Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JA JESTEM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JA JESTEM. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 maja 2023

EGO JAKO NIEDOJRZAŁA, LECZ INTEGRALNA CZĘŚĆ CAŁOŚCI JA JESTEM.

 Ego to integralna część całości Ja Jestem podobnie jak forma poczwarki jest integralną częścią Motyla. Gdy poczwarka umiera, motyl ukazuje się w swojej dojrzałej formie. Ego i Ja Jestem jak poczwarka i motyl są różnymi stanami istnienia tego samego. Gdy ego zanika, ukazuje się Ja Jestem w swojej dojrzałej formie. Lecz Ja Jestem bez doświadczenia formy ego podobnie jak motyl bez doświadczenia formy poczwarki nie mogłyby zaistnieć. Zatem ego i Ja Jestem podobnie jak poczwarka i motyl to różne formy i stany tego samego.

Jakaś część całości siebie wciąż lubuje się w poniżaniu siebie i/lub innych (bo to jest to samo). I przez negowanie na przykład potrzeby (innej niż ego części całości siebie) uwalniania się od ego, które jest zasilane negatywnymi myślami o sobie i/lub innych. Bo ego lubuje się w podążaniu za tymi negatywnymi myślami i karmi się negatywnościami oraz dokonuje projekcji własnego wielkiego ego na te części całości siebie, które uwalniają się od ego. Jednocześnie o sobie także ma fałszywe wyobrażenia, ponieważ nie jest swiadome swojego cienia, którego nauczyło się bać.

Ego lubuje się w utożsamianiu siebie z negatywnymi myślami i uczuciami/emocjami, choć nie jest świadome skutków tych utożsamień. A jednocześnie uważa siebie za np. dobre i szlachetne.

Gdy jestem świadoma, że część mnie nie chce uświadomić sobie tego, co przed sobą ukrywa, więc nie może uwolnić się od wpływów tego, co nieświadome, a co wciąż pojawia się od lat (te różne negatywne myśli i uczucia/emocje oraz działania), wówczas Ja przestaje zaczyna obserwować tę część siebie.  To świadome Ja Jestem widzi, że ego jest bardzo wrażliwą częścią całości, wyjątkowo wrażliwą częścią, która potrafi z użalania się nad sobą stworzyć arcydzieła cierpienia. Dlatego poszukując nowych koncepcji, teorii i historii ego zawsze potwierdza swoje negatywne myślenie i dostarcza tym samym świeżego pokarmu sobie. Ego lubuje się w ekspresji okazywania swojego gniewu i złości, poniżania czegoś kosztem wywyższania czegoś innego; ogólnie lubuje się w rozpamiętywaniu swojego nieszczęścia i kiepskiej kondycji innych ludzi a nawet całej ludzkości. I wymyśla coraz to nowe koncepty na naprawę świata zgodnie z jego fałszywymi wyobrażeniami o sobie, o innych i o świecie.

Jeśli jestem tego świadoma, dostrzegam pewnego rodzaju przyjemność ego z odczuwania wszystkich negatywnych uczuć i emocji, jego pasję podążania za negatywnymi myślami i doświadczania negatywnych emocji. Jego przywiązanie do cierpiętnictwa. Widzę, że negatywne myśli i wynikająca z nich aktywność ego nie mają innego celu niż utrzymywanie wizji świata wypełnionego doświadczeniami cierpienia i współtworzenie świata wypełnionego egoistycznymi przekonaniami i zachowaniami.

 Ja Jestem nie zasila przekonań i zachowań ego. Wie, że tylko ego w tych doświadczeniach ma upodobanie. I ma ono nieuświadomione przekonanie, że jeśli będzie odpowiednio często i usilnie narzekać, nie tylko w myślach, ale przede wszystkim głośno narzekać np. na kondycję człowieka, to świat się kiedyś zmieni, bo ktoś zatroszczy się o nie, gdy ten ktoś je usłyszy. Lecz taka troska, której ego oczekuje, zasila je. 

Dlatego też ego lubi udawać, że troszczy się o innych i pomaga innym wspierając tym samym inne ega, ale dla własnej próżności, samo się tym karmi. Lubi też mówić o tym, jak pomaga innym, tak samo jak lubi mówić o tym, że ci, którym pomaga są niewdzięczni itp. 

Ego jest jak małe dziecko, które krzyczy, by zwrócić na siebie uwagę dorosłych, bo oni zajmują się i troszczą o swoje sprawy, a nie mogą (nie umieją) zadbać o utrzymywanie autentycznego, serdecznego kontaktu z dzieckiem. Dziecko zatem szuka sposobów, by otrzymać to, czego chce. W ten sposób dziecko uczy się, że krzyk lub płacz bywa skuteczny, bo rodzice wtedy "dla świętego" spokoju dają dziecku to, czego ono potrzebuje czy chce dostać. Egotyczni rodzice zamiast okazywać dzieciom miłość i utrzymywać autentyczny, serdeczny kontakt z dzieckiem, dają dzieciom jedzenie, zabawki, prezenty albo pieniądze. W taki sposób dzieci uczą się bycia nieszczęśliwymi i pozostają nieszczęśliwymi czasem do końca życia. Nieszczęście staje się ich sposobem działania w nadziei, że otrzymają to, czego potrzebują i czego chcą. 

W dorosłym życiu pozostają wciąż nieszczęśliwymi dziećmi i tworzą relacje z innymi nieszczęśliwymi dziećmi w ciałach dorosłych. Często zostają rodzicami kolejnych nieszczęśliwych, cierpiących dzieci. I tylko chwilami doznają niby szczęśliwości, gdy zaspokajane zostają ich żądania (chcenie) tego, co według iluzorycznych wyobrażeń ego może im sprawić chwilowe odczucie iluzorycznego szczęścia.

Ego wciąż oczekuje, że wszystko może się zmienić, gdy będzie manifestować swoje niezadowolenie, negatywne myśli i uczucia/emocje, pomimo, że wciąż nic się nie zmienia i wciąż powtarzają się te same doświadczenia wzmacniające ego i cierpiętniczość jego.

Uświadomienie sobie i zrozumienie tej cierpiącej, nieszczęśliwej części całości siebie pozwala na przyjęcie jej w otwartości taką, jaka jest i umożliwia jej dojrzewanie. 

Zrozumienie tej części całości siebie sprawia, że coraz rzadziej ego jest w stanie wciągać dalej Ja Jestem w swoje gry i gierki. A jeśli jednak uda mu się wciągnąć Ja Jestem w tę grę, to tylko na chwilę - tak krótką, że bycie nieszczęśliwym lub gniewnym nie staje się na powrót tożsamością Ja Jestem.

Ja Jestem samoświadome nie jest oderwane od bycia całością siebie tak jak ego. Ja Jestem jest świadome gier i upodobań ego - tej niedojrzałej, dziecinnej, nasiąkniętej fałszywymi przekonaniami o sobie, a jednak integralnej części całości siebie. Ja Jestem rozumie, że niemożliwe jest nauczenie tego dziecka innego sposobu funkcjonowania w świecie bez otwarcia się tego dziecka na takie nauki; niemożliwa jest zmiana świata, w którym funkcjonuje takie dziecko bez wyrażenia przez niego autentycznego pragnienia (w formie intencji) dojrzewania jako istota ludzka (albo choćby intencji uzdrowienia czy wyzwolenia z cierpienia).

Ego dojrzewa w swoim naturalnym tempie, a jego proces umierania jest jednocześnie procesem narodzin dojrzałej formy Istoty ludzkiej -  Ja Jestem.

sobota, 13 maja 2023

WOLNA WOLA WOLNOŚCIĄ OD WOLI OGRANICZONEJ PRZYWIĄZANIEM DO RÓŻNYCH UTOŻSAMIEŃ TZW. EGO

 To Coś, co jest postrzegane jako Bóg czy też Natura wszystkiego albo Świadomość, z której wszystko się wyłania (pochodzi), ponoć obdarzyło człowieka - istotę ludzką wolną wolą. Jednak człowiek nadużywając tej wolnej woli próbuje Boga czy też Naturę - Świadomość wykorzystywać i urabiać według własnej woli. Tej woli, która niby jest wolna, ale jednak ograniczona przez tzw. ego.

Ego człowieka to kompilacja tego, co człowiek wyobraża sobie o sobie (także o innych i o świecie) oraz tzw. cienia - ciemnej strony jego osobowości. Jego ciemna strona ukrywa wyparte do nieświadomości cechy: koncepty i zachowania, które postrzega on jako np. złe, okrutne, wstydliwe, grzeszne itp. Ogólnie to cechy dysharmonijne, dysfunkcyjne, będące przyczyną wszystkich konfliktów, chorób, cierpienia, wyzysku, nieszczęść, przemocy i wojen. Gdy cechy te pozostają wciąż ukryte w cieniu, człowiek nadal nieświadomie jest animowany przez to, co ukrywa przed sobą udając przed sobą i innymi, że "nie jest zły, okrutny, fałszywy" itd. Jednocześnie swój cień nieświadomie projektuje na innych i oskarża innych o wszelkie zło, okrucieństwo itp. Dysponuje niby wolną wolą i w ramach tej woli działa, lecz ta wola jest ograniczona fałszywymi wyobrażeniami o sobie, o innych i o świecie. 

Ograniczenia wolnej woli sprawiają, że ludzie nie mogą, nie potrafią współtworzyć harmonijnych relacji z innymi oraz z tym, co ich otacza. Taka wolna wola jest skonfliktowana z Wolą Boga, Natury wszystkiego, Świadomością, więc ego próbuje podporządkowywać tę Wolę swojej ograniczonej woli i wymyśla różne strategie działania dla osiągnięcia swoich celów. Ponieważ wola człowieka jest ograniczona jego przekonaniami, kłóci się także z wolą innych ludzi.

Brak zrozumienia siebie jako całości (świadomej i nieświadomej) oraz tego, co otacza człowieka, ogranicza jego wolną wolę, która jest przejawem tzw. ego. 

Niektórzy ludzie nie dostrzegają różnicy między tzw. ego a Ja Jestem, które nie jest utożsamione wyłącznie z tym, co je określa społeczno-kulturowym nazewnictwem,  a co ogranicza zrozumienie ludzkiej egzystencji i doświadczeń człowieka oraz jego działań. Ego trywializuje Boga  "tworząc go na swój obraz i podobieństwo", niszczy Naturę, ignoruje Świadomość zapominając o tym, że wszystko pochodzi z jednego wspólnego źródła wszystkiego. Dlatego człowiek doświadcza nieszczęść i próbuje dążyć do szczęścia według przekonań i pragnień swojej ograniczonej fałszywymi wyobrażeniami wolnej woli. A jednak wciąż cierpi i nigdy nie może w pełni zaspokoić swoich oczekiwań i wyobrażeń o szczęściu, którego szuka na zewnątrz. Nie jest świadomy i nie rozumie prawdziwych powodów swoich rozczarowań i nieszczęść, które go spotykają. Nie jest świadomy iluzji swoich fałszywych wyobrażeń o szczęśliwości. Jego wolna wola też jest iluzoryczna, bo uwarunkowana fałszywymi wyobrażeniami o sobie. Dlatego doświadcza konfliktów i cierpienia, dopóki nie odkryje ich źródła w sobie. 

