Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ILUZJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ILUZJA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2026

ZAKOCHANIE ILUZJĄ MIŁOŚCI w ŚWIECIE DOŚWIADCZANIA ILUZJI ODRĘBNOŚCI

 

"Uznanie iluzji za iluzję niekoniecznie oznacza koniec iluzji. Jednak kończy zaangażowanie w iluzję. To wystarczy!" ~Wu Hsin

Czym jest uznanie iluzji za iluzję? A choćby na przykład dostrzeżenie różnicy między miłością a zakochaniem: zakochanie jest iluzją miłości i wynika z "braku miłości", z odcięcia się "ja" od źródła miłości w sobie. W doświadczaniu zakochania działamy według wzorców, których jesteśmy nieświadomi, działamy według fałszywych wyobrażeń o sobie i innych - naszych projekcji. One są iluzją.

Uświadamianie iluzji to widzenie, jak wiele zjawisk postrzegaliśmy wcześniej takimi, jakimi nie są. To odkrycie swoich projekcji na lustra, w których przeglądamy się jak w krzywych zwierciadłach i widząc te zniekształcone obrazy wierzymy, że tym wszyscy jesteśmy. Ale te zniekształcone obrazy są naszymi iluzjami o sobie i o innych.

Dlatego zakochanie zmienia się w rozczarowanie i odrzucenie albo w związek "partnerski" tworzony jako sieć uzależnień utkana z iluzorycznych (fałszywych) przekonań i różnych wzorów (koncepcji) strategii przetrwania. Dwoje ludzi łączy wtedy sieć uzależnień tkanych z lęków i oczekiwań "przebranych" za miłość. Ale to nie ma nic wspólnego z miłością. Miłość kocha z obecności, a nie z braku.

Dlatego - gdy zakochanie zdarza się z jakiegoś braku i oczekiwań na ich wypełnienie - kończy się rozczarowaniem. A wtedy po jakimś czasie może pojawić się kolejna atrakcja i kolejne zakochanie.

Zakochanie jest bardzo atrakcyjną pułapką, bo stwarza iluzję spełnienia marzeń, nadziei i oczekiwań, że "tym razem uda się stworzyć idealny związek". Zakochanie jest jak narkotyk zażywany bez świadomości, że jest narkotykiem. Intensyfikuje uczucia i emocje, uaktywnia, „daje kopa”, uatrakcyjnia i odkształca obrazy, odurza, wzbudza euforię, angażuje energetycznie... Ale kiedy narkotyk przestaje działać, pojawia się odczucie zmęczenia i rozczarowania, a czasem nawet złości albo rozpaczy.

Każdy zostaje sam ze sobą, że swoimi ranami, ograniczeniami, historiami, wewnętrznymi konfliktami, fałszywymi wyobrażeniami, oczekiwaniami, projekcjami... Ale ponieważ trudność sprawia bycie samemu ze sobą, nie ma jeszcze gotowości na spotkanie ze swoimi projekcjami, lękami, iluzjami, znów objawia się potrzeba poszukania kolejnej atrakcji. I zdarza się kolejne zakochanie w nadziei, że "tym razem się uda i życie wreszcie nabierze jakiegoś sensu".

Taki związek nie może spełnić pokładanych w nim nadziei i oczekiwań. Nie może, bo w zakochaniu przyciągają się pozytywne projekcje, które w trakcie związku konfrontują się z tym, jakie wzorce myślowe i zachowań rzeczywiście animują zakochanymi. I pozytywne projekcje zamieniają się na negatywne, bo "zakochani" są nieświadomi tego, co i dlaczego nimi animuje.

To, co w zakochaniu nazywane jest miłością, miłością nie jest, jest potrzebą dopełnienia jakiegoś niepełnego ja – "ego". Do zakochania ciągnie iluzoryczna nadzieja - obietnica, że ktoś nas uratuje, że dzięki drugiej osobie doświadczymy wreszcie jakiejś pełni szczęścia, jakiejś realizacji przez dopełnienie przez drugą osobę – „ukochaną” lub „ukochanego”. 

Takie zakochanie jest ucieczką przed sobą - przed spotkaniem się ze sobą w samotności, przed rozpoznawaniem i przyjrzeniem się swoim ranom.... W zakochaniu namiętność i pożądanie jest wyrazem głodu nie do zaspokojenia, wyrazem konieczności uleczenia niezagojonych ran nie do uleczenia. Zakochani próbują zapełnić ten głód i leczyć swoje rany czyjąś obecnością, bliskością, intymnością, czyimś ciałem, czyimś zachwytem, akceptacją, atencją, pożądaniem, ekstazą szczytowych momentów... Ale to nie jest miłość. Tego głodu żaden ktoś z zewnątrz nie jest w stanie zaspokoić ani nikt inny nie jest w stanie uleczyć tych ran.

Miłość nie jest historią jakiegoś braku, który musi zostać czymś zapełniony. Miłość nie jest tęsknotą za iluzjami, która popycha istoty ludzkie do zakochiwania się, a potem do przeżywania rozczarowań lub tkwienia w związkach uzależnień. Miłość nie współtworzy takich związków i relacji. Współtworzą je braki żądające dopełnienia i tęsknota za miłością... To, co bywa nazywane "miłością uwarunkowaną" jest relacją uzależnienia od iluzji - fałszywych wyobrażeń o Miłości.

Żadna „ukochana” osoba nie może być "wybawicielem", nie może być dopełnieniem. Jest raczej potencjalnym „nauczycielem”, który może obnażać nasze projekcje i iluzje, oczekiwania i tęsknoty, pożądanie i różne fałszywe przekonania o Sobie i Miłości. A jeśli pojawia się szczere pragnienie prawdy i otwarcie się na ekspansję świadomości czyli uświadamianie sobie tego, co dotąd było nieświadome, to „ukochana” lub „ukochany” może stać się "wspólnikiem" w obnażaniu iluzji o sobie.

Oczywiście, że istnieją relacje oparte na miłości, na umiłowaniu prawdy, ale te są szczere i uczciwe. Takie relacje i związki romansowe oparte są na byciu w przy-jaźni (przy Jaźni). Ale czasem zdarzają się też miłosne relacje "jednostronne" -  jedna istota otwiera się na relację z miłością, a druga zakochuje się w swoich projekcjach i wtedy relacja nie może być kontynuowana w przy-jaźni i miłości, więc rozpada się.

Każdy wzór (jakieś przekonanie inicjujące konkretne działanie i zachowanie), który w życiu powtarza się jako cykliczne doświadczenie, zmusza do wielokrotnego przeżywania tego wzoru. Doświadczenie powtarza się, dopóki nie stanie się "lekcją".

To, co nas pociąga w innych, jest tym, co nie zostało w pełni przeżyte wewnętrznie, uświadomione i uwolnione w sobie. Tak samo to, co nas odpycha od innych jest tym, co nie zostało głęboko wewnętrznie przeżyte, uświadomione i uwolnione.

Każde doświadczenie może stać się "lekcją", kiedy następuje głębokie, świadome wewnętrzne przeżycie tego doświadczenia i uświadomienie sobie powodów powtarzalności wzoru, który animował umysło-ciałem. Wtedy takie doświadczenie staje się inicjacją - kolejnym krokiem w dojrzewaniu do prawdy i ekspansji samoświadomości; inicjacja uwalnia od przywiązania i doświadczania na przykład iluzji o zakochaniu i relacjach związkowych.

Uwolnienie od powtarzalności pewnych doświadczeń następuje dzięki uświadamianiu iluzji - projekcji, które wcześniej nieświadomie uznawaliśmy za prawdę o sobie i o innych. Rozpoznanie wzoru przyciągania i odpychania, pożądania czegoś i odrzucania następuje dzięki głębokiemu przeżyciu tych doświadczeń w sobie. Wtedy zmienia się nasza wewnętrzna relacja z tym wzorem - przez świadome przyjęcie i głębokie przeżycie takiego doświadczenia w sobie - następuje uwolnienie. Rozpuszcza się uzależnienie od wzorów, które generowały to doświadczenie.

I z coraz większą ufnością przyjmujemy to, co zawiera każdy obecny moment i to, co ujawnia się jako kolejne doświadczenie. I przyjmujemy, jakbyśmy sami je wybrali, jakby każdy moment i każde doświadczenie było dla nas darem Ducha, (absolutu, wszystkości, jaźni...).

Gdy odkrywamy miłość w sobie, kończą się poszukiwania na zewnątrz tego, co odkrywa się Sobą. A obrazy iluzorycznych projekcji na lustro tego, co na zewnątrz, rozwiewają się.

„Dobra wiadomość jest taka: jeśli potrafisz rozpoznać iluzję jako iluzję, ona się rozpływa”. - E.Tolle

czwartek, 14 maja 2026

UMIŁOWANIE PRAWDY

Kiedyś zainicjował się we mnie proces prześwietlania oszustw i trików umysłu (świadomości doświadczającej iluzji oddzielenia), według których działałam, a byłam ich nieświadoma. I oddałam się temu procesowi rozpoznawania i uświadamiania różnych wzorców myślowych i działania, który trwał przez lata. Te wzorce to myśli - poglądy, które w dzieciństwie i młodości przyjęłam nieświadomie jako prawdy o sobie, o innych, o świecie itd. A potem według nich nieswiadomie działałam jak marionetka odgrywająca napisaną przez kogoś (jakichś innych) rolę 

Rozpoznawanie tych wzorców i uświadamianie ich bywało na początku bardzo bolesne, ale potem pojawiła się nawet "dziecięca" ciekawość: co jeszcze może się ujawnić, uświadomić, prześwietlić? Miłość jako umiłowanie prawdy wiele lat temu stała się dla mnie drogowskazem. Nie miłość bezwarunkowa kontra warunkowa, ale miłość wszechogarniająca i wszechprzenikająca.

Świat przyciąga nasze zmysły i umysł do akceptowania iluzji, a Duch przyciąga serce i umysł do rozpoznawania prawdy. I życie zawsze weryfikuje wszystko to, czym żyjemy - w co wierzymy, co uznajemy za prawdę. To, czego doświadczamy, jest doskonałym odzwierciedleniem naszego stanu świadomości i poziomu zrozumienia. Dla uwarunkowanej świadomości na etapie poznawania siebie całkowita uczciwość (maksymalna na dany moment) jest niezbędnym warunkiem, inaczej każda droga, każda relacja, w której brak szczerości staje się nieporozumieniem i przynosi rozczarowanie. Każda relacja z kimś lub czymś jest przejawem naszej relacji ze Sobą (Jaźnią).

Na tej ścieżce jest wiele pułapek - takie odkrycia się zdarzały. Im głębiej sięgamy, tym bardziej pułapki stają się "wyrafinowane". Wiedza teoretyczna nie jest tym samym, co prawda płynąca z uświadomienia. To, że ktoś wie na przykład, że "w Boskiej Strukturze Świadomości Absolutnie WSZYSTKO Zrodzone Jest Z MIŁOŚCI" albo "Wszyscy w swojej istocie jesteśmy niewinni i wszystko jest z miłości", wcale nie znaczy, że jest tego świadomy, że wynika to z wewnętrznego doświadczenia, uświadomienia, rozpoznania i urzeczywistnienia Się tej prawdy. A jeśli to tylko wiedza teoretyczna, to w innym momencie ten sam ktoś może twierdzić, że "Małe kłamstewka, żeby nie sprawiać przykrości komuś, są niewinne" i może w taki sposób działać kłamiąc i oszukując. I nawet twierdzić: "Nawet nie umiem kłamać." A przecież na poziomie "skafanderków" ludzkich form wciąż współtworzymy międzyludzkie relacje. I wplatając w nie kłamstewka i kłamstwa współkreujemy taki świat - sen zakłamany tu i ówdzie. 

Tak, w swej istocie wszyscy jesteśmy niewinni, ale w trakcie przebudzania do prawdy odkrywa się, że kłamstwa nie są wyrazem miłości, lecz jej braku. Ulegając iluzji odrębności zapominamy, że jako istoty ludzkie doświadczamy tego, w co wierzymy, bo to w co wierzymy kreuje nam światy do doświadczania. Zdarza się więc, że sami siebie oszukujemy nieświadomie. I kłamiemy dla jakichś korzyści ja - "ego" albo ze strachu przed obnażeniem jakiejś części tego ja - "ego" w obronie ja - "ego", albo dla wygody, "świętego spokoju" czyli w rezultacie nadal dla jakiejś korzyści. To są przejawy umiejętności "mistrzunia iluzji", ja - "ego". 

