień pulsujący w ciemności,
Który Niczego nie spala ani nie ogrzewa...

Choć czasem ulega iluzji swego oddania
Temu, co poza Sobą dostrzega:

Nienazywalnemu
Nieuchwytnemu
Niepoznawalnemu
Nieporuszonemu

Które i tym nie jest,
A tylko ciszą przenika tańczące
Jako też Siebie.
Pustka jest formą i forma jest pustką.

środa, 21 listopada 2018

WYZNANIE WOJOWNIKA



Nic nie wymaże okrucieństw, których dokonałem w imieniu głosów w mojej głowie. Słyszałem je i to one kazały mi robić to, co robiłem. Raniłem, niszczyłem i zabijałem innych w imieniu tych głosów, które kazały mi niszczyć wszystkich niewierzących w to samo, co ja wierzyłem. Zabijałem tych, którzy nie wierzyli w to, co podpowiadały mi te głosy, które słyszałem w swojej głowie. One mówiły mi, że wszystko, co robię w ich imieniu, jest słuszne. Że to jest jedyną prawdą. Czasem też słyszałem, jak jakiś inny głos próbował mnie powstrzymać. Nie słyszałem go jednak wyraźnie, bo ten inny głos był zbyt cichy, zbyt subtelny i nie krzyczał tak, jak głosy w mojej głowie. Nie miałem wyjścia, nie mogłem nic zmienić. Podążając za racją głosów, które kazały mi walczyć w imię wyższego dobra, próbowałem przekonywać sam siebie, że ci których odrzucałem, krzywdziłem, zabijałem, zasługują na to. Nie tylko przestałem czuć, lecz przestałem też widzieć ich ból i cierpienie skupiony na własnych przekonaniach i racjach głosów, których słuchałem. Aż ten cichy głos, który próbował mnie powstrzymać, całkowicie zamilkł. Został zagłuszony przez inne głosy. Nie słyszałem już go. Zostałem wielkim wojownikiem dobra ze złem. Moje imię przerażało tych, którzy mnie nie słuchali, sprzeciwiali się temu, co pochodziło od głosów w mojej głowie. Choć zdarzali się i tacy, którzy nie byli tym przerażeni. Tych zabijałem z jeszcze większą brutalnością.

Aż któregoś dnia zdarzył się cud. Zabolał mnie nagle czyjś ból zadawanych przeze mnie ran, jakbym sam sobie je zadawał. I znów zacząłem słyszeć ten cichy głos, który teraz podpowiadał, żebym się zatrzymał i przyjrzał temu, co myślę i co robię. Przyjrzał się tym głosom, które słyszę w swojej głowie. I zadał mi pytanie: Komu robię to, co robię i dlaczego? To mnie zatrzymało.

Czy kiedyś będę potrafił sobie wybaczyć? Nie wiem. Teraz inni mnie przekonują, że mi wybaczyli. To przebaczenie jest jak błogosławieństwo. Pogodziłem się z tym, że może nigdy sobie nie wybaczę, bo tego, co robiłem, nie da się cofnąć. Ale wiem, że mogę zmienić to, co teraz robię. Bo teraz nie jest końcem życia. Teraz podążam za tym cichym głosem, który mnie zatrzymał. Teraz on mnie prowadzi. To głos Serca. Jest cichy, ale jego moc przenika miłością wszystkie krzyczące głosy, które kiedykolwiek słyszałem w swojej głowie. Dlatego nie walczę już z innymi. Przestałem być wojownikiem walczącym o dobro ze złem. Zwłaszcza o to wyższe dobro. Teraz czasem walczę jeszcze ze sobą, gdy głosy w głowie zaczynają krzyczeć i wołać domagając się ode mnie posłuszeństwa. Ale odkryłem, że najskuteczniejszym sposobem na pokój jest poddanie się wszystkich głosów w głowie temu cichemu głosowi Serca, który kieruje do ciszy. W ciszy Serca te wszystkie kłótnie i walka głosów w głowie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Teraz nie walczę z nikim, nawet z głosami w głowie, lecz poddaję się ciszy. Ta cisza przenika i otula wszystkie głosy, przynosi ratunek mnie i innym przed szaleństwem, które było moim udziałem.

Wojownik stał się rycerzem przynoszącym ukojenie. Stojącym na straży ciszy, broniącym jej przed atakami głosów podżegających do walki w imię jakiegokolwiek dobra walczącego ze złem. Stałem się strażnikiem ciszy przynoszącej s-pokój i słów, które są drogowskazami prowadzącymi do SIEBIE, do Jedni wszystkiego.


poniedziałek, 9 lipca 2018

SCALANIE SIEBIE: ATEIŚCI I WIERZĄCY POŁĄCZENI WE MNIE


Scalanie SIEBIE, pozornych konfliktów i paradoksów...
Ateizm dosłownie z greki znaczy "bez boga", ogólnie: 
"brak wiary w istnienie bogów, ewentualnie odrzucenie teizmu, pogląd przeczący istnieniu sił nadprzyrodzonych i odrzucający wiarę w boga. Może także uznawać religię za nienaukową, sprzeczną z rozumem lub niepotrzebną". No cóż... gdy ateiści próbują tłumaczyć powstanie człowieka, to i tak grzęzną w swoich teoriach. A to bardzo proste:

Bóg i Bogini to to samo, co Umysł i Świadomość tworzące Jednię - Absolut inaczej Pustkę pełną potencjału wszystkiego, co może zaistnieć , jak np. stan próżni...

