Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ENERGIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ENERGIA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 marca 2026

TANIEC PRZEJAWÓW...

 Uczucia, emocje, myśli... 

jak kolorowe wstążeczki tańczą 

poruszane prądami wiatru... 

wszechwiecznego oceanu... świadomości. 

Uczucia, emocje, myśli 

jak  zmarszczki na falach energii 

wibrującej w nieskończonej 

i wiecznej przestrzeni... świadomości;  

obserwowane zbiegają się w punkt 

i znikają albo... rozwiewają się 

w drodze powrotnej do swojego źródła... 

jak dźwięki w bezbrzeżnej ciszy...






piątek, 4 lutego 2022

PODRÓŻE PO RÓŻNYCH ŚWIATACH... I PRZEKRACZANIE GRANIC

Ponoć konieczność przetrwania za wszelką cenę jest dla człowieka podstawą jego egzystencji. A największy strach to strach przed śmiercią, utratą zdrowia i niepełnosprawnością. Dążenie do utrzymania zdrowia za wszelką cenę oraz do powiększania bogactwa, w którym upatrywane jest pozorne bezpieczeństwo wynikają z tej potrzeby przetrwania za wszelką cenę. Te działania są uwarunkowane silnym utożsamieniem z fizycznym ciałem. Wtedy strach przed śmiercią ciała jest strachem przed unicestwieniem, zanikiem w jakiejś nicości, niebycie. To strach przed nieznanym. 

Strach, który mimo życia w zdrowiu i obfitości wciąż zatruwa radość życia człowieka doświadczającego ciągłego braku, nienasycenia, niepokoju o byt... i prowadzi do utraty zdrowia. Ten strach generuje potrzebę kontroli nad życiem i wszelkimi zjawiskami natury, także nad innymi ludźmi. Uaktywnia walkę o o byt, następnie walkę o władzę, o własność, o panowanie nad materią i energią, nad innymi itd. Co z kolei prowadzi do różnego rodzaju manipulacji w tym oszustw, kradzieży, zagarniania, anektowania, przemocy - wszystkiego, co służy osiąganiu celów za wszelką cenę.

Strach przed nieznanym generuje potrzebę walki o jak najdłuższe przetrwanie w jednej formie cielesnej. Czasem nawet za cenę wyrzeczenia się tego, co jest postrzegane i odczuwane jako dobro. Bo np. jako dobro można postrzegać życie ludzkie. Jednak zawsze może znaleźć się jakieś "wyższe dobro", które pozwoli zabić siebie albo innego człowieka, wykorzystać go, zniewolić, nawet torturować czy wykonywać na nim eksperymenty... w imię innego względnego dobra uznanego przez kogoś lub grupę ludzi za "wyższe dobro". Jeśli w tym świecie najwyższym dobrem jest życie ludzkie, to czy może istnieć jeszcze wyższe dobro, które pozwala człowiekowi wykorzystywać, niewolić a nawet zabijać człowieka? A może dobro jest po prostu względne i co dla jednego jest "wyższym dobrem", dla drugiego już nie jest? 

Nie oceniam zróżnicowanego postrzegania dobra i zła jako dobre lub złe.  Po prostu wiem, że różnym istotom ludzkim dane są różne doświadczenia z powodu ich różnych wyobrażeń o sobie, o innych, o świecie oraz o tym właśnie, co jest dobre a co złe. 

W pakiecie moich doświadczeń w tym świecie znajduje się doświadczanie większego strachu przed życiem niż przed śmiercią. Ten świat w młodości wydawał się niesprawiedliwy, okrutny, wypełniony po brzegi kłamstwami i cierpieniem... Cierpiałam. Negowałam w sobie ten świat do tego stopnia, że chciałam się zabić, bo śmierć wydawała się jedynym sposobem uwolnienia od cierpienia. Powody swojego cierpienia upatrywałam w tym świecie i w innych ludziach, bo nie byłam w stanie dostrzec ich w sobie. 

Doświadczałam w tym świecie też strachu przed ciemnością, lęku wysokości, przed odrzuceniem itp. I te różne strachy i lęki - gdy były z czasem oswajane - zanikały...

Pojawiało się też wiele snów, wizji i wglądów ujawniających (uświadamiających) istnienie w bardzo wielu, bardzo różnych światach - snach. Umierałam w nich w ciałach różnych kobiet i mężczyzn wiele, wiele razy, na różne sposoby. Doświadczałam istnienia i śmierci różnych form. Przechodziłam też przez doświadczenia strachu przed nicością, niebytem, bo doświadczając życia w jakichś formach wierzyłam, że poza istnieniem w formie materialnej, w jakimś ciele nie istnieje żadne inne życie, żadne kontinuum. Że jakiekolwiek kontinuum poza tą jedną formą zawsze aktualnie doświadczaną nie istnieje. Że poza formą jest nicość, niebyt. Utożsamienie z tym konceptem było doświadczane i zostało uświadomione w jednym ze światów - snów ciągłej walki o energię, którą trzeba było kraść innym w celu przetrwania. Kiedy znalazłam się w takim świecie  - śnie, poczułam przesycenie i zmęczenie uczestniczeniem w ciągłej walce o energie. Bo nagle pojawiło się uświadomienie, w czym uczestniczę - w grze pt. walka o energię, która nie ma końca.  Wszystkie istoty w tym świecie bały się nicości i dlatego wciąż uczestniczyli w walce o przetrwanie utrzymując taki świat. Nie mogli przestać walczyć, nie wierzyli, że coś innego poza tym światem może istnieć. Bali się nicości. Nieświadomi, że boją się nieznanego. To, co pozornie zostało poznane stwarzało granice i reguły tego świata - snu.

Wtedy mimo strachu przed nicością podjęłam decyzję wyjścia z tego świata - nawet gdybym miała zaniknąć w nicości i niebycie. Niezasilana energią z zewnątrz zaczęłam zanikać. To było jak odczucie rozpadania - jakby jakaś struktura utworzona z gęstek energii rozpadała się na atomy, atomy rozpadały się na fotony, aż do zaniku jakiejkolwiek formy drgań; Zadziwienie moje było ogromne, gdyż niby przestalam istnieć, a w tej nicości - pustce okazało się, że jest jakieś kontinuum - coś jak samoświadomość istnienia (JESTEM) bez żadnej wiedzy, bez wiedzy o tym, kim, czym jestem. To jest bycie bez utożsamienia z jakąkolwiek formą a nawet bezforemnością. Choć na zasadzie porównania z istnieniem w formie, życiem w ciele mogłabym opisać to jako stan świadomego istnienia bezforemnego.

I na początku sprawiało ogromną trudność utrzymanie się w tym stanie, bo coś mnie z tej pustki dwukrotnie wywalało do tego samego świata. Ale wtedy już byłam świadoma, że wracałam do tego samego świata walki i natychmiast podejmowałam tę samo decyzję o gotowości powrotu do nicości. Podejmowałam tę decyzję zaniknięcia w nicości w sumie trzykrotnie. Aż znalazłam się w tym tu świecie. Potem spontanicznie pojawiały się wizje i doświadczenia "wchodzenia" w ten stan i oswajania się z nim już w tym świecie i tym ciele.

Uważna samoobserwacja (badanie w sobie) różnych doświadczeń - tych na jawie, w snach i wizjach - poszerza naszą perspektywę postrzegania siebie,  uwalnia od przywiązania do różnych przekonań i utożsamień, także od różnych strachów... 

Wtedy poczucie bezpieczeństwa może być odkryte na przykład w odczuwaniu w sobie spokoju i ciszy (a nawet radości życia, błogości istnienia) bez względu na sytuację i okoliczności. Ten spokój i cisza są jak przestrzeń dla tańca wszystkich doświadczanych form, ich wzajemnych relacji i sytuacji... spokój i cisza jak przestrzenność wypełniająca wszystko Sobą. 

Stąd płynie i przejawia się szacunek do natury, do życia, do jego różnych form, także do ciała. Proste dbanie (w miarę możliwości) o potrzeby, a nawet preferencje ciała samo się robi. Bo to w tym świecie jest naturalne i piękne. Tu nie ma strachu przed śmiercią tego ciała. Ani przed zmianą formy czy nicością - pustką. Jest jak jest, a co i jak będzie - tego nie wiadomo. I to też jest naturalne i piękne. Bez napięcia, bez konfliktów w przepływie się tańczy.

Istnieją też inne światy- sny takie jak świat wirtualnych cząstek, które aby mogły zaistnieć przez jakiś czas, muszą pożyczyć energię z banku energii na określony czas. Potem cząstki zanikają.

Istnieją też takie światy, w których cząstki w tańcu energii spontanicznie pojawiają się w przestrzeni. W takim spontanicznym tańcu zderzają się ze sobą, łączą i współtworzą coraz większe formy, coraz bardziej skomplikowane, tworzą formy ciał, które są postrzegane jako materialne obrazy. Pojawiają się, ulegają transformacji i stają się jakby pokarmem dla innych form i ciał.