Gdy zaczyna poznawać prawdę o swoim cieniu, uświadomiać to, co było nieświadome, rozpoznaje siebie jako całość Ja Jestem i uwalnia się od ograniczeń woli.

Ja Jestem jest świadome, że wszystko, co określa i następuje po Jestem (wszystkie utożsamienia jestem... tym i tym, taki i taki), jest względne i zmienne. Ja Jestem jest także świadome, że Ja-ego może być czasowo nieświadome swoich utożsamień z tym, co je określa, a przeto i ogranicza poznanie oraz zrozumienie siebie.

Wolna wola człowieka - Istoty ludzkiej jest autentycznie wolna, gdy jest scalona z Bogiem - Naturą - Świadomością, z której wszystko się wyłania łącznie z człowiekiem, a nawet jego iluzoryczną wolną wolą. Autentyczna wolna wola jest wolnością od woli tzw. ego czyli wszelkiego chcenia czy niechcenia czegoś w celu zapewnienia sobie szczęścia. Autentyczna wolna wola pozwala być szczęśliwym niemal permanentnie, ponieważ umożliwia odczuwanie radości życia, istnienia bez względu na to, co Ja Jestem spotyka, czego doświadcza, co mu się wyśniewa. Nie znaczy to, że Ja Jestem nigdy nie czuje smutku lub nie odczuwa żadnych emocji. Znaczy to, że jest świadome i rozumie prymarne przyczyny doświadczanego smutku czy emocji, więc nie obwinia już innych za to, czego doświadcza. Gdy odczuwa smutek, wie, że jest on skutkiem jakichś egotycznych czyli oceniających, negatywnych myśli, z którymi Ja Jestem na chwilę znów się utożsamiło.  Jeśli Ja Jestem nie rozumie jeszcze w danym momencie przyczyn smutku, to i tak przyjmuje ten smutek pamiętając, że jest przestrzennością, w której wszystkie doświadczenia się wydarzają i może je obserwować. Tak poznaje przyczyny i skutki różnych doświadczeń obserwując je z coraz szerszej perspektywy swojej przestrzenności.

Autentyczna wolność woli jest esencją człowieka i manifestuje się coraz bardziej spontanicznym, autentycznym i harmonijnym współistnieniem ze wszystkim, co Istotę ludzką otacza, co się zdarza, co się wyśniewa. Autentyczna wolna wola jest wolnością od ograniczonej woli i umożliwia Ja Jestem otwarcie swej przestrzenności na przyjmowanie wszystkiego, co się przejawia dla Ja Jestem jako kolejne doświadczenia, które pochodzą z Ja Jestem doświadczającego różnych stanów istnienia. A wszystkie doświadczenia Ja Jestem dla niego i z niego się jaźnią. 

Każde Ja doświadczające różnych utożsamień i różnorodności ograniczeń wolnej woli jest jednym i tym samym Ja Jestem doświadczającym różnych form i stanów istnienia. 

środa, 20 lipca 2022

ZABAWA W BADACZA ZJAWISK część 2: RELIGIE, DOGMATY, NAUKA I PARADOGMATY A AUTORYTARYZM I TRAUMY ...

RELIGIE, DOGMATY, NAUKA I PARADOGMATY A AUTORYTARYZM I TRAUMYZ NICH WYNIKAJĄCE ...

Ciekawa poznawczo, bo prowadząca do zrozumienia współzależności różnych zjawisk, jest obserwacja przyczyn tego, co - jakie myślo-koncepty ktoś uznaje za realne i prawdziwe, a inne odrzuca jako nierealne, nieprawdziwe czy wirtualne gry. 

Zainspirował mnie taki cytat:

"Czymże jest religia, jeśli nie wielką grą w wirtualnej rzeczywistości, w którą grają miliony ludzi? Religie takie jak judaizm czy chrześcijaństwo wymyślają wyimaginowane prawa: nie jedz wieprzowiny, noś na głowie dziwaczny kapelusz, powtarzaj te same modlitwy trzy razy dziennie, nie uprawiaj seksu z osobami tej samej płci i tak dalej. Te prawa istnieją oczywiście tylko w ludzkiej wyobraźni. Natura nie każe nam się modlić do kogokolwiek, nie zabrania homoseksualizmu ani jedzenia wieprzowiny. Żydzi i chrześcijanie przechodzą przez życie próbując zdobywać punkty w swojej wirtualnej grze. Jeśli się modlisz - otrzymujesz punkty. Jeśli zapomnisz się pomodlić - tracisz punkty. Jeśli dwóch mężczyzn uprawia ze sobą seks, tracą wiele punktów." *)

No tak... A czy natura cokolwiek nam każe albo nie każe czy zabrania? Cokolwiek promuje lub ustala, co jest wirtualną grą, a co realną rzeczywistością? To człowiek przecież w coś wierzy, a w coś innego nie wierzy; coś uznaje za wirtualne, istniejące tylko w ludzkiej wyobraźni, nieprawdziwe, a coś innego za rzeczywiste, realne, prawdziwe...

Czy religie z ich dogmatami, symbolami i rytuałami są wirtualnymi grami, iluzjami tańczącymi w umysłach wierzących, a naukowe koncepty, hipotezy i paradygmaty są realne? 😉

Każda idea, każdy myślo-koncept jest wirtualny. Przestaje być takim, gdy ktoś w niego uwierzy i zaczyna działać według utożsamienia z nim. A czasem taki ktoś zaczyna walczyć o prawdziwość i lepsiejszość pewnych myślo-konceptów z powodu wiary w ich prawdziwość i przywiązania do nich. I z powodu takiej wiary jedne myślo-koncepty uznaje za realne a inne za wirtualne. Tak też się zdarza...

Doświadczenia traumatyczne związane z doświadczeniem przemocowości różnych autorytetów w tym także religijnych mają swoje konsekwencje. Poczucie bycia ofiarą religii może być traumatyczne. Np. gdy religia neguje, odrzuca i napiętnuje tzw. homoseksualizm, to ludzi utożsamionych z homoseksualizmem zaczyna traktować jako grzeszników, których należy napiętnować różnymi metodami. Różne formy i sposoby działania ludzi uznane za grzeszne bywają napiętnowane i wyszydzane. Ale to nie religia sama w sobie jest przemocowa, lecz jej wyznawcy, zwłaszcza autorytarni kapłani grający rolę wszystkowiedzących pomazańców bożych, stojących na straży ustalanych przez nich skostniałych reguł, praw i zasad społeczno-kulturowo-religijnego porządku i tzw. dogmatów albo tradycji, którą ludzie sami tworzą i kontynuują. 

Tacy kapłani często mają na celu utrzymanie władzy nad wiernymi danej religii. Ignorują autentyczny rozwój duchowy, osobowościowy, również ewentualny kulturowo-społeczny rozwój wyznawców. Ignorują to, co w każdej religii jest podstawowym przesłaniem, mądrością wskazującą np. na wyzwolenie z cierpienia. Dlatego zdarza się, że ci, którzy nie zachowują się zgodnie z owymi dogmatami czy normami, prawami i zasadami danej religii, są napiętnowani, zawstydzani, szykanowani. Stają się oni ofiarami przemocy religijnej. Nie tylko stosowanej przez kapłanów, ale również przez różnych jej wyznawców. Bo przemoc nie tylko bywa fizyczna, ale każda przemoc prowadzi do traumatycznych doświadczeń i cierpienia.

Trauma z greki znaczy rana. I dopóki taka rana nie zostanie uleczona, doświadczany ból (psychiczny) i poczucie bycia ofiarą będą się manifestowały w działaniach takiej osoby, choć może ona być tego nieświadoma. Tu swoje źródło ma poczucie odrzucenia od wspólnoty, wynikająca z niego złość, wściekłość, także bunt oraz potrzeba manifestacji swojej inności, a czasem nawet zemsty. Taka osoba może być nieświadoma tego, że w swoim cieniu - nieświadomości ukrywa przed sobą swoją własną autorytarność i psychiczno-mentalną (duchowo-umysłową) przemocowość. Ofiara przemocy religijnej może stać się nawet "naukowym prorokiem".

Tu przykładem może być osoba, która w ostatnim czasie (jak wielu jej podobnych) staje się coraz bardziej medialna i znana na świecie, a przez niektórych ludzi bywa nazywana "współczesnym prorokiem".

To Yuval Noah Harari, autor przytoczonego wyżej cytatu, który mnie zainspirował do przyjrzenia się wnikliwiej pewnym zjawiskom i przejrzenia się w nich jak w lustrze fałszywych wyobrażeń o sobie i innych. 

Obserwacja jego poglądów i różnych wypowiedzi prowadzi do rozpoznania, że odrzucony przez Harariego wzorzec autorytaryzmu religijnego uległ w nim modyfikacji i został przekształcony w autorytaryzm naukowy. Religijny dogmat został odrzucony, ale naukowy paradogmat (znaczenie tego pojęcia opisane jest w poprzedniej notatce) zaczął się coraz bardziej w nim i poprzez niego rozwijać... I dlatego na przykład religie uznaje on za "gry w wirtualnej rzeczywistości", a "prawa, zasady i normy promowane przez owe religie za wyimaginowane, bo istniejące jedynie w ludzkiej wyobraźni". Natomiast pewne myślo-koncepty - paradogmaty naukowe, które mają np. łączyć biologię z technologią i sztuczną inteligencją, nie są przez Harariego uznawane za "gry wirtualnej rzeczywistości: ani "istniejące jedynie w ludzkiej wyobraźni", lecz są uznawane za bazę dla tworzenia realnej rzeczywistości. I tylko pozornie paradoksalnie - bo dzięki swojemu naukowemu autorytaryzmowi - Harari stał się dla niektórych ludzi "współczesnym prorokiem". 

Taka osoba zrażona do religii oczywiście może twierdzić np., że człowiek nie ma wolnej woli, że istnienie duszy i Ducha czy Boga to "fake newsy" i jednocześnie wierzyć w to, że ludzie mogą stać się bogami. Bo między innymi i takie koncepty ów "prorok nowego światowego porządku" głosi i promuje. 

To jeden z przykładów na to, jak odrzucony, zanegowany, wyparty do strefy cienia - do nieświadomości - wzorzec autorytaryzmu może manifestować się ulegając pewnej modyfikacji. Osoba, która odrzuciła i zanegowała dogmat religijny z łatwością może stać się wybitnym promotorem paradogmatu w nowej wersji na przykład naukowego albo/i politycznego. Osoba taka może być nieświadoma, że działa według tego samego wzorca, od którego chciała się odciąć, który zanegowała w sobie. A jednak ten sam wzorzec autorytaryzmu nadal jest przez nią nieświadomie realizowany i kontynuowany. Czasem z coraz większym przekonaniem o mocy i słuszności wyznawanych i głoszonych naukowych czy politycznych myślo-konceptów.

