Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CISZA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CISZA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 marca 2023

ZROZUMIENIE ODŚWIEŻAJĄCE UMYSŁ

 ZROZUMIENIE...

odświeżające umysł...

Kiedy umysł staje się otwarty na natchnienie przejrzystości swojego źródła - swojej esencji - świadomości, wtedy wglądy, które pojawiają się w nim spontanicznie, stają się odzwierciedleniem, wyrazem tej esencji.

Pochodzą z nieznanego...

Zrozumienie orzeźwiające umysł jest wypełnione nektarem esencji wiecznego, nieskończonego teraz. Nie tego teraz, które umieszczane bywa w czasie liniowym pomiędzy przeszłością i przyszłością, lecz tego teraz, w które przeszłość i przyszłość jest wchłonięta.  

Zrozumienie inspirujące zdarza się pomiędzy dwoma aktywnościami umysłu np.: pomiędzy zakończeniem wypowiadanego żartu a początkiem śmiania się. Taki śmiech uwalnia umysł od wszelkich napięć, które wynikają z jego nawykowej aktywności. Tak działa odświeżające umysł zrozumienie...

To zrozumienie nie zdarza się w umyśle. Pochodzi z ciszy poza ciszą, z pustki poza pustką...  Zdarza się, gdy świadomość wchłania umysł podobnie jak ocean fale. Umysł zanurzając się w świadomości wnika w nieznane. Jest nieobecny, gdy zachodzi odświeżające zrozumienie. Po czym spontanicznie wyłania się ze świadomości - jak fala kierowana prądem poruszenia głębin oceanu: świeży, z nowym - spontanicznym rozpoznaniem pochodzącym z nieznanego. Wyraża je w nowym sformułowaniu... ruchem, gestami, słowami lub dźwiękami albo obrazami... doświadczając piękna odświeżającego zrozumienia i miłości w formie, formą, która jest wyrazem naszej prawdziwej natury...



tryptyk tikalowy


środa, 1 lutego 2023

PEŁNIA PUSTKI

 cały wszechświat jest 

aktywnością, 

przejawem, 

manifestacją 

nieskończonej, 

wiecznej...

ciszy poza ciszą, 

świadomości, 

obecności...

źródła źródeł,

serca serc, 

pustki pełnej wszelkiego potencjału...

tu wyłania się 

świat prawdy, 

piękna 

i harmonii...

w tym świecie 

każde doświadczenie 

danej chwili 

wynika z  

aktywności, 

przejawu, 

manifestacji 

świadomości świadomej siebie w odbiciach form...


OBRAZ TIKALOWY

(akryle itp., tikaLOVE'a technika mieszana, lniany blejtram 50 x 40 cm)



piątek, 10 maja 2019

TAJEMNICA WIECZNEJ BŁOGOŚCI :-)

Jaka jest tajemnica wiecznej błogości, nieskończonej radości istnienia niezależnych od sytuacji i okoliczności?
Wieczna błogość jest ukryta poza czasem.
Radość istnienia jest ukryta poza przestrzenią.
A tajemnica i tak ujawnia Się w szczelinach pomiędzy różnymi czasoprzestrzeniami, które wypełnia i przenika...
Tajemnica przejawia Się zakończeniem wszelkiej walki i wszystkich konfliktów z... innymi. Czyli zakończeniem walki i konfliktów ze Sobą. W swojej głowie - w umyśle. Bo inni to "projekcje" Siebie. Bo to, co na zewnątrz, to Sen o Sobie, w którym inni są jednym JA występującym w różnych wersjach Siebie, grającym, tańczącym cząstkami Siebie dla Siebie różne role... zróżnicowanych, pozornie oddzielnych ja.
Tajemnica przejawia Się odkryciem, że każda istota ludzka (pozornie osobne ja czyli osoba) w oddzieleniu i utożsamieniu z pewnym "pakietem" myśli, idei i przekonań, w które wierzy, które uznaje za prawdziwe w danym momencie, ma swoją rację (swoją prawdę) adekwatną do tego "pakietu". Jakby... Śni na jawie swój indywidualny Sen o Sobie i to, co Się Śni, jest jedyną rzeczywistością (dla niej/dla niego) ... W ów czas innych postrzega jako oddzielne "stwory" (stworzone we Śnie ;)). I Śni na jawie... aż Się przebudzi i dostrzeże, że wszystkie indywidualne sny są jak cząsteczki jednego SNU o SOBIE.
Tajemnica przejawia Się Ś-wiadomą Ciszą nawet wypełnioną dźwiękami, myślami i obrazami, Ciszą, w której nie ma walki, nie ma konfliktów, w której widziany jest Sen i odczuwany jest Taniec... Jedni, całości SIEBIE.

piątek, 19 kwietnia 2019

PUSTKA PRZĄDNICZKA

Pustka przędzie na różne sposoby różne wzory swej nieskończoności...
także słowami wyrażając zachwyty, zadziwienia i samospełniające Się wszystkie pragnienia...
Przędzie się Tym, co z Niej wypływa.
Słowa także...
które początkiem i końcem Tego, co wciąż zmienne.
Słowa tańczą ku Jej chwale...
Pojawiają się i zanikają
w Ciszy Pustki
nigdy Jej nie naruszając...

piątek, 21 grudnia 2018

POZNAWANIE NATURY UMYSŁU... POZNAWANIE NATURY JA


Poznawanie natury tzw. ja-ego, tzw. oświeconego ego i umysłu w ogóle może być zachwycającym doświadczeniem samo-poznawania SIEBIE.

