Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYCIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŻYCIE. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 lutego 2022

PODRÓŻE PO RÓŻNYCH ŚWIATACH... I PRZEKRACZANIE GRANIC

Ponoć konieczność przetrwania za wszelką cenę jest dla człowieka podstawą jego egzystencji. A największy strach to strach przed śmiercią, utratą zdrowia i niepełnosprawnością. Dążenie do utrzymania zdrowia za wszelką cenę oraz do powiększania bogactwa, w którym upatrywane jest pozorne bezpieczeństwo wynikają z tej potrzeby przetrwania za wszelką cenę. Te działania są uwarunkowane silnym utożsamieniem z fizycznym ciałem. Wtedy strach przed śmiercią ciała jest strachem przed unicestwieniem, zanikiem w jakiejś nicości, niebycie. To strach przed nieznanym. 

Strach, który mimo życia w zdrowiu i obfitości wciąż zatruwa radość życia człowieka doświadczającego ciągłego braku, nienasycenia, niepokoju o byt... i prowadzi do utraty zdrowia. Ten strach generuje potrzebę kontroli nad życiem i wszelkimi zjawiskami natury, także nad innymi ludźmi. Uaktywnia walkę o o byt, następnie walkę o władzę, o własność, o panowanie nad materią i energią, nad innymi itd. Co z kolei prowadzi do różnego rodzaju manipulacji w tym oszustw, kradzieży, zagarniania, anektowania, przemocy - wszystkiego, co służy osiąganiu celów za wszelką cenę.

Strach przed nieznanym generuje potrzebę walki o jak najdłuższe przetrwanie w jednej formie cielesnej. Czasem nawet za cenę wyrzeczenia się tego, co jest postrzegane i odczuwane jako dobro. Bo np. jako dobro można postrzegać życie ludzkie. Jednak zawsze może znaleźć się jakieś "wyższe dobro", które pozwoli zabić siebie albo innego człowieka, wykorzystać go, zniewolić, nawet torturować czy wykonywać na nim eksperymenty... w imię innego względnego dobra uznanego przez kogoś lub grupę ludzi za "wyższe dobro". Jeśli w tym świecie najwyższym dobrem jest życie ludzkie, to czy może istnieć jeszcze wyższe dobro, które pozwala człowiekowi wykorzystywać, niewolić a nawet zabijać człowieka? A może dobro jest po prostu względne i co dla jednego jest "wyższym dobrem", dla drugiego już nie jest? 

Nie oceniam zróżnicowanego postrzegania dobra i zła jako dobre lub złe.  Po prostu wiem, że różnym istotom ludzkim dane są różne doświadczenia z powodu ich różnych wyobrażeń o sobie, o innych, o świecie oraz o tym właśnie, co jest dobre a co złe. 

W pakiecie moich doświadczeń w tym świecie znajduje się doświadczanie większego strachu przed życiem niż przed śmiercią. Ten świat w młodości wydawał się niesprawiedliwy, okrutny, wypełniony po brzegi kłamstwami i cierpieniem... Cierpiałam. Negowałam w sobie ten świat do tego stopnia, że chciałam się zabić, bo śmierć wydawała się jedynym sposobem uwolnienia od cierpienia. Powody swojego cierpienia upatrywałam w tym świecie i w innych ludziach, bo nie byłam w stanie dostrzec ich w sobie. 

Doświadczałam w tym świecie też strachu przed ciemnością, lęku wysokości, przed odrzuceniem itp. I te różne strachy i lęki - gdy były z czasem oswajane - zanikały...

Pojawiało się też wiele snów, wizji i wglądów ujawniających (uświadamiających) istnienie w bardzo wielu, bardzo różnych światach - snach. Umierałam w nich w ciałach różnych kobiet i mężczyzn wiele, wiele razy, na różne sposoby. Doświadczałam istnienia i śmierci różnych form. Przechodziłam też przez doświadczenia strachu przed nicością, niebytem, bo doświadczając życia w jakichś formach wierzyłam, że poza istnieniem w formie materialnej, w jakimś ciele nie istnieje żadne inne życie, żadne kontinuum. Że jakiekolwiek kontinuum poza tą jedną formą zawsze aktualnie doświadczaną nie istnieje. Że poza formą jest nicość, niebyt. Utożsamienie z tym konceptem było doświadczane i zostało uświadomione w jednym ze światów - snów ciągłej walki o energię, którą trzeba było kraść innym w celu przetrwania. Kiedy znalazłam się w takim świecie  - śnie, poczułam przesycenie i zmęczenie uczestniczeniem w ciągłej walce o energie. Bo nagle pojawiło się uświadomienie, w czym uczestniczę - w grze pt. walka o energię, która nie ma końca.  Wszystkie istoty w tym świecie bały się nicości i dlatego wciąż uczestniczyli w walce o przetrwanie utrzymując taki świat. Nie mogli przestać walczyć, nie wierzyli, że coś innego poza tym światem może istnieć. Bali się nicości. Nieświadomi, że boją się nieznanego. To, co pozornie zostało poznane stwarzało granice i reguły tego świata - snu.

Wtedy mimo strachu przed nicością podjęłam decyzję wyjścia z tego świata - nawet gdybym miała zaniknąć w nicości i niebycie. Niezasilana energią z zewnątrz zaczęłam zanikać. To było jak odczucie rozpadania - jakby jakaś struktura utworzona z gęstek energii rozpadała się na atomy, atomy rozpadały się na fotony, aż do zaniku jakiejkolwiek formy drgań; Zadziwienie moje było ogromne, gdyż niby przestalam istnieć, a w tej nicości - pustce okazało się, że jest jakieś kontinuum - coś jak samoświadomość istnienia (JESTEM) bez żadnej wiedzy, bez wiedzy o tym, kim, czym jestem. To jest bycie bez utożsamienia z jakąkolwiek formą a nawet bezforemnością. Choć na zasadzie porównania z istnieniem w formie, życiem w ciele mogłabym opisać to jako stan świadomego istnienia bezforemnego.

I na początku sprawiało ogromną trudność utrzymanie się w tym stanie, bo coś mnie z tej pustki dwukrotnie wywalało do tego samego świata. Ale wtedy już byłam świadoma, że wracałam do tego samego świata walki i natychmiast podejmowałam tę samo decyzję o gotowości powrotu do nicości. Podejmowałam tę decyzję zaniknięcia w nicości w sumie trzykrotnie. Aż znalazłam się w tym tu świecie. Potem spontanicznie pojawiały się wizje i doświadczenia "wchodzenia" w ten stan i oswajania się z nim już w tym świecie i tym ciele.

Uważna samoobserwacja (badanie w sobie) różnych doświadczeń - tych na jawie, w snach i wizjach - poszerza naszą perspektywę postrzegania siebie,  uwalnia od przywiązania do różnych przekonań i utożsamień, także od różnych strachów... 

Wtedy poczucie bezpieczeństwa może być odkryte na przykład w odczuwaniu w sobie spokoju i ciszy (a nawet radości życia, błogości istnienia) bez względu na sytuację i okoliczności. Ten spokój i cisza są jak przestrzeń dla tańca wszystkich doświadczanych form, ich wzajemnych relacji i sytuacji... spokój i cisza jak przestrzenność wypełniająca wszystko Sobą. 

Stąd płynie i przejawia się szacunek do natury, do życia, do jego różnych form, także do ciała. Proste dbanie (w miarę możliwości) o potrzeby, a nawet preferencje ciała samo się robi. Bo to w tym świecie jest naturalne i piękne. Tu nie ma strachu przed śmiercią tego ciała. Ani przed zmianą formy czy nicością - pustką. Jest jak jest, a co i jak będzie - tego nie wiadomo. I to też jest naturalne i piękne. Bez napięcia, bez konfliktów w przepływie się tańczy.

Istnieją też inne światy- sny takie jak świat wirtualnych cząstek, które aby mogły zaistnieć przez jakiś czas, muszą pożyczyć energię z banku energii na określony czas. Potem cząstki zanikają.

Istnieją też takie światy, w których cząstki w tańcu energii spontanicznie pojawiają się w przestrzeni. W takim spontanicznym tańcu zderzają się ze sobą, łączą i współtworzą coraz większe formy, coraz bardziej skomplikowane, tworzą formy ciał, które są postrzegane jako materialne obrazy. Pojawiają się, ulegają transformacji i stają się jakby pokarmem dla innych form i ciał.