Istnieją też takie światy, w których świadomość staje się świadoma tańca form, śniących się snów i bawi się w wybieranie różnych doświadczeń w różnych światach - snach...

środa, 30 października 2019

BÓL I BŁOGOŚĆ, A WSZYSTKO JEST ENERGIĄ

INTERFERENCJA 

Każdy moment, element życia istnieje w pełnej synchronii z całością. Jedynym powodem doświadczania braku tej synchronii jest zabawa w doświadczanie iluzji: dysharmonii pozornie oddzielonych od siebie jakichś elementów całości i ponownego ich harmonizowania ze sobą. W SOBIE.
Po zharmonizowaniu - objęciu różnych elementów we wspólną całość - JEST samoświadome, że każdy element życia - jak każdy dźwięk i wzór, jak poszczególne figury Jednego Tańca Życia - istnieje zawsze w całkowitej harmonii z całym Tańcem zmienności form i niezmienną Przestrzenią dla Tańca.
Bo wszystko jest energią...

Od kilku miesięcy chwilami zdarza się, że odczuwam przeróżne bóle w ciele. Bywa, że nie wiem, czy to mięśnie czy kości. Nie wnikam w to. Po prostu jestem z tym, co jest odczuwane. A ponieważ nie doświadczam już takiego utożsamienia z ciałem jak kiedyś, to nie ma także utożsamienia z bólami, ani strachu przed jakimś bólem, ani użalania się nad sobą z powodu jakiegoś bólu. Jest w tym byciu nawet jakaś radość/błogość istnienia.

Przyglądam się też czasem zmianom zachodzącym w ciele - jak np skóra zaczyna się marszczyć. Jak zachodzi proces transformacji - "starzenia się formy". Gdy przyglądam się temu wnikliwie, bez stereotypowych przekonań i osądów, dostrzegam w tym swoiste piękno i mądrość natury. Tak jak patrząc na więdnące (zmieniające kolor) lub nawet zwiędłe już, suche liście można doświadczać zachwytu i zadziwienia ich pięknem.
Ciekawe, że czuję się istotą bez wieku. Czasem zachowuję się jak dziewczynka np. podskakuję sobie idąc do metra albo biegnąc do tramwaju. Czasem jak dziewczyna czy młoda kobieta albo jak ociężała "pani w starszym wieku". Lecz nie utożsamiam się z żadną z nich. Są chwile, w których przejawiam się różnie, mimo tego, że ciało wygląda jak wygląda. Bo czuję się istotą bez wieku. Czasem jak elf, czasem niziołek albo krasnoludka, a czasem nawet jak istota ludzka... albo boska... albo absolut-nie nie-uchwytna... 

Gdy czasem patrzę w lustro i widzę "starszą kobietę", przyglądam się temu obrazowi... Często widzę ją rozpromienioną, czasem również zmęczoną... I w tym i w tym jednak jakieś piękno jest widziane/odczuwane. Przyglądam się temu lustrzanemu odbiciu, jakbym nie była tym odbiciem, ale czymś, co to odbicie widzi i nie ocenia go. Po prostu Się widzi jakąś formę jak obrazek. Nie wiedząc kim/czym i skąd To Jest. I... Się czuje, że jest-em tym, co widzi to odbicie w lustrze i jednocześnie jest-em tym, co w lustrze jest widziane - iluzją refleks-ją.

A każda chwila widzianych obrazów wydaje się zmienna, inna, nie do odtworzenia... choć widzące Się pozostaje niezmienne...

środa, 17 kwietnia 2019

ODKRYWANIE NIEŚWIADOMYCH MYŚLI, ZACHOWAŃ I EMOCJI PROWADZI DO WYZWOLENIA Z CIERPIENIA

Spojrzeniem z głębin Oceanu Istnienia na powierzchniowe i powierzchowne fal wzburzenia... taka opowieść Się przejawia... 
Wszystkie konflikty, cierpienie i tzw. choroby - te fizyczne i psychiczne - doświadczane w tym świecie, które sprawiają cierpienie, biorą się z napięć (energetycznych) w ciałach ludzkich. A te napięcia wynikają z nieuświadomionych konfliktów w umyśle. Taki "mechanizm zwrotny", taka relacja "ja i otaczający mnie świat" ma miejsce na powierzchni tego Oceanu Istnienia...
Jako dzieci bywamy pełni ufności do życia, świata i ludzi. Przychodzi jednak taki moment, kiedy zaczynamy widzieć i odczuwać, że dorośli mówią nam, jak powinniśmy myśleć, co powinniśmy mówić i jak postępować, choć sami myślą, mówią i postępują inaczej. Oczekują od nas zupełnie czegoś innego niż robią sami. Karzą nas i nagradzają swoimi ocenami i osądami, swoimi emocjami. Za spełnianie ich oczekiwań jesteśmy nagradzani. A za postępowanie niezgodne z ich oczekiwaniami jesteśmy karani.
I nawet "nie wiadomo kiedy i jak" dorośli zaczynają wymagać od dzieci mówienia prawdy, a jednocześnie zaczynają je także przymuszać do kłamstw, bo mają w tym swoje interesy i swoje powody. Zaczynają manipulować dziećmi. Jako dzieci jesteśmy wtedy nagradzani za "odpowiednie", bo zgodne z oczekiwaniami rodziców prawdy i jednocześnie za "odpowiednie", bo zgodne z oczekiwaniami rodziców kłamstwa oraz spryt czyli różnego rodzaju manipulacje.
Na początku jako dzieci nie rozumiemy tego, ale intensywnie odczuwamy ten fałsz jako wewnętrzny konflikt. Wtedy pojawiają się coraz częstsze napięcia i emocje w ciele. Bo odczuwamy konflikt między tym, co dorośli nam mówią, czego od nas oczekują, a tym, co sami robią, jak postępują. I mimo wszystko tym "nasiąkamy".
Im więcej konfliktów między dorosłymi obserwujemy jako dzieci, tym częstsze i większe spięcia i napięcia w naszych ciałach i mózgach się pojawiają. Nasze doświadczenia stają się coraz bardziej "traumatyczne". A wewnętrzne napięcia i spięcia prowadzą nawet do zrywania połączeń między neuronami w mózgach.
Jako nastolatkowie zaczynamy więcej rozumieć, więc próbujemy na różne sposoby przeciwstawiać się takiemu traktowaniu nas przez dorosłych, buntując się. Ale wcale nie zapobiega to pogłębianiu się konfliktów tych zewnętrznych i wewnętrznych.
Niektórzy nastolatkowie nie mogąc poradzić sobie z tymi konfliktami i emocjami wypierają się ich i próbują radzić sobie dostosowując się do wymagań świata zewnętrznego. Wtedy grają role "grzecznych dziewczynek i chłopców", nawet w dorosłym biologicznie i fizycznie życiu. Ich sposoby działania można określić mechanizmami obronnymi, które sprawiają nieustanne wypieranie się przed sobą swoich prawdziwych uczuć i emocji. Nie zmienia to faktu, że w wielu sytuacjach powtarzają dokładnie te same wzorce zachowań, którymi nieświadomie "nasiąkali" w procesie "wychowywania".
Inni zatrzymują się na etapie buntowników. Ich mechanizmy obronne sprawiają, że nie wypierają się oni swojej agresji, ale zawsze mają usprawiedliwienie dla swoich agresywnych zachowań. Także powtarzają dokładnie te same wzorce zachowań, które nieświadomie przejęli w procesie "wychowania", ale uznają się za lepszych i mądrzejszych od innych, ponieważ wierzą w to, że jako buntownicy tylko oni mają rację. Dlatego oceniają i krytykują postępowanie innych oraz oczekują, że wszyscy inni powinni postępować zgodnie z ich oczekiwaniami.
Bywa, że raz odgrywamy role "grzecznych dziewczynek i chłopców", a w innych sytuacjach gramy role "buntowników" próbując "radzić sobie z Życiem", nieświadomie korzystając z różnych strategii... a i tak wtedy wciąż stawiamy opór Życiu i naszemu dojrzewaniu ku pełni Istoty w formie ludzkiej.
W rezultacie zostajemy całkowicie pozbawieni radości życia, harmonii, poczucia bezpieczeństwa - zaufania do życia. Szukamy na zewnątrz możliwości doświadczania ich, ale ponieważ są one zakłamane, nie dają zaspokojenia tego pragnienia.
Tracimy poczucie bezpieczeństwa, a za to zaczynamy odczuwać wręcz notoryczny "podskórny" lęk związany z "zagrożeniem życia". Bo z jednej strony przerażeni kłamstwami i okrucieństwem ludzi w tym świecie mamy potrzebę ucieczki od niego - bo "nie pasujemy do niego". Stąd autoagresja wynikająca z lęku przejawia się wiarą i utożsamieniem z takimi myślami, konceptami, ideami, przekonaniami, które usprawiedliwiają ten strach przed innymi ludźmi.
A z drugiej strony boimy się życia i zaczynamy go nienawidzić - bo sami już nieświadomie nasiąknęliśmy kłamstwami i okrucieństwem. Stąd agresja wobec innych przejawia się wiarą w takie myśli, przekonania, koncepty, idee, które potwierdzają i usprawiedliwiają tę nienawiść.
Takie wzorce myślowe i zachowań powodują, że coraz więcej dorosłych, nastolatków i dzieci doświadcza różnego rodzaju "stanów depresyjnych" prowadzących nawet do prób samobójczych. Albo do tzw. chorób psychicznych i fizycznych sprawiających cierpienie i ból.
Bez rozpoznania tych wzorców myślowych i mechanizmów działania nie ma możliwości na zmiany. Inaczej: jakiekolwiek zmiany możliwe są jedynie przez rozpoznawanie i uświadamianie sobie tych wzorców myślowych i mechanizmów działania.
Nawet jeśli "nikt nie nauczył nas" w tym świecie Miłości, to jedyną możliwością "nauczenia się" Jej jest otwarcie się na Nią w sobie. Przez zanurzanie się coraz głębiej pod powierzchnię Oceanu Istnienia... i stawanie się coraz bardziej świadomymi procesów myślowych i emocjonalnych, które utrzymują nas w konfliktach umysłu oraz w konfliktach z zewnętrznym światem. Bo tylko otwarcie na świadomość (Miłość) i nieznane, umożliwia rozpoznanie i zrozumienie głębi naszej Istoty wykraczające poza wszelkie ograniczenia, uwarunkowania i konflikty. Rozpoznanie i ponad intelektualne zrozumienie jedni tego, co "wewnątrz" i "na zewnątrz".
I "odkrycie" głębin Oceanu Istnienia w sobie...
SIEBIE...
Się...

