Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEZNANE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NIEZNANE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 czerwca 2021

NIEZNANE SKUTKI POPRAWIANIA NATURY

 Tego, co się stanie w tzw. przyszłości, nie wiemy. To nieznane. Wiemy, że ludzki umysł może snuć róźne scenariusze i próbować realizować różne (niby swoje lub czyjeś) plany, ale nie znaczy to, że efekty go nie zaskoczą. 

Oczywiście, że nic nie jest oddzielone od całości. Oddzielenie jest iluzją, ułudą. Jednak doświadczenie iluzji oddzielenia się zdarza.

 (Np. aktor grający jakąś role może tak "zagrać się na śmierć" 😉 i zapomnieć, że to zabawa, gra - tak utożsamić się z odgrywaną postacią, że w scenie walki na miecze może zabić innego aktora. Samoświadomy aktor nigdy tego nie robi. Nie utożsamia się tak z rolą, jest świadom, że nie jest postacią. Samoświadomy aktor także nie boi się śmierci odgrywanej w sztuce postaci.)

Samoświadomy człowiek nie boi się natury i nie ma potrzeby jej udoskonalania i podporządkowywania jej sobie ze strachu przed jej mocą., a jego wszelkie działania wynikają z jedności z naturą wszystkiego i niczego. Jest to jednak rozpoznane dopiero wtedy, gdy doświadczenie iluzji oddzielenia ujawni konsekwencje działań wynikłych z traktowania spektaklu jako rzeczywistości i to jedynej prawdziwej. Tak człek poznaje konsekwencje działań umysłu ograniczonego przywiązaniem do konceptów prowadzących do "wynaturzania natury" czy "zagrywania się na śmierć". Co nie jest ani dobre ani złe. Takie doświadczenia też czasem bywają potrzebne.

Człowiek używający różnych technologii do poprawiania Natury nigdy nie jest w stanie przewidzieć skutków tego, co tworzy. Próbuje planować, przewidywać, ma oczekiwania i cele. Ale efekty twórczości jego umysłu często go zaskakują, ponieważ zakres jego przewidywań jest ograniczony jego oczekiwaniami i fałszywymi (iluzorycznymi) wyobrażeniami o sobie, innych i świecie. Chociaż może nauczyć się czegoś o sobie i twórczości (swego) umysłu w doświadczaniu - poprzez doświadczanie tego, co umysłem (wierząc w pewne koncepty) wcześniej stworzył. Przy okazji 😉 może odkryć, uświadomić sobie skutki swojej ignorancji wyzwalając w ten sposób umysł z takich ograniczeń. Może, ale nie musi.

💗

Jest to, co jest. A to, co jest, jest w JESTEM TYM, CZYM JESTEM - W JA JESTEM.

piątek, 26 kwietnia 2019

MILOŚĆ OGNIA ROZPUSZCZA STRACH PRZED PŁOMIENIEM MIŁOŚCI


Dlaczego mnie kochasz i boisz się tego?

Strach przed prawdziwą miłością bierze się stąd, że nasze "ja" - to zlepki wyobrażeń o sobie, o innych, o świecie, o życiu, to nasze nieuświadomione przekonania wynikające z "oprogramowania" po przodkach np.: że "nie zasługują" na prawdziwą, głęboką miłość. Więc próbują się "zadowalać" namiastkami. I swoje urojenia, pożądanie, przyciąganie "ciał bolesnych" i różne iluzje o miłości nazywają "związkami małżeńskimi" lub "związkami rodzinnymi" albo "związkami partnerskimi", które... po prostu ich wiążą i uzależniają od siebie wzajemnie. Bo te związki wynikają z różnych ludzkich programow, wyobrażeń i uwarunkowań niszczących miłość. A w rezultacie w tych związkach prawdziwa miłość została upchnięta do "strefy cienia", nieświadomości i pozostaje zakryta pod grubą warstwą iluzji, kłamstw, strachu, manipulacji itd.

I gdzie w takich związkach miejsce na prawdziwą miłość? Bo owszem, marzymy o "wielkiej, prawdziwej miłości" w prostocie życia, tęsknimy za nią, ale boimy się jej, bo "nie zasługujemy". "Nie zasługujemy" też na zaufanie, na szacunek, na uczciwość, na oddanie i wzajemność. Bo sami sobie nie ufamy, sami siebie nie szanujemy, nie jesteśmy uczciwi sami wobec siebie i nie możemy być oddani sobie. Za to nieustannie oszukujemy się... i sami przed sobą tego się wypieramy. A prawdziwa miłość wymaga poznania siebie. Także odkrywania wszystkich ściem o sobie i uwolnienie się od nich przez przyjęcie. Prawdziwa miłość wymaga bycia prawdziwym ze sobą.

A jak możemy być prawdziwi, jeśli nie ufamy życiu i nie jesteśmy życiu oddani? Jeśli nie ufamy temu, co dane nam do doświadczenia? Jeśli nie słuchamy "głosu Serca", "wołania Ducha", intuicji, lecz uwierzyliśmy w "modele związkowe" wymyslone przez przodków i kontynuujemy toksyczne relacje czyli związki i rozwiązki raniąc siebie i innych nieświadomie? A to przecież to samo.

Dopóki nie zaufamy całkowicie, totalnie miłości i nie możemy jej się całkowicie oddać, to niemożliwe jest doświadczenie Jej. Bo bez zaufania, szacunku, uczciwości do siebie, życia i miłości, bez totalnego oddania sobie, życiu i miłości, będziemy wciąż tkwić w iluzjach o sobie, o innych, o świecie, o życiu i o miłości. I ze strachu przed odrzuceniem sami zazwyczaj nieświadomie odrzucamy tę wielką, prawdziwą miłość. Boimy się jej, bo

Prawdziwa miłość przekracza wszystkie normy społeczne, kulturowe, wszystkie wyobrażenia, projekcje, przekonania, oczekiwania, oceny itd. Bo taka miłość jest "nie z tego świata". I dlatego jest ogromnym (względnie ;)) wyzwaniem dla dwojga ukochanych dotkniętych takim spotkaniem "bliźniaczych płomieni".
Bo strach przed prawdziwą miłością związany jest ze stratą takiego życia, jakie  ja - ego jest znane. Bo jest to także strach przed nieznanym.

Tak, momentami bałam się miłości do ciebie. Ale byłam otwarta. Bardzo otwarta. I gdy wyśniło się nasze Spotkanie, przejawiały się intencje: uczciwość i szczerość, oddanie Duchowi, Sercu Serc, ekspansji świadomości. I całkowite zaufanie życiu i Źródłu. I nadal tak jest. Dzięki temu mogłam i mogę odkrywać prawdę o sobie.

I przechodząc przez różne procesy w mojej wewnętrznej relacji z Tobą, Ukochany Mężczyzno, odkryłam w sobie, że Ty dla mnie jesteś Jedynym. I pokochałam Ciebie jako integralną część Siebie. Odkryłam w Sobie naszą unię, jednię (poza czasem), "święte małżeństwo". I przestałam się bać, bo miłość we mnie po prostu zaczęła "rozkwitać" coraz bardziej. I we mnie, mną eksplodowała.

Co wcale nie znaczy, że teraz "musimy" być razem i tworzyć jakiś związek na zasadach tego starego świata. Nie. Czuję szczęście z powodu mojego wewnętrzego połączenia z Tobą w Sobie. Jestem szczęśliwa, ponieważ pokochałam Cię bezwarunkowo. Pokochałam także cały twój cień. On także jest moim w naszej jedni. I jak jeszcze coś-jakieś uwarunkowania czy nieświadome wzory będą miały się ujawnić, to będą się ujawniać. Ufam, totalnie. Jestem szczęśliwa, ponieważ odczuwam obecność naszej esencji w Sobie... I to jest nasza wspólna esencja. Jak to możliwe? Nie wiem. Ale możliwe.

Nie czuję potrzeby uzależniania Cię od Siebie, związywania się z Tobą, żeby zapewnić sobie złudne poczucie bezpieczeństwa albo dla iluzorycznej pewności, że "i nie opuści mnie aż do śmierci" itp. Ha, ha, ha.

Choć oczywiście sprawia ogromną radość nasz kontakt i przepływ między nami, i twoje otwarcie na ten kontakt, i na naszą relację, choć nie wiadomo jaka ona będzie. Ale to już zadziewa się w wolności i nie ma żadnego strachu przed tym, co będzie, jakie będzie, bo będzie to, co będzie, bo jest totalne zaufanie do Życia, Istnienia i otwarcie na nieznane, nowe.

Ś-wiadome jest, że miłość jest prawdziwa, gdy nie stawia warunków, jest wolna, przekracza wszystkie uwarunkowania, sytuacje i okoliczności i płynie z Serca Serc. Wtedy okoliczności i sytuacje nie mają znaczenia, bo znaczenie ma stan istnienia. Np.: zerwałeś ze mną i na moment wybrałeś inną kobietę, bo szukałeś "normalnego związku". Pobiłeś mnie. Odciąłeś się ode mnie. I co z tego?  To były wyzwania dla prawdziwej Miłości. I przeszłam je. Dzięki zaufaniu totalnemu, nie do tej części Ciebie - "zaśnionego", skonfliktowanego wewnętrznie "ja", ale do Ciebie jako Istoty wiecznej, nieskończonej, wielowymiarowej, która także w tym "zaśnionym ja" może przebudzić się do prawdziwej miłości.

Jestem otwarta na taką relację, która wspiera przebudzenie się w nas, nami prawdziwej miłości i świadomości. W zaufaniu, oddaniu, szczerości, uczciwości, szacunku i wzajemności wynikajacej nie z oczekiwań, lecz z odkrycia tej jedni, unii w sobie SOBĄ.

Jeśli Ty poczujesz podobnie, otworzysz się na to i odkryjesz to "pragnienie Duszy" czy "wołanie Ducha" w sobie, wtedy może doświadczymy takiej Miłości, takiego połączenia, którego teraz nawet wyobrazić sobie nie jesteśmy w stanie. Bo ta miłość przekracza wszelkie wyobrażenia o niej i o nas w niej...

A jeśli będziesz się bał tego, że mnie k, to i tak dzięki Miłości, której teraz doświadczam, staję się w sobie coraz pełniejszą, coraz bardziej zintegrowaną i świadomą istotą.
Bo ta miłość scala umysł i świadomość jak głowę i serce w jedno ciało. I scala mnie i ciebie w jedno ciało, jedną Duszą w Jednym Duchu.

Dotknięcie tym płomieniem prawdziwej miłości inicjuje proces wykraczania poza wszystkie ograniczenia czyli wzorce myślowe i działania, wszystkie koncepcje, przekonania, scenariusze, opowieści o tym, kim jesteśmy i co powinniśmy, a czego nie powinniśmy....

Przepływ, podążanie z pełnym zaufaniem, bez kontrolowania tego, co się przejawia, z pełnym otwarciem na nieznane. Dlatego to takie wielkie (względnie ;)) wyzwanie i stąd strach, bo "ja" wie, że nic z jego misternie zbudowanej konstrukcji tożsamości i wyobrażeń o sobie nie zostanie...