Istnieją też takie światy, w których świadomość staje się świadoma tańca form, śniących się snów i bawi się w wybieranie różnych doświadczeń w różnych światach - snach...

wtorek, 23 kwietnia 2019

JESTEŚ-MY TAJEMNICĄ, KTÓRA SIĘ UJAWNIA SOBIE...


Jestem=Jesteś=Jesteśmy Tajemnicą,
która odsłania się na tyle i tak,
na ile i jak Się sobie ujawnia
SIEBIE (SELF)
także poprzez wizje, śnienie i jawę.
Jawa jest formą realizacji... wizji i snów...
Tajemnicy...
Tu, na jawie jesteśmy jak soczewki...
Im więcej w nas przejrzystości,
tym więcej Tajemnica ujawnia Się
sobie SOBĄ taką, jaka jest...
Tajemnica zmartwychwstania Się odsłania...
Z-mar-twych-wstanie z koła narodzin i śmierci 
Z zapomnienia SIEBIE do Życia, Istnienia wiecznego, 
nieskończoności SIEBIE świadomego...

piątek, 5 kwietnia 2019

ŁZA SZCZĘŚCIA - PRZYPOWIEŚĆ

Dopóki nie rozpuści się to "coś", co blokuje lub stawia opór spontanicznemu Tańcu Życia, Miłości w formie, dopóty to "coś" będzie tęsknić za "niczym".
Przypowieść taka: kiedyś, kilka lat temu, pojawiła Się we mnie wizja łzy szczęścia spływająca po policzku... Radość Istnienia i Miłość, którą teraz odczuwam, została poprzedzona wiele lat temu tą wizją (kilkakrotnie doświadczoną przez moment):

Gdy nagle znalazłam się w "pustce:, poczułam, jak spływa łza szczęścia po policzku i dopływa do ust. Byłam tym policzkiem i tą łzą, i przestrzenią, i świadomością bez formy jednocześnie.
I poczułam smak tej łzy. I przyszło do mnie rozpoznanie, że ta łza i policzek, i usta to wszystko… jest iluzją… Zaczęłam się śmiać. Czułam się niby wolna… pusta, a jednak z czymś połączona... Ale z czym? To było odczucie połączenia. Coś mnie przyciągało... I wtedy znów łza szczęścia, jako spełnienie (przejaw jakiejś pełni) pojawiła się.
Przyglądałam się... sobie od "wewnątrz": łzie na policzku jako iluzji i poczułam, jak… łza zanika. A ja pozostaję... w ciemności, ciszy... Wtedy coś Się przypomniało, że mogę jakby wybrać: by łzy znikły i to, co odczuwam przestało się przejawiać w tej formie, w tym ciele, w jakim jestem albo mogę w tej formie pozostać. Bo tylko poprzez tę formę mogę doświadczyć urzeczywistnienia tej łzy szczęścia i tego "stanu istnienia".
Zrozumiałam, że gdybym tak po prostu zanikła tak, jak ta łza, nie mogłabym odczuwać tej radości i odczuwać poprzez ciało na jego wszystkich poziomach wibracji tego, czego doświadczałam w tym momencie łącznie ze łzą szczęścia, radością dotyku łzy i policzka,
spływania tej łzy po policzku...
i jej smaku…
I przypomniałam sobie, że to jest takie piękne, że coś pragnie "w tym doświadczeniu", w tym "stanie" pozostać. Aby mogło się ono urzeczywistnić.
Ale wtedy to jeszcze nie było możliwe. Jakby coś we mnie potrzebowało dojrzeć...Coś potrzebowało się jeszcze przygotować: pouświadamiać, zintegrować i uwolnić... zmienić się... rozpuścić (?) to, co jeszcze stawiało opór, by pragnienie doświadczenia radości istnienia i łez szczęścia mogło się w pełni urzeczywistnić.
To było pragnienie, które dopiero teraz świadomie się urzeczywistnia.
Czyje pragnienie, po co dlaczego? A jakie to ma znaczenie? Coś się wyśniło, wyśniewa w wizjach i się urzeczywistnia.
(I tak samo było/jest z Miłością...)
W tej wizji ujawniło się dla mnie coś jak drogowskaz - co będzie mi dane do samorealizacji... teraz to jest klarowne, oczywiste. I wtedy doświadczyłam różnych stanów bycia: w formie i poza formą.
Wtedy zostało mi pokazane - uświadomiło się, że istnienie poza formą jest realizowane w formie, formą - tak Się urzeczywistnia. Jako Jedno: bycie świadomością, pragnieniem i jego urzeczywistnieniem jednocześnie.
- Wybierałaś między śmiercią a życiem?
Paradoksalnie nie wybierałam pomiędzy życiem i śmiercią. To coś innego... Tak zwana śmierć jest tylko zmianą formy.
Kiedyś próbowałam się zabić w młodości w buncie przeciw temu światu. Chciałam się zabić, bo przerażona byłam tym światem. Jednak przyszło rozpoznanie, że jeśli to bym zrobiła skutecznie raz jeszcze, to i tak bym musiała wrócić. Usłyszałam w sobie, że i tak tu wróciłabym, bo jestem tu po to, by zrozumieć ten świat, a potem będę wiedziała, co dalej. Wtedy tylko pozornie miałam wybór pomiędzy życiem i śmiercią, to był iluzoryczny wybór, bo nawet, gdybym "wybrała" wtedy śmierć, to i tak musiałabym wrócić, aby pragnienie (Duszy?) mogło Się urzeczywistnić.
Więc wygląda to tak, jakbyśmy tylko pozornie mieli wybór pomiędzy życiem i śmiercią czy istnieniem i nieistnieniem. A naprawdę takiego wyboru nie ma. Taki wybór jest iluzoryczny. Bo jest tylko istnienie.
A to, co dla "uwarunkowanego umysłu" - tej struktury stawiającej opór Życiu - jawi się jako nieistnienie, jest czymś, co jest wszystkim w swoim wiecznym, nieskończonym potencjale nieopisywalnym.
Śmierć jest "wybierana" wtedy, gdy jakieś ja cierpi i śmierć wydaje się cierpiącemu ja jedynym rozwiązaniem. Tak, bo bunt, opór, strach, cierpienie i nienawiść do tego świata (samsary) prowadzą do autodestrukcji - "wyboru śmierci" - samobójstwa. A to też iluzja. Bo to nie jest prawdziwe "wyjście" z tego świata. Takie "wybory" powodują, że wciąż wracamy do świata cierpienia (samsary). A prawdziwe wyjście z tego świata jest możliwe nie poprzez śmierć, lecz poprzez zrozumienie (przekraczające intelekt ) tego świata. Zrozumienie w sensie samoświadomej samorealizacji, urzeczywistnienia, które prowadzi do wyzwolenia.
I Miłość jest też tym, co jest tu do urzeczywistnienia.
Bo to, co dla oddzielonego (od całości SIEBIE) czyli "uwarunkowanego umysłu" - tej struktury ja stawiającej opór Życiu - jawi się jako nieistnienie, nie jest nieistnieniem. Jest czymś, co jest wszystkim w swoim wiecznym, nieskończonym potencjale. A oddzielny, a więc ograniczony umysł, nazywa to wieczne nieistnieniem, a to wieczne JEST, choć nieopisywalne i nienazywalne.  Natomiast opisywane i nazywane jest, gdy nieoddzielony już od całości SIEBIE umysł na to wskazuje, by ten oddzielony, ograniczony mógł dostrzec i przekroczyć swoje ograniczenia.
Wtedy się kończy doświadczanie świata cierpienia i zaczyna inne bycie, istnienie - "po przejściu" przez "ucho igielne, paszczę jaguara, oko smoka, bramę pustki... narodziny z Ducha" - to wszystko różne nazwy w różnych kulturach tego samego...

niedziela, 17 marca 2019

MAGIA CZASU


Czasem nie wiem, kim jestem,
nie wiem, co się dzieje i dlaczego,
a Coś jednak jest ś-wiadome tego.
Czasem Coś jest ś-wiadome i Się jawi,
jakby wszystko o Sobie wiedziało
i tylko przejawianiem Siebie Się bawi.
I czasem Coś czuje tęsknotę za czymś,
a myśli się myślą tworząc historie o Tobie,
które i tak to Coś obserwuje w Sobie...
A czasem Się zdarza, że Coś w bezczasie,
wielowarstwowe czaso-przestrzennie
przenika Siebie Swym nie-i-istnieniem...