Dlatego też ci, którzy nie zachowują się zgodnie z owymi nowymi prawami i zasadami, zaczynają być wyśmiewani, napiętnowani, zawstydzani, szykanowani, zastraszani itp. Stają się oni ofiarami autorytaryzmu i naukowej przemocy, która może prowadzić do kolejnych traumatycznych doświadczeń.

A poczucie bycia ofiarą takiej nauki także może być traumatyczne i napędzać kołowrotek doświadczania konfliktów i traum. Ale tu też nie sama nauka jest przemocowa, lecz jej autorytarni głosiciele i wyznawcy, zwłaszcza zagorzali promotorzy owej nauki grający rolę wszystkowiedzących ludzkich bogów i marionetkowi wykonawcy - realizatorzy nowej, naukowej religii. Bo są oni tacy sami jak wyznawcy nowej religii ustalający i realizujący "nowe, konieczne i jedynie słuszne" reguły, normy, prawa i zasady społeczno-kulturowego porządku. Tacy prorocy - podobnie jak wcześniej różni religijni i niereligijni ideolodzy - stają się głosicielami i promotorami przejęcia i utrzymania władzy nad tymi, którzy uwierzą w ową naukę i staną się jej wyznawcami. Dla takich "proroków" nie ma znaczenia autentyczny rozwój duchowy czy społeczno-kulturowy ewentualnych "wyznawców", lecz jedynie rozwój zgodny z myślo-konceptami, w które tacy "prorocy" sami wierzą, głoszą i promują. Dla nich czymś naturalnym i niezbędnym staje się możliwość "hakowania ludzi" - którą głosi Harari. Po to, by twórcy "nowej wiary" mieli jak największą kontrolę nad jej ewentualnymi "wyznawcami".

Wcześniejsze ofiary jakiegoś autorytaryzmu (religijnego czy politycznego) zazwyczaj prędzej czy później stają się głosicielami nowych myślo-konceptów, nowej wiary. I przez swój przekształcony, bo zreformowany i jakby udoskonalony autorytaryzm, dla niektórych ludzi mogą stawać się "współczesnymi prorokami" i jednocześnie wrogami tzw. innowierców - .

I w pewnych warunkach naukowy paradygmat (np. hipoteza wraz z założeniami) może przekształcać się w paradogmat - gdy jego promotorzy odrzucają wszelkie dyskusje, które ów paradogmat mogłyby w jakikolwiek sposób podważyć albo wskazywać na jego potencjalną szkodliwość lub nieskuteczność albo mogłyby uznać za "gry wirtualnej rzeczywistości".

W taki sposób naukowy paradygmaty stają się paradogmatami. A i tak teoria sprawdza się jedynie w praktyce czyli w bezpośrednim doświadczeniu. Czasem zewnętrznym, a czasem wewnętrznym.

Miałam kiedyś ciekawe doświadczenie związane ze zjawiskiem tak zwanych czarnych dziur. Widziałam w wewnętrznej wizji, doświadczyłam wewnętrznie i wiedziałam, że czarne dziury emitują energię. To było sprzeczne z założeniami teorii czarnych dziur. Stephen Hawking współtwórca tej teorii twierdził, że nic, co wchłonie czarna dziura, nie może się z niej wydostać, więc kiedy rozmawiałam z różnymi naukowcami i opowiadałam o możliwości emisji energii z czarnych dziur (że wcale nie są takie "czarne",, bo jednocześnie są "białe"), moje poglądy były wyśmiewane. Owi naukowcy uznając autorytet Hawkinga wierzyli w prawdziwość jego teorii, a moją perspektywę postrzegania tego zjawiska uznawali za śmieszną, bo nierealną. Przy okazji nauczyłam się akceptacji tego, w co wierzyli owi naukowcy i zrozumienia, czemu odrzucali moją wersję postrzegania zjawiska opisywanego jako czarne dziury. 

Najbardziej zabawne w tej historii było jednak dla mnie to, że po wielu latach Hawking sam ogłosił, że wcześniej się pomylił twierdząc, że czarne dziury nie mogą emitować światła. Bo gdy usunął tzw. osobliwość z wnętrza czarnej dziury, opracował teorię promieniowania, którą sam uznał za swój największy sukces. 

W postrzeganiu zjawiska czarnych dziur i tzw. osobliwości bliskie mi jest to, co kiedyś w swoim artykule na ten temat napisali Ted Jacobson i Thomas Sotiriounapisa:

"Osobliwość. To miejsce, gdzie tracą sens znane nam prawa fizyki. Dla zwyczajnego fizyka osobliwość jest tworem wyłącznie teoretycznym. Pojawienie się osobliwości oznacza, że obowiązująca teoria zawodzi i potrzeba innej, żeby zjawisko opisać. Inaczej mówiąc, osobliwość jest nie tyle dziurą w strukturze wszechświata, co raczej dziurą w naszym rozumowaniu." 😊

O tak, wiedza jest zmienna jak i to, w co możemy wierzyć lub nie wierzyć. Co możemy uznawać za prawdopodobne, możliwe, prawdziwe, a co nie. Także dogmaty religijne są tylko zbiorem jakichś myślo-konceptów, które ktoś uznaje za prawdziwe, realne, bo wierzy, że one takie są. A ktoś inny uznaje je za iluzoryczne czy na przykład "gry wirtualnej rzeczywistości". Bo trudno je udowodnić eksperymentalnie w jakimś zewnętrznym doświadczeniu. Co nie znaczy, że tego, co autentycznie duchowe, wolne od rytuałów, wykraczające poza ogólnie przyjęte normy, zasady i prawa religijno-społeczno-kulturowe nie da się doświadczyć i zrozumieć w wewnętrznym doświadczeniu. Podobnie dzieje się z myślo-konceptami naukowymi, które zazwyczaj najpierw doświadczane są wewnętrznie (np. sny czy wizje). Choć czasem potrzeba je sprawdzić poprzez przeprowadzenie nie tylko wewnętrznego doświadczenia, ale przede wszystkim poprzez jakieś zewnętrzne doświadczenie.

Ale także duchowe doświadczenia wewnętrzne mogą być urzeczywistniane w doświadczeniach zewnętrznych. 

I tak na przykład w wewnętrznym doświadczeniu może przejawić się uświadomienie i przyjęcie wzorca autorytaryzmu. Z jego wszelkimi odmianami. Można widzieć (miłością i zrozumieniem), że wzorzec ten stwarza i utrzymuje odwieczne konflikty (oprawca - ofiara, władcy - poddani, głosiciele jakichś prawd i ich wyznawcy). Że wzorzec ten uaktywnia doświadczenia traum i cierpienia. Przyjęcie tego wzorca z Miłością otwiera na zrozumienie takich zjawisk. Zrozumienie, które prowadzi do wewnętrznej integracji tych zjawisk i widzenia ich jako przejawów przywiązania do różnych myślo-konceptów, które kreują wciąż powtarzające się doświadczenia traum i cierpienia. To zrozumienie jest  wyzwoleniem od przywiązania do tego wzorca oraz od ocen i oczekiwań wobec jego zewnętrznych przejawów. 

Każda trauma (rana) może być wyleczona, uzdrowiona. A cierpienie z nią związane też zanika, gdy zostaje wypełnione Miłością, zrozumieniem, które prowadzi do wyzwolenia od cierpienia.

Wszystkie myślo-koncepty są wirtualne, więc iluzoryczne dopóki ktoś uzna jakieś wybrane przez siebie za prawdziwe i utożsami się z nimi. Wtedy stają się one realne dla tej osoby. I ta osoba zaczyna doświadczać rzeczywistości zgodnej z tym, co wierzy. W pewnym sensie każdy, kto wierzy w jakieś myślo -koncepty i utożsamia się z nimi, jest istotą "religijną" - wierzącą. Moją "religią" jest Miłość, która jest Mądrością. ;-)

Dla mnie na przykład pojęcie Bóg i Umysł to różne nazwy jednego i tego samego. A obrazy Boga są malowane pewnymi myślo-konceptami, które bywają przez jednostki wyławiane z pola Umysłu i uznawane za prawdziwe. Bóg jak i Umysł są tym samym, wszechatrakcyjnym zbiorem wszystkiego, co może być pomyślane, zobrazowane i zamanifestowane. Każda myśl, każdy myślo- koncept może zostać przyjęty jako prawdziwy poprzez uznanie jego realności i utożsamienie z nim. 

Utożsamienia i wynikająca z nich wiara nie są ani dobre ani złe. Mogą być świadome albo nieświadome. Jednak wszystkie utożsamienia są czymś w rodzaju gęstek tworzących struktury tego, co uznawane jest za prawdziwe i realne (rzeczywiste). Ta struktura jest jednocześnie czymś, co przejawia się jako świat zewnętrzny, który jest doświadczany zarówno zewnętrznie jak i wewnętrznie.

Możemy być też obserwatorami i badaczami różnych zjawisk i doświadczeń nie tylko swoich, ale także innych ludzi, a nawet całej ludzkości itd.. Także różnych perspektyw postrzegania i samoświadomości. Nasza wewnętrzna przestrzeń obserwacji zjawisk jest... nieskończona, choć bywa ograniczana różnymi utożsamieniami, przekonaniami, wiarą, ogólnie tym, co uznajemy za prawdziwe, realne, rzeczywiste czy możliwe. Tym, w co wierzymy. 

Wszyscy inni są jednym i tym samym JA doświadczającym różnych stanów istnienia, różnych wyobrażeń o sobie i otaczającym świecie oraz różnych (zróżnicowanych) utożsamień z różnymi myślo-konceptami. To, co dla jednego jest prawdziwe i/ lub rzeczywiste, realne, dla drugiego może być nieprawdziwe i/lub nierzeczywiste, wirtualne. W zależności od wiary... Także osoba Harariego jest przejawem jednego JA doświadczającego różnych stanów istnienia i różnych wyobrażeń o sobie i otaczającym świecie oraz różnych zróżnicowanych utożsamień z różnymi myślo-konceptami. A i tak we wszystkim, co nam się jaźni, co się przejawia, jest ta sama esencja i wszystko pochodzi z jednego Źródła. Przyjęcie z Miłością różnych przejawów i stanów jednego JA, przyjęcie ich takimi, jakimi się jaźnią, sprawia, że dostrzegamy tę samą esencję i źródło we wszystkich i wszystkim, co się jaźni, przejawia, tańczy i wyśniewa jednemu JA JESTEM.

☺💖🙏

*) cytat z Yuval Noah Harari - 21 lekcji na XXI wiek


A w uzupełnieniu tematu religii:

https://tikalirishivasunyata.blogspot.com/2018/06/czy-religie-sa-przyczyna-nieszczescia.html?m=1


poniedziałek, 30 listopada 2020

CZYSZCZENIE PRZEJRZYSTEGO LUSTRA

Każde Ja (z Ja Jestem włącznie) lubi... swoje opowieści wyrażające perspektywę postrzegania, która (dla Ja w Ja Jestem) się tańczy... także dla nas wszystkich - jednego Ja Jestem jaźniącego się zróżnicowanym postrzeganiem (percepcją) Siebie.

