Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DOŚWIADCZANIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DOŚWIADCZANIE. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2026

UMIŁOWANIE PRAWDY

Kiedyś zainicjował się we mnie proces prześwietlania oszustw i trików umysłu (świadomości doświadczającej iluzji oddzielenia), według których działałam, a byłam ich nieświadoma. I oddałam się temu procesowi rozpoznawania i uświadamiania różnych wzorców myślowych i działania, który trwał przez lata. Te wzorce to myśli - poglądy, które w dzieciństwie i młodości przyjęłam nieświadomie jako prawdy o sobie, o innych, o świecie itd. A potem według nich nieswiadomie działałam jak marionetka odgrywająca napisaną przez kogoś (jakichś innych) rolę 

Rozpoznawanie tych wzorców i uświadamianie ich bywało na początku bardzo bolesne, ale potem pojawiła się nawet "dziecięca" ciekawość: co jeszcze może się ujawnić, uświadomić, prześwietlić? Miłość jako umiłowanie prawdy wiele lat temu stała się dla mnie drogowskazem. Nie miłość bezwarunkowa kontra warunkowa, ale miłość wszechogarniająca i wszechprzenikająca.

Świat przyciąga nasze zmysły i umysł do akceptowania iluzji, a Duch przyciąga serce i umysł do rozpoznawania prawdy. I życie zawsze weryfikuje wszystko to, czym żyjemy - w co wierzymy, co uznajemy za prawdę. To, czego doświadczamy, jest doskonałym odzwierciedleniem naszego stanu świadomości i poziomu zrozumienia. Dla uwarunkowanej świadomości na etapie poznawania siebie całkowita uczciwość (maksymalna na dany moment) jest niezbędnym warunkiem, inaczej każda droga, każda relacja, w której brak szczerości staje się nieporozumieniem i przynosi rozczarowanie. Każda relacja z kimś lub czymś jest przejawem naszej relacji ze Sobą (Jaźnią).

Na tej ścieżce jest wiele pułapek - takie odkrycia się zdarzały. Im głębiej sięgamy, tym bardziej pułapki stają się "wyrafinowane". Wiedza teoretyczna nie jest tym samym, co prawda płynąca z uświadomienia. To, że ktoś wie na przykład, że "w Boskiej Strukturze Świadomości Absolutnie WSZYSTKO Zrodzone Jest Z MIŁOŚCI" albo "Wszyscy w swojej istocie jesteśmy niewinni i wszystko jest z miłości", wcale nie znaczy, że jest tego świadomy, że wynika to z wewnętrznego doświadczenia, uświadomienia, rozpoznania i urzeczywistnienia Się tej prawdy. A jeśli to tylko wiedza teoretyczna, to w innym momencie ten sam ktoś może twierdzić, że "Małe kłamstewka, żeby nie sprawiać przykrości komuś, są niewinne" i może w taki sposób działać kłamiąc i oszukując. I nawet twierdzić: "Nawet nie umiem kłamać." A przecież na poziomie "skafanderków" ludzkich form wciąż współtworzymy międzyludzkie relacje. I wplatając w nie kłamstewka i kłamstwa współkreujemy taki świat - sen zakłamany tu i ówdzie. 

Tak, w swej istocie wszyscy jesteśmy niewinni, ale w trakcie przebudzania do prawdy odkrywa się, że kłamstwa nie są wyrazem miłości, lecz jej braku. Ulegając iluzji odrębności zapominamy, że jako istoty ludzkie doświadczamy tego, w co wierzymy, bo to w co wierzymy kreuje nam światy do doświadczania. Zdarza się więc, że sami siebie oszukujemy nieświadomie. I kłamiemy dla jakichś korzyści ja - "ego" albo ze strachu przed obnażeniem jakiejś części tego ja - "ego" w obronie ja - "ego", albo dla wygody, "świętego spokoju" czyli w rezultacie nadal dla jakiejś korzyści. To są przejawy umiejętności "mistrzunia iluzji", ja - "ego". 

Takie rozpoznania są w zasobie moich doświadczeń, które prowadzą do ZROZUMIENIA zasad działania zakłamanego świata tworzonego przez to, w co ludzkie istoty uwierzyły w procesie wychowywania w takim świecie - śnie. I właściwie wtedy jesteśmy śnionymi przez taki świat - sen "marionetkami". Utożsamieni z rolami, które odgrywamy nieświadomie, nieświadomie utrzymując kreację zakłamanego świata - snu.


"Mistrzunio iluzji" jak prestigiditator wykonuje misterną, wyrafinowaną pracę próbując naginać różne pojęcia (koncepty) do swoich potrzeb. I na przykład: małe kłamstewka - żeby nie sprawiać przykrości komuś - uznawać za niewinne. Utrzymanie iluzorycznego obrazu siebie jako uczciwej/uczciwego jest niezbędne dla dobrego samopoczucia, ponieważ uwarunkowana świadomość zawsze ma tendencję do dążenia do przyjemności i unikania cierpienia; a dostrzeżenie tego wzorca - tej prawdy w sobie mogłoby sprawić ból. Jednak ten wzorzec tylko wtedy może się rozpaść, kiedy w samoobserwacji i uczciwości wobec siebie możliwe staje się dostrzeżenie i głębokie przeżycie tego wzorca w sobie. Wtedy następuje uświadomienie, a w rezultacie zrozumienie przyczyn i skutków takiego wzorca i uwolnienie go w sobie.

Będąc świadomą myślących się myśli i znając skutki "niewinnych kłamstewek" (z zasobu danych mi doświadczeń i "lekcji") wiem, że nie ma różnicy między kłamstewkami i kłamstwami, dlatego świadomie kiedyś wybrałam uczciwość i prawdę. Przede wszystkim wobec siebie. I odkryłam, że będąc uczciwymi wobec siebie, stajemy się jednocześnie uczciwi wobec innych. Uczciwość i prawda po prostu ze mną rezonują. Kiedy nie jesteśmy uczciwi, wciąż musimy coś ukrywać i udawać, a nasze działania motywuje strach przed obnażeniem. 

I będąc szczerą wobec siebie nie wiem, nie mam pewności, czy kiedyś jakiś strach nie spowoduje, że nagle jakieś kłamstwo się zamanifestuje. Ale jeśli nawet tak się zdarzy, to będę nie będę musiała udawać sama przed sobą, że to się nie zdarzyło, lecz będę świadoma, co i dlaczego jeszcze się ujawniło. Bo rezonuje ze mną bycie w miłości i przy-jaźni ze Sobą.

Czuję miłość i zrozumienie, nawet jeśli ktoś kłamie i oszukuje, bo wiem, że każdy ma swoją „ścieżkę”, swoją prawdę i każdemu dane są takie doświadczenia, jakich potrzebuje. Bo wszystkie nasze ludzkie i wszystkie doświadczenia wszystkich form są doświadczeniami jednej Świadomości, jednego Ducha. I wiem, że nie jest łatwo oddać się procesowi uświadamiania i rozpoznawania tego, w jaki sposób ja - "ego" nami animuje i co przez to współkreujemy na poziomie ludzkich relacji. 

Dlatego jeśli ktoś próbuje wciągać mnie w swoje prawdy o "niewinności kłamstw" i oczekuje ode mnie współuczestniczenia i współtworzenia takiego zakłamanego świata i współuczestniczenia w takim świecie - śnie (próbując narzucać mi swoją narrację i swoje przekonania), ogranicza moją spontaniczność i prawdę, więc odmawiam i mówię: nie, dziękuję.

Kocham Cię ktosiu i błogosławię twoją ścieżkę, twoje doświadczenia, twój stanu świadomości i zrozumienia siebie, twoją prawdę. Może to mądrość a może głupota, może to naiwność z mojej strony - nie wiem, ale wiem, że nie mogę współuczestniczyć w podążaniu za takimi prawdami. Jestem świadoma, że prawdy wyrażane przeze mnie mogą być tak samo względne, że to, co jest wyrażane w danej chwili, nie pretenduje do bycia prawdą absolutną, bo nią być nie może.

Pełna prawda obejmuje wszystkie prawdy względne. A prawdy wyrażane przez nas słowami zawsze są prawdą względną, bo fragmentaryczną, więc niepełną. Można wyrażać coś spontanicznie i prawdziwie na dany moment będąc świadomym, że ta wyrażana prawda też jest względna. A jednak jedne względne prawdy oddalają nas od prawdy obejmującej wszystkie względne prawdy, a inne do niej zbliżają.

Różne prawdy względne współtworzą i podtrzymują różne światy - sny. A jakiekolwiek myśli uznajemy za prawdę, stwarzają one swiaty - sny do doświadczania i otrzymujemy doświadczenia zgodne z tym, w co wierzymy.  

Zawsze doświadczamy takiego świata - snu, jaka jest nasza prawda na dany moment. I czasem dany jest nam wybór: podążać za prawdą, która z nami rezonuje albo z jakichś powodów (iluzorycznych korzyści) poddawać się prawdom głoszonym przez innych. Którąkolwiek z takich względnych prawd akceptujemy, ona zawsze przekształca się w nasze doświadczenia. A życie te prawdy weryfikuje. I poznajemy, czym te nasze prawdy są, jak działają... A uświadamianie ich i zrozumienie prowadzi do wyzwolenia z ograniczeń, które tkały.

Każdy moment może precyzować naszą prawdę i umożliwia otwieranie się na coraz bardziej nieograniczoną prawdę - jeśli jest nam to dane. Życie w zgodzie z prawdą, która może ulegać zmianom, może być redefiniowana i stawać się coraz bardziej nieograniczona, jest manifestacją wolności i miłości Jaźni, Ducha. 

Tak, Jedno, jedna Jaźń, jeden Duch, jedna świadomość doświadcza miliardami form w nieskończonej wielości światów - snów. Wszystkie te światy - sny i formy pochodzą z miłości, ale światy, które współtworzymy tym w co wierzymy - tym, co myślimy i jak działamy - co uznajemy za prawdę, bywają różne. Dlatego nasze doświadczenia też bywają różne. Jedność w różnorodności i wielość w jedności...
Tym Jestem... :)

sobota, 25 kwietnia 2026

"PRZEBUDZANIE", EKSPANSJA ŚWIADOMOŚCI,

 

„Przebudzenie” ze snów o oddzieleniu ja od Ja-źni, (Jedni wszystkiego, wszystkości, całości, Ducha) i jej źródła to doświadczenie, którego następstwem bywa wielka zmiana, jak „kwantowy przeskok”. To proces uwalniania Się od doświadczania światów - snów, w których iluzja oddzielenia uznawana jest za prawdę.