Takie rozpoznania są w zasobie moich doświadczeń, które prowadzą do ZROZUMIENIA zasad działania zakłamanego świata tworzonego przez to, w co ludzkie istoty uwierzyły w procesie wychowywania w takim świecie - śnie. I właściwie wtedy jesteśmy śnionymi przez taki świat - sen "marionetkami". Utożsamieni z rolami, które odgrywamy nieświadomie, nieświadomie utrzymując kreację zakłamanego świata - snu.


"Mistrzunio iluzji" jak prestigiditator wykonuje misterną, wyrafinowaną pracę próbując naginać różne pojęcia (koncepty) do swoich potrzeb. I na przykład: małe kłamstewka - żeby nie sprawiać przykrości komuś - uznawać za niewinne. Utrzymanie iluzorycznego obrazu siebie jako uczciwej/uczciwego jest niezbędne dla dobrego samopoczucia, ponieważ uwarunkowana świadomość zawsze ma tendencję do dążenia do przyjemności i unikania cierpienia; a dostrzeżenie tego wzorca - tej prawdy w sobie mogłoby sprawić ból. Jednak ten wzorzec tylko wtedy może się rozpaść, kiedy w samoobserwacji i uczciwości wobec siebie możliwe staje się dostrzeżenie i głębokie przeżycie tego wzorca w sobie. Wtedy następuje uświadomienie, a w rezultacie zrozumienie przyczyn i skutków takiego wzorca i uwolnienie go w sobie.

Będąc świadomą myślących się myśli i znając skutki "niewinnych kłamstewek" (z zasobu danych mi doświadczeń i "lekcji") wiem, że nie ma różnicy między kłamstewkami i kłamstwami, dlatego świadomie kiedyś wybrałam uczciwość i prawdę. Przede wszystkim wobec siebie. I odkryłam, że będąc uczciwymi wobec siebie, stajemy się jednocześnie uczciwi wobec innych. Uczciwość i prawda po prostu ze mną rezonują. Kiedy nie jesteśmy uczciwi, wciąż musimy coś ukrywać i udawać, a nasze działania motywuje strach przed obnażeniem. 

I będąc szczerą wobec siebie nie wiem, nie mam pewności, czy kiedyś jakiś strach nie spowoduje, że nagle jakieś kłamstwo się zamanifestuje. Ale jeśli nawet tak się zdarzy, to będę nie będę musiała udawać sama przed sobą, że to się nie zdarzyło, lecz będę świadoma, co i dlaczego jeszcze się ujawniło. Bo rezonuje ze mną bycie w miłości i przy-jaźni ze Sobą.

Czuję miłość i zrozumienie, nawet jeśli ktoś kłamie i oszukuje, bo wiem, że każdy ma swoją „ścieżkę”, swoją prawdę i każdemu dane są takie doświadczenia, jakich potrzebuje. Bo wszystkie nasze ludzkie i wszystkie doświadczenia wszystkich form są doświadczeniami jednej Świadomości, jednego Ducha. I wiem, że nie jest łatwo oddać się procesowi uświadamiania i rozpoznawania tego, w jaki sposób ja - "ego" nami animuje i co przez to współkreujemy na poziomie ludzkich relacji. 

Dlatego jeśli ktoś próbuje wciągać mnie w swoje prawdy o "niewinności kłamstw" i oczekuje ode mnie współuczestniczenia i współtworzenia takiego zakłamanego świata i współuczestniczenia w takim świecie - śnie (próbując narzucać mi swoją narrację i swoje przekonania), ogranicza moją spontaniczność i prawdę, więc odmawiam i mówię: nie, dziękuję.

Kocham Cię ktosiu i błogosławię twoją ścieżkę, twoje doświadczenia, twój stanu świadomości i zrozumienia siebie, twoją prawdę. Może to mądrość a może głupota, może to naiwność z mojej strony - nie wiem, ale wiem, że nie mogę współuczestniczyć w podążaniu za takimi prawdami. Jestem świadoma, że prawdy wyrażane przeze mnie mogą być tak samo względne, że to, co jest wyrażane w danej chwili, nie pretenduje do bycia prawdą absolutną, bo nią być nie może.

Pełna prawda obejmuje wszystkie prawdy względne. A prawdy wyrażane przez nas słowami zawsze są prawdą względną, bo fragmentaryczną, więc niepełną. Można wyrażać coś spontanicznie i prawdziwie na dany moment będąc świadomym, że ta wyrażana prawda też jest względna. A jednak jedne względne prawdy oddalają nas od prawdy obejmującej wszystkie względne prawdy, a inne do niej zbliżają.

Różne prawdy względne współtworzą i podtrzymują różne światy - sny. A jakiekolwiek myśli uznajemy za prawdę, stwarzają one swiaty - sny do doświadczania i otrzymujemy doświadczenia zgodne z tym, w co wierzymy.  

Zawsze doświadczamy takiego świata - snu, jaka jest nasza prawda na dany moment. I czasem dany jest nam wybór: podążać za prawdą, która z nami rezonuje albo z jakichś powodów (iluzorycznych korzyści) poddawać się prawdom głoszonym przez innych. Którąkolwiek z takich względnych prawd akceptujemy, ona zawsze przekształca się w nasze doświadczenia. A życie te prawdy weryfikuje. I poznajemy, czym te nasze prawdy są, jak działają... A uświadamianie ich i zrozumienie prowadzi do wyzwolenia z ograniczeń, które tkały.

Każdy moment może precyzować naszą prawdę i umożliwia otwieranie się na coraz bardziej nieograniczoną prawdę - jeśli jest nam to dane. Życie w zgodzie z prawdą, która może ulegać zmianom, może być redefiniowana i stawać się coraz bardziej nieograniczona, jest manifestacją wolności i miłości Jaźni, Ducha. 

Tak, Jedno, jedna Jaźń, jeden Duch, jedna świadomość doświadcza miliardami form w nieskończonej wielości światów - snów. Wszystkie te światy - sny i formy pochodzą z miłości, ale światy, które współtworzymy tym w co wierzymy - tym, co myślimy i jak działamy - co uznajemy za prawdę, bywają różne. Dlatego nasze doświadczenia też bywają różne. Jedność w różnorodności i wielość w jedności...
Tym Jestem... :)

piątek, 10 kwietnia 2026

INICJACJE W PROCESIE DOJRZEWANIA

 Niemożliwe jest doświadczanie przyjaźni ani miłości, gdy nie ma otwartości na ekspansję samoświadomości, samopoznanie - rozpoznawanie iluzji fałszywych wyobrażeń o sobie i dojrzewanie istoty poprzez doświadczenia w skafanderkach ludzkiej formy.

Bycie w przyjaźni to wspólne bycie (w) przy Jaźni. To relacja oparta na szczerości, uczciwości, zaufaniu, szacunku. PrzyJaźń nie jest wyrazem iluzorycznych wyobrażeń opartych na fałszywych przekonaniach, które zasłaniają prawdę o miłości przyJaźni. Przyjaźń jest wyrazem miłości. Miłość PrzyJaźni to samoświadomość Jedni. Przejawami Jedni są wszystkie skafanderki form ludzkich ciał. 

Kiedy skafanderkowe "ja" ulega iluzji oddzielenia, realizuje i doświadcza iluzji miłości, iluzji przyJaźni, iluzji rzeczywistości. Dopiero otwarcie na ekspansje samoświadomości ujawnia te iluzje, które są przyczynami doświadczeń iluzorycznej chwilowej szczęśliwości i cierpienia. 

Gdy iluzje rozwiewają się, Rzeczywistość ujawnia prawdę i piękno istnienia w relacji miłości przyJaźni ze sobą - Jednią wszystkości.

Przyjaźń i miłość i wzajemność są nieosiągalne, gdy "ja" wierzy w fałszywe przekonania o miłości przyjaźni i wzajemności. Istota doświadczająca istnienia poprzez kreację skafanderkowej ludzkiej formy "Ja" dojrzewa, kiedy zaczyna dostrzegać iluzje fałszywych wyobrażeń o miłości, przyjaźni i wzajemności.

Ale proces dojrzewania bywa trudny, bo wymaga kolejnych "inicjacji" w otwartości na nieznane. I tak jak w wielu tradycjach rdzennych ludów, które miały znacznie głębsze połączenia z Naturą i Duchem (pozamaterialnym istnieniem) niż współczesny człowiek, inicjacje bywają bolesnymi doświadczeniami. Są jednak niezbędne w procesie dojrzewania. 

Każda inicjacja jest doświadczeniem konfrontacji z kolejną warstwą fałszywych wyobrażeń o sobie, pod którymi ukryta jest prawda. To, co wydaje się straszne i trudne do przejścia, zanika w trakcie procesu inicjacji ujawniając coraz głębsze wglądy i rozpoznania. Dojrzałość odkrywa prawdę i piękno Rzeczywistości - rzeczy w istocie...

sobota, 31 maja 2025

BÓL SPRZYMIERZEŃCEM W UWALNIANIU Z SIECI FAŁSZYWYCH WYOBRAŻEŃ O SOBIE...


Chodzi tu o ból, który wywołuje cierpienie, więc jest bólem psychicznym - duchowym, bo psyche znaczy dusza. Ale ten psychiczny ból wywołuje także strach przed bólem fizycznym, więc ból fizyczny i ból duchowy oraz ból zwany egzystencjonalnym, dopóki sprawiają cierpienie, są jednym bólem. 

Dlaczego odczuwasz ból? Dokąd woła cię ten ból? Dokąd on chce cię zaprowadzić?

Od najmłodszych lat wciąż jesteśmy karmieni kłamstwem, że życie powinno być bezbolesne. Jesteśmy karmieni wiedzą, że jeśli dokonamy odpowiednich wyborów, będziemy przestrzegać pewnych zasad, będziemy ciężko pracować, wtedy osiągniemy jakiś sukces. Gdy zastosujemy odpowiednie strategie, wykonamy odpowiednie manewry i taktyczne działania w świecie zewnętrznym, to zasłużymy na życie wolne od cierpienia. A to największe samo-oszustwo oparte na micie, który jest wszechobecny w tym świecie: życie powinno być bezbolesne. Ten mit o życiu bez bólu oddala nas od prawdziwego (kompletnego) doświadczenia. Szkodzi nie tylko każdej Istocie, która uwierzyła w ten mit, ale też kształtuje całe społeczeństwa, które stają się coraz bardziej nieszczęśliwe, schorowane (psychicznie i fizycznie) i osamotnione. A zarówno fizyczny jak i psychiczny ból najchętniej uśmierzany jest różnymi chemicznymi substancjami pochodzącymi z zewnątrz.

Istnieje taki rodzaj bólu, który objawia się na przykład relacjami, które się rozpadają, objawia się w odczuwaniu: lęku lub złości, porażki, wstydu, poczucia winy, odrzucenia i zranienia. Lęk przed tym bólem w rezultacie wpycha nas w doświadczanie napięć albo nawet odrętwienia. I ten lęk bywa ukrywany pod różnymi maskami, gdy próbujemy przed nim uciekać, jakby był jakimś przekleństwem, które wciąż nas goni, chce nas dopaść i zniszczyć. I traktujemy ten ból jak największego wroga, którego chcielibyśmy wyeliminować za wszelką cenę i na zawsze. A on wciąż powraca.

Ludzkie Istoty cierpią najczęściej w ukryciu udając, że "wszystko jest w porządku", a ich wewnętrzny świat coraz bardziej się rozpada powodując coraz większy chaos i cierpienie. Bo ludzkie Istoty nauczyły się wierzyć w to, że szczęście powinny im dać - do wyboru:

- kontrola, władza, bogactwo, poczucie bezpieczeństwa i komfortu oraz związany z tym jakiś odpowiedni poziom dobrobytu materialnego i odpowiednia pozycja społeczna, ...

- nauka, technologia i medycyna, która udoskonali ludzkie ciała w taki sposób, że nie będą odczuwały bólu, nie będą chorowały...

- duchowe nauki, które na przykład przedstawiają ból jako niepowodzenie w osiąganiu wysokich wibracji ...

- religie obiecujące szczęśliwość w niebie czyli po śmierci ciała...

