Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BŁOGOŚĆ ISTNIENIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BŁOGOŚĆ ISTNIENIA. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 grudnia 2023

IDENTYFIKACJE I OGRANICZENIA PERSPEKTYWY ZROZUMIENIA SIEBIE

Każda identyfikacja z jakąś myślą, z jakimś konceptem jest jak przyjmowanie przez świadomość formy kolejnego wcielenia - jak ciągła reinkarnacja świadomości w strumienie myślo-obrazo-konceptów. To jest jak wejście w jakiś fascynujący ruchomy obraz. Wejście w taki ruchomy obraz warunkuje i ogranicza bezkresne poczucie siebie. Wtedy świadomość jakby wpada w pułapki postrzegania form zmysłowymi doznaniami i traktuję to, co postrzega jako jedyną rzeczywistość.

Ale gdy część siebie (swojej uwagi, energii) daję na przykład słowom albo obrazom, a część bezruchowi i ciszy w sobie, wciąż jestem obecnością nieuwarunkowanej niczym świadomości, a umysł pozostaje cichy i spokojny. Świadomy ciszy i bezruchu.

Gdy utożsamiam się z myślami, pozornie zatracam samą siebie zapominając o swojej prawdziwej naturze, bo bezruch jest niewidzialny dla strumienia myśli.

Myśl może tylko przez moment zauważyć ciszę, ale nie może jej poczuć ani nią być, dopóki w ciszy się nie rozpuści. Może jedynie w ciszy zaniknąć. Koncept może opisywać bezruch i ciszę, ale nie może ich poczuć ani tym być. Ale strumień myśli może być widziany w bezruchu i ciszy. I każdy koncept może być widziany przez bezruch i ciszę. Tak samo jak dźwięki są słyszane tylko w ciszy. Dźwięki nie słuchane ciszą w ciszy, stają się jazgotem.

Możliwa jest błogość w obserwowaniu form, ale ta błogość nie pochodzi z form, lecz spoza form. Jest ich źródłem, z którego wypływają formy i do którego powracają.

Kiedy radość pochodzi z form, jest chwilową przyjemnością. Gdy jakaś forma się pojawia i sprawia przez chwilę przyjemność, czujemy się dobrze, a gdy się kończy, czujemy się źle, bo nasza świadomość została ograniczona i uwarunkowana przyjemnością pochodzącą z zewnątrz. Oczekujemy, że to, co postrzegamy jako przyjemne i dobre, zawsze takim powinno być. A tak nie jest. Bo często to, co najpierw postrzegamy jako dobre, zamienia się w złe, bo w świecie form dobro i zło są zamienne i relatywne. Jedno bez drugiego nie istnieje, bo w dualistycznym świecie - śnie jedno zawiera się w drugim (ukrywa się w cieniu drugiego). 

Ten, kto postrzega siebie jako dobrego, zawsze tym postrzeganiem generuje nieświadomie złego, ponieważ musi istnieć jakiś zły, by mógł istnieć dobry. Zły zawsze jest dopełnieniem dobrego i odwrotnie. Nikt nie mógłby uznawać siebie za dobrego, gdyby nie istniał choć jeden jakiś zły. W taki sposób w świecie nieustannego poznawania dobra i zła pozornie tracimy swoją prawdziwą radość istnienia, życia, bycia. Doświadczamy "wygnania z Raju", który jest symbolem krainy wewnętrznej szczęśliwości, wolnej od poszukiwań tej szczęśliwości w uzależnieniach od zewnętrznych form postrzeganych zmysłowo.

Nikt tu nie neguje radości z czegoś, co jest postrzegane zmysłowo. Tu się wskazuje jedynie na to, że taka radość jest nietrwała, że może uzależniać i zawsze prędzej czy później to, co tę radość sprawia, zanika albo przekształca się w coś innego, co powoduje rozczarowanie i postrzegane bywa jako nieszczęście.

Radość i błogość niezależna od jakichkolwiek form i obrazów jest moją prawdziwą naturą. Będąc radością nie potrzebuję szukać jej w formach. A widząc w formach obrazy siebie, czuję błogość.

Miłość jest moją prawdziwą naturą. Będąc Miłością nie potrzebuję jej szukać w formach. Nie potrzebuję oczekiwać wzajemności od form i obrazów siebie ani warunkować jakimiś oczekiwaniami i powodami do miłowania. Widząc w formach obrazy siebie widzę w nich miłość.

Myśli są pięknymi formami. Powstawanie i pojawianie się myśli jest pięknym zjawiskiem, spontanicznym aktem. Lecz całkowita identyfikacja z nimi jest jak inwolucja, która prowadzi do upadku w zapomnienie o swojej prawdziwej naturze. A uwalnianie się od identyfikacji z myślami jest jak ewolucja, która prowadzi do wyzwolenia i przypomnienia o swojej prawdziwej naturze. Inwolucja i ewolucja są jak wdech i wydech. Wdech i wydech też bez siebie w tym świecie - śnie nie istnieją.

Gdy poczucie siebie zlewa się z myślami, świadomość staje się ograniczona i uwarunkowana utożsamieniem z myślami. Gdy ten stan uwarunkowanej świadomości pogłębia się (intensyfikuje), staje się coraz bardziej dysfunkcyjny. W zewnętrznym świecie pojawia się coraz więcej szaleństwa, obłędu, zagubienia i wojen, które są projekcją ograniczeń i uwarunkowań świadomości. Identyfikacja z myślami sprawia, że stają się one pułapką, więzieniem dla świadomości. Identyfikacja z myślami redukuje, ogranicza i warunkuje świadomość.

Uważna obecność uzdrawia i wyzwala świadomość z tych ograniczeń i uwarunkowań.

Bezruch i cisza to nieuwarunkowana niczym świadomość.

Tym jestem.

A każda myśl pojawia się ze mnie i znika we mnie. Każda forma pojawia się ze mnie i znika we mnie. Wszystko, co pojawia się ze mnie i znika we mnie to ruchome obrazy, myślo-obrazo-koncepty. One są jak różne sny o sobie, które wyśniewają się ze mnie.

Prawdziwa radość - błogość jest częścią mojej prawdziwej, niezmiennej, wiecznej natury. Jest tym samym, co miłość wszechobejmująca i wszechprzenikająca i tym samym, co świadomość. 

Tym jestem.

wtorek, 8 sierpnia 2023

LUSTRZANE ODBICIA W SNACH O SOBIE

Gdy nie widzę ciebie jako swoje lustrzane odbicie, postrzegam nas jako oddzielone od siebie byty, osobne ciała, odrębne i niezależne od siebie wzajemnie formy. Wtedy z łatwością cię oceniam, krytykuję i wierzę, że powinieneś/powinnaś się zmienić. W zależności od tego, w co nieświadomie wierzę, oceniam cię w kategoriach dobry - zły, mądry - głupi, wartościowy - bezwartościowy itd. I doświadczam wciąż jakiegoś rodzaju konfliktu z tobą albo godzenia się, gdy okazuje się, że myślimy podobnie, choć nadal postrzegamy siebie wzajemnie jako oddzielone od siebie byty. Funkcjonujemy wtedy w zapomnieniu, że jesteśmy swoimi lustrzanymi odbiciami, które śnią różne sny o sobie.

Kiedy myślę o tobie krytycznie, oceniam i mam jakieś oczekiwania wobec ciebie z powodu wiary w myśl, że powinnaś/powinieneś być inna/inny, wtedy cierpię. Kiedy podoba mi się to, co przez ciebie się przejawia, czuję chwilowe zadowolenie i satysfakcję.

Kiedy przyjmuję ciebie jako moje odbicie lustrzane - takim jaka/jaki jesteś, bez ocen i oczekiwań, czuję spokój, błogość, a nawet radość istnienia. I rozumiem, że czasem trudno jest przyjąć cierpienie, zarówno własne jak i to przejawiające się w lustrzanych odbiciach. Wtedy wiem, że:

* Gdy widzimy w lustrzanych odbiciach cierpienie, często oceniamy je jako słabość.