Doświadczanie  "przebudzania" może się powtarzać co jakiś czas i sprowadzać umysło-ciało do coraz głębszego samozrozumienia, samo-świadomości. Wielka zmiana dokonuje się "kroczkami kwantowymi". Za każdym razem jest to inicjacja - przejście do kolejnego „etapu” istnienia, bycia, stanu samoświadomości i postrzegania zjawisk. Inicjacja umożliwiająca manifestację dojrzałości - gotowości do nowego stanu istnienia, postrzegania i nowego sposobu doświadczania.

Zdarza się, że w pewnym momencie kolejne doświadczenie „przebudzania” staje się tak intensywne, że inicjuje głęboką zmianę ku całkiem nowemu sposobowi bycia i postrzegania. Dlatego umysło-ciało w każdym takim doświadczeniu "szaleje, wariuje"... Ograniczony umysł popada w chaos, a ciało doświadcza kumulacji „przedziwnych” symptomów.

Ograniczony umysł czyli to, z czym "ja" jest utożsamione, a nie było świadome tego utożsamienia,  szaleje za każdym razem, kiedy następuję doświadczenie odzierające taki umysł z kolejnych warstw iluzorycznych wyobrażeń o sobie, o innych i o świecie. A to wyobrażenia i projekcje umysł wcześniej nauczył się postrzegać jako jedyną rzeczywistość.

W takim stanie doświadczania "przebudzania" umysłowi zostaje odebrana jego podstawowa funkcja w świecie - śnie o oddzieleniu od całości jaźni – potrzeba ciągłego kontrolowania zjawisk swoimi interpretacjami i podejmowania prób zarządzania tym, co się wydarza. Tak zaprogramowany umysł do tych funkcji nie jest w stanie na przykład uznać prostego, bezmyślnego (bez myśli) stanu bycia - obecności (samoświadomego istnienia Jestem) jako rzeczywistości. ('Tak jak głowa odwrócona tyłem do źródła światła nie jest w stanie zobaczyć źródła światła i widzi tylko swój cień, tak umysł, który nauczył się interpretować tę obecność jako nieobecność, nie jest w stanie dostrzec ani zrozumieć tej obecności.') Chyba, że jakieś doświadczenie "zatrzęsie" i naruszy strukturę takiego umysłu.

Tak zaprogramowany umysł – ja wierzy, że źródło światła istnieje gdzieś poza, wierzy, że od tego światła i jego źródła wraz z ciałem pozostaje oddzielony. Dlatego gdy następuje doświadczenie "przebudzenia" z iluzji - umysł może być nawet przerażony.

Dopiero oswajanie umysłu z tym doświadczeniem sprawia, że umysł jest przestrajany, a przerażenie stopniowo zamienia się w lęk, a następnie w ciekawość. I tak tworzy się nowy sposób postrzegania umysło - ciała w procesie przestrajania. To jednak wymaga przede wszystkim intencji: uczciwości wobec siebie i zaufania do procesu, otwarcia na nieznane. Wtedy proces ten prowadzi do przestrojenia umysło-ciała przez samoregulację i samonaprawę (w tym między innymi układu tzw. nerwowego).

Forma ludzkiego ciała - ten "rozregulowany" wcześniej „odbiornik” - dostraja się do nowego stanu i sposobu istnienia, doświadczania i wyrażania z tej nowej perspektywy postrzegania. Umysło-ciało potrzebuje dostrajania się do funkcjonowania i działania z nowej perspektywy.

Kiedy umysł – ja utożsamiony z ideą oddzielenia od całości Jaźni funkcjonuje w ramach nieuświadomionych konfliktów wewnętrznych, wewnętrznego „rozdarcia”, próbuje przełożyć jakiś wgląd przekraczający jego „dualne postrzeganie” np. dobra i zła na jakiś własny obraz Jaźni, to w rezultacie tych starań tworzy bałagan, popada w chaos. Gubi się w paradoksach. Może nawet interpretować to doświadczenie jako rozpadanie się, burzenie całego świata. I popadając w chaos zaczyna interpretować wszystko, co postrzega jako bezsens i umysło-ciało popada w apatię albo przygnębienie tzw. depresję. To oznaka, że umysł nie radzi sobie z interpretacją "jasności" doświadczenia „przebudzenia”, bo nie jest w stanie tego doświadczenia w pełni przetworzyć. I dlatego umysł domyślnie przyjmuje narrację wyczerpania, a układ nerwowy wraz z całym ciałem podąża za tą interpretacją umysłu. Wtedy bezpieczną przestrzeń dla takiego stanu umysło-ciała może stworzyć skupienie uwagi na obserwacji. Ważne jest stworzenie bezpiecznej, neutralnej przestrzeni obserwującej bez oceniania i oczekiwań.

Jeśli jest już samoświadome, że nie ma "konieczności" porzucenia umysło-ciała w poszukiwaniu ulgi (tym są na przykład próby samobójcze albo narkotyki czy tzw. leki antydepresyjne), lecz "koniecznością" jest przyjęcie, przeżycie i "wybrzmienie" każdego takiego doświadczenia - świadome przeżycie w sobie każdego takiego doświadczenia aż do jego naturalnego wygaśnięcia. Umysł teraz będzie potrzebował bardziej precyzyjnych metafor. (Jak do pisania poezji o prozie życia. ? ) I wtedy możliwym - dostępnym staje się urzeczywistnienie „nowego JA”. Takiego JA, które będzie działać w oparciu o harmonijną "mapę" umysłu, dzięki której także układ nerwowy zrekonstruuje swoje procesy neurochemiczne i znów umysło-ciało będzie mogło działać w harmonii. To możliwe, gdy na przykład umysł odkrywa:

* mogę być miłością i doświadczać radości życia – jestem miłością,

* mogę działać w miłości wiedząc, że wszystko jest wzajemnie ze sobą powiązane – wszystko jest jedną Jaźnią,

* mogę być świadoma, że wszystkie formy są istotne dla Jaźni i współzależne,

* mogę kierować się ciekawością badacza zjawisk i rozpoznawać powiązania przyczyn i skutków działania - jak one wpływają na jako całość,

* mogę być odpowiedzialną manifestacją nowego sposobu działania,

* mogę obserwować myśli i słuchać ciała, jego reakcji na to, co się wydarza i przyjmować taniec energii bez przywiązywania się do myśli i koncepcji, które już ze mną nie rezonują i płynąć swobodnie z prądami Jaźni,

* mogę słuchać tego, co nazywam intuicją i podążać za tym, co intuicja podpowiada.

* mogę ufać tańcom Jedni w nowej relacji ze wszystkością i każdym bytem... i zawsze wybierać to, co ze mną rezonuje.

Forma ludzkiego ciała - ten wcześniej „odbiornik” staje się "generatorem". I umysło-ciało JA może zacząć przeżywać życie jak poezję. Poezja tak jak miłość może pomieścić w sobie wszystkie doświadczenia, nawet najbardziej skrajne, najbardziej ekstremalne... już bez interpretacji, z zaciekawieniem przyglądając się pięknu kolejnych wglądów, rozpoznań albo ich braku. Teraz proza życia staje się poetycką metaforą. Bo umysł – JA może zmienić siebie w metaforę Prawdy. A życie dla umysło-ciała JA staje się sztuką Istnienia w Jedni z Jaźnią w każdym doświadczeniu,w miłosnej relacji z Wielkim Duchem i Źródłem Źródeł...

Inwolucja (kurczenie ku doświadczaniu coraz większych samoograniczeń form, "zniewolenia") i ewolucja (rozprzestrzenianie ku doświadczaniu coraz większej swobody, "wolności") są jak wdech i wydech Absolutu - Wielkiego Ducha.

piątek, 31 października 2025

UZDRAWIANIE CIERPIENIA I ZAGADKA PARADOKSÓW

 Lęk często sygnalizuje zbliżanie się prawdy, której umysł ograniczony przywiązaniem do utożsamień z jakimś pakietem przekonań (myśli, konceptów) obawia się i z którą nie chce się zmierzyć. Nie może z prawdą się skonfrontować, ponieważ został zaprogramowany strachem przed unicestwieniem i nauczył się posługiwania różnymi narzędziami w walce o przetrwanie. Stał się wojownikiem o racje. Wszystkie dostępne mu narzędzia tworzą jego zbroję.

A jaźń domaga się "nagości", autentyczności, spontaniczności, rozpuszczenia granic umysłu - rozbrajania "zbroi". Jaźń napiera na te "zbrojne" granice, by mogły się rozpuszczać, co sprawia ból "uzbrojonemu" umysło-ciału. Psychiczny i fizyczny. Lecz umysł uwarunkowany fałszywymi tożsamościami myli zarządzanie cierpieniem, stresem, lękiem czy kontrolowanie cierpienia, stresu i lęku z uzdrowieniem - rozpoznaniem i uświadomieniem powodów cierpienia, stresu i lęku. Taki umysł różne zewnętrzne sposoby uśmierzania cierpienia traktuje jako leczenie objawów. Gdy uśmierzony objaw "choroby" na moment znika, wydaje się, że "choroba" ustępuje, lecz ona postępuje.

Cierpienie jest językiem jaźni, która napiera od wewnątrz, by wskazać, co jest do uświadomienia (uzdrowienia, rozbrojenia). Wywiera nacisk na to, co wymaga przemiany. Cierpienie służy przebudzaniu. Zamiast unikać cierpienia, można zadać pytanie: co jaźń pokazuje, na co wskazuje, jakie ograniczenia są ujawniane, co mogę zobaczyć i uświadomić sobie?

 Zamiast szukać sposobów tłumienia cierpienia, możesz przyjrzeć się temu, co sprawia cierpienie, na co jaźń wskazuje? Bo zagłuszając cierpienie stawiasz opór jaźni, a to wzmacnia cierpienie. Jaźń wciąż próbuje przebić się przez ten opór. Uświadamianie sobie tego, co nieuświadomione, co wyparte, co odrzucone, co osądzane, krytykowane, co unikane prowadzi do prawdy, którą jaźń objawia.

 Tak zwane przebudzenie nie polega na doświadczaniu wyłącznie transcendentnych wizji czy uciekaniu od człowieczeństwa, ale na pełnym jego objęciu. Nie na wznoszeniu się ponad cień i ucieczce do światła, nie na ucieczce i negowaniu cienia, ale na stawaniu się kompletnym, pełnym.  Nie na udoskonalaniu siebie i byciu dobrym i lepszym, ale na stawaniu się coraz bardziej całym sobą. To droga do pełni, dojrzałości istoty w formie ludzkiego umysło-ciała. To stawanie się w pełni istotą - duszą - świadomością świadomą doświadczeń zmysłowych, ucieleśnieniem samoświadomości, jaźni. Nie przez naprawianie siebie czy doskonalenie jakichś cech osobowości, ale przez uświadamianie i akceptację siebie, która prowadzi do rozpoznania swojej pełni.