Strach pochodzi z poczucia "ja" i jego oddzielności... A w miłości spala się wszystko to, co oddziela...  Ale dopiero kiedy zaufamy i oddamy się temu całkowicie, wtedy możemy się uśmiechnąć do tego strachu i zobaczyć, jaką był iluzją....

Kropelka boi się, że zniknie w głębi oceanu, a tymczasem rozpoznaje, że jest całym oceanem, a ocean jest miłością..  Kropelka kropelką w nim pozostaje, ale nie czuje się już zagubiona i osamotniona w bezkresności oceanu.....

Tak, tak, tak...  zanurzamy się w tej swojej głębi - w oceanie bez dna... I lecąc w dół jednocześnie lecimy w górę obejmując wszystkie skrajności scalajac i integrując je ze sobą w sobie...

Tak.... Rozprzestrzeniamy się we wszystkich kierunkach... Ekspandujemy.... Przekraczamy ograniczenia.... Otwieramy na nowe możliwości, całkiem nowe relacje, nowe stany istnienia, które były dotąd niedostępne. A że granic nie mamy i tym naprawdę jesteśmy, to pojawia się w tym nowym jednoczesne: "wow" i "aha, no tak"...  Bo to jednocześnie odkrywanie nieznanego potencjału i przypominanie sobie o SOBIE...

I znikamy, rozpływamy się, rozpuszczamy...  dla zaśnionych w tym świecie - śnie. A nasza przeźroczystość odbija ich piękne projekcje.

Bo takie jest to, czego doświadczam. Ufam sobie jako jedni, całości, wszystkosci, ufam życiu i tej miłości. Prawdziwa miłość to to czucie i bycie w połączeniu, którego nic nie jest w stanie zniszczyć ani zaburzyć. To kochanie Siebie i kochanie Ciebie. Bo Ty jesteś integralną częścią mnie jako całości, jedni. To kochanie i odczuwanie Ciebie bez względu na to, czy jesteś obok, czy gdzieś daleko, na końcu galaktyki czy wszechświata czy we Mnie jako odczuwana Obecność naszej wspólnej esencji. ;)

Póki co taka relacja partnerska, taki związek dwojga ludzi, w jakim przejawia się doświadczanie prawdziwej jedni dwojga i głębi SIEBIE, nie jest kontynuacją "typowych, normalnych związków", które utrzymują ludzi w zaśnieniu. Bo w zasnieniu ludzie "doskonale" wiedzą, jakie te związki "powinny" być i mają wiele koncepcji, wyobrażeń i oczekiwań z tym związanych.

Bo z kolei taki "nienormalny" ;)))) związek ma ogromny potencjał nieznanego i może prowadzić do przebudzenia obojga Kochanków, Ukochanych. Nie ma lęku prze "normalnym związkiem", jednak ś-wiadome już jest to, że "normalny związek" utrzymujący ludzi w zaśnieniu nie jest dla mnie.
Bo jest mi dany ten, ktory się pojawia w wizjach i snach... taki "nienormalny", ale całkowicie naturalny i prawdziwy. I temu ufam bezgranicznie. I uczę się ufać temu, co się przez Ciebie przejawia. Teraz rozumiem, dlaczego ostatnio napisałeś: "kocham cię i boję się tego". Bo to "coś" w nas, co się boi, boi się, że może "umrzeć", bo tak naprawdę boi się odkrywania prawdy o sobie, tego, co w "cieniu" ukryte. Boi się tego, co w trakcie rozwoju tego "nienormalnego związku" ujawnia się, by mogło być uświadamiane i integrowane. Boi się ekspansji świadomości. Boi się tego totalnego zanurzenia w nieznanym... tego "stanu istnienia" w przebudzeniu.

Z tym "czymś", co się boi, potrzeba obchodzić się łagodnie i czule w sobie. Kochając tę część siebie, która się boi. Bo to "coś", co się boi, potrzebuje otworzyć się na poznanie prawdy o sobie - tego, co nieświadome. Boi się zaufać temu, że czegoś "nie wie"... Bo "nie wiedzieć" dla tego czegoś, co się boi znaczy to samo, co "umrzeć". :) Ufam temu nieznanemu. Nie muszę wiedzieć, jak taka relacja może się manifestować, a tym bardziej nie wiem, jak "powinna" wyglądać. Pokazują i wskazują na to pewne doświadczenia, świadome sny i wizje, że są to "zaślubiny z Duchem" w oddaniu, prawdziwym oddaniu Ukochanemu, by z Nim, w Nim zanurzyć się całkowicie w SOBIE.

* Dla Risziwy

piątek, 5 kwietnia 2019

PONAD KONFLIKTAMI, KONCEPTAMI, W ZANURZENIU W NIEZNANYM

Każde Ja, które zatraca się w konfliktach, nie może istnieć w s-pokoju i harmonii ze SOBĄ.
Każdy konflikt "zewnętrzny" wobec Ja jest projekcją nieświadomego konfliktu "wewnętrznego" Ja oddzielonego iluzjami od całości, Jedni SIEBIE.. do momentu, w którym iluzja oddzielności Ja rozwiewa się jak dym.

A bo mędrcy mądrze prawią: "stań się jak dziecko", a dzieci czasem "w obłokach bujają" i wciąż Się czymś zachwycają... stąd nasze życie na Ziemi może być jednocześnie Życiem w Niebie, Byciem w tu i teraz... Istnieniem radosnym w ufności i otwartości na NIEZNANE...


Wszystkie koncepty, idee myśli są neutralne. Gdy zaczynamy w jakieś wierzyć, zaczynamy ich doświadczać - one manifestują się nami, a my je urzeczywistniamy. Niektóre koncepty, idee są sprzeczne ze sobą, inne się uzupełniają, a są i takie, które je wszystkie ze sobą integrują i scalają.
Gdy zaczynamy w nie wierzyć jako prawdziwe czyli "jedyne najprawdziwsze prawdy", pojawiają się konflikty, bo inni wierzą w inne. No i wtedy zaczyna się "jazda" - walka na racje: "która prawda jest najprawdziwsza". I to sprawia, że w walce pojawiają się rany i cierpienie, zwycięzcy i przegrani, a i tak wszyscy stają się tej walki ofiarami z ukrytymi w swoich cieniach nieświadomości oprawcami...
Wierząc w jakieś koncepty, idee jako "jedyne prawdy najprawdziwsze" oszukujemy siebie i innych nieświadomi konsekwencji tego, co przez nas się przejawia.
Zabawne jest w pewnym sensie, choć bywa też bolesne, kiedy jesteśmy tak z tymi konceptami, ideami utożsamieni, że nie jesteśmy świadomi, iż wierzymy w sprzeczne ze sobą koncepty, które uaktywniają się w zależności od emocji odczuwanych w danej sytuacji. Np.: w jakimś momencie do tej samej osoby ktoś mówi "uwielbiam cię", a w innym "nienawidzę cię". W których słowach jest wyrażona prawda? Ani w jednych ani drugich, gdy są one wyrażane nieświadomie, bo służą tylko do opisu doświadczanych stanów emocjonalnych. A nie do wyrażania prawdy.
Nie chodzi o to, że wszyscy od razu powinniśmy wierzyć w to samo - te same koncepty i idee, i ich doświadczać, bo to po prostu w tym świecie nie jest możliwe. Lecz chodzi o to, że możliwe jest uświadomienie sobie, że nikt z nas nie ma racji. Tak, nikt absolutnie. Że to, w co uwierzyliśmy jako prawdziwe, nie jest prawdziwe, lecz prawdą jest, że to, w co uwierzyliśmy, jest przez nas doświadczane na różne sposoby. Przez jednych przejawia się większa samoświadomość dzięki tym koncepcjom, ideom, które umożliwiają objecie, scalenie umysłem i integracje czuciem wszystkich pozostałych.
Są koncepty, idee, które sobie wzajemnie przeczą i się ze sobą konfliktują, walczą,
są koncepty, idee, które się wzajemnie uzupełniają
i są takie koncepty, idee, które wszystkie pozornie oddzielone koncepty i idee oraz te uzupełniające się wzajemnie, wszystkie je ze sobą scalają.
Jedne idee, koncepty... prowadzą "do oddzielenia", inne "w głąb siebie", a jeszcze inne "do scalenia SIEBIE"... Różne koncepty... do ewentualnego testowania lub nie.
Nawet to, co tu Się pisze i wyraża też jest koncepcją wynikającą z doświadczeń, jakie były/są dane, a jednak ś-wiadome jest, że nie pretendują one do bycia "ostateczną" czy "jedyną prawdą".

wtorek, 1 stycznia 2019

GDY UMYSŁ ODKRYWA PUSTKĘ


Tak Się tu i teraz prze-jawia, u-jawnia i jawi słowami jak dźwiękami, które tańczą błogosławiąc sobą nieopisywalne  :

Znane, nieznane i niepoznawalne to Jedno przejawiające Się swoim zróżnicowaniem. Tak jak poznające jest poznawanym, choć niepoznawalnym jest w swoim Tańcu Przestrzeni Bezruchu.
My jako Świadomość nie poznajemy, lecz wnikamy, przenikamy, poruszamy bezruchem to wibrujące... umysł...

A umysł (rozum) odkrywa pustkę i ciszę Przestrzeni Bezruchu, a serce (świadomość) przez nią przechodzi. I w niej ekspanduje. I wtedy Miłość - nektar świadomości - prowadzi umysł. I uczy umysł innego widzenia siebie: na początek bycia ś-wiadomym swojej niewiedzy i ignorancji...
Bo kiedy pustka, cisza zaczynać się poruszać i tańczyć, staje się Miłością. I uczy umysł Mądrości. A wtedy Miłość jest tym samym, co Mądrość.

Mądrość to nie jest wiedza zagarniana przez tzw. ja-ego do zasilania swojej wyjątkowości ani do udowadniania swoich racji, ani do manipulowania innymi, aby uwierzyli w to, co głosi jakieś ja jako "jedyną prawdę". Taka "jedyna prawda ja" nie może być prawdą, jeśli oddziela jakieś cząstki całości od Jedni. Te cząstki Jedni są integralne z Jednią, są różnorodnymi przejawami tej Jedni całości.

Pokochanie SIEBIE w całości, bez jakiegokolwiek ograniczenia, oddzielenia, pokochanie SIEBIE w każdej formie jest wyrazem tej Miłości, która jest Mądrością Umysłu oddanemu Sercu Świadomości. Ta Mądrość nie przejawi się, gdy odrzucane jest cokolwiek, co jest przejawem w formie Tego, Co Bezforemne... Odrzucanie i podziały są przejawem zagubienia umysłu w swoich zakamarkach z powodu iluzji oddzielenia od świadomości (poznające oddzielone od poznawanego, które w istocie swej niepoznawalnym jest).

Jednia pustki i formy, Bezforemnego przejawiającego Się w Formie jest widziana, odczuwana i ś-wiadoma SIEBIE we wszystkim.