Z perspektywy Ja Jestem każde działanie płynie z Ja Jestem. Moje z-rozumienie wynika z mojej perspektywy postrzegania motywów działania postaci każdej opowieści. Twoje z-rozumienie wynika z twojej perspektywy. Postrzegane powody zachowania postaci mogą być widziane jako różne - w zależności od sposobu postrzegania zindywidualizowanego Ja, które nadaje zjawiskom, sytuacjom i postaciom jakieś znaczenie lub je im odbiera.
Nawet tzw. czyszczenie lustra, w którym Ja Jestem się przegląda, trwa dopóki w postrzeganiu Ja samo się ujawni, że lustro Ja Jestem jest czyste i zawsze było/jest czyste i przejrzyste.
Jakiekolwiek podważanie czegokolwiek, trwa dopóki samo się w postrzeganiu ujawni, że podważenie podważania kończy przygodę w podważanie.
A jednak potrzeba czyszczenia lustra wynikająca z percypowania lustra jako brudnego, nie jest lepsza ani gorsza od ujawnienia się percepcji widzącej lustro jako zawsze czyste. Percepcja Ja bywa z-różnicowana.
Postrzeganie zróżnicowania częstotliwości drgań energii tworzących różne wzory (widziane z perspektywy Ja Jestem) nie wywołuje żadnego konfliktu. Widziane jest, że różne częstotliwości drgań mogą być postrzegane np. jako "stopnie ewolucji świadomości" czyli różne przejawy tego samego Ja Jestem.
W nieskończonym spektrum różnych częstotliwości fal (zróżnicowanych między sobą wibracji drgań jednej i tej samej energii) tworzą się i tańczą różne wzory... Wszystkie mają to samo jedno Źródło. Żaden z tych wzorów nie jest wyjątkowy... i jednocześnie jest...
I czasem coś, co postrzegane jest jako złe czy trucizna staje się dobrem czy lekarstwem, a (z) czasem staje się nawet - bo tym jest - neutralną jednocześnie wchłanianą i emitowaną energią.
Tak zwana nicość zawiera w sobie wszystko. A pustka zawsze jest formą i forma zawsze jest pustką, choć jednocześnie Ja Jestem nie jest ani tym ani tym osobno.

Widziane "zero" postrzegane jest jako nic. Widzenie z zera postrzega wszystko.

niedziela, 29 listopada 2020

JA JESTEM WOLNE OD KONCEPTUALNYCH DZIAŁAŃ

 "Ja nie wiem nic" znaczy Ja nie wie nic z poziomu umysłu uwarunkowanego wiarą w różne koncepty powiązane z ocenami i oczekiwaniami.

Ja Jestem z poziomu umysłu funkcjonującego poza uwarunkowaniami jest Sobą (Jaźnią), zna Siebie (Jaźń) jako wieczne źródło wszelkiej wiedzy i wszystkich form. Ja Jestem to odwieczne źródło wszelkiej wiedzy. To źródło całej wiedzy, źródło całej inteligencji - bezkoncepcyjnej inteligencji świadomości Siebie (Jaźni), Serca Serc. To Miłość = Mądrość. Jażń = Ja Jestem.
💓
Działanie Ja Jestem bezkonceptualne (poza przywiązaniami do koncepcji) może czasem wyglądać na szalone, nielogiczne, absurdalne, gdy oglądane i postrzegane jest ze strefy Ja ograniczonego konceptualnym postrzeganiem czyli Ja doświadczającego iluzji oddzielenia.
💓
Każde bezkonceptualne działanie Ja Jestem jest samoświadome, ponieważ nie jest obarczone perspektywą postrzegania oddzielnego Ja. Ja Jestem zna także energię i wibracje używanych słów. Z Ja Jestem pojawiają się różne inspiracje, dzięki którym umysł osobowy jest inspirowany i wyraża myśli, idee prowadzące do ekspansji świadomości i harmonii...
💓
Bo Ja Jestem (jest) także osobą, tak, jest także osobą bez utożsamienia z byciem osobą. Osoba nie musi być przywiązana ani do ciała ani do ról ani do myśli, konceptów, idei. Ja Jestem w osobie czuje i zna siebie jako istnienie czujące i postrzegające także czymś znacznie więcej niż 5. zmysłami - transcendentalną nadzmysłowością czującą i/lub widzącą także to, co niewidzialne. Wtedy opisy pewnych zjawisk wyrażają także to, co pozostaje niezrozumiałe, niewidzialne i niewyrażalne dla Ja nadal doświadczającego iluzji oddzielności...
💓
Ja Jestem używa konceptów, ale nie gubi się w konceptach ani nie szuka siebie w konceptach. Podejmuje działania spontanicznie, w natchnieniu, dokładnie takie, jakie są najdoskonalsze w danym momencie. Bo one wynikają z realizacji świadomości siebie - samoświadomego Ja Jestem.
💓
Dlatego Ja Jestem przez osobę zsynchronizowaną ze źródłem działa spontanicznie, z natchnienia źródła i bezkonceptualnie. I w jednej sytuacji Ja Jestem może powiedzieć: "Kocham cię" i "tęsknię za tobą" wyrażając świadomość połączenia z tą samą esencją w innej formie - osobie. W innej sytuacji może powiedzieć: "Kocham Siebie" i "Kochaj Siebie" obejmując wszystkie swoje relacje ze wszystkimi formami - osobami w Sobie. A w jeszcze innej sytuacji mówi: "Jestem Miłością" i "Jesteś Miłością" wyrażając Siebie - Ja Jestem.

sobota, 28 listopada 2020

WIARA JAKO WIEDZA OGRANICZAJĄCA POSTRZEGANIE I GENERUJĄCA KONFLIKTY

Gdy Ja wierzy w niektóre (selektywne) myśli czyli koncepcje (także te uznawane za prawa panujące w społeczeństwach i w przyrodzie), uznaje je jako jedynie prawdziwe, taka wiara staje się wiedzą na temat: co i jakie powinno być, jak powinno lub nie powinno się postępować itp. Ta wiedza ogranicza inne możliwości działania oraz postrzegania. Te inne możliwości uznawane są wtedy np. za złe, niewłaściwe niewłaściwe. I ta wiedza ogranicza np. całą naturalną "magię życia". 

Taka wiara w niektóre przekonania jako jedynie słuszne i prawdziwe ma moc ograniczającą inne możliwości działania i przejawiania się relacji pogłębionych na poziomie świadomości pomiędzy różnymi zindywidualizowanymi wersjami Ja oraz między Ja- człowiekiem i zwierzętami oraz Ja  - człowiekiem i całą naturą - wszystkim Jaźnią, Ja Jestem. 

Oczywiście każdy ma prawo wierzyć w to, co uznaje za prawdziwe.  Z tego powodu każdy doświadcza takiego świata, który jest zgodny z tym, w co wierzy. I z tej perspektywy postrzega I ocenia postępowanie innych.  Ale niemając wglądu w perspektywę postrzegania innych oraz w światy, jakich doświadczają ci inni, nie ma sensu ani podstaw do oceniania działań innych z tak ograniczonej perspektywy postrzegania - bez zrozumienia tej innej (różnej i zróżnicowanej) perspektywy postrzegania i odczuwania. 

Ja Jestem we wszystkim i wszystkim bez wyjątku. Łącznie ze wszystkimi zróżnicowanymi perspektywami postrzegania całości i fragmentów Siebie – Ja Jestem. Łącznie z różnymi przejawami Ja Jestem w różnych światach -  snach, doświadczeniach, opowieściach o nich i wyobrażeniach o sobie oraz innych formach. 

Jest jedno Ja Jestem przejawiające się całym swoim (nieskończonym) potencjałem zróżnicowanych między sobą perspektyw postrzegania i doświadczania Siebie. 

Kierując się intuicją, podążając za "głosem serca", z Miłością i zaufaniem przekraczamy wiarę i przywiązanie do pewnych przekonań umysłu uwarunkowanego nimi. Przekraczamy wiedzę wcześniej ograniczającą postrzeganie. Kierując się intuicyjnymi (ponad) zmysłami przekraczamy utożsamienie Ja z konceptami wcześniej ograniczającymi naszą perspektywę postrzegania. I wtedy zaczyna nam się jawić inna rzeczywistość -  z powodu zmiany naszej percepcji (perspektywy postrzegania).

A to, w co wierzymy, ma moc kreowania naszych różnych doświadczeń, które i tak są doświadczeniami jednej Jaźni - jednego Ja Jestem.

piątek, 27 listopada 2020

JESTEM ŚWIADOMĄ PRZESTRZENNĄ OBECNOŚCIĄ

Nie ma wątpliwości, nawet jeśli całe życie jest snem, łącznie z tą chwilą, nie ma wątpliwości, że aby sen się wydarzył, musi być coś jak świadomość, przestrzenność, w której sen się pojawia. A czy to, co w przestrzenności się przejawia, zostanie nazwane snem, światem, wizją, iluzją czy rzeczywistością, to dla tej przestrzenności nie ma znaczenia. 

Jest coś, w czym coś się pojawia. Ja tym Jestem i ponieważ Ty też Jesteś Ja, to Ty tym też Jesteś. Możemy nazwać to świadomością, przestrzennością lub i Ja Jestem.  

Można więc wątpić we wszystko i podważać wszystko z wyjątkiem tej świadomości, przestrzenności. Można wątpić we wszystko w sobie, o sobie z wyjątkiem tego, że Jest coś świadome siebie teraz i zawsze. Świadome siebie Ja Jestem. I Ty-Ja tym Jesteśmy.

Zwykle gdy używamy języka, zniekształcamy istotę zjawisk, więc nawet stwierdzenie, że jest Ja Jest świadome, nie opisuje w pełni tego, czym Ja Jest. Prościej: Ja Jest świadomością - Ja Jestem. 

Nie ma ciebie ani nawet żadnego Ja bez świadomości istnienia. Jesteś świadomością i osobą - tak, jesteś także osobą. Ale jeśli jesteś osobą zakorzenioną w świadomości, zrealizowaną, samoświadomą czyli świadomą, że zawsze jesteś esencją i źródłem snu-iluzji-świata-rzeczywistości (przestrzennością, pustką pełną nieskończonego potencjału przejawów i manifestacji siebie, nieskończonego potencjału snów o sobie oraz doświadczeń i percepcji siebie), wtedy nie jesteś już szaloną - chorą - schizofreniczną *) osobą, nie jesteś oddzielną od siebie-swojego źródła osobą, nie jesteś już częścią szaleństwa świata-snu cierpienia, świata-snu konfliktów, walki, dualistycznego rozdarcia, oddzielenia Ja od Ja, Ja od Jestem, osoby od osoby, osoby od Jaźni itd. Wspaniałe jest niebycie częścią schizofrenicznego *) szaleństwa tego świata-snu. 