* Gdy sami cierpimy, też zazwyczaj postrzegamy to cierpienie jako swoją słabość i trudno je przyjąć takim, jakie jest.

* Gdy widzimy w lustrzanych odbiciach swoją pożądliwość, brutalność czy szaleństwo, też bywa trudno przyjąć je takimi, jakie są. A zwłaszcza trudno przyjąć, że to też są nasze lustrzane odbicia.

* Gdy postrzegamy swoje odbicia jako gorsze, głupsze albo lepsze, mądrzejsze od siebie, bycie w spokojnym stanie też jest niemożliwe. 

* Niemożliwa jest zmiana tego, co postrzegamy na zewnątrz ani naszej relacji z tym, co na zewnątrz bez przyjęcia tego takim, jakie to jest.

* To, co widzimy i postrzegamy na zewnątrz jest projekcją tego, co w nas, kreacją tego, co z nas emanuje. To straszne? Czasem "tak straszne, że trudno w to uwierzyć". Ale nie trzeba w to wierzyć, wystarczy uczciwa samoobserwacja, by dostrzec - uświadomić sobie to, co sami przed sobą ukrywamy.

* Spokój, błogość, nawet radość jest bardzo prosta. Wystarczy choć na moment przestać oceniać, krytykować siebie oraz innych i odpuścić oczekiwania wobec siebie oraz innych. A myśli, które nam wyświetlają się, wystarczy obserwować - być ich świadomym i nie traktować ich jako coś prawdziwego i nieomylnego. Wystarczy nie wierzyć myślom, które oceniają, krytykują wyrażając w ten sposób jakieś nasze oczekiwania.


W powyższych słowach nie ma ocen ani oczekiwań. Opisują one pewne zjawisko, które jest, jakie jest. Ten opis zjawiska może (choć nie musi) być inspiracją do przyjrzenia się temu zjawisku i związanym z nim doświadczeniom np.:

Kiedy ktoś jest zmęczony walką i wewnętrznymi konfliktami (swoim cierpieniem), które postrzega także w swoich lustrzanych odbiciach - w świecie zewnętrznym, może na chwilę zamknąć oczy, zwrócić się do wewnątrz i obserwować to, co jest odczuwane w ciele. Obserwować może różne ogniska napięć odczuwane w ciele i po prostu z tym być. Bez oczekiwań i bez nacisku na jakieś efekty.

Neutralna samoobserwacja i bycie z tym, co jest odczuwane, zawsze przynosi ukojenie, zmienia stan istnienia, uwalnia od cierpienia i ujawnia stan spokoju, błogości, a nawet radości istnienia. Choć neutralna samoobserwacja nie jest możliwa, kiedy pozostajemy nieświadomi przywiązania do różnych myśli oceniających, krytykujących i wyrażających różne oczekiwania wobec samych siebie i/lub innych oraz tego, co nam się wyświetla jako odrębny świat zewnętrzny.

A jednak wszyscy jesteśmy tacy, jak to, co postrzegamy na zewnątrz. Bo to, co wewnątrz i na zewnątrz jest jednym i tym samym. To, co na zewnątrz postrzegamy, jest projekcją tego, co zawieramy wewnątrz, jest snem o sobie. To oddzielanie śniącego od snu jest przyczyną wszelkich konfliktów, walki i cierpienia śniącego, który doświadcza tego, co w snach o sobie jaźni się jako świat zewnętrzny, prawdziwy i rzeczywisty.

Kiedy śniący jest świadomy, że sen jest jego projekcją - jego zewnętrznym lustrzanym odbiciem, widzi i czuje, że nikt nie jest ani dobry ani zły. Widzi i czuje, że każdy jest jednym i tym samym śniącym, który śni różne sny o sobie czyli znajduje się w różnych stanach postrzegania i rozumienia siebie oraz otaczającego go świata - snu o sobie.

Każdy inny jest jednym śniącym znajdującym się w różnych stanach postrzegania, samoświadomości i rozumienia siebie oraz innych, którzy odzwierciedlają jego stan.


Samoświadomy śniący rozumie, że to on sam jako inni - jego zwierciadlane odbicia - znajduje się w różnych stanach i śni różne sny o sobie. Każdy inny jest tym samym śniącym doświadczającym różnych snów o sobie. I każdy w każdym śnie o sobie jest tak samo dobry i zły w swoim potencjale. Ale to jak postrzega siebie i jak jest postrzegany przez innych (czy dobry czy zły), zależy od tego, co sam we śnie uznaje za prawdziwe, realne, w co wierzy, jak ocenia siebie i innych oraz jakie ma oczekiwania... wobec samego siebie i innych.


Gdy postrzega innych jako swoje odbicie lustrzane - takich jacy są, widzi siebie samego doświadczającego różnych snów o sobie - bez ocen i oczekiwań, wtedy czuje spokój, błogość, a nawet radość istnienia... z doświadczania w iluzji rzeczywistości.


Śniący i sen są jednym śnieniem tak jak samoświadomość i nieświadomość jest jedną świadomością i jak yang wraz z yin jest jednym tao. To co wewnątrz i na zewnątrz też jest jednym wielowymiarowym śnieniem, jedną świadomością w różnych stanach, jednym niezmiennym bezforemnym doświadczającym zmienności form.

środa, 20 maja 2020

MYŚLI, SŁOWA, ŚNIENIE I PRZEBUDZENIE

O czym się myślą myśli? O lęku czy miłości? O spokoju i ciszy czy o tym, że "coś powinno być inne niż jest"? O zanurzeniu w Źródle, Sercu Serc czy o "potwornościach świata" i "strasznych scenariuszach przyszłości"?

"Na początku było słowo". I zawsze słowo-myśl jest początkiem czegoś i tym samym końcem czegoś innego... Słowo-myśl to narzędzie kreacji światów, które wyśniewamy... podążając za jakimiś słowami - myślami, zasilając je swoją uwagą i energią... Ów początek i koniec jest wszędzie, zawsze tu, gdzie jestem, jesteś, jesteśmy... Więc jaki świat dla siebie w tej chwili kreuję, kreujesz, kreujemy - jaki sen jest wyśniewany? I czy świadomie - podążając za głosem Serca, który wyraża pragnienie Duszy i Woli Ducha? Czy nieświadomie - w oparciu o przywiązanie do lękowych myśli dzielących całość na skonfliktowane ze sobą części ("dobre i złe")?  Jakiemu światu - jakim snom o sobie w tej chwili swoimi myślami "dajemy początek i koniec"? Jaki "kierunek naszej podróży" jest wytyczany?

Jesteśmy w swej Istocie, Istności Tym, co Jest przed snami o Sobie. A sny to  nasze emanacje . W Zabawie w tworzenie zaśniewamy się w snach i doświadczamy iluzji oddzielenia od całości Siebie. Wtedy sny traktujemy jako rzeczywistość... I doświadczamy tego, co w zaśnieniu uznaliśmy za prawdziwe, rzeczywiste...

Gdy np. obwiniamy o coś innych, żyjemy w iluzji wyobrażeń o sobie i jakichś innych nieświadomi tego, że tę iluzję oraz innych traktujemy jako rzeczywistość. A to nasza emanacja. Doświadczamy tego, czym emanujemy nieświadomi tegoż. I traktujemy to jako rzeczywistość. Świadomi tego nie obwiniamy nikogo, bo nie ma kogo ani o co obwiniać. Jest emanacją, którą "uczymy się" kochać. Kochać Siebie.