Przebudzenie z iluzji fałszywych wyobrażeń o Sobie objawia się uświadomieniem i akceptacją zarówno ograniczeń ludzkiej formy umysło-ciała jak i boskiej oraz ciemnej natury w sobie. Ta akceptacja prowadzi do ujawniania się jedności świadomości w indywidualnej formie ludzkiego umysło-ciała i świadomości we wszystkich formach oraz świadomości poza formami. Jednej jaźni wszystkiego, calego jestestwa.

Osobowość jest narzędziem, maską do odgrywania społecznych ról, formą wyrazu jaźni, a nie tożsamością. Każda impulsywna, emocjonalna reakcja wskazuje na to, co w procesie kształtowania struktury umysło-ciała zostało wyparte do cienia nieświadomości i potrzebuje uświadomienia, przyjęcia, akceptacji. Tak samo każda projekcja ujawnia, co zostało wyparte do cienia nieświadomości i potrzebuje przyjęcia, zintegrowania. Każdy osąd wskazuje na odrzucone aspekty całości. Każda atrakcja wskazuje na nie przeżyty wewnętrznie potencjał.

Im większa ekspansja świadomości - jaźni, tym więcej z tego, co nieświadome zostaje ujawnione, tym głębsza ciemność cienia zostaje oświecona niewidzialnym światłem świadomości.

Bez gloryfikowania cierpienia odkrywa się, że cierpienie służy przebudzeniu jaźni w formie ludzkiego umysło-ciała. Nie ty się budzisz jako Ja, ale przebudzenie następuje jako  integracja świadomości indywidualnej ze świadomością we wszystkich ludzkich formach, a nawet wszystkich innych formach ze świadomością poza formami. Jest to jednoczesne z ekspansją tożsamości Ja. Ja-źni, Ja-śni.

 Życie jest ścieżką duchową - świadomość spoza form doświadcza swojej kreacji (snu o sobie) za pomocą każdej indywidualnej formy ludzkiego umysło-ciała. I wszystkich jednocześnie.

Najtrudniejszy związek czy relacja jest najwspanialszym nauczycielem. Najtrudniejsze doświadczenia umożliwiają ekspansję świadomości, jaźni. Życie wciąż testuje Ja i ujawnia prawdę o kondycji i ograniczeniach tożsamości tego Ja na danym etapie rozwoju - podróży.

Sacrum i profanum jak światło i ciemność, mistyczne i codzienne, Duch i formy, energia i materia zawierają się w sobie wzajemnie współtworząc jedną całość. 

Kiedy od pewnego momentu zaczęło pojawiać się we mnie od czasu do czasu pytanie: gdzie chciałabym się znaleźć, co chciałabym robić, gdybym mogła wybrać w tej chwili? - zawsze wyłaniała się natychmiast prosta odpowiedź: tu, gdzie jestem.

Nie ulegając iluzji zdobywania jakichś celów można być w pełni tu, gdzie się jest.

Ostatecznym przebudzeniem jest samouświadomienie, że ostateczne przebudzenie nie istnieje. 😄 Istnieje istnienie, życie, wieczna samorealizacja w doświadczaniu nieskończonej kreacji... 

Samoświadomość może cieszyć się pojawiającymi się pytaniami wiedząc, że nie ma ostatecznych odpowiedzi. Nieskończoność form i doświadczeń świadomości w formach (materialnych i energetycznych) w nieskończoności światów - snów o sobie jak i wieczność niezmienności świadomości to natura istnienia, życia.

Myślisz, że to paradoks, "że coś tu się nie klei"?  Umysł odcięty (granicami utożsamienia z ludzkim ciałem) od jedności całości istnienia, może jedność nieskończoności form i doświadczeń świadomości w formach oraz wiecznej niezmienności świadomości postrzegać jako logiczną niespójność. Ale samoświadome Ja używające umysłu przekraczającego granice oddzielenia od całości istnienia wie-rozumie, na czym polega "zagadka paradoksów": 

paradoksy nie istnieją po to, by je rozwiązywać, ale po to by mogły zostać objęte i przyjęte jako zróżnicowane między sobą, dopełniające się przejawy tego samego - dwa przejawy jednego zawierające się w sobie wzajemnie. ... Jak choćby w symbolu Tao...

piątek, 24 października 2025

KAŻDA FORMA JEST MANDALĄ (OBRAZEM) DUCHA - ŚWIADOMOŚCI

Duch - Świadomość ma upodobanie w absolutnie wszystkich doświadczeniach dusz - świadomości w formach. Także dusz - świadomości w formach ludzkich umysło-ciał.

Im bardziej świadomie obserwowane i odczuwane jest to, co doświadczane - tym bardziej naturalne, tym bliższe prawdy nie-do-wypowiedzenia staje się każde doświadczenie w każdym momencie teraz, w którym zawiera się wieczność i nieskończoność... 

Świadomość spoza form łączy się ze świadomością w formie, a istnienie obleczone skafanderkiem formy staje się samoświadome. Duch ujawnia spontanicznie swoje połączenie, jedność z duszą doświadczającą ograniczeń formy. Ten akt "jednania Się" zdarza się niby bez jakiejkolwiek przyczyny czy praktyki. Niektórzy nazywają to łaską. Czasem wystarczy intencja. Jednak forma umysło-ciała potrzebuje dostrojenia umożliwiającego to doświadczenie pojednania. 

 Wolna wola świadomości utożsamionej z ograniczeniami umysło - ciała jest ograniczona podobnie jak zakres ruchów, działań, jakie wykonuje na przykład surfer, aby utrzymać się na fali i płynąć na niej. Gdy surfer jednoczy się z falą, poddaje się fali, łączy się z Wolą całego Oceanu i każdy ruch surfera i fali wynika z Tańca prądów całego Oceanu. Gdy fala zanika, surfer zatrzymuje się, nie szuka kolejnej fali, lecz gdy pojawia się kolejna fala, on płynie wraz z nią. I tak się przejawia harmonia istnienia w tu i teraz.

 Ja staje się Jednym z całym Oceanem, z Życiem, Duchem - Świadomością... Ja Jest. 

Świadomość w formie na powrót "staje Się" jednością ze świadomością we wszystkich formach i świadomością poza formami. Choć w prawdzie jest tym zawsze, tylko czasem Ja ulega iluzji oddzielenia i doświadcza tej iluzji jako rzeczywistości. Tak samo dusza doświadczająca formy umysło-ciała nigdy nie jest oddzielona od Ducha. Ale doświadczenie utożsamienia Ja z umysło-ciałem jako odrębnego od wszystkości, całego jestestwa sprawia, że iluzja oddzielenia doświadczana jest jako rzeczywista, realna. 

W doświadczeniu oddzielenia surfer stosując różne techniki, by na przykład "przechytrzyć falę" albo "kontrolować ją", "zapanować nad nią", prędzej czy później zawsze spada z niej, co bywa bolesne... Bo Ja surfera ulegającego iluzji swojej mocy i sprawczości prędzej czy później zawsze doprowadza do konfliktu i cierpienia, a nawet autodestrukcji. Taka mniej więcej jest natura cierpienia...  To nie jest ani dobre ani złe, ponieważ Duch ma upodobanie we wszystkich doświadczeniach dusz...

Wszystkie doświadczenia - czy świadomie czy nieświadomie doświadczane (czy to w jedności czy w iluzorycznym oddzieleniu) - nie są ani dobre ani złe, bo są takie, jakie są... Zaś błogość Ducha mającego upodobanie w absolutnie wszystkich doświadczeniach duszy jest Miłością identyczną z Mądrością. Pokochanie wszystkiego, co wcześniej świadomości doświadczającej Ja uwarunkowanego ograniczeniami umysło-ciała wydawało się niemożliwe do ukochania, jest wyrazem Miłości Ducha do całego s-tworzenia, do manifestacji całego jestestwa... 

Ta Miłość jest naturą Samoświadomości Ja Jestem, jedności Ducha, duszy i umysło - ciała. Ta Miłość jest identyczna z Mądrością manifestowaną umysło - ciałem reprezentowanym przez Ja wolne od ograniczających, iluzorycznych utożsamień, które utrzymują czasem Ja w napięciach, konfliktach, strachu i oporze wobec tej Miłości.

Całość jestestwa - JA JESTEM doświadcza SIEBIE formami ludzkich umysło-ciał na mnóstwo różnych sposobów... I ta całość może się w każdej ludzkiej Istocie odkrywać i manifestować. A życie ludzkie jest doświadczane niezależnie od chcenia lub niechcenia indywidualnego Ja... I  bywa (względnie) bardzo intensywne. Ale jeśli umysło-ciało jest na to gotowe - odpowiednio dostrojone, to przechodzi przez doświadczenia prowadzące do uwolnienia umysło - ciała od ograniczeń utrzymujących Ja w iluzji, do samorozpoznania, samouświadomienia...

Każda forma bez wyjątku jest manifestacją Ducha - Świadomości Istnienia, Życia. Każda forma jest mandalą Ducha - Świadomości. Ale forma ludzkiego umysło - ciała zawiera w sobie potencjał samorozpoznania jedności Ducha i duszy z formą umysło - ciała. Zawiera w sobie potencjał samouświadomienia czyli przypomnienia, że świadomość spoza form ("przed formami') jest jedną i tą samą świadomością w indywidualnej formie ludzkiego umysło - ciała i tą samą świadomością we wszystkich formach, nie tylko ludzkich umysło - ciał, a także  dusza jest tym samym, co Duch. Tak istnienie obleczone skafanderkiem formy ludzkiego umysło-ciała staje się samoświadome jedni całego jestestwa...

sobota, 18 października 2025

Zmienność to jedyna niezmienna stała. :)

 Jesteśmy TYM SAMYM JEDNYM, które postrzega SIEBIE poprzez miliardy ludzkich umysło-ciał... 

Jesteśmy DUCHEM, ŚWIADOMOŚCIĄ, ISTNIENIEM, JEDNOŚCIĄ, która postrzega SIEBIE poprzez całe swoje s-tworzenie, TYM JEST - JEDNOŚCIĄ W WIELOŚCI NIESKOŃCZONEJ WIELOWYMIAROWOŚCI SWOJEJ KREACJI.