W fizyce teoretycznej termin próżnia oznacza stan o najniższej energii. W mechanice kwantowej i elektrodynamice kwantowej cząstki elementarne poruszają się w absolutnej próżni, a oddziaływania między nimi przenoszone są poprzez nośniki oddziaływań elektromagnetycznych (fotony). Elektrodynamika kwantowa przewiduje nawet istnienie cząstek wirtualnych, co zostało potwierdzone doświadczalnie oraz tzw. polaryzacji próżni. Ta próżnia z wirtualnymi cząstkami to inaczej taki Absolut czyli potencjalność wszystkiego. Czy taka absolutna próżnia, w której tańczą wirtualne cząstki to jest jakaś siła nadprzyrodzona czy nie, nie będę dyskutować. 

Wierzący w Boga coś czyli tzw. nadprzyrodzoną siłę, która stworzyła świat nazywają Bogiem, a niektórzy niewierzący w Boga to coś, co jest najgłębiej. nazywają czasem absolutną próżnią z wirtualnymi cząstkami, a to coś, co w tej próżni wiruje i tworzy cząstki, atomy, itd... czasem nazywają Umysłem (Wielkim Architektem) i nie wierzą w Boga, ale wierzą w Umysł. 
Więc zbadajmy to zjawisko głębiej:

Umysł = Bóg i to równanie  powoduje, że konflikt pomiędzy ateistami i wierzącymi w boga zanika. Choć Absolut nie jest jednocześnie ani tym ani tym, jest czymś przed Bogiem = Umysłem. Bóg i Umysł Są tym samym, bo i tak z Jednego Źródła (Absolutu) płynącym, a inaczej nazywanym. Nie zapominam  też o Bogini = Świadomości... Umysł i Świadomość czyli Bóg i Bogini to Jedno przejawiające się harmonijnym zróżnicowaniem SIEBIE.


Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za inspiracje.



czwartek, 21 czerwca 2018

BO NIC INNEGO ZDARZYĆ SIĘ NIE MOŻE...


Tikali:
Ach, jaki wiatr i chmury... 

tylko przez chwilę takie niebo było... 
I już po chwili się uspokoiło. 
Takie żarty natury...



X:
Hm...żarty...Hm... sąsiadce właśnie podczas wichury gałąź od drzewa bardzo mocno uszkodziła auto...szyba zbita, maska wgnieciona...Hm... Na szczęście jej nic się nie stało...

Tikali:
Żarty, żarty, Kochany Cudzie Życia. Niektóre żarty natury niektórych ludzi niekiedy, czasem zaskakują, złoszczą, przerażają... Na co tu się "gniewać"? Gdy jeszcze lubimy się bać i w tym odnajdujemy ekscytację, tak się zdarza. Oczywiście niektórzy chcieliby mieć nad tym kontrolę - wybierając czas oglądania filmów, które wywołują dreszczyki emocji strachu itp. czy wizyty w "domu strachów", ale są siły natury, których moc przypomina nam o szacunku do nich i do Siebie. 

Dla mnie czym innym jest współcierpienie, a czym innym współodczuwanie. Dane mi jest to drugie. Dziękuję za ten dar. 

Dwa lata temu przeżyłam wypadek samochodowy. Nic mi się nie stało, nie bałam się, byłam gotowa na śmierć. Samochód pojechał do kasacji. Gdy go zabierali, podziękowałam, że tak pięknie przez wiele lat mi służył. Nie czułam żalu, że coś się skończyło. Byłam wdzięczna mojej przyjaciółce, że przyjechała po mnie. Nie była to dla mnie żadna tragedia, choć widziałam, że dla innych ta sytuacja, którą obserwowali, była dramatyczna. To w pewnym sensie zabawne, że niektórzy z tych, co to widzieli czy o tym słyszeli, widzieli tragedię, a osoba, której ta sytuacja dotyczyła, nie widziała w tej sytuacji dramatu. Ot, sytuacja... ciekawa, owszem, zaskakująca bardzo jak niesamowita przygoda.. I ta osoba nie cierpiała, ani nie czuła się poszkodowana. Przyjęła z wdzięcznością tę sytuację taką, jaką była.

Nic nie zasłania TEGO, CO JEST, gdy jest przyjmowane-widziane-czytane Sercem Serc - kryształem Źródła. Wtedy nic tego nie zasłania, nawet twierdzenia: "o, jak dobrze, że nic mi, jej, jemu się nie stało", bo to druga strona medalu wobec: "o, jak dobrze, że jej, jemu (czy mnie) to się stało. ❤Zawsze dzieje Się, zdarza to, co ma Się zdarzyć...

