Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INTEGRACJA CIENIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą INTEGRACJA CIENIA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2026

ZAKOCHANIE ILUZJĄ MIŁOŚCI w ŚWIECIE DOŚWIADCZANIA ILUZJI ODRĘBNOŚCI

 

"Uznanie iluzji za iluzję niekoniecznie oznacza koniec iluzji. Jednak kończy zaangażowanie w iluzję. To wystarczy!" ~Wu Hsin

Czym jest uznanie iluzji za iluzję? A choćby na przykład dostrzeżenie różnicy między miłością a zakochaniem: zakochanie jest iluzją miłości i wynika z "braku miłości", z odcięcia się "ja" od źródła miłości w sobie. W doświadczaniu zakochania działamy według wzorców, których jesteśmy nieświadomi, działamy według fałszywych wyobrażeń o sobie i innych - naszych projekcji. One są iluzją.

Uświadamianie iluzji to widzenie, jak wiele zjawisk postrzegaliśmy wcześniej takimi, jakimi nie są. To odkrycie swoich projekcji na lustra, w których przeglądamy się jak w krzywych zwierciadłach i widząc te zniekształcone obrazy wierzymy, że tym wszyscy jesteśmy. Ale te zniekształcone obrazy są naszymi iluzjami o sobie i o innych.

Dlatego zakochanie zmienia się w rozczarowanie i odrzucenie albo w związek "partnerski" tworzony jako sieć uzależnień utkana z iluzorycznych (fałszywych) przekonań i różnych wzorów (koncepcji) strategii przetrwania. Dwoje ludzi łączy wtedy sieć uzależnień tkanych z lęków i oczekiwań "przebranych" za miłość. Ale to nie ma nic wspólnego z miłością. Miłość kocha z obecności, a nie z braku.

Dlatego - gdy zakochanie zdarza się z jakiegoś braku i oczekiwań na ich wypełnienie - kończy się rozczarowaniem. A wtedy po jakimś czasie może pojawić się kolejna atrakcja i kolejne zakochanie.

Zakochanie jest bardzo atrakcyjną pułapką, bo stwarza iluzję spełnienia marzeń, nadziei i oczekiwań, że "tym razem uda się stworzyć idealny związek". Zakochanie jest jak narkotyk zażywany bez świadomości, że jest narkotykiem. Intensyfikuje uczucia i emocje, uaktywnia, „daje kopa”, uatrakcyjnia i odkształca obrazy, odurza, wzbudza euforię, angażuje energetycznie... Ale kiedy narkotyk przestaje działać, pojawia się odczucie zmęczenia i rozczarowania, a czasem nawet złości albo rozpaczy.

Każdy zostaje sam ze sobą, że swoimi ranami, ograniczeniami, historiami, wewnętrznymi konfliktami, fałszywymi wyobrażeniami, oczekiwaniami, projekcjami... Ale ponieważ trudność sprawia bycie samemu ze sobą, nie ma jeszcze gotowości na spotkanie ze swoimi projekcjami, lękami, iluzjami, znów objawia się potrzeba poszukania kolejnej atrakcji. I zdarza się kolejne zakochanie w nadziei, że "tym razem się uda i życie wreszcie nabierze jakiegoś sensu".

Taki związek nie może spełnić pokładanych w nim nadziei i oczekiwań. Nie może, bo w zakochaniu przyciągają się pozytywne projekcje, które w trakcie związku konfrontują się z tym, jakie wzorce myślowe i zachowań rzeczywiście animują zakochanymi. I pozytywne projekcje zamieniają się na negatywne, bo "zakochani" są nieświadomi tego, co i dlaczego nimi animuje.

To, co w zakochaniu nazywane jest miłością, miłością nie jest, jest potrzebą dopełnienia jakiegoś niepełnego ja – "ego". Do zakochania ciągnie iluzoryczna nadzieja - obietnica, że ktoś nas uratuje, że dzięki drugiej osobie doświadczymy wreszcie jakiejś pełni szczęścia, jakiejś realizacji przez dopełnienie przez drugą osobę – „ukochaną” lub „ukochanego”. 