Każda Istota w formie ludzkiej śni różne sny - światy, rzeczywistości. Każdy jest 'Buddą, Chrystusem, Brahmanem, Wielkim Świętym Duchem, kryształową świadomością, wszechprzenikającą miłością, absolutem, ciszą, pustką'... doświadczającą różnych i zmiennych emanacji Siebie... 

Widzenie staje się klarowne i przejrzyste wtedy, gdy patrzymy wnikliwie z przestrzeni ciszy obserwujemy Umysł. Bez względu na to, co jest, co się dzieje, co odczuwane, może być obserwowane. "Kto patrzy na zewnątrz - śni, kto patrzy do wewnątrz - budzi się". Budzi się z zaśnienia w iluzjach i fałszywych wyobrażeniach o sobie i innych w otaczającym świecie. Gdy to, co dzieje się wewnątrz jest nieuświadomione, zawsze wyświetla się na zewnątrz i bywa postrzegane jako doświadczana jedyna rzeczywistość.

Kiedy wewnętrzne konflikty pozostają nieuświadomione, właśnie one odgrywane są w zewnętrznym świecie. W zewnętrznym świecie grane i doświadczane są konflikty pomiędzy tym, co wewnątrz pozostaje nieświadome rozdarcia na dwa skonfliktowane ze sobą tzw. przeciwieństwa np. skonfliktowane ze sobą: dobro i zło czy światło i ciemność, zewnętrzne z wewnętrznym, życie i śmierć itp. itd. To skonfliktowanie to iluzja wynikająca z wiary w fałszywe przekonania, że owe bieguny są jakkolwiek od siebie oddzielone.

A jednak to, co wewnątrz jest jednym z tym, co na zewnątrz. Dlatego to, co uświadomione wewnątrz inicjuje zmiany tego, co jawi się na zewnątrz.


sobota, 16 listopada 2019

P-ODDANIE SOBIE


Duch zawsze wzywa do całkowitego poddania Się Sobie i totalnego zaufania.
Do odpuszczenia wszystkich pomysłów, konceptów, scenariuszy i wyobrażeń, ocen, osądów, oczekiwań i pragnień wobec czego i kogokolwiek w przeszłości i przyszłości, a zwłaszcza wobec szczęśliwości.
💗
Błogość jest niezależna od jakichkolwiek okoliczności, lecz od samospełnienia Ducha w nas... ktore Się samo z Siebie u-jawnia, jaźni, jaśni... ja-śni.
💗
Nasze oddanie i ufność Duchowi wspierają cały Wszechświat, który dzięki nim ujawnia autentyczną, spontaniczną, prawdziwą Magię Istnienia. 
💗
Ujawniaj a Się Intencje Ducha płynące prosto ze Źródła Źródeł - Serca Serc.
Intencje Ducha, które są realizowane świadomie, w błogiej, nieskończenie otwartej przestrzeni... dla tańczącego Się w nas i nami Tańca Istnienia.

środa, 30 października 2019

BÓL I BŁOGOŚĆ, A WSZYSTKO JEST ENERGIĄ

INTERFERENCJA 

Każdy moment, element życia istnieje w pełnej synchronii z całością. Jedynym powodem doświadczania braku tej synchronii jest zabawa w doświadczanie iluzji: dysharmonii pozornie oddzielonych od siebie jakichś elementów całości i ponownego ich harmonizowania ze sobą. W SOBIE.
Po zharmonizowaniu - objęciu różnych elementów we wspólną całość - JEST samoświadome, że każdy element życia - jak każdy dźwięk i wzór, jak poszczególne figury Jednego Tańca Życia - istnieje zawsze w całkowitej harmonii z całym Tańcem zmienności form i niezmienną Przestrzenią dla Tańca.
Bo wszystko jest energią...

Od kilku miesięcy chwilami zdarza się, że odczuwam przeróżne bóle w ciele. Bywa, że nie wiem, czy to mięśnie czy kości. Nie wnikam w to. Po prostu jestem z tym, co jest odczuwane. A ponieważ nie doświadczam już takiego utożsamienia z ciałem jak kiedyś, to nie ma także utożsamienia z bólami, ani strachu przed jakimś bólem, ani użalania się nad sobą z powodu jakiegoś bólu. Jest w tym byciu nawet jakaś radość/błogość istnienia.

Przyglądam się też czasem zmianom zachodzącym w ciele - jak np skóra zaczyna się marszczyć. Jak zachodzi proces transformacji - "starzenia się formy". Gdy przyglądam się temu wnikliwie, bez stereotypowych przekonań i osądów, dostrzegam w tym swoiste piękno i mądrość natury. Tak jak patrząc na więdnące (zmieniające kolor) lub nawet zwiędłe już, suche liście można doświadczać zachwytu i zadziwienia ich pięknem.
Ciekawe, że czuję się istotą bez wieku. Czasem zachowuję się jak dziewczynka np. podskakuję sobie idąc do metra albo biegnąc do tramwaju. Czasem jak dziewczyna czy młoda kobieta albo jak ociężała "pani w starszym wieku". Lecz nie utożsamiam się z żadną z nich. Są chwile, w których przejawiam się różnie, mimo tego, że ciało wygląda jak wygląda. Bo czuję się istotą bez wieku. Czasem jak elf, czasem niziołek albo krasnoludka, a czasem nawet jak istota ludzka... albo boska... albo absolut-nie nie-uchwytna... 

Gdy czasem patrzę w lustro i widzę "starszą kobietę", przyglądam się temu obrazowi... Często widzę ją rozpromienioną, czasem również zmęczoną... I w tym i w tym jednak jakieś piękno jest widziane/odczuwane. Przyglądam się temu lustrzanemu odbiciu, jakbym nie była tym odbiciem, ale czymś, co to odbicie widzi i nie ocenia go. Po prostu Się widzi jakąś formę jak obrazek. Nie wiedząc kim/czym i skąd To Jest. I... Się czuje, że jest-em tym, co widzi to odbicie w lustrze i jednocześnie jest-em tym, co w lustrze jest widziane - iluzją refleks-ją.

A każda chwila widzianych obrazów wydaje się zmienna, inna, nie do odtworzenia... choć widzące Się pozostaje niezmienne...

piątek, 10 maja 2019

TAJEMNICA WIECZNEJ BŁOGOŚCI :-)

Jaka jest tajemnica wiecznej błogości, nieskończonej radości istnienia niezależnych od sytuacji i okoliczności?
Wieczna błogość jest ukryta poza czasem.
Radość istnienia jest ukryta poza przestrzenią.
A tajemnica i tak ujawnia Się w szczelinach pomiędzy różnymi czasoprzestrzeniami, które wypełnia i przenika...
Tajemnica przejawia Się zakończeniem wszelkiej walki i wszystkich konfliktów z... innymi. Czyli zakończeniem walki i konfliktów ze Sobą. W swojej głowie - w umyśle. Bo inni to "projekcje" Siebie. Bo to, co na zewnątrz, to Sen o Sobie, w którym inni są jednym JA występującym w różnych wersjach Siebie, grającym, tańczącym cząstkami Siebie dla Siebie różne role... zróżnicowanych, pozornie oddzielnych ja.
Tajemnica przejawia Się odkryciem, że każda istota ludzka (pozornie osobne ja czyli osoba) w oddzieleniu i utożsamieniu z pewnym "pakietem" myśli, idei i przekonań, w które wierzy, które uznaje za prawdziwe w danym momencie, ma swoją rację (swoją prawdę) adekwatną do tego "pakietu". Jakby... Śni na jawie swój indywidualny Sen o Sobie i to, co Się Śni, jest jedyną rzeczywistością (dla niej/dla niego) ... W ów czas innych postrzega jako oddzielne "stwory" (stworzone we Śnie ;)). I Śni na jawie... aż Się przebudzi i dostrzeże, że wszystkie indywidualne sny są jak cząsteczki jednego SNU o SOBIE.
Tajemnica przejawia Się Ś-wiadomą Ciszą nawet wypełnioną dźwiękami, myślami i obrazami, Ciszą, w której nie ma walki, nie ma konfliktów, w której widziany jest Sen i odczuwany jest Taniec... Jedni, całości SIEBIE.

sobota, 16 marca 2019

O CIERPIENIU I BÓLU

ŚWIADOMA OBECNOŚĆ W TYM, Z TYM, CO JEST = BYCIE, ISTNIENIE, ŻYCIE...