- no i wszelkiego rodzaju kulturowe narracje gloryfikujące bezbolesność jako "ostateczną nagrodę".

A wszystko to są fałszywe obiecanki cacanki, które mają za cel ukrywanie czegoś znacznie głębszego i prawdziwszego:

ból nie jest wrogiem, ale sprzymierzeńcem, który wskazuje na to, że coś w nas pragnie się obudzić, scalić, zrealizować siebie...

W rytuałach plemiennych choroby i kryzysy psychologiczne były postrzegane nie jako wady do naprawienia, ale jako wiadomości od psyche - duszy domagającej się nawiązania ponownego połączenia ciała (formy) z Duchem, Źródłem wszystkiego, z całością Siebie, Jednią, z Bogiem... (nazwij to, jak chcesz).

Kiedy zaś we współczesnym świecie zdarza się cierpienie choćby z powodu złamanego serca, żalu, straty, porażki albo wstydu czy w jakiejkolwiek innej postaci, ujawnia się ból sprawiający cierpienie. Kiedy z powodu konieczności kontroli bólu są podejmowane różne próby tłumienia, zaprzeczania i unikania bólu, wtedy trudno dostrzec, że ból może być narzędziem inicjacji. Dopiero gdy zaczynamy świadomie przyjmować i przyglądać się temu, co odczuwany, co ból próbuje nam objawić, może on stać się naszym sprzymierzeńcem a nie wrogiem.

Jung już wiele lat temu dostrzegł, że współczesny człowiek jest w głębokim duchowym kryzysie. Nie dlatego, że cierpi, ale dlatego, że nie wie, dlaczego cierpi. Chociaż wydaje mu się, że wie, ale ta wiedza jest fałszywa. Człowiek wierzący w fałszywe wyobrażenia o sobie nie jest świadomy najgłębszej przyczyny swojego cierpienia. Próbuje więc racjonalizować na różne sposoby swoje cierpienie nie znając jego prawdziwej przyczyny. Ból jednak staje się coraz trudniejszy do zniesienia, nie dlatego że istnieje, ale dlatego, że został pozbawiony sensu, bo mit o bezbolesnym życiu oddzielił istotę ludzką od symbolicznego języka cierpienia. A przecież w każdej starożytnej kulturze ból był święty, oznaczał przemianę zachodzącą w trakcie inicjacji, towarzyszył rytuałom przejścia prowadzącym do odrodzenia.

Odrzucając ból jako bezsensowny, zły, niepożądany, zbędny, oddalamy się coraz bardziej od naszego centrum, od Źródła w sobie, od całości siebie. Jednocześnie czujemy się coraz bardziej zagubieni, choć nie zawsze jesteśmy tego świadomi. We współczesnej obsesyjnie kontrolującej kulturze ból postrzegany jest jako wielka porażka, niesprawiedliwa klęska, kara za „nie wiadomo jakie grzechy”. Tak ból postrzega tzw. ego czyli struktura Ja utworzona z fałszywych, powierzchownych przekonań o sobie ograniczających poznanie całości Siebie. Jednak owo Ja to nie tylko ego. Ja to także psyche czyli dusza. Ja to także dusza, która operuje innym językiem niż ego. Jung mówił, że psyche - dusza mówi symbolami, snami, a także bólem cierpienia. I dusza spaja nas z Duchem Jedni, z całości siebie.

Ego szuka wiedzy, która ma mu zapewnić bezpieczeństwo, pewność, stabilność i bezbolesność poprzez kontrolę na bólem, a dusza woła do powrotu do prawdy o sobie, do swojej głębi i całości siebie. I właśnie ból wciąż zakłóca iluzję kontroli ego i zmusza Ja do konfrontacji z ograniczeniami, maskami, ranami, które zasłaniają prawdę o sobie. A ego stawia temu opór. Ta bolesna konfrontacja łatwa nie jest, ale jest niezbędna do uwolnienia Się od ciągłej ucieczki przed bólem i cierpieniem, Bo kiedy ból jest przyjmowany świadomie i obserwowany świadomie, rozpuszczają się zasłony iluzji i ukazują części nas samych, które zaniedbaliśmy, których się wyrzekliśmy, które pozostawały ukryte w cieniu jako nieświadome. Zostały głęboko ukryte pod powierzchnią fałszywych wyobrażeń o sobie.

Kiedy pojawia się przewlekły niepokój, częste napięcia w ciele i chaos w umyśle czy tzw. depresja, a istota ludzka nadal próbuje uciekać od bólu stosując różne "środki zaradcze", oddala się ona coraz bardziej od prawdy o sobie. A są to stany, które wzywają, by zwrócić się do wewnątrz ku czemuś prawdziwemu w sobie. Za każdym razem, kiedy ból jest tłumiony, wcale nie znika. Jest jak rana, która wciąż ignorowana, zaniedbywana i zanieczyszczana ropieje. Gdy ból jest znieczulany, jest zapominamy na chwilę, ale rana nie zostaje uleczona, lecz po każdym znieczuleniu znów wraca i sprawia jeszcze większy ból. Ten ból jest przewodnikiem, który nas może zaprowadzić do rozpoznania największego zranienia, które może zostać uzdrowione...

Oto pozorny paradoks: twoja największa rana nie jest wrogiem, a twój ból jest wyrazem rozpaczliwego krzyku duszy (psyche), która woła i prosi o dostrzeżenie, o usłyszenie i o uzdrowienie siebie. Poprzez scalenie i przyjęcie wciąż odrzucanej części siebie. Ból największego zranienia wskazuje na najgłębszy niespełniony potencjał, na nasze stłumione i ukryte w naszej głębi dary.

Ból - gdy świadomie wychodzimy na spotkanie z nim i przyjmujemy go w sobie - nie niszczy nas, ale budzi... z iluzji fałszywych wyobrażeń o sobie.
Ten ból prowadzi do uzdrowienia najgłębszego zranienia siebie. Ten b
ól jest towarzysze i, przewodnikiem w naszym dojrzewaniu do prawdy. Jest sprzymierzeńcem, który wskazuje na prawdę o sobie, choć ego (ja, które wierzy w fałszywe wyobrażenia o sobie) nie chce jej słyszeć, widzieć ani poczuć. Ego jest zainteresowane tym, co na zewnątrz. A to nie sytuacje zewnętrzne wpływają na poziom cierpienia, lecz błędne myślenie o nich i fałszywa interpretacja sytuacji i zjawisk.

Co sprawia, że czuję lęk, strach, napięcia i ból? Co wywołuje cierpienie? 
Czy to możliwe, że sam stwarzam swoje cierpienie poprzez własne, fałszywe wyobrażenia o sobie, których dotąd nie dostrzegałem, bo traktowałem je jako prawdziwe?
Dlaczego nieprawdziwe postrzegam jako prawdziwe, a nierzeczywiste jako rzeczywiste? 
Co jest prawdziwe?
Gdzie jest prawda?

Postrzeganie fałszywych wyobrażeń jako prawdę o sobie i świecie -  to niewinne niezrozumienie natury rzeczywistości  - jest przyczyną cierpienia. A prawda jest w nas, my jesteśmy prawdą ukrytą pod warstwą fałszywych przekonań o sobie.

Tak. Usłyszeć głos bólu cierpienia można tylko wtedy, gdy czujesz, że dość masz już cierpienia. I dość samooszukiwania. Kiedy cierpienie jest tak intensywne, że przestajesz przed nim uciekać, wtedy coś pęka wewnątrz, otwiera się i kończy walkę z bólem. Pojawia się gotowość na przyjęcie bólu i podążenie za nim w głąb siebie.

Ból sprawiający cierpienie staje się wtedy najskuteczniejszym duchowym nauczycielem, jeśli nie jedynym prawdziwym. To on od prowadzi do odkrycia, że nie istnieje nic takiego jak prawdziwe przekonanie. Każde przekonanie, każdy mit jest fałszywym wyobrażeniem o sobie.
I życie staje się proste. Bo teraz - jeśli pojawia się jakikolwiek ból - nie sprawia już cierpienia. Może być bolesny, ale nie wciąga w rolę ofiary czyichś działań lub czegoś zewnętrznego ani nie uaktywnia już konceptów i mitów, które były kiedyś uznawane za jedyne prawdziwe.

Ból nie jest żadną karą za nie wiadomo jakie grzechy ani nie jest czymś, czego musisz unikać za wszelką cenę. Widzisz, wiesz, jesteś samoświadomy, że zaistniała możliwość zmiany postrzegania sytuacji i zjawisk, w tym bólu i cierpienia, a dzięki temu zaczynasz coraz klarowniej, wyraźniej postrzegać to, co jest, takim, jakie jest. 


piątek, 30 maja 2025

NIEZMIENNE I ZMIENNE

Świadomość jest we wszystkim, w każdej formie. Gdy jakieś formy znikają, pojawiają się kolejne. Wszystkie je wypełnia świadomość.

Zaś samoświadome - nawet to obleczone szatą formy - widzi, że wszystkie relacje między formami są jak anegdoty, opowiastki z absurdalnie żartobliwą pointą. Opowiastki - scenariusze iluzorycznych, fałszywych, bo cząstkowych a nie całościowych, bo lokalnych a nie ponadlokalnych, bo czasowych, a nie bezczasowych... wyobrażeń o sobie. Opowiastki wyświetlają się jak filmy, jak sny o sobie, a to sobie - to Się w rzeczy-istności jest niepoznawalne. Rzeczywiste, ale niepoznawalne. :-)

Relacje międzyludzkie i partnerskie mogą być harmonijne, gdy są współtworzone przez dwie istoty, które świadomie wybierają wspólne celebrowanie życia razem: w szacunku, miłości, życzliwości i pielęgnowaniu radości Istnienia, harmonii i piękna w sobie oraz drugiej istocie.
Do tego Istoty ludzkie potrzebują dojrzeć uzdrawiając, scalając najpierw siebie, stając się samoświadomym Istnieniem w szacie ludzkiego ciała. :-)


czwartek, 4 stycznia 2024

PUKANIE DUCHA :)

Kiedy doświadczane jest zaśnienie we śnie, sen traktowany jest jako jedyna rzeczywistość. Wtedy przez całkowite utożsamienie się z ciałem i z odgrywanymi (w) nim rolami (postaciami), sen traktowany jest jako jedyna rzeczywistość. Jednak sen jest snem, a rzeczywistość jest rzeczywistością. Natomiast iluzja przejawia się wtedy, gdy sen traktowany jest jako rzeczywistość i to jedyna.

Zaśnienie we śnie i traktowanie snu jako rzeczywistość jest iluzją.
To jest jak... zabawa w uwodzenie siebie fałszywymi wyobrażeniami o sobie. Iluzje są w pewnym sensie atrakcyjnymi, i owszem, kłamstwami o sobie, sztuczkami, trikami, zmyłkami, które wynikają z utożsamienia z myślo-obrazami kreującymi różne role (postaci) oraz tworzącymi zasady i prawa świata - w rzeczywistości iluzorycznego, ale który w zaśnieniu uznawany jest za jedyną rzeczywistość. (Piękne na swój sposób są te sztuczki, tak samo jak piękne są zabawy w chowanego i wiele innych, które uatrakcyjniają sny o sobie. :-) )

W zaśnieniu, dzięki iluzorycznym utożsamieniom z myślo-obrazami, odgrywana jest rola bohatera, a sen traktowany jest przez bohatera snu jako jedyna rzeczywistość jego świata. Gdy jednak coś (w bohaterze) dostrzega, że taka rzeczywistość jest iluzją, że postrzegany świat jest jednym z nieskończonej wielości snów, widziane jest też, że role odgrywane (przez bohatera) we śnie, zaczynają ulegać zmianie. Rozwiewa się iluzja, sen jest widziany jako sen, a nie rzeczywistość i całkowite utożsamianie bohatera z rolami we śnie zanika.

Bohater odkrywa, że jest czymś, co widzi i obserwuje różne sny. I to coś jest świadome, że sny nie są rzeczywistością, że rzeczywiste istnieje poza snami. Odkrywa, że gdy śni się jakiś sen, coś w nim obserwuje ten sen. Obserwuje przebudzenie, w którym bohater snu odgrywający nieświadomie jakieś role zanika. Chociaż sny nadal się śnią.