piątek, 8 lutego 2019

INTEGRACJA "DZIKIEJ BESTII" W SOBIE KU SCALANIU SIEBIE...

Taka odpowiedź dziś Się przejawiła, która może i inne istoty zainspiruje lub będzie darem potwierdzenia, że coraz więcej istot ludzkich przechodzi przez podobne (choć momentami postrzegane jako bardzo ciężkie i trudne) procesy transformacji i zmian w postrzeganiu SIEBIE (tego, co wewnątrz i na zewnątrz, a co jest... Jednym przejawiającym Się zróżnicowamiem SIEBIE).

Im wyżej "sięgamy", tym niżej "spadamy", więc chodzi o to, żeby to "wyżej" i "niżej" integrowało się ze sobą... By wszystko to, co nas jeszcze straszy, co nas "odrzuca od siebie", co nadal jest negowane, ukrywane, może się integrować i kąpać w krystalicznej bryzie świeżości tryskajacej prosto ze Źródła, którym jesteś-my..

To całkiem naturalne na tym etapie podróży - na przykład te "ataki dzikej bestii" w snach... Tak, ta dzika bestia to integralna część całości, która atakując cię we śnie domaga się przyjęcia... bo każde odrębne ja w swoich wyobrażeniach o SOBIE odcięło się kiedyś od niej... a teraz może tę część SIEBIE dostrzec (uświadomić), przyjąć i zintegrować... 
Jak to możliwe?
Przez świadome przyjmowanie tej części SIEBIE taką, jaka jest, świadome oddanie temu, by nas "rozszarpała na strzępy, atomy, a nawet fotony" i "pożarła"... w wewnętrznym procesie... (symbol Kali czy Mahakali) Ale UWAGA: Tu istotne jest, by nie "stawać się tą bestią", lecz by ją - jej energie, jej wibracje świadomie, świadomie, świadomie (!) odczuwać w wewnętrznej przestrzeni, obserwować przyjmując to takim jakie jest. To wyobrażenie budzące strach... Wtedy to Się integruje w sobie, SOBĄ, kąpiąc w energii bezwarunkowej, wszechogarniającej i wszechprzenikającej miłości.

Bo każda i każdy z nas w tej części, którą oddzielne ja- ego ukryło przed sobą, jesteśmy także tym - tą dziką bestią... Oddzielne ja czyli tzw.ego nie dopuszcza tego do siebie, bo taka była/jest funkcja, zadanie struktury ego - utrzymywać granice oddzielności ja przez utożsamienie z myślami, które konfliktują ze sobą różne ja - różne części Umysłu. (W Tym także utożsamienie z ciałem utrzymuje konflikt z tym, co w nim i poza nim).

I dopóki przed jakąś częścią SIEBIE uciekamy, dopóty ona będzie nas gonić, dopóki jej się boimy, dopóty będzie nas atakować i straszyć...

A dopóki coś będziemy przed sobą ukrywać, wciąż będziemy tego szukać i oszukiwać siebie...
Każda cząstka SIEBIE jako całości Jedni przestanie nas gonić, straszyć albo uciekać dopiero, jak zostanie Świadomie ujawniona, odkryta, dostrzeżona i przyjęta taką, jaka jest. Wtedy staje się zintegrowana w całości naszej Jedni SIEBIE. I zostaje uwolniona.
Coraz częściej zdarza się, że nie wiesz, co dalej... 
To wspaniały znak. Odrębne ja - ego, gdy wie coraz mniej, ma możliwość stapiania się z jednym JA...

Coraz bardziej pragniesz "przejść do następnej klasy"? 
Jeśli możesz, odpuść i to pragnienie. Niech to pozostanie intencją... Wiesz, czujesz, że dane będzie ci to przejście, ale nie wiesz ani kiedy, ani jak. Bo i tak przejdziesz wtedy, gdy będzie gotowość... Oddzielone, odrębne ja - ego nie musi ani nie potrzebuje tego wiedzieć, kiedy połączy się z JA...

(Motyl się wyłania z kokonu, gdy skrzydła są w pełni ukształtowane... sam nie wie, kiedy to Się stanie...) ;)

Kiedy przechodziłam przez bardzo trudne (względnie :)) doświadczenia transformacji, pojawiało się czasem pytanie:
ile jeszcze, jak długo będzie mnie tak "rozrywać na strzępy", bo już nie mogę, nie wytrzymam?
Kilka razy wręcz zaczynałam się modlić o to, żeby to się już skończyło. Ale tak naprawdę ratowało mnie wtedy i koiło jedno: poddanie się temu procesowi i zaufanie przejawione słowami:

będzie to trwało dokładnie tyle, ile będzie miało trwać.

Obserwowanie i świadome bycie z tym, co się pojawia, ujawnia i świadome przyjmowanie z miłością tych cząstek, które wyłaniają się ze "strefy cienia" całości Umysłu... to sposób na "uzdrawianie się z choroby cierpienia". Na pewnym etapie może to być postrzegane jako proces uzdrawiania.
Wtedy świadomość przenika to, co się odkrywa w kolejnych "zakamarkach" umysłu, co ujawnia się jako (ukrywana wcześniej) kolejna część prawdy o sobie. I te części całości uwalniają się w nas w ten sposób. Można powiedzieć, że wtedy uzdrawiamy siebie poprzez przyjmowanie z miłością wszechogarniającą (wszystkie po kolei) ujawniające się nieświadome, bo kiedyś wcześniej wyparte do "strefy cienia", a uznane za "złe" albo "niegodne" części SIEBIE. Także te piękne, których z kolei odrębne ja czuło/czuje się "niegodne"... Z powodu przywiązania do... utożsamienia się z myślami utrzymującymi w emocjach związanych z poczuciem bycia niegodnym/niegodną czegoś. To przywiązanie zawsze odwiązuje się... w "swoim czasie", dokładnie wtedy, kiedy to się staje...

...stąd 😉 widziane jest jako ś-wiadome, że nie ma "przekraczania dualności z ciałem", lecz jest uwalnianie od całkowitego utożsamienia z ciałem. Wtedy ciało jest zintegrowane z Duchem, Źródłem, esencją istnienia... jako i indywidualne ja się integruje...
Jest integrowanie tego wszystkiego, od czego oddzielne, odrębne ja-ego (cząstka Umysłu) zostało oddzielone, by doświadczać iluzji tej odrębności... Bo gdy jedna część Umysłu Uniwersalnego mówi np.:
"jest tylko światło, a ciemność to iluzja", 
to druga jednocześnie mówi: 
"jest tylko ciemność, a światło to iluzja". 
I widziane są obie jednocześnie. I widać, że obie sobie odzwierciedlają siebie na zasadzie: 
"ja jestem, a ciebie nie ma."
Więc obie wzajemnie wypierają się SIEBIE jako całości.

Duch ani nie świeci, ani nie jest ciemny, ani jasny ani czarny, bo jest niepoznawalny... 😂

Światło to światło, ciemność to ciemność, a energia to energia. Słowo światło ma takie znaczenie, że opisuje energię widzialną za pomocą zmysłu wzroku. Ciemność to energia niewidzialna. A energia może być widzialna jak i niewidzialna oraz widzialna na różne sposoby, a także i przede wszystkim odczuwana...
Np. energia określana jako podczerwień nie jest widziana, ale to ona powoduje, że zmienia się widzenie.