KAŻDA FORMA JEST MANDALĄ MANIFESTACJI DUCHA - ŚWIADOMOŚCI.

W każdym momencie teraz jest "koniec i początek, w którym następuje wielki wybuch'. W każdym momencie jestem "nową o-sobą", zmienną mandalą manifestacji niezmiennej ŚWIADOMOŚCI - DUCHA... 

Osobowość jest w swoim potencjale wielowymiarowa, spontaniczna, adekwatna i synchroniczna z tym, co się przejawia po to, by mogła wyrażać prawdę w każdej relacji i sytuacji, w każdym tu i teraz...


niedziela, 3 listopada 2024

WIARA I NIEWIARA W HISTORIE, OPOWIEŚCI, MITY I BAJKI...

 Wszystko, co można słowami pomyśleć, opowiedzieć lub zapisać, to są historie, opowieści, mity i bajki.

Istnienie w formie ludzkiej wymaga istnienia jakiegoś środowiska oraz jakiejś tożsamości (identyfikacji z formą i otaczającym ją środowiskiem). Ludzka forma potrzebuje umieszczenia i funkcjonowania w jakiejś czasoprzestrzeni, dlatego potrzebuje opowieści, historii o sobie i środowisku. Tożsamości istot ludzkich kształtuje wiara lub niewiara w jakieś historie, opowieści opisujące środowisko i promujące pewne wzory myślenia, zachowania, działania istot ludzkich i jakieś wartości. Te wzory i wartości mają wpływ na ludzkie doświadczenia.

Różne historie opisują różnie środowisko i promują różne wzorce myślenia i zachowań oraz różne wartości.

Istota ludzka potrzebuje w coś wierzyć. Nie ma możliwości w nic nie wierzyć, ale może wierzyć w nic. :)

Są historie, których nauczyliśmy się w dzieciństwie w procesie wychowywania. Uwierzyliśmy, że są prawdziwe. Potem słuchaliśmy różnych opowieści od różnych spotykanych ludzi i w szkołach, na różnych etapach nauki. I uczyliśmy się w te historie wierzyć, uznawać je za prawdziwe albo nieprawdziwe.


Oglądaliśmy telewizję, słuchaliśmy radia, słuchaliśmy różnych opowieści różnych ludzi. Część z nich uznawaliśmy za prawdziwe - wierzyliśmy w nie, a w część z nich nie wierzyliśmy. W ten sposób uczyliśmy się wybiórczo jedne opowieści traktować jako prawdziwe, a inne jako nieprawdziwe.


Niektórzy oglądali filmy, czytali różne opowieści w książkach i też traktowali je jak prawdziwe. Nawet te zwane science-fiction. Jak to możliwe? Ano możliwe. :)

Każda opowieść opisuje jakieś charaktery postaci, wzorce myślenia i zachowań oraz doświadczenia. Każda opowieść promuje jakieś wartości albo antywartości. Każda opowieść może z nami rezonować albo nie, ponieważ...  tożsamości (identyfikacje) istot ludzkich kształtuje wiara lub niewiara w jakieś historie promujące pewne wzory myślenia, zachowania, działania i jakieś wartości.

Jeśli ktoś wierzy w jakieś opowieści, dane mu są i będą doświadczenia, które związane są ze wzorcami i wartościami promowanymi przez te historie. 

Bywają opowieści, które opisują doświadczenia prowadzące do uwolnienia od traktowania narzuconego obrazu tego egotycznego świata jako jedynej rzeczywistość, do uwolnienia od egotycznych wzorców myślenia i działania oraz związanych z tym doświadczeń. Istnieją opowieści, które wskazują na możliwość "wyzerowania" i uwolnienia się od wszystkich tożsamości, które traktują doświadczany świat jako jedyną rzeczywistość. Jedną z takich moich ulubionych opowieści jest ta o końcu epoki Kali Jugi :)...

Gdy Maha Kali widzi nadmiernie rozwijające się ego, wówczas powraca. Ona widzi to ego jako przyczynę upadku i autodestrukcji istoty ludzkiej. Maha Kali odczuwa ból, dostrzega samotność, nieszczęście i cierpienie istot ludzkich doświadczających oddzielenia od swojego źródła i esencji całości siebie.


Maha Kali przez egoistycznie uwarunkowane istoty ludzkie jest postrzegana jako okrutna Bogini, bo jest "niszczycielką ego". Stąd niektóre jej wizerunki "zieją okrucieństwem". :) Jednak Maha Kali jest pełna miłości i współczucia. Jest też aspektem niepoznawalnej głębi całości, która może wchłonąć w siebie całą energię tego egotycznego świata wraz z wzorcami, tożsamościami, wartościami i doświadczeniami ego. Może też wchłonąć wszystkie historie, opowieści istot ludzkich w siebie i...

Energetyczne wzorce pochodzące z egotycznego świata w bezkresności Kali ulegają anihilacji, prują się i zerują.


Nie jest to wcale proces całkowitego unicestwienia. Anihilacja następuje wtedy, gdy cząstka i antycząstka (jak materia i antymateria czy wszystko i nic :)) przy spotkaniu ze sobą zamieniają się w fotony – energię “światła”, które ma zakres widzialny i niewidzialny oraz naturę korpuskularno-falową. Inaczej można by powiedzieć, że ta energia jest "zerowana" i zamienia się w "czystą energię" bez żadnych zapisów. A z tej "czystej energii" mogą się wyłaniać, tkać i wyśniewać całkiem inne światy… światy harmonii, piękna, radosnego życia w błogości istnienia...

To w co wierzymy ma moc kreowania. A to, co jest kreowane, staje się doświadczane. Wierząc tylko w opowieści, które kreują świat funkcjonujący według egotycznych wzorców i uznają go za jedyną rzeczywistość, zazwyczaj nie jesteśmy świadomi wszystkich naszych wierzeń i tego, co swoją wiarą zasilamy. Dlatego poznanie siebie polega między innymi na uświadamianiu sobie tego, w co nauczyliśmy się wierzyć, w jakie historie uwierzyliśmy, jakie opowieści wciąż sobie opowiadamy i jakie doświadczenia dla siebie kreujemy.

środa, 28 lutego 2024

PRZYWIĄZANIE DO WIEDZY ILUZJĄ MĄDROŚCI

  Wolność od przywiązania do wiedzy i utożsamiania siebie z różnymi myślami, konceptami, ideami ograniczającymi to, co jest doświadczane, postrzegane i poznawane, jest cechą mądrości...

Przywiązanie do jakiejkolwiek wiedzy ogranicza i warunkuje ludzki umysł. Taki umysł ograniczony przywiązaniem do jakiegoś zakresu wiedzy ma tendencje do utrzymywania swojej ograniczoności i realizowania tej wiedzy nawet, gdy jest mu dostarczana mądrość, która wskazuje na możliwość przekroczenia tej ograniczoności. 

Nie chodzi tu o przyjmowanie nowej wiedzy. Ta może być przyjmowana albo ze strachu albo dla jakichś korzyści. Chodzi o uwalnianie umysłu z ograniczeń blokujących dostęp do mądrości. 

Uwarunkowany umysł woli operować w ramach ograniczoności wiedzy niż otworzyć się na nieznane. Traktuje swoją ograniczoność jak drogocenny skarb, którego boi się utracić. Ograniczony umysł bywa nazywany ja-ego, ponieważ jego struktura utkana jest z przywiązania do przekonań (idei, konceptów, myśli) będących fałszywymi wyobrażeniami o sobie, o innych i o świecie. Te wyobrażenia ograniczonego umysłu ja - ego sprawiają, że boi się ono unicestwienia. Lecz żeby granice jego ograniczoności rozpuściły się, to ja - ego musiałoby zrezygnować z przywiązania do tego, co wie, w co wierzy, co chce osiągnąć i zdobyć (czego pożąda) dla siebie. A nie chcąc stracić tego, co jest dla niego wartościowe z powodu przywiązania wciąż zasila się wiedzą będącą fałszywymi wyobrażeniami. Jest otwarty na nową wiedzę, ale wyłącznie taką, która wzmacnia ograniczoność umysłu.

Ja - ego wyobraża sobie między innymi, że rezygnacja z przywiązania do tego, co wie, w co wierzy i chce wierzyć (czego pożąda), byłaby jego śmiercią. Wierzy, że wtedy stałoby nikim, zapadłoby się w nicości, więc funkcjonuje kierowane strachem przed unicestwieniem. Nie wystarcza mu wyobraźni, by sięgnąć poza swoją ograniczoność. Pochłania i zasila się wyłącznie wiedzą, która wzmacnia struktury jego ograniczeń.  Szuka takich idei i koncepcji (wiedzy), które służą zabezpieczaniu się przed tym, czego się boi. Podąża za takimi ideami i koncepcjami, które mają zapewnić mu stałe szczęście i bezpieczeństwo. Stąd bierze się między innymi negowanie transcendencji i wiedzy o doświadczeniach mistycznych czy doświadczeniach wykraczających poza ograniczenia umysłu ja - ego. Nie wierzy, że owa nicość, pustka jest rodzajem czarnej dziury, w której zachodzi proces podobny do anihilacji, transformacji, w którym ja - ego uwalnia się od ograniczeń umysłu i staje się nikim. A stając się nikim - staje się wszystkim. Ograniczenia umysłu rozpadają się i uaktywnia się ponadintelektualne zrozumienie, czym Jest jako Ja o nieograniczonym umyśle.

Ja nieprzywiązane do żadnych idei, koncepcji (żadnej wiedzy) ma nieograniczony dostęp do różnych warstw i obszarów uniwersalnego, nieograniczonego  utożsamianiem siebie z ideami, konceptami i myślami umysłu. 

Natomiast ograniczone ja - ego zawsze próbuje budować takie systemy zależności, które mają mu dać poczucie bezpieczeństwa, dobrobytu, sprawczości, kontroli i szczęśliwości. Coraz bardziej rozwijające się ja - ego w ten sposób coraz bardziej uzależnia się od tych systemów. A te nigdy nie dają trwałego szczęścia i poczucia bezpieczeństwa w świecie konstruowanym przez ograniczone umysły. I to, co jest, nigdy nie jest wystarczające dla ja- ego, nie jest w stanie zaspokoić nigdy nienasyconego pożądania ja-ego. Za to zawsze w rezultacie te struktury generują kolejne konflikty i sprawiają cierpienie: ból mentalny (opory i niezgoda na to, co jest, co się jaźni) i ból fizyczny (konsekwencja tych oporów, niezgody i napięć), z którymi ja-ego nie umie się nie-utożsamiać.