To rzeczywiste spoza snów obserwuje nierzeczywiste sny i zaśnienia w tych snach, w których nierzeczywiste postrzegane jest jako rzeczywistość. Rzeczywiste obserwuje też przebudzenia z zaśnienia... Każde przebudzenie następuje we śnie - ze snu do snu, a nie poza snami. Istniejące poza snami niezmienne rzeczywiste widzi w snach to, co jest takim, jakie i czym jest. Na przykład, że rzeczywistość to rzeczywistość, sen to sen, a iluzja to iluzja.

Wyzwalając się z nierzeczywistego i stając się rzeczywistym staję się (choć w swej głębi, poza iluzjami zawsze jestem) tym, co jest samoświadome, że

bez snów o sobie nie istnieje ani nie wie, kim ani czym jest.

Bez snów rzeczywiste nie mogłoby poznać siebie i rozpoznać, że jest samoświadome. Dlatego samoświadome oddane jest całkowicie
jednoczesnej obserwacji - widzeniu snów
oraz
byciu świadomym siebie w doświadczeniu formy we śnie.

Samoświadome nie działa we śnie jako całkowicie podporządkowane zasadom i prawom obowiązującym w danym śnie. Porzuca te zasady i prawa dla bycia samoświadomością, której działania w snach są jednocześnie
wyrazem błogości istnienia poza snami (rzeczywiste, niezmienne jestem)
oraz
wyrazem radości bycia w snach i zabaw snami (nierzeczywiste, zmienne ja).
Samoświadome ja jestem (*).

Działania samoświadome zawsze wskazują na możliwość wyzwolenia z iluzji zaśnienia w snach o sobie. Właśnie wyzwolenia nie ze snów, ale z iluzji zaśnienia w snach. Rzeczywiste spoza snów obserwuje nierzeczywiste sny i zaśnienia w tych snach, w których... nierzeczywiste postrzegane jest jako rzeczywistość. Jednak

istnienie snów jest rzeczywiste (rzeczywistością), choć sny nie są rzeczywiste. A iluzją jest postrzeganie treści snów jako rzeczywistości. :-)

Działania samoświadome zawsze zadziewają się w wolności od rezultatów tych działań. Dlatego bywają nazywane nie-działaniem. Te działania można przyrównać do "pukania Ducha": Duch (to coś, co jest rzeczywiste) używając narzędzi ze snów puka w skorupę utworzoną z iluzji i nigdy nie przestaje, nigdy brakiem odpowiedzi się nie zraża, puka aż do skutku, aż - zamknięty w środku skorupy utworzonej z iluzji utkanej z fałszywych wyobrażeń o Sobie - usłyszy we śnie swoje własne pukanie. Wtedy skorupa iluzji zaczyna pękać...

Duch puka w snach w skorupy iluzji na różne sposoby, niezliczone sposoby, które są elementami Jego (można by powiedzieć, że kosmiczno-ziemsko-nieziemsko-boskiej) Zabawy (ze) Sobą.



(*) Różnica między JAM JEST a JA JESTEM jest taka sama jak na przykład między staropolskim "zawżdy" a współczesnym "zawsze". Jeśli ja jest utożsamione z myślo-obrazami, według których staropolskie słowo "zawżdy" jest bardziej wartościowe od współczesnego słowa "zawsze", to takie ja będzie "zawżdy" szukać argumentów na potwierdzenie owej "racyji" czyli słuszności tegoż utożsamienia. :-D

środa, 1 listopada 2023

OBSERWATOR FRAKTALA ŚWIATA KONFLIKTÓW I WALKI


Jedyne, co nas jako ludzi (istnienie w formie ludzkiej) dzieli w tym świecie to poglądy - przekonania wynikające z przywiązania do jakichś koncepcji - myśli. Dzielą nas myśli -  wzorce myślowe generujące różne działania.

Przywiązanie do nich jest jednoznaczne z uznawaniem ich za jedynie słuszne. I według takich przekonań "wszyscy inni też powinni uznawać je za jedynie słuszne. A jeśli inni ich nie uznają, to ci inni stają się wrogami". Tak działają wzorce świata konfliktów i walki. Świata, w którym walka na poglądy jest realizowana na różne sposoby. A wszystkie poglądy - przekonania to jakieś myśli, w które ktoś wierzy, a inny ktoś nie wierzy, bo wierzy w inne.

Poglądy to różne wzorce myślowe, które określają sposoby postrzegania i inicjują wszystkie zachowania i działania w tym świecie. A czy jesteśmy świadomi, jakie wzorce myślowe konstruują świat konfliktów i walki? Czy rozumiemy, jak działa taki świat i w jaki sposób jest zasilany? I dlaczego taki świat bywa doświadczany?

Różne poglądy konkurujące ze sobą zasilają i utrzymują świat konfliktów i walki. Generują różne oczekiwania, różne osądy, różne oceny, wytyczają różne cele, które mają np. zagwarantować przetrwanie, poczucie bezpieczeństwa, bogactwa czy też materialnego dobrobytu, zdrowia, satysfakcji zaspokajania pożądań, szczęśliwości itd... Kreują także różne plany napraw świata, wprowadzania systemów udoskonalania i przemian, które miałyby wykreować świat zgodny z oczekiwaniami twórców tych planów. Lecz wszelkie plany zmiany świata są oparte na wzorcach myślowych związanych z oczekiwaniami, że to "inni muszą się zmienić, a wtedy cały świat zmieni się na lepsze". Są to wzorce myślowe uaktywniające zawsze takie działania, których rezultatem jest pojawianie się kolejnych konfliktów i walk... dobrych i złych, lepszych i gorszych, mądrzejszych i głupszych, bogatszych i biedniejszych, piękniejszych i brzydszych, rządzących i rządzonych, panów i niewolników, oprawców i ofiar itp. itd.

A jednak... gdy ktoś czuje się mądrzejszy, sprytniejszy od kogoś, to poniżając innych poniża sam siebie. Traktując innych jako głupszych próbuje manipulować nimi pozostając nieświadomym, że manipuluje sam sobą.

Taki ktoś nie widzi ani nie czuje, że inni są manifestacją jego własnego "cienia" ukrywanego przed sobą. Wszyscy inni są lustrem, manifestacją nieuświadomionych wyobrażeń o sobie projektowanych na zewnątrz. Świat jest projekcją tego, co nieświadome - projekcją własnych acz nieuświadomionych wzorców myślowych i wynikających z nich wewnętrznych konfliktów.

Oceniając innych jako gorszych, głupszych, krzywdząc innych w jakikolwiek sposób, każdy robi to jednocześnie sam sobie. Także gdy ktoś czuje się gorszy i wywyższa innych poniżając siebie, jednocześnie nieświadomie wywyższa siebie. Jeśli ktoś chce być bogatszy od innych, uczestniczy w grze kreującej bogatszych i biedniejszych. A im bardziej chce być bogaty, tym bardziej biedną wersję siebie projektuje na innych czyli gra w taką grę, w której rezultacie musi doprowadzić tych innych do skrajnej biedy. Jednak ów skrajnie biedny jest tym samym, co skrajnie bogaty - to dwa bieguny jednego.

Jeśli ktoś chce być dobrym, szlachetnym, to uczestniczy w grze kreującej dobrych i złych, szlachetnych i wrednych. A im lepszy i szlachetniejszy ktoś chce być, tym gorszych i wredniejszych musi projektować na innych. Jednak każdy najwredniejszy jest tym samym, co najszlachetniejszy - to dwa bieguny jednego. 

W świecie konfliktów i walki nikt nie jest świadomy tego swojego wewnętrznego rozdarcia na dwie skonfliktowane ze sobą części, gdy wierzy w jakieś wzorce myślowe pochodzące ze świata konfliktów i walki. Te wzorce ograniczają percepcję postrzegania zjawisk spoza świata konfliktów i walki, tego świata w którym zły jest dopełnieniem dobrego, a szlachetny musi mieć swoje dopełnienie we wrednym, aby gry tego świata konfliktów i walki mogły toczyć się dalej. Bo podobnie jak w szachach gra samymi białymi pionkami bez czarnych albo czarnymi bez białych jest niemożliwa. Gra wtedy nie istnieje. Tak samo żaden konflikt ani walka nie mogą zaistnieć bez dobrych i złych, bez szlachetnych i wrednych itd. Wszystkie białe i czarne pionki i figury, wszyscy dobrzy i źli, szlachetni i wredni itd. są elementami jednej, tej samej gry stanowiącej podstawę świata konfliktów i walki.

Świat konfliktów i walki jest oparty na jednym prymarnym wzorcu myślowym: "ja jestem odrębnym ciałem oddzielonym od innych ciał, oddzielnym także od wszystkich innych form istnienia, oddzielonym też od całości wszelkiej kreacji oraz jej źródła. To wzorzec "oddzielnego ja" tzw. ego.

Prymarny wzorzec "oddzielnego ja" tzw. ego w samopowielaniu tworzy iluzję istnienia ogromnej różnorodności wzorów myślowych iluzorycznych "oddzielnych ja" tworzących różnorodność relacji ja - ty czyli ego - ego. W świecie konfliktów i walki te różnorodne wzory myślowe generują również iluzję rozwoju tego świata, w tym między innymi rozwoju cywilizacyjnego czy technicznego. Jak we fraktalu, który powstaje z jednego wzoru matematycznego, a w swoim geometrycznym zapisie samopowielania stwarza iluzję zmiennego świata fraktalowego. Lecz obserwując z uwagą fraktal takiego świata i wnikając w niego coraz głębiej można dostrzec, że gdy pojawia się w jakimś miejscu fraktala jakiś pozornie nowy wzór - pozornie nowa forma geometryczna, ta forma rozrasta się, a potem przekształca i zanika... przekształca się w kolejną, pozornie nową formę. Tak też w tym świecie konfliktów i walki pojawiają się i znikają kolejne kultury i cywilizacje. Każda forma czy struktura pojawia się i zanika przekształcając z powrotem w prymarny wzorzec podstawowy. Taki fraktalowy samopowielający się świat jest zamknięty sam w sobie i tylko pozornie (lokalnie) jest zmienny. I nie ma w takim świecie wzoru myślowego (poglądu), który by z niego mógł wyprowadzić.

Podobnie płaszczak żyjący w dwuwymiarowym świecie nie może z niego wyjść dopóki nie doświadczy trójwymiarowego świata czyli czegoś spoza świata dwuwymiarowego. Gdy jednak pojawia się choćby chwilowe doświadczenie świata ponad dwuwymiarowego, płaszczak wie i czuje czyli jest świadomy, że doświadczył czegoś wykraczającego poza jego egzystencję i doświadczenia w dwuwymiarowym świecie. I nawet, jeśli nie rozumie tego doświadczenia, to może otworzyć się na poznanie nieznanego, przekraczającego znaną mu dwuwymiarowość. Wtedy może też odkryć, że wcale nie musi funkcjonować dalej wyłącznie w dwuwymiarowym świecie. Ale - by stało się to możliwe - potrzebuje odpuścić pragnienie zmiany dwuwymiarowego świata i skupić się na takiej zmianie - transformacji siebie, która umożliwi mu odklejenie się od poglądów, przekonań czyli wiary w myśli, które utrzymują jego "umysł i ciało" wyłącznie w dwuwymiarowości.

Każda kropla zawiera w sobie tę samą esencję, co każdy zbiornik wodny, każda kałuża i każdy ocean łącznie ze źródłem tej esencji. Podobnie każdy płaszczak zawiera w sobie nieskończoną wymiarowość łącznie z jej bezwymiarowym źródłem. Dzięki temu każdy płaszczak - gdy poczuje natchnienie - może przestać być płaszczakiem podejmując odpowiednie działania (praktyki) uwalniania się od przywiązania do poglądów, które przyjął jako prawdziwe, a które są wzorcami myślowymi utrzymującymi go w dwuwymiarowym świecie i utożsamiającymi go wyłącznie z dwuwymiarowym światem. Odpowiednie działania to na przykład wszelkie działania prowadzące do uwalniania od utożsamiania się z byciem płaszczakiem żyjącym w dwuwymiarowym świecie. To działania wspirające uwalnianie się od wiedzy, ktora pochodzi z dwuwymiarowego świata.