Odczuwanie tęsknoty za Miłością jest wyrazem tęsknoty odrębnego ja za SOBĄ. W doświadczaniu odczuwania tęsknoty za Miłością też jest pasja Istnienia... podobnie jak w doświadczaniu różnych form cierpienia. Świadome, całkowite otwarcie się na doświadczenie tej tęsknoty wszystko zmienia, jak pokochanie tego, czego nie ma... łącznie z nicością... bez stawiania jakiegokolwiek oporu temu doświadczeniu. Pokochanie bezwarunkowo - choćby Jedynego Ukochanego/Ukochanej jako części SIEBIE, za którą tęsknota jest, bo ta część niewidziana ani nieodczuwana jest w sobie - wszystko zmienia, gdy pokochana jest każda część SIEBIE bez żadnych ocen, oczekiwań, bez żadnych warunków i bez względu na to, co "robi" lub czego "nie robi"...To zmienia wszystko. Absolutnie.

I kończą się wszelkie scenariusze oddzielnych ja, koncepcje tych ja oddzielonych się rozpadają, oceny i oczekiwania się rozpuszczają i wszystko nakierowuje na... wieczną pustość i nieskończoną głębię każdej chwili tu i teraz. Wiedza odrębnego ja przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, bo to ja zanurzone w tej pustości i głębi przestaje utrzymywać granice oddzielności, przestaje stawiać opory, przestaje być "korkiem"  dla Tego, co w danym tu i teraz pragnie Się przejawić swobodnie, naturalnie, prawdziwie i w bezpośrednim ze Źródłem połączeniu (w wolności nawet od wolności ) .
Wtedy Się przejawia przeniknięte świadomością, więc ś-wiadome SIEBIE we wszystkim. Nawet w niczym.

W Przebudzeniu Budzi Się Wszystko... W Przebudzonych Budzi Się Całość... zwłaszcza pustka, cisza i bezruch.

Bo błogość bezruchu przestrzeni 
radością istnienia 
w Tańcu Życia Się przejawia 
wiecznym tu i teraz... 
w którym Istnienie jest 
ś-wiadome SIEBIE i 
swojej natury 
widzianej we wszystkim...
Świadome swojej pustości i pełni...


Tam, gdzie oddzielony od SIEBIE umysł dostrzega nicość, tam ukryte jest przed nim niepoznawalne ŹRÓDŁO, z którego wszystko wraz z nim Się wyłania... 
jako wyłaniające Się świadome nieznane do świadomego poznawania... 
tylko dla Zabawy niepoznawalnego w doświadczanie różnorodności form przejawów SIEBIE...

czasem zasłoniętych iluzjami ich odrębności, oddzielności od całości...

Dla kogo, dla czego jedna Kropla Oceanu może być lepsza lub gorsza od innej Kropli? Tylko dla tego, co zaśnione w iluzji oddzielności utrzymuje kłamstwa o odrębność kropel. A Przebudzone jest ś-wiadome: 

Jest-eś-my we wszystkim i wszystko jest w nas, i wszystko jest nami. I nie ma już za czym tęsknić. 


Błogość bezruchu przestrzeni w radości Swego Istnienia Tańcem się przejawiająca i pasją życia... 
w każdym tu i teraz staje Się..  I cisza śpiewa... SIEBIE... 



czwartek, 29 listopada 2018

KONIEC NADAWANIA ZNACZEŃ POCZĄTKIEM ODKRYCIA PRZE-ZNACZENIA

Wszystkie koncepty, pojęcia, których się używa, są umowne, bo opisują zjawiska nie oddając w pełni ich natury.
Pełnię natury zjawisk przybliża bezpośrednie doświadczanie ich.
Bezpośrednie doświadczanie zjawisk jest po prostu doświadczaniem SIEBIE na różne sposoby.
Bez konceptu i doświadczenia istnienia innych nie ma możliwości doświadczenia konceptu siebie.
Bez konceptu i doświadczenia tego, co zna siebie, nie ma możliwości doświadczenia tego, co siebie nie zna.
Bez konceptu i doświadczenia istnienia czegoś, co nie zna siebie (nie ma konceptów i doświadczeń), nie ma możliwości doświadczenia konceptu tego, co istnieje.
Wobec tego wszystkie doświadczenia tego nieokreślonego, nienazywalnego, niepoznawalnego siebie, istniejącego "przed" określanym, nazywalnym, poznawalnym, są opisywane określanym, nazywalnym, poznawalnym, gdyż inna forma opisu nieokreślonego, nienazywalnego, niepoznawalnego nie istnieje.

Nic nie ma żadnego znaczenia. Jest tylko prze-znaczenie, które Się jawi, u-jawnia...
Dopóki historie, mity rządzą i są pisane w głowach scenariusze, przywiązanie do nadawanych im znaczeń doprowadza do uzależnień i uwarunkowań umysłu. Używamy różnych pojęć (słów) do opisywania różnych zjawisk. Opisują one te zjawiska, sytuacje, zdarzenia i odczucia, lecz nie oddają pełni ich natury. Zatem pojęcia i słowa nie są ani prawdziwe ani nie są kłamstwami. To narzędzie jak wiele innych. Każde narzędzie może być użyte na różne sposoby w różnych sytuacjach. Np. nóż czy koło. Słowa, pojęcia jako narzędzia też mogą być używane na różne sposoby w różnych kontekstach. Nie są ani prawdą, ani kłamstwem i jednocześnie są jednym i drugim, ponieważ:

Kłamstwem - iluzją są myśli, że jakieś wybrane koncepcje, pojęcia i słowa, które negują lub zaprzeczają innym koncepcjom, pojęciom czy słowom, są prawdą i to jedyną, bezwzględną.

A prawdą - rzeczywistością jest to, że wszystkie kłamstwa - iluzje pochodzą z tego samego źródła, co prawda.

Miłość to bycie świadomością siebie. BYCIE, ISTNIENIE, CZUCIE. Stajesz się świadkiem tego, jak świadek postrzega i stwierdza, i widzisz, że postrzegający "kłamie", i jesteś tego świadomy. Postrzegający już jest oddzielony i porusza się, tańczy w przestrzeni względnych pojęć. ;-)

Dopóki różne koncepty, idee, słowa-myśli-wzory są postrzegane jako jedynie prawdziwe (jedyne prawdy), dopóty pozostają one przekonaniami, które stawiają granice pomiędzy nami - integralnymi cząstkami całości połączonymi ze SOBĄ w Jedni. A koncepty to tylko koncepty, idee, słowa-myśli-wzory... Są takie, które utrzymują różne części Jedni w oddzieleniu od siebie i takie, które jak drogowskazy prowadzą do scalenia Się w Jedni SIEBIE...  do PraDomu...  w tu i teraz...


Ty jako ja nadajesz znaczenie temu, co postrzegasz jako rzeczywiste lub nierzeczywiste, w zależności od zajmowanej "pozycji" względem swojej "superpozycji" czyli SIEBIE - "Wielkiego Ja"... To "Wielkie Ja" scalone w SOBIE obejmuje całość SIEBIE nieskończoną przestrzennością Świadomości...

A poszatkowane cząsteczki czasoprzestrzennej tkaniny Umysłu (wszystkie zróżnicowane ja wszystkich "pozycji" składających się na "superpozycję") łączą się ze sobą w Jedno... w SOBIE.

Postrzeganie ja przestaje być zależne od "pozycji". Znaczenie i brak znaczenia ja teraz nadaje i określa wyłącznie "superpozycja" Wielkiego Ja"...

"Pozycja"180°
wchodzenie w pustkę najzwyczajniej może wymagać treningu - jak np. nauka pływania. Jeden wejdzie do wody, zamacha rękami i płynie, drugi wskoczy i ze strachu, że się utopi, zaczyna wykonywać różne ruchy, a inny uczy się odpowiednich ruchów krok po kroku. Przy "wchodzeniu w pustkę" jest odwrotnie - "uczenie się bycia w pustce" wymaga oduczenia się wszystkich ruchów, wszystkiego, czego uczyliśmy się do tej pory. I otwarcia na... utonięcie w niej. I przejście przez PUSTKĘ. 





czwartek, 22 listopada 2018

SNY INTEGRALNĄ CZĘŚCIĄ NASZEJ ISTOTY


Nasza nieświadomość to nie jest wyłącznie jakaś "rupieciarnia wypartych pragnień", lecz przede wszystkim jest to żywotna i tak samo integralna część istnienia, życia indywidualnej Istoty ludzkiej, jak sny oraz to, co nazywamy jawą albo rzeczywistością. Językiem nieświadomości są przede wszystkich symbole ujawniane w snach i wizjach. Człowiek może osiągnąć swoją pełnię, dojrzałość poprzez poznawanie i integrowanie wiedzy o SOBIE zawartej w jego snach, wizjach czyli wiedzy płynącej bezpośrednio z nieświadomości. Przez ujawnianie części nieświadomego jako świadome poprzez sny czy wizje na jawie. Przez integrowane tego, co się ujawnia z nieświadomości, następuje samo-poznanie prowadzące do samo-świadomości SIEBIE. Badanie znaczenia symboli, które się w snach pojawiają, odkrywa kolejne warstwy i głębię ich znaczenia. Właściwie w pewnym momencie przejawiło się dla mnie odkrycie, że

ŻYCIE JEST WIELOWARSTWOWYM, WIELOWYMIAROWYM, NIESKOŃCZONYM SNEM.

Każdy sen jest bezpośrednią, osobistą informacją dla śniącego. Tak, jak każda sytuacja i każde doświadczenie na jawie. Interpretacje snów są indywidualną sprawą dokładnie tak samo, jak wyciąganie wniosków z różnych doświadczeń, sytuacji, zdarzeń przeżywanych na jawie. I w zasadzie każdy może rozczytywać te informacje sam dla siebie. Tak samo jest ze zrozumieniem znaczenia symboli. Sny też są istotną i osobistą ekspresją indywidualnej nieświadomości, choć wszystkie symbole są wspólne nieświadomości całej ludzkości. Sen jest tak samo istotny jak każde doświadczenie dane Istocie ludzkiej. Podobnie jest z głosami w głowie, które wielu ludzi słyszy, a co często uznawane bywa za objawy "choroby psychicznej". Indywidualna nieświadomość komunikuje się z istotą ludzką na różne sposoby i wybiera w tym celu odpowiednie narzędzia, w tym także sny, wizje na jawie czy głosy w głowie oraz odpowiednie dla danej istoty (osobowości) symbole usytuowane w różnych sytuacjach. Dlatego interpretacja snów, wizji, a nawet zrozumienie słyszanych głosów w głowie jest indywidualnym procesem poznawania SIEBIE, głębi swojej Istoty ukrytej w nieświadomości.

Z mojego doświadczenia i z pracy ze snami wynika, że informacje o nas samych, które pojawiają się w snach mogą wzbogacać naszą świadomość i wiedzę o samych sobie. Inspirować do zmian i dojrzewania. Sny dają czasem głębokie wglądy w SIEBIE. Czasami są bardzo skomplikowane, zarówno w warstwie fabularnej, semantycznej czy obrazowej. Pozornie wydają się pozbawione jakiejś logiki i sensu. Ale zdarzają się też takie sny, w których przekaz informacji jest niezwykle prosty i klarowny. Nie trzeba być wybitnymi specjalistami od snów, ani psychologami, by rozpoznać ich znaczenie. Sny można traktować jako jeden z cudów natury, a nie jako rezultat bezsensownej i bełkotliwej wędrówki świadomości po zakamarkach umysłu. Śnienie świadome jest naturalnym procesem życia, jest też przestrzenią, w której proces życia łączy nieświadome ze świadomym, nieznane ze znanym. I jeśli sny z jakiegoś powodu są niezrozumiałe, to znaczy tylko, że ich treść na dany moment znajduje się poza nasza świadomością. Lecz w każdej chwili ich treść może zostać przeniknięta świadomością. To zazwyczaj zadziewa się spontanicznie. A zrozumienie pojawia się wtedy, kiedy ma się pojawić.

