Wszystkie formy, zjawiska, obiekty i ich relacje współzależności, wszystkie potencjalne sny o sobie są jedną szatą przywdziewaną przez absolut w nieskończonych marzeniach - snach o sobie.
Wszystkie pytania rodzą się z chaosu wątpliwości, z przestrzeni iluzji oddzielenia od swego Źródła Źródeł pytającego.
Prawdziwe odpowiedzi pochodzą z ciszy Źródła Źródeł, ale i one wszystkie są niekompletne. Owa niekompletność, niedopowiedzenie jest ciszą poza ciszą uzupełniającą wszystkie odpowiedzi.
Mądrość jest czymś znacznie większym i pojemniejszym niż wszystkie pytania i odpowiedzi, cała wiedza intelektualna. Jest manifestacją inteligencji przekraczającej intelektualne zrozumienie, poczucie sensu i bezsensu zjawisk tego świata i jemu podobnych. Ta mądrość jest przejawem świadomości obserwującej to, co tworzy świat. Gdy to, co tworzy świat jest obserwowane, zapada się w ciszy poza ciszą razem ze światem, który tworzy. I świat się kończy. Pozostaje przestrzeń podobna zwierciadłu, które już nic nie odbija - zwierciadło traci swoją cechę odbicia. Staje się ciszą poza ciszą, przestrzenią, w której pojawia się ekran i projektor nowego świata; staje się świadomą siebie emanacją światła pustki pełnej nieskończonego potencjału i ujawnia / jaźni światy prawdy, piękna i harmonii.
Wszystkie energetyczne i materialne formy, zjawiska, obiekty i ich relacje współzależności jako przejawy potencjalnych snów o sobie są jedną szatą przywdziewaną przez absolut w nieskończonych marzeniach - snach o sobie.
Jednym z podstawowych uwarunkowań istot ludzkich jest spełnianie oczekiwań innych w nadziei, że oni także w ramach rewanżu spełnią nasze oczekiwania.
To tak jakbyśmy karmili innych ludzi różnymi "słodkościami" oczekując w zamian np. szacunku i miłości wobec nas. Albo oczekując innych profitów. Ale w ramach owego rewanżu nie możemy nic innego otrzymać od innych niż "słodkości", od których nas mdli.
To tak samo jakbyśmy byli karmieni lub sami się karmili "cukrem" z etykietą "pożywny pokarm" i wierzyli, że ten cukier jest pożywnym pokarmem. Intuicyjnie wtedy czujemy, że "coś jest nie tak", ale przywiązanie do pewnych uwarunkowań umysłu sprawia, że nie wierzymy tej intuicji. Nie mamy zaufania do siebie i ten brak zaufania projektujemy na innych. Towarzyszą też temu obawy, że "słodycz" płynąca ku nam od innych nie jest autentyczna, prawdziwa. Że ta "słodycz" na pewno jest interesowna.
To tak jakbyśmy byli karmieni "trucizną" z etykietą "cukier" i chcieli wierzyć temu, co napisane na etykiecie, a nie chcieli wierzyć skutkom działania tego "cukru" wynikającym z doświadczeń.
Nie chodzi tu o to, że "cukier jest trucizną", ale o to, że trucizną mogą być niektóre nasze nieuświadomione uwarunkowania wynikające z wiary w dualistyczne koncepty. To z nich wynikają spekulacyjne zachowania i działania oraz ignorowanie wiedzy płynącej z naszych osobistych doświadczeń. Wiedzy, którą podpowiada intuicja. Ta wiedza jest mądrością wykraczającą poza wiedzę opartą o wyuczone koncepty i uwarunkowania ograniczające umysły małych ja. Małe ja pozostają odcięte iluzją oddzielenia od całości tego, czym są. Ta mądrość wymaga świadomej samoobserwacji siebie i relacji z tym, co nas otacza. Także przychodzi wraz z rozpoznawaniem tego, co nam nie sprzyja. Ta mądrość przejawia się dzięki intuicji, która wyraża to, co pochodzi z głębszych pokładów jaźni.
Intuicja " mówi głosem", który wyraża prawdę o naszych autentycznych pragnieniach i odczuciach. Mądrość nie jest konceptualnym zrozumieniem, które blokuje mądrość. Nie jest wiedzą, którą trzeba gromadzić. Przejawia się spontanicznie w bezpośrednim doświadczeniu w każdym tu i teraz, zawsze adekwatnie do danej sytuacji i okoliczności. Zaś umysł konceptualny jest manifestacją ignorancji.
Gdy nasze nieuświadomione, warunkujące nas przekonania i zachowania przysłaniają tę prawdę o naszych autentycznych pragnieniach i odczuciach, wtedy nie dostrzegamy tego, co jest prawdziwie i autentycznie wspierające nas w rozwoju (przebudzeniu z iluzji oddzielenia od całości i jedni wszystkiego) oraz wyzwalające w nas umiejętność spontanicznego działania w prawdzie i radości istnienia.CHA
Intuicja zaś łączy nas z głębszymi warstwami jaźni, inspiruje do przejawiania siebie jako jednej całości: jednej świadomości - tej samej we wszystkim, a zlokalizowanej w formie tego konkretnego ludzkiego ciała. Intuicja inspiruje do przejawiania siebie jako istoty (istności, istnienia) samoświadomej doświadczania siebie poprzez daną formę i postrzegania swojej spontanicznej kreacji jako dwóch integralnych aspektów jednej całości.
Dla umysłu uwarunkowanego głębia jaźni jawi się jako chaos, ale tylko dlatego, że harmonia nieskończonego potencjału jaźni jest niemożliwa do ogarnięcia i zrozumienia ani do odczucia dla uwarunkowanego umysłu. Gdy uwarunkowania umysłu gasną, jaźń jawi się na podobieństwo nieskończenie wymiarowego tańca energii...
Prawo
duchowe to boskie prawo, które jest zależne od ludzkiej relacji
z boskością, z bogiem, z jakąś większą całością i naturą.
To prawo utrzymujące ludzi i kultury w uczciwości, we wzajemnym
szacunku, to prawo zapewniające uczciwość, szacunek i wolność.
Lecz ludzkie prawa umożliwiają ludzkiemu ego korupcję
prawa. Instytucje, które miały dbać o
prawo i je chronić, łamią te prawa i naruszają je. Tak samo
ludzie. Coraz więcej ludzi, którzy mieli
stać na straży prawa, także przedstawiciele rządowi, teraz
namawiają i zmuszają ludzi do podążania za zarządzeniami
łamiącymi prawo. Ego daje sobie prawo do kradzieży, kłamania,
oszukiwania, manipulowania, poniżania innych i zabijania. Ego
kieruje się swoim interesem ,a nie boskim prawem. Tworzy swoje
własne reguły, zarządzenia, wytyczne nazywając je umowami. W ten
sposób od wielu lat formowała się, a
obecnie z coraz większą intensywnością formułuje się nowa
kultura, która całkowicie niszczy
zaufanie pomiędzy ludźmi - zaufanie człowieka do człowieka
(zachowaj dystans, noś maskę, szczep się itd.).