Wszyscy, którzy oczekują od świata i od innych jakichś zmian, nie rozumieją, że jedynie zmiany dokowywane w sobie pozwalają dokonywać takiej transformacji siebie, która uwalnia od przywiązania do świata konfliktów i walki. Transformacji, która uwalnia od przywiązania do wzorców myślowych zmuszających "ja" do nieustannej walki z innymi "ja" i ze światem oraz do ciągłego naprawiania, udoskonalania innych i świata.

Wyzwolenie ze świata konfliktów i walki to proces transformacji, która umożliwia nie tylko uwalnianie się od poglądów - przekonań utrzymujących nas w takim świecie, ale także powoduje diametralną zmianę naszej relacji z takim światem.


Ta transformacja prowadzi do odkrycia, że nie jesteśmy ani ludźmi, ani nawet bogami czy boginiami, nie jesteśmy z tego świata ani z jemu podobnych światów konfliktów i walki. Że nasza tymczasowa forma doświadcza świata konfliktów i walki z powodu przywiązania do poglądów i wiedzy pochodzących właśnie z takiego świata (jak w historii o płaszczaku). Ale gdy uwalniamy się od od tych poglądów, odkrywamy, że istnieją inne światy (jak inne wymiarowości). Że świat konfliktów i walki istnieje w nas. I nie tylko on, bo istnieją w nas także inne światy łącznie z ich jednym źródłem (tak jak inne wymiarowości). A świadomy wybór tego, w co wierzymy zmienia naszą relację z własną projekcją. Świadomy wybór tego, co myślimy i w co wierzymy - jeśli jest możliwy - może nawet zmienić świat, którego doświadczamy z powodu przywiązania do wzorców myślowych z niego płynących...

Prawdziwa miłość, która nie wynika z pożądania czegokolwiek lub kogokolwiek ze świata konfliktów i walki, ale jest tym samym, co ponadintelektualne zrozumienie zasad działania takiego świata, umożliwia uwalnianie się od wzorców myślenia, które przynależą do takiego świata i utrzymują "odrębne ja" w ograniczeniach wiążących je z takim światem. Ta miłość jest zrozumieniem, które prowadzi do wyzwolenia ze świata konfliktów i walki. Ta miłość jest osadzona w spokoju źródła wszelkiej kreacji i wypełniona błogością istnienia, ciszą, pięknem i harmonią integrującą wszelkie poglądy i wynikające z nich działania, nawet najbardziej skrajne, skonfliktowane i nadal toczące spory i walkę.

Obserwator fraktala świata konfliktów i walki nie pochodzi z tego świata, nie angażuje się w konflikty. Jeśli działa poprzez formę ludzkiego ciała, działa spontanicznie, wolny od przywiązania do poglądów pochodzących ze świata konfliktów i walki. Pozornie paradoksalnie może też używać takich poglądów w odpowiednich sytuacjach, może także wskazywać na ich pochodzenie oraz na to, czemu one służą. W wolności od rezultatów...

sobota, 13 maja 2023

WOLNA WOLA WOLNOŚCIĄ OD WOLI OGRANICZONEJ PRZYWIĄZANIEM DO RÓŻNYCH UTOŻSAMIEŃ TZW. EGO

 To Coś, co jest postrzegane jako Bóg czy też Natura wszystkiego albo Świadomość, z której wszystko się wyłania (pochodzi), ponoć obdarzyło człowieka - istotę ludzką wolną wolą. Jednak człowiek nadużywając tej wolnej woli próbuje Boga czy też Naturę - Świadomość wykorzystywać i urabiać według własnej woli. Tej woli, która niby jest wolna, ale jednak ograniczona przez tzw. ego.

Ego człowieka to kompilacja tego, co człowiek wyobraża sobie o sobie (także o innych i o świecie) oraz tzw. cienia - ciemnej strony jego osobowości. Jego ciemna strona ukrywa wyparte do nieświadomości cechy: koncepty i zachowania, które postrzega on jako np. złe, okrutne, wstydliwe, grzeszne itp. Ogólnie to cechy dysharmonijne, dysfunkcyjne, będące przyczyną wszystkich konfliktów, chorób, cierpienia, wyzysku, nieszczęść, przemocy i wojen. Gdy cechy te pozostają wciąż ukryte w cieniu, człowiek nadal nieświadomie jest animowany przez to, co ukrywa przed sobą udając przed sobą i innymi, że "nie jest zły, okrutny, fałszywy" itd. Jednocześnie swój cień nieświadomie projektuje na innych i oskarża innych o wszelkie zło, okrucieństwo itp. Dysponuje niby wolną wolą i w ramach tej woli działa, lecz ta wola jest ograniczona fałszywymi wyobrażeniami o sobie, o innych i o świecie. 

Ograniczenia wolnej woli sprawiają, że ludzie nie mogą, nie potrafią współtworzyć harmonijnych relacji z innymi oraz z tym, co ich otacza. Taka wolna wola jest skonfliktowana z Wolą Boga, Natury wszystkiego, Świadomością, więc ego próbuje podporządkowywać tę Wolę swojej ograniczonej woli i wymyśla różne strategie działania dla osiągnięcia swoich celów. Ponieważ wola człowieka jest ograniczona jego przekonaniami, kłóci się także z wolą innych ludzi.

Brak zrozumienia siebie jako całości (świadomej i nieświadomej) oraz tego, co otacza człowieka, ogranicza jego wolną wolę, która jest przejawem tzw. ego. 

Niektórzy ludzie nie dostrzegają różnicy między tzw. ego a Ja Jestem, które nie jest utożsamione wyłącznie z tym, co je określa społeczno-kulturowym nazewnictwem,  a co ogranicza zrozumienie ludzkiej egzystencji i doświadczeń człowieka oraz jego działań. Ego trywializuje Boga  "tworząc go na swój obraz i podobieństwo", niszczy Naturę, ignoruje Świadomość zapominając o tym, że wszystko pochodzi z jednego wspólnego źródła wszystkiego. Dlatego człowiek doświadcza nieszczęść i próbuje dążyć do szczęścia według przekonań i pragnień swojej ograniczonej fałszywymi wyobrażeniami wolnej woli. A jednak wciąż cierpi i nigdy nie może w pełni zaspokoić swoich oczekiwań i wyobrażeń o szczęściu, którego szuka na zewnątrz. Nie jest świadomy i nie rozumie prawdziwych powodów swoich rozczarowań i nieszczęść, które go spotykają. Nie jest świadomy iluzji swoich fałszywych wyobrażeń o szczęśliwości. Jego wolna wola też jest iluzoryczna, bo uwarunkowana fałszywymi wyobrażeniami o sobie. Dlatego doświadcza konfliktów i cierpienia, dopóki nie odkryje ich źródła w sobie. 

Gdy zaczyna poznawać prawdę o swoim cieniu, uświadomiać to, co było nieświadome, rozpoznaje siebie jako całość Ja Jestem i uwalnia się od ograniczeń woli.

Ja Jestem jest świadome, że wszystko, co określa i następuje po Jestem (wszystkie utożsamienia jestem... tym i tym, taki i taki), jest względne i zmienne. Ja Jestem jest także świadome, że Ja-ego może być czasowo nieświadome swoich utożsamień z tym, co je określa, a przeto i ogranicza poznanie oraz zrozumienie siebie.

Wolna wola człowieka - Istoty ludzkiej jest autentycznie wolna, gdy jest scalona z Bogiem - Naturą - Świadomością, z której wszystko się wyłania łącznie z człowiekiem, a nawet jego iluzoryczną wolną wolą. Autentyczna wolna wola jest wolnością od woli tzw. ego czyli wszelkiego chcenia czy niechcenia czegoś w celu zapewnienia sobie szczęścia. Autentyczna wolna wola pozwala być szczęśliwym niemal permanentnie, ponieważ umożliwia odczuwanie radości życia, istnienia bez względu na to, co Ja Jestem spotyka, czego doświadcza, co mu się wyśniewa. Nie znaczy to, że Ja Jestem nigdy nie czuje smutku lub nie odczuwa żadnych emocji. Znaczy to, że jest świadome i rozumie prymarne przyczyny doświadczanego smutku czy emocji, więc nie obwinia już innych za to, czego doświadcza. Gdy odczuwa smutek, wie, że jest on skutkiem jakichś egotycznych czyli oceniających, negatywnych myśli, z którymi Ja Jestem na chwilę znów się utożsamiło.  Jeśli Ja Jestem nie rozumie jeszcze w danym momencie przyczyn smutku, to i tak przyjmuje ten smutek pamiętając, że jest przestrzennością, w której wszystkie doświadczenia się wydarzają i może je obserwować. Tak poznaje przyczyny i skutki różnych doświadczeń obserwując je z coraz szerszej perspektywy swojej przestrzenności.

Autentyczna wolność woli jest esencją człowieka i manifestuje się coraz bardziej spontanicznym, autentycznym i harmonijnym współistnieniem ze wszystkim, co Istotę ludzką otacza, co się zdarza, co się wyśniewa. Autentyczna wolna wola jest wolnością od ograniczonej woli i umożliwia Ja Jestem otwarcie swej przestrzenności na przyjmowanie wszystkiego, co się przejawia dla Ja Jestem jako kolejne doświadczenia, które pochodzą z Ja Jestem doświadczającego różnych stanów istnienia. A wszystkie doświadczenia Ja Jestem dla niego i z niego się jaźnią. 

Każde Ja doświadczające różnych utożsamień i różnorodności ograniczeń wolnej woli jest jednym i tym samym Ja Jestem doświadczającym różnych form i stanów istnienia. 

poniedziałek, 1 maja 2023

ILUZJA SPEŁNIANYCH OCZEKIWAŃ

 Jednym z podstawowych uwarunkowań istot ludzkich jest spełnianie oczekiwań innych w nadziei, że oni także w ramach rewanżu spełnią nasze oczekiwania.

To tak jakbyśmy karmili innych ludzi różnymi "słodkościami" oczekując w zamian np. szacunku i miłości wobec nas. Albo oczekując innych profitów. Ale w ramach owego rewanżu nie możemy nic innego otrzymać od innych niż "słodkości", od których nas mdli.

To tak samo jakbyśmy byli karmieni lub sami się karmili "cukrem" z etykietą "pożywny pokarm" i wierzyli, że ten cukier jest pożywnym pokarmem. Intuicyjnie wtedy czujemy, że "coś jest nie tak", ale przywiązanie do pewnych uwarunkowań umysłu sprawia, że nie wierzymy tej intuicji. Nie mamy zaufania do siebie i ten brak zaufania projektujemy na innych. Towarzyszą też temu obawy, że "słodycz" płynąca ku nam od innych nie jest autentyczna, prawdziwa. Że ta "słodycz" na pewno jest interesowna.

To tak jakbyśmy byli karmieni "trucizną" z etykietą "cukier" i chcieli wierzyć temu, co napisane na etykiecie, a nie chcieli wierzyć skutkom działania tego "cukru" wynikającym z doświadczeń.

Nie chodzi tu o to, że "cukier jest trucizną", ale o to, że trucizną mogą być niektóre nasze nieuświadomione uwarunkowania wynikające z wiary w dualistyczne koncepty. To z nich wynikają spekulacyjne zachowania i działania oraz ignorowanie wiedzy płynącej z naszych osobistych doświadczeń. Wiedzy, którą podpowiada intuicja. Ta wiedza jest mądrością wykraczającą poza wiedzę opartą o wyuczone koncepty i uwarunkowania ograniczające umysły małych ja. Małe ja pozostają odcięte iluzją oddzielenia od całości tego, czym są. Ta mądrość wymaga świadomej samoobserwacji siebie i relacji z tym, co nas otacza. Także przychodzi wraz z rozpoznawaniem tego, co nam nie sprzyja. Ta mądrość przejawia się dzięki intuicji, która wyraża to, co pochodzi z głębszych pokładów jaźni.


Intuicja " mówi głosem", który wyraża prawdę o naszych autentycznych pragnieniach i odczuciach. Mądrość nie jest konceptualnym zrozumieniem, które blokuje mądrość. Nie jest wiedzą, którą trzeba gromadzić. Przejawia się spontanicznie w bezpośrednim doświadczeniu w każdym tu i teraz, zawsze adekwatnie do danej sytuacji i okoliczności. Zaś umysł konceptualny jest manifestacją ignorancji.