Zdarza się tylko to, co ma się zdarzyć. 
Bo nic innego zdarzyć się nie może. 
Bo gdyby miało się zdarzyć coś innego, 
to by się zdarzyło. Po prostu.



środa, 13 czerwca 2018

CZY RELIGIE SĄ PRZYCZYNĄ NIESZCZĘŚCIA?


dziękuję Ci Życie za nieustające inspiracje w odkrywaniu i ujawnianiu kolejnych warstw nieznanego ze zrozumieniem i świadomością pogłębiającą perspektywę postrzegania Twojej głębi. :-)

Tikali:
Świadomość 'budzi Się' w Istocie ludzkiej, rozpuszcza ograniczenia struktur utrzymujących sztuczne podziały i konflikty. Toć wszystkie religie powstały z tego samego Źródła, Natchnienia i tylko ograniczenie bezpośredniego połączenia Istoty ludzkiej z tym Źródłem Źródeł, z Sercem Serc  spowodowało potrzebę doświadczania świata-snu w oddzieleniu i cierpieniu. A niektórzy kapłani - pośrednicy powtarzali to, czego się nauczyli od innych nie stosując  się do podstawowych praw kosmiczno - boskich, lecz wymagając tego od innych. Sprzeniewierzyli się mądrości i naukom swego Nauczyciela, zrobili sobie z niego "tarczę" i "broń" osłaniającą fałsz ich działań dla własnych interesów. Teraz nadszedł czas wielkich zmian, transformacji... Niech Się dzieje... Miłość bezwarunkowa uzdrawia. To najskuteczniejsza "medycyna".

A.N.:
"Ludzie szczęśliwi nie wyznają żadnej religii..,
(wiedziałaś o tym?) 😇
więc masz rację, każda religia bierze swe źródło z tego samego nieszczęścia, które z kolei może mieć różne oblicze, jak my ludzie .. 😉"

Tikali:
Jeśli chodzi o nieszczęście związane z religiami, to nie jest tak, że "każda religia bierze swe źródło z tego samego nieszczęścia", lecz nieszczęście wynika z braku zrozumienia i różnych interpretacji słów-przekazów pochodzących z bezpośredniego połączenia ze Źródłem, Natchnieniem...
Religia dotyczy "zbioru" pewnych idei, koncepcji, przekonań na temat relacji istoty ludzkiej ze sobą i otaczającym ją światem. Ten "zbiór" idei, koncepcji, przekonań możemy nazwać wiarą w to, co określa tę relację. Wiarą, która - gdy uznawana jest za jedynie prawdziwą - sprawia, że jacyś ludzie stają się szczęśliwi a inni nieszczęśliwi. Taka wiara w pewne koncepcje uznawane za jedyną prawdę, uniemożliwia, blokuje, ogranicza bezpośrednie połączenie ze Źródłem, Natchnieniem każdej istoty ludzkiej i sprawia, że istoty cierpią. Odpuszczenie przywiązania do tych oddzielających od bezpośredniego połączenia ze Źródłem koncepcji jako jedynie prawdziwych uwalnia od cierpienia i nieszczęść każdą istotę ludzką.

Religia jako system wierzeń i praktyk powiązanych z wzorcami myślenia i działania nie jest ani dobra ani zła. Nieszczęście pojawia się wtedy, gdy jakaś osoba uznaje pewien system wierzeń i praktyk (wzorców myślenia i działania) za jedynie prawdziwy i uważa np., że inni też powinni (muszą ;-) ) wierzyć (lub nie wierzyć) w to samo, co ona. Wtedy taka osoba jest w konflikcie ze sobą i innymi. Ten konflikt wewnętrzny może ujawniać się na zewnątrz na różne sposoby, a osoba może być nieświadoma tego wewnętrznego konfliktu.

Nieszczęście bierze się także stąd, że nawet jeśli osoba uznaje dany system wierzeń za jedynie prawdziwy, a nie stosuje się do niego, wtedy także pozostaje w nieświadomym konflikcie ze sobą i otaczającym ją światem. Wtedy jej "uwarunkowany umysł" nieświadomie interpretuje słowa pochodzące ze Źródła tylko po to, by usprawiedliwić niezgodność tego, co mówi, robi, jak działa z tym, w co niby wierzy. (Na przykład uznaje za prawdziwe słowa "nie zabijaj", a przyczynia się do zabijania jakichś istot).

Zatem TO NIE RELIGIE JAKO SYSTEMY WIERZEŃ I PRAKTYK POWIĄZANYCH Z WZORCAMI MYŚLENIA I DZIAŁANIA SĄ PRZYCZYNĄ NIESZCZĘŚCIA I CIERPIENIA, LECZ NIEUŚWIADOMIONE WEWNĘTRZNE KONFLIKTY UMYSŁU UWARUNKOWANEGO PRZYWIĄZANIEM DO TYCH IDEI I KONCEPCJI, KTÓRE UTRZYMUJĄ TE KONFLIKTY. Bo również istoty ludzkie, które istnieją-działają poza systemami religijnymi (np. tzw. ateiści) mogą, choć nie muszą, być nieświadomi różnych konfliktów wewnętrznych tzw. "uwarunkowanego umysłu".