I to umysł (rozum) odkrywa pustkę i ciszę, a serce (miłość) przez nią przechodzi. I w niej ekspanduje. I wtedy miłość prowadzi umysł. I uczy umysł innego widzenia siebie:na początek bycia ś-wiadomym swojej niewiedzy i ignorancji itd...

A kiedy ta pustka, cisza zaczynać się poruszać, staje się Miłością. I uczy umysł Mądrości. A wtedy Miłość jest tym samym, co Mądrość. Mądrość to nie jest wiedza zagarniana przez tzw. ja-ego do zasilania swojej wyjątkowości ani do udowadniania swoich racji, ani do manipulowania innymi, aby uwierzyli w to, co głosi jakieś ja jako "jedyną prawdę". Taka "jedyna prawda ja" nie może być prawdą, jeśli oddziela jakieś cząstki całości od Jedni, które są integralnymi przejawami tej Jedni całości.

W tzw. wyzwalaniu się, przebudzaniu z zaśnienia jesteśmy sami i nie potrzebujemy żadnego wspomagania z zewnątrz. To może budzić nawet strach.  I co z tego? Nic. Strach jest oswajany, roztapia się w ciszy Serca Serc. Wtedy dopiero - w tej niby samotności rozpoznane jest, że do wyzwolenia, przebudzenia nie potrzebne jest żadne wspomaganie, ponieważ nie ma żadnego oddzielenia. Gdy nie ma oddzielenia, nie ma nic do wspomagania. I widziane jest, że to tylko odrębne ja-ego doświadcza iluzji oddzielenia i zniewolenia, zaśnienia w jednym ze światów - snów. Więc, gdy następuje takie jakby wyzwolenie, przebudzenie, to w samotności, w ciszy i nigdy nie ma w tym osamotnienia, bo nie ma też oddzielenia, a jest połączenie ze wszystkim znanym, nieznanym i niepoznawalnym. Ponieważ gdziekolwiek wtedy spojrzymy, widzimy To, Czym Jest-eś-my w swojej esencji, w swojej pełni, w Jedni SIEBIE. Jest-eś-my we wszystkim i wszystko jest w nas, i wszystko jest nami. Nie ma już za czym tęsknić. Bo radość istnienia i pasja życia stają się naszą naturą. Widzianą we wszystkim.

I wtedy nawet jeśli zdarzy się, że jeszcze czasem zabłądzimy, to świadome rozpoznanie tego nie spowoduje już zagubienia czy paniki, ani strachu, ani złości, ani cierpienia, ponieważ ś-wiadome już jest, że skoro jeszcze zabłądziliśmy, to możemy to dostrzec i zrozumieć dlaczego. I wtedy ufność i oddanie sprawia, że szybko wracamy z bezdroży na ścieżkę, która nam jest przeznaczona.

Bo gdy ś-wiadome już jest, a przede wszystkim odczuwane, Kim, Czym jest-eś-my, wystarczy proste bycie, istnienie. Zanikają myśli, że jest się lepszym czy gorszym od jakiejś cząstki Jedni, całości. Jest współodczuwanie z innymi cząstkami. Przestajemy nadawać jakiekolwiek wyróżniające znaczenie sobie i temu, co wokół, bo to Jedno.

I już ś-wiadome jest, że nadając znaczenia czemuś, czemuś innemu je odbieramy oddzielając jakieś integralne części całości od SIEBIE. Dlatego w oddaniu całości i zaufaniu do SIEBIE jest-eś-my i podążam-y za tym, co Się przejawia... Mną-Tobą i przez Ciebie-Mnie w każdym tu i teraz. Bo tak u-jawnia Się, prze-jawia i jawi na jawie Twoje-Moje-Nasze prze-znaczenie.

piątek, 30 listopada 2018

WOLNOŚĆ OD STRACHU I AGRESJI


Kto, co szuka oświecenia, przebudzenia, wyzwolenia, bo go nie dostrzega, nie czuje w sobie? 

Ten kto goni myślami za oświeceniem, przebudzeniem, wyzwoleniem. To, co goni to, przed czym ucieka. Dlaczego nie może zatrzymać się i zapytać siebie: kto/co unika przebudzenia, które zawsze jest w obecności w każdym momencie? Dlaczego tego nie dostrzega? Co je przesłania? Dlaczego widzi oddzielenie, które jest tylko iluzją? Dlaczego nie widzi tego, co jest i stawia opór przed połączeniem się z samym SOBĄ, z całością, Jednią SIEBIE? Bo jeszcze nie dostrzega, że zawsze może się tym, co stawia opór, zająć i zintegrować, i rozpuścić te iluzoryczne granice SOBĄ w sobie... 