Bycie świadomym siebie jest byciem świadomością siebie, świadomą obecnością i rozpoznaniem świadomej obecności we wszystkim. 

Każdego człowieka, każdą formę życia czujesz-widzisz jako tę samą świadomą obecność o innej... częstotliwości wibracji, inną wersję Siebie - jednego Ja Jestem.

"Jestem przestrzenną obecnością". To jest esencja istnienia Ja Jestem. Nie znam siebie jako przedmiotu, obiektu poznania i nie mam potrzeby takiego poznawania siebie. Jestem sobą i nie potrzebuję znać siebie jako obiektu wiedzy, ale znam siebie jako wieczny podmiot wszelkiej wiedzy wolny od przywiązania i utożsamiania siebie z koncepcjami i relacjami. 

Jestem+jesteś+jesteśmy tym Ja Jestem - odwiecznym podmiotem wszelkiej wiedzy, w którym pojawia się mądrość. Źródłem całej wiedzy, źródłem całej inteligencji - tej bezkoncepcyjnej inteligencji świadomości siebie, z którą jestem+jesteś+jesteśmy jednym Ja Jestem - Jaźnią - Sobą.

Kiedy jest to czucie i bycie tą jednią, z centrum, które możemy nazwać symbolicznie Sercem Serc, pojawia się energia inspirująca umysł do kreowania wyrażaniem myśli wskazujących na działania prowadzące do harmonii... do pełni. 

Taki umysł używa konceptów, ale nie gubi się w konceptach ani nie szuka siebie w konceptach, nie utożsamia się z nimi. Podejmuje działania spontanicznie, w natchnieniu, dokładnie takie, jakie są najdoskonalsze w danym momencie. Takie, które wynikają z realizacji świadomości siebie - samoświadomego Ja Jestem. Takie, które mogą być inspirujące. Mogą, nie muszą.

Słowa "Kocham ciebie", a nawet "kocham siebie" Ja Jestem wyraża, gdy przejawia się taka relacja ze sobą, w której jest dwoje: Ja i Ty oraz Ja i Siebie. A i tak Ja i Ty oraz Ja i Siebie jest jednym Ja Jestem. To jedno i to samo jaźniące się doświadczeniem zróżnicowania Siebie formami. 

W kochaniu siebie i innych jest więcej wolności niż w nienawiści do siebie i do innych. Jest w tym coraz mniej nieświadomości i cierpienia.  Kochaniem całości Siebie wyraża się Ja Jestem, które jest Miłością = Mądrością.

*) schizofreniczny - podzielony, oddzielony od całości Siebie - Ja Jestem.

wtorek, 21 lipca 2020

SŁOWA....

JA JESTEM, JAM JEST, OM... A to, co jest wyrażane po tych słowach, jest wyrazem kreacji JAM JEST. I tak tworzy się to, kogo-czego JAM JEST doświadcza. I w tej kreacji swej doświadcza, postrzega i poznaje tę swoją kreację na różne sposoby - w różnych przejawach swojej kreacji.

OM MANI PADME HUM - Oddaję cześć klejnotowi w lotosie.


sobota, 18 lipca 2020

JA JESTEM - WSZYSTKIM JEST...

Wszystko, co straszne jest jednocześnie bezradne i zalęknione... i to jest ta część Ja Jestem, która doświadczając iluzji oddzielenia woła tęsknotą o dostrzeżenie jej, przyjęcie i ukochanie... 

Wszystkie smoki i bestie są jednocześnie księżniczkami i niewinnymi dziewicami... Są Jednym o dwóch obliczach czekających na scalenie ich świadomością w przestrzenności ciszy i miłości. Wtedy to dwa zostaje ujrzane i przyjęte w Jedni jak czerń i biel w Tao... wypełniające siebie wzajemnie, bo ani czerń w oddzieleniu od bieli, ani yang w oddzieleniu od yin, ani światło w oddzieleniu od ciemności nie istnieją... I jak jang-yin nie istnieją w oddzieleniu od siebie ani w oddzieleniu od całości Tao, tak samo czerń i biel nie istnieje w oddzieleniu od całego spektrum wszystkich barw i ich odcieni.

Ich oddzielność jest iluzją, która może być doświadczana w zaśnieniu, w zapomnieniu o tym, że to, co uznajemy za rzeczywistość jest jak obraz, który sami malujemy. Malujemy dowolnie wybierając różne kolory z całej Palety Istnienia separując je od siebie wzajemnie różnymi konceptami np. traktując je jako przeciwieństwa. Takim konceptem przeciwieństw na przykład biel i czerń oraz światło i ciemność stawiane są przeciw-sobie i w ten sposób stwarzany jest iluzoryczny konflikt między nimi.

(Możesz wyobrazić sobie, że czerń i biel albo światło i ciemność są w Tobie - są dwoma integralnymi, dynamicznymi aspektami - przejawami Ciebie. I możesz poczujć, co w Tobie się dzieje, gdy stwarzasz między nimi konflikt ustawiając je przeciw-sobie. A możesz także poczuć, co dzieje się w Tobie, gdy światło i ciemność tańczą razem w harmonii jako dwa integralne, dynamiczne aspekty - przejawy Ciebie w Tobie - nieskończonej przestrzeni bezruchu.)

Ja Jestem jest samoświadome, widzi piękno zalęknionego i jego odwagę uczestnictwa we wszystkich (bez wyjątku) doświadczeniach iluzji oddzielenia i konfliktów wynikających z zabawy w róźne utożsamienia:

- raz z bielą, raz z czernią (ze światłem albo ciemnością)...
- z czernią i bielą (światłem i ciemnością) oddzielnych od całości Tao...
- z oddzielnością pustki od tego, co w niej czyli od tańca form...
- z jakimiś wybranymi kolorami z całej Palety Istnienia...

Samoświadome dostrzega piękno i oddanie bieli i czerni, światła i ciemności, także wszystkich kolorów Palety Istnienia... wszystkim doświadczeniom. Doświadczeniom całej "schizofrenii" ich iluzorycznej osobności. Osobności iluzorycznej, bo wynikającej z wiary w koncepty, które malują i stwarzają konflikty pomiędzy integralnymi elementami - przejawami całości Ja Jestem.
Jak dostrzec, że biel i czerń, światło i cień, świadome i nieświadome oraz wszystkie barwy i formy to Jedno? Jak dostrzec to, że nie są przeciwieństwami, nie są od siebie oddzielone, lecz są wzajemnie uzupełniającymi się i wypływającymi z siebie wzajemnie elementami - przejawami Jednego?
Gdy Ja Jestem Się Budzi z zaśnienia w iluzji oddzielności malowanych przez siebie obrazów o Sobie, z przywiązania do osobności różnych autoportretów, z przywiązania do konceptów oddzielenia, odkrywa i postrzega klarownie, że każda forma, każdy ruch i każde działanie każdej formy wynika z Tańca Wielkiego Ducha - Ja Jestem. Że wszystko: wypływa z tego samego Źródła Źródeł i do Niego powraca. I jednocześnie zawsze w Nim i Nim Jest.

Samoświadome Jest Ja, że nawet w formach Istoty ludzkiej nie jesteśmy ani dobrzy ani źli, nie jesteśmy ani świętymi ani grzesznikami. Nawet w tych zróżnicowanych między sobą formach Ja samoświadome Jest, że czerń i biel tak samo jak światło i ciemność mają tę samą jakość. Tak samo jak wszystkie kolory z Palety istnienia.

Samoświadome Jest, że światło i ciemność wraz ze wszystkimi kolorami Palety Istnienia pulsują w Tańcu Życia tworząc wszystkie wzory tego świata i innych. Wszystkie wzory przynoszące doświadczenia, w których my - Istoty ludzkie będące Jedną Istotą - doświadczamy swoich kreacji w wielu wersjach Siebie. I w tych doświadczeniach na chwilę (bo czas jest względny) zapominamy o Tym, Czym w Istocie Jesteśmy. Po to, by w odpowiednim momencie (niektórzy nazywają ten moment łaską) móc odkryć w Sobie naszą jedność z Wielkim Duchem - Ja Jestem, ze Źródłem Źródeł.

Nasza jedność z Wielkim Duchem, Ja Jestem, Źródłem Źródeł (Czymś, Co przekracza nawet pojęcia Bóg czy Bogini) ujawnia połączenie każdego elementu całości ze wszystkim i wszędzie, również z czymkolwiek i gdziekolwiek łącznie z niczym i nigdzie.

Wtedy Się odkrywa, że to połączenie nigdy nie zostało zerwane.  Widziane Jest, że iluzja różnych wyobrażeń o sobie jako kimś/czymś oddzielonym od całości Siebie sprawiły zapomnienie o tym połączeniu z całością Ja Jestem. I o jedności wszystkiego, co jesteśmy w stanie pomyśleć, odczuć czy wyobrazić Sobie o Sobie.

Tak tu Się bawi, śpiewa, tańczy i maluje... o nieskończonej i wiecznej wielowymiarowości Obrazu całości Siebie... Obrazu, który - choć jego farby i formy pochodzą ze Źródła Źródeł - jest jedynie chwilową i zmienną układanką barwnych refleksów promienności wiecznego i niezmiennego Źródła Źródeł. Źródła posługującego Się w opisach Siebie symbolicznymi* znakami... 

piątek, 19 czerwca 2020

CZYM JEST ILUZJA, KTÓRA ZASŁANIA PRAWDĘ O SOBIE - JA JESTEM?

Iluzja to nie jest coś, czego nie ma, co nie istnieje. Iluzja istnieje, jest elementem - aspektem Jaźni. Iluzja to coś, co wydaje się być inne niż jest.
Gdy to, co jest, jest widziane, postrzegane jako coś innego niż jest - wydaje się jakieś być, ale takie nie jest - to jest iluzją.

Iluzja jest złudzeniem zwanym błędnym postrzeganiem *) Siebie - Jaźni, Ja Jestem. Iluzja inaczej zwana bywa ignorancją lub niewiedzą o całości Siebie - Jaźni - Ja Jestem. Oto prosty przykład z prestigitatorem stwarzającym iluzjonistyczne sztuczki. Obserwator widzi np., że kobieta wchodzi do skrzyni, skrzynia jest zamykana i przecinana piłą na pół. Zatem Ja obserwatora, widza na podstawie różnych ograniczeń uwarunkowanego umysłu (niewiedzy o naturze sztuczki) wyobraża sobie ("bo to przecież logiczne"), że kobieta musiała zostać przecięta razem ze skrzynią. I to właśnie jest iluzją czyli fałszywym wyobrażeniem Ja o zdarzeniu, które obserwuje. Jakże zaskoczone jest to Ja w momencie, gdy ze skrzyni wychodzi niepocięta kobieta. Ja widza nie widzi tego, co jest takim, jakie jest, ponieważ część zjawiska pozostaje dla niego ukryta.