Duch nie świeci jak słonko czy gwiazdy. To powierzchowne widzenie ograniczone fizyczną warstwą zmysłu wzroku. Duch jest wszędzie i wszystkim, także ciemnością i światłością... czyli energią. Formą i bezforemnością, ruchem i bezruchem... TO jest jedna przestrzeń i jedna ENERGIA, która może być postrzegana także na różne sposoby.

Na przykład patrząc na Słońce, przechodząc przez warstwę żółtego, potem białego, a potem kryształowego światła docieram do wnętrza, które jest widziane i mogę opisać je jako czarne, ciemne. I ś-wiadome jest, że Słońce jest pewną wersją "czarno-białej dziury", która jednocześnie jest transformatorem... bo pewną energię - o pewnych wibracjach częstotliwości wchłania w siebie i zasysa, a pewną energię o innych wibracjach częstotliwości emituje... Podobnie postrzegam galaktyki i wszechświat cały oraz atomy... makro i mikro to jedno w swoim cudownym zróżnicowaniu i różnorodności przejawów SIEBIE...
A także nas - Istoty w formie ludzkiej widzę podobnie...

Dla mnie ciało ludzkie jest tzw. "Świętym Graalem wypełnionym boskim nektarem"... Ma ono wiele, wiele warstw i głębię sięgającą ku niepoznawalnemu, ku Źródłu... Stworzone, wypełnione i animowane przez Źródło wszystkiego, Ducha, SIEBIE...

Czy więc nadal oddzielasz od siebie materię i energię, ciało fizyczne od duchowego? Oddzielasz od siebie i utrzymujesz te "dychtomię", ich oddzielność? Toć materia jest zagęszczoną energią czyli energia bywa materią przejawiana. Energia przejawia się zagęszczeniem siebie czyli materią. Energia i materia to to samo przejawiające się zróżnicowaniem siebie. Co je oddziela od siebie? Najwyżej jakiś koncept oddzielający jedną część całości Jedni od drugiej np:
"ciało jest niczym, bo materialne, więc nie istnieje, 
bo istnieje tylko to, co duchowe, będące Światłem, więc istnieje."
Hmmm... ;-)

Umysł jest przenikany świadomością, którą można nazwać "niewidzialnym światłem obecności", by nie używać słów i sformułowań nadal utrzymujących jakiekolwiek podziały w sensie odrębności między różnymi, integralnymi częściami całości Jedni, by nie stwarzać iluzji "wyższości" jakichś części wobec "niższości" innych, np: światła i ciemności.

Światło i ciemność istnieją, ale nie są przeciwieństwami, bo jedno zawiera się w drugim i odwrotnie. Nie ma przeciwieństw, gdyż przeciwieństwa są iluzją (choć iluzja bywa doświadczana jako realna). Realne jest zróżnicowanie przejawów całości... a nie ich oddzielność. Indywidualność też jest realna, ale jako jeden z nieskończonej ilości przejawów całości...

Podobnie Duch zawiera Się w Ciele, a Ciało w Duchu...
Umysł w Świadomości i Świadomość w Umyśle... 
Materia z Ducha stworzona, a Duch przenika materię i "wpompowuje" w nią SIEBIE... by Jaźń SIEBIE Się urzeczywistniała w formach, nawet fizycznych ciał.

Miłość wszechprzenikająca i wszechobejmująca scala i na powrót łączy ze sobą w SOBIE wszystko to, co w doświadczaniu iluzji o SOBIE zostało oddzielone.

Z miłością Się przejawia, Kochany Cudzie Istnienia.
______

(to, co się napisało tutaj, zostało wyrażone z tej przyczyny, że dostałam kilka wiadomości o tych "demonach", które się ujawniają, uaktywniają i pytania, co można z tym zrobić? Więc widać, że dotyczy to wielu istot)


wtorek, 5 lutego 2019

MATERIA PRZEJAWEM ENERGII I UMOWNIE WOLNA WOLA...

Z wdzięcznością za inspiracje Się przejawia:

Gdy cząstka nazywa, określa swoje indywidualne chcenie "swoją wolną wolą", wpada w iluzje oddzielenia. Więc samsara, cierpienie jest snem, w którym tej cząstce śni się doświadczanie oddzielności od całości... a cząstka ten sen postrzega jako rzeczywistość. 
I to jest iluzja. Bo sen to sen... o oddzieleniu... ;)

Więc jeśli cząstka, jak ta Kropla w Oceanie, wierzy w to, że ma wolną wolę i chce np. lecieć w innym kierunku niż niesie ją fala prądu Oceanu, to śni i jest zaśniona w swoim śnie jako jedynej rzeczywistości, ponieważ tkwi w iluzji oddzielenia... wciąż stawiając opory temu, że np. doświadcza tego, co jej dane. Stawia opory temu, co JEST teraz. Bo nie chce... bo wolałaby coś innego...
A gdy Kropla oddaje się Woli całości Jedni, jej wolna wola stapia Się z Wolą całości Jedni, więc Kropla płynie radośnie wraz z falą i prądami Tańca całego Oceanu. 

Ten taniec nie jest iluzją, jest rzeczy-w-istością (rzeczą w istności) w swej Istocie... w SOBIE. 
(Choć można tę rzeczy-w-istość nazwać np. Urzeczywistnionym Snem Absolutu... ;) )

Czy potrzebne wtedy cząstce jakieś "poczucie sprawczości i wolności"?

Czy kropla deszczu się buntuje, że upadła tam, gdzie "nie powinna", bo to miejsce jest "niezgodne" z jej chceniem i oczekiwaniami? Gdyby kropla deszczu umiała myśleć i tak myślała, to na pewno z tego powodu by cierpiała i żyła w świecie samsary - w kole cierpienia, doświadczając iluzji oddzielenia od SIEBIE jako całości...

Każda cząstka tej całości, którą wszyscy jesteśmy, bez względu na to, jaką rolę odgrywa i bez względu na to, czy komediową czy tragiczną, czy świadomie czy nieświadomie, jest tak samo istotna dla całości Jedni, Prawdy, jak wszystkie inne cząstki... Nie ma zbędnej czy niepotrzebnej ani jednej Kropli w całym Oceanie... A wszystkie Krople i każda z osobna, i wszystkie razem tańczą w zgodzie z prądami, ruchami Tańca całego Oceanu...

Czy woda w kropli nie jest wodą w oceanie czy kałuży?
Czy ogień spalający dom nie jest ogniem płonącym w piecu lub spalającym śmieci?
Czy atomy nie składają się z fotonów, a te nie są energią wibrującą w polu nieskończonych możliwości zakresów drgań?
Czy materia i formy nie jest z tej samej esencji wibrującej przestrzeni, ruchem w bezruchu wszystkiego, co istnieje?

Gdy nie ma utożsamienia ze światłem, nie ma utożsamienia z ciemnością. Widziane jest to, co jest widziane: szaty, forma i esencja, także przestrzeń jako jedno przejawiające się nieskończonym zróżnicowaniem SIEBIE... na podobieństwo energii wibrującej różnymi zakresami częstotliwości w przestrzeni bezruchu...

Gdy uaktywniają się "nadzmysły", widzenie, zakres "widzenia" i czucie, zakres "odczuwania" też ulega zmianie...

rys. z internetu pewnego wycinka różnych częstotliwości i długości fal energii



poniedziałek, 4 lutego 2019

KTO WYBIERA NASZE DOŚWIADCZENIA?


Świat iluzji to według buddyzmu samsara. Jednak także według buddyzmu samsara i nirwana są nierozłączne ze sobą...

Odkrycie w sobie przejawienia "niezmiennego stanu prawdy umysłu" - "świadomego świetlistego umysłu" jako nieograniczonej, wiecznej, niezmiennej przestrzeni umożliwia swobodne, spontaniczne doświadczanie pełnej radości zabawy energii... a świat wtedy staje się głębokim doświadczeniem, pełnym nieskończonego znaczenia „czystej krainy”...

Budda ponoć nauczał, że wszystko jest procesem; że procesy zachodzą na wszystkich poziomach, że zachodzą nie tylko na planie materialnym, ale również na planie umysłowym. Że w świecie uwarunkowanej egzystencji nie ma niczego, co nie podlegałoby zmianie, co nie byłoby procesem... że rzeczy powstają, a potem przemijają.

Wiec także powstaje iluzja, by mogła przemijać. Podobnie istnieją różne światy samsaryczne i cierpienie, aby mogły istnieć światy nirwaniczne i przebudzenie z cierpienia.

A zmiany nie przebiegają przypadkowo – rzeczy i zjawiska nie powstają i nie znikają przypadkowo. Cokolwiek powstaje, powstaje w zależności od warunków, także uwarunkowań umysłu; wszystko, co znika, znika, ponieważ te warunki znikają (nie ma tu miejsca na takie wyjaśnienia, jak wola boska czy wyższe ja). Więc są pewne uwarunkowania, a potem się zmieniają i znikają. (Choć także budda jest ś-wiadomy, że nie ma czegoś takiego jak istnienie ani czegoś takiego jak nieistnienie).