W pewnym sensie w tym, co niezmienne... wiele, bardzo wiele przez ostatnie lata w moim życiu się zmieniło i nadal zmienia...
Zrozumiałam też i doświadczam tego, że im większą odczuwam ufność do Życia (Ducha, wszechświata, całości) i otwartość na nieznane, tym bardziej Życie (Duch, wszechświat, całość) sprzyja, wspiera, obdarowuje i wciąż niespodziankami zaskakuje.
I to mnie wciąż zadziwia... To jest coś takiego, jakbym doświadczała naturalnej Magii Życia (Ducha), bo tak wiele piękna i niespodzianek się zdarza bez żadnych oczekiwań.
Po prostu: gdy ufam coraz bardziej Życiu (Duchowi) i temu, co jest mi dane do doświadczania w otwartości na to, co nieznane, pojawiają się dary, które zaskakują, zadziwiają i czuję wdzięczność za nie. Bo one przychodzą nieoczekiwane.
Po prostu wiem, że wszystko jest doskonałe i wiem, że nie wiem, jak i co będzie jutro... I jestem otwarta na nieznane. I przyjmuję z dziecięcą niemal ciekawością i otwartością wszystko takim, jakie jest. I bez koncepcji "jak być powinno", działam niedziałając w każdej chwili teraz...
I jak tu nie czuć wdzięczności za obfitość i piękno wszystkich darów Życia (Ducha) płynących prosto z Serca Serc Źródła Źródeł?
W pewnym sensie zawsze tak było i jest... tylko tego kiedyś nie dostrzegałam, bo nie było to ś-wiadome SIEBIE. 
Bo: Życie to dar Istnienia dla SIEBIE.


czwartek, 7 marca 2019

DUALNE + NIEDUALNE = JEDNO

Oczywiście, że oddzielanie niedualnego od dualnego jest odcinaniem jednej części całości Jedni, od drugiej... Następuje odcinanie się jakiegoś "ja" od całości SIEBIE -JA (np. odcinanie świadomości od umysłu, z którego nadal to "ja" opisujące świadomość korzysta). Ale to też etap - doświadczenie, które jest jakąś cząstką... częścią z całego spektrum doświadczeń Istoty ludzkiej. W takim przypadku takie oddzielne "ja" wypycha do "strefy cienia" to, od czego się oddziela (np. dualność). A wtedy owe dualne i tak animuje tym "ja", choć "ja" pozostaje tego nieświadome.
A iluzją nie jest różnorodność przejawów całości, lecz oddzielność "ja" od całości SIEBIE - JA, KTÓRE JEST.
Takie to jest... ani dobre ani złe, gdy jest widziane i ś-wiadome, jest po prostu takie, jakie jest.
"Słabość" jakiegoś "guru, nauczyciela czy przywódcy kultowego" jest także częścią człowieczeństwa - całej Istoty ludzkiej w jej potencjale. Te "role" są odpowiedzią na zapotrzebowanie czyli pożądanie/pragnienia tych, którzy przez kontakt z jakimś guru ulegają iluzji bycia "lepszymi, wyróżnionymi". I te obie części wzajemnie się uzupełniają. I obie są także do zintegrowania w sobie, a nie do odrzucania...
Można odrzucać, oczywiście ulegając ocenom i oczekiwaniom, że "powinno być inaczej", ale wtedy ta odrzucana część i tak kiedyś ujawni się nagle w jakimś momencie umożliwiając dostrzeżenie iluzji - wyobrażeń oddzielnych, niezintegrowanych "ja" o SOBIE. (Takie "ja", które np. utożsamia się wyłącznie z niedualnym, może nie dostrzegać przejawiajacej się nieświadomej tendencji do g-u-rowania nad innymi.) 
Biegunowa wobec nienawiści nie jest miłość, lecz pożądanie = uwielbienie (bałwochwalstwo). Miłość tę dualność spaja... ponadintelektualnym zrozumieniem (świadomością). To tak jakby Miłość była narzędziem Świadomości... spajającym wszystkie myśli, koncepty, idee Umysłu w Jedną całość... Uwalnia cząstki SIEBIE z iluzji oddzielenia sprawiającej cierpienie.
"Patriarchalna duchowość" również jest częścią całości Istoty ludzkiej. Też do zintegrowania... w całości SIEBIE. Zintegrowana zostaje uwolniona... "ja" zostaje uwolnione od konfliktu z tą cząstką całości SIEBIE -JA.
Doświadczenia "wiecznej błogości" też są częścią całego spektrum doświadczeń Istoty ludzkiej i nie są przeznaczone tylko "dla wybrańców". Można wcale nie szukać żadnych "nadzwyczajnych stanów i doświadczeń", a one i tak spontanicznie komuś mogą się zdarzyć. Bez względu na chcenie czy niechcenie jakiegos "ja". Bo Życie Się Tańczy... różnymi formami i figurami... i nigdy nie wiadomo, co komu będzie dane...do doświadczenia...
"Duchowosć, która obejmuje pełne spektrum człowieczeństwa" obejmuje każdy aspekt, każdą formę i figurę tego Tańca, także wszystkie cząstki i wszystkie ich doświadczenia.
Każdy "dogmat", w ktore "ja" wierzy, wprowadza ograniczenia oddzielające to "ja" od innych "ja" oraz całości SIEBIE - JA, KTÓRE JEST. A każde oddzielenie związane jest z wewnętrznym, nieuświadomionym jeszcze konfliktem sprawiającym cierpienie.
Jeśli ktoś ma przekonanie, że sam może wybrać sobie jakieś doświadczenia, to je wybiera, ale one są powierzchowne, tylko chwilowo zaspokajają pragnienia "ja". To też nie jest to ani dobre ani złe... bo i tak Życie tym "ja" tańczy, a to oddzielne "ja" ulega iluzji, że dokonuje jakichś wyborów. Bo jednak jest prowadzone, jak kropla albo surfer na fali...
Surfer nie ma możliwości, by kierować falą. Może natomiast poruszać się w zakresie możliwości wytyczanych przez falę... I ten zakres wyznacza zasięg "wolnej woli ja" surfera. Tak czy siak surfer jest połączony z falą, a ta z oceanem i w połączeniu z oceanem, surfer i fala poruszają się zgodnie z prądami tańca całego oceanu... całości SIEBIE - JA. KTÓRE JEST.
Dla mnie ś-wiadome jest, że wszyscy w pewnym sensie jesteśmy dla siebie wzajemnie nauczycielami i uczniami różnych aspektów SIEBIE. I od każdej cząstki Całości Istoty ludzkiej możemy czegoś nauczyć się o SOBIE. 
Totalność, całość... to też ani jedno ani dwoje tylko Taniec, który Się Tańczy...
W JEDNI NAWET DUALNE TAŃCZY W HARMONII...

Cudownym i pozornym li tylko paradoksem jest to, że To Coś określane jako "poza umysłem" (poza myślami, słowami) jest opisywane za pomocą umysłu (myśli, słów). A jednak to Się zdarza... Samo z SIEBIE...

Więc bycie SOBĄ "poza umysłem" u-żywa "umysłu" do opisywania SIEBIE. A więc to, co "poza umysłem" u-żywa czegoś, co "nim nie jest", u-żywa umysłu, którego niby "nie ma" - który niby "nie istnieje", a jednak... jednocześnie istnieje... 

Świadomość SIEBIE (samoświadomość) istnienia w stanie "najgłębszego snu bez snów" nie rozpoznałaby Siebie jako taką bez swojego potencjału stanów snów ze snami, obrazami, słowami czyli bez umysłu...


poniedziałek, 4 lutego 2019

KTO WYBIERA NASZE DOŚWIADCZENIA?


Świat iluzji to według buddyzmu samsara. Jednak także według buddyzmu samsara i nirwana są nierozłączne ze sobą...

Odkrycie w sobie przejawienia "niezmiennego stanu prawdy umysłu" - "świadomego świetlistego umysłu" jako nieograniczonej, wiecznej, niezmiennej przestrzeni umożliwia swobodne, spontaniczne doświadczanie pełnej radości zabawy energii... a świat wtedy staje się głębokim doświadczeniem, pełnym nieskończonego znaczenia „czystej krainy”...

