Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WALKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WALKA. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 marca 2022

KONFLIKTY DOBRA I ZŁA + ROZWIĄZANIE

Piotr: "Gdy czytam jak Harry walczy z Voldemortem, to trzymam kciuki za Harrego. Tobie jest wszystko jedno, kto wygra?"

Piotr, fajne pytanie, inspirujące. Dziękuję.

Uwarunkowania kulturowe tego świata sprawiają, że w pewnym sensie dobro i utożsamianie się z byciem dobrym jest kulturowo i moralnie jakby preferowane. Istnieje też przekonanie, że dobro nie sprawia cierpienia. A według mnie to ściema uwarunkowań kulturowych. Ponieważ na równi z preferowaniem dobra (a może nawet bardziej, częściej) preferowana jest ekscytacja konfliktami i walką pomiędzy dobrem i złem. 

Toć nie miałbyś frajdy kibicowania dobremu Harremu, gdyby ten nie miał złego wroga Voldemorta. A sam konflikt i walka, które sprawiają cierpienie obu stronom - obu bohaterom konfliktu, bywają wręcz fascynujące, ekscytujące i pożądane. W ten sposób właśnie cierpienie staje się fascynujące, ekscytujące i pożądane.

Na tym opiera się tzw. dualizm - na podtrzymywaniu konfliktu i walki dobra i zła.

Kiedyś sympatyzowałam i kibicowałam takim Harrym. Teraz przyglądam się temu w sobie. I odkrywa się we mnie coś całkiem nowego - nowa perspektywa widzenia, że kibicowanie jednej ze stron konfliktu zawsze zasila konflikt czyli kibicowanie działaniom dobra także zasila działania zła. A nawet chwilowe zwycięstwa dobrych nad złymi nie powodują zmiany paradygmatów tego dualnego świata. 

Ten dualizm funkcjonuje i utrzymuje się w tym świecie od tysięcy lat. Bo zawsze co jakiś czas pojawia się jakieś zło, które uaktywnia konieczność ujawnienia się jakiegoś dobra, które musi ze złem powalczyć. I tak się dzieje w mikro i makro skali, w codziennym życiu i funkcjonowaniu całych społeczeństw, a także w skali światowej.

Natomiast wiedza i samoświadomość uczestników konfliktu jest ograniczona utożsamieniem z jedną z ról - z jednym z bohaterów konfliktu. Albo z rolą kibica jednej ze stron konfliktu. Nawet gdybyś sympatyzował ze złym, to przez kulturowe uwarunkowania bałbyś się do tego przyznać publicznie (a może nawet i przed sobą), bo to przecież jest złe. K Dlatego sympatycy i kibice zła ukrywają swoje preferencje. Są one utajnione. A mimo to w różnych sytuacjach aktywują się i ujawniają. 

Z kolei sam zły w pewnym sensie musi odgrywać swoją rolę, bo dobry bez złego nie mógłby zaistnieć. Aby więc dobro mogło od czasu do czasu zatriumfować i poczuć satysfakcję swego zwycięstwa, potrzebuje zła i walki z nim. A zło tak samo potrzebuje od czasu do czasu jakiegoś triumfu i satysfakcji. No i tak lata wahadło raz w te raz w te.

Dostrzegam jednak różnicę pomiędzy emocjonalnym (wręcz kompulsywnym) zaangażowaniem w konflikty i wewnętrzne przeżywanie ich a obserwacją (badaniem) tych konfliktów z jednoczesnym obserwowaniem (badaniem) wewnętrznych reakcji na te konflikty (w sobie).

Stąd obserwacja (badanie) w wewnętrznej przestrzeni tego co wcześniej było postrzegane na zewnątrz, umożliwia zrozumienie prymarnych przyczyn oraz skutków wszelkich konfliktów i walki dobra i zła. Obserwacja taka uwalnia od zaangażowania w te konflikty i walkę. A to z kolei umożliwia całkiem inne działanie - już nie z pozycji zaangażowania w konflikt, lecz z perspektywy (przestrzeni) postrzegania i wiedzy spoza tego konfliktu. 

Przykład konfliktu opisuje sytuacja na rysunku. Jeden widzi 6, nie wie, co widzi drugi, dlatego jest przekonany, że drugi widząc co innego niż on oszukuje go, kłamie, a to znaczy, że ten drugi jest zły, jest wrogiem. Konflikt nie może być rozstrzygnięty, dopóki sytuacja nie zostanie dostrzeżona z innej perspektywy - z pozycji przekraczającej zaangażowanie w konflikt. 

Z pozycji zewnętrznego obserwatora widzisz, że wystarczyłoby, aby ten, który widzi artefakt jako cyfrę 6 spojrzał na nią z pozycji swojego "wroga" - tego złego. A ten, który widzi artefakt jako cyfrę 9 mógłby także spojrzeć na nią z pozycji swojego "wroga". Wtedy konflikt sam by się rozwiązał z powodu przekroczenia uwarunkowań, które wynikają z określonej pozycji obserwacji sytuacji, zdarzeń, zjawisk itp. wytwarzającej konflikty.