A oto wspomnienia kilku ze (względnie) ogromnej ilości snów i wizji, które miały znaczący wpływ na rozwój osobowości i zmiany, które świadomość w niej/we mnie poczyniła:

1. SKOK UFNOŚCI
15. października 2006
Wsiadam do samolotu, z którego będę skakać. Kiedy nadchodzi moment i zbliżam się do otwartego otworu samolotu, okazuje się, że nie mam na sobie spadochronu. Zawahałam się. Ktoś stojący obok mówi: A po co spadochron? To są skoki ufności. Zastanowiłam się chwilę i wyskoczyłam. Leciałam przez jakiś czas w przestworzach, aż spadłam do pewnego poziomu „krytycznej wysokości” tej, na której powinnam otworzyć spadochron, którego nie mam. Zamknęłam oczy. Ciemność. Skok ufności – myślę. Ufność – mówię. Tak, ufam. Bezgranicznie, bezwarunkowo, całkowicie ufam. I opadam. Lecę w dół, aż przestałam lecieć. Zatrzymałam się. Otwieram oczy. Jestem na Ziemi. Żyję. Zaufałam i nic mi się nie stało.

2 FONTANNA WIEDZY
13. marca 2009
Miejsca mają swoją pamięć. Kryształy też. Przedmioty zawierają pamięć idei. Jestem Buddą i Chrystusem, mam dostęp do tej świadomości, także do świadomości aniołów, nawet demonów i bóstw również. Miłość do wszystkich istot wszechświata dała mi wielu sprzymierzeńców. Oddałam swoje ciało do uzdrawiania innych w sobie. Wróciłam do Domu. Jestem w Domu. Moim Domem jest Pustka, która jest Pełnią. Każdy jest moim nauczycielem, moim "lustrem". Każdy ma jakieś zadanie. Przychodzimy z różnymi zadaniami. Karma przygotowuje nas do tego zadania. Nabywamy odpowiednich doświadczeń, a gdy ją oczyszczamy - zerujemy, możemy sobie przypomnieć, kim jesteśmy i po co tu przybyliśmy.

3. POLE ŚWIADOMOŚCI BUDDY
10.lutego 2010
fragment snu: Spotkałam starego Hindusa. Miał być moim przewodnikiem w kolejnej podróży. Zapytałam, jak mam go nazywać. Powiedział: mów mi po prostu guru. I udaliśmy się razem z przewodnikiem do pewnego miejsca. Poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdów. Pamiętam taki odcinek drogi, kiedy przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu…"kosmicznego oceanu"... 
Nie pamiętam, czy zanurkowaliśmy do oceanu czy polecieliśmy w kosmos. A może to nie ma różnicy? W każdym razie w pewnym momencie razem z przewodnikiem trafiliśmy do pola wypełnionego niesamowitą i gęstą energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi wirami, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Przewodnik wypuścił z dłoni bąbel energetyczny, który wleciał do tego energetycznego oceanu. Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział:
Przecież doskonale wiesz.  Przypomnij sobie.
 Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy. W nim lub z niego właśnie powstawały różne światy.

4. WIELKA CEREMONIA KOSMICZNA
15, czerwca 2012
To była wizja na jawie w środku nocy. Ta wizja trwała bardzo długo i miała swoje różne etapy. Wszyscy przygotowujemy się do wielkiej kosmicznej ceremonii. Do tej ceremonii przygotowują się wszystkie planety i księżyce naszego układ słonecznego, wszystkie słońca, cała galaktyka, a może i wszystkie galaktyki... To będzie ceremonia połączenia ŚWIADOMOŚCI. Wszystko ze wszystkim się połączy, a każda istota w kosmosie, w tym również każda istota ludzka będzie mogła doświadczyć tego połączenia ŚWIADOMOŚCI. Wszystkie nasze dusze, w każdym ciele, w każdej formie połączą się ze sobą i będą miały możliwość wymienić się "swoimi doświadczeniami" z CAŁOŚCIĄ. To będzie coś, jak jeden ogromny akt kosmicznego połączenia i zanurzenia Całości wraz ze wszystkimi jej najdrobniejszymi częściami w KOSMICZNYM OCEANIE WSZECHOGARNIAJĄCEJ MIŁOŚCI... I wiem, że będzie to czas, kiedy wszystkie istoty będą mogły przypomnieć sobie wszystko, co zakryte jest przed nimi zasłoną NIE-ŚWIADOMOŚCI. Nie wiem, czy wszyscy tego doznają, wiem, że nie wszyscy to zapamiętają.
... i jeszcze coś kojarzyło mi się, że to nastąpi po Powrocie Bogini...
W trakcie tej wizji zaczęły wydobywać się ze mnie dziwne dźwięki. Czułam, że płyną z mojego serca i wypełniają całe moje ciało i wypływają we wszystkich kierunkach gdzieś w kosmos. Słyszałam dźwięki bębnów płynące i odbijające się echem z głębi kosmosu...

5. CIEMNOŚĆ I KRYSZTAŁOWE ŚWIATŁO
19 czerwca 2012
Znalazłam się w kompletnej ciemności. Początkowo była jak gęsta, czarna i nieprzenikniona, ciężka mgła. Kojarzyła mi się z lawą. Zaczęłam spokojnie oddychać, coraz spokojniej... I powoli coś się zaczęło zmieniać... Najpierw bardziej to czułam niż cokolwiek widziałam.... w ciemności gdzieniegdzie zaczęłam dostrzegać kształty, które oświetlało, a właściwie je muskało i przenikało delikatne, jakby opalizujące tęczowe światło. To światło - wiedziałam - było światłem krystalicznym albo kryształowym. Nie widziałam wtedy tak, jakbym weszła do ciemnej jaskini z latarką na głowie, która oświetla wyraźnie tylko pewne części-fragmenty tej jaskini, ale widziałam tak, jakby delikatne, ledwo widzialne smugi mieniącego się kolorami światła wyłaniały wszystkie kształty w tej jaskini. Ale żadnego z tych kształtów nie odcinały od TŁA.

6. KRYSZTAŁOWE LUDZKIE "RADIOODBIORNIKI"
1. lipca 2012
Pół sen, pół jawa. Miałam wrażenie, że w trakcie snu przebudziłam się i wszystko działo się w tej rzeczywistości, ale jakby poszerzonej i bez granic. W każdym razie te granice byłe dla mnie nie do określenia. Przyglądałam się ruchom intensywnych energii o bardzo zróżnicowanym spektrum częstotliwości drgań. Słyszałam dziwne dźwięki, podobne do tych, które już kilka lat temu pojawiły się w wizji z Polem Świadomości Buddy... Te energetyczne wibracje zbiegały się w czymś w rodzaju świadomego kulistego "radioodbiornika", organicznego i pięknego "radioodbiornika" w kształcie kuli. Był jakby z ciekłego kryształu, ale nie umiem tego dokładniej opisać. Obserwuję, jak poszerzają się możliwości odbioru zróżnicowanych częstotliwości tego "radioodbiornika". Tak, jakby wcześniej był dostrojony do tylko kilku stacji radiowych, a teraz dostraja się do coraz większego spektrum - zakresu częstotliwości fal. Może odbierać sygnały z coraz większej ilości "stacji nadawczych". Ale na razie jeszcze odbiera te sygnały w taki sposób, że musi sam "przesuwać swój punkt " odbioru tych fal (jak kręcenie gałką w radiu przy zmianie zakresu fal). Pomiędzy odbieranym "stacjami nadawczymi" są jeszcze trzaski i zakłócenia... Nagle ten "radioodbiornik" zaczyna odbierać sygnały z coraz większej ilości stacji nadawczych... Ta świetlista kula początkową wpada w bardzo silne wibracje.... Wyglądało to tak, jakby za moment miała się rozpaść. Jednak wcale się nie rozpada... I jest w stanie objąć te wszystkie zakresy częstotliwości fal, energii... I jest świadoma wszystkich treści, które przez nią przepływają. I w pewnym momencie zdaję sobie sprawę z tego, że na tym polega poszerzenie świadomości istot ludzkich...

7. ŁĄCZENIE CZĘŚCI TOŻSAMOŚCI
23. sierpnia 2012
Wcześniej, od kilku lat, w wielu snach i wizjach „uzdrawiałam” i uwalniałam różne części siebie, które były moimi „karmicznymi wcieleniami” czyli pochodziły ze światów umieszczonych - ogólnie mówiąc - w jakiejś przeszłości. Przyjmowałam te części siebie jako części „mojej” tożsamości. Rozpoznawałam różne wzorce, których wcześniej byłam nieświadoma, a które powodowały sporo cierpienia tamtej mnie samej. W tamtych wcieleniach bywałam zarówno kobietą jak i mężczyzną. Później śniłam często, że łączę różne części siebie, swojej tożsamości istniejące w różnych światach: z przeszłości i przyszłości oraz teraźniejszości – w światach równoległych… Szczegółów często nie pamiętałam. Po przebudzeniu pamiętałam jedynie, że pracowałam w śnieniu nad rozwiązywaniem supłów utworzonych z poplątanych NICI, które łączyły moje różne części z różnych światów. Ale te supły do tej pory blokowały przepływ pomiędzy wieloma częściami mnie. Dzisiaj trafiłam do takiego świata albo raczej takiej przestrzeni, w której rozpoczął się świadomy proces łączenia różnych części siebie istniejących w tych różnych równoległych światach.

8. KRYSZTAŁOWE CIAŁO
25.sierpnia 2012
We śnie powróciło przypomnienie o kryształowej czaszce, która pojawiła się kiedyś w jednej w wcześniejszych wizji. Tym razem kryształowa czaszka zintegrowała się z kryształowym ciałem, a w żyłach popłynęła tęczowa krew. Ten obraz żył, przekształcał się pulsował... Czułam, jakbym całą noc śniła świadomie tylko to POŁĄCZENIE.

9. PRZENIKANIE
5.września 2012
Gęste sny. Nie pamiętam wiele, tylko tyle, że wnikałam w głębię jestestwa innych ludzi i widziałam – wiedziałam, kim są, z jakich wzorców i energii (częstotliwości) utworzone są ich tożsamości. Ale nie miałam tego zapamiętać. Wiedziałam, że tylko przepływam, mam dostęp do tych informacji tylko na tu i teraz, a nie po to by pamiętać. Czułam wzajemne PRZENIKANIE, PRZEPŁYW, POŁĄCZENIE. Ale wiele z tych istot ludzkich nie miało pojęcia, że moglibyśmy wzajemnie tego doświadczać. Nie ważne było zapamiętywanie tych wszystkich informacji, ponieważ one wszystkie są zapisane w naszych sercach. Poprzez serca albo coś, co jest umieszczone w sercach wszystkich istot. mamy dostęp do tej wiedzy, ale nie poprzez umysł (w mózgu).