Budda ponoć nauczał, że wszystko jest procesem; że procesy zachodzą na wszystkich poziomach, że zachodzą nie tylko na planie materialnym, ale również na planie umysłowym. Że w świecie uwarunkowanej egzystencji nie ma niczego, co nie podlegałoby zmianie, co nie byłoby procesem... że rzeczy powstają, a potem przemijają.

Wiec także powstaje iluzja, by mogła przemijać. Podobnie istnieją różne światy samsaryczne i cierpienie, aby mogły istnieć światy nirwaniczne i przebudzenie z cierpienia.

A zmiany nie przebiegają przypadkowo – rzeczy i zjawiska nie powstają i nie znikają przypadkowo. Cokolwiek powstaje, powstaje w zależności od warunków, także uwarunkowań umysłu; wszystko, co znika, znika, ponieważ te warunki znikają (nie ma tu miejsca na takie wyjaśnienia, jak wola boska czy wyższe ja). Więc są pewne uwarunkowania, a potem się zmieniają i znikają. (Choć także budda jest ś-wiadomy, że nie ma czegoś takiego jak istnienie ani czegoś takiego jak nieistnienie).

Budda Siakjamuni na przykład wyjaśniał nierozdzielność samsary i nirwany z najwyższego filozoficznego punktu widzenia. I to, że jeśli istocie uda się rozpoznać niezmienny stan prawdy umysłu jako nieograniczoną przestrzeń, doświadczać będzie swobodnej, pełnej radości gry energii, a świat, który wtedy przeżywa, staje się głębokim, pełnym nieskończonego znaczenia doświadczeniem „czystej krainy”.

Nawet ten, kto przyszedł na ten świat z łona lub jaja, może "narodzić się z Ducha", "przebudzić się z zaśnienia w kole samsary" i "doświadczać swobodnej, pełnej radości gry energii. A świat, który przeżywa jest głębokim, pełnym nieskończonego znaczenia doświadczeniem „czystej krainy” (czyli Nieba na Ziemi).

I ś-wiadome jest, że śmierć formy to tylko akt zmiany... formy... A formy są nie tylko materialne... I nie ma ja, które by czegoś chciało czy nie chciało. Jest oddanie i podążanie z całkowitym zaufaniem za tym, co się przejawia i jest dane do doświadczania... Dane czy wybrane?

- "Jedni wolą myśleć, że trudne sytuacje maja sens, bo to Bóg na nich zsyła próby, itp. Inni, że sami sobie wybrali takie sytuacje i w ten sposób chyba jest im lżej żyć."

- I są tacy, co myślą: "Ja i Bóg to Jedno". A także "ja, Bóg i Duch (Absolut, Pustka) to Jedno. Gdy "ja i Bóg" oddzielone, to albo Bóg zsyła takie doświadczenia albo jakieś ja wybiera je sobie. Koncepcji do doświadczania jest wiele. (Nawet Bóg i Bogini to Jedno. ;) W buddyzmie natomiast bogowie i boginie istnieją w jednym z sześciu światów koła samsary, więc także podlegają prawom karmy i cierpienia. Budda nie jest Bogiem, lecz Przebudzonym - wyzwolonym z koła cierpienia, więc nikt nie musi stawać się Bogiem, by stać się Przebudzonym z koła cierpienia. Ale... potrzebuje boskość zintegrować i uwolnić w sobie, sobą, aby powrócić do SIEBIE.

Na przykład Jezus Chrystus po "narodzinach z Ducha" przeszedł jeszcze to, co do przejścia i doświadczenia było mu dane, aby się wypełniło. Pytanie Się nasuwa: "czy Jezus Chrystus sam sobie tę ścieżkę wybrał? Bo jeśli tak, to w jaki sposób?

- "A Ty w jaki sposób wybrałaś? Pragnieniem".
No właśnie nie wiem, czy "zapragnęłam", czy "jest mi to dane"... bez przyczyny. A nie wiem, no bo, albowiem, ponieważ mam "wspomnienia": wizje, świadome doświadczenia z tak diametralnie różnych światów-snów, a nawet przestrzeni, że nie wiem, czy to z przeszłości czy przyszłości czy wiecznego teraz... Bardzo, bardzo różne. Od lat Się "przypominają" i scalają, integrują jakoś... wielowymiarowo...

I czasem mam takie odczucie, że jesteśmy tylko energią, świadomością, która przyjmuje różne formy jako umysł. I jak w dziecięcej zabawie w "komórki do wynajęcia" biegamy, a raczej latamy albo suniemy sobie w przestrzeni (jak np. energia w stanie bardo pośmiertnego ;-)) przez jakiś czas w kółko wokół tych "komórek" - form, które także sobie płyną, zmieniają się swobodnie, "aż tu nagle" - dzyń! - i wskakujemy w najbliższe "komórki" - formy wypełniając je albo spowalniamy i hop w "komórkę" jak kulki w ruletce...

Miałam także takie świadome wizje, że jestem świadomością, która... Gdy zasypiam, ciało "umiera", a świadomość podróżuje... A powracając ze swobodnych podróży sennych w różnych światach-snach bez materialnej formy czyli budząc się w śpiącym ciele świadomość wnika w to ciało i wtedy przenika zapisy tego fizycznego ciała, wszystkich jego poziomów (tzw. duchowe, mentalne, uczuciowe i fizyczne)... I następuje "rekonstrukcja". I tak samo "budzę się" w każdym innym ciele, w każdej formie. Ale z jakichś powodów na ten czas, teraz jest mi dana do doświadczania ta "komórka" - forma tego konkretnego ciał, które doświadcza istnienia coraz bardziej impresyjnie, abstrakcyjnie, wielowymiarowo, wielopłaszczyznowo... Nie wiem, jak to przekazać. ;-)

Ach, Kochani, jakie to wszystko jest zabawne, nawet mimo tej strasznie dramatycznej powagi...  Widziane jest, jak całość się bawi tą swoją różnorodnością... poprzez różne idee, koncepcje, myśli, słowa... dźwięki... wszystko jest tańcem i pieśnią bezruchu i ciszy...

Kiedyś taki koan (ik) Się przez Tikali przejawił:
Czy ktoś z was zna
Kogoś, kto wie lepiej niż ja? 

A jak tego ja odrębnego nie ma, to Się Samo przejawia to, co ma przejawić, odkrywa, co ma Się odkryć, mówi Się, co ma Się mówić... z JA, KTÓRE JEST...

W tym całym pomieszaniu i trzęsieniu oceanu, cały czas jest też odczucie, że pulsuję tą całą wielowarstwowością istnienia i postrzegania, która Się skrzy różnymi przejawami Siebie. Coś robię, np. piszę, rozmawiam, dialoguję z Tobą, a przecie ze Sobą, bo Ty to Ja, Jedno; zachodzą różne procesy myślowe na kilku poziomach... płaszczyznach, odczuwanie jest rozwinięte w przestrzenności i w formie ciała, a i tak jednocześnie wiadome, a może i ś-wiadome, że istotna jest tylko miłość, bo scala ze sobą wszystko, co iluzją oddzielone, jak świadomość, która zalewa umysł, a on cały Się w tym oceanie zanurza, i z jednego punktu wirtualnego w nim coś jak źródło tryska... Że nawet to "tylko miłość ma znaczenie" - jako idea - jest do doświadczania... na ten moment...a dialogi też mają i nie mają znaczenia... Że niby to ja nadaje temu znaczenie, ale nie ma tego ja oddzielnego, więc coś temu nadaje znaczenie, a jednocześnie świadome jest, że to bez znaczenia, kto co...


No, spokój wieczny przestrzenności we mnie, w tej przestrzenności trzęsienie oceanu, a na powierzchni wzburzone fale, a na falach łódeczka płynie i ja w niej niewiedząca dokąd, dlaczego i po co; bo coś poczuło, że ma do niej wsiąść i Się oddać całkowicie do dna Miłości... I wcale nie czuje, żeby tu ktoś oszalał (ha, ha, ha, ha...), bo coś SIEBIE w tym wszystkim całkowicie ogarnia i pomimo pozornego chaosu harmonijnie uspójnia.... 