Intencjonalna
destrukcja "starego porządku" ma na celu
zregenerowanie tego, co niezgodne z planami "nowego porządku"
i "nowej normalności". Wszelkie socjalne i społeczne
systemy, miedzy narodowe relacje są przeprojektowywane, ponieważ
nastąpił upadek prawa boskiego..... Ta destrukcja prowadzi do coraz
większego, a jednocześnie zaplanowanego chaosu, który ma
doprowadzić do nowego światowego (globalnego) porządku.
Narastająca
cenzura ma na celu przede
wszystkim zniszczenie umiejętności samodzielnego myślenia. Jeśli
karane jest i ograniczane, atakowane i marginalizowane samodzielne,
niezależne, suwerenne myślenie, będzie ono eliminowane. I
traktowane jako "zbędne”. Ludziom będzie nakazywane, co mają
myśleć, w co wierzyć, jakby kultura tego "nowego porządku
światowego" dążyła do tworzenia świata kultu dla tyranów.
W takiej kulturze nie ma pozwolenia ani miejsca na samodzielne
myślenie, ani na zadawanie pytań czy kwestionowanie autorytetu
tyranów.
Świadomość kurczy się do coraz głębszego zaśnienia ludzkości
w rzeczywistości kreowanej przez samozwańczych przywódców. W ten
sposób
ludzkość w ich założeniach ma być niszczona i przekształcana za
pomocą najróżniejszych
narzędzi technologicznych, psychicznych i biologicznych
(transhumanizm). To może prowadzić do zagłady ludzkości, która
jest intencjonalna - zaplanowana.
Niektóre hasła nowej
rzeczywistości: „Ludzie są jak hakowalne zwierzęta, nic takiego
jak duch czy dusza nie istnieje, wolna wola człowieka jest iluzją,
nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy”... (HARARI)
Gdyby
gdyby główny ideolog i propagator nowego porządku światowego
niejaki KlausS nie miał nic i był szczęśliwy, to można by mu wierzyć - byłby
wiarygodny. Gdy mówi:
"Będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy", nie mówi:
"Nie będziemy mieli nic i będziemy szczęśliwi." On nie
ma na myśli siebie, ale jakichś was - jakiegoś ciebie. A nawet
twierdzi, że ty chcesz tego wszystkiego. Ba, nawet prosisz o to
wszystko, co KlausS wraz z wieloma sobie podobnymi dla jakiegoś ciebie - was wymyślił
i przygotował pod hasłem "nowy porządek światowy". A
jego tuby głoszą: "Ludzie są hakowalni jak zwierzęta. Daj
się zhakować!" Prosty przekaz. Czy utożsamiasz się z byciem
jak "zwierzę do zhakowania"? Czy tak bardzo pragniesz być
szczęśliwy, że uwierzysz w te obietnice bycia szczęśliwym pod
warunkiem, że nie będziesz miał nic, a to nic zostanie ci
"podarowane" przez kogoś czyli... wszystko przez tego
kogoś zostanie ci zabrane "na twoją własną prośbę" w
zamian za złudną szczęśliwość i tak samo złudne poczucie
bezpieczeństwa, które
ten ktoś ci podaruje ? Czy odkryjesz je w sobie. To, które jest
szczęśliwością niezależną od tego, co się wydarza lub nie.
Światowe konflikty są manifestacją ludzkich umysłów.
Różne Ja przywiązane do jakichś konceptów i przekonań tworzą konflikty i zwalczają się wzajemnie w walce o prawdę i racje, więc...
Gdy prosisz o pokój, stań się pokojem. Nie udawaj, że walczysz o pokój, gdy żądasz go od innych, a sam nim nie jesteś. Walcząc o pokój burzysz pokój w sobie i sam siebie ranisz.
Gdy tęsknisz za prawdą, sam stań się prawdą, którą jesteś. Lecz nie rozumiejąc względności ludzkich prawd, sam niszczysz w sobie prawdę, którą jesteś.
Gdy pragniesz miłości, stań się miłością, którą jesteś, zamiast oczekiwać jej od innych.
Gdy pragniesz uczciwości, zrozumienia, sam stań się tym, czego pragniesz, zamiast oczekiwać tego od innych.
Bo nie możemy doświadczać i otrzymywać niczego innego niż to, czym sami jesteśmy i emanujemy.
Szukając s-pokoju przez odrzucanie i wypieranie się
przeszłości (tak jak i snów), wciąż pozostajemy pod jej wpływem. Wszystkich
trudnych doświadczeń z przeszłości i teraz (tak jak i ze snów) nie da się pozbyć
przez wypieranie ich i zapomnienie, lecz przez przyjęcie ich takimi, jakie
były-są. I zrozumienie Się przejawia przekraczające wszelkie uwarunkowania
umysłu.
Nic nie wiadome, a jednak ś-wiadome uzdrawia wszystkie
"zranienia".
Skąd cierpienie? Sami "pastwimy" się nad sobą... a
chaos umysłowy i cierpienie z buntu i oporów wynika, gdy "rządzi" ja,
które chce albo nie chce czegoś...
To, co czynimy nieświadomie sobie i innym, czynimy SOBIE.
Wtedy siedzimy w klatkach i cierpimy tęskniąc za tym, co
gdzieś... zamiast przyjąć z ufnością i oddaniem SOBIE to wszystko, co jest dane
tu i teraz...
Bo tylko przyjęcie tego, co jest i wniknięcie w SIEBIE w ciszy przynosi
ukojenie. Wtedy nawet siedząc w klatce czujemy SIEBIE - wolną, nieskończoną
Istotę tego, czym jesteśmy...
Tak... to ja potrzebuje nasycenia się tym doświadczaniem aż
do przesycenia. Przesycenie chaosem i cierpieniem skłania niejako iluzoryczne ja chcące lub niechcące, niechcący i
chcący kontrolujące i oczekujące, skłania do kapitulacji... poddania...
jakby coś nas pchało i przyciskało do muru, który ja
chciałoby przebić, rozwalić, bo zapomniało, że tylko zaniechanie nacisku i
oporu, całej tej walki ze sobą sprawia, że mur sam się rozpuszcza, bo jest... iluzoryczny.
Choć wydaje się przez jakiś czas być "takim prawdziwym" jak
"rządy" uwarunkowanego, oddzielnego ja.
Nic nie wymaże okrucieństw, których dokonałem w imieniu
głosów w mojej głowie. Słyszałem je i to one kazały mi robić to, co robiłem.