Takie zakochanie jest ucieczką przed sobą - przed spotkaniem się ze sobą w samotności, przed rozpoznawaniem i przyjrzeniem się swoim ranom.... W zakochaniu namiętność i pożądanie jest wyrazem głodu nie do zaspokojenia, wyrazem konieczności uleczenia niezagojonych ran nie do uleczenia. Zakochani próbują zapełnić ten głód i leczyć swoje rany czyjąś obecnością, bliskością, intymnością, czyimś ciałem, czyimś zachwytem, akceptacją, atencją, pożądaniem, ekstazą szczytowych momentów... Ale to nie jest miłość. Tego głodu żaden ktoś z zewnątrz nie jest w stanie zaspokoić ani nikt inny nie jest w stanie uleczyć tych ran.

Miłość nie jest historią jakiegoś braku, który musi zostać czymś zapełniony. Miłość nie jest tęsknotą za iluzjami, która popycha istoty ludzkie do zakochiwania się, a potem do przeżywania rozczarowań lub tkwienia w związkach uzależnień. Miłość nie współtworzy takich związków i relacji. Współtworzą je braki żądające dopełnienia i tęsknota za miłością... To, co bywa nazywane "miłością uwarunkowaną" jest relacją uzależnienia od iluzji - fałszywych wyobrażeń o Miłości.

Żadna „ukochana” osoba nie może być "wybawicielem", nie może być dopełnieniem. Jest raczej potencjalnym „nauczycielem”, który może obnażać nasze projekcje i iluzje, oczekiwania i tęsknoty, pożądanie i różne fałszywe przekonania o Sobie i Miłości. A jeśli pojawia się szczere pragnienie prawdy i otwarcie się na ekspansję świadomości czyli uświadamianie sobie tego, co dotąd było nieświadome, to „ukochana” lub „ukochany” może stać się "wspólnikiem" w obnażaniu iluzji o sobie.

Oczywiście, że istnieją relacje oparte na miłości, na umiłowaniu prawdy, ale te są szczere i uczciwe. Takie relacje i związki romansowe oparte są na byciu w przy-jaźni (przy Jaźni). Ale czasem zdarzają się też miłosne relacje "jednostronne" -  jedna istota otwiera się na relację z miłością, a druga zakochuje się w swoich projekcjach i wtedy relacja nie może być kontynuowana w przy-jaźni i miłości, więc rozpada się.

Każdy wzór (jakieś przekonanie inicjujące konkretne działanie i zachowanie), który w życiu powtarza się jako cykliczne doświadczenie, zmusza do wielokrotnego przeżywania tego wzoru. Doświadczenie powtarza się, dopóki nie stanie się "lekcją".

To, co nas pociąga w innych, jest tym, co nie zostało w pełni przeżyte wewnętrznie, uświadomione i uwolnione w sobie. Tak samo to, co nas odpycha od innych jest tym, co nie zostało głęboko wewnętrznie przeżyte, uświadomione i uwolnione.

Każde doświadczenie może stać się "lekcją", kiedy następuje głębokie, świadome wewnętrzne przeżycie tego doświadczenia i uświadomienie sobie powodów powtarzalności wzoru, który animował umysło-ciałem. Wtedy takie doświadczenie staje się inicjacją - kolejnym krokiem w dojrzewaniu do prawdy i ekspansji samoświadomości; inicjacja uwalnia od przywiązania i doświadczania na przykład iluzji o zakochaniu i relacjach związkowych.

Uwolnienie od powtarzalności pewnych doświadczeń następuje dzięki uświadamianiu iluzji - projekcji, które wcześniej nieświadomie uznawaliśmy za prawdę o sobie i o innych. Rozpoznanie wzoru przyciągania i odpychania, pożądania czegoś i odrzucania następuje dzięki głębokiemu przeżyciu tych doświadczeń w sobie. Wtedy zmienia się nasza wewnętrzna relacja z tym wzorem - przez świadome przyjęcie i głębokie przeżycie takiego doświadczenia w sobie - następuje uwolnienie. Rozpuszcza się uzależnienie od wzorów, które generowały to doświadczenie.