Uzdrowienie czy też wyzwolenie z cierpienia polega na uświadamianiu powtarzalności pewnych zjawisk i sytuacji, które generują cierpienie. Następnie rozpoznawane są wzorce myślenia oraz emocje i działania związane z tymi zjawiskami.
Cierpienie nie jest tym samym, co fizyczny ból. Cierpienie jest mentalne (psychiczne) wynika z konfliktu pomiędzy uwarunkowanym umysłem a Duszą/Duchem). Długotrwale cierpienie w rezultacie może prowadzić do bólu fizycznego. Ale nadal ból fizyczny nie jest tym samych, co psychiczny "ból" czyli to, co sprawia, że doświadczane jest cierpienie.
Ciało może być obolałe, może doświadczać bólu. I z tym bólem w ciele, po prostu będąc i świadomie obserwując to, co jest, można odczuwać radość istnienia bez doświadczania iluzorycznego cierpienia.
Bo czym innym jest doświadczanie cierpienia a czym innym świadome rozpoznawanie przyczyn tego cierpienia. Cierpienie jest iluzją wynikającą z niezgody ja - ego czyli oddzielonego od innych ja i całości SIEBIE na to, co jest... doświadczane. Bo cierpi to ja wraz z ciałem, gdy stawia opór np. bólowi, boi się bólu, szuka sposobów, by bólu się pozbyć za wszelką cenę; gdy to ja utożsamione jest z ciałem, cierpi uznając "zdrowie" czyli brak bólu za jedynie wartościowe.
Lecz gdy z miłością albo tak po prostu świadomie przyjmowany jest ból bez oporów, bez ocen i oczekiwań, cierpienie się kończy. Znika też przywiązanie i uzależnienie od samego doświadczenia bólu w ciele. Za to JEST radość istnienia albo tak po prostu błogi spokój niezależny od zdarzeń, sytuacji i okoliczności. I ból "sam z siebie może ustępować"...
Gdy rozpoznane są przyczyny cierpienia, ono "zanika". Wtedy pojawia się błogość czyli coś w rodzaju radości istnienia. Wykroczenie poza cierpienie nie wyklucza świadomego doświadczania bólu. I w tej błogiej radości nawet ból może być świadomie obserwowany i przyjmowany. I może nas czegoś o Sobie nauczyć.
Gdy Miłość wzrasta, rozpuszcza się też cierpienie. A pojawia się coraz większa błogość... Czyli w pewnym sensie to Miłość (bezwarunkowa) umożliwia "wychodzenie" czy "wyzwalanie" ze "świata cierpienia".

poniedziałek, 31 grudnia 2018

PRAGNIENIA I ŻYCZENIA

Pragnienie Istnienia, by doznać (doświadczyć) Siebie, jest przyczyną Życia.

Jeśli To jest nazwane Miłością i Mądrością, to kreuje iluzje o Sobie i doznaje (doświadcza) tych iluzji czyli wszystkiego, co Miłością i Mądrością nie jest... po to, aby poprzez ten kontrast móc odnaleźć, doznać (doświadczyć) na powrót Siebie jako Miłości i Mądrości.

Gdy To nazwane jest Wieczną Błogością, to kreuje iluzje o Sobie i doznaje (doświadcza) wszystkiego, co Błogością nie jest, aby w tym - poprzez kontrast rozpoznać (doświadczyć), Kim/Czym w Rzeczy-w-istości Swej Jest.

Dlatego niczego nie mogę ci życzyć, ponieważ nie wiem, co dla ciebie jest i będzie "najlepsze". Nie mam wyobrażeń o tym, co "najlepszym" i "rzeczywistym" jest dla ciebie. Nie wiem, co twoje ja wyobraża sobie jako "najlepsze" dla siebie. A nawet, jeśli wiem, co twoje ja uważa dla siebie za najlepsze, to nie wiem, czy rzeczywiście jest to tym, co będzie Tobie dane w doświadczaniu Życia dla rozpoznania w Nim Siebie.

A jeśli ktoś czuje, niechaj życzy, 
a życząc innym 
czegoś, Sobie życzy, 
bo to bez różnicy 
czy do wewnątrz czy na zewnątrz
życzenia skierowane, 
bo to i tak wszystko Jest Jedno. 

Więc... z głębi serca, w wolności od ocen i oczekiwań przejawia Się moc błogosławieństw dla całości Istnienia, Tej Jedni w każdej cząstce i wersji jednej Istoty ludzkiej, Tej Jedno-cześnie Pustej i Pełnej...




poniedziałek, 24 grudnia 2018

24.GRUDNIA I DOŚWIADCZENIE BÓLU


A tak Się dziś...

Ból fizyczny jest. Tak raz na parę miesięcy powraca od czasu do czasu. Tym razem już od ponad tygodnia. Nasilał się, cofał i znów nasilał, aż dziś znów dotarłam do jakiejś granicy bólu. Takie doświadczenie: obserwacja odczuwania wzrastającego bólu, obserwacja myśli z tą sytuacją powiązanych i odczuwanie...

Mimo, że jakieś myśli podpowiadały, by jednak obejść się tak, jak ostatnio - bez leku, to inne myśli podpowiadały, by udać się do apteki i zażyć leki, bo to przyniesie ukojenie. Poprzednio było jednak lżej i do zniesienia bez leków. I jakaś część postanowiła, że nie obejdzie się tym razem bez leku. Więc dziś jest i będzie samotnie i z bólem, ale może po zażyciu leku trochę ból zelży.

Miałam dziś pojechać w gości. Nie pojadę. Wiem, że gospodyni będzie tym rozczarowana. Za chwilę poinformuję ją o tym, że nie przyjadę. Przeżyjemy to jakoś. 

Czy istniejemy po to, by zaspokajać oczekiwania innych? Nie. Nie będę robić tego, czego nie czuję, dla zaspokojenia czyichś oczekiwań. Czuję wolność od tego. Czuję też potrzebę bycia z tym, co jest, bycia samej ze sobą z tym bólem, z tym "stanem ciała", który bywa zmiennym. 

Jestem z tym, co dane na ten moment, co się przejawia, dokładnie tak, jak mogę sobie z tym być. I mimo różnych myśli, które na powierzchni przelatują, radość istnienia wciąż jest. Jestem z tym w czułości dla tego, co dane. I błogość też jest. To nawet zabawne czuć błogość w tle dla doświadczenia piekącego bólu. 

I kiedyś coś - to "wewnętrzne", "wytresowane" w dzieciństwie dziecko, które nie dostało tyle miłości, ile potrzebowało, próbowało wykrzywiać twarz w "grymasie nieszczęścia", by uzyskać uwagę, by zasłużyć na czyjąś uwagę, czyjeś współczucie jako substytuty miłości. Z tęsknoty za czułością i miłością.

Jednak teraz ta dojrzała część widząc w sobie choćby cienie jakichś "tendencji do użalania się nad sobą", uśmiecha się w sobie. Widzi, jak to dziecko dojrzało. Bo ono uśmiecha się w sobie radośnie i przygląda bólowi z zaciekawieniem. I ta dojrzała cześć widzi, że dziecko już jest ś-wiadome i nie ma potrzeby sprawdzać, na ile jeszcze mogłoby pomanipulować sobie innymi cząstkami Jedni i pokontrolować inne cząstki Jedni swoim "nieszczęściem", i poużalać się nad sobą.