Raniłem, niszczyłem i zabijałem innych w imieniu tych głosów, które kazały mi
niszczyć wszystkich niewierzących w to samo, co ja wierzyłem. Zabijałem tych,
którzy nie wierzyli w to, co podpowiadały mi te głosy, które słyszałem w swojej
głowie. One mówiły mi, że wszystko, co robię w ich imieniu, jest słuszne. Że to
jest jedyną prawdą. Czasem też słyszałem, jak jakiś inny głos próbował mnie
powstrzymać. Nie słyszałem go jednak wyraźnie, bo ten inny głos był zbyt cichy,
zbyt subtelny i nie krzyczał tak, jak głosy w mojej głowie. Nie miałem wyjścia,
nie mogłem nic zmienić. Podążając za racją głosów, które kazały mi walczyć w
imię wyższego dobra, próbowałem przekonywać sam siebie, że ci których
odrzucałem, krzywdziłem, zabijałem, zasługują na to. Nie tylko przestałem czuć,
lecz przestałem też widzieć ich ból i cierpienie skupiony na własnych
przekonaniach i racjach głosów, których słuchałem. Aż ten cichy głos, który
próbował mnie powstrzymać, całkowicie zamilkł. Został zagłuszony przez inne
głosy. Nie słyszałem już go. Zostałem wielkim wojownikiem dobra ze złem. Moje
imię przerażało tych, którzy mnie nie słuchali, sprzeciwiali się temu, co
pochodziło od głosów w mojej głowie. Choć zdarzali się i tacy, którzy nie byli
tym przerażeni. Tych zabijałem z jeszcze większą brutalnością.
Aż któregoś dnia zdarzył się cud. Zabolał mnie nagle czyjś
ból zadawanych przeze mnie ran, jakbym sam sobie je zadawał. I znów zacząłem
słyszeć ten cichy głos, który teraz podpowiadał, żebym się zatrzymał i
przyjrzał temu, co myślę i co robię. Przyjrzał się tym głosom, które słyszę w
swojej głowie. I zadał mi pytanie: Komu robię to, co robię i dlaczego? To mnie
zatrzymało.
Czy kiedyś będę potrafił sobie wybaczyć? Nie wiem. Teraz
inni mnie przekonują, że mi wybaczyli. To przebaczenie jest jak
błogosławieństwo. Pogodziłem się z tym, że może nigdy sobie nie wybaczę, bo
tego, co robiłem, nie da się cofnąć. Ale wiem, że mogę zmienić to, co teraz
robię. Bo teraz nie jest końcem życia. Teraz podążam za tym cichym głosem,
który mnie zatrzymał. Teraz on mnie prowadzi. To głos Serca. Jest cichy, ale
jego moc przenika miłością wszystkie krzyczące głosy, które kiedykolwiek
słyszałem w swojej głowie. Dlatego nie walczę już z innymi. Przestałem być
wojownikiem walczącym o dobro ze złem. Zwłaszcza o to wyższe dobro. Teraz
czasem walczę jeszcze ze sobą, gdy głosy w głowie zaczynają krzyczeć i wołać
domagając się ode mnie posłuszeństwa. Ale odkryłem, że najskuteczniejszym
sposobem na pokój jest poddanie się wszystkich głosów w głowie temu cichemu
głosowi Serca, który kieruje do ciszy. W ciszy Serca te wszystkie kłótnie i
walka głosów w głowie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Teraz nie walczę z
nikim, nawet z głosami w głowie, lecz poddaję się ciszy. Ta cisza przenika i
otula wszystkie głosy, przynosi ratunek mnie i innym przed szaleństwem, które
było moim udziałem.
Wojownik stał się rycerzem przynoszącym ukojenie. Stojącym
na straży ciszy, broniącym jej przed atakami głosów podżegających do walki w
imię jakiegokolwiek dobra walczącego ze złem. Stałem się strażnikiem ciszy
przynoszącej s-pokój i słów, które są drogowskazami prowadzącymi do SIEBIE, do
Jedni wszystkiego.
Się przejawia o przemocy w rodzinie i protestach kobiet
przeciwko mężczyznom...
No cóż... kobiety ponoszą taką samą odpowiedzialność jak i mężczyźni za tzw.
"domestic abuse". Choćby tkwiąc w takich związkach i relacjach ze
strachu, że nie poradzą sobie same w tym świecie... zwłaszcza, gdy mają dzieci.
Mężczyzn używających przemocy często wychowują tak samo matki jak i ojcowie. I
to matki uczą synów wzorców traktowania kobiet... np. przyzwalając na tę
przemoc i dokonując różnych manipulacji. Tak samo jak ojcowie stosujący różnego
rodzaju przemoc wobec kobiet: zarówno fizyczną jak i psychiczną czyli także
stosując różnego rodzaju manipulacje. Uczą swoje dzieci takich wzorców. Oboje - matka i ojciec zazwyczaj nieświadomi są tego, co
czynią, jak i dlaczego. Wojna "płci" wtedy wciąż jest kontynuowana...
Dlatego protesty kobiet przeciwko mężczyznom nie mają żadnego sensu. Protesty
nie naprawią ani nie uzdrowią relacji. Mogą jedynie pogłębić ten konflikt.
Natomiast dzielenie się wiedzą o możliwości uświadamiania tego, co w nas
nie(u)świadom(ion)e, zwłaszcza naszego "cienia" i tego, co wciąż
utrzymuje konflikt pomiędzy kobietą i mężczyzną, Animą i Animusem, a nawet
boską żeńskością i kobiecością w nas - jak najbardziej ma sens. Głęboki, bo
sięga głębi naszego istnienia i prowadzi ku harmonii współbrzmienia i
współistnienia...
Jednak próbując "naprawiać" innych, nadal
pozostaniesz w wewnętrznym konflikcie. A gdy uświadamianie zaczniesz od siebie,
wtedy dopiero rozpocznie się proces uzdrawiania swoich relacji wewnętrznych. I
pojawi się zrozumienie, skąd i dlaczego te konflikty "się brały". I
uwolnisz siebie od nich zawierając pokój ze SOBĄ w sobie.
Oczywiście, jak ktoś czuje konieczność czy potrzebę
protestowania, niech protestuje... Bo to, co dla jednych jest oczywiste, dla
innych być nie musi...