Budda Siakjamuni na przykład wyjaśniał nierozdzielność samsary i nirwany z najwyższego filozoficznego punktu widzenia. I to, że jeśli istocie uda się rozpoznać niezmienny stan prawdy umysłu jako nieograniczoną przestrzeń, doświadczać będzie swobodnej, pełnej radości gry energii, a świat, który wtedy przeżywa, staje się głębokim, pełnym nieskończonego znaczenia doświadczeniem „czystej krainy”.

Nawet ten, kto przyszedł na ten świat z łona lub jaja, może "narodzić się z Ducha", "przebudzić się z zaśnienia w kole samsary" i "doświadczać swobodnej, pełnej radości gry energii. A świat, który przeżywa jest głębokim, pełnym nieskończonego znaczenia doświadczeniem „czystej krainy” (czyli Nieba na Ziemi).

I ś-wiadome jest, że śmierć formy to tylko akt zmiany... formy... A formy są nie tylko materialne... I nie ma ja, które by czegoś chciało czy nie chciało. Jest oddanie i podążanie z całkowitym zaufaniem za tym, co się przejawia i jest dane do doświadczania... Dane czy wybrane?

- "Jedni wolą myśleć, że trudne sytuacje maja sens, bo to Bóg na nich zsyła próby, itp. Inni, że sami sobie wybrali takie sytuacje i w ten sposób chyba jest im lżej żyć."

- I są tacy, co myślą: "Ja i Bóg to Jedno". A także "ja, Bóg i Duch (Absolut, Pustka) to Jedno. Gdy "ja i Bóg" oddzielone, to albo Bóg zsyła takie doświadczenia albo jakieś ja wybiera je sobie. Koncepcji do doświadczania jest wiele. (Nawet Bóg i Bogini to Jedno. ;) W buddyzmie natomiast bogowie i boginie istnieją w jednym z sześciu światów koła samsary, więc także podlegają prawom karmy i cierpienia. Budda nie jest Bogiem, lecz Przebudzonym - wyzwolonym z koła cierpienia, więc nikt nie musi stawać się Bogiem, by stać się Przebudzonym z koła cierpienia. Ale... potrzebuje boskość zintegrować i uwolnić w sobie, sobą, aby powrócić do SIEBIE.

Na przykład Jezus Chrystus po "narodzinach z Ducha" przeszedł jeszcze to, co do przejścia i doświadczenia było mu dane, aby się wypełniło. Pytanie Się nasuwa: "czy Jezus Chrystus sam sobie tę ścieżkę wybrał? Bo jeśli tak, to w jaki sposób?

- "A Ty w jaki sposób wybrałaś? Pragnieniem".
No właśnie nie wiem, czy "zapragnęłam", czy "jest mi to dane"... bez przyczyny. A nie wiem, no bo, albowiem, ponieważ mam "wspomnienia": wizje, świadome doświadczenia z tak diametralnie różnych światów-snów, a nawet przestrzeni, że nie wiem, czy to z przeszłości czy przyszłości czy wiecznego teraz... Bardzo, bardzo różne. Od lat Się "przypominają" i scalają, integrują jakoś... wielowymiarowo...

I czasem mam takie odczucie, że jesteśmy tylko energią, świadomością, która przyjmuje różne formy jako umysł. I jak w dziecięcej zabawie w "komórki do wynajęcia" biegamy, a raczej latamy albo suniemy sobie w przestrzeni (jak np. energia w stanie bardo pośmiertnego ;-)) przez jakiś czas w kółko wokół tych "komórek" - form, które także sobie płyną, zmieniają się swobodnie, "aż tu nagle" - dzyń! - i wskakujemy w najbliższe "komórki" - formy wypełniając je albo spowalniamy i hop w "komórkę" jak kulki w ruletce...

Miałam także takie świadome wizje, że jestem świadomością, która... Gdy zasypiam, ciało "umiera", a świadomość podróżuje... A powracając ze swobodnych podróży sennych w różnych światach-snach bez materialnej formy czyli budząc się w śpiącym ciele świadomość wnika w to ciało i wtedy przenika zapisy tego fizycznego ciała, wszystkich jego poziomów (tzw. duchowe, mentalne, uczuciowe i fizyczne)... I następuje "rekonstrukcja". I tak samo "budzę się" w każdym innym ciele, w każdej formie. Ale z jakichś powodów na ten czas, teraz jest mi dana do doświadczania ta "komórka" - forma tego konkretnego ciał, które doświadcza istnienia coraz bardziej impresyjnie, abstrakcyjnie, wielowymiarowo, wielopłaszczyznowo... Nie wiem, jak to przekazać. ;-)

Ach, Kochani, jakie to wszystko jest zabawne, nawet mimo tej strasznie dramatycznej powagi...  Widziane jest, jak całość się bawi tą swoją różnorodnością... poprzez różne idee, koncepcje, myśli, słowa... dźwięki... wszystko jest tańcem i pieśnią bezruchu i ciszy...

Kiedyś taki koan (ik) Się przez Tikali przejawił:
Czy ktoś z was zna
Kogoś, kto wie lepiej niż ja? 

A jak tego ja odrębnego nie ma, to Się Samo przejawia to, co ma przejawić, odkrywa, co ma Się odkryć, mówi Się, co ma Się mówić... z JA, KTÓRE JEST...

W tym całym pomieszaniu i trzęsieniu oceanu, cały czas jest też odczucie, że pulsuję tą całą wielowarstwowością istnienia i postrzegania, która Się skrzy różnymi przejawami Siebie. Coś robię, np. piszę, rozmawiam, dialoguję z Tobą, a przecie ze Sobą, bo Ty to Ja, Jedno; zachodzą różne procesy myślowe na kilku poziomach... płaszczyznach, odczuwanie jest rozwinięte w przestrzenności i w formie ciała, a i tak jednocześnie wiadome, a może i ś-wiadome, że istotna jest tylko miłość, bo scala ze sobą wszystko, co iluzją oddzielone, jak świadomość, która zalewa umysł, a on cały Się w tym oceanie zanurza, i z jednego punktu wirtualnego w nim coś jak źródło tryska... Że nawet to "tylko miłość ma znaczenie" - jako idea - jest do doświadczania... na ten moment...a dialogi też mają i nie mają znaczenia... Że niby to ja nadaje temu znaczenie, ale nie ma tego ja oddzielnego, więc coś temu nadaje znaczenie, a jednocześnie świadome jest, że to bez znaczenia, kto co...


No, spokój wieczny przestrzenności we mnie, w tej przestrzenności trzęsienie oceanu, a na powierzchni wzburzone fale, a na falach łódeczka płynie i ja w niej niewiedząca dokąd, dlaczego i po co; bo coś poczuło, że ma do niej wsiąść i Się oddać całkowicie do dna Miłości... I wcale nie czuje, żeby tu ktoś oszalał (ha, ha, ha, ha...), bo coś SIEBIE w tym wszystkim całkowicie ogarnia i pomimo pozornego chaosu harmonijnie uspójnia.... 

Ja oddzielone iluzją od prawdy o Sobie wciąż przed Sobą Się chowa, broni, atakuje, walczy, rozpacza i tańczy, choć w Prawdzie poza iluzjami nią Jest. A w Jedni, to nawet dualne tańczy w harmonii.

"Moje ja" nie jest oddzielone od innych "ja", bo to jedno "JA" ani "moje" ani "twoje" i jednocześnie "moje" i "twoje"... albowiem ponieważ  ;) i tak... wszystkie indywidualne ja połączone są świadomością i emanujące jej nektarem - miłością... ze wszystkim i we wszystkim... "Jestem"... czyli JEDNO (JEDNIA) JA JESTEM... 

TENDENCJE I UWARUNKOWANIA
Postrzeganie zjawisk zwanych dualnymi, biegunowymi jako "przeciwstawnych" czyli "skonfliktowanych" ze sobą wynika z oddzielności i ograniczoności postrzegającego ja czyli względności postrzegania indywidualnych, oddzielnych ja. Ta względność wyznacza także iluzoryczne granice myślami - konceptami dualnego oddzielenia: dobro-zło, ciemność - światło, plus i minus, a nawet bezruch i ruch itd. postrzeganych jako swoje wzajemne przeciwieństwa. Świadomość swym nektarem miłości bezwarunkowej, wszechprzenikającej i wszechogarniającej, scala wszystko, scala Sobą wszystko, co iluzją poodzielane od siebie wzajemnie.

Tendencja, lgnięcie indywidualnego ja (ego) do światła lub ciemności, dobra lub zła wynika z jego "namagnesowania" inaczej z "karmicznego uwarunkowania"... To jakby jakieś cząstki - elementy całości zostały "namagnesowane ujemnie" dlatego są przyciągane do "biegunów dodatnich", a te "namagnesowane dodatnio" lgną do "ujemności"... I tworzą grona... różne twory, figury, formy umożliwiając ich manifestację, doświadczanie ich i realizację ...