Gdy nasze nieuświadomione, warunkujące nas przekonania i zachowania przysłaniają tę prawdę o naszych autentycznych pragnieniach i odczuciach, wtedy nie dostrzegamy tego, co jest prawdziwie i autentycznie wspierające nas w rozwoju (przebudzeniu z iluzji oddzielenia od całości i jedni wszystkiego) oraz wyzwalające w nas umiejętność spontanicznego działania w prawdzie i radości istnienia.CHA

Intuicja zaś łączy nas z głębszymi warstwami jaźni, inspiruje do przejawiania siebie jako jednej całości: jednej świadomości - tej samej we wszystkim, a zlokalizowanej w formie tego konkretnego ludzkiego ciała. Intuicja inspiruje do przejawiania siebie jako istoty (istności, istnienia) samoświadomej doświadczania siebie poprzez daną formę i postrzegania swojej spontanicznej kreacji jako dwóch integralnych aspektów jednej całości.

Dla umysłu uwarunkowanego głębia jaźni jawi się jako chaos, ale tylko dlatego, że harmonia nieskończonego potencjału jaźni jest niemożliwa do ogarnięcia i zrozumienia ani do odczucia dla uwarunkowanego umysłu. Gdy uwarunkowania umysłu gasną, jaźń jawi się na podobieństwo nieskończenie wymiarowego tańca energii...

sobota, 1 kwietnia 2023

Świat postrzegany to relacja dwóch aspektów jednej całości.

 To, czego doświadczamy jako świat, jest relacją pomiędzy dwoma aspektami jednej całości. Jedyna rzeczywistość lokalizuje się w wybranym punkcie widzenia [postrzegania] czyli w każdym z nas. A interakcje tego punktu widzenia ze wszystkim innym, przejawiają się dla tego punktu widzenia - czyli w ograniczonym umyśle, jako widzialny wszechświat. To, co wiemy o świecie, to interakcje pomiędzy tymi dwoma aspektami rzeczywistości. Nie są one (tak naprawdę) dwoma oddzielnymi aspektami. Ograniczony umysł jest (tak naprawdę) zlokalizowaną jednością, stworzoną z tej jedności i przejawiającą się w tej jedności. Ze swojego punktu widzenia umysł wchodzi w interakcje ze swym niezlokalizowanym aspektem siebie. Zatem to interakcja pomiędzy tymi dwoma elementami tworzy widzialny obraz świata. Nie tworzy ona rzeczywistości świata, bo ona istnieje zanim jeszcze świat jest w ogóle postrzegany. Rzeczywistość przejawia się jako świat tylko wtedy, kiedy jest on postrzegany: w połowie tworzony, w połowie postrzegany.

(...)

Nie staraj się burzyć iluzji, lecz ignorancje *). Iluzja i tak pozostanie. Dopóki jesteśmy żywi w naszych ciałach, doświadczamy świata dzięki zmysłom. Świat zawsze będzie objawiał się jako wielość i różnorodność obiektów jaźni w jakimś dystansie od nas samych. Nie próbuj burzyć iluzji, iluzja pozostanie, to ignorancja odejdzie. Obraz pozostaje taki sam, ale twoja interpretacja obrazu się zmienia. Konwencjonalnie interpretujemy obraz świata tak, że nasze ja jest małym opakowaniem świadomości, jest przemijające i skończone, zostało wygenerowane w mózgu i żyje [ulokowane] gdzieś za oczami. A wszystko, co poznaje i postrzega jest oddzielne i inne od niego. Taka jest konwencjonalna interpretacja tego obrazu. To, co się zmienia, to interpretacja [konwencja], a nie sam obraz.  (...) Obraz pozostaje nietknięty. Kiedy jest to zrozumienie, spoglądasz na świat na nowo i dostrzegasz jedność pomimo [różnorodności, wielości i pozornej oddzielności form] obrazów, jakie widzisz. Obraz nie ulega zmianie, lecz staje się przejrzysty.

(...)

Świat nie jest tym, co widzimy tylko sposobem, w jaki (go) postrzegamy. To, co widzimy, nie zmienia się, zmienia się tylko sposób naszego postrzegania. Kiedy zmienimy to, jak patrzymy [postrzegamy świat], zmieni się też to, co widzimy [postrzegany świat]. To, co widzimy tylko potwierdza sposób, w jaki widzimy [jak postrzegamy]. Jeśli wierzymy w oddzielenie, świat objawi nam się jako wielość i różnorodność [oddzielnych] obiektów. Jeśli zrozumiemy i poczujemy jedność istnienia [ i współzależność obiektów], wtedy ten sam świat, który niegdyś maskował swą rzeczywistość, zacznie teraz nią świecić. - Rupert Spira, tłumaczenie... 

*) Ignorancja a iluzja.

Iluzja oddzielenia - iluzja dualności jest najbardziej przekonująca w doświadczeniu widzenia [i postrzegania]. Iluzja oddzielności to ignorancja, która w pewnym sensie tworzy wszystkie konflikty i cierpienie. Widzenie wydaje się dzielić doświadczenie na widzącego i to, co widziane, na oglądającego i świat, który jest oglądany, na postrzegającego i to, co jest postrzegane. Iluzja oddzielenia (zwana mają czy mitoetaj) tworzy świat pozornie odrębnych obiektów i obrazów - form, które są postrzegane (widziane i odczuwane). Iluzja - wszelkie pojawiające się w widzeniu i obserwacji obiekty, obrazy, formy - nie zanika, ale zanika coś, co określane jest jako ignorancja czyli doświadczenie niedostrzegania jednej rzeczywistości I JEDNEJ ESENCJI WE WSZYSTKIM (w obiektach, obrazach, formach).  To doświadczenie niedostrzegania jednej rzeczywistości i współzależności wszystkich obiektów, obrazów, form oraz jednego ich źródła i jednej przestrzeni, z której i w której wszystkie obiekty się wyłaniają i znikają. Wtedy rzeczywistość dzielona jest na obserwatora i obserwowane obiekty.  Gdy koncept oddzielności obserwatora i tego, co obserwowane rozpuszcza się, IGNORANCJA ZANIKA, a to, co postrzega i jest postrzegane, staje się integralnymi dwoma aspektami (przejawami) jednej całości. Zawiera tę samą esencję.

piątek, 17 marca 2023

OCEAN I FALE

 Czy ocean może gniewać się na spienioną falę, która ma pretensje do bycia wyższą, piękniejszą albo mądrzejszą od innych fal lub czuje się gorsza, brzydsza czy głupsza od innych fal?

Czy ocean może się gniewać na falę, która uległa iluzji fałszywych wyobrażeń o sobie i innych falach? Albo na falę, która próbuje konkurować z innymi falami lub nimi sterować, udawać przed sobą i innymi falami, że jest czymś innym niż jest?

Jako Istoty w formach ludzkich ciał podobni jesteśmy falom oceanu. Jesteśmy uwarunkowani przez sam fakt narodzin w ludzkiej formie - w ludzkiej jednocześnie małej i wielkiej rodzinie. Przychodzimy na ten świat jako istoty wyłonione z Miłości, która jest Mądrością źródlaną i przejrzystą. A potem do niej wracamy. 

Poznając ten świat absorbujemy wiedzę o nim z niego pochodzącą. Lecz ta wiedza Mądrością nie jest. Ta wiedza pochodzi ze świata iluzji - fałszywych wyobrażeń Ja o sobie, o innych i o świecie. Ta wiedza pochodzi ze świata walki, rywalizacji, konfliktów wynikających z upatrywania szczęścia na zewnątrz i w konieczności przetrwania w tym świecie - śnie kosztem innych. Ta wiedza skłania do poszukiwania szczęścia wyłącznie w tym, co ten świat oferuje i promuje: do trwania w tym świecie (konfliktów, walki, zwycięstw, porażek, ekstazy i cierpienia...), do zasilania go za cenę zapomnienia o tym, czym jesteśmy. 

A Miłość, którą jesteśmy i z której wyłaniamy się formami, zostaje czasem tą iluzoryczną wiedzą o sobie przysłonięta... ale tylko na jakiś czas... dopóki w tę wiedzę jako odrębne fale wierzymy.

Gdy jesteśmy jednocześnie oceanem i falą, płyniemy z prądami tańczącymi w swojej głębi i na powierzchni spotykamy różne fale. Te, które zapomniały o swojej jedni z całym oceanem i te, które o tym pamiętają. Z tymi, które pamiętają, istniejemy już w innym świecie, ale nadal spotykamy się ze światem tych tańczących jeszcze w zapomnieniu. A ocean w nas wciąż faluje, tańczy i śpiewa pieśni o przebudzeniu wszystkich fal do jedni swojej głębi i wszystkiego, co faluje w nim i tańczy na jego powierzchni...


NOTATKA Z 22.WRZEŚNIA 2022

(obraz akrylowy Tikali Siunjaty 100 x 70 cm )




środa, 9 marca 2022

UMYSŁ I ŚWIADOMOŚĆ, ZMIENNE I NIEZMIENNE, DUCH I BÓG A CZŁOWIEK...

 Świadomość jest wszędzie, we wszystkim. I wszędzie we wszystkim taka sama. 

A wszystkie formy i relacje między nimi, ich zmienność, nawet cykliczność i powtarzalność, ich wszelkie przyczyny i skutki - to wszystko figury tańca umysłu. Jak figury ognia tańczącego płomieniami w ciemności. 

Czy świadomość tak poznaje siebie? 

Nie, to umysł stwarza piękną iluzję poznawania niepoznawalnej świadomości. Świadomość jest. Niepoznawalna. Wszędzie i we wszystkim.

Poznanie, które oferuje umysł jest jak taniec płomieni, zawsze zmiennych, którymi umysł próbuje definiować prawdę o sobie. (Dlatego też istnieje tak wiele konceptów, także Boga. I Bogini). 

Płomienie - dzieci ognia nie są w stanie opisać ciemności, którą ogień nimi rozświetla. Tak samo ogień nie może płomieniami opisać ciemności. On ją nimi tylko rozświetla. A to, co z niej,  jest światła - umysłu odbiciem. Tak samo umysł za pomocą myśli nie jest w stanie opisać świadomości, którą myślami próbuje uchwycić. 

Cokolwiek oświetlane jest przez ogień i wyłaniane z ciemności, to wciąż formy, które wypełnia sobą ta sama i taka sama wszędzie i we wszystkim ciemność. 

To, co umysł próbuje wyłowić i uchwycić ze świadomości - dla umysłu pozostającej nie-świadomością - to formy, które wypełnia sobą świadomość. Wszystkie formy umysłu wypełnia sobą ta sama i taka sama wszędzie i we wszystkim świadomość. 

Płomienie ognia bez ciemności, jak dźwięki bez ciszy i jak umysł bez świadomości nie istnieją, lecz w nich się jaźnią, bo z nich pochodzą i w nich zanikają. 

Zmienne zawsze niezmiennym i wiecznym wypełnione bez wypełniania. Czynione wszystko bez czynienia, śpiewane ciszą i tańczone bezruchem...

Umysł bawi się rysując formami ograniczoność obszarów nieskończonej, niepoznawalnej przestrzenności świadomości. 

Każde pojawienie się jakieś formy w przestrzeni stwarza iluzję jej stworzenia, powstania, narodzin. 

A każdy zanik jakiejś formy stwarza iluzję jej zniszczenia, zapadnięcia, śmierci. Śmierci, która jest końcem umysłowych ograniczeń form. 

Każda forma wyłania się z i zawsze powraca do swego niezmiennego źródła - niepoznawalnej i wiecznej świadomości (nigdy nieznającej samej siebie). Tym jestem. Poza formami, we wszystkich formach razem i w każdej osobno. Źródłem oglądającym swoje sny malowane umysłem bawiącym się w ich realność.

Umysł czasem ulega iluzji bycia oddzielnym od świadomości, odpowiedzialnym za formy, które - wydaje mu się, że sam stwarza. Jakby zapominał czasem, że jego całkowity potencjał zawiera się w świadomości.

ŚWIADOMOŚĆ=DUCH, UMYSŁ=BÓG, LUDZKI UMYSŁ= BOSKIE DZIECKO. LUDZKI UMYSŁ ODDANY BOSKIEMU I ZANURZONY W DUCHU STAJE SIĘ NARODZONYM Z DUCHA.

poniedziałek, 31 stycznia 2022

HISTORIE I PROJEKCJE W ROZ-POZNAWANIU SIEBIE W SOBIE...