Gdy jest zrozumienie tych zjawisk, jest także szacunek i Miłość do wszystkiego. Również do różnych religii jako zróżnicowanych między sobą systemów wierzeń i praktyk powiązanych z różnymi wzorcami myślenia i działania oraz wynikających z nich doświadczeń, które są interpretowane jako cierpienie, szczęście lub nieszczęście.


poniedziałek, 11 czerwca 2018

WOLNOŚĆ I JEDNIA


Gdy jesteśmy wolni od tego, co będzie jutro, to Życie wnosi do dziś (teraz) coraz piękniejsze dary z przestrzeni Nieznanego.

W spokoju jest niezmienność, która jest przestrzennością dla tego, co zmienne. A przecie zmienne i niezmienne to Jedno...

Taniec i dźwięki w bezruchu i ciszy. :-) Inaczej byłoby dualne, gdybyśmy zmienne i niezmienne oddzielali od siebie. Dualne jest iluzją, w której powstają konflikty...

Czy woda ze Źródła jest czymś innych niż Źródło? To jedno przejawiające się swoim zróżnicowaniem.

wtorek, 8 maja 2018

PUSZCZANIE PRZYWIĄZANIA DO KONCEPCJI


Oto każda chwila jest pierwszą i ostatnią chwilą - jedyną teraz w tej chwili... zanurzoną i połączoną ze wszystkim, co jest...

Oto koniec koncepcji, koniec historii, koniec scenariuszy, koniec ocen i oczekiwań,
koniec przeszłości i przyszłości. Jest tu i teraz wieczności niezgłębionego Istnienia.

Prezent, dar obecności, w której ukryty cały potencjał nieobecności - Jestem bez koncepcji, bez historii, bez scenariuszy, bez przeszłości, bez przyszłości, bo Jestem w połączeniu, zaślubieniu, w Unii, Jedni, w zanurzeniu we wszystkim, co istnieje, w bezkresie nieskończonego potencjału pustki...
Diamentowy klejnot w lotosie odnaleziony. Ukryty przed Sobą skarb, ukryty przed Sobą - ot tak, dla zabawy - teraz odnaleziony... Ach, bezcenny skarb, bezcenny prezent, ("present" ;-) ) - obecność bez koncepcji - ("reunion" ;-) ) - odnowienie Unii ze Sobą w Sobie.

Niby nic się nie zmienia, a jednocześnie zmienia się wszystko, jak po przejściu przez "ucho igielne", "paszczę lwa" czy "paszczę nieskazitelnego jaguara" ;-), transcendencja, transformacja w kolaps... znanego w nieznane, w zanurzenie z oddaniem, z całkowitym oddaniem Sobie w Unii ze Sobą, Jedni niezmierzonego kwiatu pustości pełni z diamentowym źródłem źródeł.

Nie ma przebudzenia ani oświecenia - jest diametralna zmiana "sposobu" istnienia, Jest zespolenie Siebie ze Sobą w Jedni... Bogini i Boga w Absolucie... I tak Ona śpiewa Jemu czyli Sobie:

...Jesteś diamentowym sercem lotosu pustki (pełnej nieskończoności swego potencjału), którą Jestem... Niewidzialna świetlistość diamentowego umysłu osadzonego w nieskazitelnym sercu lotosowym zapładnia cały kwiat pustki, którym Jestem...

Tak, pławię się, pływam, nurkuję Tobą-Sobą zanurzona po ostatni atom istnienia... w wiecznej pustce. Tak, tak, tak, zanurzonammmm.. w Absolucie.

Czyjekolwiek oceny i oczekiwania, że "to nie tak", bąbelkami śmiechu pustki wypuszczane z jej serca pękają radośnie i rozpuszczają się w Sobie.

Ocean nieskończoności i źródło źródeł to Jedno. Umysł i Świadomość to Jedno - Jedni Ja z Jest, obecności z nieobecnością, skończonego z nieskończonością tu i teraz.

Nikt nie musi intelektualnie łapać i rozumieć sensu i przesłania każdej bajki, każdej koncepcji też. Bo im bardziej wierzymy wyłącznie w "swoje" jako "jedynie prawdziwe", tym trudniej nam uchwycić i zrozumieć sens innych.

Puszczając wszystkie koncepcje dostrzegamy, że wszystkie one są jak mandale. Każda jest piękna na swój sposób doskonałością manifestacji ich wspólnego źródła. I nic jednej wśród oceanu innych mandali nie wyróżnia oprócz iluzji chwilowej preferencji, która... przyciągnąć nagle może z siłą grawitacji "czarnej dziury" zasysającej w siebie wszystko, co przekroczy jej "horyzont zdarzeń"...
I zdarza się, że ta jedna pozornie maleńka mandala nami poruszy jak wicher wichrów, tak nas rozwibruje i rozprzestrzeni, że nagle dostrzeżemy jej głębie bez dna, jej bezkres i wieczność. A gdy wskoczymy z oddaniem, z zaufaniem w tę otchłań nieznanego, odkryjemy w niej Siebie...i ją w Sobie... 
i to, że ta "czarna dziura" jak lotosowy kwiat promieniuje świetlistością umysłu osadzonego w jej sercu serc.