Słowo "psychiatra" pochodzi z greckiego : psychē (ψυχή) – dusza, umysł, tchnienie życia oraz iatrós (ιατρός) - "lekarz, uzdrowiciel". Zatem psychiatra to..... uzdrowiciel duszy...Czy któryś z psychiatrów poznał swoją duszę na tyle, aby mógł zajmować się leczeniem dusz innych ludzi? Słowo "psychologia" ze starogreckiego jest połączeniem dwóch słów: ψυχή psyche - dusza, i λόγος logos - słowo, myśl, rozumowanie, umysł. Psychologia jest więc "badaniem" połączenia duszy z umysłem (słowami, myślami). Badaniem duszy za pomocą umysłu lub poznawaniem umysłu przez duszę. Ku scaleniu logosa - umysłu i psyche - duszy. Słowo "schizofrenia" ze starogreckiego σχίζειν (schizein) - rozszczepić i φρήν, φρεν-(phrēn, phren) - to słowo zazwyczaj tłumaczone jest jako umysł, ale dosłownie znaczy "szał", "szaleństwo" czyli . schizofrenia to rozszczepienie, rozłam powodujący szaleństwo (umysłu). Nieświadome szaleństwo. W dualnym świecie-śnie przeciwieństw i oddzielności od SIEBIE, Istoty, Istności, którą jesteśmy, w zasadzie wszyscy jesteśmy schizofrenikami, bo uwarunkowany umysł jest rozszczepiony pomiędzy nieuświadomionymi skrajnościami. Niektórzy mają takie umiejętności, że ich świadomość sięga w takie rejony umysłu, które przekraczają jego tzw. normalne ograniczenia. Ale strach przed nieznanym wynika z ograniczenia umysłu pojęciem normalności i powstrzymuje przed otwarciem się na to, co uznawane jest za nienormalne czyli nieznane (niepoznane), które przekracza ustalone (lokalnie, względnie, kulturowo i społecznie) normy zachowań. Normalność stawia opór nieznanemu - nienormalnemu... zwłaszcza w strachu przed tym, co ukryte w "cieniu" - w nieznanym SOBIE (SELF-JAŹŃ). Psychologia i psychiatria zazwyczaj praktycznie zajmująca się schizofrenią ma na celu badanie (myślami, słowami, umysłem czyli konceptami) i uzdrawianie nie swojej duszy, lecz czyjejś i czyjegoś, nie swojego - rozszczepienia umysłu, czyjegoś szaleństwa. W rezultacie psycholodzy i psychiatrzy zajmują się "uzdrawianiem chorych psychicznie" często bez znajomości, bez świadomości i bez podstawowej wiedzy na temat własnych uwarunkowań umysłu i własnej duszy. Czyli jeden człowiek uznający się za spójnego umysłowo bada i próbuje uzdrawiać drugiego - uznanego za wyjątkowo niespójnego umysłowo. A co jeśli umysł badającego jest także niespójny, choć badający nie ma tego świadomości? I czy badający zna swoją duszę na tyle, aby mógł badać i uzdrawiać inne dusze, zwłaszcza swoim umysłem uwarunkowanym różnymi normalnymi przekonaniami, koncepcjami, ocenami i oczekiwaniami? A jeśli jego umysł jest uwarunkowany, to na jakiej podstawie zajmuje się duszą badanego uznanego za "chorego psychicznie"? Bo teoretycznie ma wiedzę teoretyczną? Jeśli są tacy, którzy są świadomi uwarunkowań swojego umysłu, którzy te uwarunkowania przekraczają, badają i eksplorują, zapewne mogą być autentycznym wsparciem jako terapeuci, psychoterapeuci. A leczenie psychicznie chorych chemicznymi substancjami wciąż jest na etapie eksperymentów prowadzonych na ludziach. I większość tych "leków" ma takie "działania uboczne", że pogłębiają one niektóre "objawy chorobowe". Wynika to z niewiedzy i ignorancji "lekarzy umysłów i dusz". Czasem moje zachowania są tak "niekonwencjonalne", przekraczające "normy" tego świata - snu, (np. to, że dla mnie sny, wizje i jawa to właściwie to samo jako wytwory umysłu), że gdybym opowiedziała o tym jakiemuś psychiatrze, uznana mogłabym zostać za "chorą psychicznie". Jakiś czas temu, gdy medytowałam (kontemplacja to raczej jest), dane mi było doświadczanie procesów związanych ze świadomym odczuwaniem tego, co przeżywają istoty ludzkie uznane za schizofreników. To było jak doświadczanie przechodzenia przez "piekło rozszczepionego umysłu". Doświadczałam oporów umysłu przed ekspansją świadomości. Związane z tym jest bardzo intensywne odczuwaniena poziomie uczuć i emocji w ciele. Na przykład ekstremalne odczucia, które w tym świecie-śnie nazywane są stanami euforii i strachu, wręcz przerażenia momentami, także przed tym, co w takich stanach jest doświadczane jako myśli i odczucia-emocje. Energia jest wówczas tak rozwibrowana świadomością sięgającą głęboko w różne nieznane rejony i zakamarki umysłu, że pozornie trwała, "normalna" struktura uwarunkowanego umysłu ulega dezintegracji. A bez świadomej obserwacji tego, co się wtedy dzieje, przez jaki proces przechodzimy (np. podczas "ciemnej nocy duszy"), można "oszaleć", "wpaść w obłęd". Gdy następuje utożsamienie z tymi stanami, strach i ekscytacja są sobie równe w doświadczaniu tych stanów. Rozumiem, że bywa trudno istotom ludzkim doświadczającym takich stanów "wytrzymać ze sobą" przede wszystkich z powodu napięć. I z powodu niewiedzy i niezrozumienia, co się z nimi dzieje. Dlatego szukają pomocy "na zewnątrz" - u tych, co "niby" się na tym "znają", choć oni sami się tego boją. Strach przed tymi zjawiskami powoduje, że takie istoty są odsuwane, separowane od społeczeństw i otumaniane lekarstwami. A to, czego się boimy, wciąż nas goni. Dlatego coraz więcej jest istot ludzkich cierpiących na różnego rodzaju "depresje" i wszelkie "psychiczne choroby" związane z "rozszczepieniem" logosa-umysłu z powodu oddzielenia od psyche - duszy. Społeczeństwa ze strachu przed szaleńcami czyli "chorymi psychicznie" i schizofrenikami oddzielają ich od siebie odsyłając do "szpitali", które są jak "magazyny dla zepsutych robotów", a tym czasem nieuświadomione szaleństwo społeczeństw rozwala je powoli od wewnątrz. A bez szacunku do szaleńców i zrozumienia tego zjawiska, nie ma możliwości odkrycia i uzdrowienia szaleństwa w sobie, a więc nie ma też możliwości na zmianę tego świata-snu dążącego do (auto)destrukcji. Szaleństwo nieświadome prowadzi do (auto)destrukcji. Bo przerażenie przed prawdą o sobie powstrzymuje przed ekspansją świadomości, dlatego umysł "wariuje". Próby kontrolowania tych zjawisk nie przynoszą oczekiwanych rezultatów z powodu ignorancji - niewiedzy i strachu przed nieznanym. A wtedy z coraz większą siłą "wywala" to, co nieświadome. I wymyka się spod kontroli. Dlatego takie istoty stają się "zagrożeniem" dla "siebie-innych". I całe społeczeństwa stają się "zagrożeniem" dla siebie. Natomiast świadome szaleństwo prowadzi do uwolnienia od uwarunkowań umysłu i przekraczania norm oraz zasad dualistycznego świata-snu nieuświadomionej schizofrenii, dwubiegunowości tak charakterystycznych dla świata "zachodniej cywilizacji". Świadome doświadczanie szaleństwa związane jest z otwieraniem Się z ufnością na nieznane.Co umożliwia transformację nieświadomego w świadome, ujawnianie i rozpoznawanie kolejnych warstw oddzielających nas od SIEBIE (JAŹNI) wszystkich myśli, koncepcji, przekonań. I uwalnianie Się od nich oraz związanych z nimi emocji.Jeśli chcę się uwolnić od szaleństwa tego świata-snu, najpierw muszę dostrzec, uświadomić sobie własne szaleństwo i przyjąć je, by móc zrozumieć, co jest jego przyczyną. Jeśli nie ma rozłamu, rozszczepienia, oddzielenia Psyche od Logosa, Duszy od Umysłu, Istota ludzka dojrzewa, scala SIEBIE i integruje. "Zaufaj sobie. U podstaw, u podstaw, jest czyste zdrowie psychiczne, czysta otwartość. Nie ufaj temu, czego Cię nauczono, co myślisz, w co wierzysz, co masz nadzieję. Głębiej niż temu, ufaj milczeniu swojej istoty." - Gangaji. Tak, ...szpitale psychiatryczne będą pełne szaleńców,
dopóki te Istoty nie spotkają się ze SOBĄ, nie zintegrują i nie pokochają SIEBIE w
całości... Zdarza się, że takie Istoty są Kochane: "niezależnie od wszystkiego",
bezwarunkowo, ale nie są jeszcze w stanie tego odczuć w sobie... I jeszcze kilka cytatów potwierdzających sens poznawania
swojej "strefy cienia", uznania jej w sobie i
"uzdrawiania":
1. “Poznanie naszej własnej mrocznej strony to najlepszy
sposób radzenia sobie z mroczną stroną innych.” C.C.Jung
2. “To nie przypadek, że ekspresja artystyczna i rytuały
stały u podstaw starożytnych cywilizacji. Sztuka stanowiła osobistą metodę
wyrażania ciemnej strony psychiki człowieka i uświadamiania jej sobie.