Trwała szczęśliwość czy raczej błogość i spokój istnienia oraz radość życia dostępna jest jedynie wtedy, gdy Ja nie jest przywiązane do żadnych idei, koncepcji (do jakiejś wiedzy), nie jest skonfliktowane z tym, co się przejawia, co się jaźni. To Ja ma nieograniczony dostęp do różnych warstw i obszarów uniwersalnego umysłu. Jest samoświadomym Ja Jestem, ponadintelektualnym zrozumieniem. Wówczas działa spontanicznie i w każdej chwili, w każdej sytuacji ma dostęp do takiej wiedzy, która jest najdoskonalsza na dany moment, która ma potencjał rozwiązywania konfliktów tworzonych przez ograniczone umysły ja-ego. 

Nie znaczy to, że samoświadome Ja, które Jest nie korzysta z jakichś idei, koncepcji, myśli, ale nie przywiązuje się do nich. Dlatego może działać spontanicznie, bez  przywiązania do idei, koncepcji, myśli w radosnym natchnieniu oraz bez przywiązania do rezultatów tych działań.

Ja - ego zawsze dokonuje błędnej interpretacji doświadczeń i w ten sposób generuje kolejne swoje tzw. karmiczne doświadczenia. Całkowite utożsamienie z doswiadczaną formą i tym, czego ona doświadcza sprawia, że świadomość pogrąża się w doświadczeniach i wówczas nie jesteśmy w stanie rozumieć natury doświadczeń. Także całkowite utożsamianie się z wiedzą o sobie, o innych i o świecie ogranicza zrozumienie natury doświadczeń. 

Dlatego ja - ego błędnie interpretuje doświadczenia świadomości grzęznąc coraz głębiej w sieci fałszywych wyobrażeń i interpretacji. Przeżywa wówczas doświadczenia emocjonalnie, bezrefleksyjnie, nie obserwuje w nich siebie i nie zdaje sobie sprawy z tego, że...

wszyscy jesteśmy świadomością (jednocześnie duszą i Duchem) doświadczającą skutków przywiązania do różnych idei, koncepcji, myśli (do wiedzy), które malują obrazy tych fałszywych wyobrażeń o sobie, o innych, o świecie. To przywiązanie uniemożliwia dostrzeżenie przyczyn i skutków naszych doświadczeń oraz źródła wszystkich doświadczeń.

Szczerze nie wiem, kim - czym jestem w swojej esencji. Absolutem wypełnionym swoją kreacją, pustką pełną nieskończonego potencjału, niczym i wszystkim, niezmiennym doświadczającym zmienności? Opisami nieopisywalnego? 

W prawdzie po prostu jestem... Poza słowami, poza myślami, poza pojęciami i obrazami... I jestem tym, co nazywane bywa świadomością. Świadomością świadomą, że to coś, co jest - czym jestem, jest wciąż tym samym - niezmiennym pomimo zmian, które wciąż zachodzą w tym niezmiennym. Pomimo zmian, które zachodzą także w osobowej formie ludzkiego ciała, w fizyczności i psychice, w umysłowym i zmysłowym oraz ponadzmysłowym postrzeganiu i w rozumieniu różnych zjawisk.

Jestem czymś, co może być świadome swojego istnienia, lecz nie wie, kim - czym jest w swojej esencji. Nawet obserwując różne zjawiska w tym także myśli, idee, koncepty, wyobrażenia i marzenia w głębi siebie nie wie, kim - czym naprawdę jest w swojej istocie, esencji. Ale może obserwować różne myśli, idee, koncepcje, zjawiska oraz to, co zadziewa się w ludzkim umyśle i w ciele ludzkim. Może doświadczać i obserwować lokalne przejawy umysłu, który ponadlokalnie jest snem świadomości - absolutu o sobie. Jest kreacją, stworzeniem, ruchem w bezruchu, wiedzą w niewiedzy... 

To, co jest na zewnątrz postrzegane i to, co wewnątrz pochodzi z uniwersalnego umysłu jako lokalne przejawy. 

Mogę utożsamiać się z myślami i odczuciami albo mogę nie utożsamiać się z nimi. Mogę utożsamiać się z ciałem i rolami odgrywanymi przez to ciało albo nie utożsamiać się. Mogę także jednocześnie utożsamiać się z bezruchem i ruchem, niezmiennością i zmiennością, ponadlokalnością i jej lokalnym przejawem...

A gdy obserwuję to wszystko nie utożsamiając się z tym, co widziane, widzę jakby to wszystko samo się zadziewało, bez mojego udziału. Jakby Coś niezmiennego obserwowało taniec czegoś zmiennego. A jednak to niezmienne i zmienne to jedno Coś jakby o dwóch cechach.

Wiem jakby ponadintelektualnie i czuję jakby ponadzmysłowo, że wszystko, co zadziewa się, tańczy (pojawia i znika) we mnie. Jednocześnie czuję jakby ludzkie ciało było we mnie i ja w nim. I to ciało jest rodzajem kotwicy zarzuconej w porcie jakiegoś świata. I dzięki tej kotwicy doświadczam postrzegania zjawisk tego konkretnego świata. Zjawisk, które wynikają z praw, przekonań i zasad działania w tym konkretnym świecie. Poznaję przyczyny i skutki tych różnych praw, przekonań i zasad działania poprzez doświadczenia uczestnictwa i współdziałania (gdy utożsamiam się z jakimiś myślami - konceptami na temat siebie i zjawisk tego świata) oraz przez obserwację. 

Jednocześnie dzięki temu zakotwiczeniu w ciele jaźnią się różne wizje i sny, które są doświadczeniami z innych, czasem całkowicie odmiennych światów, w których poznaję inne zjawiska wynikające z innych praw oraz zasad działania. I fascynuje mnie poznawanie i integrowanie tych różnorodnych światów w sobie. A jednocześnie (jakimś cudem ;)) odkrywam, że pragnę dla siebie i wiem o sobie coraz mniej i niczego nie wiem, niczego nie chcę dla siebie - mał-ego ja. A i tak coś wciąż pojawia się, tańczy i znika we mnie...  Ja w Jest.

Samoświadome Ja, które Jest dostrzega, jakim cudem jest jaźń i uniwersalny umysł - kreacja świadomości doświadczającej zabawy w poznawanie siebie ukrytej w jaźniącej się swej kreacji. I wie, że wszystko jest doskonałe takie, jakie jest.

Z perspektywy ograniczonego umysłu ja - ego czyli każdego ja oddzielonego od swego źródła - źródła całego s-tworzenia ta zabawa bywa postrzegana jako okrutna. Lecz z perspektywy świadomości (wiecznej, niezmiennej, nieskończonej, nieograniczonej, ponadlokalnej), która bawi się swoim własnym stworzeniem (czasowym, zmiennym, skończonym, ograniczonym, lokalnym) całe stworzenie i zabawa świadomości w doświadczanie poznawania siebie w swojej kreacji są doskonałe. 

Każda myśl i koncepcja, idea jest podobna do rośliny, która dla jednego może być trucizną, której trzeba się wyrzekać, dla drugiego lekarstwem, a dla trzeciego zwykłym pokarmem. Jednak również dla jednego (na przykład na jego różnych "etapach rozwoju" - różnej samoświadomości) ta sama roślina najpierw może być trucizną, następnie lekarstwem, a potem zwykłym pokarmem. Roślina sama w sobie jest neutralna, a jednocześnie zawiera w sobie potencjał bycia postrzeganą i doświadczaną jako: trucizna, lekarstwo i zwykły pokarm. 

Jeśli umysł ogranicza wiedza generująca strach, myśli mogą stać się trucizną.

Jeśli umysł ogranicza wiedza generująca potrzebę uzdrawiania, myśli mogą stać się lekarstwem.

Jeśli umysł jest wyzwalany z ograniczeń, myśli mogą stać się pokarmem wspierającym proces wyzwolenia...

ciąg dalszy tutaj:

INTENSYWNY CZAS ZMIAN I DWA KIERUNKI TRANSFORMACJI: 1. PODDANIE SIĘ NOWEMU OPROGRAMOWANIU DUALNEGO ŚWIATA ALBO 2. PRZEBUDZENIE ZE STARYCH PROGRAMÓW DUALNEGO ŚWIATA KU WOLNOŚCI OD NOWYCH

sobota, 5 marca 2022

GDY PRAGNIESZ POKOJU, MIŁOŚCI I PRAWDY...

 Gdy w umyśle chaos i konflikty, 

pokój na świecie nie jest możliwy.

Światowe konflikty są manifestacją ludzkich umysłów. 

Różne Ja przywiązane do jakichś konceptów i przekonań tworzą konflikty i zwalczają się wzajemnie w walce o prawdę i racje, więc...

Gdy prosisz o pokój, stań się pokojem. Nie udawaj, że walczysz o pokój, gdy żądasz go od innych, a sam nim nie jesteś. Walcząc o pokój burzysz pokój w sobie i sam siebie ranisz.

Gdy tęsknisz za prawdą, sam stań się prawdą, którą jesteś. Lecz nie rozumiejąc względności ludzkich prawd, sam niszczysz w sobie prawdę, którą jesteś.

Gdy pragniesz miłości, stań się miłością, którą jesteś, zamiast oczekiwać jej od innych.

Gdy pragniesz uczciwości, zrozumienia, sam stań się tym, czego pragniesz, zamiast oczekiwać tego od innych.

Bo nie możemy doświadczać i otrzymywać niczego innego niż to, czym sami jesteśmy i emanujemy. 



piątek, 4 lutego 2022

PODRÓŻE PO RÓŻNYCH ŚWIATACH... I PRZEKRACZANIE GRANIC

Ponoć konieczność przetrwania za wszelką cenę jest dla człowieka podstawą jego egzystencji. A największy strach to strach przed śmiercią, utratą zdrowia i niepełnosprawnością. Dążenie do utrzymania zdrowia za wszelką cenę oraz do powiększania bogactwa, w którym upatrywane jest pozorne bezpieczeństwo wynikają z tej potrzeby przetrwania za wszelką cenę. Te działania są uwarunkowane silnym utożsamieniem z fizycznym ciałem. Wtedy strach przed śmiercią ciała jest strachem przed unicestwieniem, zanikiem w jakiejś nicości, niebycie. To strach przed nieznanym. 