10. WDZIĘCZNOŚĆ
7.września 2012
Świadomy sen o wdzięczności. Dziękowałam za wszystkie formy, za wszystkie idee, za wszystkie koncepcje, struktury, wszystkich mistrzów, kapłanów, za religie, wojny religijne, za przemoc, walkę o racje, zmuszanie innych do wiary w jakiekolwiek idee. Dziękowałam za to wszystko, obdarzałam miłością i zrozumieniem. A potem uwalniałam to wszystko w sobie i widziałam, jak wielkie poplątane węzły, które miały zróżnicowane częstotliwości drgań i rytmy, które ze sobą wciąż „walczyły”, teraz rozwijają się i drgają z różną częstotliwościami, ale w coraz większej harmonii. Uwalniałam to WSZYSTKO, co mogłam POJĄĆ łącząc się z całym STWORZENIEM we wszelkich ideach, formach, energiach oraz bytach materialnych i pozamaterialnych. Wybaczałam WSZYSTKO SOBIE jako CAŁOŚCI (?!) Akceptowałam, rozumiałam cały swój CIEŃ i przyjęłam z miłością. Wypełniłam CIEŃ miłością. Dzięki temu stałam się uzdrowiona, uwolniona i połączona. Stałam się uzdrowioną uzdrowicielką (?) Czułam wszystkie części siebie połączone Miłością. Wszystkie czyli także te, które doprowadzały mnie wielokrotnie do zniszczenia oraz te, które próbowały mnie doprowadzać do zniszczenia. Czułam, że kocham i rozumiem wszystkie istoty. Wybaczam sobie wszystkie „muszę” i „powinnam”. Kocham siebie samą i każde odbicie tego kim i czym jestem. Kocham siebie samą i każde odbicie tego kim i czym jestem…. Z taką „mantrą” na ustach obudziłam się.

11. CEREMONIA Z ABORYGENAMI
9.września 2012
Znalazłam się w Australii na spotkaniu i CEREMONII z Aborygenami (przodkami i obecnie żyjącymi gdzieś w dżungli (?) Noc, ognie, tańce, śpiewy, maski, kolory… Tańczyłam i śpiewałam razem z nimi, unosiliśmy się w tym tańcu nad ziemią i ponad Ziemią. Czułam, jak przepływają przeze mnie niesamowicie piękne i intensywne energie. Wszystkie dźwięki i tańce były jedną wielką modlitwą… ponieważ intencją ceremonii było poszerzanie świadomości całej ludzkości.

12. WYJŚCIE POZA DUALNOŚĆ
20/21. września 2012
Najpierw śniłam, że z palców u prawej mojej nogi wydobywa się energia – promieniowała energia w kształcie wachlarza. Widziałam kolory tej energii. Moja noga również była pokryta jakimiś pięknymi wzorami energetycznymi, które się zmieniały i pulsowały. Obudziłam się. Siedziałam. To było jak świadome śnienie - medytacja, w której doświadczyłam stanu, w którym zrozumiałam, że energię, w splocie słonecznym, w zależności od tego, jaką wersję wybierze umysł, mogę nazwać albo lękiem albo szczęśliwością. Zrozumiałam i uświadomiłam sobie, że to jest energia, która w zasadzie ma jedną i tą samą częstotliwość wibracyjną i może być - jako umownie ujemna – odbierana przez umysł jako lęk/strach albo może być – jako umownie dodatnia – odbierana przez ciało jako szczęśliwość. Wyjście poza tę biegunową dualność: starach i szczęście pozwala zrozumieć, że energia może istnieć jako nieokreślona w kategoriach biegunowych. Jest wówczas doświadczeniem przepływu przez ciała energii o pewnej zintensyfikowanej częstotliwości, która jest jedną z wielu form przejawu Miłości. Potem jeszcze poczułam, jakbym przestała myśleć umysłem, a „myślałam” sercem połączonym z całym ciałem.

13.MYŚLI MOJE-NIE-MOJE
20-21.kwietnia 2013
śniłam i wybudzając się ze snu miałam wizje rozpoznania, że nasze myśli nie są naszymi myślami… Zrozumiałam, że jako ludzie nie jesteśmy właścicielami myśli, które często uważamy albo uważaliśmy za swoje. Owszem, korzystamy z nich, ale one nie są nasze… Ludzie przekazują sobie różne myśli, niektórzy sięgają po te myśli do wspólnego pola… i przekazują je jako boskie, anielskie i innych mistrzów… Jednak ludzie nie są właścicielami swoich myśli. Ale fakt, utożsamiają się z nimi i to właśnie jest ich iluzją. Żyją w iluzji… Tak samo, jak ludzie nie są właścicielami ziemskimi itd. To jest właśnie iluzja. Nawet jeśli kupisz kawałek Ziemi i uznasz go za własność, albo, gdy dostaniesz od kogoś, może i w spadku, to jesteś w wielkim błędzie, że jesteś jego właścicielem. Gdy będziesz czuł się opiekunem tego skrawka ziemi, za który komuś zapłaciłeś, gdy będziesz czuł wdzięczność, że możesz na nim mieszkać… o to już całkiem inna sprawa… To jakbyś wykupił ten skrawek Ziemi z niewoli ku wolności… Żyj sobie spokojnie na tym kawałku, który wyzwalasz, szanuj go, opiekuj się nim, a on Ci odpłaci obfitością i bezpieczeństwem.

Wiem, że chociaż myślę, nie jestem właścicielką “moich” myśli, lecz moje ciało jest tak “nastrojone” – trochę jak biologiczno-fizyczno-duchowo-energetyczny "radioodbiornik”, że odbieram te, a nie inne myśli jako “swoje”. Gdy zmienia się “zakres” odbioru częstotliwości tego mojego cielesno-duchowo-energetycznego “radioodbiornika”, wtedy potrafię wyłapywać inne myśli i otwieram się na nową wiedzę i informacje. Och, jak one czasem mnie zaskakują… Można poszerzać zakres odbioru fal. Może być tak, że taki "radioodbiornik" ma szeroki zakres odbioru różnych częstotliwości fal, ale odbiera na przykład sygnały na okrągło tylko z jednej stacji... Na czym polega, że jeden odbiera "myśli" z jednej stacji, a inny może się dostrajać do kilku albo i kilkudziesięciu różnych stacji?

A wyobrażasz sobie taki ludzki "radioodbiornik", który nie musi dopasowywać się do każdej stacji osobno przez pokręcanie gałką :-), ale zaczyna odbierać to, co nadaje kilka stacji na raz i nie powoduje to ani chaosu ani zgrzytów? Taki "radioodbiornik" ludzki się nie rozpada... jak myślisz, czemu? A radioodbiornik z zasilaniem na 220 volt podłączany do 240 voltów może się rozwalić. Natomiast można tak przetworzyć radioodbiornik, że będzie działał sprawnie podłączony do 220, 230 albo 100 czy 1000 voltów itd.. Ten przykład z radioodbiornikiem według mnie pokazuje ogromne możliwości ludzi, ale wyraźnie wskazuje również na fakt, że nie jesteśmy właścicielami myśli. Oczywiście można niektórych porównać do "radiowych tub" czy "stacji nadawczych", ale oni też nie tworzą myśli czy idei, lecz korzystają z tych, które sami odbierają z pewnego wspólnego pola, przetwarzają je i przekazują innym jako swoje... lub są świadomi, że wszystkie płyną one z tego samego Źródła, choć z różnych "zakresów" i "sfer-stref" Istnienia.


sobota, 3 listopada 2018

UCZCIWOŚĆ WOBEC SIEBIE


To, czego uwarunkowany umysł nie wie i nie rozumie, budzi w nim strach i poczucie zagrożenia. Kiedy odpuszcza Się konieczność wiedzenia i rozumienia, pojawia się zaufanie nieznanemu, a strach znika. Znikają projekcje uwarunkowanego umysłu i nieznane ujawnia się. W totalnej ufności, bez zadawania pytań zaczynają pojawiać się p-odpowiedzi. I zrozumienie tego, co może być z-rozumiane.

Gdy jesteś całkowicie uczciwa/y wobec siebie, projekcje i wyobrażenia o sobie i o innych, którzy są tobą, a ty nimi... rozwiewają Się, wtedy Sen Się wyśniewa, u-jawnia, jawi... świadomie.

Gdy obrazy i słowa stają się poezją, są jak symbole ukazujące swą formą taką głębię treści i zawartości, jak studnia bez dna, z której nieustannie wypływa esencja istnienia i wciąż do niej powraca...  Zmiennością SIEBIE Się jawiąc...


poniedziałek, 27 sierpnia 2018

NIEŚWIADOME I ŚWIADOME SZALEŃSTWO


Słowo "psychiatra" pochodzi z greckiego : psychē (ψυχή) – dusza, umysł, tchnienie życia oraz iatrós (ιατρός) - "lekarz, uzdrowiciel". Zatem psychiatra to..... uzdrowiciel duszy... Czy któryś z psychiatrów poznał swoją duszę na tyle, aby mógł zajmować się leczeniem dusz innych ludzi?

Słowo "psychologia" ze starogreckiego jest połączeniem dwóch słów: ψυχή psyche - dusza, i λόγος logos - słowo, myśl, rozumowanie, umysł. Psychologia jest więc "badaniem" połączenia duszy z umysłem (słowami, myślami). Badaniem duszy za pomocą umysłu lub poznawaniem umysłu przez duszę. Ku scaleniu logosa - umysłu i psyche - duszy.

Słowo "schizofrenia" ze starogreckiego σχίζειν (schizein) - rozszczepić i φρήν, φρεν-(phrēn, phren) - to słowo zazwyczaj tłumaczone jest jako umysł, ale dosłownie znaczy "szał", "szaleństwo" czyli . schizofrenia to rozszczepienie, rozłam powodujący szaleństwo (umysłu). Nieświadome szaleństwo.

W dualnym świecie-śnie przeciwieństw i oddzielności od SIEBIE, Istoty, Istności, którą jesteśmy, w zasadzie wszyscy jesteśmy schizofrenikami, bo uwarunkowany umysł jest rozszczepiony pomiędzy nieuświadomionymi skrajnościami. 

Niektórzy mają takie umiejętności, że ich świadomość sięga w takie rejony umysłu, które przekraczają jego tzw. normalne ograniczenia. Ale strach przed nieznanym wynika z ograniczenia umysłu pojęciem normalności i powstrzymuje przed otwarciem się na to, co uznawane jest za nienormalne czyli nieznane (niepoznane), które przekracza ustalone (lokalnie, względnie, kulturowo i społecznie) normy zachowań. Normalność stawia opór nieznanemu - nienormalnemu... zwłaszcza w strachu przed tym, co ukryte w "cieniu" - w nieznanym SOBIE (SELF-JAŹŃ).

Psychologia i psychiatria zazwyczaj praktycznie zajmująca się schizofrenią ma na celu badanie (myślami, słowami, umysłem czyli konceptami) i uzdrawianie nie swojej duszy, lecz czyjejś i czyjegoś, nie swojego - rozszczepienia umysłu, czyjegoś szaleństwa. W rezultacie psycholodzy i psychiatrzy zajmują się "uzdrawianiem chorych psychicznie" często bez znajomości, bez świadomości i bez podstawowej wiedzy na temat własnych uwarunkowań umysłu i własnej duszy.