Ja artysty iluzjonisty jest świadome percepcyjnych ograniczeń uwarunkowanego umysłu widza, obserwatora. Zna je z własnego doświadczenia. Dlatego wszystkie sztuczki i występy opiera na tych percepcyjnych ograniczeniach widza. Bawi się tymi ograniczeniami widza i jako narzędzia używa dokładnie tego, co ma pozostać ukryte (nieświadome) dla Ja obserwatora. Iluzjonista posługuje się ograniczoną percepcją widza, obserwatora. Wie, że to, co ukryte, pozostaje dla Ja widza nieświadome... tego, co ukryte. Artysta iluzjonista wie, że doświadczając czegokolwiek każde Ja ograniczone różnymi uwarunkowaniami percepcji może (zgodnie z logiką ograniczonego umysłu) nie dostrzegać tego, co ukryte czyli nieświadome.

Świadome całości Siebie Ja wie, rozumie, że zawsze istnieją jakieś ukryte elementy całości Siebie (ukryta rzeczywistość - Jaźń) i mogą być odkrywane. Dlatego nie przywiązuje się do tego, co wie i do wiedzy, lecz ją bada doświadczeniem poznając nieznane.

Nieświadome całości Siebie Ja nie wie, nie rozumie, że istnieją ukryte elementy całości Siebie (ukryta rzeczywistość - Jaźń). Dlatego to, co wie, traktuje jako jedyną wiedzę, do której jest przywiązane. To przywiązanie sprawia, że Ja postrzega to, co wie jako jedyną, jedynie prawdziwą rzeczywistość. I to jest złudzeniem, iluzją.

Jedno i drugie: nieświadome Siebie Ja i świadome Siebie Ja, tak jak widz, obserwator oraz artysta iluzjonista jest tym samym Ja Jestem, tą samą Jaźnią o zróżnicowanej i zmiennej wiedzy. Tym samym Ja Jestem, tą samą Jaźnią doświadczającą zmienności zróżnicowanej perspektywy postrzegania Siebie i wszelkich zjawisk.

Każda istota ludzka jest tym samym Ja Jestem, tą samą Jaźnią, tą samą niezmienną świadomością doświadczającą zróżnicowanej i zmiennej perspektywy postrzegania. Narzędziem niezmiennej świadomości umożliwiającym te wszystkie zmienne i zróżnicowane doświadczenia jest umysł stwarzający iluzje oddzielności (w tym także iluzję oddzielności świadomości i umysłu). Dlatego iluzja też bywa doświadczana.

Iluzją jest oddzielność umysłu od świadomości.
Iluzją jest oddzielność Pełni od Pustki.
Iluzją jest oddzielność różnych form Pełni od siebie wzajemnie.
I iluzją jest oddzielność każdej formy od Pełni i Pustki
Iluzją są także odrębne Ja. Odrębne jaźnie, odrębne, oddzielne, osobne Ja są iluzją.

Poczucie Ja Jestem jest całkowicie naturalne, ale to Ja jest jednym Ja Jestem przejawiającym się w różnych snach o Sobie różnymi wersjami Siebie - w zróżnicowanych formach.

Wiara w to, że istnieje jakaś odrębna, oddzielna Jaźń jako tymczasowa, skończona, że istnieje jakieś odrębne Ja wygenerowane przez np. ciało - ta wiara jest iluzją. Tym, co jest, jest jedna Jaźń, która jest esencją wszystkiego we wszystkim, jest wszystkim, w tym także niczym.
Tak Się tu Jaźni perspektywą (jedną z wielu) postrzegania Siebie...
_________
*) Np. odbicia obserwatora w krzywych zwierciadłach stwarzają fałszywe - iluzoryczne obrazy obserwatora. Gdy obserwator nie rozumie natury krzywych luster, może widząc te fałszywe odbicia brać za wizerunek samego siebie. Albo z przekonaniem twierdzić: "to nie ja", "mnie tam nie ma, bo nie ma tu nikogo". 

czwartek, 18 czerwca 2020

CAŁOŚĆ, JA JESTEM, TAO

Wszystko, czemu Ja zaprzecza, co Ja odrzuca, neguje, przeciw czemu się buntuje czyli wszystko, co ocenia jako złe, jest wyrazem ukrytego *) przed Sobą wewnętrznego konfliktu różnych elementów - aspektów Siebie jako całości Jaźni - Ja Jestem.
To, czemu Ja zaprzecza, co odrzuca, to są integralne elementy - aspekty całości Ja, całości Siebie czyli Jaźni. **)

To, z czym walczymy jest odrzucanym elementem całości Siebie - całości Jaźni. Ta część Siebie, którą (nieświadomie) odrzucamy, na którą złościmy się, z którą walczymy, jest przyczyną (nieświadomego) projektowania na zewnątrz tego, co wewnątrz. To zjawisko zwane jest niewiedzą, ignorancją, która jest jedną z przyczyn cierpienia. 

Odrzucając cokolwiek, co Ja ocenia, więc postrzega jako złe, niewłaściwe - "bo nie może, nie powinno być tak, jak jest, bo musi, powinno być inne, inaczej" - tym samym Ja nieświadomie tnie całość Siebie na oddzielne kawałki. Gdy Ja zapomina, że te kawałki to integralne elementy - aspekty całości Siebie, całości Jaźni - Ja Jestem.

W zapomnieniu o Sobie Ja negując i odrzucając cokolwiek, oddziela się od całości Siebie - odrzuca różne aspekty Siebie i w ten sposób całość Siebie tnie, rąbie, rani i dlatego cierpi doświadczając iluzji oddzielenia od całości Siebie. Z powodu zranień z tym związanych.

Wyobraźmy sobie symbol Tao jako całość Siebie - Ja Jestem. Jestem całością z dwoma polami:
białym z czarnym w środku (w sobie) oraz czarnym z białym w środku (w sobie). Wyobraźmy sobie, że pola czarne i białe zaczynają się poruszać jak prądy oceanu. Tańczą swój taniec... Gdy jedno się porusza, wraz z nim porusza się drugie. Gdyby zaś jedno z pól zaczęło stawiać opór ruchom drugiego, prowadziłoby to do napięcia w obu polach, do tamowania naturalnego, spontanicznego tańca przepływu obu pól w Tao. ***)

Zmieniając swoją formę i położenie zawsze oba pola zachowują proporcję gęstości, objętości, a nawet prędkości ruchu. I nigdy czarnego nie przybywa ani nie ubywa kosztem białego i odwrotnie. W całości Tao jeśli przybywa czarnego, białego też przybywa i gdy białego ubywa, to zawsze wraz z ubywaniem czarnego. Zawsze jest zachowana harmonia i równowaga pomiędzy tymi polami. Każdy ruch jednego pola - czy to łagodny czy dynamiczny - ma wpływ na drugie pole.

Tu np. pytania: "Kto zaczął? Kto zainicjował? "Gdzie początek i gdzie koniec?" nie mają już żadnego znaczenia, gdyż oba pola stanowią jedno. Po prostu oba inspirują się wzajemnie tańcząc razem taniec całości. Razem są jednym będącym jednocześnie: wewnątrz Siebie i emanowanym, więc widzianym, postrzeganym także na zewnątrz. Na zewnątrz oraz wewnątrz to integralne elementy - aspekty całości Tao czyli całości Siebie - Jaźni - Ja Jestem. To jedno o zróżnicowanych przejawach Siebie.
Jeśli całość Ja Jestem utożsamia się z jednym z pól, np. białym, to przestaje dostrzegać, że ruchy czarnego pola są całkowicie zintegrowane z ruchami białego, że ruchy obu pól są całkowicie, totalnie ze sobą powiązane. I jako całość stanowią jedno - wzajemnie i harmonijnie współbrzmiące ze sobą pole Tao - Jaźni - Siebie - Ja Jestem.



I tak samo jeśli całość Ja Jestem utożsamia się wyłącznie z tym, co wewnątrz (np.ciała), to przestaje dostrzegać, że wszystko, co na zewnątrz zawsze jest zintegrowane z tym, co wewnątrz. Takie Ja utożsamione z jakimś elementem całości nie obejmuje percepcyjnie całości Siebie, nie dostrzega, że wewnątrz i zewnątrz są całkowicie, totalnie ze sobą powiązane. I że oba jako całość stanowią jedno jaźniące się swoimi dwoma elementami - aspektami wzajemnie i harmonijnie współbrzmiącymi ze sobą w przestrzeni Tao - Ja Jestem - Jaźni - Siebie.
______
*) Każdy ukryty przed Ja konflikt jest konfliktem nieuświadomionym.
**) Jaźń - Jaśń - Ja-śni - Ja, które śni nieskończone sny o Sobie.
***) Stawianie oporu spontanicznym ruchom tańca prowadzi do napięć między polami i w obu polach. Ponieważ Ja zapomina o całości Siebie, doświadcza fałszywych wyobrażeń o Sobie z powodu utożsamień wyłącznie z elementami - aspektami - przejawami całości Siebie. W zapomnieniu Ja doświadcza iluzji czyli fałszywych wyobrażeń o Sobie i związanych z tym oporów, konfliktów, bólu i cierpienia. Ja odcięte od całości Siebie stawia opór naturalnym, spontanicznym ruchom tańca przepływu prądów Jaźni. Lecz takie Ja iluzorycznie odseparowane od całości Siebie jest jak listek, który czy tak czy siak płynie niesiony przez prądy oceanu. A iluzja oddzielności listka także sama z Siebie się jaźni... jak piana na grzbietach fal czy jak wiry w prądach oceanu.

poniedziałek, 20 stycznia 2020

EGO, JA I PUSTKA

Wiele nieporozumień wynika z niezrozumienia różnicy między dwoma pojęciami: JA i ego.

JA to wszystkie słowa-myśli-idee-koncepcje, obrazy, scenariusze - wszystkie potencjalne sny zawarte w jednym ŚNIE JA JESTEM. To wszystkie elementy jednej, nieskończonej mandali SNU o SOBIE (Samoświadomego Uniwersalnego Umysłu).

To JA nie posiada niczego, także żadnej tożsamości, żadnej identyfikacji ze słowami-myślami-ideami-koncepcjami, obrazami, scenariuszami - wszystkimi potencjalnymi snami zawartymi w jednym ŚNIE o SOBIE. To JA po prostu JEST. Samoświadomym JA JESTEM. JA TYM JEST - MANDALĄ SNU o SOBIE, SNEM śniącym się świadomie bez utożsamienia z jakimkolwiek wyodrębnionym elementem całości SIEBIE.

Odrębność jakiegokolwiek elementu całości JA JESTEM jest iluzją, zaśnieniem w snach o SOBIE... Tzw. ego to element świata iluzji, element całości SIEBIE utożsamiony ze swoją iluzoryczną odrębnością. Ego to JA zaśnione w snach o sobie. Ego to tożsamość - identyfikacja cząstki JA JESTEM z iluzorycznymi wyobrażeniami o sobie w oddzieleniu od całości SIEBIE - jednego JA JESTEM. Ta identyfikacja wynika z wiary w te myśli-idee-koncepty, które wyodrębniają i traktują części JA JESTEM jako oddzielone od całości SIEBIE. Identyfikacja ta tworzący maski iluzorycznych wyobrażeń o sobie uznawanych za prawdziwe.
Ego to identyfikacja z ciałem, z rolami społeczno-kulturowymi, z ideami, konceptami negującymi inne ciała, role, idee i koncepty... 