Strach wynikający z oddzielenia od swojej pełni, całości, jedni SIEBIE pogłębiał się w kolejnych pokoleniach naszych ludzkich przodków. Aż doprowadził do totalnego konfliktu wewnętrznego, "schizy" - rozłamu, rozdarcia pomiędzy głową - umysłem i sercem - świadomością.

Uwierzyliśmy w różne kłamstwa, oceny, oczekiwania, wszystkie iluzje naszego oddzielenia jako prawdziwe. Więc nieświadomie staliśmy się "demonami rozpaczy i cierpienia pragnącymi unicestwienia"... Machającymi na oślep "nożami strachu" przed własną agresją. Doszukując się w tym jakiegoś głębszego sensu. A głos Serca, Ducha (świętego, wielkiego), Źródła Źródeł jest na tyle donośny, na ile jesteś-my otwarci na usłyszenie Go.

Więc zamiast szaleć słuchając chaosu "głosów rozpaczy i destrukcji", można przestać zagłuszać ten głos Serca, Ducha, Źródła Źródeł ciągłym trajkotaniem uwarunkowanego umysłu żonglującego iluzją uznawaną za prawdę. Wchodząc w ciszę, można świadomie obserwować to trajkotanie (bez podążania za nim, bez utożsamiania się z nim) w świadomym odczuwaniu formą, jaka jest nam dana.
W rezultacie "wyzwania", które są nam dane przez Życie, nie służą temu, by
nas "paraliżować", lecz pomagają nam odkrywać, kim, czym jesteś-my.

Miewamy czasem ogromne (względnie;)) trudności z akceptacją różnych zachowań innych ludzi. Ale też z akceptacją swoich zachowań miewamy trudności - kiedy stają się uświadamiane. Te trudności miewamy, dopóki nie zaczynamy poznawać Siebie, sięgać do swojej "strefy cienia" i integrować różne pooddzielane od siebie cząstki i części Siebie jako całości, Jedni. Wtedy zaczynamy akceptować i rozumieć (na początku mniej intelektualnie, bardziej intuicyjnie) coraz więcej zachowań innych i swoich też.

Inni bywają tylko i aż "lustrami", które "pokazują" to, co jeszcze nieświadome, bo ukryte w "strefie cienia". Dopóki nie zaczniemy poznawać Siebie, prawdę o Sobie przez uświadamianie sobie tego, czego wcześniej nie byliśmy świadomi. Tego, co nie było ś-wiadome. W zaśnieniu "moje" tzw. ego często stawiało opór temu procesowi samo-poznania, bo było przywiązane do utożsamienia się z pewnym pakietem fałszywych wyobrażeń i przekonań o sobie i innych. Te wyobrażenia i przekonania utrzymywały to "moje" ja-ego w ciągłym, nieświadomym wewnętrznym konflikcie wciąż projektowanym na zewnątrz. Tak działamy jako tzw. ega posługujące się ograniczonym i uwarunkowanym umysłem w ramach oprogramowania, jakie otrzymujemy w procesie "wychowywania". Żeby tzw. ego mogło doświadczać iluzji świata dualnego ("dwubiegunowego" i "schizofrenicznego") jako jedynie realnego i prawdziwego (tzw. Samsara). I dlatego ten proces bywa czasami bardzo (względnie ;)) bolesny. Ale z czasem staje się fascynującą podróżą odkrywczą - odkrywania "ściem" tzw. ego i prawdy o Sobie. :)

Na przykład kiedyś wściekała mnie czyjaś agresja, bo "mnie" dotykała, bo miałam o sobie takie fałszywe wyobrażenie, że: "ja wcale taka nie jestem jak inni. Tylko inni są tacy okropni, tacy źli". Co za piękna ignorancja, "wow". Nie byłam świadoma tego, że ja też taka bywałam czasami. Gdy zdarzały się agresywne myśli o innych albo przejawiały się przeze mnie agresywne zachowania, to jakaś część mnie (tzw.ego) zawsze znajdowała na to usprawiedliwienie i oczywiście szukając dla siebie usprawiedliwienia obwiniała innych o takie swoje zachowanie. Bo ega to takie fałszywe, kłamliwe "niewiniątka". A agresja bywa naturalną reakcją na płynące z tzw. ego myśli: oceny i oczekiwania.