Bo są np. istoty, które z powodu pewnych warunków "funkcjonują" aktywnie w dzień i preferują światło słońca, a są i takie, które funkcjonują w nocy i preferują... światło świec i lamp oraz zachwycają się gwiazdami.... A są też takie, które "funkcjonują" albo tak albo tak, bez przywiązania, w oddaniu temu, co na dany moment Się przejawia... Bo ś-wiadome jest, że ... ani to, ani to nie jest ani dobre, ani złe, ani lepsze lub gorsze, bo jest, jakie jest. Więc jeśli...każda indywidualna prawda oddzielnego, osobnego ja (ego) jest względna, a bezwzględna Prawda to TO, co zawiera w sobie wszystkie, absolutnie wszystkie indywidualne, względne prawdy... czym zatem jest ta Prawda bezwzględna? Pustą, nieskończoną przestrzenią i tym, co w niej zawarte? Bezruchem i ruchem jednocześnie?

Przestrzeń nie jest oddzielna od swojej zawartości. Bezruch nie jest oddzielny od ruchu. Także w bezruchu to, co postrzegane jest jako biegunowe, dualne, nie jest od siebie oddzielone; nawet nie może być. Oddzielność różnych części, elementów składowych to iluzja. Dualne określane jest symbolicznie jako np. biegunowe: plus i minus, ale iluzoryczne jest postrzeganie ich jako odrębnych, osobnych lub "skonfliktowanych" czy "walczących" ze sobą albo "wykluczających" się wzajemnie. 


W Prawdzie są nieoddzielne i wzajemnie się uzupełniają. 
W Prawdzie ich zróżnicowanie sprawia, że możliwy jest jakikolwiek ruch w przestrzeni bezruchu...

W przestrzenności to, co dualne, biegunowe, jest widziane i odczuwane (innymi "zmysłami" niż te fizyczne) jako tańczące ze sobą w pełnej harmonii.

Każda indywidualna prawda oddzielnego, osobnego ja jest względna, a bezwzględna Prawda zawiera w sobie wszystkie, absolutnie wszystkie indywidualne, względne prawdy. 

Nieruchomość, bezruch przestrzenności może jedynie postrzegać Siebie w Sobie jako ruch. Ruch tworzy np. skupiska, gęstki, cząstki... tworzy też figury i prądy pomiędzy skupiskami "plusów" i minusów" rysując formy w tej przestrzenności... Oddzielone iluzją, osobne ja (ego) łapie się czegoś (idei, koncepcji, przekonania), stałości jakiejś chce się uchwycić (jak opiłek przykleić do czegoś) na dłużej. Z powodu tendencji ("warunków karmicznych", "namagnesowania"). Ale wtedy się przykleja i... "umiera" zastygając w strukturach wyznaczanych granicami - celami... (podwójność znaczenia słowa cele)

Jednak prawdziwa stałość, za którą tęskni iluzorycznie odrębne ja (ego), to bezruch owej przestrzenności... Ja tęskni za połączeniem z powodu utożsamienia z iluzją oddzielenia, które nigdy w rzeczy-w-istności nie nastąpiło. Bo oddzielenie jest tylko i aż... doświadczaną iluzją...
Gdy ja (ego) dąży do jakiegoś celu, cel nigdy nie daje spełnienia... spełnieniem staje się oddanie tej przestrzenności niepoznawalnej i zatopienie w niej, i otwarcie na podróż w nieznane, acz poznawalne; podróż bez celu, ale za to z nieskończonością cudownych drogowskazów - niespodzianek...

W tym sensie stajemy się "niewinni jak dzieci" czyli ufni, oddani i otwarci jednocześnie będąc jednym z całością, jednią z miłością i mądrością tej całości, którą też jesteśmy. Jesteśmy tą pustą przestrzennością pełną nieskończoności swego potencjału - swojej zawartości...

Gdy jest spokój wewnątrz, wszystko na zewnątrz jest widziane jako będące na właściwym miejscu... w Jedni tego, co wewnątrz i na zewnątrz. W jedni nawet dualne i pozornie oddzielne tańczy razem w pełnej harmonii.... A tam, gdzie widziany jest pozorny chaos, gdy spojrzy Się głębiej, widziany jest taniec prądów oceanu powodujący wzburzenia fal, powstawanie i zanikanie piany czy rozbryzgi kropli w różnych kierunkach... a jeszcze głębiej: cisza i bezruch...

Ciało ludzkie tak i formy kropli, fali i oceanu, jak ogień tańczący płomieniami, strzelający iskrami
są rzeczy-w-iste w istocie swej, w SOBIE.  Iluzją jest oddzielność... kropel, fal i oceanu, które są wodą, iskier i płomieni, które są ogniem, ciała i ognia, wody, ziemi, powietrza, i eteru - energii, który je scala w całość nieskończoności SIEBIE - JEDNEJ ISTOTY przejawiającej Się nieskończonością form...
- Po co więc ciało? Po co kropla, fala i ocean? Po co zróżnicowanie form?
- Ano po to, by wszystkość mogła doświadczać SIEBIE w tych zróżnicowanych formach...
także iluzji oddzielności w tym świecie - śnie...
aby budząc się z zaśnienia w tej iluzji oddzielności mogła doświadczać urzeczywistnienia SIEBIE, swojej pełni i Prawdy o SOBIE...  świadomością i jej nektarem - miłością wszechprzenikając, wszechobejmując SIEBIE w każdej z tych form. Tak... Się bawi SIEBIE SOBĄ... Tak SIEBIE tańczy.

- "Po co to Życie?"
- Dla Zabawy, inaczej: Tańca istnienia. Taka odpowiedź bywa postrzegana jako "niepoważna" i "zbyt prosta", więc niewystarczająca. Bo ja nigdy nie może być nasycone wierząc w iluzję oddzielenia od całości SIEBIE.

- "Co więc ja oddziela od całości SIEBIE?"
- Przekonania oceniające, pełne oczekiwań, skonfliktowane z tym, co JEST, chcenie, by było inaczej niż JEST, niechcenie tego, co JEST... opory przeciwko temu, co JEST... z powodu wiary w iluzje o sobie...

- "Po co więc zarażać iluzją, wojną i cierpieniem, zamiast ot, tak płynąć w radości?"
- Po co? Bo tak Się zdarza w TYM, CO JEST. Oddzielone iluzją o sobie ja nie może zrozumieć, że także jego iluzja oddzielenia, a w tym dramaty, tragedie są tak samo twórczym dziełem cząstek całości SIEBIE jak i komedie. Radość istnienia to taki "stan" świadomego bycia, który wykracza poza owe tragedie i dramaty oraz komedie, bo je wszystkie "prześwietla" i widzi jako twórczość... której nie trzeba oceniać, krytykować, interpretować jako złą lub dobrą, bo np.: "komedie są lepsze od tragedii albo odwrotnie". Można, oczywiście, ale nie trzeba.
W Prawdzie chcenie czy niechcenie, oczekiwania ani oceny, nawet okoliczności nie mają znaczenia, bo stan świadomego istnienia jest od nich wolny.

I jeśli spoglądamy głębiej na tych "aktorów", co cierpią i "chcą zarażać innych" albo nawet "niechcący zarażają", to zarażają tylko tych, którzy są podatni na to "zarażanie"... A jeśli wnikniemy głębiej w "nasze własne - indywidualne" cierpienie i odgrywanie roli ofiary, (którą-ś-my przez jakiś czas odgrywali i z nią się utożsamiali), to możemy dostrzec, że w tym przeżywaniu była jakaś pasja, wręcz namiętność odgrywania tej roli. Choć cierpieliśmy, to jednak z pasją...
Iluzja bywa doświadczana z pasją... A gdy zaczęliśmy odczuwać przesycenie tym cierpieniem, przestało ono być takie pasjonujące. Nastąpiło nasycenie, wręcz przesycenie i znużenie odgrywaną rolą... Coś w nas dojrzało...

Każda cząstka tej całości, którą wszyscy jesteśmy, bez względu na to, jaką rolę odgrywa i bez względu na to, czy komediową czy tragiczną, czy świadomie czy nieświadomie, jest tak samo istotna dla Prawdy, jak wszystkie inne cząstki... Nie ma zbędnej czy niepotrzebnej ani jednej Kropli w całym Oceanie... A wszystkie Krople i każda z osobna tańczą w zgodzie z prądami, ruchami Tańca całego Oceanu...

Gdy przestajemy pytać "po co i dlaczego?", a pobądziewamy sobie z tym, co JEST, to zrozumienie Się samo objawia, u-jawnia, jawi...

Do tworzenia ruchu nie jest niezbędna iluzja, lecz różnorodność. Do tworzenia ruchu wystarczy zróżnicowanie. Zróżnicowanie nie jest iluzją, iluzją jest postrzeganie zróżnicowanych części jako odrębnych (np. jako lepsze lub gorsze itd.). W iluzji oddzielenia jest doświadczane cierpienie ja. Poza iluzją oddzielenia cierpienie nie istnieje.