Zresztą wystarczy, że jeden z nich poczuje natchnienie, by spojrzeć na artefakt z tej innej pozycji, a natychmiast dostrzeże iluzoryczność konfliktu, w jaki się zaangażował. Wtedy też odpuszcza sobie udział w utrzymywaniu tego konfliktu. A nawet kibicowaniu tego typu konfliktom. Może też zaprosić swojego byłego "wroga" do spojrzenia na artefakt z tej drugiej pozycji, czemu nie. Ale jeśli ten "opozycjonista" nie będzie chciał ruszyć się z miejsca, nie ma potrzeby stosowania wobec niego jakichkolwiek działań stwarzających kolejne konflikty. 

P.S. obserwuję u siebie - w sobie tendencje do sympatyzowania z konceptami wolnościowymi. Według których każdy ma prawo (bo tak tańczy Jaźń, całość) do postrzegania siebie, innych i różnych zjawisk ze swojej indywidualnej perspektywy. Jednocześnie jaźni się zrozumienie, że postrzeganie dobra i zła jest względne, bo uzależnione i uwarunkowane indywidualną perspektywą postrzegania wszelkich zjawisk w kategoriach dobra i zła oraz różnych wyobrażeń o tym, co dobre a co złe. Postrzeganie i wyobrażenia o tym, co dobre a co złe jest względne, gdyż zależne od perspektywy postrzegania zjawisk i stanu samoświadomości. 

Podobieństwa tych indywidualnych perspektyw wyznaczają grupowe perspektywy postrzegania dobra i zła. I tak tworzą się różne (dualistyczne czyli skonfliktowane ze sobą) grupowe, społeczne i kulturowe normy postrzegania tego, co dobre a co złe. Te normy przenoszone z pokolenia na pokolenie są przyjmowane przez kolejne pokolenia za niepodważalne... Do czasu, gdy zaczyna być dostrzegana jakaś niezgodność, niespójność czyli dysonans pomiędzy tym, co jest mówione, wygłaszane a tym, co jest czynione...

Oddzielanie tego, co wewnątrz od tego, co na zewnątrz tworzy cierpienie.

Każdemu wewnątrz odpowiada jak echo jakieś na zewnątrz i każdemu na zewnątrz odpowiada jakieś wewnątrz. Mimo, że wewnątrz i na zewnątrz są postrzegane jako zróżnicowane, zawsze istnieją razem jako jedno. (Jak kropla versus kropla albo kropla versus ocean*).

Patrząc na symbol Tao (yang-yin) można dostrzec wewnątrz białego pola - czarne a wewnątrz czarnego - białe. Czyli wewnątrz jest to, co jednocześnie jest na zewnątrz, bo całość składa się z dwóch pól: białego i czarnego. I to, co na zewnątrz (białe na zewnątrz widzi czarne, a czarne na zewnątrz widzi białe) w rezultacie jest jednym i tym samym w dwóch wersjach (kolorach yang-yin) siebie zawierających siebie wzajemnie w sobie i dopełniających siebie wzajemnie.

Gdy doświadczane jest utożsamienie wyłącznie z dobrem (jak z białym czy światłem), doświadczane jest także oddzielenie dobra od zła (od czarnego, ciemności). Stąd to co wewnątrz (dobro, biel, światło) jest w oporze wobec... i przeciwstawne temu, co na zewnątrz (zło, czerń, ciemność). Dobro wypiera się i nie dostrzega zła w sobie.

Przyglądanie się wewnątrz temu, co wcześniej było wypychane na zewnątrz, coraz bardziej jednoczy wewnątrz i na zewnątrz. i pozwala dostrzec iluzoryczny konflikt pomiędzy tym, co wewnątrz, a tym co na zewnątrz. Pozwala nawet dostrzec iluzoryczny konflikt pomiędzy dobrem i złem.

Zintegrowanie w całość wewnątrz i na zewnątrz ujawnia względność dobra i zła. Ta perspektywa zmienia postrzeganie zjawisk (bez oceniania ich jako dobre lub złe) ze znacznie szerszej i głębszej perspektywy. Z tej perspektywy wyraźniej widać np. przyczyny i skutki pewnych wzorców myślenia, idei, celów oraz działań służących ich realizacji .

I jakiś taki spokój i przestrzenność się jaźni, a nawet radość istnienia się skrzy w spontanicznym, naturalnym przepływie...


*Nie jesteś kroplą w oceanie, jesteś całym oceanem zawartym w kropli"

czwartek, 18 czerwca 2020

CAŁOŚĆ, JA JESTEM, TAO

Wszystko, czemu Ja zaprzecza, co Ja odrzuca, neguje, przeciw czemu się buntuje czyli wszystko, co ocenia jako złe, jest wyrazem ukrytego *) przed Sobą wewnętrznego konfliktu różnych elementów - aspektów Siebie jako całości Jaźni - Ja Jestem.
To, czemu Ja zaprzecza, co odrzuca, to są integralne elementy - aspekty całości Ja, całości Siebie czyli Jaźni. **)

To, z czym walczymy jest odrzucanym elementem całości Siebie - całości Jaźni. Ta część Siebie, którą (nieświadomie) odrzucamy, na którą złościmy się, z którą walczymy, jest przyczyną (nieświadomego) projektowania na zewnątrz tego, co wewnątrz. To zjawisko zwane jest niewiedzą, ignorancją, która jest jedną z przyczyn cierpienia. 