Strach, który mimo życia w zdrowiu i obfitości wciąż zatruwa radość życia człowieka doświadczającego ciągłego braku, nienasycenia, niepokoju o byt... i prowadzi do utraty zdrowia. Ten strach generuje potrzebę kontroli nad życiem i wszelkimi zjawiskami natury, także nad innymi ludźmi. Uaktywnia walkę o o byt, następnie walkę o władzę, o własność, o panowanie nad materią i energią, nad innymi itd. Co z kolei prowadzi do różnego rodzaju manipulacji w tym oszustw, kradzieży, zagarniania, anektowania, przemocy - wszystkiego, co służy osiąganiu celów za wszelką cenę.

Strach przed nieznanym generuje potrzebę walki o jak najdłuższe przetrwanie w jednej formie cielesnej. Czasem nawet za cenę wyrzeczenia się tego, co jest postrzegane i odczuwane jako dobro. Bo np. jako dobro można postrzegać życie ludzkie. Jednak zawsze może znaleźć się jakieś "wyższe dobro", które pozwoli zabić siebie albo innego człowieka, wykorzystać go, zniewolić, nawet torturować czy wykonywać na nim eksperymenty... w imię innego względnego dobra uznanego przez kogoś lub grupę ludzi za "wyższe dobro". Jeśli w tym świecie najwyższym dobrem jest życie ludzkie, to czy może istnieć jeszcze wyższe dobro, które pozwala człowiekowi wykorzystywać, niewolić a nawet zabijać człowieka? A może dobro jest po prostu względne i co dla jednego jest "wyższym dobrem", dla drugiego już nie jest? 

Nie oceniam zróżnicowanego postrzegania dobra i zła jako dobre lub złe.  Po prostu wiem, że różnym istotom ludzkim dane są różne doświadczenia z powodu ich różnych wyobrażeń o sobie, o innych, o świecie oraz o tym właśnie, co jest dobre a co złe. 

W pakiecie moich doświadczeń w tym świecie znajduje się doświadczanie większego strachu przed życiem niż przed śmiercią. Ten świat w młodości wydawał się niesprawiedliwy, okrutny, wypełniony po brzegi kłamstwami i cierpieniem... Cierpiałam. Negowałam w sobie ten świat do tego stopnia, że chciałam się zabić, bo śmierć wydawała się jedynym sposobem uwolnienia od cierpienia. Powody swojego cierpienia upatrywałam w tym świecie i w innych ludziach, bo nie byłam w stanie dostrzec ich w sobie. 

Doświadczałam w tym świecie też strachu przed ciemnością, lęku wysokości, przed odrzuceniem itp. I te różne strachy i lęki - gdy były z czasem oswajane - zanikały...

Pojawiało się też wiele snów, wizji i wglądów ujawniających (uświadamiających) istnienie w bardzo wielu, bardzo różnych światach - snach. Umierałam w nich w ciałach różnych kobiet i mężczyzn wiele, wiele razy, na różne sposoby. Doświadczałam istnienia i śmierci różnych form. Przechodziłam też przez doświadczenia strachu przed nicością, niebytem, bo doświadczając życia w jakichś formach wierzyłam, że poza istnieniem w formie materialnej, w jakimś ciele nie istnieje żadne inne życie, żadne kontinuum. Że jakiekolwiek kontinuum poza tą jedną formą zawsze aktualnie doświadczaną nie istnieje. Że poza formą jest nicość, niebyt. Utożsamienie z tym konceptem było doświadczane i zostało uświadomione w jednym ze światów - snów ciągłej walki o energię, którą trzeba było kraść innym w celu przetrwania. Kiedy znalazłam się w takim świecie  - śnie, poczułam przesycenie i zmęczenie uczestniczeniem w ciągłej walce o energie. Bo nagle pojawiło się uświadomienie, w czym uczestniczę - w grze pt. walka o energię, która nie ma końca.  Wszystkie istoty w tym świecie bały się nicości i dlatego wciąż uczestniczyli w walce o przetrwanie utrzymując taki świat. Nie mogli przestać walczyć, nie wierzyli, że coś innego poza tym światem może istnieć. Bali się nicości. Nieświadomi, że boją się nieznanego. To, co pozornie zostało poznane stwarzało granice i reguły tego świata - snu.

Wtedy mimo strachu przed nicością podjęłam decyzję wyjścia z tego świata - nawet gdybym miała zaniknąć w nicości i niebycie. Niezasilana energią z zewnątrz zaczęłam zanikać. To było jak odczucie rozpadania - jakby jakaś struktura utworzona z gęstek energii rozpadała się na atomy, atomy rozpadały się na fotony, aż do zaniku jakiejkolwiek formy drgań; Zadziwienie moje było ogromne, gdyż niby przestalam istnieć, a w tej nicości - pustce okazało się, że jest jakieś kontinuum - coś jak samoświadomość istnienia (JESTEM) bez żadnej wiedzy, bez wiedzy o tym, kim, czym jestem. To jest bycie bez utożsamienia z jakąkolwiek formą a nawet bezforemnością. Choć na zasadzie porównania z istnieniem w formie, życiem w ciele mogłabym opisać to jako stan świadomego istnienia bezforemnego.

I na początku sprawiało ogromną trudność utrzymanie się w tym stanie, bo coś mnie z tej pustki dwukrotnie wywalało do tego samego świata. Ale wtedy już byłam świadoma, że wracałam do tego samego świata walki i natychmiast podejmowałam tę samo decyzję o gotowości powrotu do nicości. Podejmowałam tę decyzję zaniknięcia w nicości w sumie trzykrotnie. Aż znalazłam się w tym tu świecie. Potem spontanicznie pojawiały się wizje i doświadczenia "wchodzenia" w ten stan i oswajania się z nim już w tym świecie i tym ciele.

Uważna samoobserwacja (badanie w sobie) różnych doświadczeń - tych na jawie, w snach i wizjach - poszerza naszą perspektywę postrzegania siebie,  uwalnia od przywiązania do różnych przekonań i utożsamień, także od różnych strachów... 

Wtedy poczucie bezpieczeństwa może być odkryte na przykład w odczuwaniu w sobie spokoju i ciszy (a nawet radości życia, błogości istnienia) bez względu na sytuację i okoliczności. Ten spokój i cisza są jak przestrzeń dla tańca wszystkich doświadczanych form, ich wzajemnych relacji i sytuacji... spokój i cisza jak przestrzenność wypełniająca wszystko Sobą. 

Stąd płynie i przejawia się szacunek do natury, do życia, do jego różnych form, także do ciała. Proste dbanie (w miarę możliwości) o potrzeby, a nawet preferencje ciała samo się robi. Bo to w tym świecie jest naturalne i piękne. Tu nie ma strachu przed śmiercią tego ciała. Ani przed zmianą formy czy nicością - pustką. Jest jak jest, a co i jak będzie - tego nie wiadomo. I to też jest naturalne i piękne. Bez napięcia, bez konfliktów w przepływie się tańczy.

Istnieją też inne światy- sny takie jak świat wirtualnych cząstek, które aby mogły zaistnieć przez jakiś czas, muszą pożyczyć energię z banku energii na określony czas. Potem cząstki zanikają.

Istnieją też takie światy, w których cząstki w tańcu energii spontanicznie pojawiają się w przestrzeni. W takim spontanicznym tańcu zderzają się ze sobą, łączą i współtworzą coraz większe formy, coraz bardziej skomplikowane, tworzą formy ciał, które są postrzegane jako materialne obrazy. Pojawiają się, ulegają transformacji i stają się jakby pokarmem dla innych form i ciał.

Istnieją też takie światy, w których świadomość staje się świadoma tańca form, śniących się snów i bawi się w wybieranie różnych doświadczeń w różnych światach - snach...

środa, 20 maja 2020

MYŚLI, SŁOWA, ŚNIENIE I PRZEBUDZENIE

O czym się myślą myśli? O lęku czy miłości? O spokoju i ciszy czy o tym, że "coś powinno być inne niż jest"? O zanurzeniu w Źródle, Sercu Serc czy o "potwornościach świata" i "strasznych scenariuszach przyszłości"?

"Na początku było słowo". I zawsze słowo-myśl jest początkiem czegoś i tym samym końcem czegoś innego... Słowo-myśl to narzędzie kreacji światów, które wyśniewamy... podążając za jakimiś słowami - myślami, zasilając je swoją uwagą i energią... Ów początek i koniec jest wszędzie, zawsze tu, gdzie jestem, jesteś, jesteśmy... Więc jaki świat dla siebie w tej chwili kreuję, kreujesz, kreujemy - jaki sen jest wyśniewany? I czy świadomie - podążając za głosem Serca, który wyraża pragnienie Duszy i Woli Ducha? Czy nieświadomie - w oparciu o przywiązanie do lękowych myśli dzielących całość na skonfliktowane ze sobą części ("dobre i złe")?  Jakiemu światu - jakim snom o sobie w tej chwili swoimi myślami "dajemy początek i koniec"? Jaki "kierunek naszej podróży" jest wytyczany?

Jesteśmy w swej Istocie, Istności Tym, co Jest przed snami o Sobie. A sny to  nasze emanacje . W Zabawie w tworzenie zaśniewamy się w snach i doświadczamy iluzji oddzielenia od całości Siebie. Wtedy sny traktujemy jako rzeczywistość... I doświadczamy tego, co w zaśnieniu uznaliśmy za prawdziwe, rzeczywiste...

Gdy np. obwiniamy o coś innych, żyjemy w iluzji wyobrażeń o sobie i jakichś innych nieświadomi tego, że tę iluzję oraz innych traktujemy jako rzeczywistość. A to nasza emanacja. Doświadczamy tego, czym emanujemy nieświadomi tegoż. I traktujemy to jako rzeczywistość. Świadomi tego nie obwiniamy nikogo, bo nie ma kogo ani o co obwiniać. Jest emanacją, którą "uczymy się" kochać. Kochać Siebie.

Każda Istota w formie ludzkiej śni różne sny - światy, rzeczywistości. Każdy jest 'Buddą, Chrystusem, Brahmanem, Wielkim Świętym Duchem, kryształową świadomością, wszechprzenikającą miłością, absolutem, ciszą, pustką'... doświadczającą różnych i zmiennych emanacji Siebie... 

Widzenie staje się klarowne i przejrzyste wtedy, gdy patrzymy wnikliwie z przestrzeni ciszy obserwujemy Umysł. Bez względu na to, co jest, co się dzieje, co odczuwane, może być obserwowane. "Kto patrzy na zewnątrz - śni, kto patrzy do wewnątrz - budzi się". Budzi się z zaśnienia w iluzjach i fałszywych wyobrażeniach o sobie i innych w otaczającym świecie. Gdy to, co dzieje się wewnątrz jest nieuświadomione, zawsze wyświetla się na zewnątrz i bywa postrzegane jako doświadczana jedyna rzeczywistość.