- "Po co aktorzy zagrywają się w zapomnienie?"
- Dla Zabawy, Tańca Jedni, całości, wszystkości... SIEBIE. Bo ten Taniec nie ma innego celu niż tańczenie. Taniec i tańczący, cisza przestrzeni bezruchu, w której Taniec Się Tańczy i nawet obserwujący to Jedno w swej wielości... A nawet Jedno przejawiające się swoją nieskończoną różnorodnością: poznanego, nieznanego i niepoznawalnego... zmiennego i niezmiennego jednocześnie.

I mimo iż tu Się daje odpowiedź "na tacy" ;), nie może ona być "przyjęta", póki nie stanie się doświadczona w wewnętrznej przestrzeni jednego wszechświata, który doświadcza w tym Tańcu SIEBIE na nieskończoną ilość sposobów.

- "Czy ten poziom istnienia w cierpieniu jest niezbędny?"
- Jeśli "ten poziom" uznawany jest za "zbędny" lub pojawiają się wątpliwości, "czy aby napewno jest niezbędny?", to jest to nadal wyraz iluzorycznego braku zaufania do wszystkości z powodu jakiegoś oddzielenia od tej wszystkości, całości, Źródła, Wielkiego Ducha itd. To wyraz iluzorycznego braku oddania się z całkowitym zaufaniem temu, co jest dane do doświadczania... tu i teraz.

To tak, jakby Kropla miała wątpliwości, czy jej chwilowe oderwanie się od fali Oceanu jest rzeczywiście niezbędne... Albo spadając na gówno (które wraz z innymi Kroplami będzie rozpuszczać), stawiała temu opór, bo "wolałaby spaść na ten kwiat obok i jego zasilić". Więc Kropla zaczyna "cierpieć", bo w iluzji odrębności "zapomniała", że to jej chwilowe oderwanie od fali czy oderwanie od chmury i bycie tu, gdzie jest w danym momencie, wynika z ruchów tańca wszystkich fal i tańca prądów całego Oceanu...

To też tak, jakby fala próbowała stawiać opór przed kierunkiem nadanym jej prądami Oceanu...

Zawsze są jakieś... uwarunkowania i tendencje... Tak naprawdę zależne i jednocześnie niezależne od naszych indywidualnych ja. Jak to możliwe? Uwarunkowania są jak przeznaczenie (kropla spada tu, gdzie spada), a tendencje jak indywidualna twórczość (kropla chce lub nie chce, ocenia, oczekuje lub odrzuca)... "taka karma"... Czy kropla deszczu się buntuje, że "upadła tam, gdzie nie powinna", bo to miejsce jest "niezgodne" z jej oczekiwaniami? Gdyby kropla deszczu umiała myśleć i tak myślała, to na pewno z tego powodu by cierpiała i żyła w świecie - śnie walki, wciąż s-konfliktowana z tym, co JEST.

Gdy kropla leci tam, gdzie leci, to jej przeznaczenie się ujawnia danymi warunkami niezależnymi od jej chcenia lub niechcenia. ("Karma" równa się zero, przejawia się "dharma").
Gdy kropla się przeciw temu buntuje, bunt sprawia, że pojawiają się tendencje stwarzane jej iluzoryczną "wolną wolą". (Tworzy się "karma"). 

Stawianie oporu temu, co JEST, a nawet tendencjom indywidualnych ja, wynika z wiary w iluzję oddzielenia, która jest przyczyną doświadczania cierpienia. Przyjęcie tych tendencji ja, a następnie uwarunkowaniom - temu, co JEST dane, sprawia, że świadomość ekspanduje i je integruje (umożliwia umysłowi ich uświadomienie) i uelastycznia ja, które także wówczas może ekspandować. Które może połączyć na powrót z falą, prądami Oceanu i całym Oceanem. Dzięki temu owe indywidualne ja ekspanduje wraz z ujawnianiem i rozpuszczaniem się kolejnych i kolejnych warstw iluzji o sobie... I łączy się ze SOBĄ - z JA, KTÓRE JEST.

Rozpoznawanie tendencji do takich, a nie innych myśli konfliktujących indywidualne ja z innymi ja oraz wszystkimi ja jako całością - jednym JA, które JEST - umożliwia uwalnianie się indywidualnych ja z tendencji i uwarunkowań.

Wtedy TO, CO JEST, jest widziane i ś-wiadome czyli z radością widziane, odczuwane i przyjmowane takim, jakie JEST.


C.D.N.


niedziela, 3 lutego 2019

CIAŁO, ZIEMIA, WODA, OGIEŃ, POWIETRZE I ETER...


Ciało ludzkie 
tak i formy 
kropli, fali i oceanu,
jak ogień tańczący płomieniami, 
strzelający iskrami
są rzeczy-w-iste w istocie swej, w SOBIE. 

Iluzją jest oddzielność... 
kropel, fal i oceanu, które są wodą, 
iskier i płomieni, które są ogniem, 
ciała i ognia, wody, ziemi, powietrza i eteru (energii), 
który je scala w całość 
nieskończoności SIEBIE - JEDNEJ ISTOTY 
przejawiającej Się nieskończonością form...

Po co więc ciało? Po co kropla, fala i ocean? Po co zróżnicowanie form? 

Ano po to, by wszystkość mogła doświadczać SIEBIE 
w tych zróżnicowanych formach... 
także iluzji oddzielności w tym świecie - śnie... 
aby budząc się z zaśnienia w tej iluzji oddzielności mogła doświadczać 
urzeczywistnienia SIEBIE, swojej pełni i Prawdy o SOBIE... 
świadomością i jej nektarem - miłością wszechprzenikajac, wszechobejmując SIEBIE 
w każdej z tych form. 

Tak... Się bawi SIEBIE SOBĄ... 
Tak SIEBIE tańczy...


sobota, 27 października 2018

MAGIA MYŚLI I SŁÓW


Słowa są jak programowanie snu. Ten sen jawi się, ujawnia w postaci jawy... Więc jawa to względna rzeczywistość - to sen, w którym ujawnia się to, w co uwierzyliśmy za prawdziwe. Więc niektórym śnią się takie sny, w których np. "gra pozorów trwa i będzie trwała". Ale czy są tego świadomi, że sen jest odzwierciedleniem nieświadomych "preferencji"?

"Na początku" nie "było", lecz zawsze - w każdym tu i teraz -  względnym "początkiem" JEST każde słowo i myśl, za którymi podąża nasza energia. Które zasila nasza uwaga.Tylko nie jesteśmy świadomi tego, co kreujemy - co śnimy nieświadomie. Jaki obraz nadajemy temu snowi, który staje się naszą jawą?

Są myśli, które utrzymują nas w wewnętrznym konflikcie (umysłu) i nieświadomości tego, co myślimy czynimy oraz takie, które ujawniają to, co tzw.ja-ego ukrywa przed sobą. 

Są takie myśli, które nas od siebie oddzielają i takie, które łączą i scalają z całością SIEBIE (Jaźni).

To, co myślimy o innych np. o "innym człowieku", o pewnych zjawiskach, jest wyrazem tego, co myślimy o SOBIE. Gdy innych oceniamy, etykietujemy, takie myśli stają się nieświadomymi projekcjami tego, co wewnątrz nas na to, co na zewnątrz. Tak nieświadomie kreujemy obrazy snu, który śnimy, a on nam się prze-jawia i u-jawnia jako jawa. I zwany bywa (jedyną) rzeczywistością...

Wszystkie o'ceny i o'sądy są z poziomu wzorców "matrixa", "samsary" czyli świata iluzji oddzielenia i konfliktu (chcenia i niechcenia),, które są przyczyną cierpienia. Są jak trucizna, która może stać się lekarstwem, gdy zostaje przetransformowana. 

Gdy etykietujemy pewne osoby i zjawiska, to jest to przejaw iluzorycznej projekcji nieświadomego ja oddzielonego od SIEBIE, swojej pełni. Takie projekcje mogą stać się rozpoznaniem siebie w zaśnieniu. Bo rozpoznanie nie dotyczy innych, lecz inni jako projekcje są jak lustra, w których Istota Się przegląda. Gdy widzi już siebie w innych, może stać się świadoma nieświadomego - tego, co było wcześniej zakryte; bo jeszcze oddzielała się od SIEBIE wierząc w jakieś myśli i słowa, które wciąż ją oddzielały od swoich lustrzanych odbić. Z powodu wiary w prawdziwość iluzorycznych ocen, osądów, oczekiwań itd... Najpierw jednak trzeba to osądzanie sobie uświadomić, żeby móc przestać osądzać, a stać się świadomym osądzania. Kto osądza? Ten, kto w oddzieleniu pozostaje i działa według wzorców myślenia oddzielających i konfliktujących różne części całości SIEBIE . Ten, kto cierpi z powodu oddzielenia od Istoty SIEBIE. 