Odrzucając cokolwiek, co Ja ocenia, więc postrzega jako złe, niewłaściwe - "bo nie może, nie powinno być tak, jak jest, bo musi, powinno być inne, inaczej" - tym samym Ja nieświadomie tnie całość Siebie na oddzielne kawałki. Gdy Ja zapomina, że te kawałki to integralne elementy - aspekty całości Siebie, całości Jaźni - Ja Jestem.

W zapomnieniu o Sobie Ja negując i odrzucając cokolwiek, oddziela się od całości Siebie - odrzuca różne aspekty Siebie i w ten sposób całość Siebie tnie, rąbie, rani i dlatego cierpi doświadczając iluzji oddzielenia od całości Siebie. Z powodu zranień z tym związanych.

Wyobraźmy sobie symbol Tao jako całość Siebie - Ja Jestem. Jestem całością z dwoma polami:
białym z czarnym w środku (w sobie) oraz czarnym z białym w środku (w sobie). Wyobraźmy sobie, że pola czarne i białe zaczynają się poruszać jak prądy oceanu. Tańczą swój taniec... Gdy jedno się porusza, wraz z nim porusza się drugie. Gdyby zaś jedno z pól zaczęło stawiać opór ruchom drugiego, prowadziłoby to do napięcia w obu polach, do tamowania naturalnego, spontanicznego tańca przepływu obu pól w Tao. ***)

Zmieniając swoją formę i położenie zawsze oba pola zachowują proporcję gęstości, objętości, a nawet prędkości ruchu. I nigdy czarnego nie przybywa ani nie ubywa kosztem białego i odwrotnie. W całości Tao jeśli przybywa czarnego, białego też przybywa i gdy białego ubywa, to zawsze wraz z ubywaniem czarnego. Zawsze jest zachowana harmonia i równowaga pomiędzy tymi polami. Każdy ruch jednego pola - czy to łagodny czy dynamiczny - ma wpływ na drugie pole.

Tu np. pytania: "Kto zaczął? Kto zainicjował? "Gdzie początek i gdzie koniec?" nie mają już żadnego znaczenia, gdyż oba pola stanowią jedno. Po prostu oba inspirują się wzajemnie tańcząc razem taniec całości. Razem są jednym będącym jednocześnie: wewnątrz Siebie i emanowanym, więc widzianym, postrzeganym także na zewnątrz. Na zewnątrz oraz wewnątrz to integralne elementy - aspekty całości Tao czyli całości Siebie - Jaźni - Ja Jestem. To jedno o zróżnicowanych przejawach Siebie.
Jeśli całość Ja Jestem utożsamia się z jednym z pól, np. białym, to przestaje dostrzegać, że ruchy czarnego pola są całkowicie zintegrowane z ruchami białego, że ruchy obu pól są całkowicie, totalnie ze sobą powiązane. I jako całość stanowią jedno - wzajemnie i harmonijnie współbrzmiące ze sobą pole Tao - Jaźni - Siebie - Ja Jestem.



I tak samo jeśli całość Ja Jestem utożsamia się wyłącznie z tym, co wewnątrz (np.ciała), to przestaje dostrzegać, że wszystko, co na zewnątrz zawsze jest zintegrowane z tym, co wewnątrz. Takie Ja utożsamione z jakimś elementem całości nie obejmuje percepcyjnie całości Siebie, nie dostrzega, że wewnątrz i zewnątrz są całkowicie, totalnie ze sobą powiązane. I że oba jako całość stanowią jedno jaźniące się swoimi dwoma elementami - aspektami wzajemnie i harmonijnie współbrzmiącymi ze sobą w przestrzeni Tao - Ja Jestem - Jaźni - Siebie.
______
*) Każdy ukryty przed Ja konflikt jest konfliktem nieuświadomionym.
**) Jaźń - Jaśń - Ja-śni - Ja, które śni nieskończone sny o Sobie.
***) Stawianie oporu spontanicznym ruchom tańca prowadzi do napięć między polami i w obu polach. Ponieważ Ja zapomina o całości Siebie, doświadcza fałszywych wyobrażeń o Sobie z powodu utożsamień wyłącznie z elementami - aspektami - przejawami całości Siebie. W zapomnieniu Ja doświadcza iluzji czyli fałszywych wyobrażeń o Sobie i związanych z tym oporów, konfliktów, bólu i cierpienia. Ja odcięte od całości Siebie stawia opór naturalnym, spontanicznym ruchom tańca przepływu prądów Jaźni. Lecz takie Ja iluzorycznie odseparowane od całości Siebie jest jak listek, który czy tak czy siak płynie niesiony przez prądy oceanu. A iluzja oddzielności listka także sama z Siebie się jaźni... jak piana na grzbietach fal czy jak wiry w prądach oceanu.