Kiedy wewnętrzne konflikty pozostają nieuświadomione, właśnie one odgrywane są w zewnętrznym świecie. W zewnętrznym świecie grane i doświadczane są konflikty pomiędzy tym, co wewnątrz pozostaje nieświadome rozdarcia na dwa skonfliktowane ze sobą tzw. przeciwieństwa np. skonfliktowane ze sobą: dobro i zło czy światło i ciemność, zewnętrzne z wewnętrznym, życie i śmierć itp. itd. To skonfliktowanie to iluzja wynikająca z wiary w fałszywe przekonania, że owe bieguny są jakkolwiek od siebie oddzielone.

A jednak to, co wewnątrz jest jednym z tym, co na zewnątrz. Dlatego to, co uświadomione wewnątrz inicjuje zmiany tego, co jawi się na zewnątrz.


wtorek, 19 maja 2020

SIEĆ INDRY

Nasze zachowania i nasza relacja z tym, co jest, co jawi się w każdym doświadczeniu w teraz, przyciąga kolejne przyszłe doświadczenia.  Doświadczenie tzw. wglądów w siebie czyli głębokiej autorefleksji nie ma żadnego wpływu na nasze życie, jeżeli nie oddamy się realizacji tego doświadczenia, zintegrowania go z naszą codziennością. Ale co zabawne - to się i tak samo dzieje (to oddanie lub opór przed tym oddaniem). Choć gdy doświadczenie jest obserwowane, opory znikają.
Się teraz widzi-i-czuje, że nasze istnienie jako istot ludzkich polega na byciu "naczyniem", w którym działa i wzajemnie dopełnia się: to, co ukryte (nieprzejawione, niewidzialne) z jawiącym się (przejawionym, widzialnym) jako Jedno. Jakbyśmy byli "wypadkowymi wektorami" różnych doświadczeń relacji form z bezforemnością, zdarzeń i tła, z którego zdarzenia się wyłaniają.
To tylko pozorny paradoks, że kropla zanurzona w oceanie traci swoja indywidualność (jednię pustki i pełni), bo ocean cały tą indywidualnością nieskończoną (jednią pustko-pełni) jest, a każda kropla jest jego (tej jedni) manifestacją.

Pięknym symbolem jest Diamentowa Sieć Indry. Utkana z niepoliczalnej ilości diamentów. Jeden diament odbija wszystkie pozostałe diamenty i wszystkie diamenty odbijają ten jeden diament. W tej Sieci cokolwiek dzieje się z jednym z diamentów, jednocześnie to samo zadziewa się w każdym innym czyli we wszystkich. Ujrzenie (nie zmysłem wzroku, lecz widzeniem ponad fizycznymi zmysłami) własnego odbicia we wszystkich diamentach jest jednoczesnym ujrzeniem całości siebie. Dostrzeżenie Miłości w sobie jest jednoczesne z dostrzeżeniem Miłości we wszystkich odbiciach czyli nieskończonej całości siebie. Zjednoczenie odbicia z odbijającym się powoduje jednoczesne zjednoczenie diamentu ze wszystkimi odbiciami w nieskończonej sieci. 

W sieci tych diamentowych odbić nie da się określić jednego źródła, jest nim wszystko jednocześnie.
Ten sam przekaz zawiera symbol kropli i oceanu. "Nie jesteś kroplą, ale całym oceanem zawartym w kropli."(np. Rumi). Diamentem jest każda kropla wody, każdy płomień i iskra, każdy podmuch wiatru, każda istota ludzka, źdźbło trawy, gwiazda, ocean, wszechświat... każda, absolutnie każda forma i jej bezforemność. Bo w każdej, absolutnie każdej formie przejawiona jest całość - w każdej indywidualnej wersji siebie przejawione i nieprzejawione, widzialne i niewidzialne jedno.

niedziela, 29 marca 2020

SEN O "KIECKACH" FIZYCZNEGO PRZEJAWU ISTOTY LUDZKIEJ.


Kiedy zasypiam w tym świecie, dla tego świata, pełna ufności otwieram się na pustkę, „nicość”… Tu cisza, błogość, przestrzenność bez granic... P-oddaję się... Zanikam... Tak jakbym umierała nie umierając... Zanikam, ale istnieję... JESTEM... I w snach pojawiam się, przejawiam "na różne sposoby"... Bo czasem pojawiają się jakieś sny.
Często zdarza się sen o przebudzaniu się w formie ciała ludzkiego. A tuż przed tym przebudzeniem ujawnia się całkiem inna perspektywa postrzegania siebie: jestem Czymś, co wyłącznie czasem używa ciała ludzkiego jako formy doświadczania Siebie.

Ostatnio w takim śnieniu łączyły się i harmonizowały ze sobą dwa bardzo różne światy z różnych czasoprzestrzeni. Przechodziłam płynnie "granicę" między tzw. snem i jawą, a odczucie ciszy, spokoju, harmonii, miłości trwały...
I pojawiło się (po raz kolejny) takie doświadczenie, że tuż przed "budzeniem" się w formie fizycznej (na jawie) byłam Czymś świadomym tego, że wnikam w formę fizyczną – „moje” ciało. A kiedy w nie tak wnikałam, odczuwałam, że „rekonstruuje się” w tym momencie pewne kontinuum związane z tym konkretnym fizycznym ciałem, na jego wszystkich poziomach, warstwach. Czułam jakbym jako świadomość "zakładała kieckę” ludzkiej formy – formy istoty ludzkiej. W tym doświadczeniu, w tym, co się zadziewało czułam, że zmieniałam swoją bezforemność na formę istnienia. I czułam, widziałam, wiedziałam, że właściwie mogłabym 'wejść" (wnikam?) w taki sposób w każde ludzkie ciało, ponieważ wszyscy jesteśmy jednym ludzkim ciałem w wielu wersjach (w różnych stanach) o zróżnicowanej pamięci kontinuum historii uznawanych za osobiste doświadczenie. I wiedziałam, widziałam, że wszyscy budząc się ze snu do jawy przechodzimy przez to samo doświadczenie, tylko nie wszyscy jesteśmy tego świadomi.

W tym ciele, w którym obecnie jestem i przejawiam się, jakoś obecnie jest mi „najwygodniej” – ta „kiecka” obecnie mi najbardziej „pasuje", choć nie wiem, dlaczego. I jednocześnie widziałam, wiedziałam, że każdej, każdemu z nas - istot ludzkich dokładnie to ciało fizyczne, ta forma, która jest nam dana (z jakiegoś powodu) "pasuje" najbardziej. I w każdym ciele fizycznym przejawione jest to samo - ta sama świadomość. I każda, każdy z nas odczuwa tak samo bycie sobą, choć na różne sposoby - z powodu zróżnicowanej pamięci kontinuum ciała i historii z nim związanych. (Historii uznawanych za osobiste doświadczenie.) To one konstruują nasze indywidualne i doświadczane czasem jako osobne tożsamości odrębnych (oddzielonych od siebie, bo zróżnicowanych) przejawów jednego JA. A im mocniejsza tożsamość z ciałem, myślami i emocjami oraz historiami (scenariuszami) czyli "rolą", którą "odgrywamy", tym "silniejsze" tzw. ja-ego czyli cos, co stwarza iluzoryczne poczucie oddzielenia od Całości, którą wszyscy razem JESTEŚMY. 

W tym oddzieleniu gramy "swoje role". A gdy utożsamiamy się ze "swoją rolą", stajemy się tą "rolą" czyli czymś, czym nie jesteśmy. Stajemy się fantomowym przejawem swojej własnej iluzji o sobie – tożsamości pewnego tzw. ja-ego oddzielonego od Tego, Czym JESTEŚMY w swej ISTOCIE. Doświadczamy czasem iluzji oddzielenia od Tego, Co czasem przyjmuje różne formy i ich doświadcza. Co także przyjmuje czasem różne formy fizycznego przejawu istoty ludzkiej. 

Takie bywają nasze doświadczenia Siebie w jednym z wielu snów, który przez jakiś czas uznawany, postrzegany bywa (przez tę iluzorycznie odrębną formę JA) za jedyną rzeczywistość.
(28 KWIETNIA 2015)

sobota, 21 marca 2020

STRACH TO WIBRACJA ENERGII



Strach nie jest ani dobry ani zły. Jest neutralny. Czym jest strach? To tylko taka wibracja energii, którą (kiedyś) nauczyliśmy się nazywać strachem. Nasza reakcja na strach może być pozytywna, negatywna lub neutralna. Pozytywna np. gdy manifestuje się zwalczanie strachu odwagą. Negatywna np. gdy manifestuje się odczucie strachu - strachu przed strachem. Neutralna, gdy strach jest widziany jako wzór (fraktal) wibracji, który został nazwany strachem i jawi się utożsamieniem wzoru wibracji z tą nazwą. I jest wibracją w ciele, którą wywołyją pewne myśli.
Różne myśli nadają energii o zróżnicowanych wibracjach (różnym wzorom) takie znaczenie, jakiego się nauczyliśmy. I uznaliśmy to znaczenie za prawdziwe. Takie koncepcje stają się przekonaniami, które mimo, że są zmienne (iluzoryczne), bywają nieświadomie traktowane jako stałe (prawdziwe).
Strach nie jest ani dobry ani zły. Jest neutralny. Tak jak i smutek nie jest ani dobry ani zły. Jest neutralny. Tęsknota nie jest ani dobra ani zła, jest neutralna. To tylko wibracje energii, które nauczyliśmy się nazywać strachem albo smutkiem albo tęsknotą. Również samotność (nawet w tłumie) nie jest ani dobra ani zła. Jest neutralna. To tylko wibracja energii, którą nauczyliśmy się nazywać samotnością. Nic nie jest ani dobre ani złe. Wszystko jest neutralne. A my nauczyliśmy się nazywać coś dobrym a coś innego złym. I nauczyliśmy się odczuwać coś jako dobre, a coś innego jako złe.
Nasza reakcja na cokolwiek może być pozornie pozytywna (np. pożądanie czegoś, tęsknota za czymś)), pozornie negatywna (odrzucanie czegoś, uciekanie przed czymś) lub prawdziwie neutralna (świadome bycie i przyjmowanie wszystkiego, co w danym teraz się jawi bez oceniania "dobre - złe").
Indywidualna istota to także instrument, na którym gra świadomość. Jedna świadomość jaźniąca się nieskończoną różnorodnością wibracji, wzorów i form... Jedna Istota czasem doświadczająca relacji z różnymi wersjami Siebie (Self - Jaźni)...  I Jeden Człowiek doświadczający różnych relacji z różnymi wersjami Siebie. Te relacje też mogą być pozytywne, negatywne lub neutralne. Neutralne czyli miłości pełne - świadome całości ("pustki i pełni") Siebie (Self - Jaźni)...