Spełniała funkcję psychoterapii. (…) Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich
wnętrza i zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych. Dopóki ludzie w ten
sposób “stawiali czoła” czy też pozwalali w ten sposób przejawiać się własnym,
wewnętrznym “demonom” i akceptowali je w sobie jako swoje, nie projektowali ich
na świat fizyczny ani na innych. Mieli ich świadomość.” W ten sposób ludzie oczyszczali siebie świadomie pozwalając
na przejawienie się wewnętrznych demonów poprzez taniec “rytualny” lub ogólnie
poprzez sztukę. Projekcja swoich nieświadomych aspektów “ciemnej strony –
naszej strefy cienia” na innych odbywa się tylko wtedy, gdy owe własne “demony”
są wyparte do nieświadomości, odrzucone i odepchnięte do owej “strefy cienia”.
3. ” Jeśli wydobędziesz na wierzch, co jest w tobie, wówczas
to, co wydobędziesz, ocali cię. Jeśli nie wydobędziesz tego, co jest w tobie,
wtedy to, czego nie wydobędziesz, zniszczy cię.” – Chrystus ze Zwojów z Morza
Martwego.
4.”Wszyscy mamy swoje wewnętrzne “demony”, ale (…) często
tymi naszymi demonami są dla nas codziennie spotykani ludzie. Ludzie, z którymi
się sprzeczamy, ludzie którym zazdrościmy, lub których nienawidzimy [także ci,
których posądzamy o różne straszne rzeczy...] Ci, których krzywdzimy fizycznie
i emocjonalnie. I nie tylko dlatego, że im zazdrościmy albo nienawidzimy czegoś
w tych ludziach, ale dlatego, że nienawidzimy tego, iż nam przypominają o nas
samych [te części nas, których się wyparliśmy]. Inni odzwierciedlają te nasze
cechy, których chcielibyśmy mieć więcej albo te, których nie chcielibyśmy mieć
wcale. Więc co robimy?
Łagodzimy ból nie przez zmianę czy rozpoznanie własnych
demonów, ale przez walkę z osobami, które nam o nich przypominają… poprzez
krzywdzenie ludzi przypominających nam cechy, których u siebie nie lubimy. A
gdy – nie wiedząc czemu – stajemy się sfrustrowani tak, że nie panujemy nad
emocjami, obwiniamy za to innych, winimy za to dosłownie wszystko, co może być
katalizatorem naszej nienawiści. ” Właśnie przypomniałam kiedyś w notce o prostej metodzie
pracy wyciągania na poziom świadomości tych części nas samych, które ukryte
przed nami zepchnięte zostały do nieświadomości – metodzie LUSTRA.
5. “Pojawienie się systemów, które zmusiły człowieka do
wyparcia się jednego z biegunów ludzkiej dualistycznej natury, powoduje życie w
ciągłym napięciu, lękach, strachu i wewnętrznej walce. Obniża się w ten sposób
odporność ludzi i całych społeczeństw. Dlaczego wciąż są niszczone plemiona
szamańskie żyjące w harmonii z całą naturą, w tym także w harmonii z dualnością (dwubiegunowością) ludzkiej natury? Ponieważ zatraciliśmy swoje korzenie. Tzw. ego stale czuje się niepewne i ma potrzebę kontrolowania, stawia opór zmianom, boi się nieznanego.
Ego to inaczej umysł uwarunkowany, który jest w nas czymś podrzędnym, ale zachowuje się, jakby było najważniejsze. Stąd ten rozłam pomiędzy ego a nieświadomością czy jaźnią. Działa tu też rodzaj
kompleksu Mesjasza, gdy projektujemy ideały (rolę) zbawiciela na kogoś
oczekując, że nas ocali, bo sami nie chcemy się z tym zmierzyć i zrozumieć. I
dlatego czujemy się wciąż niepewnie i dlatego czujemy, że nie mamy
wystarczającej siły, by kierować swoim życiem.”
O pięknie i głębi dawnych "szamańskich" rytuałów
uzdrawiających.