Kiedy pojawiła się metoda pracy ze sobą - metoda "lustra:, to zaczęło się poznawanie i integrowanie Siebie. To, co w innych mnie złościło, irytowało, co mnie dotykało, brałam "na warsztat". I odkrywałam to, co było ukryte w "strefie cienia". Wszystko to, od czego tzw. ego było oddzielone, bo się tego wypierało. A wszystko to, co w "cieniu" nieświadomości ukryte, jest cząstkami nas jako całości Istoty ludzkiej. Mnie i Ciebie. Całe mnóstwo różnych części i warstw Istoty ludzkiej tworzące całe ogromne spektrum od od-zwierzęcych do od-boskich. ;) "wibracji" i wzorców myślenia-działania-kreowania.

Agresja przejawia się różnie: czasem w słowach, a czasem w działaniu. Gdy nie możesz zaakceptować czyjejś agresji, znaczy, że nie jesteś gotów zaakceptować SWOJEJ własnej agresji utajonej. Gdy czujemy się zranieni, dotknięci czyjąś agresją, to znaczy, że dotyka ona czegoś istotnego: czyjaś agresja "lustrzy" tę, która jako nieuświadomiona pozostaje ukryta w "cieniu" - w nieświadomości, w nie(rozpo)znanym Sobie. Nie można zaakceptować swojej agresji, gdy jakaś część Siebie - umownie zwana ego - ma pewne fałszywe wyobrażenia o sobie i dlatego pozostaje w odcięciu całości Siebie. I od tych części Siebie, które wciąż jeszcze odrzuca. Nie chce ich widzieć. Nie chce widzieć siebie jako "agresora". Woli siebie okłamywać i udawać, że takie nie jest. Choć boi się... samego Siebie.

W dzieciństwie często bywamy świadkami różnego rodzaju agresji, którą nasiąkamy nieświadomie. Nie jesteśmy odpowiedzialni za "oprogramowanie", jakie otrzymaliśmy w dzieciństwie. Ale w 100 procentach jesteśmy odpowiedzialni za zmianę tego "oprogramowania" przez samo-obserwację i samo-poznawanie (uzdrawianie) Siebie. Poznając Siebie, uważnie i uczciwie obserwując-badając Siebie, swoje myśli, przekonania, emocje itd., odkrywamy to, co było wcześniej zakryte, nieświadome. Stopniowo poznajemy prawdę o Sobie. Stajemy się coraz bardziej samo-świadomi Siebie.

Gdy pojawia się gotowość, wchodzimy w ten proces. Jung nazywa go procesem indywiduacji, inni świadomą integracją, świadomym odkrywaniem i scalaniem Siebie. Jeszcze inni nazywają to uzdrawianiem albo przebudzaniem się do prawdy o SOBIE. Ten proces bywa trudny, bo trudność sprawia zdzieranie różnych "masek" tzw. ego ukrywających prawdę o nas samych, o Sobie. Ten proces jest podobny wchodzeniu do zagraconej, śmierdzącej piwnicy, której uprzątnięcie wymaga sporo energii, uczciwości, uwagi, uważności, a dla niektórych sporej odwagi.

Mogę teraz kochać innych ludzi i akceptować różne ich zachowania, ponieważ wcześniej odkryłam i zintegrowałam w sobie te części Siebie, od których kiedyś się oddzielałam np. poprzez utożsamienie z myślami oceniającymi, że coś jest dobre, a coś złe. Wtedy tych części Siebie, które oceniałam jako złe, a widziałam je u innych, oczywiście nie widziałam w sobie. Byłam od nich odcięta przywiązaniem do fałszywych wyobrażeń o sobie.

I nie wiem, co jeszcze będzie mi dane do odkrycia o Sobie. Jestem ufna i otwarta na nieznane.

wtorek, 27 listopada 2018

SPOTKANIA Z MURAMI GRANIC



Szukając s-pokoju przez odrzucanie i wypieranie się przeszłości (tak jak i snów), wciąż pozostajemy pod jej wpływem. Wszystkich trudnych doświadczeń z przeszłości i teraz (tak jak i ze snów) nie da się pozbyć przez wypieranie ich i zapomnienie, lecz przez przyjęcie ich takimi, jakie były-są. I zrozumienie Się przejawia przekraczające wszelkie uwarunkowania umysłu.

Nic nie wiadome, a jednak ś-wiadome uzdrawia wszystkie "zranienia".

Skąd cierpienie? Sami "pastwimy" się nad sobą... a chaos umysłowy i cierpienie z buntu i oporów wynika, gdy "rządzi" ja, które chce albo nie chce czegoś...

To, co czynimy nieświadomie sobie i innym, czynimy SOBIE.

Wtedy siedzimy w klatkach i cierpimy tęskniąc za tym, co gdzieś... zamiast przyjąć z ufnością i oddaniem SOBIE to wszystko, co jest dane tu i teraz...  

Bo tylko przyjęcie tego, co jest i wniknięcie w SIEBIE w ciszy przynosi ukojenie. Wtedy nawet siedząc w klatce czujemy SIEBIE - wolną, nieskończoną Istotę tego, czym jesteśmy...