I z coraz większą ufnością przyjmujemy to, co zawiera każdy obecny moment i to, co ujawnia się jako kolejne doświadczenie. I przyjmujemy, jakbyśmy sami je wybrali, jakby każdy moment i każde doświadczenie było dla nas darem Ducha, (absolutu, wszystkości, jaźni...).

Gdy odkrywamy miłość w sobie, kończą się poszukiwania na zewnątrz tego, co odkrywa się Sobą. A obrazy iluzorycznych projekcji na lustro tego, co na zewnątrz, rozwiewają się.

„Dobra wiadomość jest taka: jeśli potrafisz rozpoznać iluzję jako iluzję, ona się rozpływa”. - E.Tolle

niedziela, 1 czerwca 2025

INTEGRACJA CIENIA...

 

Podział świata zdaje się coraz bardziej intensywny, różne konflikty w tym tzw. konflikty interesów nasilają się. Manifestuje się coraz większe zróżnicowanie w postrzeganiu, odczuwaniu itd. Skrajnie różne opinie, poglądy ujawniają się. Ten kto ma silne przekonania nie chce już słuchać tego, kto myśli inaczej. Ten kto myśli inaczej postrzegany jest jako wróg, głupiec, istota gorszego sortu, niedouczony idiota. W takich przypadkach empatia i zrozumienie dla tych, którzy emocjonalnie reagują na to, co się dzieje na świecie i wokół, jest niemożliwa.

Ale ty z empatią i miłością słuchaj obu stron, obserwuj uważnie sytuacje, zdarzenia, zjawiska, a nawet konflikty i wojny. Albo chociaż pozostań neutralnym obserwatorem przede wszystkim swoich emocji i sygnałów płynących z ciała w odpowiedzi na to, co się wyświetla dla ciebie.

Oto ujawnia się twój własny cień - wszystko, co ukrywałeś sam przed sobą udając, że jesteś kimś, kim nie jesteś...


sobota, 31 maja 2025

BÓL SPRZYMIERZEŃCEM W UWALNIANIU Z SIECI FAŁSZYWYCH WYOBRAŻEŃ O SOBIE...


Chodzi tu o ból, który wywołuje cierpienie, więc jest bólem psychicznym - duchowym, bo psyche znaczy dusza. Ale ten psychiczny ból wywołuje także strach przed bólem fizycznym, więc ból fizyczny i ból duchowy oraz ból zwany egzystencjonalnym, dopóki sprawiają cierpienie, są jednym bólem. 

Dlaczego odczuwasz ból? Dokąd woła cię ten ból? Dokąd on chce cię zaprowadzić?

Od najmłodszych lat wciąż jesteśmy karmieni kłamstwem, że życie powinno być bezbolesne. Jesteśmy karmieni wiedzą, że jeśli dokonamy odpowiednich wyborów, będziemy przestrzegać pewnych zasad, będziemy ciężko pracować, wtedy osiągniemy jakiś sukces. Gdy zastosujemy odpowiednie strategie, wykonamy odpowiednie manewry i taktyczne działania w świecie zewnętrznym, to zasłużymy na życie wolne od cierpienia. A to największe samo-oszustwo oparte na micie, który jest wszechobecny w tym świecie: życie powinno być bezbolesne. Ten mit o życiu bez bólu oddala nas od prawdziwego (kompletnego) doświadczenia. Szkodzi nie tylko każdej Istocie, która uwierzyła w ten mit, ale też kształtuje całe społeczeństwa, które stają się coraz bardziej nieszczęśliwe, schorowane (psychicznie i fizycznie) i osamotnione. A zarówno fizyczny jak i psychiczny ból najchętniej uśmierzany jest różnymi chemicznymi substancjami pochodzącymi z zewnątrz.