To, co emanuje, jest tym samym, co jest emanowane swoim zróżnicowaniem siebie.
Samo siebie tworzy, rozdziela, multiplikuje, różnicuje... i samo siebie odkrywa w tym rozdzieleniu, poznaje i scala ze sobą. Sobą w sobie. Samo siebie uwalnia, uzdrawia od utożsamienia z odseparowaniem od siebie kolorów jednej tęczy tęcz i od przywiązania do swojej emanacji - kreacji jako czegoś odrębnego od Siebie jako źródła źródeł.

Więc jako Jedno w swej całości kreuje: dźwięczy w ciszy, tańczy w bezruchu, maluje, pisze... wszystkie obrazy, mandale, historie, scenariusze - iluzje i doświadcza Siebie...
emanacją tęczowych refleksów kryształowego źródła - lotosowego serca - zanurzonego jak perła w łonie przestrzennej nieskończoności potencjału pustki.



poniedziałek, 5 marca 2018

Do kochanego umysłu uwarunkowanego... z przestrzeni Serca


Kochany, 

udając mądrzejszego i sprytniejszego od innych stwarzasz pułapki, w które sam wpadasz. Chcesz kontrolować i mieć władzę nad innymi, nad sytuacjami, więc animujesz nami utrzymując nas w ograniczeniach swojej struktury przekonań, koncepcji, scenariuszy itd. Zawsze jednak możesz już odpuścić to udawanie, napinanie się i pozorną stałość tej struktury przekonań poluzować. Zawsze możesz to zrobić. 

Tocząc walkę z innymi (przede wszystkim w swoich głowach) toczymy walkę sami ze Sobą. Prowadzi to wręcz do "szaleństwa" - chaotycznego, spazmatycznego "tańca wojennego" myśli walczących ze sobą w naszych mózgach o pierwszeństwo, o słuszność, prawdziwość, lepszość, racje itp... A to - tylko i aż - myśli, które stwarzają złudzenie bycia "mądrzejszymi", "sprytniejszymi" czy "bardziej inteligentnymi" od innych. Toć to iluzja. 

Nasza moc nie polega na byciu "sprytniejszymi" czy "mądrzejszymi" od innych na poziomie intelektualnym. To właśnie iluzja. Także gdy ulegamy iluzji, że jesteśmy w stanie przechytrzyć innych, a nawet Życie, wtedy zmagamy się z Życiem, walczymy i w rezultacie... dostajemy takie "lekcje" i doświadczenia, że... wciąż zmagamy się z czymś i... cierpimy.

Mamy także możliwość obserwowania wszystkich myśli i niepodążania za tymi, które nas ograniczają i utrzymują w wewnętrznym konflikcie. A wtedy one tracą moc. Przestają animować nami jak bezwolnymi marionetkami. Przestają nas wciągać w "koło tortur i cierpienia" - w wiry ciągłego zmagania się z Życiem, stawiania oporów i barier Życiu i Temu, Co Jest.

Nasz rozwój, dojrzewanie jako Istot ludzkich polega na uwolnieniu się od wierzenia w te myśli i utożsamiania się z tymi myślami, które nas ograniczają i utrzymują w wewnętrznym konflikcie. Nasze dojrzewanie i wzrastanie polega na rozwoju samo-świadomości poprzez samo-refleksję i poznawanie Siebie - naszej Istoty w procesie harmonizowania naszej relacji z Życiem. W ten sposób odzyskujemy swoją energię (moc), która była wcześniej używana do: podtrzymywania granic i ograniczeń, toczenia różnych walk, prowokowania napięć i konfliktów itp. czyli ogólnie: do stawiania oporów wobec Życia.

Mądrość płynie z Serca i pojawia Się spontanicznie. Gdy zadajemy myślami pytanie w głowie, zawsze z przestrzeni serca natychmiast pojawia Się odpowiedź, zanim jeszcze takie pytanie zostanie "wypowiedziane" do końca... Inteligencja serca, choć subtelna, to jednak jest szybsza od intelektu ograniczonego umysłu, bo działa natychmiastowo. Słuchając serca stajemy się zintegrowani ze swoją Istotą, ze Źródłem i z Życiem. A natłok myśli i wynikająca z nich nad-emocjonalność zagłuszają te od- i pod-powiedzi serca. Gdy czujemy przesyt i chaos procesów myślowych w głowie, warto zacząć słuchać "głosu" serca.

Druga sprawa to... nauka odpowiedzialności za to, co myślimy, co generujemy z siebie i co robimy innym i sobie: "Co zasiejesz, to zbierzesz", więc...