Robiłam kiedyś warsztaty Dramy Snów. Uczestnicy dotykali na
nich swoich trudnych, traumatycznych snów. I często czuli się potem uwolnieni i
zrelaksowani. Stąd wiem, jaką moc ma sztuka i świadome “odgrywanie” pewnych
sytuacji – “Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich wnętrza i
zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych.” W tradycji dawnego plemienia Irokezów *) na porządku dziennym
było spotykanie się i odgrywanie sytuacji ze snów członków tego plemienia w
celu uwalniania tworzących się na poziomie nieświadomości napięć pomiędzy
członkami tej społeczności. Oczywiście wśród członków tego społeczeństwa nie
było tak zwanego zakłamania. Dlatego każdy potrafił odważnie i szczerze dzielić
się z innymi swoimi najbardziej dziwacznymi snami. Potem wszyscy członkowie
odgrywali taki sen. W pewnych przypadkach czasem na życzenie “bohatera”,
zakończenie snu na jawie mogło zostać zmienione. I ważne było wtedy też
odegranie tej zmiany na jawie. Wyobraź sobie, że przyśniło ci się, że miałeś romans z żoną
swojego przyjaciela. Potem w niedzielę (zamiast na przykład iść do kościoła
;-)) spotykasz się ze swoimi współplemieńcami. Jest oczywiście wśród nich Twój
przyjaciel i jego żona. Opowiadasz swój sen, a potem razem odgrywacie
“spektakl” zgodnie z treścią “scenariusza” Twojego snu. Towarzyszą temu dźwięki
bębnów, grzechotek i innych prostych instrumentów. A Ty “publicznie”, na oczach
wszystkich, odgrywasz wraz z żoną przyjaciela taniec uwodzenia, romansowania, a
nawet – jeśli było tak w Twoim śnie – akt seksualny. ODGRYWACIE tę sytuację za
pomocą TAŃCA. W trakcie tego “spektaklu” możliwe są improwizacje, więc na
przykład Twój przyjaciel może odegrać scenę zazdrości i złości. Ale nie może
Ciebie atakować, jeśli nie było takiego ataku w Twoim śnie. Wszyscy uczestnicy takiego “spektaklu” – rytuału są świadomi
tego, że w snach przejawia się nasza nieświadomość i że odgrywanie snów na
jawie służy uwalnianiu napięć pojawiających się (nieświadomie) w trakcie
śnienia. Więc na koniec wszyscy są szczęśliwi, że wszystkie napięcia (i
wewnętrzne "demony") w trakcie rytuału odgrywania snu zostały
uwolnione. I “spektakl” się kończy… Teraz twój przyjaciel dziękuję Tobie za uwolnienie od tego "demona" ciebie i
jego, a także jego żony. I nie odczuwasz wstydu nawet sam przed sobą, że miałeś
taki głupi i dziwny sen. Bo przecież żona twojego przyjaciela jest co prawda
ładna i sympatyczna, ale przecież nigdy “normalnie” do głowy by ci nie
przyszło, że chciałbyś przeżyć z nią romans. Inna wersja jest taka, że
nieświadomie chciałbyś z nią przeżyć coś takiego, ale wypierałeś się tych uczuć
sam przed sobą i dlatego miałeś ów sen. Ale w trakcie odgrywania tego snu -
przechodząc przez tę samą sytuację w sposób ŚWIADOMY - wszystkie napięcia z tym
związane po pierwsze zostają “upublicznione”, więc wywleczone niejako na poziom
świadomości i poprzez odegranie ich w “bezpieczny sposób” – poprzez “spektakl”,
taniec, rytuał, ogólnie sztukę – zostają uwolnione. W innym przypadku taki nieświadomy "wzorek" powoli
rozwijałby się w Tobie jako nieuświadomiony wewnętrzny "demon",
"pasożyt", który być może pewnego dnia zacząłby flirt z żoną twego
przyjaciela. Aż w końcu doprowadziłby Cię tym samym do Twojej
zdrady… przede wszystkim siebie samego (bo nieświadomego, dlaczego tak się
stało) oraz Twojego przyjaciela... w końcu zniszczyłbyś nieświadomie
waszą przyjaźń Bo czym innym jest świadome rozstanie
z przyjacielem, ponieważ z jakichś powodów kończy się wasza wspólna droga,
a czym innym nieświadome zniszczenie relacji. Spróbuj sobie przypomnieć jakiś sen, w którym
robiłeś/robiłaś “coś złego” (społecznie lub moralnie nie akceptowalnego) i
wyobraź sobie, że odgrywasz ten sen jako “spektakl” – rytuał mający na
celu uwolnienie nieświadomych napięć w Tobie, które przejawiły się poprzez ten
sen… *) "Irokezi czcili sen jako bóstwo. Wyraźnie
rozróżniali świadomość i nieświadomość, i uważali, że ukryta lub nieświadoma część psyche wyraża swoje pragnienia poprzez sny. Jeśli
owe pragnienia nie zostaną zaspokojone, podświadomość wpada w gniew. Irokezi
praktykowali "teatr snu". (...) Podczas takich rytuałów dozwolone
było przekraczanie przyjętych zasad społecznych. Miało to na celu wyrażenie
podświadomych pragnień i ochronę przed chorobą ciała lub umysłu.
Niezrealizowane, ukryte pragnienia uważano bowiem za podstawową przyczynę
zaburzeń osobistych i społecznych.(…)
Można powiedzieć, że rytuały "odgrywania" snów
służyły wyłącznie rozładowywaniu napięć. (...) To rodzaj psychoterapii, lecz i
droga do poszerzania świadomości." - z książki "Nowy słownik
snów" Tony'ego Crispa
* Film z TED "Psychoza lub duchowe przebudzenie" z udziałem Phila Borgesa, filmowca i fotografa, który dokumentuje kulturę rdzenną i plemienną od ponad 25 lat. Jego prace są eksponowane w muzeach i galeriach na całym świecie, a jego nagradzane książki zostały opublikowane w czterech językach. Ostatni projekt Phila, Inner Worlds, bada różnice kulturowe w odniesieniu do świadomości i choroby psychicznej. https://www.youtube.com/watch?v=CFtsHf1lVI4&index=2&list=PLCNNfwRKeVXmzbbkwRdEJrKkiKNOTJ5R2
Elenaor Longen opowiada na TED o swoim doświadczeniu: Eleanor Longden słyszała głosy w swojej głowie. Początkowo
nieszkodliwi, wewnętrzni narratorzy
stawali się coraz bardziej antagonistyczni i dyktatorscy, zamieniając jej życie
w koszmar. Zdiagnozowana u niej schizofrenią spowodowała hospitalizację, w trakcie której była "leczona", a w zasadzie odurzana lekami, Eleanor
została odrzucona przez system odrzucający poza margines "normalności" takie istoty ludzkie jak ona, bo brak było wiedzy, jak takim ludziom pomagać poza farmakologią. Eleanor Longden
opowiada historię swojej wieloletniej podróży powrotnej do zdrowia
psychicznego, w której rozpoznała, że dzięki nauce słuchania tych głosów w głowie była w
stanie przetrwać. A nawet rozpoznać, czym dla niej te głosy były. https://www.youtube.com/watch?v=syjEN3peCJw
"Należy zauważyć, że tak jak ludzkie ciało ma - niezależnie od różnic rasowych - jedną anatomię, tak też i psyche posiada wspólne podłoże niezależnie od wszystkich różnic kultury i świadomości. Podłoże to nazwałem "zbiorową nieświadomością".Ta nieświadoma psyche, wspólna całemu rodzajowi ludzkiemu, składa się nie tylko z treści, które mogą stać się świadome, ale też z utajonych skłonności do pewnych identycznych reakcji.Tak więc, zjawisko zbiorowej nieświadomości jest po prostu psychicznym wyrazem identyczności struktury mózgu, niezależnie od wszelkich różnic rasowych.Fakt ten wyjaśnia analogię, niekiedy nawet identyczność, różnych mitologicznych motywów i symboli oraz możliwość porozumienia się istot ludzkich.Rozmaite linie rozwoju psychicznego mają swój początek w jednym wspólnym pniu, którego korzenie sięgają wstecz, we wszystkie warstwy przeszłości. Jest to także wyjaśnienie psychologicznych paraleli ze zwierzętami. W ujęciu czysto psychologicznym oznacza to, że ludzkość ma wspólne instynkty wyobrażania i działania.Wszelkie świadome wyobrażenia i działania rozwinęły się na podłożu ustanowionym przez te nieświadome, archetypowe obrazy, i zawsze pozostają z nimi związane. Jest tak szczególnie w przypadku, gdy świadomość nie osiągnęła wyższego stopnia jasności, to znaczy kiedy we wszelkich swych funkcjach zależy bardziej od instynktów niż od świadomej woli, kiedy bardziej rządzi nią afekt niż świadomy sąd."