Istnieje taki rodzaj bólu, który objawia się na przykład relacjami, które się rozpadają, objawia się w odczuwaniu: lęku lub złości, porażki, wstydu, poczucia winy, odrzucenia i zranienia. Lęk przed tym bólem w rezultacie wpycha nas w doświadczanie napięć albo nawet odrętwienia. I ten lęk bywa ukrywany pod różnymi maskami, gdy próbujemy przed nim uciekać, jakby był jakimś przekleństwem, które wciąż nas goni, chce nas dopaść i zniszczyć. I traktujemy ten ból jak największego wroga, którego chcielibyśmy wyeliminować za wszelką cenę i na zawsze. A on wciąż powraca.

Ludzkie Istoty cierpią najczęściej w ukryciu udając, że "wszystko jest w porządku", a ich wewnętrzny świat coraz bardziej się rozpada powodując coraz większy chaos i cierpienie. Bo ludzkie Istoty nauczyły się wierzyć w to, że szczęście powinny im dać - do wyboru:

- kontrola, władza, bogactwo, poczucie bezpieczeństwa i komfortu oraz związany z tym jakiś odpowiedni poziom dobrobytu materialnego i odpowiednia pozycja społeczna, ...

- nauka, technologia i medycyna, która udoskonali ludzkie ciała w taki sposób, że nie będą odczuwały bólu, nie będą chorowały...

- duchowe nauki, które na przykład przedstawiają ból jako niepowodzenie w osiąganiu wysokich wibracji ...

- religie obiecujące szczęśliwość w niebie czyli po śmierci ciała...

- no i wszelkiego rodzaju kulturowe narracje gloryfikujące bezbolesność jako "ostateczną nagrodę".

A wszystko to są fałszywe obiecanki cacanki, które mają za cel ukrywanie czegoś znacznie głębszego i prawdziwszego:

ból nie jest wrogiem, ale sprzymierzeńcem, który wskazuje na to, że coś w nas pragnie się obudzić, scalić, zrealizować siebie...

W rytuałach plemiennych choroby i kryzysy psychologiczne były postrzegane nie jako wady do naprawienia, ale jako wiadomości od psyche - duszy domagającej się nawiązania ponownego połączenia ciała (formy) z Duchem, Źródłem wszystkiego, z całością Siebie, Jednią, z Bogiem... (nazwij to, jak chcesz).

Kiedy zaś we współczesnym świecie zdarza się cierpienie choćby z powodu złamanego serca, żalu, straty, porażki albo wstydu czy w jakiejkolwiek innej postaci, ujawnia się ból sprawiający cierpienie. Kiedy z powodu konieczności kontroli bólu są podejmowane różne próby tłumienia, zaprzeczania i unikania bólu, wtedy trudno dostrzec, że ból może być narzędziem inicjacji. Dopiero gdy zaczynamy świadomie przyjmować i przyglądać się temu, co odczuwany, co ból próbuje nam objawić, może on stać się naszym sprzymierzeńcem a nie wrogiem.

Jung już wiele lat temu dostrzegł, że współczesny człowiek jest w głębokim duchowym kryzysie. Nie dlatego, że cierpi, ale dlatego, że nie wie, dlaczego cierpi. Chociaż wydaje mu się, że wie, ale ta wiedza jest fałszywa. Człowiek wierzący w fałszywe wyobrażenia o sobie nie jest świadomy najgłębszej przyczyny swojego cierpienia. Próbuje więc racjonalizować na różne sposoby swoje cierpienie nie znając jego prawdziwej przyczyny. Ból jednak staje się coraz trudniejszy do zniesienia, nie dlatego że istnieje, ale dlatego, że został pozbawiony sensu, bo mit o bezbolesnym życiu oddzielił istotę ludzką od symbolicznego języka cierpienia. A przecież w każdej starożytnej kulturze ból był święty, oznaczał przemianę zachodzącą w trakcie inicjacji, towarzyszył rytuałom przejścia prowadzącym do odrodzenia.