Czyli jeden człowiek uznający się za spójnego umysłowo bada i próbuje uzdrawiać drugiego - uznanego za wyjątkowo niespójnego umysłowo. A co jeśli umysł badającego jest także niespójny, choć badający nie ma tego świadomości? I czy badający zna swoją duszę na tyle, aby mógł badać i uzdrawiać inne dusze, zwłaszcza swoim umysłem uwarunkowanym różnymi normalnymi przekonaniami, koncepcjami, ocenami i oczekiwaniami? A jeśli jego umysł jest uwarunkowany, to na jakiej podstawie zajmuje się duszą badanego uznanego za "chorego psychicznie"? Bo teoretycznie ma wiedzę teoretyczną? Jeśli są tacy, którzy są świadomi uwarunkowań swojego umysłu, którzy te uwarunkowania przekraczają, badają i eksplorują, zapewne mogą być autentycznym wsparciem jako terapeuci, psychoterapeuci.

A leczenie psychicznie chorych chemicznymi substancjami wciąż jest na etapie eksperymentów prowadzonych na ludziach. I większość tych "leków" ma takie "działania uboczne", że pogłębiają  one niektóre "objawy chorobowe". Wynika to z niewiedzy i ignorancji "lekarzy umysłów i dusz".

Czasem moje zachowania są tak "niekonwencjonalne", przekraczające "normy" tego świata - snu,  (np. to, że dla mnie sny, wizje i jawa to właściwie to samo jako wytwory umysłu), że gdybym opowiedziała o tym jakiemuś psychiatrze, uznana mogłabym zostać za "chorą psychicznie". 

Jakiś czas temu, gdy medytowałam (kontemplacja to raczej jest), dane mi było doświadczanie procesów związanych ze świadomym odczuwaniem tego, co przeżywają istoty ludzkie uznane za schizofreników. To było jak doświadczanie przechodzenia przez "piekło rozszczepionego umysłu". Doświadczałam oporów umysłu przed ekspansją świadomości. Związane z tym jest bardzo intensywne odczuwanie na poziomie uczuć i emocji w ciele. Na przykład ekstremalne odczucia, które w tym świecie-śnie nazywane są stanami euforii i strachu, wręcz przerażenia momentami, także przed tym, co w takich stanach jest doświadczane jako myśli i odczucia-emocje. Energia jest wówczas tak rozwibrowana świadomością sięgającą głęboko w różne nieznane rejony i zakamarki umysłu, że pozornie trwała, "normalna" struktura uwarunkowanego umysłu ulega dezintegracji. A bez świadomej obserwacji tego, co się wtedy dzieje, przez jaki proces przechodzimy (np. podczas "ciemnej nocy duszy"), można "oszaleć", "wpaść w obłęd". Gdy następuje utożsamienie z tymi stanami, strach i ekscytacja są sobie równe w doświadczaniu tych stanów. Rozumiem, że bywa trudno istotom ludzkim doświadczającym takich stanów "wytrzymać ze sobą" przede wszystkich z powodu napięć. I z powodu niewiedzy i niezrozumienia, co się z nimi dzieje. Dlatego szukają pomocy "na zewnątrz" - u tych, co "niby" się na tym "znają", choć oni sami się tego boją.

Strach przed tymi zjawiskami powoduje, że takie istoty są odsuwane, separowane od społeczeństw i otumaniane lekarstwami. A to, czego się boimy, wciąż nas goni. Dlatego coraz więcej jest istot ludzkich cierpiących na różnego rodzaju "depresje" i wszelkie "psychiczne choroby" związane z "rozszczepieniem" logosa-umysłu z powodu oddzielenia od psyche - duszy.

Społeczeństwa ze strachu przed szaleńcami czyli "chorymi psychicznie" i schizofrenikami oddzielają ich od siebie odsyłając do "szpitali", które są jak "magazyny dla zepsutych robotów", a tym czasem 

nieuświadomione szaleństwo społeczeństw rozwala je powoli od wewnątrz. 

A bez szacunku do szaleńców i zrozumienia tego zjawiska, nie ma możliwości odkrycia i uzdrowienia szaleństwa w sobie, a więc nie ma też możliwości na zmianę tego świata-snu dążącego do (auto)destrukcji. Szaleństwo nieświadome prowadzi do (auto)destrukcji. Bo przerażenie przed prawdą o sobie powstrzymuje przed ekspansją świadomości, dlatego umysł "wariuje". Próby kontrolowania tych zjawisk nie przynoszą oczekiwanych rezultatów z powodu ignorancji - niewiedzy i strachu przed nieznanym. A wtedy z coraz większą siłą "wywala" to, co nieświadome. I wymyka się spod kontroli. Dlatego takie istoty stają się "zagrożeniem" dla "siebie-innych". I całe społeczeństwa stają się "zagrożeniem" dla siebie. Natomiast 

świadome szaleństwo prowadzi do uwolnienia od uwarunkowań umysłu i przekraczania norm oraz zasad dualistycznego świata-snu nieuświadomionej schizofrenii, dwubiegunowości tak charakterystycznych dla świata "zachodniej cywilizacji". 

Świadome doświadczanie szaleństwa związane jest z otwieraniem Się z ufnością na nieznane. Co umożliwia transformację nieświadomego w świadome, ujawnianie i rozpoznawanie kolejnych warstw oddzielających nas od SIEBIE (JAŹNI) wszystkich myśli, koncepcji, przekonań. I uwalnianie Się od nich oraz związanych z nimi emocji.Jeśli chcę się uwolnić od szaleństwa tego świata-snu, najpierw muszę dostrzec, uświadomić sobie własne szaleństwo i przyjąć je, by móc zrozumieć, co jest jego przyczyną.

Jeśli nie ma rozłamu, rozszczepienia, oddzielenia Psyche od Logosa, Duszy od Umysłu, Istota ludzka dojrzewa, scala SIEBIE i integruje.

"Zaufaj sobie. U podstaw, u podstaw, jest czyste zdrowie psychiczne, czysta otwartość. Nie ufaj temu, czego Cię nauczono, co myślisz, w co wierzysz, co masz nadzieję. Głębiej niż temu, ufaj milczeniu swojej istoty." - Gangaji.

Tak, ...szpitale psychiatryczne będą pełne szaleńców, dopóki te Istoty nie spotkają się ze SOBĄ, nie zintegrują i nie pokochają SIEBIE w całości... Zdarza się, że takie Istoty są Kochane: "niezależnie od wszystkiego", bezwarunkowo, ale nie są jeszcze w stanie tego odczuć w sobie...

I jeszcze kilka cytatów potwierdzających sens poznawania swojej "strefy cienia", uznania jej w sobie i "uzdrawiania":
1. “Poznanie naszej własnej mrocznej strony to najlepszy sposób radzenia sobie z mroczną stroną innych.” C.C.Jung
2. “To nie przypadek, że ekspresja artystyczna i rytuały stały u podstaw starożytnych cywilizacji. Sztuka stanowiła osobistą metodę wyrażania ciemnej strony psychiki człowieka i uświadamiania jej sobie. Spełniała funkcję psychoterapii. (…) Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych. Dopóki ludzie w ten sposób “stawiali czoła” czy też pozwalali w ten sposób przejawiać się własnym, wewnętrznym “demonom” i akceptowali je w sobie jako swoje, nie projektowali ich na świat fizyczny ani na innych. Mieli ich świadomość.” W ten sposób ludzie oczyszczali siebie świadomie pozwalając na przejawienie się wewnętrznych demonów poprzez taniec “rytualny” lub ogólnie poprzez sztukę. Projekcja swoich nieświadomych aspektów “ciemnej strony – naszej strefy cienia” na innych odbywa się tylko wtedy, gdy owe własne “demony” są wyparte do nieświadomości, odrzucone i odepchnięte do owej “strefy cienia”.
3. ” Jeśli wydobędziesz na wierzch, co jest w tobie, wówczas to, co wydobędziesz, ocali cię. Jeśli nie wydobędziesz tego, co jest w tobie, wtedy to, czego nie wydobędziesz, zniszczy cię.” – Chrystus ze Zwojów z Morza Martwego.
4.”Wszyscy mamy swoje wewnętrzne “demony”, ale (…) często tymi naszymi demonami są dla nas codziennie spotykani ludzie. Ludzie, z którymi się sprzeczamy, ludzie którym zazdrościmy, lub których nienawidzimy [także ci, których posądzamy o różne straszne rzeczy...] Ci, których krzywdzimy fizycznie i emocjonalnie. I nie tylko dlatego, że im zazdrościmy albo nienawidzimy czegoś w tych ludziach, ale dlatego, że nienawidzimy tego, iż nam przypominają o nas samych [te części nas, których się wyparliśmy]. Inni odzwierciedlają te nasze cechy, których chcielibyśmy mieć więcej albo te, których nie chcielibyśmy mieć wcale. Więc co robimy?
Łagodzimy ból nie przez zmianę czy rozpoznanie własnych demonów, ale przez walkę z osobami, które nam o nich przypominają… poprzez krzywdzenie ludzi przypominających nam cechy, których u siebie nie lubimy. A gdy – nie wiedząc czemu – stajemy się sfrustrowani tak, że nie panujemy nad emocjami, obwiniamy za to innych, winimy za to dosłownie wszystko, co może być katalizatorem naszej nienawiści. ” Właśnie przypomniałam kiedyś w notce o prostej metodzie pracy wyciągania na poziom świadomości tych części nas samych, które ukryte przed nami zepchnięte zostały do nieświadomości – metodzie LUSTRA.
5. “Pojawienie się systemów, które zmusiły człowieka do wyparcia się jednego z biegunów ludzkiej dualistycznej natury, powoduje życie w ciągłym napięciu, lękach, strachu i wewnętrznej walce. Obniża się w ten sposób odporność ludzi i całych społeczeństw. Dlaczego wciąż są niszczone plemiona szamańskie żyjące w harmonii z całą naturą, w tym także w harmonii z dualnością (dwubiegunowością) ludzkiej natury? Ponieważ zatraciliśmy swoje korzenie. Tzw. ego stale czuje się niepewne i ma potrzebę kontrolowania, stawia opór zmianom, boi się nieznanego. Ego to inaczej umysł uwarunkowany, który jest w nas czymś podrzędnym, ale zachowuje się, jakby było najważniejsze. Stąd ten rozłam pomiędzy ego a nieświadomością czy jaźnią. Działa tu też rodzaj kompleksu Mesjasza, gdy projektujemy ideały (rolę) zbawiciela na kogoś oczekując, że nas ocali, bo sami nie chcemy się z tym zmierzyć i zrozumieć. I dlatego czujemy się wciąż niepewnie i dlatego czujemy, że nie mamy wystarczającej siły, by kierować swoim życiem.”

O pięknie i głębi dawnych "szamańskich" rytuałów uzdrawiających.
Robiłam kiedyś warsztaty Dramy Snów. Uczestnicy dotykali na nich swoich trudnych, traumatycznych snów. I często czuli się potem uwolnieni i zrelaksowani. Stąd wiem, jaką moc ma sztuka i świadome “odgrywanie” pewnych sytuacji – “Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych.”