Tak... to ja potrzebuje nasycenia się tym doświadczaniem aż do przesycenia. Przesycenie chaosem i cierpieniem skłania niejako iluzoryczne ja chcące lub niechcące, niechcący i chcący kontrolujące i oczekujące, skłania do kapitulacji... poddania...

jakby coś nas pchało i przyciskało do muru, który ja chciałoby przebić, rozwalić, bo zapomniało, że tylko zaniechanie nacisku i oporu, całej tej walki ze sobą sprawia, że mur sam się rozpuszcza, bo jest... iluzoryczny. Choć wydaje się przez jakiś czas być "takim prawdziwym" jak "rządy" uwarunkowanego, oddzielnego ja. 

środa, 21 listopada 2018

WYZNANIE WOJOWNIKA



Nic nie wymaże okrucieństw, których dokonałem w imieniu głosów w mojej głowie. Słyszałem je i to one kazały mi robić to, co robiłem. Raniłem, niszczyłem i zabijałem innych w imieniu tych głosów, które kazały mi niszczyć wszystkich niewierzących w to samo, co ja wierzyłem. Zabijałem tych, którzy nie wierzyli w to, co podpowiadały mi te głosy, które słyszałem w swojej głowie. One mówiły mi, że wszystko, co robię w ich imieniu, jest słuszne. Że to jest jedyną prawdą. Czasem też słyszałem, jak jakiś inny głos próbował mnie powstrzymać. Nie słyszałem go jednak wyraźnie, bo ten inny głos był zbyt cichy, zbyt subtelny i nie krzyczał tak, jak głosy w mojej głowie. Nie miałem wyjścia, nie mogłem nic zmienić. Podążając za racją głosów, które kazały mi walczyć w imię wyższego dobra, próbowałem przekonywać sam siebie, że ci których odrzucałem, krzywdziłem, zabijałem, zasługują na to. Nie tylko przestałem czuć, lecz przestałem też widzieć ich ból i cierpienie skupiony na własnych przekonaniach i racjach głosów, których słuchałem. Aż ten cichy głos, który próbował mnie powstrzymać, całkowicie zamilkł. Został zagłuszony przez inne głosy. Nie słyszałem już go. Zostałem wielkim wojownikiem dobra ze złem. Moje imię przerażało tych, którzy mnie nie słuchali, sprzeciwiali się temu, co pochodziło od głosów w mojej głowie. Choć zdarzali się i tacy, którzy nie byli tym przerażeni. Tych zabijałem z jeszcze większą brutalnością.

Aż któregoś dnia zdarzył się cud. Zabolał mnie nagle czyjś ból zadawanych przeze mnie ran, jakbym sam sobie je zadawał. I znów zacząłem słyszeć ten cichy głos, który teraz podpowiadał, żebym się zatrzymał i przyjrzał temu, co myślę i co robię. Przyjrzał się tym głosom, które słyszę w swojej głowie. I zadał mi pytanie: Komu robię to, co robię i dlaczego? To mnie zatrzymało.

Czy kiedyś będę potrafił sobie wybaczyć? Nie wiem. Teraz inni mnie przekonują, że mi wybaczyli. To przebaczenie jest jak błogosławieństwo. Pogodziłem się z tym, że może nigdy sobie nie wybaczę, bo tego, co robiłem, nie da się cofnąć. Ale wiem, że mogę zmienić to, co teraz robię. Bo teraz nie jest końcem życia. Teraz podążam za tym cichym głosem, który mnie zatrzymał. Teraz on mnie prowadzi. To głos Serca. Jest cichy, ale jego moc przenika miłością wszystkie krzyczące głosy, które kiedykolwiek słyszałem w swojej głowie. Dlatego nie walczę już z innymi. Przestałem być wojownikiem walczącym o dobro ze złem. Zwłaszcza o to wyższe dobro. Teraz czasem walczę jeszcze ze sobą, gdy głosy w głowie zaczynają krzyczeć i wołać domagając się ode mnie posłuszeństwa. Ale odkryłem, że najskuteczniejszym sposobem na pokój jest poddanie się wszystkich głosów w głowie temu cichemu głosowi Serca, który kieruje do ciszy. W ciszy Serca te wszystkie kłótnie i walka głosów w głowie przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Teraz nie walczę z nikim, nawet z głosami w głowie, lecz poddaję się ciszy. Ta cisza przenika i otula wszystkie głosy, przynosi ratunek mnie i innym przed szaleństwem, które było moim udziałem.

Wojownik stał się rycerzem przynoszącym ukojenie. Stojącym na straży ciszy, broniącym jej przed atakami głosów podżegających do walki w imię jakiegokolwiek dobra walczącego ze złem. Stałem się strażnikiem ciszy przynoszącej s-pokój i słów, które są drogowskazami prowadzącymi do SIEBIE, do Jedni wszystkiego.


sobota, 27 października 2018

MAGIA MYŚLI I SŁÓW


Słowa są jak programowanie snu. Ten sen jawi się, ujawnia w postaci jawy... Więc jawa to względna rzeczywistość - to sen, w którym ujawnia się to, w co uwierzyliśmy za prawdziwe. Więc niektórym śnią się takie sny, w których np. "gra pozorów trwa i będzie trwała". Ale czy są tego świadomi, że sen jest odzwierciedleniem nieświadomych "preferencji"?