"To wiedza każe nam wierzyć, że jesteśmy niedoskonali.
Wiedza jest tylko opisem snu. Sen nie jest rzeczywisty, więc i wiedza jest
nierzeczywista. Skądkolwiek wiedza pochodzi, zawsze jest prawdziwa tylko z
jednego punktu widzenia. Jeśli podniesiesz percepcję i zrozumienie na
wyższy poziom, stara wiedza przestaje być prawdziwa. Patrząc z bliska można postrzegać las jako ciemną,
chaotyczną gęstwinę której kresu i celu nie widać, w której szamoczesz się bez
nadziei wyjścia. Patrząc z wyższej perspektywy dostrzegasz czym jest las,
jego rozległość, piękno, sensowność, jego skomplikowany ale harmonijnie
współistniejący ekosystem. Wszystko staje się jasne i zrozumiałe. Widzisz też
ścieżki które pozwalają się po nim bezpiecznie poruszać, nie tracąc przy tym
nic z jego piękna. Podobnie jest z naszym życiem. Nie potrafimy
odnaleźć się w naszej wiedzy i z naszą wiedzą. Bo czego w końcu szukamy?
Tego, jak odnaleźć siebie, jak być ze sobą. Szukamy dróg – jak żyć swoim
własnym życiem, a nie życiem Demona*, sztucznym życiem, na jakie nas
zaprogramowano. To nie wiedza prowadzi nas do nas samych. To mądrość. Należy rozróżniać wiedzę i mądrość, ponieważ nie są tym
samym. Główny sposób posługiwania się wiedzą polega na porozumiewaniu się
z innymi, na pogodzeniu się z tym, co widzimy. Wiedza jest jedynym narzędziem
komunikacji, bo ludzie nie potrafią przekazywać informacji z serca do serca.
Ważne jest, w jaki sposób korzystamy ze swej wiedzy, bowiem stajemy się
niewolnikami wiedzy i tracimy w ten sposób wolność. Mądrość nie ma nic
wspólnego z wiedzą. Ma natomiast wiele wspólnego z wolnością. Kiedy
jesteś mądry, masz wolność swobodnego używania swego umysłu i prowadzenia
własnego życia. Zdrowy umysł jest wolny od Demona*, jest wolny w taki
sposób, jak wolnym jest się przed udomowieniem, przed wpasowaniem w
schematy. Kiedy uzdrowisz swój umysł, kiedy wyzwolisz się ze Snu,
stracisz niewinność, ale zyskasz mądrość.
Pod wieloma względami staniesz się znowu dzieckiem, z jedną
różnicą: dziecko jest niewinne i dlatego może bezwiednie pogrążyć się w
cierpieniu lub nieszczęściu. Ten, kto wychodzi ze Snu, jest mądry, bo
teraz wie. Posiadł też wiedzę o Śnie."
_______
"Demon*
Demonem Toltekowie nazywają wszystkie wierzenia i
przekonania, które sprawiają, że cierpimy. Ludzki umysł jest chory, ponieważ
zagnieździł się w nim Demon, który wysysa zeń energię życiową i okrada z
radości. Wierzenia te są tak silne, że po wielu latach, kiedy poznamy nowe
koncepcje i chcemy podejmować własne decyzje, okazuje się to niemożliwe,
ponieważ nadal sprawują kontrolę nad naszym życiem."
Choć już wielu naukowców ma głębokie wglądy i wiedzę na
temat współdziałania umysłu i świadomości. Istnieją zjawiska, które trudno
opisać bez wkraczania w "przestrzenie duchowego istnienia istot
ludzkich". Wśród naukowców jest wielu propagatorów legalizacji np.
marihuany i innych "psychodelicznych" środków. Ale co robią te
środki? Uaktywniają potencjał umysłu, wcześniej nieznany bez doświadczeń
stymulowanych tymi środkami. A jednak istnieją także takie istoty ludzkie, których
potencjał umysłu "wytwarza" takie same wizje bez tych środków. Ale
tych ludzi się określa jako "psychicznie chorych" albo
"nawiedzonych" albo "szalonych" itd.. Oficjalna nauka
nie potrafi do końca wytłumaczyć, czym te wizje są. Chociaż te próby coraz
częściej się przejawiają. Ale np. szamani doskonale wiedzą, że takie
osoby mają dostęp do "duchowego świata" . Naukowiec Jill Taylor mówi o tym, że jesteśmy istotami
energetycznymi. I to, co dzieje się na poziomie energii jest niezrozumiałe dla
tej części umysłu, który pozostaje ograniczony do postrzegania siebie i świata
wokół wyłącznie podstawowymi pięcioma zmysłami. A może być postrzegany także
"ponad-zmysłowo" i to postrzeganie jedni nazywają
"duchowością", a inni np. "energetyczną wielowymiarowością"
naszych możliwości jako istot ludzkich, ponad-fizycznych, ponad-biologicznych,
a nawet ponad-psychicznych. Jill tłumaczy na podstawie własnego
doświadczenia, jak działają dwie półkule mózgu, jak utraciwszy sprawność lewej
półkuli doświadczyła Nirwany. Jak wylew, który się jej zdarzył, był pięknym
duchowym doświadczeniem, niezbędnym dla jej rozwoju i ekspansji świadomości. Jill doświadczyła bycia czymś znacznie więcej niż ciało... Film o doświadczeniach Jill Taylor https://www.youtube.com/watch?v=UyyjU8fzEYU&feature=youtu.be&fbclid=IwAR28tDAGqHNGWx5gKZB2kgRzw5MZuVYulEYxuH4BIT2ypwaNeYo5yEvLw4Y
Jeszcze jedno wystąpienie na TED Phila Borgesa pt. "Mity, szamani i widzący." Wizje szamańskie nazywa on "halucynacjami", ale jest świadom tego, że zarówno "wizje" jak "halucynacje" mają miejsce, gdy świadomość dociera i otwiera takie przestrzenie umysłu, które w "cywilizowanym świecie" rzadko są dostępne, a ci, którzy ich doświadczają, są uznawani za "psychicznie chorych", "nawiedzonych", "szaleńców" i odrzucani są na margines społeczny. Różnica między "wizjami" a "halucynacjami" polega na tym, że pierwsze są odczytywane jako świadome wglądy w głębokie poziomy - strefy umysłu (tzw. wyższego Ja, Wielkiego Ducha itp.), a drugie są doświadczane bez wiedzy i świadomości tego, czym te doświadczenia są.
Dialogi:
Izabela: "Spotkałam szaleńca, który powiedział: nie mogę kochać, bo bym zwariował."