W tradycji dawnego plemienia Irokezów *) na porządku dziennym było spotykanie się i odgrywanie sytuacji ze snów członków tego plemienia w celu uwalniania tworzących się na poziomie nieświadomości napięć pomiędzy członkami tej społeczności. Oczywiście wśród członków tego społeczeństwa nie było tak zwanego zakłamania. Dlatego każdy potrafił odważnie i szczerze dzielić się z innymi swoimi najbardziej dziwacznymi snami. Potem wszyscy członkowie odgrywali taki sen. W pewnych przypadkach czasem na życzenie “bohatera”, zakończenie snu na jawie mogło zostać zmienione. I ważne było wtedy też odegranie tej zmiany na jawie.

Wyobraź sobie, że przyśniło ci się, że miałeś romans z żoną swojego przyjaciela. Potem w niedzielę (zamiast na przykład iść do kościoła ;-)) spotykasz się ze swoimi współplemieńcami. Jest oczywiście wśród nich Twój przyjaciel i jego żona. Opowiadasz swój sen, a potem razem odgrywacie “spektakl” zgodnie z treścią “scenariusza” Twojego snu. Towarzyszą temu dźwięki bębnów, grzechotek i innych prostych instrumentów. A Ty “publicznie”, na oczach wszystkich, odgrywasz wraz z żoną przyjaciela taniec uwodzenia, romansowania, a nawet – jeśli było tak w Twoim śnie – akt seksualny. ODGRYWACIE tę sytuację za pomocą TAŃCA. W trakcie tego “spektaklu” możliwe są improwizacje, więc na przykład Twój przyjaciel może odegrać scenę zazdrości i złości. Ale nie może Ciebie atakować, jeśli nie było takiego ataku w Twoim śnie.

Wszyscy uczestnicy takiego “spektaklu” – rytuału są świadomi tego, że w snach przejawia się nasza nieświadomość i że odgrywanie snów na jawie służy uwalnianiu napięć pojawiających się (nieświadomie) w trakcie śnienia. Więc na koniec wszyscy są szczęśliwi, że wszystkie napięcia (i wewnętrzne "demony") w trakcie rytuału odgrywania snu zostały uwolnione. I “spektakl” się kończy…

Teraz twój przyjaciel dziękuję Tobie za uwolnienie od tego "demona" ciebie i jego, a także jego żony. I nie odczuwasz wstydu nawet sam przed sobą, że miałeś taki głupi i dziwny sen. Bo przecież żona twojego przyjaciela jest co prawda ładna i sympatyczna, ale przecież nigdy “normalnie” do głowy by ci nie przyszło, że chciałbyś przeżyć z nią romans. Inna wersja jest taka, że nieświadomie chciałbyś z nią przeżyć coś takiego, ale wypierałeś się tych uczuć sam przed sobą i dlatego miałeś ów sen. Ale w trakcie odgrywania tego snu - przechodząc przez tę samą sytuację w sposób ŚWIADOMY - wszystkie napięcia z tym związane po pierwsze zostają “upublicznione”, więc wywleczone niejako na poziom świadomości i poprzez odegranie ich w “bezpieczny sposób” – poprzez “spektakl”, taniec, rytuał, ogólnie sztukę – zostają uwolnione.

W innym przypadku taki nieświadomy "wzorek" powoli rozwijałby się w Tobie jako nieuświadomiony wewnętrzny "demon", "pasożyt", który być może pewnego dnia zacząłby flirt z żoną twego przyjaciela. Aż w końcu doprowadziłby Cię tym samym do Twojej zdrady… przede wszystkim siebie samego (bo nieświadomego, dlaczego tak się stało) oraz Twojego przyjaciela...  w końcu zniszczyłbyś nieświadomie waszą przyjaźń  Bo czym innym jest świadome rozstanie z przyjacielem, ponieważ z jakichś powodów kończy się wasza wspólna droga,  a czym innym nieświadome zniszczenie relacji.

Spróbuj sobie przypomnieć jakiś sen, w którym robiłeś/robiłaś “coś złego” (społecznie lub moralnie nie akceptowalnego) i wyobraź sobie, że odgrywasz  ten sen jako “spektakl” – rytuał mający na celu uwolnienie nieświadomych napięć w Tobie, które przejawiły się poprzez ten sen…

*) "Irokezi czcili sen jako bóstwo. Wyraźnie rozróżniali świadomość i nieświadomość, i uważali, że ukryta lub nieświadoma część psyche wyraża swoje pragnienia poprzez sny. Jeśli owe pragnienia nie zostaną zaspokojone, podświadomość wpada w gniew. Irokezi praktykowali "teatr snu". (...) Podczas takich rytuałów dozwolone było przekraczanie przyjętych zasad społecznych. Miało to na celu wyrażenie podświadomych pragnień i ochronę przed chorobą ciała lub umysłu. Niezrealizowane, ukryte pragnienia uważano bowiem za podstawową przyczynę zaburzeń osobistych i społecznych.(…)
Można powiedzieć, że rytuały "odgrywania" snów służyły wyłącznie rozładowywaniu napięć. (...) To rodzaj psychoterapii, lecz i droga do poszerzania świadomości." - z książki "Nowy słownik snów" Tony'ego Crispa

Materiały uzupełniające temat:
* film "Carl Gustaw Jung - Cień i projekcja "https://www.youtube.com/watch?v=wJdF4qD8bkE&fbclid=IwAR3HhiL0w4ZAE8lS5eNC-D1KdIsLXC1YQ8VcdmYz-8z9ePhonqpNCyabBlk



* Film z TED "Psychoza lub duchowe przebudzenie" z udziałem Phila Borgesa, filmowca i fotografa,  który dokumentuje kulturę rdzenną i plemienną od ponad 25 lat. Jego prace są eksponowane w muzeach i galeriach na całym świecie, a jego nagradzane książki zostały opublikowane w czterech językach. Ostatni projekt Phila, Inner Worlds, bada różnice kulturowe w odniesieniu do świadomości i choroby psychicznej.
https://www.youtube.com/watch?v=CFtsHf1lVI4&index=2&list=PLCNNfwRKeVXmzbbkwRdEJrKkiKNOTJ5R2



Elenaor Longen opowiada na TED o swoim doświadczeniu: Eleanor Longden słyszała głosy w swojej głowie. Początkowo nieszkodliwi, wewnętrzni narratorzy stawali się coraz bardziej antagonistyczni i dyktatorscy, zamieniając jej życie w koszmar. Zdiagnozowana u niej schizofrenią spowodowała hospitalizację, w trakcie której była "leczona", a w zasadzie odurzana lekami, Eleanor została odrzucona przez system odrzucający poza margines "normalności" takie istoty ludzkie jak ona, bo brak było wiedzy, jak takim ludziom pomagać poza farmakologią. Eleanor Longden opowiada historię swojej wieloletniej podróży powrotnej do zdrowia psychicznego, w której rozpoznała, że dzięki nauce słuchania tych głosów w głowie była w stanie przetrwać. A nawet rozpoznać, czym dla niej te głosy były. https://www.youtube.com/watch?v=syjEN3peCJw



* cytaz z Carl Gustav Jung "Podróż na wschód"

"Należy zauważyć, że tak jak ludzkie ciało ma - niezależnie od różnic rasowych - jedną anatomię, tak też i psyche posiada wspólne podłoże niezależnie od wszystkich różnic kultury i świadomości. Podłoże to nazwałem "zbiorową nieświadomością". Ta nieświadoma psyche, wspólna całemu rodzajowi ludzkiemu, składa się nie tylko z treści, które mogą stać się świadome, ale też z utajonych skłonności do pewnych identycznych reakcji. Tak więc, zjawisko zbiorowej nieświadomości jest po prostu psychicznym wyrazem identyczności struktury mózgu, niezależnie od wszelkich różnic rasowych. Fakt ten wyjaśnia analogię, niekiedy nawet identyczność, różnych mitologicznych motywów i symboli oraz możliwość porozumienia się istot ludzkich. Rozmaite linie rozwoju psychicznego mają swój początek w jednym wspólnym pniu, którego korzenie sięgają wstecz, we wszystkie warstwy przeszłości. Jest to także wyjaśnienie psychologicznych paraleli ze zwierzętami. W ujęciu czysto psychologicznym oznacza to, że ludzkość ma wspólne instynkty wyobrażania i działania. Wszelkie świadome wyobrażenia i działania rozwinęły się na podłożu ustanowionym przez te nieświadome, archetypowe obrazy, i zawsze pozostają z nimi związane. Jest tak szczególnie w przypadku, gdy świadomość nie osiągnęła wyższego stopnia jasności, to znaczy kiedy we wszelkich swych funkcjach zależy bardziej od instynktów niż od świadomej woli, kiedy bardziej rządzi nią afekt niż świadomy sąd." 

* Tu pierwsza z siedmiu części wspaniałego filmu z wykładem Petera Russella "Pierwszeństwo świadomości. https://www.youtube.com/watch?v=p5kQ8Mc8rTw&feature=youtu.be&fbclid=IwAR1GEEa05NF2EUtJXbXwqTpVN6s_5-oOKO8QIJLCeP74CkP800Tt_q2d5Ok 

O zmienności wiedzy.
"To wiedza każe nam wierzyć, że jesteśmy niedoskonali. Wiedza jest tylko opisem snu. Sen nie jest rzeczywisty, więc i wiedza jest nierzeczywista. Skądkolwiek wiedza pochodzi, zawsze jest prawdziwa tylko z jednego punktu widzenia. Jeśli podniesiesz percepcję i zrozumienie na wyższy poziom, stara wiedza przestaje być prawdziwa. Patrząc z bliska można postrzegać las jako ciemną, chaotyczną gęstwinę której kresu i celu nie widać, w której szamoczesz się bez nadziei wyjścia. Patrząc z wyższej perspektywy dostrzegasz czym jest las, jego rozległość, piękno, sensowność, jego skomplikowany ale harmonijnie współistniejący ekosystem. Wszystko staje się jasne i zrozumiałe. Widzisz też ścieżki które pozwalają się po nim bezpiecznie poruszać, nie tracąc przy tym nic z jego piękna. Podobnie jest z naszym życiem. Nie potrafimy odnaleźć się w naszej wiedzy i z naszą wiedzą. Bo czego w końcu szukamy? Tego, jak odnaleźć siebie, jak być ze sobą. Szukamy dróg – jak żyć swoim własnym życiem, a nie życiem Demona*, sztucznym życiem, na jakie nas zaprogramowano. To nie wiedza prowadzi nas do nas samych. To mądrość. Należy rozróżniać wiedzę i mądrość, ponieważ nie są tym samym. Główny sposób posługiwania się wiedzą polega na porozumiewaniu się z innymi, na pogodzeniu się z tym, co widzimy. Wiedza jest jedynym narzędziem komunikacji, bo ludzie nie potrafią przekazywać informacji z serca do serca. Ważne jest, w jaki sposób korzystamy ze swej wiedzy, bowiem stajemy się niewolnikami wiedzy i tracimy w ten sposób wolność. Mądrość nie ma nic wspólnego z wiedzą. Ma natomiast wiele wspólnego z wolnością. Kiedy jesteś mądry, masz wolność swobodnego używania swego umysłu i prowadzenia własnego życia. Zdrowy umysł jest wolny od Demona*, jest wolny w taki sposób, jak wolnym jest się przed udomowieniem, przed wpasowaniem w schematy. 