Możemy bać się konsekwencji swoich działań, gdy uświadamiamy sobie to, co w nieświadomości robiliśmy innym i sobie, ale i tak prędzej czy później pewne konsekwencje tych działań poniesiemy. Lecz - to ważne - niekoniecznie w taki sposób, w jaki sobie to wyobrażamy z poziomu uwarunkowanego umysłu (tworzącego kolejne scenariusze na podstawie starych, ograniczających przekonań). Bo to też iluzja. Czy nie prościej i... mądrzej jest świadomie otworzyć się na przyjęcie tych konsekwencji z niewiedzą, jakie one będą, z otwartością na nieznane, zamiast nadal podążać za uwarunkowanym umysłem stosującym różne tricki - myki i uniki, byle utrzymać nas w stanie wewnętrznych napięć, konfliktów i walki? A nieznane bywa zaskakujące.

Samo odpuszczenie snucia wszelkich scenariuszy stwarza przestrzeń na takie sytuacje, które mogą przynieść ze sobą niekonwencjonalne, nieprzewidywalne i zaskakujące rozwiązania. Wystarczy przestać w swojej głowie snuć wszelkie scenariusze na podstawie dawnych przekonań oraz przestać wierzyć w czyjeś scenariusze. Wystarczy zaufać Sercu, Życiu, Istnieniu, Duszy/Duchowi, Absolutowi, Wszechświatowi, Źródłu... i przestać wierzyć ograniczonemu, uwarunkowanemu umysłowi.

Ukochany, uwarunkowany, możesz zaufać swojemu Ojcu - Uniwersalnemu Umysłowi, którego Mądrość wypływa z Jego wiecznej Unii z Twoją Matką - Nieskończonym Oceanem Świadomości otulającej Jego i Ciebie wszechprzenikającą Miłością. Otwarcie Się na nieznane i zaufanie do tej Unii Umysłu (Boga Ojca) i Świadomości (Bogini Matki) jako Jedni umożliwia nam dojrzewanie jako Istot ludzkich (z całą naszą potencjalnością i wielowymiarowością) oraz "powrót do Domu". Możesz uwolnić się, ukochany i stać Się nieuwarunkowanym poprzez otwarcie na integrację swojej boskości: żeńskości i męskości jako Jedni w Sobie...

A tak Się przejawia... i to z wdzięcznością za wszystkie doświadczenia przeżyte w nieświadomości "pod rządami"... umysłu uwarunkowanego, obecnie już ukochanego, bo i z- rozumianego. 

A wzajemność jednak ma moc... nieskończoną... 







piątek, 5 stycznia 2018

O MODLITWACH I INTENCJACH

z wdzięcznością za nieustające inspiracje. 

"Najważniejsze w modlitwie jest to, by nie prosić o coś, lecz poczuć, że to już się stało. (...) Ciągłe prośby zasilają jedynie to, czego nam brak. Modlitwy o uzdrowienie wzmacniają chorobę. Modlitwy o deszcz wzmacniają suszę" - z książki Gregga Bradena „Tajemnice zagubionej modlitwy" *).

Modlitwy o miłość nie przyniosą miłości.  
Kiedy modliłam się o harmonię między animą i animusem, nic się nie działo, a kiedy przestałam, proces Się uaktywnił.  
Kiedy modliłam Się o pokój i harmonię, nie mogły one dla mnie zaistnieć do momentu aż zaczęłam je odczuwać w sobie, Sobą.  
Jakie to proste. Wejść, wniknąć w to, co przejawia Się jako pragnienie Serca... oddać Się temu, stać się Tym... świadomie.

A jeszcze dalej... Odczuwanie tego, co Się przejawia, bycie z tym, co Jest... toć to... bycie świadomie - bycie świadomością w różnych stanach: sytuacjach - snach - światach... bez chcenia czy niechcenia, bez marzeń, oczekiwań czy stawiania oporu temu, co autentyczne i spontaniczne... To integracja, scalenie siebie ze Sobą -Życiem, esencją, istnieniem, istotą, Absolutem... 
To nie jest bierne, to jest bierne i aktywne jednocześnie
jak taniec w bezruchu; abstrakcyjny lot... 
niepoznawalnego pomiędzy (oraz w) 
znanym i nieznanym... 

To, czego oczekuje ja (ego), nie zawsze jest tym, co jest nam potrzebne do naszego rozwoju, a czasem to, co ja sobie wyobraża, że potrzebuje, nawet ten rozwój hamuje i stawia opór temu, co naturalnie "potrzebuje" Się przejawić, zadziać. A wtedy ten opór ... sprawia ból, bo jeszcze ważniejsze są oczekiwania - potrzeby ja, a ignorowane jest, to, co otrzymujemy, bo potrzebujemy... co nasza Dusza/Duch nam daje "w prezencie". Bywa, że chcenia, potrzeby i pożądania naszych ja różnią się od pragnień/intencji Duszy/Ducha. 

Podąża Się za pragnieniami/intencjami Duszy/Ducha, gdy prowadzi "wołanie Duszy" albo "pukanie Ducha"... I te pragnienia/intencje zaskakujące bardzo często bywają dla naszych ja i jednocześnie odczuwane są jako oczywiste dla Ducha/Duszy. Taka zabawna jednoczesność jest odczuwana. Gdy tego potrzebujemy. To nas zbliża do "stawania" Się przejawami pragnień/intencji Serca Serc, integrowania Się z Życiem, naszą Istotą Istnienia.  