Tikali: To kolejny paradoks: "szaleńcy, którzy boją się zwariować"... Wygląda na to, że jednak otwarcie się szaleńców na doświadczenie świadome szaleństwa (albo szaleńców na świadome zwariowanie) to jedyna droga do uzdrowienia SIEBIE. A w dualnym świecie doświadczania dobra i zła w zasadzie wszyscy jesteśmy (poniekąd) szaleńcami,"chorymi z urojenia", "chorymi psychicznie" z "dwubiegunowością"... I jesteśmy "schizofreniczni", bo schizofrenia to rozłam, rozpad umysłu... skonfliktowanego z samym sobą... Strach szaleńca przed szaleństwem powoduje zamrożenie"... "Zamrażanie" czyli utwardzanie się struktury rozszczepionego umysłu, rozszczepionego nieświadomymi wewnętrznymi konfliktami. "Zamrożenie" to iluzja bezpieczeństwa. Wynikająca ze strachu... Stąd dalej: strach przed baniem się... Złość i złoszczenie się na złość... Wypieranie... Podwójne cierpienie... a nawet potrójne cierpienie...
I znów wychodzi na to, że jedynym "lekarstwem" jest samo-obserwacja, samo-poznanie, samo-świadomość. Bo bez uświadomienia i akceptacji strachu, złości i szaleństwa oraz przyjęcia ich z czułością w sobie, nie stracą one swojej mocy... choć są iluzoryczne (jak myśli, które uznajemy za jedyne prawdy). A jednak... są intensywnie doświadczane, gdy w nie wierzymy. To świadomość nasącza jak gąbkę ten "rozszczepiony, podzielony, poszatkowany... nieświadomymi konfliktami umysł", ujawnia te konflikty. Scala także różne części umysłu w spójną całość. I staje się on miękkim, elastycznym, wręcz artystycznym wyrazem Sztuki Życia w boskiej Zabawie w samo-poznawanie Się (SIEBIE)...
Bo świadomość nasączając umysł jak gąbkę "uzdrawia" i "skleja" ze sobą wszystkie jego "rozszczepione" części uelastyczniając jego strukturę. A następnie otwierając kolejne, nowe bramy i przestrzenie jego możliwości. I naszych umiejętności... wielowarstwowego, wielowymiarowego postrzegania w przygodzie samo-poznawania Się Istnienia, Życia nami i poprzez nas - Istotę w formę ludzką ujętą.
-----
Serafin: "Od trzech dni silne ataki paniki, nawrót nerwicy, byłem z tego powodu hospitalizowany. Dodatkowo jestem numerologiczną 9 wzmocnioną 9. Jakieś pomysły, jak sobie pomóc?"
Tikali: Serafin, Taka odpowiedź Się przejawia: bądź z tym i obserwuj to, co się dzieje w Tobie. Co jest doświadczane. Bądź ze sobą najczulej, najserdeczniej jak możesz w danej chwili.
Kiedyś w młodości nie mogłam ze sobą wytrzymać i kilka razy próbowałam popełnić samobójstwo. Przy trzeciej próbie, gdy się obudziłam rozczarowana, usłyszałam w sobie: i tak musiałabyś tu wrócić, jesteś tu po to, by zrozumieć ten świat (i siebie), a potem będziesz wiedziała, co dalej.
I zrozumiałam po jakimś czasie, że byłam "skonfliktowana" z otaczającym mnie światem i z samą sobą jednocześnie. Bo wierzyłam w takie myśli, przekonania (byłam z nimi utożsamiona i ich nieświadoma), które utrzymywały mnie w nieustającym wewnętrznym konflikcie reflektowanym, projektowanym na wszystko, co postrzegałam "na zewnątrz". Teraz wiem, że w takich sytuacjach nikt nam nie może pomóc. Że ktokolwiek powiedziałby mi wtedy cokolwiek o tym, co "powinnam zrobić", i tak by to nie pomogło. Może gdyby ktoś powiedział, co mogłabym zrobić... ale nie było nikogo takiego. Więc musiałam przez to przejść sama.
Teraz wiem, że bycie i obserwowanie tego, co się zadziewało we mnie (myśli i odczucia w ciele z nimi powiązane), obserwowanie siebie w różnych sytuacjach (w tym trudnych i bolesnych) sprawiało, że stawałam się coraz bardziej świadoma. A mój stosunek do tego, co jest, wciąż się zmieniał, bo odkrywałam siebie i kolejne warstwy tego, czego wcześniej nie widziałam i nie wiedziałam o sobie. Czego nie byłam świadoma.<br>
Wiem też, że to, co teraz piszę do Ciebie może być dla Ciebie inspirujące lub nie, dlatego w wolności Się to przejawia. Bo to nie ode mnie zależy, czy to Cię w jakikolwiek sposób zainspiruje czy nie.
Pozdrawiam serdecznie.
Serafin:
"rezonuje, trochę się zmieniło od napisania tego postu, co nie znaczy, że nie wróci, ponieważ obecnie przechodzę proces głębokiego oczyszczania. Dziękuję za piękną odpowiedź."
----
Marta:
W sumie poruszyłaś temat bardzo mi bliski. Szaleństwo. Świadomość szaleństwa. Strach przed nim. Strach przed byciem odbieranym jako szaleniec. Dla mnie samym szaleństwem jest strach. Którego się boję. Więc najbardziej boję się bać. Dziwny paradoks. Co do ludzi w zakładach psychiatrycznych i generalnie ludzi których uważa się za psychicznie chorych... Ciężko nazwać to co jest obecnie za zgłębianie tego i leczenie skoro leczący znają wszystko tylko z książek. Jak chcesz spróbować "wejść" do kogoś nie wchodząc do "siebie". Wszakże dotrzeć do wnętrza kogoś możemy tylko na tyle głęboko na ile dotarliśmy w sobie. Więc jak można chcieć scalać czegoś czego się nawet nie widzi/czuje? Wszystko moim zdaniem zaczyna się od podejścia do tematu. Otwarcie na nowe, na mądrość albo skostnienie i tak jak napisałaś "zamrożenie". Pozdrawiam Cię kochana...
Bywa, że to, co harmonijne, zakrytym pozostaje, ponieważ jest wielowymiarowe, ponadlokalne.
A lokalnie obserwowane efekty takich zjawisk, zdarzeń mogą wyglądać na chaotyczne.
Iluzja chaosu powstaje lokalnie, gdy całe zjawiska, zdarzenia pozostają w wielowymiarowości, inaczej w "ciemności", nieświadomości jako zakryte. Przenikają one lokalne przestrzenie, także różne "ekrany" postrzegania w "świetle"... o "niższej" (mniejszej liczbowo) wymiarowości. Poniższy rysunek przedstawia to w sposób symboliczny:
3. w ciemnej przestrzeni "ukryte są" dwie figury przestrzenne, symbolizujące harmonijne zjawiska, które przenikają ekran "jasnej" 2D percepcji - na rysunku z lewej strony. Efekty tego przenikania - widoczne na rysunku po prawej stronie - wyglądają na chaotyczne, ale poza ograniczoną do 2D przestrzenią wcale takie nie są. Analogicznie możemy rozpoznać, że percepcja 3D także jest zanurzona w kolejnej - 4D itd...
Harmonia w chaosie. Chaos w harmonii. Wszystko w wiecznym tańcu doskonałego istnienia... przejawiającym Się jako wszechatrakcyjne widowisko, gra "światła i ciemności", "oddzielania i łączenia", "ukrywania i odkrywania"... itd. itp..... cudowna Zabawa Istnienia, Esencji, Życia...