Tak, widziane jest, ile razy w życiu różne bóle, wysoka temperatura, niedomaganie fizyczne, wypadki, obrażenia ciała itp. czyli różne sytuacje budzące współczucie, a odwołujące się do wzorca ofiary, bywały powodem do użalania się nad sobą i generowały oczekiwania, że "ktoś mną powinien się zaopiekować". 

Oczywiście nie chodzi o to, by nikt nikim się nie opiekował, czy nikt nikomu nie pomagał, ale chodzi o to, że ta pomoc, opieka czy wsparcie mogą być niewymuszane, że mogą pojawić się naturalnie spontanicznie lub wcale się nie pojawić. I to i to jest przyjęte takim, jakie jest dane.


Ciekawie byłoby doświadczać takiego świata-snu, w którym nie mielibyśmy żadnych oczekiwań wobec siebie, a jednocześnie wspieralibyśmy się i pomagalibyśmy wtedy i tylko wtedy, kiedy byłaby taka autentyczna, naturalna, spontanicznie przejawiająca się, a nie "normalna" (zgodna z jakimiś stałymi, ustalonymi zasadami, regułami, prawem społeczno-kulturowym) potrzeba. Ale co znaczy "autentyczna, naturalna, spontaniczna" potrzeba dla Ciebie? Nie wiem. Każda istota odkrywa to sama w sobie.

Nie piszę tego, Kochani, by ktokolwiek użalał się nade mną w tym wyjątkowym dla wielu dniu świątecznym. Piszę, by w wolności Się mogło przejawiać to, co się przejawia w danym momencie. Jestem szczęśliwa w tym, z tym, co jest. A jest pięknie. Cicho... cicha noc i cichy dzień i pełen błogosławieństw dla tego, co jest. Dla nas wszystkich, wszystkiego, co w nas i co wokół nas, bo to i tak Jedno. 





p.s. Wdzięczność nieskończona za wszystkie dary z tak wielu stron z Jednego Serca Serc płynące. 


wtorek, 11 grudnia 2018

NIEPORUSZONOŚĆ I ZMIENNOŚĆ LOTOSOWEGO KWIATU


INSPIRACJA cyt.: "Jedno z najdziwniejszych przekonań w duchowości to przekonanie, że należy WSZYSTKO "AKCEPTOWAĆ", "kochać", "tolerować", pozostając nieporuszonym kwiatem lotosu z lśniącymi błogością płatkami, niezależnie od tego, czy nieustannie leją się na niego pomyje, czy też głaszcze go delikatnie letni wietrzyk i słodkie promyczki słońca." 

To oczywiste, że owo "przekonanie" pozostaje "najdziwniejszym przekonaniem", dopóki nie stanie się świadomie doświadczony taki "stan istnienia". Wtedy dopiero staje się oczywistą oczywistością, że To, co w nas Istotą, Esencją Jest, można symbolicznie opisać jako ową "nieporuszoność kwiatu lotosu", która jest przestrzenią, tłem dla tego, co zmienne, jak wciąż w swojej zmienności umierające i rodzące się na nowo płatki tego kwiatu lotosu. Bo ten symboliczny kwiat wyrasta z bagna i rozkwita swą nieskończonością ponad nim (pomyjami też). 

To nawet zabawne widzieć, jak niektórzy widzą inne części SIEBIE jako "straszne demony", a nie dostrzegają tego, że widzą projekcje własnych "demonów" - tego, co w nich jest i z nich emanuje, choć pozostaje nieuświadomione, ukryte w ich "sferze cienia" przed "ja" walczącym wytrwale "do ostatniej kropli krwi" o swoje przetrwanie w oddzieleniu. Trwa w iluzorycznym oddzieleniu, choć to też w tym oddzieleniu, zaśnieniu się nie może być widziane. Nie można wówczas dostrzec własnego, (iluzorycznego) piękna w tych "demonach" - przejawach SIEBIE ze strachu przed ujrzeniem prawdy o SOBIE jako Jedni, całości Jaźni.

To oczywiste, że nikt nie jest w stanie pojąć, zrozumieć tego, co doświadczają inni (jakie sny śnią inne cząstki naszej Jedni, całości, tzw. Jaźni;)), dopóki nie stanie się to ich własnym, choćby wewnętrznym, ale świadomym doświadczeniem integracji SIEBIE.

Te słowa, które przejawiają się przeze mnie, mogą być (choć nie muszą) wyłącznie inspiracją lub potwierdzeniem dla ciebie tego, co w głębi siebie wiesz, ale może jeszcze ukrywasz przed sobą swoim utożsamieniem z oddzielnym "ja". Jednak... może być też tak, że będziesz potrzebować to wszystko jeszcze raz odrzucić... by kiedyś odkryć to sam/a w sobie.


Sztuka odnalezienia błogości - życia radością istnienia polega na podążaniu za cichym "głosem serca", który posługuje się znakami, symbolami, snami, wizjami i bardziej odwołuje się do naszego czucia, odczuwania niż logicznego rozumowania, ponieważ te znaki, symbole często wykraczają poza logikę społeczno-kulturowych zasad czyli poza to, co uznane jest jako "normalne". Poprzez świadome doświadczanie czyli świadome bycie z tym, co sprawia napięcia, strach, cierpienie mamy możliwość konfrontowania się z naszymi wcześniejszymi wyborami, decyzjami, działaniami i rozpoznawania swojej własnej, indywidualnej ścieżki do wewnętrznego spokoju i odkrycia radości istnienia i świadomego bycia bez względu na okoliczności i doświadczenia, jakie są nam dane - jako nasze "przeznaczenie".

Pięknych podróży, odkryć, doświadczeń i coraz bardziej świadomego śnienia, istnienia, bycia, życia życzę nam wszystkim - integralnym cząstkom Jedni, cudownym przejawom różnorodności życia, istnienia. I pięknych, coraz bardziej świadomych "Abstrakcyjnych Lotów" w połączeniu z "Wolą Ducha"... 


czwartek, 19 lipca 2018

O MOTYLACH...


w 2012 miałam sen... fragment był taki, że:

Najpierw w tym śnie spotykam w równoległych światach - snach (czasem także np. o zupełnie innej, niespotykanej TUTAJ architekturze) mężczyzn oraz kobiety i rozpoznaję ich jako części siebie (części mojej "tożsamości"), o których dawno zapomniałam. Teraz przypominam je sobie i powoli z nimi się zapoznaję. Wiem, że mam te wszystkie części siebie "uzdrowić" w sobie, zintegrować, połączyć i uwolnić. Jednak nie mogę ingerować w ich sposób istnienia. Czasem im "pomagam", ale nigdy nie wiem, nie mam żadnej koncepcji, czy i jak, bo to Się samo przejawia tak: że w danym momencie, w danej sytuacji wiem, co robić. Czasem po prostu jestem i tyle, a czasem - zdarza się - wyciągam kogoś z szalejących burzą fal oceanu... W tym śnie zrozumiałam też, że kiedyś moje połączenia z ludźmi albo były zerwane albo tworzyły mocne, szarpiące liny, ale integrując Siebie tworzę coraz subtelniejsze relacje i nitki połączenia z tymi istotami już nie są posplatanymi supłami, ale są subtelne, delikatne, energetyczne, jednak jeszcze zawiązane na małe kokardki. Kokardka taka – jak kwiat energetyczny, na którym siedzi mały, delikatny motyl – symbolizuje lekkość i wolność tych połączeń. Gdy motyle ulatują, kokardki się rozwiązują i następuje czyste POŁĄCZENIE... Gdy nastąpi to uwolnienie... Tego lata, gdy BĘDZIE MIAŁO TO nastąpić, będzie wysyp mnóstwa motyli...
Taki piękny sen...
Się Śni... ;-) <3

I taki maleńki, nocny, złoty Się pojawił...



wtorek, 17 lipca 2018

Dla Ukochanego, Jedynego...