-------------------------------------------
*).
"Pewnego dnia David, znajomy tubylec, zaprosił mnie na wyprawę do starożytnego kamiennego kręgu, żeby tam wymodlić deszcz. Nie padało już od wielu tygodni i na wielkich obszarach Nowego Meksyku panowała skrajna susza.
– Sam krąg nie ma żadnej mocy. Służy jedynie za miejsce skupienia dla tego, kto zanosi modlitwy – wyjaśnił mi, gdy przybyliśmy na miejsce. 
Uważnie przyglądałem się, jak David zdjął buty, wszedł do kręgu i pozdrawił cztery kierunki świata i wszystkich swoich przodków. Potem złożył dłonie jak do modlitwy, zamknął oczy i znieruchomiał. Spowolnił oddech, który stał się ledwo zauważalny, a następnie, po kilku chwilach, odetchnął głęboko. Otworzył oczy, spojrzał na mnie i powiedział:
– Chodźmy, sprawa załatwiona. (...)
– Już? – spytałem. – Myślałem, że miałeś zamiar modlić się o deszcz.
– Nie – odparł. – Powiedziałem, że wymodlę deszcz. Gdybym modlił się o deszcz, mógłby nigdy nie zacząć padać... (...) Wywołałem w sobie uczucie, jakie wywołuje padający deszcz. Poczułem, jak spływa po moim ciele i co czuję, stojąc na placu w mojej wiosce z bosymi stopami zanurzonymi w błocie powstałym od obfitych opadów. Poczułem zapach deszczu na glinianych ścianach domów i doświadczyłem uczucia jak podczas spaceru przez pola kukurydzy, która sięga mi aż po pierś, bo bujnie wyrosła dzięki rzęsistemu deszczowi. Najważniejsze w modlitwie jest to, by nie prosić o coś, lecz poczuć, że to już się stało. Gdy prosimy, by coś się zdarzyło, przyznajemy, że tego nie mamy. I dajemy temu moc. Ciągłe prośby zasilają jedynie to, czego nam brak. Modlitwy o uzdrowienie wzmacniają chorobę. Modlitwy o deszcz wzmacniają suszę. 
Odpowiedź Davida była kluczem, który wielu osobom pomógł zrozumieć ten rodzaj modlitwy" – pisze Braden.



piątek, 1 grudnia 2017

POKÓJ, HARMONIA I MIŁOŚĆ

Tak jak i wszystko...
Pokój pochodzi z wewnątrz
i tu go trzeba szukać,
aby w ogóle
móc go znaleźć.
Miłość pochodzi z wewnątrz
i tu jej trzeba szukać,
aby w ogóle
móc ją znaleźć.
Harmonia pochodzi z wewnątrz
i tu jej trzeba szukać,
aby w ogóle
móc ją znaleźć.

Gdy pokój, miłość i harmonię odnajdziemy w sobie,
wtedy dostrzeżemy je wszędzie i we wszystkim.




niedziela, 19 listopada 2017

CAŁOŚĆ, KTÓRĄ JESTEŚMY

Całość jest doskonała sama w sobie taka, jaka jest. A wszelkie podziały pochodzą jedynie z umysłu uwarunkowanego koncepcjami oddzielającymi od siebie różne części całości poprzez np. oceny i oczekiwania. Bo dobro i zło, dzień i noc wzajemnie się dopełniają i bez siebie nie istnieją. 
Z całym szacunkiem, do różnych przejawów boskości w nas  Się przejawia:

Każda walka odbywa się z tym, co jest odrzucane. Wynika z nieświadomego wewnętrznego konfliktu, który jest wyrażany na zewnątrz. Zbadajmy zatem odrzucanie i walkę... 
Kiedy coś odrzucamy, odcinamy się od tego. I znów odłączamy siebie od jakichś części całości, którą jesteśmy jako Istota ludzka z całym swym niepoznanym potencjałem.

Każda walka - czy to wręcz, czy polityczna, czy na racje, najpierw toczy siè w naszych głowach - z kimkolwiek i czymkolwiek jest toczona, jest kontynuacją procesu niszczenia samego siebie i "popadania [coraz głębiej] w "przepaść samo-zniszczenia siebie", autodestrukcji. Walka ze złem - tym na zewnątrz wynika z walki, która toczy się w naszych mózgach jako walka różnych myśli pojawiających się w umyśle (koncepcji na temat tego, co dobre i złe dla innych czy świata). A my - tak bywa - nawet tego nie jesteśmy świadomi, więc taki świat współkreujemy. 

Dopóki walka jest toczona, nie istnieje żaden sposób na uzyskanie s-pokoju. Dopiero, gdy walka kończy się w naszych głowach - w umyśle, może zaistnieć s-pokój. 

A ta walka jest toczona z powodu naszych nieuświadomionych uwarunkowań i iluzji na temat otaczającego nas świata i swojej roli w nim. Iluzji na temat naszych relacji ze światem, Życiem i Sobą w nim.