"Na początku" nie "było", lecz zawsze - w każdym tu i teraz -  względnym "początkiem" JEST każde słowo i myśl, za którymi podąża nasza energia. Które zasila nasza uwaga.Tylko nie jesteśmy świadomi tego, co kreujemy - co śnimy nieświadomie. Jaki obraz nadajemy temu snowi, który staje się naszą jawą?

Są myśli, które utrzymują nas w wewnętrznym konflikcie (umysłu) i nieświadomości tego, co myślimy czynimy oraz takie, które ujawniają to, co tzw.ja-ego ukrywa przed sobą. 

Są takie myśli, które nas od siebie oddzielają i takie, które łączą i scalają z całością SIEBIE (Jaźni).

To, co myślimy o innych np. o "innym człowieku", o pewnych zjawiskach, jest wyrazem tego, co myślimy o SOBIE. Gdy innych oceniamy, etykietujemy, takie myśli stają się nieświadomymi projekcjami tego, co wewnątrz nas na to, co na zewnątrz. Tak nieświadomie kreujemy obrazy snu, który śnimy, a on nam się prze-jawia i u-jawnia jako jawa. I zwany bywa (jedyną) rzeczywistością...

Wszystkie o'ceny i o'sądy są z poziomu wzorców "matrixa", "samsary" czyli świata iluzji oddzielenia i konfliktu (chcenia i niechcenia),, które są przyczyną cierpienia. Są jak trucizna, która może stać się lekarstwem, gdy zostaje przetransformowana. 

Gdy etykietujemy pewne osoby i zjawiska, to jest to przejaw iluzorycznej projekcji nieświadomego ja oddzielonego od SIEBIE, swojej pełni. Takie projekcje mogą stać się rozpoznaniem siebie w zaśnieniu. Bo rozpoznanie nie dotyczy innych, lecz inni jako projekcje są jak lustra, w których Istota Się przegląda. Gdy widzi już siebie w innych, może stać się świadoma nieświadomego - tego, co było wcześniej zakryte; bo jeszcze oddzielała się od SIEBIE wierząc w jakieś myśli i słowa, które wciąż ją oddzielały od swoich lustrzanych odbić. Z powodu wiary w prawdziwość iluzorycznych ocen, osądów, oczekiwań itd... Najpierw jednak trzeba to osądzanie sobie uświadomić, żeby móc przestać osądzać, a stać się świadomym osądzania. Kto osądza? Ten, kto w oddzieleniu pozostaje i działa według wzorców myślenia oddzielających i konfliktujących różne części całości SIEBIE . Ten, kto cierpi z powodu oddzielenia od Istoty SIEBIE. 

Jest różnica między osądami tego. co jest a widzeniem tego, co jest takim, jakie jest. Widząc to, co jest takim, jakie jest, nie używa Się słów utrzymujących podziały czyli oceniających ani osądzających. Jest odpowiedzialność za słowa, które Się wyraża. Np, łatwo powiedzieć o kimś, kto coś zabrał komuś: "złodziej". Nazywając go "złodziejem" dokonuje się osądu i wywyższania się. I taki obraz człowieka uznanego za "złodzieja" jest przez nas podtrzymywany. Osądy i etykiety ograniczają możliwość zmian naszego otoczenia. Osąd, etykieta utrzymują stałość i niezmienność naszych przekonań, a także wyobrażenia na temat tego, co nas otacza.

Widząc to, co jest, takim, jakie jest, ś'wiadome jest, że taki człowiek, który coś zabrał komuś, działa według pewnych wzorców myślenia i działania. Nie oceniamy i nie etykietujemy. Rozumiemy, że ten człowiek inaczej nie mógł w danym momencie się zachować. Jednak wiemy też, że taki człowiek może w każdej chwili zmienić swój sposób postępowania. I nie jest to zależne od nas ani  - w pewnym sensie od niego.

{"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni"}

Gdy rozpoznawana jest iluzja oddzielenia, osądzania, oceniania, oczekiwań, braku, pożądania itd., świadomość ekspanduje i Istota ludzka rozwija się i dojrzewa ku swojej Pełni, Jedni. Przenosi się na subtelniejsze poziomy z'rozumienia SIEBIE.  Te subtelniejsze poziomy wymagają coraz więcej uważności w każdym tu i teraz i odpowiedzialności za wyrażane myśli i słowa. Nie ma konfliktu. Jest harmonia, a w tle Cisza...  A gdy to, co jest wyrażane, jest jeszcze osądzane, wtedy pojawia się konflikt - zaburzenie, które... zawsze (prędzej czy później) może posłużyć jako klucz... do transformacji, integracji, harmonizowania. 