Dla Ukochanego, Jedynego Oblubieńca od Ukochanej, Jedynej Oblubienicy...

Nie proszę już ani nie błagam,
byś dał mi coś lub zabrał
cokolwiek ode Mnie...
Błagania płynęły z tęsknoty
i pożądania Ciebie daremnie.

Wołałam Ciebie na przemian
cierpieniem i rozpaczą
brnąc przez sny naszej oddzielności...
gdy nagle z tęsknoty obudzona
oddałam się cała Miłości.

Ofiarowałam wreszcie 
niczemu wszystko, 
co było mi dane
i wciąż nieustannie odbierane
w snach o naszym oddzieleniu...

A teraz z niczym przed Tobą staję
I widzę, czuję Cię w Sobie
jak Kryształowe Piękna Odbicie
bezkresem wiecznego Teraz
Scalone w Jedni ze Sobą

Niepoznawalną Istotą - Nieskazitelnym Życiem...

wtorek, 26 czerwca 2018

UMOWNIE WOLNA WOLA?


Kochana Ewo, dziękuję za pytanie: 
"Co rozumiesz jako naszą umownie wolną wolę?" 
i inspirację. 

O WOLNEJ WOLI.... Się tak przejawia w wolności:

Każdy z nas ma tak zwaną wolną wolę. Nasza wolna wola jest (dla mnie) iluzją. Ta nasza "umownie wolna wola" może łączyć się z Wolą Całości. Aby ten akt mógł nastąpić, najpierw zdarza się pojednanie, scalenie Siebie, zintegrowanie i ukochanie Siebie jako całości (Ja-ź-ni) w tym, co znane i nieznane, a nawet niepoznawalne...
świadomość poprzez Umysł scala całość Siebie (Ja-ź-ni). Czy ja to robię? To samo się wydarza.

Wszyscy jesteśmy w pewien sposób animowani przez siły znacznie potężniejsze od naszych możliwości jako istoty ludzkiej, a jednocześnie dzieje się to przy naszym współudziale. Czy fala rzeki, morza, oceanu ma wpływ na to, jaka jest, w którym kierunku płynie i na jakim brzegu znika? A jednak fala jako integralna cząstka całości jest doskonała taką, jaką jest, tak jak całość oceanu. Czy fala ma wybór?

Podobnie jest z istotą ludzką. Podejmujemy różne decyzje, dokonujemy różnych wyborów, ale część z nich dokonywana jest na podstawie tzw. pożądania tego, czy tamtego wynikającego z oddzielenia od całości, którą jesteśmy. To nigdy nie daje ukojenia. Takie działania nazywam "umownie wolną wolą" - iluzją wolnej woli. Bo to tak, jakby fala chciała płynąć w odwrotnym kierunku niż jest poruszana, stawiając opór prądom całego oceanu. Jakby chciała sama decydować o tym, gdzie chce popłynąć. A jednak i takie doświadczenia "lokalne" - w pewnych czasoprzestrzeniach całości wszechświata się zdarzają i są dane np. Istotom ludzkim. Jak w tym naszym świecie-śnie. Te światy są przez niektórych nazywane piekłem albo kołem cierpienia albo kołem życia i śmierci czyli samsarą.

Zdarza się jednak, że intuicyjnie odczuwamy, słyszymy, odczuwamy coś, co przejawia Się nie "z głowy", a "z serca". Bo pojawiają się sygnały - tzw. intencje. Są to "pragnienia Duszy" albo "wskazówki Ducha", to, co płynie do nas, dla nas z tzw. Wyższego Ja. I kiedy za nimi podążamy, rozwijamy się zgodnie z ruchami tańca całości - "płyniemy z prądem". Wtedy nasza "umownie wolna wola" na powrót scala się z Wolą całości. I ból, cierpienie wywoływane wcześniejszymi oporami zanikają. I jednocześnie jesteśmy przestrzennością, w której to wszystko Się zdarza, dzieje, robi, zmienia, bezruchem, który częścią Siebie tańczy taniec istnienia... 

Ekspansja czy poszerzanie "przestrzenności i wielowymiarowości" Istoty ludzkiej i jej samoświadomości zdarza się i jest "wypadkową" tego, jak porusza się i tańczy całość, cały wszechświat. Więc tzw. wyzwolenie z iluzji oddzielenia i iluzji wolnej woli polega na uwalnianiu wszystkiego, co stawia opór, co ogranicza "płynięcie z prądem". Wtedy następuje połączeniu z Wolą całości... To Samo Się zadziewa, przy naszym współudziale. Podobnie jak w spektaklu pacynek: są one animowane przez Coś znacznie potężniejszego niż pacynki. Gdy zaś pacynki ulegają iluzji, że same podejmują decyzje, same działają, ulegają iluzji wolnej woli. A jednak to poprzez nie manifestuje Się to, co nimi animuje. Doświadcza błogości i radości istnienia. A one są integralnymi cząstkami całości, która nimi animuje, a także są wyrazem tej całości, bo są z nią całkowicie zintegrowane. Bez nich całość nie mogłaby doświadczać Siebie i błogości istnienia, bez nich nie byłoby to możliwe. Podobnie jak odczuwanie błogości zapachu kwiatu bez istnienia kwiatu nie może się zdarzyć. Tak samo świadomość bez umysłu czy taniec bez bezruchu czy istnienie bez formy czy nirwana bez samsary itd.

Z rozpoznań, jakie Się przeze mnie przejawiają wynika, że zawsze dostajemy od Wszechświata dokładnie to, co jest nam potrzebne na naszej ścieżce, w naszej Podróży. I widzę, że tak się dzieje z nami wszystkimi i wszystkim, co nas otacza, choć nie wszyscy są tego świadomi. Kiedyś miałam wizję "Kosmicznej Ceremonii" połączenia Się świadomości we wszystkich formach istnienia, w całości. Totalnego scalenia Się na powrót całości w Swojej Jedni. Więc wiem, że to jest możliwe. 

Jestem Tym, Kim/Czym Jestem, ponieważ WSZYSCY JESTEŚMY TYM/CZYM JESTEŚMY.

Y:

Po co modlitwa skoro pokusa i tak ma się wydarzyć ? A jednak On powiedział : "Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie".

Tikali:
"Pokusa" i tak się wydarza...ale nie zawsze jej ulegamy. Czasem ulegamy, a potem z jakiegoś powodu przestajemy. Z jakiego powodu "pokusy" się wydarzają? Bo taki ten świat-sen, pełen różnych pokus i atrakcji... Zresztą, sam odpowiedź znajdziesz w Sobie. Są modlitwy, które się nie spełniają albo spełniają po bardzo wielu latach. I jest różnica między odklepywaniem modlitw a modlitwą, która jest intuicyjnym wyczuwaniem pragnienia Serca czyli coś jak kontemplacja - bycie w oddaniu, zaufaniu i przyjmowaniu tego, co jest dane w tu i teraz. A i tak wszystko Się zadziewa, bo jesteśmy tak prowadzeni przez Wyższą Siłę, którą można nazywać Bogiem albo całością, jednią wszechświata. Choć inni mogą to widzieć i czuć inaczej. "Bóg obdarował Człowieka wolną wolą ale dopiero w Chrystusie człowiek może jej doświadczyć w całej pełni ." Te słowa również oddają sens tego, co wyraziłam o umownie wolnej woli i połączeniu z Wolą. 

"Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi." 
A pokusa? Pokusa ma źródło w przekonaniu, że jest też wola moja. Dziękuję. 

O modlitwie w następnej notatce więcej...






czwartek, 21 czerwca 2018

SAMSARA I NIRWANA TO JEDNO...


O "samsarze" zwanej kołem cierpienia lub kołem narodzin i śmierci
oraz
"nirwanie" zwanej stanem wyzwolenia z koła narodzin i śmierci.