Widzenie myśli umożliwia rozpoznanie, które myśli i snujące się historie, scenariusze uaktywniają - wzbudzają uczucia strachu, buntu, złości, gniewu, dumy lub poniżenia itd. W rezultacie widziane jest i świadome się staje, że przywiązanie poprzez utożsamienie z niektórymi myślami sprawia, że doświadczamy chaosu myślowo-emocjonalnego czyli tzw. cierpienia.

Im intensywniejsze jest myślenie o jakichś tzw. problemach, tym głębiej JA wkręca się w wiry i zapętla w procesach myślenia. Wtedy też coraz intensywniejsze emocje są doświadczane poprzez ciało. I na tym poziomie umysł nie jest w stanie rozwiązać żadnego tzw. problemu. Próbuje stosować różnego rodzaju "strategie", które tylko wkręcają w kolejne wiry.

Można powiedzieć, że uczucia i emocje są tym samym zjawiskiem doświadczanym w zróżnicowany sposób: uczucia są subtelnym - harmonijnym i świadomym sposobem doświadczania wpływu myśli na ciało (w ciele, poprzez ciało). A emocje są intensywnym - chaotycznym sposobem doświadczania wpływu myśli na ciało (w ciele, poprzez ciało).

Uczucia i emocje to po prostu wibracje energii o różnych częstotliwościach. Czasem bardzo zróżnicowanych, dlatego jako emocje (np. strachu) mogą one tworzyć dysonanse i kakofonię wibracji na podobieństwo rozstrojonych różnych instrumentów jednej orkiestry. Miłość je wszystkie synchronizuje ze sobą. Wtedy one współbrzmią harmonijnie wygrywając sobą... ko(s)miczne symfonie. W przestrzeni błogości i ciszy

piątek, 24 maja 2019

MIŁOŚĆ UFA, SCALA I UWALNIA...

Miłość nie potrzebuje zmieniać nikogo także ciebie. Ma do ciebie całkowite zaufanie, bo wie, jest świadoma, że twoje doświadczenia są dla ciebie najdoskonalsze.
Miłość wspiera procesy i zjawiska, w których uświadamiane są i dzięki temu uwalniane wszystkie przekonania, osądy i oczekiwania wobec innych istot (integralnych cząstek całości, jedni SIEBIE i jednym SOBĄ będącymi).
Miłość wspiera procesy i zjawiska, w których uświadamiane są i dzięki temu uwalniane wszystkie iluzoryczne koncepcje i scenariusze, które utrzymywały konflikty wewnętrzne projektowane na zewnątrz.
Miłość uwalnia od tych przekonań, osądów i oczekiwań, które utrzymywały nas w iluzji oddzielenia tego, co wewnątrz z tym, co na zewnątrz czyli koncepcji, które utrzymywały w iluzji oddzielenia od całości, jedni SIEBIE.
Miłość scala i zespala jak puzzle wszystkie cząstki całości SIEBIE i to, co iluzją pozostawało/pozostaje w oddzieleniu. W Miłości iluzja oddzielenia rozwiewa się jak dym.
Każda sytuacja jest doskonała. Każde doświadczenie jest potrzebne, bo gdyby nie było potrzebne, to by Się nie zdarzyło. Tak, DUCH (zwany Wielkim czy Świętym), JAŹŃ (czyli SELF po angielsku, a po polsku SIĘ, SIEBIE) działa na różne sposoby. Bardzo różne... Bo JEST wszystkim we wszystkim, w każdej sytuacji, tylko - zdarza Się - nie zawsze o tym pamiętamy, nie zawsze to dostrzegamy albo/i stajemy Się tego świadomi.






piątek, 5 kwietnia 2019

ŁZA SZCZĘŚCIA - PRZYPOWIEŚĆ

Dopóki nie rozpuści się to "coś", co blokuje lub stawia opór spontanicznemu Tańcu Życia, Miłości w formie, dopóty to "coś" będzie tęsknić za "niczym".
Przypowieść taka: kiedyś, kilka lat temu, pojawiła Się we mnie wizja łzy szczęścia spływająca po policzku... Radość Istnienia i Miłość, którą teraz odczuwam, została poprzedzona wiele lat temu tą wizją (kilkakrotnie doświadczoną przez moment):

Gdy nagle znalazłam się w "pustce:, poczułam, jak spływa łza szczęścia po policzku i dopływa do ust. Byłam tym policzkiem i tą łzą, i przestrzenią, i świadomością bez formy jednocześnie.
I poczułam smak tej łzy. I przyszło do mnie rozpoznanie, że ta łza i policzek, i usta to wszystko… jest iluzją… Zaczęłam się śmiać. Czułam się niby wolna… pusta, a jednak z czymś połączona... Ale z czym? To było odczucie połączenia. Coś mnie przyciągało... I wtedy znów łza szczęścia, jako spełnienie (przejaw jakiejś pełni) pojawiła się.
Przyglądałam się... sobie od "wewnątrz": łzie na policzku jako iluzji i poczułam, jak… łza zanika. A ja pozostaję... w ciemności, ciszy... Wtedy coś Się przypomniało, że mogę jakby wybrać: by łzy znikły i to, co odczuwam przestało się przejawiać w tej formie, w tym ciele, w jakim jestem albo mogę w tej formie pozostać. Bo tylko poprzez tę formę mogę doświadczyć urzeczywistnienia tej łzy szczęścia i tego "stanu istnienia".
Zrozumiałam, że gdybym tak po prostu zanikła tak, jak ta łza, nie mogłabym odczuwać tej radości i odczuwać poprzez ciało na jego wszystkich poziomach wibracji tego, czego doświadczałam w tym momencie łącznie ze łzą szczęścia, radością dotyku łzy i policzka,
spływania tej łzy po policzku...
i jej smaku…
I przypomniałam sobie, że to jest takie piękne, że coś pragnie "w tym doświadczeniu", w tym "stanie" pozostać. Aby mogło się ono urzeczywistnić.
Ale wtedy to jeszcze nie było możliwe. Jakby coś we mnie potrzebowało dojrzeć...Coś potrzebowało się jeszcze przygotować: pouświadamiać, zintegrować i uwolnić... zmienić się... rozpuścić (?) to, co jeszcze stawiało opór, by pragnienie doświadczenia radości istnienia i łez szczęścia mogło się w pełni urzeczywistnić.
To było pragnienie, które dopiero teraz świadomie się urzeczywistnia.
Czyje pragnienie, po co dlaczego? A jakie to ma znaczenie? Coś się wyśniło, wyśniewa w wizjach i się urzeczywistnia.
(I tak samo było/jest z Miłością...)
W tej wizji ujawniło się dla mnie coś jak drogowskaz - co będzie mi dane do samorealizacji... teraz to jest klarowne, oczywiste. I wtedy doświadczyłam różnych stanów bycia: w formie i poza formą.
Wtedy zostało mi pokazane - uświadomiło się, że istnienie poza formą jest realizowane w formie, formą - tak Się urzeczywistnia. Jako Jedno: bycie świadomością, pragnieniem i jego urzeczywistnieniem jednocześnie.
- Wybierałaś między śmiercią a życiem?
Paradoksalnie nie wybierałam pomiędzy życiem i śmiercią. To coś innego... Tak zwana śmierć jest tylko zmianą formy.
Kiedyś próbowałam się zabić w młodości w buncie przeciw temu światu. Chciałam się zabić, bo przerażona byłam tym światem. Jednak przyszło rozpoznanie, że jeśli to bym zrobiła skutecznie raz jeszcze, to i tak bym musiała wrócić. Usłyszałam w sobie, że i tak tu wróciłabym, bo jestem tu po to, by zrozumieć ten świat, a potem będę wiedziała, co dalej. Wtedy tylko pozornie miałam wybór pomiędzy życiem i śmiercią, to był iluzoryczny wybór, bo nawet, gdybym "wybrała" wtedy śmierć, to i tak musiałabym wrócić, aby pragnienie (Duszy?) mogło Się urzeczywistnić.
Więc wygląda to tak, jakbyśmy tylko pozornie mieli wybór pomiędzy życiem i śmiercią czy istnieniem i nieistnieniem. A naprawdę takiego wyboru nie ma. Taki wybór jest iluzoryczny. Bo jest tylko istnienie.
A to, co dla "uwarunkowanego umysłu" - tej struktury stawiającej opór Życiu - jawi się jako nieistnienie, jest czymś, co jest wszystkim w swoim wiecznym, nieskończonym potencjale nieopisywalnym.
Śmierć jest "wybierana" wtedy, gdy jakieś ja cierpi i śmierć wydaje się cierpiącemu ja jedynym rozwiązaniem. Tak, bo bunt, opór, strach, cierpienie i nienawiść do tego świata (samsary) prowadzą do autodestrukcji - "wyboru śmierci" - samobójstwa. A to też iluzja. Bo to nie jest prawdziwe "wyjście" z tego świata. Takie "wybory" powodują, że wciąż wracamy do świata cierpienia (samsary). A prawdziwe wyjście z tego świata jest możliwe nie poprzez śmierć, lecz poprzez zrozumienie (przekraczające intelekt ) tego świata. Zrozumienie w sensie samoświadomej samorealizacji, urzeczywistnienia, które prowadzi do wyzwolenia.
I Miłość jest też tym, co jest tu do urzeczywistnienia.
Bo to, co dla oddzielonego (od całości SIEBIE) czyli "uwarunkowanego umysłu" - tej struktury ja stawiającej opór Życiu - jawi się jako nieistnienie, nie jest nieistnieniem. Jest czymś, co jest wszystkim w swoim wiecznym, nieskończonym potencjale. A oddzielny, a więc ograniczony umysł, nazywa to wieczne nieistnieniem, a to wieczne JEST, choć nieopisywalne i nienazywalne.  Natomiast opisywane i nazywane jest, gdy nieoddzielony już od całości SIEBIE umysł na to wskazuje, by ten oddzielony, ograniczony mógł dostrzec i przekroczyć swoje ograniczenia.
Wtedy się kończy doświadczanie świata cierpienia i zaczyna inne bycie, istnienie - "po przejściu" przez "ucho igielne, paszczę jaguara, oko smoka, bramę pustki... narodziny z Ducha" - to wszystko różne nazwy w różnych kulturach tego samego...