Strach można porównać do momentu, w którym grasz na pianinie i nagle trafiasz w klawisz, który brzmi fałszywie - bo ta struna z jakiegoś powodu rozstroiła się (uległa rozstrojeniu). Czujesz w tym momencie "zaburzenie energetyczne w ciele" i myśli z tym "zaburzeniem" związane. To można nazwać strachem - myśleniem i odczuciem, że "coś jest nie tak".  Ale gdy przyjmiesz to zdarzenie takie, jakie jest, nie musisz uciekać wtedy od pianina, ponieważ już wiesz, że to jakaś struna wymaga dostrojenia i jeśli użyjesz odpowiedniego klucza, by dostroić tę strunę, będziesz mógł/mogła dalej grać harmonijną melodię. Więc strach jest odczuciem wskazującym na coś, co zaburza twoje harmonijne granie - harmonijny przepływ dźwięków czyli energii.

Inaczej ty sam/a jesteś takim "instrumentem", na którym jednocześnie grasz swoją pieśń. Tak, jak każda istota ludzka. Strach pojawia się, gdyż wynika z niedostrojenia się do naszego harmonijnego istnienia w tym, z tym, co jest. Strach jest informacją - myślą, że "coś jest nie tak" - odczutą jednocześnie w ciele jako emocja. A przecież jest dokładnie tak, jak ma być, jak jest. Nic nie jest "nie tak". Jest tylko coś, co wymaga dostrojenia... Ta myśl, że "coś jest nie tak", przejawia się w ciele jako emocja i jeśli to sobie uświadomimy, to może ona zainspirować nas do dokonania odpowiedniej zmiany w sobie, byśmy mogli powrócić do harmonijnego istnienia i grania swojej pieśni we współbrzmieniu z tym, co JEST.  Więc można dostrzec, że strach pozwala rozpoznać, czym jest i skąd bierze się to "zaburzenie" harmonijnego współbrzmienia z tym, co JEST. I znaleźć sposób na dokonanie odpowiedniej zmiany (użycie odpowiedniego klucza), by móc dalej istnieć - żyć - być w harmonijny sposób.

Nawet jeśli czujemy, że jesteśmy jeszcze instrumentem... tak rozstrojonym, że trudno nam odczuwać harmonię, to możemy zawsze zacząć się cierpliwie uczyć dostrajania Siebie do coraz bardziej harmonijnego istnienia z tym i w tym, co JEST w każdym TU i TERAZ.

Z wdzięcznością za wszystkie inspiracje Się przejawia...


niedziela, 21 października 2018

STRACH PRZED MIŁOŚCIĄ


"Jeśli nigdy nie doświadczyło się, nie dopuściło głębiej miłości bezwarunkowej, to taka miłość może przerażać i/lub powodować wycofanie." - DominikaWachowska

Tak, taka miłość może nawet przerażać. 
Taka miłość bywa odczuwana wobec wszystkich ludzi, ale przejawia się wobec Obecności indywidualnych istot ludzkich. Czyjaś Obecność czasem może nas dotknąć tak głęboko swoim pięknem (lub "brzydotą"), by za chwilę (czas jest względny) poruszyć w nas coś, co jeszcze nie zostało odkryte, a co nagle wypływa na wierzch ze strefy "cienia", z nieświadomości - z nieznanego...

Dla mnie Miłość, którą zwie się bezwarunkową jest wszechobejmującą, wszechprzenikającą... i doświadczanie jej polega na tym, że jeśli od czegokolwiek jestem jeszcze oddzielona, to to się ujawni, zamanifestuje, wyłoni ze strefy nieznanego (nieświadomego), żebym mogła kolejne części Siebie jako Całości obejmować i przenikać samo-świadomością, zrozumieniem, miłością.... I integrować w Sobie scalając SIEBIE jako całość, Jedno...

Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że przez kilka lat czułam pewien opór przed mężczyznami stojącymi przed sklepem i nagabującymi przechodniów, i oczywiście mnie o pieniądze. Wyglądali na bezdomnych albo bezrobotnych alkoholików. Tak ich oceniałam. Próbowałam różnie się wobec nich zachowywać. Czasem kupowałam im jedzenie. Czasem dałam jakieś pieniądze. Czasem udawałam, że nie słyszę, co mówią. Bo najchętniej przechodziłabym obok nich niezauważona. Lecz tak na prawdę to... bałam się ich z jakiegoś powodu. Aż wreszcie któregoś dnia coś się zmieniło. Szłam do sklepu, zobaczyłam dwóch takich mężczyzn, ale tym razem spojrzałam jednemu z nich prosto w oczy, bo czułam już miłość w sercu i zrozumienie dla ich przejawu. I w tym momencie... oboje uśmiechnęliśmy się do siebie. Ten trzeci również. I poczułam, że rozsypały się we mnie i znikły kolejne warstwy jakichś granic, które wcześniej oddzielały mnie od takich ludzi i nie pozwalały odczuwać wobec nich miłości. Poczułam w sercu radość tej zmiany.

Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała mi, że zrozumienie i miłość, która się przeze mnie wobec niej przejawiała, momentami ją tak przerażała, że jej "ego" miało ochotę zanegować wszystko, co się przeze mnie przejawiało. Nie mogła tego przyjąć, bo czuła w sobie mnóstwo oporów i koncepcji, które jej podpowiadały, że to niemożliwe, by w taki sposób można było kochać i rozumieć ludzi. Nawet - jak przyznała - momentami czuła wręcz nienawiść do mnie. I tak walczyła "ze mną" w sobie miesiącami, a nawet latami. Bo tak się przejawia wewnętrzny konflikt pomiędzy tym, czym nie jesteśmy - myślami, ideami, konceptami oddzielenia a tym, czym jesteśmy: kochającymi i kochanymi Istotami... (Miłością i Madroscią. Swiadomością i Umysłem jako Jedno).

Aż wreszcie kiedyś powiedziała mi, że poczuła otwartość na przyjęcie tej miłości, bo odkryła i wie, że gdyby nawet zrobiła "coś strasznego", nawet gdyby na przykład "zabiła człowieka", to zostałaby przyjęta ze zrozumieniem, a 'moje' uczucie do niej nie uległoby zmianie.

To uczucie może się tylko w nas pogłębiać...

Może się pogłębiać wraz z naszą samo-świadomością, ponieważ obszary nieznanego są nieskończone. Na poziomie świadomości w zatrzymaniu poza myślami, koncepcjami, sytuacjami, w ciszy poza ciszą, jesteśmy... niczym i wszystkim jednocześnie, pyłkiem i wszechświatem całym jednocześnie, połączeni z nieokreśloną, nienazwaną, nieskończoną, wieczną całością... Jednak Życie jest dynamiczne i podróż w nieskończoności trwa. A my wkraczamy w kolejne obszary nieznanego. Na tym etapie podróży tak to jest postrzegane z perspektywy kropli oceanu, którą jestem, kropli, która wie i czuje, że na poziomie świadomości jest integralną cząstką oceanu, a cały ocean w niej się odbija. Kropla jest oceanem i ocean w kropli się przejawia. Jednak... ta kropla przesuwa się wciąż z falami i zwiedza różne obszary oceanu, które poznaje jako... różne światy - sny... I może je obejmować, i przenikać Sobą w sobie... jako ocean w kropli... 

Jest nieznane niepoznane a poznawalne i nieznane niepoznawalne. 


p.s. owi bezdomni, o których rok temu wspomniałam w poniższym tekście, niedługo potem... zniknęli... Już ich nie ma... 

sobota, 26 maja 2018

ACH, CUDZIE ŻYCIA...


Ach, Cudzie Życia, tęczowa kaskado krystalicznie przejrzystego źródła, kłaniam Się całej wieczności w Tobie i nieskończoności Twojego potencjału. 

Błogosławię Cię Cudzie Istnienia.

Wdzięczność za Twoje istnienie poza słowami, w przestrzeni ciszy rozbrzmiewa Pieśnią nad Pieśniami roztańczoną Sobą w każdym przejawie Istnienia.

Jesteśmy w swej głębi najwyższym doznaniem Piękna i Sztuki Życia, Istnienia oraz najznakomitszymi znawcami tego doznania. I jesteśmy też erupcją wewnętrznej jedności Siebie jako: 
- tego doznania, 
- jego doświadczania 
- i postrzegania. 

Jakże więc nie opisywać tego, co pojawia się jako najgłębszy akt twórczy objawiający Się w każdym momencie pomiędzy znanym i nieznanym, gdy odczuwane jest... natchnienie?


piątek, 25 maja 2018

UMIŁOWANY CUDZIE ŻYCIA


gdy puszczamy logikę i w ciszy 
wszystkie myśli rozpuszczają Się 
wiecznością... nie znajdzie-my 
w tej nieskończoności ani początku, 
ani końca jej przestrzenności, 
ani jej stworzenia,
bo To Jest wieczne...

poniedziałek, 12 marca 2018

CISZA


Ach, magia Życia (dla mnie) tak Się przejawia: 
nasza pozafizyczna współobecność i cisza pomiędzy nami... 
wyłania trwające w niej wieczne, harmonijne nasze połączenie w Jedno...

ONO JEST ZAWSZE
w tu i teraz
naszą PEŁNIĄ...

czwartek, 8 marca 2018

WDZIĘCZNOŚĆ...


Dziękuję... wszystkim Kobietom i Mężczyznom... i naszej wspÓlnej ISTOCIE, ESENCJI, którą JESTEŚMY...

Uzdrawia Się Pełnia w Ciszy... obecności, współobecności i samotności... JESTEM.

Ach, uzdrowiona kobiecość w unii z uzdrowioną męskością... niech w nas rozkwita w swej pełni... bezgraniczną Miłością dla wszelkich przejawów Życia w Swej Istocie...