Jest różnica między osądami tego. co jest a widzeniem tego, co jest takim, jakie jest. Widząc to, co jest takim, jakie jest, nie używa Się słów utrzymujących podziały czyli oceniających ani osądzających. Jest odpowiedzialność za słowa, które Się wyraża. Np, łatwo powiedzieć o kimś, kto coś zabrał komuś: "złodziej". Nazywając go "złodziejem" dokonuje się osądu i wywyższania się. I taki obraz człowieka uznanego za "złodzieja" jest przez nas podtrzymywany. Osądy i etykiety ograniczają możliwość zmian naszego otoczenia. Osąd, etykieta utrzymują stałość i niezmienność naszych przekonań, a także wyobrażenia na temat tego, co nas otacza.

Widząc to, co jest, takim, jakie jest, ś'wiadome jest, że taki człowiek, który coś zabrał komuś, działa według pewnych wzorców myślenia i działania. Nie oceniamy i nie etykietujemy. Rozumiemy, że ten człowiek inaczej nie mógł w danym momencie się zachować. Jednak wiemy też, że taki człowiek może w każdej chwili zmienić swój sposób postępowania. I nie jest to zależne od nas ani  - w pewnym sensie od niego.

{"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni"}

Gdy rozpoznawana jest iluzja oddzielenia, osądzania, oceniania, oczekiwań, braku, pożądania itd., świadomość ekspanduje i Istota ludzka rozwija się i dojrzewa ku swojej Pełni, Jedni. Przenosi się na subtelniejsze poziomy z'rozumienia SIEBIE.  Te subtelniejsze poziomy wymagają coraz więcej uważności w każdym tu i teraz i odpowiedzialności za wyrażane myśli i słowa. Nie ma konfliktu. Jest harmonia, a w tle Cisza...  A gdy to, co jest wyrażane, jest jeszcze osądzane, wtedy pojawia się konflikt - zaburzenie, które... zawsze (prędzej czy później) może posłużyć jako klucz... do transformacji, integracji, harmonizowania. 

Strach można porównać do momentu, w którym grasz na pianinie i nagle trafiasz w klawisz, który brzmi fałszywie - bo ta struna z jakiegoś powodu rozstroiła się (uległa rozstrojeniu). Czujesz w tym momencie "zaburzenie energetyczne w ciele" i myśli z tym "zaburzeniem" związane. To można nazwać strachem - myśleniem i odczuciem, że "coś jest nie tak".  Ale gdy przyjmiesz to zdarzenie takie, jakie jest, nie musisz uciekać wtedy od pianina, ponieważ już wiesz, że to jakaś struna wymaga dostrojenia i jeśli użyjesz odpowiedniego klucza, by dostroić tę strunę, będziesz mógł/mogła dalej grać harmonijną melodię. Więc strach jest odczuciem wskazującym na coś, co zaburza twoje harmonijne granie - harmonijny przepływ dźwięków czyli energii.

Inaczej ty sam/a jesteś takim "instrumentem", na którym jednocześnie grasz swoją pieśń. Tak, jak każda istota ludzka. Strach pojawia się, gdyż wynika z niedostrojenia się do naszego harmonijnego istnienia w tym, z tym, co jest. Strach jest informacją - myślą, że "coś jest nie tak" - odczutą jednocześnie w ciele jako emocja. A przecież jest dokładnie tak, jak ma być, jak jest. Nic nie jest "nie tak". Jest tylko coś, co wymaga dostrojenia... Ta myśl, że "coś jest nie tak", przejawia się w ciele jako emocja i jeśli to sobie uświadomimy, to może ona zainspirować nas do dokonania odpowiedniej zmiany w sobie, byśmy mogli powrócić do harmonijnego istnienia i grania swojej pieśni we współbrzmieniu z tym, co JEST.  Więc można dostrzec, że strach pozwala rozpoznać, czym jest i skąd bierze się to "zaburzenie" harmonijnego współbrzmienia z tym, co JEST. I znaleźć sposób na dokonanie odpowiedniej zmiany (użycie odpowiedniego klucza), by móc dalej istnieć - żyć - być w harmonijny sposób.

Nawet jeśli czujemy, że jesteśmy jeszcze instrumentem... tak rozstrojonym, że trudno nam odczuwać harmonię, to możemy zawsze zacząć się cierpliwie uczyć dostrajania Siebie do coraz bardziej harmonijnego istnienia z tym i w tym, co JEST w każdym TU i TERAZ.

Z wdzięcznością za wszystkie inspiracje Się przejawia...


środa, 29 sierpnia 2018

BOSKIE "MĘSKIE I ŻEŃSKIE" W NAS


Mylenie płci kobiety i mężczyzny z "męskością" i "żeńskością" jako dwóch zróżnicowanych wibracji energii - dwóch przejawów boskości w ciele istot ludzkich prowadzi do niezrozumienia i wielu nieporozumień.

Boskie energie "kosmiczne" (duchowe) zwane "żeńskimi i męskimi pierwiastkami" czy "boską kobiecością i boską męskością" manifestują się formami, ciałami fizycznymi także istot ludzkich, poprzez te formy ciała, w nich. Jednak utożsamianie ich z ciałami fizycznymi i ich płciowością jest nieporozumieniem. Bo na przykład boską "żeńskością" jest przestrzenność i ruch, a boską "męskością" skoncentrowanie i bezruch. (A w niektórych kulturach odwrotnie.) "Męskie" jest np. światło, a "żeńska" jest ciemność. Boską energią "męską", jednak ograniczoną strachem (owocem umysłu uwarunkowanego pojęciami dobra i zła), jest np. agresywność (fizyczna, psychiczna, słowna) zarówno współczesnych mężczyzn jak i kobiet.

W dualistycznym, biegunowym (jako swoich przeciwieństw) świecie doświadczania oddzielenia, podziałów i poznawania dobra i zła np. intelekt (myślenie, wiedza) jest przejawem boskiej "męskości" u mężczyzny i kobiety. Jednak ta boska energia "męska" przejawia się jako "panowanie" umysłu (uwarunkowanego) nad sercem (zablokowanym). Bo "wie najlepiej." 


Boska "żeńskość" przejawia się jako inteligencja serca (intuicja, odczuwanie). Jednak w dualistycznym, biegunowym świecie przejawia się jako emocjonalność serca (zablokowanego) panująca nad umysłem (uwarunkowanym). Bo "czuje najwrażliwiej".


Boska "żeńska" jest Miłość (bezwarunkowa, wszechobejmująca) i boska "męska" jest Mądrość (widząca wszystko jako Jedno, całość przejawiającą się nieskończoną różnorodnością). (w Tybecie odwrotnie.) Ta najgłębsza Istota "męskości" i "żeńskości" boskości JEST całkowicie naturalna dla i jest w... każdej Istocie ludzkiej, bez względu na jej płeć czyli fizyczną formę. 

Przez fizycznie męską formę może przejawiać się więcej boskiego "pierwiastka żeńskiego" niż boskiego "męskiego" i odwrotnie. Jakiekolwiek wywyższanie się kobiety nad mężczyzną czy mężczyzny nad kobietą jest przejawem zaburzenia tego, co boskie "męskie" i "żeńskie" w nas. Gdy mężczyzna widzi w kobiecie "zło", jest to zawsze to, czego sam się wyparł i projektuje na kobietę reprezentującą odrzuconą jego własną boską "żeńskość". Gdy kobieta widzi w mężczyźnie "zło", widzi to, czego sama się wyparła i projektuje na mężczyznę - odrzuconą swoją własną boską "męskość".


Każda istota ludzka, bez względu na swoją płeć, dojrzewa do swojej pełni poprzez zharmonizowanie obu swoich części z "poziomu" boskiego: "żeńskiego" i "męskiego", Bogini i Boga. Jednak zanim to się stanie, niektóre kobiety przechodzą integrację ze swoją boskością i gdy "stają się" boginiami, wpadają w pułapkę dumy *. Dokładnie tak samo, jak mężczyźni integrujący się ze swoją boskością, stający się bogami, też wpadają w pułapkę dumy. To jednak jest etap przejściowy... w odzyskiwaniu swojej pełni... Boga i Bogini (Animy i Animusa) jako Jedni. Kobieta i mężczyzna potrzebują najpierw "odzyskać i uhonorować" - zintegrować w sobie: Kobieta to, co w niej boskie "żeńskie", Mężczyzna to, co boskie "męskie" w nim. Następnie zintegrować w sobie tę drugą część SIEBIE i scalić. Czasem dzieje się to naprzemiennie, ale i tak na różne sposoby nasza boska "żeńskość" i "męskość" dążą do pełnej harmonii w Istocie ludzkiej, bez względu na jej fizyczną formę - płeć. 


*) W buddyzmie duma to "splamienie" lub "trucizna" z poziomu świata bogów i bogiń. W trakcie transformacji i integracji zamienia się w mądrość. Oczyszczona duma staje się "mądrością równości".



niedziela, 29 lipca 2018

TANIEC DROBINEK

Bezwietrzny wieczór, 
a drobinki tańczą cudowny taniec wokół... 
naturalna magia życia, natury...
bo wszystko jest w Tańcu...
w przestrzeni bezruchu...




i wcześniejsza notka:

Coś o tzw. ORBSACH czy ORBACH