Ja oddzielone iluzją od prawdy o Sobie wciąż przed Sobą Się chowa, broni, atakuje, walczy, rozpacza i tańczy, choć w Prawdzie poza iluzjami nią Jest. A w Jedni, to nawet dualne tańczy w harmonii.

"Moje ja" nie jest oddzielone od innych "ja", bo to jedno "JA" ani "moje" ani "twoje" i jednocześnie "moje" i "twoje"... albowiem ponieważ  ;) i tak... wszystkie indywidualne ja połączone są świadomością i emanujące jej nektarem - miłością... ze wszystkim i we wszystkim... "Jestem"... czyli JEDNO (JEDNIA) JA JESTEM... 

TENDENCJE I UWARUNKOWANIA
Postrzeganie zjawisk zwanych dualnymi, biegunowymi jako "przeciwstawnych" czyli "skonfliktowanych" ze sobą wynika z oddzielności i ograniczoności postrzegającego ja czyli względności postrzegania indywidualnych, oddzielnych ja. Ta względność wyznacza także iluzoryczne granice myślami - konceptami dualnego oddzielenia: dobro-zło, ciemność - światło, plus i minus, a nawet bezruch i ruch itd. postrzeganych jako swoje wzajemne przeciwieństwa. Świadomość swym nektarem miłości bezwarunkowej, wszechprzenikającej i wszechogarniającej, scala wszystko, scala Sobą wszystko, co iluzją poodzielane od siebie wzajemnie.

Tendencja, lgnięcie indywidualnego ja (ego) do światła lub ciemności, dobra lub zła wynika z jego "namagnesowania" inaczej z "karmicznego uwarunkowania"... To jakby jakieś cząstki - elementy całości zostały "namagnesowane ujemnie" dlatego są przyciągane do "biegunów dodatnich", a te "namagnesowane dodatnio" lgną do "ujemności"... I tworzą grona... różne twory, figury, formy umożliwiając ich manifestację, doświadczanie ich i realizację ...

Bo są np. istoty, które z powodu pewnych warunków "funkcjonują" aktywnie w dzień i preferują światło słońca, a są i takie, które funkcjonują w nocy i preferują... światło świec i lamp oraz zachwycają się gwiazdami.... A są też takie, które "funkcjonują" albo tak albo tak, bez przywiązania, w oddaniu temu, co na dany moment Się przejawia... Bo ś-wiadome jest, że ... ani to, ani to nie jest ani dobre, ani złe, ani lepsze lub gorsze, bo jest, jakie jest. Więc jeśli...każda indywidualna prawda oddzielnego, osobnego ja (ego) jest względna, a bezwzględna Prawda to TO, co zawiera w sobie wszystkie, absolutnie wszystkie indywidualne, względne prawdy... czym zatem jest ta Prawda bezwzględna? Pustą, nieskończoną przestrzenią i tym, co w niej zawarte? Bezruchem i ruchem jednocześnie?

Przestrzeń nie jest oddzielna od swojej zawartości. Bezruch nie jest oddzielny od ruchu. Także w bezruchu to, co postrzegane jest jako biegunowe, dualne, nie jest od siebie oddzielone; nawet nie może być. Oddzielność różnych części, elementów składowych to iluzja. Dualne określane jest symbolicznie jako np. biegunowe: plus i minus, ale iluzoryczne jest postrzeganie ich jako odrębnych, osobnych lub "skonfliktowanych" czy "walczących" ze sobą albo "wykluczających" się wzajemnie. 


W Prawdzie są nieoddzielne i wzajemnie się uzupełniają. 
W Prawdzie ich zróżnicowanie sprawia, że możliwy jest jakikolwiek ruch w przestrzeni bezruchu...

W przestrzenności to, co dualne, biegunowe, jest widziane i odczuwane (innymi "zmysłami" niż te fizyczne) jako tańczące ze sobą w pełnej harmonii.

Każda indywidualna prawda oddzielnego, osobnego ja jest względna, a bezwzględna Prawda zawiera w sobie wszystkie, absolutnie wszystkie indywidualne, względne prawdy. 

Nieruchomość, bezruch przestrzenności może jedynie postrzegać Siebie w Sobie jako ruch. Ruch tworzy np. skupiska, gęstki, cząstki... tworzy też figury i prądy pomiędzy skupiskami "plusów" i minusów" rysując formy w tej przestrzenności... Oddzielone iluzją, osobne ja (ego) łapie się czegoś (idei, koncepcji, przekonania), stałości jakiejś chce się uchwycić (jak opiłek przykleić do czegoś) na dłużej. Z powodu tendencji ("warunków karmicznych", "namagnesowania"). Ale wtedy się przykleja i... "umiera" zastygając w strukturach wyznaczanych granicami - celami... (podwójność znaczenia słowa cele)

Jednak prawdziwa stałość, za którą tęskni iluzorycznie odrębne ja (ego), to bezruch owej przestrzenności... Ja tęskni za połączeniem z powodu utożsamienia z iluzją oddzielenia, które nigdy w rzeczy-w-istności nie nastąpiło. Bo oddzielenie jest tylko i aż... doświadczaną iluzją...
Gdy ja (ego) dąży do jakiegoś celu, cel nigdy nie daje spełnienia... spełnieniem staje się oddanie tej przestrzenności niepoznawalnej i zatopienie w niej, i otwarcie na podróż w nieznane, acz poznawalne; podróż bez celu, ale za to z nieskończonością cudownych drogowskazów - niespodzianek...

W tym sensie stajemy się "niewinni jak dzieci" czyli ufni, oddani i otwarci jednocześnie będąc jednym z całością, jednią z miłością i mądrością tej całości, którą też jesteśmy. Jesteśmy tą pustą przestrzennością pełną nieskończoności swego potencjału - swojej zawartości...

Gdy jest spokój wewnątrz, wszystko na zewnątrz jest widziane jako będące na właściwym miejscu... w Jedni tego, co wewnątrz i na zewnątrz. W jedni nawet dualne i pozornie oddzielne tańczy razem w pełnej harmonii.... A tam, gdzie widziany jest pozorny chaos, gdy spojrzy Się głębiej, widziany jest taniec prądów oceanu powodujący wzburzenia fal, powstawanie i zanikanie piany czy rozbryzgi kropli w różnych kierunkach... a jeszcze głębiej: cisza i bezruch...

Ciało ludzkie tak i formy kropli, fali i oceanu, jak ogień tańczący płomieniami, strzelający iskrami
są rzeczy-w-iste w istocie swej, w SOBIE.  Iluzją jest oddzielność... kropel, fal i oceanu, które są wodą, iskier i płomieni, które są ogniem, ciała i ognia, wody, ziemi, powietrza, i eteru - energii, który je scala w całość nieskończoności SIEBIE - JEDNEJ ISTOTY przejawiającej Się nieskończonością form...
- Po co więc ciało? Po co kropla, fala i ocean? Po co zróżnicowanie form?
- Ano po to, by wszystkość mogła doświadczać SIEBIE w tych zróżnicowanych formach...
także iluzji oddzielności w tym świecie - śnie...
aby budząc się z zaśnienia w tej iluzji oddzielności mogła doświadczać urzeczywistnienia SIEBIE, swojej pełni i Prawdy o SOBIE...  świadomością i jej nektarem - miłością wszechprzenikając, wszechobejmując SIEBIE w każdej z tych form. Tak... Się bawi SIEBIE SOBĄ... Tak SIEBIE tańczy.

- "Po co to Życie?"
- Dla Zabawy, inaczej: Tańca istnienia. Taka odpowiedź bywa postrzegana jako "niepoważna" i "zbyt prosta", więc niewystarczająca. Bo ja nigdy nie może być nasycone wierząc w iluzję oddzielenia od całości SIEBIE.

- "Co więc ja oddziela od całości SIEBIE?"
- Przekonania oceniające, pełne oczekiwań, skonfliktowane z tym, co JEST, chcenie, by było inaczej niż JEST, niechcenie tego, co JEST... opory przeciwko temu, co JEST... z powodu wiary w iluzje o sobie...