Odrzucając ból jako bezsensowny, zły, niepożądany, zbędny, oddalamy się coraz bardziej od naszego centrum, od Źródła w sobie, od całości siebie. Jednocześnie czujemy się coraz bardziej zagubieni, choć nie zawsze jesteśmy tego świadomi. We współczesnej obsesyjnie kontrolującej kulturze ból postrzegany jest jako wielka porażka, niesprawiedliwa klęska, kara za „nie wiadomo jakie grzechy”. Tak ból postrzega tzw. ego czyli struktura Ja utworzona z fałszywych, powierzchownych przekonań o sobie ograniczających poznanie całości Siebie. Jednak owo Ja to nie tylko ego. Ja to także psyche czyli dusza. Ja to także dusza, która operuje innym językiem niż ego. Jung mówił, że psyche - dusza mówi symbolami, snami, a także bólem cierpienia. I dusza spaja nas z Duchem Jedni, z całości siebie.

Ego szuka wiedzy, która ma mu zapewnić bezpieczeństwo, pewność, stabilność i bezbolesność poprzez kontrolę na bólem, a dusza woła do powrotu do prawdy o sobie, do swojej głębi i całości siebie. I właśnie ból wciąż zakłóca iluzję kontroli ego i zmusza Ja do konfrontacji z ograniczeniami, maskami, ranami, które zasłaniają prawdę o sobie. A ego stawia temu opór. Ta bolesna konfrontacja łatwa nie jest, ale jest niezbędna do uwolnienia Się od ciągłej ucieczki przed bólem i cierpieniem, Bo kiedy ból jest przyjmowany świadomie i obserwowany świadomie, rozpuszczają się zasłony iluzji i ukazują części nas samych, które zaniedbaliśmy, których się wyrzekliśmy, które pozostawały ukryte w cieniu jako nieświadome. Zostały głęboko ukryte pod powierzchnią fałszywych wyobrażeń o sobie.

Kiedy pojawia się przewlekły niepokój, częste napięcia w ciele i chaos w umyśle czy tzw. depresja, a istota ludzka nadal próbuje uciekać od bólu stosując różne "środki zaradcze", oddala się ona coraz bardziej od prawdy o sobie. A są to stany, które wzywają, by zwrócić się do wewnątrz ku czemuś prawdziwemu w sobie. Za każdym razem, kiedy ból jest tłumiony, wcale nie znika. Jest jak rana, która wciąż ignorowana, zaniedbywana i zanieczyszczana ropieje. Gdy ból jest znieczulany, jest zapominamy na chwilę, ale rana nie zostaje uleczona, lecz po każdym znieczuleniu znów wraca i sprawia jeszcze większy ból. Ten ból jest przewodnikiem, który nas może zaprowadzić do rozpoznania największego zranienia, które może zostać uzdrowione...

Oto pozorny paradoks: twoja największa rana nie jest wrogiem, a twój ból jest wyrazem rozpaczliwego krzyku duszy (psyche), która woła i prosi o dostrzeżenie, o usłyszenie i o uzdrowienie siebie. Poprzez scalenie i przyjęcie wciąż odrzucanej części siebie. Ból największego zranienia wskazuje na najgłębszy niespełniony potencjał, na nasze stłumione i ukryte w naszej głębi dary.

Ból - gdy świadomie wychodzimy na spotkanie z nim i przyjmujemy go w sobie - nie niszczy nas, ale budzi... z iluzji fałszywych wyobrażeń o sobie.
Ten ból prowadzi do uzdrowienia najgłębszego zranienia siebie. Ten b
ól jest towarzysze i, przewodnikiem w naszym dojrzewaniu do prawdy. Jest sprzymierzeńcem, który wskazuje na prawdę o sobie, choć ego (ja, które wierzy w fałszywe wyobrażenia o sobie) nie chce jej słyszeć, widzieć ani poczuć. Ego jest zainteresowane tym, co na zewnątrz. A to nie sytuacje zewnętrzne wpływają na poziom cierpienia, lecz błędne myślenie o nich i fałszywa interpretacja sytuacji i zjawisk.