środa, 13 lutego 2019

KALI, DURGA, RAKTABIJA I SHIVA ORAZ MAHAKALA I MAHAKALI


Przypomnienie...
Jeden z najstarszych mitów o Kali (bez nazywania jej Boginią ;)) przekazuje, że do walki z demonem Raktabija - symbolizującym Ego czyli utrzymującym ludzi w konfliktach wewnętrznych projektowanych na zewnątrz i powodujących nieustanną walkę oraz coraz większe cierpienie - przystąpiła Durga. Gdy walczyła z Raktabiją, on wciąż się multiplikował i odradzał na nowo z każdej kropli krwi. Walka wciąż i wciąż trwała i nie widać było jej końca. Wtedy na pomoc Durdze przybyła Kali. Ona nie walczyła, po prostu zaczęła zlizywać całą krew ofiar tej walki (demona Raktabiji). I w sobie dokonała anihilacji i transformacji tej energii.

Tak wyglądaly jedne z najstarszych wizerunków Kali pochłaniajacej wszystko

Tu także walczącą z demonem Ego - Raktabiją Durgę.

Jak każdy mit, ten także ma swoją wielowarstwowość i głębię...
Z tego mitu raczej klarowne przesłanie wynika, że każda walka (nawet ta na racje ;)) potęguje moc "demona" Ego. :-)

Późniejsze wizerunki przerażającej Kali tworzyło Ego, które traktowało ją jako Boginię zagrażającą jego istnieniu, która zawsze, w każdej chwili może doprowadzić do jego unicestwienia. Dlatego głównym motywem jego wszystkich działań jest strach przed unicestwieniem, bo w swym ograniczeniu nie rozumie, że w pustce czeka go nie unicestwienie, lecz... transformacja.
Kiedy doświadczamy prawdy, wszystkie kłamstwa o osobności ja, w które wierzymy, nie mają szans na przetrwanie. Ludzie boją się prawdy i kiedy mówimy, że odczuwamy strach, przemawia przez nas kłamca. Dzieje się tak, ponieważ kłamstwa, które przemawiają tym głosem, nie mogą pokonać prawdy, a nie chcą zginąć. A strach uaktywnia się jako irytacja, złość, nienawiść itd...

Tu wizerunek Kali... "krwiożerczej i bezwzględnej", więc przerażającej dla ego bojącego się "swego unicestwienia". 

Dlatego Shiva (symbolizujący Umysł) leżąc pod stopami Kali (symbolizującej Świadomość) jest taki spokojniutki, zrelaksowany... całkowicie ufny i jej oddany.... On nie lęka się unicestwienia ani transformacji, bo wie i jest świadomy, że jest wieczny, niezmienny i zmienny jednocześnie.

p.s. Dla mnie Kali i Shiva w pewnym zakresie symbolizują także "męskie" i "żeńskie" kosmiczne (w sensie uniwersalne) energie, które są w każdej i każdym z nas - w każdej istocie ludzkiej.



MAHAKALA i MAHAKALI

Mahakala... strażnik mądrości buddy... "W typowej formie czarny kolor symbolizuje jego wszechogarniającą i wszechstronną naturę, ponieważ jest to barwa, w której wszystkie kolory łączą się; absorbuje wszystkie. Tak. jak kolory znikają w czerni, tak samo nazwy i formy stapiają się w Mahakali. Czarny wyraża również kompletny brak kolorów, co również symbolizuje naturę Mahakali jako ostatecznie rzeczywistą. W sanskrycie nosi to nazwę nirguna (poza wszelkimi właściwościami i formami)." cyt. z Wikipedii

Mahakala... jako czująca istota jest strażnikiem Dharmy, będącym absolutną mądrością - mądrością Buddy. A jego esencja to nieograniczone współczucie (miłość bezwarunkowa).

Występuje często w postaci gniewnej, ale całkowicie pozbawiony ego. To znaczy, że zawsze działa bez "przeskadzających emocji". Występuje także w żeńskiej formie Mahakali.


środa, 21 listopada 2018

WYZNANIE WOJOWNIKA



Nic nie wymaże okrucieństw, których dokonałem w imieniu głosów w mojej głowie. Słyszałem je i to one kazały mi robić to, co robiłem. Raniłem, niszczyłem i zabijałem innych w imieniu tych głosów, które kazały mi niszczyć wszystkich niewierzących w to samo, co ja wierzyłem. Zabijałem tych, którzy nie wierzyli w to, co podpowiadały mi te głosy, które słyszałem w swojej głowie. One mówiły mi, że wszystko, co robię w ich imieniu, jest słuszne. Że to jest jedyną prawdą. Czasem też słyszałem, jak jakiś inny głos próbował mnie powstrzymać. Nie słyszałem go jednak wyraźnie, bo ten inny głos był zbyt cichy, zbyt subtelny i nie krzyczał tak, jak głosy w mojej głowie. Nie miałem wyjścia, nie mogłem nic zmienić. Podążając za racją głosów, które kazały mi walczyć w imię wyższego dobra, próbowałem przekonywać sam siebie, że ci których odrzucałem, krzywdziłem, zabijałem, zasługują na to. Nie tylko przestałem czuć, lecz przestałem też widzieć ich ból i cierpienie skupiony na własnych przekonaniach i racjach głosów, których słuchałem. Aż ten cichy głos, który próbował mnie powstrzymać, całkowicie zamilkł. Został zagłuszony przez inne głosy. Nie słyszałem już go. Zostałem wielkim wojownikiem dobra ze złem. Moje imię przerażało tych, którzy mnie nie słuchali, sprzeciwiali się temu, co pochodziło od głosów w mojej głowie. Choć zdarzali się i tacy, którzy nie byli tym przerażeni. Tych zabijałem z jeszcze większą brutalnością.