- "Po co więc zarażać iluzją, wojną i cierpieniem, zamiast ot, tak płynąć w radości?"
- Po co? Bo tak Się zdarza w TYM, CO JEST. Oddzielone iluzją o sobie ja nie może zrozumieć, że także jego iluzja oddzielenia, a w tym dramaty, tragedie są tak samo twórczym dziełem cząstek całości SIEBIE jak i komedie. Radość istnienia to taki "stan" świadomego bycia, który wykracza poza owe tragedie i dramaty oraz komedie, bo je wszystkie "prześwietla" i widzi jako twórczość... której nie trzeba oceniać, krytykować, interpretować jako złą lub dobrą, bo np.: "komedie są lepsze od tragedii albo odwrotnie". Można, oczywiście, ale nie trzeba.
W Prawdzie chcenie czy niechcenie, oczekiwania ani oceny, nawet okoliczności nie mają znaczenia, bo stan świadomego istnienia jest od nich wolny.

I jeśli spoglądamy głębiej na tych "aktorów", co cierpią i "chcą zarażać innych" albo nawet "niechcący zarażają", to zarażają tylko tych, którzy są podatni na to "zarażanie"... A jeśli wnikniemy głębiej w "nasze własne - indywidualne" cierpienie i odgrywanie roli ofiary, (którą-ś-my przez jakiś czas odgrywali i z nią się utożsamiali), to możemy dostrzec, że w tym przeżywaniu była jakaś pasja, wręcz namiętność odgrywania tej roli. Choć cierpieliśmy, to jednak z pasją...
Iluzja bywa doświadczana z pasją... A gdy zaczęliśmy odczuwać przesycenie tym cierpieniem, przestało ono być takie pasjonujące. Nastąpiło nasycenie, wręcz przesycenie i znużenie odgrywaną rolą... Coś w nas dojrzało...

Każda cząstka tej całości, którą wszyscy jesteśmy, bez względu na to, jaką rolę odgrywa i bez względu na to, czy komediową czy tragiczną, czy świadomie czy nieświadomie, jest tak samo istotna dla Prawdy, jak wszystkie inne cząstki... Nie ma zbędnej czy niepotrzebnej ani jednej Kropli w całym Oceanie... A wszystkie Krople i każda z osobna tańczą w zgodzie z prądami, ruchami Tańca całego Oceanu...

Gdy przestajemy pytać "po co i dlaczego?", a pobądziewamy sobie z tym, co JEST, to zrozumienie Się samo objawia, u-jawnia, jawi...

Do tworzenia ruchu nie jest niezbędna iluzja, lecz różnorodność. Do tworzenia ruchu wystarczy zróżnicowanie. Zróżnicowanie nie jest iluzją, iluzją jest postrzeganie zróżnicowanych części jako odrębnych (np. jako lepsze lub gorsze itd.). W iluzji oddzielenia jest doświadczane cierpienie ja. Poza iluzją oddzielenia cierpienie nie istnieje.

- "Po co aktorzy zagrywają się w zapomnienie?"
- Dla Zabawy, Tańca Jedni, całości, wszystkości... SIEBIE. Bo ten Taniec nie ma innego celu niż tańczenie. Taniec i tańczący, cisza przestrzeni bezruchu, w której Taniec Się Tańczy i nawet obserwujący to Jedno w swej wielości... A nawet Jedno przejawiające się swoją nieskończoną różnorodnością: poznanego, nieznanego i niepoznawalnego... zmiennego i niezmiennego jednocześnie.

I mimo iż tu Się daje odpowiedź "na tacy" ;), nie może ona być "przyjęta", póki nie stanie się doświadczona w wewnętrznej przestrzeni jednego wszechświata, który doświadcza w tym Tańcu SIEBIE na nieskończoną ilość sposobów.

- "Czy ten poziom istnienia w cierpieniu jest niezbędny?"
- Jeśli "ten poziom" uznawany jest za "zbędny" lub pojawiają się wątpliwości, "czy aby napewno jest niezbędny?", to jest to nadal wyraz iluzorycznego braku zaufania do wszystkości z powodu jakiegoś oddzielenia od tej wszystkości, całości, Źródła, Wielkiego Ducha itd. To wyraz iluzorycznego braku oddania się z całkowitym zaufaniem temu, co jest dane do doświadczania... tu i teraz.

To tak, jakby Kropla miała wątpliwości, czy jej chwilowe oderwanie się od fali Oceanu jest rzeczywiście niezbędne... Albo spadając na gówno (które wraz z innymi Kroplami będzie rozpuszczać), stawiała temu opór, bo "wolałaby spaść na ten kwiat obok i jego zasilić". Więc Kropla zaczyna "cierpieć", bo w iluzji odrębności "zapomniała", że to jej chwilowe oderwanie od fali czy oderwanie od chmury i bycie tu, gdzie jest w danym momencie, wynika z ruchów tańca wszystkich fal i tańca prądów całego Oceanu...

To też tak, jakby fala próbowała stawiać opór przed kierunkiem nadanym jej prądami Oceanu...

Zawsze są jakieś... uwarunkowania i tendencje... Tak naprawdę zależne i jednocześnie niezależne od naszych indywidualnych ja. Jak to możliwe? Uwarunkowania są jak przeznaczenie (kropla spada tu, gdzie spada), a tendencje jak indywidualna twórczość (kropla chce lub nie chce, ocenia, oczekuje lub odrzuca)... "taka karma"... Czy kropla deszczu się buntuje, że "upadła tam, gdzie nie powinna", bo to miejsce jest "niezgodne" z jej oczekiwaniami? Gdyby kropla deszczu umiała myśleć i tak myślała, to na pewno z tego powodu by cierpiała i żyła w świecie - śnie walki, wciąż s-konfliktowana z tym, co JEST.

Gdy kropla leci tam, gdzie leci, to jej przeznaczenie się ujawnia danymi warunkami niezależnymi od jej chcenia lub niechcenia. ("Karma" równa się zero, przejawia się "dharma").
Gdy kropla się przeciw temu buntuje, bunt sprawia, że pojawiają się tendencje stwarzane jej iluzoryczną "wolną wolą". (Tworzy się "karma"). 

Stawianie oporu temu, co JEST, a nawet tendencjom indywidualnych ja, wynika z wiary w iluzję oddzielenia, która jest przyczyną doświadczania cierpienia. Przyjęcie tych tendencji ja, a następnie uwarunkowaniom - temu, co JEST dane, sprawia, że świadomość ekspanduje i je integruje (umożliwia umysłowi ich uświadomienie) i uelastycznia ja, które także wówczas może ekspandować. Które może połączyć na powrót z falą, prądami Oceanu i całym Oceanem. Dzięki temu owe indywidualne ja ekspanduje wraz z ujawnianiem i rozpuszczaniem się kolejnych i kolejnych warstw iluzji o sobie... I łączy się ze SOBĄ - z JA, KTÓRE JEST.

Rozpoznawanie tendencji do takich, a nie innych myśli konfliktujących indywidualne ja z innymi ja oraz wszystkimi ja jako całością - jednym JA, które JEST - umożliwia uwalnianie się indywidualnych ja z tendencji i uwarunkowań.

Wtedy TO, CO JEST, jest widziane i ś-wiadome czyli z radością widziane, odczuwane i przyjmowane takim, jakie JEST.


C.D.N.


poniedziałek, 31 grudnia 2018

PRAGNIENIA I ŻYCZENIA

Pragnienie Istnienia, by doznać (doświadczyć) Siebie, jest przyczyną Życia.

Jeśli To jest nazwane Miłością i Mądrością, to kreuje iluzje o Sobie i doznaje (doświadcza) tych iluzji czyli wszystkiego, co Miłością i Mądrością nie jest... po to, aby poprzez ten kontrast móc odnaleźć, doznać (doświadczyć) na powrót Siebie jako Miłości i Mądrości.

Gdy To nazwane jest Wieczną Błogością, to kreuje iluzje o Sobie i doznaje (doświadcza) wszystkiego, co Błogością nie jest, aby w tym - poprzez kontrast rozpoznać (doświadczyć), Kim/Czym w Rzeczy-w-istości Swej Jest.

Dlatego niczego nie mogę ci życzyć, ponieważ nie wiem, co dla ciebie jest i będzie "najlepsze". Nie mam wyobrażeń o tym, co "najlepszym" i "rzeczywistym" jest dla ciebie. Nie wiem, co twoje ja wyobraża sobie jako "najlepsze" dla siebie. A nawet, jeśli wiem, co twoje ja uważa dla siebie za najlepsze, to nie wiem, czy rzeczywiście jest to tym, co będzie Tobie dane w doświadczaniu Życia dla rozpoznania w Nim Siebie.