Indywidyualne ja-ego zintegrowane ze SOBĄ - jednym JA JESTEM roztapia się w JA JESTEM stając się na powrót SOBĄ. Działa niedziałając już jako ego. Staje się uwolnione od utożsamień, identyfikacji z funkcjami i rolami społeczno-kulturowymi. Choć nadal spełnia różne funkcje i role społeczne, kulturowe, nie jest przywiązane do nich, nie identyfikuje się z nimi. Nadal przejawiają się przez to JA pewne słowa, myśli, idee, koncepcje, jednak takie, które nakierowują na wyzwolenie JA z iluzji ograniczeń ego.

To zintegrowane JA nigdy nie zakłada niczego z góry. Niczego nie osądza, nie ocenia, nie oczekuje. Niczego nie bierze osobiście do siebie, choć pozostaje osobą, jego osobowość jest nieuchwytne. Jak mandala zmieniająca swą formę w pełnej synchronii i harmonii z zaistniałymi warunkami i sytuacją w danej chwili, w tu i teraz. Nie snuje scenariuszy, postrzega zjawiska wielowymiarowo dostrzegając głębię ich nieuchwytnej natury. To JA osadzone w indywidualnej formie we śnie nadal przejawia pewne preferencje zgodne z wzorami śniącego się snu Przeznaczenia. To JA śni sny świadomie przyjmując wszystko, co się jaźni takim, jakie jest. To JA świadome JEST, że cokolwiek jest wyrażane słowami, opisami, płynie ze względnej perspektywy postrzegania SIEBIE.

Im głębsza integracja indywidualnego ja-ego z JA JESTEM, tym szersza, głębsza perspektywa zrozumienia SIEBIE. Zrozumienia przekraczającego iluzje ograniczeń i tożsamości ego. Zrozumienia prowadzącego do wyzwolenia od przywiązania do iluzji o sobie.

Kiedy tzw. ego wyobraża sobie, że rozpoznało "ostateczną prawdę", zamyka się na autentycznie spontaniczne przejawianie Się Prawdy. Wpada więc w senne wiry iluzorycznych wyobrażeń o sobie i innych zapominając, że ja, ty, oni to cząstki Jednego JA JESTEM. Że JA JESTEM jako ja i ty doświadcza snu o oddzieleniu od SIEBIE. Te doświadczenia można nazwać Zabawą JA JESTEM w ukrywanie się przed SOBĄ. Zabawą, w której JA JESTEM przywdziewa różne maski ego - oddzielające iluzorycznymi granicami identyfikacji różne cząstki SIEBIE.

Maska pewności przekonań ego nie zadaje pytań nakierowujących na to, co pod maską ukryte granicami oddzielenia ego od jednego JA. Nie poddaje w wątpliwości myśli-idei-konceptów (przekonań, osądów, oczekiwań) utrzymujących ego w granicach oddzielenia. Stawia opór poznaniu Prawdzie o SOBIE i jej spontanicznemu wyrażaniu Się.

Świadome indywidualne ja zintegrowane z jednym JA jest jak mandala - naczynie - fontanna Miłości, z której tryska spontaniczna Prawda. Ta Prawda zawsze ujawnia iluzję oddzielności ja - ego od całości SIEBIE - JA JESTEM. JA JESTEM kocha wszystkie części SIEBIE i rozumie doświadczenia iluzorycznych ja-ego. Nie oczekuje wzajemności. Kocha i ujawnia iluzje oddzielenia po to, by owe ja-ego (które są na to gotowe) mogły integrować się, scalać z kolejnymi cząstkami jednego JA, ze SOBĄ.

Miłość jak esencja istnienia wszystkiego umożliwia scalanie na powrót kolejnych cząstek SIEBIE. Wystarczy, że zaufasz swemu Sercu, Zyciu, Duchowi, Ciszy. Wtedy zaufanie do SIEBIE i innych pojawi się z przestrzeni Serca, gdy to poczujesz. Tak samo z Miłością. Miłość to nie pociąg seksualny czy czyjaś fizyczna atrakcyjność.

Jeśli możesz ufać, kochać, to wystarcza, by żyć bez cierpienia. Jesteś jak kwiat, Mandala utkana z Miłości i nią pachnąca.  Jeśli Miłość jakkolwiek działa to tak, by wspierać odkrywanie iluzji oddzielenia tzw. ego od JA JESTEM i Prawdy o SOBIE. Narzędziem Miłości bywa Miecz Prawdy.

Gdy tzw. ego sięga po Miecz Prawdy, używa go jak zwykłej broni służącej do walki na argumenty, walki o racje. Bo wierzy w te słowa, myśli idee, koncepcje, które uznaje za jedyne prawdy. Wierzy więc w fałszywe przekonania o sobie i innych.

Gdy JA JESTEM używa Miecza Prawdy, pozornie rani tzw. ego odsłaniając ukryte pod nim SIEBIE - JA JESTEM. JA jest świadome iluzji ran i cierpienia tzw. ego. Każde cierpienie związane jest wyłącznie z doświadczeniami iluzji o sobie, iluzji ograniczonego do ego JA JESTEM. Każde cierpienie dotyczy iluzji fałszywych wyobrażeń o sobie i innych, iluzji zapomnienia o SOBIE. Dlatego doswiadczane cierpienie może prowadzić do wyzwolenia JA JESTEM od iluzji ograniczeń wynikających z przywiązania do utożsamień, identyfikacji z częściami całości SIEBIE.

Widzenie i rozumienie zjawisk obserwowane z szerszej perspektywy niż ograniczona perspektywa postrzegania tzw. ja-ego czyli z perspektywy Jednego JA JESTEM można umownie nazwać Duchową Prawdą (Prawdą Ducha). Duchowa Prawda widziana z perspektywy ja-ego jest bardzo niebezpieczna i destrukcyjna. Lecz rozumiana z perspektywy JA JESTEM jest wyzwalająca i transformująca sposób, w jaki istniejemy w iluzorycznym oddzieleniu w tym świecie.

KOŁO ZEN

Na tym kole są symboliczne punkty:
Punkt 0 stopni to małe ja przywiązane do nazwy i formy (utożsamione z różnymi funkcjami- pełnionymi rolami w społeczeństwie).
Punkt 90 stopni to ja myslace przywiazane do myślenia (utożsamione z pewnym zakresem myśli, koncepcji, przekonań, ktore uznaje za jedynie prawdziwe, a inne odrzuca).
Punkt 180 stopni to ja przywiązane do pustki (utożsamione z pustką).
Punkt 270 ja przywiązane do wolności (bogowie i boginie, światy magiczne).

Te wszystkie ja przywiązane do jakichś wyobrażeń o sobie, do odgrywanych ról, do poglądów, a nawet do pustki ("jestem niczym") to ego czyli ja odzielone od innych części SIEBIE jako całości - Wielkiego Ja, JA JESTEM. Kórym jesteśmy w swojej Istocie, ale ego o tym nie pamięta. Ego w zaśnieniu w snach o SOBIE nie pamięta, że jest jednym JA JESTEM przejawiającym się na nieskończenie wiele sposobów i doświadczających prze-różnych wyobrażeń (snów) o SOBIE.

Gdy JA JESTEM ulega iluzji wyobrażeń o SOBIE i postrzega SIEBIE jako niedoskonałe, staje się niedoskonałym śniąc sen o swojej niedoskonałości. Wtedy wszystko i nic staje się niedoskonałe.

Gdy JA JESTEM ulega iluzji wyobrażeń o SOBIE i postrzega SIEBIE jako doskonałe, staje się doskonałym śniąc sen o swojej doskonałości. Wtedy wszystko i nic staje się doskonałe.

Gdy zaś JA JESTEM śni świadomie SEN o SOBIE, widzi SIEBIE jako TO, CZYM JEST - bez wględu na to, co się wyśniewa. I jest TYM, CZYM JEST takim, jakie się wyśniewa. A wszystko i nic przejawia się spontanicznoscią snów śnionych o SOBIE.

Ego nie jest ani dobre ani złe, jest po prostu "narzędziem" doświadczania iluzji odrębności, oddzielności... od całości SIEBIE.

Pustka jest w zasadzie tym samym, co bycie jako samoświadoma - świadoma SIEBIE obecność w tu i teraz... jak bycie nieokreśloną przestrzennością w tu i teraz: nie wiem, kim/czym jestem, ale jestem. Ja Jestem bez żadnych projekcji na temat, kim/czym jest to Ja. Jestem obserwuję i w tej przestrzenności odczuwam... i w tym stanie działam lub nie działam - przejawia się to, co ma się przejawić, jaźni się. Nie z jakiejś koncepcji (bez przywiązania do jakiejś koncepcji), ale zgodnie z tym, co Się jaźni, jawi w każdym danym tu i teraz.

Każda forma - przejaw Świadomego Uniwersalnego Umyslu: wzór, dźwięk, słowo, myśl, obraz, ciało są "narzędziami" Ducha. Energia w formach ujęta - prze-jawia-jąca Się. Zaś "ograniczony umysl" - utożsamiony z jakąś odrębną formą - "narzedziem" Ducha nadaje sobie i innym "narzędziom" ważność lub nieważność, nadaje różne znaczenia, a czasem nawet "etykiety". Wtedy nieświadomie - nie wi(e)dząc, że to robi - dokonuje projekcji siebie na te inne "narzędzia" Ducha.

Praktykowanie coraz głębszego zanurzania się w pustce to to samo, co praktykowanie coraz głębszego oddania się np. Świętemu Duchowi czy Wielkiemu Duchowi. Zawierzenie Przeznaczeniu i przyjmowanie (z pokorą, wdzięcznością i oddaniem) tego, co jest... dane/obrane jako doświadczenie.

Osoba jest wibracją, aktywnością, mandalą "boskiego oka" JA.. Można więc być także osobą w sensie osobliwości - bez utożsamienia, przywiązania do ról społecznych, kulturowych, do myśli, konceptów... Bez przywiązania do postrzegania siebie i innych osób jako osobne, odrębne obiekty obrazy, wyobrażenia... myśli, odczucia... sny...
"narzędzia" Ducha wyłaniające się z bezosobowego JA JESTEM.

*
Gdy JA JESTEM ulega iluzji wyobrażeń o SOBIE i postrzega SIEBIE jako niedoskonałe, staje się niedoskonałym śniąc sen o swojej niedoskonałości. Wtedy wszystko i nic staje się niedoskonałe.

Gdy JA JESTEM ulega iluzji wyobrażeń o SOBIE i postrzega SIEBIE jako doskonałe, staje się doskonałym śniąc sen o swojej doskonałości. Wtedy wszystko i nic staje się doskonałe.