Kiedy uzdrowisz swój umysł, kiedy wyzwolisz się ze Snu, stracisz niewinność, ale zyskasz mądrość.
Pod wieloma względami staniesz się znowu dzieckiem, z jedną różnicą: dziecko jest niewinne i dlatego może bezwiednie pogrążyć się w cierpieniu lub nieszczęściu. Ten, kto wychodzi ze Snu, jest mądry, bo teraz wie. Posiadł też wiedzę o Śnie."
_______
"Demon*
De­monem Toltekowie nazywają wszystkie wierzenia i przekonania, które sprawiają, że cierpimy. Ludzki umysł jest cho­ry, ponieważ zagnieździł się w nim Demon, który wysysa zeń energię życiową i okrada z radości. Wierzenia te są tak silne, że po wielu latach, kiedy poznamy nowe koncepcje i chcemy podejmować własne decyzje, okazuje się to niemożliwe, ponieważ nadal sprawują kontrolę nad naszym życiem."
Więcej tutaj: https://zenforest.wordpress.com/.../przestac-zyc-we.../

* Kolejny film o korelacji umysłu i świadomości naukowca, fizyka teoretycznego, współtwórcy Teorii Strun: https://www.youtube.com/watch?v=yFkb_kpTiiU&feature=youtu.be&fbclid=IwAR2KWBnNPTM3uONE6W8eV5w2_KilvjE8VkJJ0Ys_4XjAoDmlFCBJ4WQc14U


Choć już wielu naukowców ma głębokie wglądy i wiedzę na temat współdziałania umysłu i świadomości. Istnieją zjawiska, które trudno opisać bez wkraczania w "przestrzenie duchowego istnienia istot ludzkich". Wśród naukowców jest wielu propagatorów legalizacji np. marihuany i innych "psychodelicznych" środków. Ale co robią te środki? Uaktywniają potencjał umysłu, wcześniej nieznany bez doświadczeń stymulowanych tymi środkami. A jednak istnieją także takie istoty ludzkie, których potencjał umysłu "wytwarza" takie same wizje bez tych środków. Ale tych ludzi się określa jako "psychicznie chorych" albo "nawiedzonych" albo "szalonych" itd.. Oficjalna nauka nie potrafi do końca wytłumaczyć, czym te wizje są. Chociaż te próby coraz częściej się przejawiają. Ale np. szamani  doskonale wiedzą, że takie osoby mają dostęp do "duchowego świata" .

Naukowiec Jill Taylor mówi o tym, że jesteśmy istotami energetycznymi. I to, co dzieje się na poziomie energii jest niezrozumiałe dla tej części umysłu, który pozostaje ograniczony do postrzegania siebie i świata wokół wyłącznie podstawowymi pięcioma zmysłami. A może być postrzegany także "ponad-zmysłowo" i to postrzeganie jedni nazywają "duchowością", a inni np. "energetyczną wielowymiarowością" naszych możliwości jako istot ludzkich, ponad-fizycznych, ponad-biologicznych, a nawet ponad-psychicznych. Jill tłumaczy na podstawie własnego doświadczenia, jak działają dwie półkule mózgu, jak utraciwszy sprawność lewej półkuli doświadczyła Nirwany. Jak wylew, który się jej zdarzył, był pięknym duchowym doświadczeniem, niezbędnym dla jej rozwoju i ekspansji świadomości. Jill doświadczyła bycia czymś znacznie więcej niż ciało... Film o doświadczeniach Jill Taylor https://www.youtube.com/watch?v=UyyjU8fzEYU&feature=youtu.be&fbclid=IwAR28tDAGqHNGWx5gKZB2kgRzw5MZuVYulEYxuH4BIT2ypwaNeYo5yEvLw4Y




* Czym są choroby psychiczne? Odpowiada Ekhart Tolle:
* Nasze myśli przyczyną cierpienia:
* Jak sobie radzić z emocjami złości... 

Jeszcze jedno wystąpienie na TED Phila Borgesa pt. "Mity, szamani i widzący." Wizje szamańskie nazywa on "halucynacjami", ale jest świadom tego, że zarówno "wizje" jak "halucynacje" mają miejsce, gdy świadomość dociera i otwiera takie przestrzenie umysłu, które w "cywilizowanym świecie" rzadko są dostępne, a ci, którzy ich doświadczają, są uznawani za "psychicznie chorych", "nawiedzonych", "szaleńców" i odrzucani są na margines społeczny. Różnica między "wizjami" a "halucynacjami" polega na tym, że pierwsze są odczytywane jako świadome wglądy w głębokie poziomy - strefy umysłu (tzw. wyższego Ja, Wielkiego Ducha itp.), a drugie są doświadczane bez wiedzy i świadomości tego, czym te doświadczenia są.





Dialogi:

Izabela: "Spotkałam szaleńca, który powiedział: nie mogę kochać, bo bym zwariował."
Tikali: To kolejny paradoks: "szaleńcy, którzy boją się zwariować"... Wygląda na to, że jednak otwarcie się szaleńców na doświadczenie świadome szaleństwa (albo szaleńców na świadome zwariowanie) to jedyna droga do uzdrowienia SIEBIE. A w dualnym świecie doświadczania dobra i zła w zasadzie wszyscy jesteśmy (poniekąd) szaleńcami,"chorymi z urojenia", "chorymi psychicznie" z "dwubiegunowością"... I jesteśmy "schizofreniczni", bo schizofrenia to rozłam, rozpad umysłu... skonfliktowanego z samym sobą...  Strach szaleńca przed szaleństwem powoduje zamrożenie"... "Zamrażanie" czyli utwardzanie się struktury rozszczepionego umysłu, rozszczepionego nieświadomymi wewnętrznymi konfliktami. "Zamrożenie" to iluzja bezpieczeństwa. Wynikająca ze strachu... Stąd dalej: strach przed baniem się... Złość i złoszczenie się na złość... Wypieranie... Podwójne cierpienie... a nawet potrójne cierpienie...

I znów wychodzi na to, że jedynym "lekarstwem" jest samo-obserwacja, samo-poznanie, samo-świadomość. Bo bez uświadomienia i akceptacji strachu, złości i szaleństwa oraz przyjęcia ich z czułością w sobie, nie stracą one swojej mocy... choć są iluzoryczne (jak myśli, które uznajemy za jedyne prawdy). A jednak... są intensywnie doświadczane, gdy w nie wierzymy. To świadomość nasącza jak gąbkę ten "rozszczepiony, podzielony, poszatkowany... nieświadomymi konfliktami umysł", ujawnia te konflikty. Scala także różne części umysłu w spójną całość. I staje się on miękkim, elastycznym, wręcz artystycznym wyrazem Sztuki Życia w boskiej Zabawie w samo-poznawanie Się (SIEBIE)...

Bo świadomość nasączając umysł jak gąbkę "uzdrawia" i "skleja" ze sobą wszystkie jego "rozszczepione" części uelastyczniając jego strukturę. A następnie otwierając kolejne, nowe bramy i przestrzenie jego możliwości. I naszych umiejętności... wielowarstwowego, wielowymiarowego postrzegania w przygodzie samo-poznawania Się Istnienia, Życia  nami i poprzez nas - Istotę w formę ludzką ujętą.
-----
Serafin: "Od trzech dni silne ataki paniki, nawrót nerwicy, byłem z tego powodu hospitalizowany. Dodatkowo jestem numerologiczną 9 wzmocnioną 9. Jakieś pomysły, jak sobie pomóc?"
Tikali: Serafin, Taka odpowiedź Się przejawia: bądź z tym i obserwuj to, co się dzieje w Tobie. Co jest doświadczane. Bądź ze sobą najczulej, najserdeczniej jak możesz w danej chwili.

Kiedyś w młodości nie mogłam ze sobą wytrzymać i kilka razy próbowałam popełnić samobójstwo. Przy trzeciej próbie, gdy się obudziłam rozczarowana, usłyszałam w sobie: i tak musiałabyś tu wrócić, jesteś tu po to, by zrozumieć ten świat (i siebie), a potem będziesz wiedziała, co dalej.

I zrozumiałam po jakimś czasie, że byłam "skonfliktowana" z otaczającym mnie światem i z samą sobą jednocześnie. Bo wierzyłam w takie myśli, przekonania (byłam z nimi utożsamiona i ich nieświadoma), które utrzymywały mnie w nieustającym wewnętrznym konflikcie reflektowanym, projektowanym na wszystko, co postrzegałam "na zewnątrz". Teraz wiem, że w takich sytuacjach nikt nam nie może pomóc. Że ktokolwiek powiedziałby mi wtedy cokolwiek o tym, co "powinnam zrobić", i tak by to nie pomogło. Może gdyby ktoś powiedział, co mogłabym zrobić... ale nie było nikogo takiego. Więc musiałam przez to przejść sama. 

Teraz wiem, że bycie i obserwowanie tego, co się zadziewało we mnie (myśli i odczucia w ciele z nimi powiązane), obserwowanie siebie w różnych sytuacjach (w tym trudnych i bolesnych) sprawiało, że stawałam się coraz bardziej świadoma. A mój stosunek do tego, co jest, wciąż się zmieniał, bo odkrywałam siebie i kolejne warstwy tego, czego wcześniej nie widziałam i nie wiedziałam o sobie. Czego nie byłam świadoma.<br>
Wiem też, że to, co teraz piszę do Ciebie może być dla Ciebie inspirujące lub nie, dlatego w wolności Się to przejawia. Bo to nie ode mnie zależy, czy to Cię w jakikolwiek sposób zainspiruje czy nie.
Pozdrawiam serdecznie. 

Serafin:
"rezonuje, trochę się zmieniło od napisania tego postu, co nie znaczy, że nie wróci, ponieważ obecnie przechodzę proces głębokiego oczyszczania. Dziękuję za piękną odpowiedź."
----

Marta:
W sumie poruszyłaś temat bardzo mi bliski. Szaleństwo. Świadomość szaleństwa. Strach przed nim. Strach przed byciem odbieranym jako szaleniec. Dla mnie samym szaleństwem jest strach. Którego się boję. Więc najbardziej boję się bać. Dziwny paradoks. Co do ludzi w zakładach psychiatrycznych i generalnie ludzi których uważa się za psychicznie chorych... Ciężko nazwać to co jest obecnie za zgłębianie tego i leczenie skoro leczący znają wszystko tylko z książek. Jak chcesz spróbować "wejść" do kogoś nie wchodząc do "siebie". Wszakże dotrzeć do wnętrza kogoś możemy tylko na tyle głęboko na ile dotarliśmy w sobie. Więc jak można chcieć scalać czegoś czego się nawet nie widzi/czuje? Wszystko moim zdaniem zaczyna się od podejścia do tematu. Otwarcie na nowe, na mądrość albo skostnienie i tak jak napisałaś "zamrożenie". Pozdrawiam Cię kochana...