Aż któregoś dnia zdarzył się cud. Zabolał mnie nagle czyjś ból zadawanych przeze mnie ran, jakbym sam sobie je zadawał. I znów zacząłem słyszeć ten cichy głos, który teraz podpowiadał, żebym się zatrzymał i przyjrzał temu, co myślę i co robię. Przyjrzał się tym głosom, które słyszę w swojej głowie. I zadał mi pytanie: Komu robię to, co robię i dlaczego? To mnie zatrzymało.

Czy kiedyś będę potrafił sobie wybaczyć? Nie wiem. Teraz inni mnie przekonują, że mi wybaczyli. To przebaczenie jest jak błogosławieństwo. Pogodziłem się z tym, że może nigdy sobie nie wybaczę, bo tego, co robiłem, nie da się cofnąć. Ale wiem, że mogę zmienić to, co teraz robię. Bo teraz nie jest końcem życia. Teraz podążam za tym cichym głosem, który mnie zatrzymał. Teraz on mnie prowadzi. To głos Serca. Jest cichy, ale jego moc przenika miłością wszystkie krzyczące głosy, które kiedykolwiek słyszałem w swojej głowie. Dlatego nie walczę już z innymi. Przestałem być wojownikiem walczącym o dobro ze złem. Zwłaszcza o to wyższe dobro. Teraz czasem walczę jeszcze ze sobą, gdy głosy w głowie zaczynają krzyczeć i wołać domagając się ode mnie posłuszeństwa. Ale odkryłem, że najskuteczniejszym sposobem na pokój jest poddanie się wszystkich głosów w głowie temu cichemu głosowi Serca, który kieruje do ciszy. W ciszy Serca te wszystkie kłótnie i walka głosów w głowie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Teraz nie walczę z nikim, nawet z głosami w głowie, lecz poddaję się ciszy. Ta cisza przenika i otula wszystkie głosy, przynosi ratunek mnie i innym przed szaleństwem, które było moim udziałem.

Wojownik stał się rycerzem przynoszącym ukojenie. Stojącym na straży ciszy, broniącym jej przed atakami głosów podżegających do walki w imię jakiegokolwiek dobra walczącego ze złem. Stałem się strażnikiem ciszy przynoszącej s-pokój i słów, które są drogowskazami prowadzącymi do SIEBIE, do Jedni wszystkiego.


wtorek, 2 października 2018

O PRZEMOCY, PROTESTACH i ŚWIADOMOŚCI


Się przejawia o przemocy w rodzinie i protestach kobiet przeciwko mężczyznom... 

No cóż... kobiety ponoszą taką samą odpowiedzialność jak i mężczyźni za tzw. "domestic abuse". Choćby tkwiąc w takich związkach i relacjach ze strachu, że nie poradzą sobie same w tym świecie... zwłaszcza, gdy mają dzieci. Mężczyzn używających przemocy często wychowują tak samo matki jak i ojcowie. I to matki uczą synów wzorców traktowania kobiet... np. przyzwalając na tę przemoc i dokonując różnych manipulacji. Tak samo jak ojcowie stosujący różnego rodzaju przemoc wobec kobiet: zarówno fizyczną jak i psychiczną czyli także stosując różnego rodzaju manipulacje. Uczą swoje dzieci takich wzorców. Oboje - matka i ojciec zazwyczaj nieświadomi są tego, co czynią, jak i dlaczego. Wojna "płci" wtedy wciąż jest kontynuowana...

Dlatego protesty kobiet przeciwko mężczyznom nie mają żadnego sensu. Protesty nie naprawią ani nie uzdrowią relacji. Mogą jedynie pogłębić ten konflikt. Natomiast dzielenie się wiedzą o możliwości uświadamiania tego, co w nas nie(u)świadom(ion)e, zwłaszcza naszego "cienia" i tego, co wciąż utrzymuje konflikt pomiędzy kobietą i mężczyzną, Animą i Animusem, a nawet boską żeńskością i kobiecością w nas - jak najbardziej ma sens. Głęboki, bo sięga głębi naszego istnienia i prowadzi ku harmonii współbrzmienia i współistnienia...