Co sprawia, że czuję lęk, strach, napięcia i ból? Co wywołuje cierpienie? 
Czy to możliwe, że sam stwarzam swoje cierpienie poprzez własne, fałszywe wyobrażenia o sobie, których dotąd nie dostrzegałem, bo traktowałem je jako prawdziwe?
Dlaczego nieprawdziwe postrzegam jako prawdziwe, a nierzeczywiste jako rzeczywiste? 
Co jest prawdziwe?
Gdzie jest prawda?

Postrzeganie fałszywych wyobrażeń jako prawdę o sobie i świecie -  to niewinne niezrozumienie natury rzeczywistości  - jest przyczyną cierpienia. A prawda jest w nas, my jesteśmy prawdą ukrytą pod warstwą fałszywych przekonań o sobie.

Tak. Usłyszeć głos bólu cierpienia można tylko wtedy, gdy czujesz, że dość masz już cierpienia. I dość samooszukiwania. Kiedy cierpienie jest tak intensywne, że przestajesz przed nim uciekać, wtedy coś pęka wewnątrz, otwiera się i kończy walkę z bólem. Pojawia się gotowość na przyjęcie bólu i podążenie za nim w głąb siebie.

Ból sprawiający cierpienie staje się wtedy najskuteczniejszym duchowym nauczycielem, jeśli nie jedynym prawdziwym. To on od prowadzi do odkrycia, że nie istnieje nic takiego jak prawdziwe przekonanie. Każde przekonanie, każdy mit jest fałszywym wyobrażeniem o sobie.
I życie staje się proste. Bo teraz - jeśli pojawia się jakikolwiek ból - nie sprawia już cierpienia. Może być bolesny, ale nie wciąga w rolę ofiary czyichś działań lub czegoś zewnętrznego ani nie uaktywnia już konceptów i mitów, które były kiedyś uznawane za jedyne prawdziwe.

Ból nie jest żadną karą za nie wiadomo jakie grzechy ani nie jest czymś, czego musisz unikać za wszelką cenę. Widzisz, wiesz, jesteś samoświadomy, że zaistniała możliwość zmiany postrzegania sytuacji i zjawisk, w tym bólu i cierpienia, a dzięki temu zaczynasz coraz klarowniej, wyraźniej postrzegać to, co jest, takim, jakie jest. 


niedziela, 13 kwietnia 2025

INTEGRACJA CIENIA

 Czy będziesz żałować tego, co robisz czy nie, tego nie wiesz. Możesz sobie wyobrażać konsekwencje swoich działań, ale to nie ma nic wspólnego z tym, co i jak będzie. Nie wiesz, jakie będą konskwencje i rezultaty twoich działań przede wszystkim dla ciebie.


Dopóki nie poznasz konsekwencji swoich nieświadomych działań, nie będziesz wiedział, dlaczego wciąż czegoś pożądasz. A nawet, gdy to dostajesz, nadal cierpisz.

Czasami ten, kto czyni tzw. największe zło (sprawia cierpienie innym), ma wyobrażeniowe złudzenia o sobie, że jest wyjątkowy i wspaniały, ponieważ jest „dobroczyńcą, darczyńcą, filantropem, sprzymierzeńcem, wspierającym, nauczycielem, autorytetem" itp. itd. Zakłada różne maski i stwarza złudzenie "wybawcy" czyniącego dobro. Jednak jego cień pozostaje głęboko ukryty przede wszystkim przed nim samym. To z jego głębi jego cień wciąż nim kieruje, a on pozostaje nieświadomy tego.

Ta część mnie jest widziana i przyjęta taką, jaka jest... przyjęta z miłością i zrozumieniem, bez oporów i osądzania.

Spełniła swoje zadanie jako lustro manifestujące to, co ukrywałam sama przed sobą. Ta część mnie to postać z mojego snu o sobie, która jest manifestacją moich fałszywych wyobrażeń o tym, kim jestem.