Każdy tka swój własny sen snutymi opowieściami o sobie, o innych, o świecie. Sen o Sobie.

Jednocześnie każdy projektuje na świat zewnętrzny i innych to, co w Sobie ma ukryte przed Sobą.

Nasz świat jest utkany z naszych projekcji i opowieści. My wszyscy - tak jak i nasz świat - jesteśmy wypadkową tych projekcji i opowieści.

Nasze projekcje są nieświadomą projekcją Siebie na innych i na to, co nas otacza. Nasze opowieści wytyczają nasz zakres świadomości Siebie. Każdy w danym momencie niby jest świadomy tego, co opowiada, ale czasem bywa nieświadomy tego, że nasze opowieści są opowieściami o Sobie, o postrzeganiu Siebie: o tym, co jest odczuwane i myślane wewnątrz i o tym, co jest widziane na zewnątrz. A to, co na zewnątrz jest naszą wewnętrzną projekcją - snem o Sobie...

To, co nam się wyświetla jako świat, który jest postrzegany i przez nas doświadczany, jest naszą własną projekcją (snem o Sobie). To nasza projekcja, nieświadoma lub świadoma. Z tą projekcją konfrontuje się nasz pakiet przekonań (utożsamień i wyobrażeń) - świadomości Siebie. Pakiet przekonań (utożsamień i wyobrażeń) to myśli, koncepty, idee, które w procesie wychowania przyjęliśmy jako własne - swoje i uznaliśmy je za "jedyne prawdziwe". W ten sposób staliśmy się z nimi utożsamieni. Nasze przekonania i projekcje wytyczają perspektywę i zakres naszego zróżnicowanego indywidualnego postrzegania Siebie - Self -Jednej Jaźni.

Brak spójności (harmonii) pomiędzy naszymi nieświadomymi projekcjami a sposobem postrzegania siebie i świata stawia opór temu, co świat nam ujawnia o Sobie - o naszej projekcji na świat i innych.

Ten opór utrzymuje granice oddzielenia pomiędzy naszym postrzeganiem (wewnątrz) a światem i innymi (na zewnątrz) czyli naszą projekcją.

Ten opór wynika z napięć, które są wyrazem niespójności pomiędzy światem zewnętrznym (naszą projekcją) i naszą relacją z nim czyli naszą wewnętrzną relacją z własnymi nieświadomymi projekcjami - snami o Sobie.

Owa niespójność utrzymuje nas w nieuświadomionym wewnętrznym konflikcie jakby w mentalno-emocjonalnej schizofrenii, która spowodowana jest rozłamem (niespójnością) umysłu. Dlatego świat na zewnątrz może być postrzegany jakby stawał się coraz bardziej szalony... Ta niespójność uniemożliwia nam np. rozpoznanie, że to, co postrzegamy jako świat zewnętrzny jest naszą projekcją. A tylko odpuszczanie przywiązania do przekonań i utożsamień osłabia ten opór przed poznaniem tego świata jako swojej nieświadomej projekcji. Jednak otwarcie na poznawanie Siebie inicjuje proces uświadamiający różne przekonania i utożsamienia. A poznawanie natury tego świata jest procesem samopoznania, poznawania natury własnej twórczości i uświadamiania tego, czym emanujemy nieświadomie z Siebie. Dlatego jest to proces ekspansji samoświadomości, w którym następuje transformacja i uspójnianie naszych opowieści o Sobie i o innych z uświadamiającym się w nas światem (naszymi projekcjami).

Uspójnianie się naszej projekcji Siebie na innych i na świat z opowieściami o sobie, o innych i świecie sprawia, że Jaźń poprzez formę doświadcza samorozpoznania i staje się samoświadoma; następuje rozwiązywanie wewnętrznych konfliktów, harmonizowanie umysłu, co umożliwia tzw. wyzwolenie, samorealizację, przebudzenie, oświecenie - to samo w różnych kulturach jest różnie nazywane.

Wszystkie nasze opowieści są opowieściami o Jednym - o jednej Jaźni, która doświadcza Siebie na różne sposoby. Dlatego Jaźń nami jako istotami ludzkimi - poprzez nas postrzega i doświadcza Siebie na różne sposoby znajdując się jednocześnie we wszystkich stanach swojej superpozycji*.

Różnorodność doświadczeń jednej Jaźni implikuje różnorodność sposobów postrzegania Siebie w różnych stanach postrzegania zależnych od różnych przekonań i utożsamień. Wszystkie pozycje - stany postrzegania Siebie i wynikające z nich działania są względne (względnie prawdziwe). Te różne sposoby postrzegania Siebie powodują zróżnicowane rozumienie całości Siebie - Jaźni. Całość zaś jest superpozycją* (absolutnie prawdziwą) całego zakresu zróżnicowanej samoświadomości - zróżnicowanej świadomości Siebie (łącznie z tą doświadczaną poprzez każdą formę ludzką). Doświadczenie Sobą tej superpozycji w sobie - w formie istoty ludzkiej jest tym, co zwane bywa wyzwoleniem, samorealizacją, przebudzeniem, oświeceniem - to samo w różnych kulturach jest to "zjawisko" różnie nazywane. A jednak "ostateczne wyzwolenie" nie istnieje... albowiem nie dotyczy tego, co zawsze istnieje poza takim wyzwoleniem. Dlatego też zdarza się, że niektórzy negują to "zjawisko" wyzwolenia, samorealizacji, przebudzenia, oświecenia twierdząc, że "nic takiego nie istnieje". A dzieje się tak dlatego, że w taki właśnie oryginalny sposób ci niektórzy postrzegają Siebie.

*Superpozycja jest absolutna, lecz paradoksalnie nieskończona i niepoznawalna z jakiejkolwiek względnej pozycji - z zewnątrz. Jednak każda względna pozycja - stan wytyczający ograniczoną perspektywę postrzegania tego, co na zewnątrz nie ma żadnego ograniczenia odczuwania (jakby ponadzmysłowego) w o-sobie, w formie, wewnątrz tej absolutnej superpozycji Siebie. Czyli całości - Jaźni w Sobie (Self).


czwartek, 18 listopada 2021

CO TO JEST EGO? MAŁY TYRAN :-)

 Tak zwane ego jest tyranem próbującym narzucać innym swoją wersję postrzegania, swoje wizje ulepszania i swoje koncepty kreowania świata - snu. Nie ma znaczenia, czy postrzega siebie jako biednego czy bogatego, głupiego czy mądrego, siła jego wiary w kłamstwa, którymi karmi siebie i innych jest zadziwiająca. Ego jest mistrzem sztuki iluzji: oszukiwania, kłamstw i uwodzenia. 

Dla tych, którzy nie ulegają jego urokowi czy kreowanym mistyfikacjom, staje się on mistrzem osądzania, zawstydzania i karania. 

To także mistrzunio projektowania roli ofiary na każdego, kto nie chce podporządkować się narzucanym przez niego wizjom, koncepcjom, zasadom, systemom nagród i kar.

To mistrzunio projektowania roli kata na każdego, kto gotów jest narzucać innym i egzekwować ustalone przez mistrzunia zasady, zarządzenia, przepisy prawa które wykorzystuje dla własnego interesu rozwijanego w coraz bardziej (technologicznie też) udoskonalanych systemach kontroli. 

Taki to zdolniacha ten mistrzunio iluzji i kłamstw. 

Ten mistrzunio jest jaki jest.

Ludzie (ISTOTA* ukryta w ciele i umyśle człowieka) postrzegający siebie jako oddzielne ja - ego w takim świecie - śnie mistrzunia iluzji i kłamstw potrzebują różnych społecznych masek. Aż przychodzi taki czas, że zakładają maski, które nie różnią się od kagańca zakładanego zwierzęciu na pysk. Taka maska uniemożliwia bycie autentycznymi, prawdziwymi – bycie sobą. Ta społeczna maska nie tylko zakrywa usta i nos dla pozornego bezpieczeństwa i ochrony przed iluzorycznym zagrożeniem. Zakrywa także autentyczność, naturalność i spontaniczność wyrażania siebie. Ta maska ukrywa prawdę o globalnym (choć ukrywanym przed sobą) zakłamaniu. Jest symbolem zniewolenia człowieka w świecie - śnie utkanym przez mistrzunia iluzji i kłamstw. Ta maska jest symbolem dobrowolnego choć nieświadomego wejścia człowieka w jeszcze głębsze warstwy "królestwa" iluzji i kłamstw o sobie.

Człowiek wchodzi coraz głębiej do tego "królestwa" ze strachu przed byciem odrzuconym. Gra wytresowaną do perfekcji w procesie wychowywania rolę grzecznego chłopca i grzecznej dziewczynki, którzy zawstydzani, osądzani, nagradzani i karani przez różne autorytety, nauczyli się wierzyć bezrefleksyjnie tym autorytetom. Dla akceptacji i przypodobania się autorytetom wyrzekli się całkowicie siebie i dociekania prawdy o sobie. Jako pilni uczniowie nauczyli się równie sprawnie kłamać, a kłamstwa uznawać za prawdę.  Ci chłopcy i dziewczynki jako dorośli to ofiary i oprawcy w jednym. Są ofiarami kłamstw, które nauczyli się w świecie iluzji przyjmować za prawdę. I są oprawcami powtarzającymi, przekazującymi innym te niby prawdy, które są kłamstwami.

W takich światach - snach dla "świętego spokoju" uczymy się upokarzać siebie, traktować siebie jako niegodnych miłości, na którą musimy zasłużyć np. spełniając oczekiwania innych, próbując im się jakoś przypodobać. I w rezultacie nigdy na tę miłość nie zasługujemy, choć byśmy nie wiadomo jak się starali.

Czyjeś oczekiwania wobec nas uznajemy wtedy  za ważniejsze od prawdy tego, co intuicyjnie czujemy w sobie. Za ważniejsze od miłości, która została ukryta w nas pod warstwami kłamstw o sobie i o innych. Od miłości za którą wciąż tęsknimy. 

Przyjęliśmy za oczywiste to, że nie mamy prawa badać, dociekać, wnikać, zadawać pytania, które prowadzą do poznania prawdy o sobie, do samopoznania. Dlatego przypisujemy innym rolę autorytetów - mądrzejszych od nas, a sami siebie utożsamiamy z głupcami. Choć bycie głupcem potrzebującym autorytetów to jeden biegun - jedna strona medalu. Na drugim biegunie - po drugiej stronie medalu w buncie przeciw autorytetom odrzucamy wszystkie autorytety i próbujemy sami stać się autorytetem dla innych. Próbujemy PRAnarzucać innym swój sposób postrzegania, swoje wizje, swój świat - sen. W sumie nie ma znaczenia, czy odgrywamy rolę głupca czy autorytetu, bo obie te role uzupełniają się idealnie zasilając i utrzymując świat - sen iluzji i kłamstw, nieustających konfliktów i walki. Takie światy z jakiegoś powodu się wyśniewają, a nawet bywają doświadczane...

Nawet gdy ciała fizycznie i biologicznie stają się dojrzałe, nadal jesteśmy w nich jak dzieci, które nie umieją samodzielnie się poruszać, więc potrzebują opieki jakichś dorosłych albo stają się zbyt wcześnie dorosłymi pozostając wciąż niedojrzałymi. Niedojrzali zajmują się płodzeniem, wychowywaniem i nauczaniem innych dzieci. Dzieci w ciałach dorosłych wciąż próbują pouczać inne dzieci w ciałach dorosłych i uczą mniejsze dzieci tego, czego sami się nauczyli od innych dzieci. 

W takich światach snach nigdy nie możemy dojrzeć (choć forma fizyczna się starzeje), dopóki nie zaczniemy poznawać siebie i otwierać na poznanie prawdy o sobie.

Dziecięcy strach przed odrzuceniem, potrzeba akceptacji i poczucia bezpieczeństwa, tęsknota za miłością wraz z rozwojem fizycznym ciała intensyfikują się zamieniając w jeszcze głębszy strach i silniejszą tęsknotę przybierającą formę pożądania. Strach i pożądanie wciągają w coraz głębsze kręgi ludzkiego piekła utkanego z iluzji fałszywych obietnic uwolnienia od strachu i fałszywych nadziei spełnienia nienasyconego pożądania. Ludzkie, poranione kłamstwami dzieci wierzą w te iluzoryczne obietnice przede wszystkim ze strachu przed karą za nieposłuszeństwo i przed odrzuceniem. Wchodzą w kolejne kręgi piekielne w nadziei na jakąś nagrodę i akceptację oddając swoją autentyczność, spontaniczność i wolność za iluzję poczucia bezpieczeństwa, ofiarowując prawdę o sobie za iluzję nadziei na lepsze jutro, które "kiedyś dostaną od kogoś".