Jednak próbując "naprawiać" innych, nadal pozostaniesz w wewnętrznym konflikcie. A gdy uświadamianie zaczniesz od siebie, wtedy dopiero rozpocznie się proces uzdrawiania swoich relacji wewnętrznych. I pojawi się zrozumienie, skąd i dlaczego te konflikty "się brały". I uwolnisz siebie od nich zawierając pokój ze SOBĄ w sobie.

Oczywiście, jak ktoś czuje konieczność czy potrzebę protestowania, niech protestuje... Bo to, co dla jednych jest oczywiste, dla innych być nie musi...

środa, 13 czerwca 2018

CZY RELIGIE SĄ PRZYCZYNĄ NIESZCZĘŚCIA?


dziękuję Ci Życie za nieustające inspiracje w odkrywaniu i ujawnianiu kolejnych warstw nieznanego ze zrozumieniem i świadomością pogłębiającą perspektywę postrzegania Twojej głębi. :-)

Tikali:
Świadomość 'budzi Się' w Istocie ludzkiej, rozpuszcza ograniczenia struktur utrzymujących sztuczne podziały i konflikty. Toć wszystkie religie powstały z tego samego Źródła, Natchnienia i tylko ograniczenie bezpośredniego połączenia Istoty ludzkiej z tym Źródłem Źródeł, z Sercem Serc  spowodowało potrzebę doświadczania świata-snu w oddzieleniu i cierpieniu. A niektórzy kapłani - pośrednicy powtarzali to, czego się nauczyli od innych nie stosując  się do podstawowych praw kosmiczno - boskich, lecz wymagając tego od innych. Sprzeniewierzyli się mądrości i naukom swego Nauczyciela, zrobili sobie z niego "tarczę" i "broń" osłaniającą fałsz ich działań dla własnych interesów. Teraz nadszedł czas wielkich zmian, transformacji... Niech Się dzieje... Miłość bezwarunkowa uzdrawia. To najskuteczniejsza "medycyna".

A.N.:
"Ludzie szczęśliwi nie wyznają żadnej religii..,
(wiedziałaś o tym?) 😇
więc masz rację, każda religia bierze swe źródło z tego samego nieszczęścia, które z kolei może mieć różne oblicze, jak my ludzie .. 😉"

Tikali:
Jeśli chodzi o nieszczęście związane z religiami, to nie jest tak, że "każda religia bierze swe źródło z tego samego nieszczęścia", lecz nieszczęście wynika z braku zrozumienia i różnych interpretacji słów-przekazów pochodzących z bezpośredniego połączenia ze Źródłem, Natchnieniem...
Religia dotyczy "zbioru" pewnych idei, koncepcji, przekonań na temat relacji istoty ludzkiej ze sobą i otaczającym ją światem. Ten "zbiór" idei, koncepcji, przekonań możemy nazwać wiarą w to, co określa tę relację. Wiarą, która - gdy uznawana jest za jedynie prawdziwą - sprawia, że jacyś ludzie stają się szczęśliwi a inni nieszczęśliwi. Taka wiara w pewne koncepcje uznawane za jedyną prawdę, uniemożliwia, blokuje, ogranicza bezpośrednie połączenie ze Źródłem, Natchnieniem każdej istoty ludzkiej i sprawia, że istoty cierpią. Odpuszczenie przywiązania do tych oddzielających od bezpośredniego połączenia ze Źródłem koncepcji jako jedynie prawdziwych uwalnia od cierpienia i nieszczęść każdą istotę ludzką.

Religia jako system wierzeń i praktyk powiązanych z wzorcami myślenia i działania nie jest ani dobra ani zła. Nieszczęście pojawia się wtedy, gdy jakaś osoba uznaje pewien system wierzeń i praktyk (wzorców myślenia i działania) za jedynie prawdziwy i uważa np., że inni też powinni (muszą ;-) ) wierzyć (lub nie wierzyć) w to samo, co ona. Wtedy taka osoba jest w konflikcie ze sobą i innymi. Ten konflikt wewnętrzny może ujawniać się na zewnątrz na różne sposoby, a osoba może być nieświadoma tego wewnętrznego konfliktu.

Nieszczęście bierze się także stąd, że nawet jeśli osoba uznaje dany system wierzeń za jedynie prawdziwy, a nie stosuje się do niego, wtedy także pozostaje w nieświadomym konflikcie ze sobą i otaczającym ją światem. Wtedy jej "uwarunkowany umysł" nieświadomie interpretuje słowa pochodzące ze Źródła tylko po to, by usprawiedliwić niezgodność tego, co mówi, robi, jak działa z tym, w co niby wierzy. (Na przykład uznaje za prawdziwe słowa "nie zabijaj", a przyczynia się do zabijania jakichś istot).