Gdy zaś JA JESTEM śni świadomie SEN o SOBIE, widzi SIEBIE jako TO, CZYM JEST - bez wględu na to, co się wyśniewa. I jest TYM, CZYM JEST takim, jakie się wyśniewa. A wszystko i nic przejawia się spontanicznoscią snów śnionych o SOBIE.


czwartek, 11 lipca 2019

PODZIELONE I SCALONE

Bywają różne (mniej lub bardziej radykalne) idee, koncepcje i "pomysły na życie". Jeśli ktoś w nie wierzy, to tego doświadcza. Nawet nieznając konsekwencji, lecz np. wyobrażając je sobie i oczekując jakichś konkretnych efektów. A jednak zdarza się, że te wyobrażenia i oczekiwania nie spełniają się. I wtedy "odrębne ja" (przez iluzję "porąbane" - oddzielone, odseparowane iluzją od całości SIEBIE) doświadczają... różnych emocji, różnych rozczarowań, cierpienia, bo nie s-pełniają się te wyobrażenia i oczekiwania,... Spełniają się za to pragnienia Duszy wynikające z "zamiarów Ducha", których "porąbane ja" nie pojmuje.
Można żyć bez przywiązania do koncepcji podążając za tym, co Się przejawia, co Się czuje... spontanicznie... bez wyobrażeń, scenariuszy, bez oczekiwań i ocen... w otwarciu i zaufaniu wobec Nieznanego jutra, które nigdy nie następuje, nigdy nie przychodzi, bo ZAWSZE JEST TERAZ. Nawet, gdy pojawiają się myśli o "przeszości" czy "przyszłości", zawsze to dzieje się w wiecznym teraz.
Tak, można istnieć w otwartości i zaufaniu do nieskończonej Miłości Nieznanego i Niepoznawalnego, którym Jesteśmy. Bo dzięki temu rozpuszczają się wszystkie iluzoryczne granice tych "odrębnych ja" stawiających opór pragnieniom Duszy i zamiarom Ducha. Rozpuszczają się granice iluzji oddzielności cząstki od całości SIEBIE. Wtedy pragnienia Duszy i zamiary Ducha spontanicznie się manifestują - urzeczywistniają.
Ale jest pewna różnica między spontanicznością "odrębnego ja", które czegoś chce lub nie chce, które ma różne wyobrażenia o tym, co i jakie powinno być, które ocenia i ma oczekiwania, które wie, co dla innych jest lepsze, które wciąż walczy skonfliktowane ze SOBĄ, bo oddzielone od SIEBIE..
a spontanicznością przejawów pragnień Duszy i zamiarów Ducha.

1. Świat jest mentalny, istnieje tylko umysł.
2. Nie jesteś umysłem, jesteś świadomością, pustką.
To dwie myśli - dwie koncepcje są tylko pozornie sprzeczne ze sobą i tylko wtedy są sprzeczne, przeciwstawne wobec siebie, skonfliktowane ze sobą, gdy ja w iluzji oddzielenia od całości SIEBIE (we śnie o oddzieleniu od SIEBIE) jedną z tych koncepcji uznaje za prawdziwą. A one obie są tylko cząstkami Prawdy - "względnymi prawdami". Bo i tak z Jednego Źródła pochodzą. Dlatego są tylko cząstkowymi, przejawami jednej Prawdy. Każda z tych koncepcji może być drogowskazem na dany moment, na różnych etapach podróży doświadczania SIEBIE w iluzji oddzielenia.
Gdy ja przywiązuje się do którejś z nich jako "najprawdziwszej", "jedynej prawdziwej", utożsamia się z nią i nadal pozostaje w iluzji oddzielenia od Prawdy i całości SIEBIE.
Pamiętasz te chwile, kiedy siedzisz przy ognisku i patrząc na płonący ogień zanikasz, rozpuszczasz się w ciemności bez granic? Przestaje istnieć jakiekolwiek JA, jakiekolwiek utożsamienie z formą. Nie ma ciebie, jest tylko płonący ogień, ktory widzisz i z zachwytem, zadziwieniem wnikasz w niego, ulegając pięknu jego tańca. A ty jesteś przestrzennością nieskończoną, niezmienną, wieczną, otaczającą ten płonący swoim tańcem ogień.
I jesteś tą przestrzennością bez formy, widzącą ten taniec ognia w sobie... I nagle staje Się to takie oczywiste i jednocześnie zachwycające i zadziwiające:
Bo nie wiadomo, skąd ty jako wieczna, bezforemna przestrzenność JESTEM i ten ogień w tobie tańczący taniec życia wieczną zmiennością dynamiki ruchów i figur swego tańca... Ty i ogień, przestrzeń niezmiennej wieczności i wieczna zmienność tańcząca, jesteście jednym. Ogień tańczy taniec form twojego JA, którym SIEBIE śnisz, doświadczasz, poznajesz, obserwujesz... Czasem tańcem na SIEBIE nakierowujesz, wskazujesz, przypominasz o SOBIE... I o tym, czym zawsze JESTEŚ i tańczysz w SOBIE taniec swojego JA...śniąc różne sny o SOBIE...

..
JESTEM i wszystko, co pojawia Się i znika, jawi Się (dla) Mnie. I Ty Jesteś tym samym JA JESTEM, które pojawia Się z niczego i jawi Się (dla Ciebie-Mnie) Tobie-Mnie. Jednym zróżnicowanym JA.
Cała wiedza o tym, co Się pojawia i znika, jest jedynie Refleks(j)ami Niepoznawalnej ISTNOŚCI, BYCIA, ISTNIENIA tzw. Absolutu, Jaźni, Ducha... JESTEM...
Po co? 😉
Aby ta ISTNOŚĆ mogła widzieć i odczuwać SIEBIE jako ISTOTĘ. JA...
Po co? 😉
A bez żadnej przyczyny i jednocześnie dla zabawy, bo JESTEM bawi Się JA i fascynuje odkrywaniem, roz-poznawaniem SIEBIE i rozumieniem SIEBIE
w formach, obrazach, które Się malują,
w tańcu, który Się tańczy,
we śnie, który Się śni i jawi...
A soczewkowanie uwagi na poszczególnych Refleks(j)ach, fragmentach tego, co Się jawi, sprawia, że JA ulega rozproszeniu, ulega iluzji oddzielenia pomiędzy Refleks(j)ami. Gdy JA tę różnorodność na powrót ogarnia i przenika SOBĄ - JESTEM (jak nieskończoną przestrzennością), iluzja oddzielności znika i ISTNOŚĆ SIEBIE jest ś-wiadoma, że nigdy nie przestała być Niepoznawalną ISTNOŚCIĄ...
wieczną i niezmienną... w zabawie w poznawanie SIEBIE - wieczną błogością i radością istnienia zwaną.
W zabawie Absolutu stwarzane są same z SIEBIE światy - sny, które się śnią i budzą... we śnie bez snów.


środa, 10 kwietnia 2019

niedziela, 10 marca 2019

JAK ROZPOZNAĆ KIM JESTEM?

Tak: Wszystkie pomysły np. jak rozpoznać KIM JESTEM są "bzdurą" (iluzją). TAK: Wydarza się tylko to, co ma się wydarzyć. I podążanie - świadome bycie z tym, co się wydarza tu i teraz, jest tym, co jest "do zrobienia". Nic więcej.
Wszystkie scenariusze odpadają, przywiązanie do działania według jakichś koncepcji się uwalnia. W każdym tu i teraz działamy niedziałając z uwarunkowanego ja, bo brak scenariuszy i koncepcji, jak w danej sytuacji "powinnam" się zachować. Odpadają oceny i oczekiwania... Jest podążanie (zamiast pożądania ;)) - w połączeniu z TYM, KIM/CZYM JESTEM jako "Świętą Tajemnicą" - podążanie za tym, co się tu i teraz przejawia.
Tak, "praca nad sobą to zabawa umysłu", lecz jeśli dane jest takie doświadczenie na tu i teraz (np. "praca nad sobą"), to jest doświadczany proces "pracy nad sobą". Im bardziej świadomie - obserwowany i odczuwany - tym bardziej naturalny, tym bliższy prawdy nie do wypowiedzenia... Ta "praca nad sobą" jest podobna do nauki surfowania i utrzymywania się na fali, płynięcia w harmonii z falą...
Każda i każdy z nas doświadcza tego, co jest dane... Dlatego Mądrość i Miłość jako Jedno podpowiada: zaufaj Życiu, Wielkiemu, Świętemu Duchowi, Jaźni, Temu, KIM/CZYM JESTEŚ, z pokorą wobec niewiedzy, CZYM/KIM... Pokochaj wszystko, co wydaje się uwarunkowanemu ja niemożliwe do ukochania... zaufaj prądom fali...
I wszystko, co wybija ze świadomego bycia w tu i teraz, samo "odpada", a Ty po prostu... robisz to, co jest do zrobienia. Uczysz się harmonizowania z falą... A doświadczane jest to, co dane do doświadczania...
Chodzi o to, że wtedy stajesz się jak surfer płynący na fali, z falą. Wolna wola ja - surfera jest "umowna" w tym sensie, że jest bardzo ograniczona - jak zakres ruchów, działań, jakie wykonuje surfer, aby utrzymać się na fali i płynąć wraz z nią...
Gdy ja surfera próbuje wykroczyć "swoją" wolą poza ten zakres, który jest dany, próbuje "przechytrzyć" falę, "kontrolować" ją, "zapanować" nad nią, spada z niej... co bywa bolesne... Bo to ja - ego surfera ulegającego iluzji "sprawczości" sprawia cierpienie. Taka mniej więcej jest natura cierpienia... A gdy surfer łączy się z falą, łączy się z Wolą całego Oceanu, ponieważ ruch surfera i fali wynika z Tańca prądów całego Oceanu. I tak się przejawia harmonia istnienia w tu i teraz. Stajesz się Jednym z całym Oceanem, z Życiem...
Doświadczanie strachu, wściekłości itp. emocji też nie jest ani dobre ani złe, gdy jest doświadczane... Tak, te doświadczenia są bolesne i sprawiają cierpienie. Jednak poprzez świadome bycie z każdym przejawem energii (mentalnej i emocjonalnej) w tu i teraz, świadomość też w jakimś sensie uczy ja, jak sobie z tym radzić... Kiedy w takim "procesie nauki" surfer upada, nawet ból spowodowany upadkiem nie sprawia już cierpienia.
I różne doświadczenia - czy świadomie czy nieświadomie doświadczane - też nie są ani dobre ani złe, bo są takie, jakie są dane do doświadczania...
Bo to całość JA JESTEM doświadcza SIEBIE także istotami ludzkimi na mnóstwo różnych sposobów... I ta całość może się w każdej ludzkiej Istocie integrować, scalać, harmonizować. Lecz proces ten też jest dany... niezależnie od chcenia lub niechcenia indywidualnego Ja... I proces ten bywa bardzo, bardzo intensywny... Ale jeśli "ktoś" jest na to gotowy, to przechodzi przez ten proces... w taki sposób, jaki jest dany...