A jeśli ktoś czuje, niechaj życzy, 
a życząc innym 
czegoś, Sobie życzy, 
bo to bez różnicy 
czy do wewnątrz czy na zewnątrz
życzenia skierowane, 
bo to i tak wszystko Jest Jedno. 

Więc... z głębi serca, w wolności od ocen i oczekiwań przejawia Się moc błogosławieństw dla całości Istnienia, Tej Jedni w każdej cząstce i wersji jednej Istoty ludzkiej, Tej Jedno-cześnie Pustej i Pełnej...




wtorek, 25 grudnia 2018

CAŁKOWITE ODDANIE MIŁOŚCI A STRACH


Każde tzw. przebudzenie, wyzwolenie poprzedza świadoma decyzja, by całkowicie oddać się Miłości. A wtedy Jej Iskra rozpala ogień w Sercu i można w nim się zanurzyć i stać się z nim Jednią. I płonie-my. W tym ogniu spalają się wszystkie iluzje o sobie, innych i tym świecie - śnie. 

Można się jeszcze chwilami bać, ale strach - bo to też iluzja - w tym ogniu też się spala.

W tym Ogniu - Miłości, która jest esencją wszystkiego, nie ma nic prócz esencji. Widziane są formy, a one wszystkie wypełnione są także esencją. Błogosławione są drwa, które płoną, błogosławione wszystko, co płonie... Ogień nie czuje strachu. Ogień wibruje swym płomiennym tańcem i współ-od-czuwa różne wibracje swoimi nadzmysłami. Także te nazywane strachem przez drwa bojące się ognia. Ogień nie czuje strachu, bo nie ma utożsamienia z tymi wibracjami, które w iluzji swego oddzielenia drwa nazywają emocjami, uczuciami strachu, lęku. 

Kto mówi, że drżący płomień się boi?

Nawet, gdy strach jest doświadczany to dlatego, że możliwe jest rozpoznanie jego natury jako iluzji. Pragnienie Istnienia, by doznać (doświadczyć) SIEBIE, jest (jakby ;-)) przyczyną Życia i Tańca form. Jeśli Istnienie jest Miłością, to kreuje iluzje i doznaje (doświadcza) iluzji o SOBIE czyli wszystkiego, co Miłością nie jest. Po to, by poprzez ten "kontrast" rozpoznać SIEBIE jako Miłość. Jeśli Istnienie jest Pustką to kreuje iluzje i doznaje (doświadcza) iluzji o SOBIE czyli wszystkiego, co Pustką nie jest. Po to, by poprzez ten "kontrast" rozpoznać SIEBIE jako Pustkę. Jeśli Istnienie jest Wszystkim, Jednią, to kreuje iluzje i doznaje (doświadcza) iluzji o SOBIE czyli wszystkiego, co Wszystkim, Jednią nie jest. Po to, by poprzez ten "kontrast" kreacji, podziałów, różnorodności i wielości rozpoznać SIEBIE jako Wszystko, Jednię..... A to, w co wierzymy (wzory, zapisy, przekonania, idee, itd.) kreuje nasze doświadczenia i wciąż Się może zmieniać.

sobota, 22 grudnia 2018

KOCHAM CIĘ CUDZIE ŻYCIA


Dziękuję Ci, Cudzie Życia w każdej i każdym z nas. Dziękuję za wszystko, co jest. 
Dziękuję za wszystkie dary i błogosławieństwa i przesyłam je dalej z radością w błogości istnienia. Niech Serce Serc bijące w nas wszystkich Miłością rozpromienia każdy moment. 
Pięknego Życia i Bycia Sobą w swoim pięknie, w swojej Esencji nam wszystkim. 

Miłość śpiewa sercem i z serca te wibracje płyną, i mogą być wyrażane słowami. Słowo KOCHAM, gdy płynie z serca jako pieśń tej wibracji, może być postrzegane przez to, co jeszcze oddzielone jako "banalne" tylko wtedy, gdy umysł jakimiś myślami będącymi osądami blokuje odczuwanie wibracji tych słów sobą... 

Bo prawdziwą miłością jest... bycie współodczuwaniem z zakresem wibracji także tych oddzielonych od swojej pełni cząstek umysłu, które czują jeszcze lęk przed odczuwaniem tego, co wyrażają słowa KOCHAM CIĘ...

Może zapytasz: "I po co aż tyle słów o miłości?" 
Hmmm...
Można nawet dźwięki dzwoneczków koshi poruszanych prądami wiatru postrzegać jako "gadulstwo: albo...  odczuwać radość istnienia w słuchaniu ich pobrzmiewania...

I jemioła sama spadła z drzewa przed domem 





poniedziałek, 3 grudnia 2018

ŚWIĄTYNIA WIECZNEGO ŻYCIA


Jedna część ufa, a druga wątpi.
Jedna część kocha, a druga się boi.
Dwie części Jedni od siebie oddzielone.
Dwie części w snach o sobie zagubione.

Gdy Miłość szczęśliwa otula i przenika
swój strach i cierpienie,
Mądrość Się rodzi w jej łonie.
I wszystko, co fałszywe Miłością w niej płonie.

Gdy strach i cierpienie ofiarowują siebie
Miłości z totalnym oddaniem,
to Mądrość z nich jak z ziaren rozkwita.
I Sobą Się przejawia

W Świątyni Wiecznego Życia...

niedziela, 21 października 2018

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ


"Jeśli nigdy nie doświadczyło się, nie dopuściło głębiej miłości bezwarunkowej, to taka miłość może przerażać i/lub powodować wycofanie." - DominikaWachowska

Tak, taka miłość może nawet przerażać. 
Taka miłość bywa odczuwana wobec wszystkich ludzi, ale przejawia się wobec Obecności indywidualnych istot ludzkich. Czyjaś Obecność czasem może nas dotknąć tak głęboko swoim pięknem (lub "brzydotą"), by za chwilę (czas jest względny) poruszyć w nas coś, co jeszcze nie zostało odkryte, a co nagle wypływa na wierzch ze strefy "cienia", z nieświadomości - z nieznanego...

Dla mnie Miłość, którą zwie się bezwarunkową jest wszechobejmującą, wszechprzenikającą... i doświadczanie jej polega na tym, że jeśli od czegokolwiek jestem jeszcze oddzielona, to to się ujawni, zamanifestuje, wyłoni ze strefy nieznanego (nieświadomego), żebym mogła kolejne części Siebie jako Całości obejmować i przenikać samo-świadomością, zrozumieniem, miłością.... I integrować w Sobie scalając SIEBIE jako całość, Jedno...

Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że przez kilka lat czułam pewien opór przed mężczyznami stojącymi przed sklepem i nagabującymi przechodniów, i oczywiście mnie o pieniądze. Wyglądali na bezdomnych albo bezrobotnych alkoholików. Tak ich oceniałam. Próbowałam różnie się wobec nich zachowywać. Czasem kupowałam im jedzenie. Czasem dałam jakieś pieniądze. Czasem udawałam, że nie słyszę, co mówią. Bo najchętniej przechodziłabym obok nich niezauważona. Lecz tak na prawdę to... bałam się ich z jakiegoś powodu. Aż wreszcie któregoś dnia coś się zmieniło. Szłam do sklepu, zobaczyłam dwóch takich mężczyzn, ale tym razem spojrzałam jednemu z nich prosto w oczy, bo czułam już miłość w sercu i zrozumienie dla ich przejawu. I w tym momencie... oboje uśmiechnęliśmy się do siebie. Ten trzeci również. I poczułam, że rozsypały się we mnie i znikły kolejne warstwy jakichś granic, które wcześniej oddzielały mnie od takich ludzi i nie pozwalały odczuwać wobec nich miłości. Poczułam w sercu radość tej zmiany.

Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała mi, że zrozumienie i miłość, która się przeze mnie wobec niej przejawiała, momentami ją tak przerażała, że jej "ego" miało ochotę zanegować wszystko, co się przeze mnie przejawiało. Nie mogła tego przyjąć, bo czuła w sobie mnóstwo oporów i koncepcji, które jej podpowiadały, że to niemożliwe, by w taki sposób można było kochać i rozumieć ludzi. Nawet - jak przyznała - momentami czuła wręcz nienawiść do mnie. I tak walczyła "ze mną" w sobie miesiącami, a nawet latami. Bo tak się przejawia wewnętrzny konflikt pomiędzy tym, czym nie jesteśmy - myślami, ideami, konceptami oddzielenia a tym, czym jesteśmy: kochającymi i kochanymi Istotami... (Miłością i Madroscią. Swiadomością i Umysłem jako Jedno).