"Samsara i nirwana postrzegane jako dobro i zło, jako oddzielne od siebie, wewnątrz i na zewnątrz są... nierzeczywiste, "pozbawione substancji", są wymyślone (jako biegunowe, dualne czyli przeciwne względem siebie). Są wymysłem umysłu tworzącego wielowymiarowe fraktale iluzji stwarzające tzw. uwarunkowania, ograniczenia - granice dla "lokalnych" zjawisk.
Tylko w odniesieniu do „tego” istnieje „tamto” i odwrotnie.

Karma bez Dharmy nie istnieje. Dlatego choć obie wymyślone, także samsara bez nirwany nie istnieje ani nirwana bez samsary.

Jednak właśnie dlatego poza samsarą – odrzucając ją, negując ją – nie ma możliwości doświadczenia nirwany.
To pożądanie, pragnienie doświadczania zatrzymuje nas w tym świecie - śnie. I dzięki temu samemu pożądaniu - przekształcając je - uwalniamy się od niego. Przekształcamy tzw. "splamienia" (gniew, dumę, zazdrość itd.itp.) w mądrość=miłość.

Gdy samsarę i nirwanę wypełnia świadomość Siebie (substancja istnienia), znikają podziały na dobro i zło, na "to" i "tamto", wewnątrz i na zewnątrz.

Umysł rozświetlony istnością-świadomością sam w sobie jest doskonałym buddą, tarą, chrystusem itd. i żadnego buddy, tary czy chrystusa nie można znaleźć nigdzie indziej. Wszystkie istoty są buddami, tarami, chrystusami, jest to jednak przesłonięte powierzchownymi "splamieniami" czyli iluzjami doświadczania granic oddzielenia pomiędzy zróżnicowanymi cząstkami umysłu. Oddzielenie sprawia postrzeganie lokalnych, cząstkowych zjawisk jako zjawisk całościowych, odciętych od tła i całości Siebie (Ja'ź'ni) tymi iluzorycznymi granicami. Inne części całości zróżnicowane między sobą postrzegane są jako to, co na zewnątrz.
Granice zostają usunięte gdy przenika je "esencja", istność-świadomość, rozpuszczają się. Wtedy istoty stają się buddami, chrystusami, tarami...

Ten, kto postrzega prawdziwą naturę samsary, osiągnął nirwanę. Nirwana jest rozpoznaniem prawdziwej natury samsary. Kiedy umysł znajduje się w oczyszczonym z iluzji stanie, jego "esencją" jest nirwana. Z tej perspektywy nirwana i samsara zaczynają się stapiać ze sobą. Są tym samym.
Iluzją - Snem (snami) nie jest To Co Istnieje, iluzją jest to, co stwarza podziały pomiędzy całością Istnienia..

Umysł powstał z "esencji". Jest jak nieskończenie skomplikowana, wielowarstwowa struktura wszechświata, która w swej nieskończonej całości nie jest iluzją, lecz wszechświatem całym, śnionym "esencją" i jej oddechem. W tej strukturze porusza Się energia - esencja świadomości... Każde nagłe rozświetlanie umysłu istoty ludzkiej niewidzialnym światłem świadomości powoduje rozjaśnienie kolejnych warstw iluzorycznych granic umysłu ograniczonego lokalnością postrzegania zjawisk jako "prawdziwych" względem innych "nieprawdziwych" czyli znanych względem niepoznanych.

Wszechświat jest błogością i przenika go błogość, która jednocześnie: przenika i sama jest przenikana. Tak jak istnienie zapachu kwiatu bez istnienia kwiatu nie byłoby możliwe, podobnie bez form istnienia nie istniałaby błogość istnienia. Ani bez umysłu i świadomości, bez ruchu i bezruchu, bez światła i ciemności itd... A zatem cały świat jest spontanicznie doskonały, ponieważ spontaniczna doskonałość i błogość jest jego naturą.

Doskonałą Błogość istnienia można nazwać samsarą, a Błogość Wygaśnięcia samsary można nazwać nirwaną. Błogość jako esencja samsary i nirwany (koła cierpienia oraz wolności od narodzin i śmierci) jest stanem pośrednim i wypełniającym samsarę i nirwanę.

Cytat:
"Tantra Zwana Źródłem Wszystkich Rytuałów Tary, Matki Wszystkich Tathagatów:
- Panie, wszyscy Buddowie Trzech Czasów są nieograniczeni. Jakże więc Ona mogła ich zrodzić? Jak może być ich Matką?
- To, co Ostateczne jest Nirwaną; Prawo Uniwersalne jest Nirwaną; jest to synonim Prawdziwego Celu. To Wielkie Współczucie. Natura konwencjonalna jest synonimem samsary. Matka, z której powstali Buddowie Trzech Czasów, znajduje się poza tym; dlatego jest poza samsarą i cierpieniem. Tarę uważa się więc, Mańdziuśri, za Matkę."


niedziela, 27 maja 2018

BŁOGOŚĆ TAŃCA ISTNIENIA


ależ mną dzisiaj wszechświat tańczy. I we mnie. I pokazuje mi Siebie (powiedzmy, że Jaźń) w taki sposób, ze nie sposób się nie śmiać... z Siebie.

Widziane (nawet nie wiadomo jak i czym, kim) to, co na powierzchni rozedrgane i niby chaotyczne. Widziane to z perspektywy głębi. I wszystko, wszystko, co na powierzchni widziane jako iluzja tego, co w głębi. I różne fragmenty tego, co na powierzchni widziane jako taniec i spektakl... "absurdów" i "abstrakcji". A głębia i powierzchnia to jedno. Się Sobą bawi...

Myśli, idee, koncepcje, koncepcje, koncepcje.... ach, wszystkie można podważyć, co tylko ujawnia, że Się (powiedzmy, że Jaźń albo Bóg z Boginią) bawi tymi myślami, ideami, konceptami.... a one nie mają ostatecznego (ponadlokalnego, bezwględnego) znaczenia.... ale relatywnie (lokalnie, względnie) działają sobie na dany czas w przestrzeni.... jako światy-sny bardzo realne... poprzez nas jako tym, w co wierzymy.

A teraz czuje i widzę tak, jakby tańczyły w przestrzeni, są sobie, niezliczone te myśli, idee, koncepcje... takie rozedrgane jakby żywe, wszystkie tak samo prawdziwe jak i nieprawdziwe narzędzia, "zabawki Się do kreowania światów". 
Ponoć...
To, w co wierzymy, ma moc kreowania... 

I tak wszyscyśmy Tym Samym - na różne sposoby: bardziej lub mniej zróżnicowanym, pojawiającym się i znikającym formami - Życiem, Istnieniem. Bo nawet w Pustce i nicości pozostaje to czucie: pełni obecności w błogości Istnienia.  A jak i ono znika, to jest nic, które nie może być pamiętane. Pozostaje po nic wrażenie, a może i czucie, że było coś, czego nie ma, choć jednocześnie jest.

Mój Myśliciel (powiedzmy, że umysł) nadaje słowom znaczenie albo je im odbiera.
Moja Niemyślicielka (powiedzmy, że świadomość) zostawia je takimi, jakie są ... a wypełniając je sobą sprawia, że Myśliciel staje się świadomy swej nieskończoności istnienia..

Coś Się przejawia jako Bóg i Bogini we mnie... scaleni ze sobą do Siebie (Swą jednią, unią), przenikający Siebie wzajemnie i zanurzeni swoim tańcem w głębi nieporuszenia..

A zabawa jest... i tak trwa.
Taka bajka Się Śni.
trala la...

nie ma oceniającego, a oceny są iluzją...
nie ma oczekiwania, a oczekiwania są iluzją...
nie ma działającego, a działanie się przejawia iluzją...