Zatem TO NIE RELIGIE JAKO SYSTEMY WIERZEŃ I PRAKTYK POWIĄZANYCH Z WZORCAMI MYŚLENIA I DZIAŁANIA SĄ PRZYCZYNĄ NIESZCZĘŚCIA I CIERPIENIA, LECZ NIEUŚWIADOMIONE WEWNĘTRZNE KONFLIKTY UMYSŁU UWARUNKOWANEGO PRZYWIĄZANIEM DO TYCH IDEI I KONCEPCJI, KTÓRE UTRZYMUJĄ TE KONFLIKTY. Bo również istoty ludzkie, które istnieją-działają poza systemami religijnymi (np. tzw. ateiści) mogą, choć nie muszą, być nieświadomi różnych konfliktów wewnętrznych tzw. "uwarunkowanego umysłu".

Gdy jest zrozumienie tych zjawisk, jest także szacunek i Miłość do wszystkiego. Również do różnych religii jako zróżnicowanych między sobą systemów wierzeń i praktyk powiązanych z różnymi wzorcami myślenia i działania oraz wynikających z nich doświadczeń, które są interpretowane jako cierpienie, szczęście lub nieszczęście.


piątek, 15 grudnia 2017

INTEGRACJA, SCALANIE SIEBIE?

Fizyczny umysł ("małe ja - ego") służy do postrzegania, a nie do kreowania. Gdy umysł fizyczny chce kreować, zaczyna się zmaganie z tym, co jest. Walczy, bo stawia opór temu, co jest. Wierzy w iluzje, że powinno być lepiej, inaczej. Wierzy w etykiety, projekcje, strategie, scenariusze itd. Iluzje, które uznaje za prawdę. Sen, który Się śni uznając za jedyną rzeczywistość. To jest już postrzegane i roz-poznane... świadomością rozświetlającą niewidzialnym światłem różne "warstwy" i "sruktury" umysłu.

Odpuszczenie walki, poddanie i przyjęcie tego, co jest, przynosi ukojenie, wyzwolenie - "odzyskanie wolności w więzieniu uwarunkowań umysłu". 

Oczywiście jakieś warunki - okoliczności, sytuacje, stany postrzegania itd. zawsze są i muszą być... W nich i nimi także przejawia Się Istota Istnienia, Życie...

Przyjęłam wszystko, co zobaczyłam w Tobie jako swoje projekcje wyświetlane na Ciebie, przejrzałam Się w Tobie i zobaczyłam Ciebie jako Siebie, i ukochałam te cząstki iluzji przesłaniające Prawdę o Sobie/Tobie. A kto wie, czy jeszcze kolejne jakieś warstwy Się nie ujawnią. Jak koniec gier, to koniec i wszystkie triki - kłamstwa ujawniają Się, by Prawda stała Się. Pora na nowy Sen... i
Przebudzenie do Świadomego Śnienia...
w całkowitym oddaniu Życiu i Absolutowi.

I dzieje Się tak, nie dlatego, że coś tego chce lub nie chce, bo dzieję Się to, co spontanicznie Się przejawia, bo odczuwane jest wewnętrzne prowadzenie. Bo zadziewa Się widzenie Procesu Życia i "drogowskazów" - inspiracji dla tego Procesu.

Teraz każde utknięcie w jakiejkolwiek "duchowej ściemie" będzie obnażane i uświadamiane. Subtelnie i brutalnie jednocześnie, konsekwentnie, bezwzględnie i względnie, na różne straszne i śmieszne sposoby. Niech Się dzieje...

Się przejawia: Niech Miłość i Prawda rozbiją na fotony wszystkie iluzoryczne granice i niech rozwiewają się mgły iluzji, które mnie oddzielają jeszcze od Prawdy o SobieTobie (Self - Jaźni), Jedni. Aby mogło przejawić Się klarowne widzenie SiebieCiebie: Kryształowego Lustra emanującego blaskiem tęczowych refleksów...

DZIĘKUJĘ i kłaniam Się TobieSobie z wdzięcznością.


p.s nie potrzebuję "opadać jak listek", ale staję Się jak piórko. Jego lekkość pozwala na opadanie i wznoszenie z podmuchami wiatru, na płynięcie z wirami strumieni bez jakiegokolwiek oporu.Taki to "etap" (na-ten-czas) tego procesu - podróży...

niedziela, 10 grudnia 2017

EMOCJE TO ENERGIA...

Uczucia i emocje to energia. Na przykład strach albo złość to energia usidlona jakąś historią - myślą. Podobnie emocje ekscytacji.

Energia bez historii to tylko energia o różnych wibracjach, natężeniu i nasileniu, którą możemy odczuwać, jako taniec energii w naszych ciałach.

"Negatywne" emocje są tylko energią, która Się w pewnych sytuacjach - snach intensyfikuje, a jest interpretowana za pomocą myśli, które uznaliśmy (w procesie wychowywania Się) za "jedynie prawdziwe". A te powiązane są z etykietowaniem, ocenianiem i oczekiwaniami itp. Ta energia o zróżnicowanym natężeniu i częstotliwościach nie musi być interpretowana. Ale jest to możliwe, kiedy następuje uwolnienie od tych "jedynie prawdziwych" interpretacji.  
Każdy jednak może te "zjawiska" postrzegać inaczej. Oczywiście. 