W takich światach - snach nie można znaleźć prawdy ani miłości. Choć istnieje w nich wiele znaków (drogowskazów i symboli) wskazujących na to, że taki świat - sen jest piekłem. I jest wiele znaków podpowiadających kierunek wyjścia z tego piekła. Gdy jest w nas gotowość na zmiany, zaczynamy je dostrzegać i podążać za nimi. 

Nawet na dnie piekła możliwe jest odkrycie się prawdy o sobie i miłości w sobie... Prawdę i miłość można odkryć w sobie - pod wieloma warstwami sieci utkanych z kłamstw o sobie, o innych i o świecie, który nas otacza.  ISTOTA* budzi się z zaśnienia, CZŁOWIEK dojrzewa do swojej pełni. Gdy ta prawda i miłość objawia się w o_ sobie, wtedy może nastąpić autentyczne spotkanie ISTOTY w danej formie ludzkiej ze SOBĄ w każdej innej formie.

CZŁOWIEK dostrzega np. różnice między spontanicznym wyrażaniem SIEBIE a narzucaniem innym swojej perspektywy postrzegania różnych (mniejszych i większych) tyranów. I dzięki temu nie bierze już udziału w podsycaniu konfliktów świata - snu iluzji i kłamstw.

* ISTOTA jest esencją bytu, substancją ISTNIENIA.... JEST-O-TA...

w najszerszym znaczeniu to cały wszechświat, rzeczywistość; JA-ŹŃ (SELF, które znaczy - wskazuje także na SIEBIE).

W buddyzmie istota bytu jest odzwierciedleniem głębokiej natury. Istota jak przestrzeń, obszar lub sfera Dharmy, jest niezmienna i nie tworzona, w niej wszystkie zjawiska powstają, trwają i rozpuszczają się. Istota Ludzka dla mnie to właśnie ISTOTA przejawiająca się w formie ludzkiego ciała - w człowieku - samorozpoznaniem, samorealizacją - odkryciem SIEBIE w ludzkim ciele.

"Istota, esencja, eidos (gr. είδος, łac. essentia) – w filozofii istota ma być samym sednem rzeczy, ich prawdziwą naturą, wiedzą, która wydaje się osiągalna przy pogłębionym poznaniu świata. W uproszczeniu: istota bytu jest tym, co sprawia, że byt jest taki jaki jest albo że w ogóle jest."

piątek, 12 listopada 2021

CZYM JEST ILUZJA I ODKRYWANIE PRAWDY?

 Można wiedzieć, że wszystkie wglądy, wizje, mocne doświadczenia, a nawet intensywne sny i marzenia są iluzorycznymi zjawiskami...

Gdy mówisz do gąsienicy: "bycie gąsienicą to iluzja, ty jesteś motylem", nie widzisz, że... gąsienica jest gąsienicą a motyl motylem? Gąsienica jest tu i jest potencjalnym motylem w teraz. Tak jak motyl jest potencjalną gąsienicą... Jedna Jaźń, jeden Duch w tym i w tym. Tak samo jak woda jest kroplą deszczu albo płatkiem śniegu. Woda pozostaje wodą w dowolnej formie, którą się JAŹNI. Jednak płatek śniegu jest płatkiem śniegu dopóki nie zamieni się w kroplę i kropla jest kroplą dopóki nie zamieni się w płatek śniegu... Kropla i płatek są wodą jak jedna świadomość we wszystkim. Choć samoświadomość w różnych formach bywa zróżnicowana.

Gdy gąsienica zamienia się w poczwarkę, a ty do niej mówisz: "ten kokon to tylko iluzja", to tak jest dla ciebie. Bo kokon nie przestaje być kokonem. Iluzją jest widzenie kokonu jako coś złego. Na przykład gdy patrząc na motyla tkwiącego jeszcze w kokonie myślisz, że on cierpi, to projektujesz na niego swój nieuświadomiony strach przed bólem swojej transformacji. Możesz nawet zechcieć pomóc motylowi np. rozrywając kokon, ale przez to motyl nie będzie miał siły polecieć, bo jego naturalny proces przemiany zostanie przerwany i zaburzony. Dla motyla więc i jego naturalnego rozwoju twoja pomoc jest projekcją nieświadomej (wypartej) przemocy wobec samego siebie. 

Z czymkolwiek każdy sam się nie upora, czegokolwiek unika (np. także w przekonaniu, że coś jest tylko iluzją bez zrozumienia czym iluzja jest), to prędzej czy później powraca, by uszczypnąć w tyłek  i dać szansę na przyjęcie tego szczypania z Miłością. Nawet cierpienie motyli w kokonach, które jest projekcją ja oddzielonego od całości SIEBIE -JAŹNI - JA JESTEM. 

Cokolwiek oceniamy, osądzamy, czego się boimy, co obwiniamy, stanowi to blokadę dla tzw. przebudzenia, oświecenia czy samorealizacji - jest przeszkodą dla wyzwolenia ze świata iluzji. Bo jednak istnieją zdarzenia, zjawiska czy nawet osoby, które przez jakiś czas sprawiają ból, kłują, dotykają, szarpią i szczypią nas w tyłek.  Wtedy próby przekonywania siebie, że ich nie ma, że są tylko iluzją, pogłębiają samotność i cierpienie odrębnego ja. Nie ma powodu traktować różnych wizji, drogowskazów, a nawet praktyk jako iluzorycznych, negować i odrzucać. Bo są takie, które pomagają ukoić ból, uciszać cały ten zgiełk koncepcji, odkrywać nieświadome projekcje i różne rany uzdrawiać... Uzdrowienie nie znaczy tu, że już nigdy żaden ból nie przejawi się, ale że sposób doświadczania bólu ulega całkowitej zmianie.

Kiedy doświadczane jest np. świadome utożsamienie z byciem ateistą, potrzebne jest uświadomienie tej identyfikacji ja. I potrzebne jest otwarcie na świadome doświadczenie biegunowe - np. jakiejś magii życia, spotkania z duchami. Gdy doświadczane jest świadome utożsamienie z byciem brzydkim, potrzebne jest świadome doświadczenie i utożsamienie z byciem pięknym. Po to by jedno z drugim mogło się skonfrontować, poznać i zneutralizować (zapaść się w sobie wzajemnie ). Wtedy dopiero odpada postrzeganie siebie w tych kategoriach i następuje uwolnienie od wyobrażeń (utożsamień i osądów) o sobie oraz tego, jak jesteśmy postrzegani (identyfikowani i osądzani) przez innych. Różne wyobrażenia, osądy, projekcje o sobie i o innych wtedy przestają mieć znaczenie. To można by nazwać "uwalnianiem od karmy". 

Właściwie dzieje się to spontanicznie. Lecz gdy jako cel zostanie postawione eliminowanie uwarunkowań i uwalnianie się od tzw. karmy, to znów zaczyna toczyć się walka i szarpanina w sieci tych uwarunkowań. A gdy płyniemy z uważnością i samoobserwacją z tym, co się zdarza, co się spontanicznie ujawnia, nie wpadamy już tak głęboko w wiry uwarunkowań, walki i cierpienia, lecz z coraz większą swobodą i dziecięcą radością odkrywcy odkrywamy to, co nas trzymało w sieci tych wirów. I doświadczamy uwalniania, wyzwolenia od nich.

W tej spontaniczności i otwartości nie ma żadnego wyobrażonego celu i jednocześnie wszystko działa ku tzw. przebudzeniu, wyzwoleniu. Pojawiają się różne wizje i wglądy jak drogowskazy wyznaczające kierunki, a nie cele. 

Gdy opieramy się czemukolwiek z osądem, negacją itp., opieramy się własnemu pełnemu przebudzeniu, samorealizacji prawdy. To jest, jakie jest. Gdy nawet pojawia się jakiś opór i to widzimy, to i z tym już nie walczymy, nie opieramy się temu. Po prostu obserwujemy to, co jest widziane i odczuwane. Bo prawda o SOBIE niczego nie wyklucza, żadnego doświadczenia ani twojego ani mojego ani innych. Ty-ja-inni to jedno Ja w wielu różnych "stanach", jedno JA JESTEM. Prawda JA JESTEM dotyczy wszystkiego, także każdego doświadczenia, wglądu, wizji, snu, zdarzenia... wszystkiego, co się zdarzyło, zdarza i będzie oraz przede wszystkim tego, w czym to wszystko się zdarza - jaźni się. Wszystko wspiera twoją-moją-naszą samorealizację SIEBIE - JA-ŹNI. A jeśli temu zaprzeczamy, wpadamy w cierpienie i kolejne wiry uwarunkowań... 

"Kochaj lub przepadnij."  Miłość ta nie osądza, nie obwinia, nie ocenia. Jest jak samoświadoma realizacja (to tylko opis ). I nie wystarczy wiedzieć o tym. Potrzeba tym się stać, by wiedzieć i czuć, czym Jest ta Miłość. I nie ważne, że jeszcze czasem "przepadam". Nie ma już oceniania ani swoich upadków ani czyichś, bo i tak prędzej czy później każdy staje się na powrót tą Miłością, bo tym jesteśmy. 

A jeśli ja czuje, że ta Miłość woła, a tęsknota za tą Miłością ku tej Miłości przyciąga - istotne jest oddanie się temu najgłębiej jak to możliwe w każdym danym momencie.

A i tak  każdy to sam odkrywa w sobie albo raczej to samo się odkrywa w nas. Po drodze każdy ma swoje doświadczenia, wizje, wglądy, rozpoznania, odkrycia. Każdy ma swoją ścieżkę, a nawet każdy jest unikatową ścieżką. Dlatego diagnozowanie, ocenianie, osądzanie i negowanie działań innych nie daje wsparcia innym, bo zazwyczaj intensyfikuje bunt i opór. Ujawniając przy okazji nasz własny bunt i opór. Co też nie jest już oceniane jako dobre albo złe, bo widziane jest, co i jak działa. 

Gdy rozpoznana jest różnica między ocenianiem, osądzaniem, negowaniem różnych działań i zjawisk a widzeniem różnych działań oraz różnych zjawisk takimi, jakie są - widziane są także coraz klarowniej ich przyczyny i skutki. A to zmienia relacje z tym, co się zdarza i nasz sposób działania.

Wtedy nasze działania nie płyną z oceniania, osądzania czy negowania czyichś działań i doświadczeń, ale płyną z przestrzeni spoza nich... Z przestrzeni samoobserwacji i zrozumienia, które jest wyzwolone od różnych uwarunkowań i tzw. karmy, która ogranicza perspektywę postrzegania.

Dopiero z tej szerszej perspektywy widziane jest, że nasze historie o sobie, ludziach, zdarzeniach nie są prawdziwe, są iluzjami. A jeśli w nie wierzymy, są dla nas rzeczywiste. To, że jest to widziane nie oznacza, że iluzje nie będą już nigdy więcej się pojawiały. Jak sny, które się wyśniewają. I nigdy nie wiadomo jakie, kiedy ani na jak długo mogą się jeszcze pojawić. Tak jak różne sny wyśniewające się sobie z różnym natężeniem dopóki się nie pojawią, pozostają niewiadomą. 

Źródło prawdy jest tu - we wnętrzu, w samym środku. I jednak potrzebujemy dojrzeć do tej perspektywy... każdy w swoim tempie... rozkwitamy, dojrzewamy...

Jak kwiat lotosu, który zakorzeniony w bagnie samsary, odżywiany jej doświadczeniami wyrasta ponad taflą wody nirwaną. Najpierw jako pąk, potem powoli się otwiera i roztacza coraz bardziej intensywny zapach... Miłości = Samorealizacji = Samoświadomości (to tylko nazwy opisu nieopisywalnego ). Nie zapomina jednak, że korzeniami jest osadzony w bagnie doświadczeń iluzorycznych wyobrażeń o sobie - iluzorycznego oddzielenia tych korzeni od całości SIEBIE.