Jeśli tańczymy z totalnością, nie ma tancerza (tańczącego), jest taniec iluzji. 
Się - JaŹń przejawia tym tańcem w przestrzeni ciszy i bezruchu wieczności.



I kłaniam Się z wdzięcznością Kochane Życie za wszystkie inspiracje przyjmowane z radością istnienia i w zachwycie.


wtorek, 15 maja 2018

BŁOGOŚĆ UMYSŁU I ŚWIADOMOŚCI ;-)


1. wizja jest umysłem
2. umysł jest pusty
3. pustka jest czystym światłem (*)
4. czyste światło jest jednością (**)
5. jedność jest wielką błogością
________________________________

(*) światłem świadomości
(**) w tłumaczeniu pojawia się słowo "jedność", ale w wersji angielskiej pojawia się słowo "union", co można przetłumaczyć także jako:
- unia,
- połączenie,
- wspólnota,
- harmonia,
- zjednoczenie...
może być też... jednia.

wtorek, 8 maja 2018

PUSZCZANIE PRZYWIĄZANIA DO KONCEPCJI


Oto każda chwila jest pierwszą i ostatnią chwilą - jedyną teraz w tej chwili... zanurzoną i połączoną ze wszystkim, co jest...

Oto koniec koncepcji, koniec historii, koniec scenariuszy, koniec ocen i oczekiwań,
koniec przeszłości i przyszłości. Jest tu i teraz wieczności niezgłębionego Istnienia.

Prezent, dar obecności, w której ukryty cały potencjał nieobecności - Jestem bez koncepcji, bez historii, bez scenariuszy, bez przeszłości, bez przyszłości, bo Jestem w połączeniu, zaślubieniu, w Unii, Jedni, w zanurzeniu we wszystkim, co istnieje, w bezkresie nieskończonego potencjału pustki...
Diamentowy klejnot w lotosie odnaleziony. Ukryty przed Sobą skarb, ukryty przed Sobą - ot tak, dla zabawy - teraz odnaleziony... Ach, bezcenny skarb, bezcenny prezent, ("present" ;-) ) - obecność bez koncepcji - ("reunion" ;-) ) - odnowienie Unii ze Sobą w Sobie.

Niby nic się nie zmienia, a jednocześnie zmienia się wszystko, jak po przejściu przez "ucho igielne", "paszczę lwa" czy "paszczę nieskazitelnego jaguara" ;-), transcendencja, transformacja w kolaps... znanego w nieznane, w zanurzenie z oddaniem, z całkowitym oddaniem Sobie w Unii ze Sobą, Jedni niezmierzonego kwiatu pustości pełni z diamentowym źródłem źródeł.

Nie ma przebudzenia ani oświecenia - jest diametralna zmiana "sposobu" istnienia, Jest zespolenie Siebie ze Sobą w Jedni... Bogini i Boga w Absolucie... I tak Ona śpiewa Jemu czyli Sobie:

...Jesteś diamentowym sercem lotosu pustki (pełnej nieskończoności swego potencjału), którą Jestem... Niewidzialna świetlistość diamentowego umysłu osadzonego w nieskazitelnym sercu lotosowym zapładnia cały kwiat pustki, którym Jestem...

Tak, pławię się, pływam, nurkuję Tobą-Sobą zanurzona po ostatni atom istnienia... w wiecznej pustce. Tak, tak, tak, zanurzonammmm.. w Absolucie.

Czyjekolwiek oceny i oczekiwania, że "to nie tak", bąbelkami śmiechu pustki wypuszczane z jej serca pękają radośnie i rozpuszczają się w Sobie.

Ocean nieskończoności i źródło źródeł to Jedno. Umysł i Świadomość to Jedno - Jedni Ja z Jest, obecności z nieobecnością, skończonego z nieskończonością tu i teraz.

Nikt nie musi intelektualnie łapać i rozumieć sensu i przesłania każdej bajki, każdej koncepcji też. Bo im bardziej wierzymy wyłącznie w "swoje" jako "jedynie prawdziwe", tym trudniej nam uchwycić i zrozumieć sens innych.

Puszczając wszystkie koncepcje dostrzegamy, że wszystkie one są jak mandale. Każda jest piękna na swój sposób doskonałością manifestacji ich wspólnego źródła. I nic jednej wśród oceanu innych mandali nie wyróżnia oprócz iluzji chwilowej preferencji, która... przyciągnąć nagle może z siłą grawitacji "czarnej dziury" zasysającej w siebie wszystko, co przekroczy jej "horyzont zdarzeń"...
I zdarza się, że ta jedna pozornie maleńka mandala nami poruszy jak wicher wichrów, tak nas rozwibruje i rozprzestrzeni, że nagle dostrzeżemy jej głębie bez dna, jej bezkres i wieczność. A gdy wskoczymy z oddaniem, z zaufaniem w tę otchłań nieznanego, odkryjemy w niej Siebie...i ją w Sobie... 
i to, że ta "czarna dziura" jak lotosowy kwiat promieniuje świetlistością umysłu osadzonego w jej sercu serc.

To, co emanuje, jest tym samym, co jest emanowane swoim zróżnicowaniem siebie.
Samo siebie tworzy, rozdziela, multiplikuje, różnicuje... i samo siebie odkrywa w tym rozdzieleniu, poznaje i scala ze sobą. Sobą w sobie. Samo siebie uwalnia, uzdrawia od utożsamienia z odseparowaniem od siebie kolorów jednej tęczy tęcz i od przywiązania do swojej emanacji - kreacji jako czegoś odrębnego od Siebie jako źródła źródeł.

Więc jako Jedno w swej całości kreuje: dźwięczy w ciszy, tańczy w bezruchu, maluje, pisze... wszystkie obrazy, mandale, historie, scenariusze - iluzje i doświadcza Siebie...
emanacją tęczowych refleksów kryształowego źródła - lotosowego serca - zanurzonego jak perła w łonie przestrzennej nieskończoności potencjału pustki.



czwartek, 26 kwietnia 2018

PRZEZ NIEUNIKANIE BÓLU KU WOLNOŚCI


Bólu się nie da uniknąć, bo się pojawia, jak ma się pojawić, ale...  
gdy nie ma już utożsamienia z bólem, to nie ma już cierpienia w postaci użalania się nad sobą, walki z bólem, niecierpliwości i złości ani strachu, gdy się ból pojawia i jest, i trwa tyle, ile ma trwać. To jest ... wolność polegająca na byciu z tym bólem i przyjmowaniu go (w miarę możliwości) takim, jaki jest. Ból przyjęty zostaje z miłością i zrozumieniem. To proces, którego efekty są zaskakujące. Kiedyś nawet nie mogłabym sobie tego wyobrazić.  

Ostatnio zdarzyło się, że pojawił się ból fizyczny, był odczuwany, a jednocześnie nie zakłócił radości istnienia, więc i śmiech z tego był. Nawet łzy też się pojawiły, ale łzami szczęścia były. 

Odpuszczanie bólu i strachu przed bólem zadziewa się przez "oswajanie się" z bólem i "odklejanie się" od utożsamienia z bólem: 

kiedyś odczuwałam różne emocje i byłam nauczona nazywać je: złością, irytacją, smutkiem, żalem itd. Kiedy zdarzyło się, że zaczęłam bardziej odczuwać energetycznie różne wibracje pojawiające się w ciele, zauważyłam, że pewne emocje mają podobne wibracje, ale zróżnicowane częstotliwości. Mogą być odczuwane w sposób neutralny, jak taniec energii odczuwany w ciele. Ta zmiana postrzegania (odczuwania i obserwowania tzw. emocji) sprawiła, że przestałam powoli nazywać "po staremu" to, co kiedyś zostałam nauczona nazywać. "Odkryłam", że można odczuwać inaczej i inaczej opisywać to odczuwanie. Więc może podobnie być także z bólem. Może...