Odreagowywanie emocji poprzez sztukę: tańce masek i śpiewy (niemalże transowe) wynikało z głębokiej mądrości natury - były jak wentyl dla "odzwierzęcych" instynktów człowieka wymieszanych z jego "boskim potencjałem". W takich społeczeństwach nie było psychicznie chorych. Te "rytuały" nie były bezmyślnym kontynuowaniem jakichś tradycji, ale miały konkretne zadanie - utrzymania społeczności w maksymalnej harmonii z Naturą, Życiem. 

O wiele łatwiej by nam się żyło, gdybyśmy zamiast tłumić np. odczuwaną złość w sobie, mogli po prostu odtańczyć dziki (szalony) taniec i wyśpiewać te emocje uwalniając napięcia, jakie one wywołały. Nie raniąc siebie i innych, a przyjmując świadomie te energie i uwalniając je. Ale takie zachowania zostały odrzucone przez kulturę "cywilizowanego człowieka", więc nie dziwi, że obecnie coraz więcej ludzi cierpi na "depresje, psychozy" i pojawiają się coraz to nowe rodzaje zaburzeń i "chorob" psychicznych. A to są informacje, że nasz "rozwój" zmierza w kierunku autodestrukcji. 

Oczywiście są różne możliwości zmiany kierunku. Na przykład ewolucji świadomości.  

Haka dance, tybetan mask dance... itd.
https://youtu.be/QUbx-AcDgXo



niedziela, 19 listopada 2017

CAŁOŚĆ, KTÓRĄ JESTEŚMY

Całość jest doskonała sama w sobie taka, jaka jest. A wszelkie podziały pochodzą jedynie z umysłu uwarunkowanego koncepcjami oddzielającymi od siebie różne części całości poprzez np. oceny i oczekiwania. Bo dobro i zło, dzień i noc wzajemnie się dopełniają i bez siebie nie istnieją. 
Z całym szacunkiem, do różnych przejawów boskości w nas  Się przejawia:

Każda walka odbywa się z tym, co jest odrzucane. Wynika z nieświadomego wewnętrznego konfliktu, który jest wyrażany na zewnątrz. Zbadajmy zatem odrzucanie i walkę... 
Kiedy coś odrzucamy, odcinamy się od tego. I znów odłączamy siebie od jakichś części całości, którą jesteśmy jako Istota ludzka z całym swym niepoznanym potencjałem.

Każda walka - czy to wręcz, czy polityczna, czy na racje, najpierw toczy siè w naszych głowach - z kimkolwiek i czymkolwiek jest toczona, jest kontynuacją procesu niszczenia samego siebie i "popadania [coraz głębiej] w "przepaść samo-zniszczenia siebie", autodestrukcji. Walka ze złem - tym na zewnątrz wynika z walki, która toczy się w naszych mózgach jako walka różnych myśli pojawiających się w umyśle (koncepcji na temat tego, co dobre i złe dla innych czy świata). A my - tak bywa - nawet tego nie jesteśmy świadomi, więc taki świat współkreujemy. 

Dopóki walka jest toczona, nie istnieje żaden sposób na uzyskanie s-pokoju. Dopiero, gdy walka kończy się w naszych głowach - w umyśle, może zaistnieć s-pokój. 

A ta walka jest toczona z powodu naszych nieuświadomionych uwarunkowań i iluzji na temat otaczającego nas świata i swojej roli w nim. Iluzji na temat naszych relacji ze światem, Życiem i Sobą w nim.

A kiedy z Miłością przyjmujemy wszelkie uwarunkowania i iluzje (również te na temat miłości), nie ma już potrzeby, by odrzucać cokolwiek i coś oddzielać od czegokolwiek. Naturalnie przestajemy oceniać, oczekiwać i walczyć z czymkolwiek. Przyjmując wszystko takie, jakie jest, integrujemy ze sobą to, co istnieje w iluzji - np. i to, co niby miłością nie jest. Jak wszystko, to wszystko. 
Przyjmujemy całość Siebie (Jaźni, Boga - jak niektórzy TO nazywają) i Życie w Sobie. /Toć Bóg jest Miłością i wszystko z niego "pochodzi".. A gdy nie ma całkowitego zaufania do Boga, to trzeba dalej "wnikać w siebie", by świadomością = miłością "rozświetlać" te zakamarki Siebie, które stawiają jeszcze opór przed całkowitym zaufaniem do Życia, do Źródła.

Dla mnie  - gdy przyjęte jest wszystko, co w oddzieleniu swym od całości ulega iluzji, że miłością nie jest - zyskuje nieopisywalne piękno. 

W wolności wyrażana jest ta wiedza, z szacunkiem i zrozumieniem, że dopóki ktoś uważa człowieka za największego drapieżnika lub ignoranta czy głupca - narzucając w ten sposób na człowieka ogromne ograniczenia wobec jego Istoty, ten nie może jeszcze dojrzeć tej drapieżności, arogancji czy głupoty w sobie i uwolnić jej w sobie - poprzez siebie. I to też przyjmuję z Miłością i zrozumieniem. To też jest takie, jakie jest. 

I dziękuję za wszystkie cudowne inspiracje...