Aż wreszcie kiedyś powiedziała mi, że poczuła otwartość na przyjęcie tej miłości, bo odkryła i wie, że gdyby nawet zrobiła "coś strasznego", nawet gdyby na przykład "zabiła człowieka", to zostałaby przyjęta ze zrozumieniem, a 'moje' uczucie do niej nie uległoby zmianie.

To uczucie może się tylko w nas pogłębiać...

Może się pogłębiać wraz z naszą samo-świadomością, ponieważ obszary nieznanego są nieskończone. Na poziomie świadomości w zatrzymaniu poza myślami, koncepcjami, sytuacjami, w ciszy poza ciszą, jesteśmy... niczym i wszystkim jednocześnie, pyłkiem i wszechświatem całym jednocześnie, połączeni z nieokreśloną, nienazwaną, nieskończoną, wieczną całością... Jednak Życie jest dynamiczne i podróż w nieskończoności trwa. A my wkraczamy w kolejne obszary nieznanego. Na tym etapie podróży tak to jest postrzegane z perspektywy kropli oceanu, którą jestem, kropli, która wie i czuje, że na poziomie świadomości jest integralną cząstką oceanu, a cały ocean w niej się odbija. Kropla jest oceanem i ocean w kropli się przejawia. Jednak... ta kropla przesuwa się wciąż z falami i zwiedza różne obszary oceanu, które poznaje jako... różne światy - sny... I może je obejmować, i przenikać Sobą w sobie... jako ocean w kropli... 

Jest nieznane niepoznane a poznawalne i nieznane niepoznawalne. 


p.s. owi bezdomni, o których rok temu wspomniałam w poniższym tekście, niedługo potem... zniknęli... Już ich nie ma... 

wtorek, 2 października 2018

EFEKTY TRANSFORMACJI I INTEGRACJI SIEBIE


notatka z 2.października 2017, a wciąż aktualna...

Dziś tak mocne wibracje znów są odczuwane w ciele poprzez ciało i obserwowane... jakby sto albo tysiąc różnych uczuć i emocji na jedną sekundę wibrowało w sercu i ciele... I tak się dzieje od czasu do czasu już od wielu miesięcy, a teraz coraz bardziej skraca się czas odczuwania tych wibracji, a ich gęstość intensyfikuje się w coraz krótszych czasowych interwałach. Gdy pojawia się myśl o zmęczeniu tym procesem, widzę ją i skupiam się na ciszy w jednoczesności obserwacji i odczuwania... a proces Życia zadziewa się dalej. Już nie ma pytania: ile jeszcze? Bo nie wiadomo... Jest Tu i Teraz To, co Jest. Ile jeszcze? Jak długo jeszcze? Dokładnie tyle, ile ma trwać.

I czuję, że dla mnie wielkim darem jest możliwość ŚWIADOMEGO odczuwania radości, kiedy spontanicznie się przejawia i smutku też. Jak łzy chcą lecieć, to lecą. Jak odczuwane są wibracje takie, że o mało nie rozrywa coś od wewnątrz, to są odczuwane i przyjmowane takimi, jakie są. Jak pojawia się chwila błogości, to jest chwila błogości. Bez stawiania oporu Życiu i temu, co potrzebuje się przejawić. To wyraz uszanowania Życia i tego, co się przejawia i manifestuje jako doświadczanie Życia przeze mnie. Odczuwanie wdzięczności, oddania tym wszystkim przejawom Życia, to dla mnie łaska i cud Życia, Istnienia.

Świadome Bycie z tym, co się przejawia odczuwam jako Dar Życia. Nie ma potrzeby, by czemukolwiek cokolwiek miałoby się przeciwstawiać. A jak jeszcze się przeciwstawia, to też jest przyjmowane.

Nikt nie jest lepszy ani gorszy, mądrzejszy ani głupszy od nikogo. Nikt nie wie lepiej, co dla Ciebie czy dla mnie jest najwłaściwsze, najlepsze. Co powinnam albo co muszę. Największym oddaniem jest podążanie za tym, co mnie prowadzi.

Potrzebujesz przewodników, to ich znajdujesz. Na zewnątrz albo wewnątrz. Czegokolwiek potrzebujemy, byśmy mogli świadomie przeżywać Życie w jego różnorodnych przejawach, to właśnie otrzymujemy.

Błogosławię wszystkich tych, co na zewnątrz, co wskazują na to i potwierdzają to, co wewnątrz. Zaufanie do Siebie, do swojego procesu Życia, do wewnętrznego "guru", do swojego indywidualnego Połączenia ze Źródłem Wszystkiego w Sobie... Ufność i oddanie Sobie jako JEDNI/JEDNEMU... Absolutowi, Całości - jak zwał, tak zwał - dla mnie jest drogowskazem...

A Ty nie wierz mi na słowo, ponieważ to, czym się dzielę wynika jedynie z mojego doświadczenia i rozpoznań z tych doświadczeń płynących na ten moment, tę chwilę, obecne tu i teraz. No chyba, że to, co wyrażam z Tobą jakoś rezonuje, wtedy Ty także otrzymasz potwierdzenie z zewnątrz, co w Nas się teraz zadziewa.

czwartek, 19 lipca 2018

Coś o tzw. ORBSACH czy ORBACH...



Niektórzy tłumaczą te efekty jako latające "drobinki kurzu"... No cóż... Pokój świeżo po remoncie, świeżo wysprzątany... Siedziałam w zasadzie w bezruchu, piesa Karunka także. Co niby miałoby ten ruch drobinek "kurzu" spowodować? Zwłaszcza taki dosyć nietypowy... Te niby "drobinki kurzu" wyłaniają się: znikąd, ze ścian, z podłogi... Dla mnie to nie "kurz". Piękne zjawisko... I taki "drobiazg" :

zanim Karunka zaczęła się drapać, poleciało wiele "orbsów". A dlaczego nie pojawia się ich więcej, kiedy Karuna zaczęła się drapać? Jeśli to byłyby "drobinki kurzu", to w tym momencie powinno pojawić się ich znacznie więcej. A tak się nie dzieje. Lecą sobie w trakcie jej drapania za nią, przed nią, ale nie wokół niej ani z niej. Sami zobaczcie... 
  
Jeden film z nocy 17-18.07.2018, a drugi z nocy 18-19.07.2018. 

Miłej zabawy dziecięcej, radosnej, błogiej i świadomej... dla tych, co to czują...  




wtorek, 17 lipca 2018

Dla Ukochanego, Jedynego...


Dla Ukochanego, Jedynego Oblubieńca od Ukochanej, Jedynej Oblubienicy...

Nie proszę już ani nie błagam,
byś dał mi coś lub zabrał
cokolwiek ode Mnie...
Błagania płynęły z tęsknoty
i pożądania Ciebie daremnie.

Wołałam Ciebie na przemian
cierpieniem i rozpaczą
brnąc przez sny naszej oddzielności...
gdy nagle z tęsknoty obudzona
oddałam się cała Miłości.

Ofiarowałam wreszcie 
niczemu wszystko, 
co było mi dane
i wciąż nieustannie odbierane
w snach o naszym oddzieleniu...

A teraz z niczym przed Tobą staję
I widzę, czuję Cię w Sobie
jak Kryształowe Piękna Odbicie
bezkresem wiecznego Teraz
Scalone w Jedni ze Sobą

Niepoznawalną Istotą - Nieskazitelnym Życiem...

poniedziałek, 16 lipca 2018

NIESKOŃCZONY... SUFIT ;-)


Malowanie sufitu w przedpokoju było procesem "wieloetapowym" od miesiąca prawie. Poświęcone Jedni Sziwy-Szakti,
(Sziwy-Kali, Buddzie-Tarze, Yab-Yum, Dao itd...). 
I nie zostało skończone.  Jest, jakie jest... nieskończone... 
Jeden kosmos z rodzącymi się w nim nowymi galaktykami/gwiazdami... Dziękuję.