A kiedy z Miłością przyjmujemy wszelkie uwarunkowania i iluzje (również te na temat miłości), nie ma już potrzeby, by odrzucać cokolwiek i coś oddzielać od czegokolwiek. Naturalnie przestajemy oceniać, oczekiwać i walczyć z czymkolwiek. Przyjmując wszystko takie, jakie jest, integrujemy ze sobą to, co istnieje w iluzji - np. i to, co niby miłością nie jest. Jak wszystko, to wszystko. 
Przyjmujemy całość Siebie (Jaźni, Boga - jak niektórzy TO nazywają) i Życie w Sobie. /Toć Bóg jest Miłością i wszystko z niego "pochodzi".. A gdy nie ma całkowitego zaufania do Boga, to trzeba dalej "wnikać w siebie", by świadomością = miłością "rozświetlać" te zakamarki Siebie, które stawiają jeszcze opór przed całkowitym zaufaniem do Życia, do Źródła.

Dla mnie  - gdy przyjęte jest wszystko, co w oddzieleniu swym od całości ulega iluzji, że miłością nie jest - zyskuje nieopisywalne piękno. 

W wolności wyrażana jest ta wiedza, z szacunkiem i zrozumieniem, że dopóki ktoś uważa człowieka za największego drapieżnika lub ignoranta czy głupca - narzucając w ten sposób na człowieka ogromne ograniczenia wobec jego Istoty, ten nie może jeszcze dojrzeć tej drapieżności, arogancji czy głupoty w sobie i uwolnić jej w sobie - poprzez siebie. I to też przyjmuję z Miłością i zrozumieniem. To też jest takie, jakie jest. 

I dziękuję za wszystkie cudowne inspiracje... 



wtorek, 14 listopada 2017

SPOTKANIE ZE SMOKIEM

Taki dzień pełen radości i wdzięczności... nie wiem sama "za co"...  Po prostu.

I znów, i wciąż... czuję ogromną radość i pasję wobec całego PROCESU POZNAWCZEGO ŻYCIA I SIEBIE (SELF) w NIM. Radość i niewinność niemal dziecięcą. Chociaż jako 4-6.letnie dziecko już bałam się wielu rzeczy np.:
- przestraszyłam się wujka, który przyjechał na motorze, a miał czarne włosy i wąsy, bo babcia straszyła mnie cyganami...
- bałam się zaglądać do studni, której wnętrze mnie fascynowało, bo babcia straszyła mnie diabłem w studni...  
- kiedyś też trochę przestraszyłam się, jak zobaczyłam na niebie ogromną postać Michała Archanioła w srebrnej zbroi i z mieczem w dłoniach, bo babcia straszyła dorosłych Sądem Ostatecznym...  

A dziś szłam ulicą i pojawił się obraz taki: smok ogromny ląduje na ulicy miasta. I myśli, że gdyby w tym momencie, nagle na ulicy pojawił się ogromny smok i gdyby inni ludzie byli tym zaszokowani albo nawet przerażeni, to ja stałabym i patrzyła na niego z podziwem, zachwytem i czułością. Nie wiedząc, co dalej... 


wtorek, 17 października 2017

Coś o Bogu i Bogini...

Coś o Bogu i Bogini...
Przyzwyczaiły nas religie do używania przede wszystkim słowa Bóg. Bogini jeszcze w jakimś sensie gdzieś na uboczu pozostaje... I nie dziwota. ;-) Kilka tysięcy lat patriarchatu wpisało słowo Bóg w nasze mózgi i ciała dość głęboko.

Bóg został "wyniesiony na tron". A Bóg to po prostu Umysł...
I dla mnie Umysł nie jest oddzielny od Świadomości czyli Bogini... Świadomość to esencja, a Umysł to różne, zróżnicowane częstotliwości drgań tej esencji, które tworzą przeróżne wzory i struktury.
Uniwersalny Umysł może być utożsamiony z Umysłem Boga, a nawet z Bogiem - Praojcem. Natomiast Uniwersalna Świadomość z Boginią - Pramatką.

Bóg - Umysł "wyniesiony samotnie na tron" został pozbawiony wsparcia swej Bogini - Świadomości. Bez niej zagubił się w chaosie i w swoim zadufaniu "zaślubił sam siebie" czyli uległ iluzji, że całe Stworzenie jest wyłącznie jego dziełem. :-)

Bóg i Bogini tworzą nierozerwalną Jednię, choć symbolizują dwa sposoby przejawu Jednego. Bóg Umysł i Bogini Świadomość to symbole dwóch kosmicznych "sił", które są zespolone ze sobą w kosmicznym tańcu Jedni. Z ich zespolenia we wzajemnym szacunku i oddaniu sobie wzajemnie... w Tobie i we Mnie, wyłania się jedność Mądrości i Miłości. W Absolucie, w Pustce, która jest Pełna wszelkiej nieskończoności potencjału, jako Jednia - OnaOn zawsze są zanurzeni...



Tak TO postrzegam na ten moment.