"Uznanie iluzji za iluzję
niekoniecznie oznacza koniec iluzji. Jednak kończy zaangażowanie w
iluzję. To wystarczy!" ~Wu Hsin
Czym jest uznanie iluzji
za iluzję? A choćby na przykład dostrzeżenie różnicy między
miłością a zakochaniem: zakochanie jest iluzją miłości i wynika
z "braku miłości", z odcięcia się "ja" od
źródła miłości w sobie. W doświadczaniu zakochania działamy
według wzorców, których jesteśmy nieświadomi, działamy według
fałszywych wyobrażeń o sobie i innych - naszych projekcji. One są
iluzją.
Uświadamianie iluzji to widzenie, jak wiele zjawisk
postrzegaliśmy wcześniej takimi, jakimi nie są. To odkrycie swoich
projekcji na lustra, w których przeglądamy się jak w krzywych
zwierciadłach i widząc te zniekształcone obrazy wierzymy, że tym
wszyscy jesteśmy. Ale te zniekształcone obrazy są naszymi iluzjami
o sobie i o innych.
Dlatego zakochanie zmienia się w
rozczarowanie i odrzucenie albo w związek "partnerski"
tworzony jako sieć uzależnień utkana z iluzorycznych (fałszywych)
przekonań i różnych wzorów (koncepcji) strategii przetrwania.
Dwoje ludzi łączy wtedy sieć uzależnień tkanych z lęków i oczekiwań "przebranych" za miłość. Ale to nie ma nic wspólnego z
miłością. Miłość kocha z obecności, a nie z braku.
Dlatego
- gdy zakochanie zdarza się z jakiegoś braku i oczekiwań na ich wypełnienie - kończy się rozczarowaniem. A wtedy po
jakimś czasie może pojawić się kolejna atrakcja i kolejne
zakochanie.
Zakochanie jest bardzo atrakcyjną pułapką, bo
stwarza iluzję spełnienia marzeń, nadziei i oczekiwań, że "tym
razem uda się stworzyć idealny związek". Zakochanie jest jak
narkotyk zażywany bez świadomości, że jest narkotykiem.
Intensyfikuje uczucia i emocje, uaktywnia, „daje kopa”,
uatrakcyjnia i odkształca obrazy, odurza, wzbudza euforię, angażuje
energetycznie... Ale kiedy narkotyk przestaje działać, pojawia się
odczucie zmęczenia i rozczarowania, a czasem nawet złości albo rozpaczy.
Każdy zostaje sam ze sobą, że swoimi
ranami, ograniczeniami, historiami, wewnętrznymi konfliktami,
fałszywymi wyobrażeniami, oczekiwaniami, projekcjami... Ale ponieważ trudność sprawia bycie samemu ze
sobą, nie ma jeszcze gotowości na spotkanie ze swoimi projekcjami,
lękami, iluzjami, znów objawia się potrzeba poszukania kolejnej
atrakcji. I zdarza się kolejne zakochanie w nadziei, że "tym
razem się uda i życie wreszcie nabierze jakiegoś sensu".
Taki
związek nie może spełnić pokładanych w nim nadziei i oczekiwań.
Nie może, bo w zakochaniu przyciągają się pozytywne projekcje,
które w trakcie związku konfrontują się z tym, jakie wzorce
myślowe i zachowań rzeczywiście animują zakochanymi. I pozytywne
projekcje zamieniają się na negatywne, bo "zakochani" są
nieświadomi tego, co i dlaczego nimi animuje.
To, co w
zakochaniu nazywane jest miłością, miłością nie jest, jest
potrzebą dopełnienia jakiegoś niepełnego ja – "ego".
Do zakochania ciągnie iluzoryczna nadzieja - obietnica, że ktoś
nas uratuje, że dzięki drugiej osobie doświadczymy wreszcie
jakiejś pełni szczęścia, jakiejś realizacji przez dopełnienie
przez drugą osobę – „ukochaną” lub „ukochanego”.
Takie zakochanie jest ucieczką przed sobą - przed
spotkaniem się ze sobą w samotności, przed rozpoznawaniem i
przyjrzeniem się swoim ranom.... W zakochaniu namiętność i
pożądanie jest wyrazem głodu nie do zaspokojenia, wyrazem
konieczności uleczenia niezagojonych ran nie do uleczenia. Zakochani
próbują zapełnić ten głód i leczyć swoje rany czyjąś
obecnością, bliskością, intymnością, czyimś ciałem, czyimś
zachwytem, akceptacją, atencją, pożądaniem, ekstazą szczytowych
momentów... Ale to nie jest miłość. Tego głodu żaden ktoś z
zewnątrz nie jest w stanie zaspokoić ani nikt inny nie jest w
stanie uleczyć tych ran.
Miłość nie jest historią
jakiegoś braku, który musi zostać czymś zapełniony. Miłość
nie jest tęsknotą za iluzjami, która popycha istoty ludzkie do
zakochiwania się, a potem do przeżywania rozczarowań lub tkwienia w związkach uzależnień. Miłość nie współtworzy takich związków i relacji. Współtworzą je braki żądające dopełnienia i tęsknota za miłością...
Żadna
„ukochana” osoba nie może być "wybawicielem", nie może być
dopełnieniem. Jest raczej potencjalnym „nauczycielem”,
który może obnażać nasze projekcje i iluzje, oczekiwania i
tęsknoty. A jeśli pojawia się szczere pragnienie prawdy i otwarcie się na
ekspansję świadomości czyli uświadamianie sobie tego, co dotąd
było nieświadome, to „ukochana” lub „ukochany” może stać
się "wspólnikiem" w obnażaniu iluzji o sobie.
Oczywiście, że istnieją relacje oparte na miłości, na
umiłowaniu prawdy, ale te są szczere i uczciwe. Takie relacje i
związki romansowe oparte są na byciu w przy-jaźni. Ale czasem
zdarzają się też miłosne relacje "jednostronne" - jedna istota otwiera się na relację z miłością, a druga zakochuje się w swoich projekcjach i wtedy relacja nie może być kontynuowana w przy-jaźni i miłości, więc rozpada się.
Każdy
wzór (jakieś przekonanie inicjujące konkretne działanie i
zachowanie), który w życiu powtarza się jako cykliczne
doświadczenie, zmusza do wielokrotnego przeżywania tego wzoru.
Doświadczenie powtarza się, dopóki nie stanie się "lekcją".
To, co nas pociąga w innych, jest tym, co nie zostało w
pełni przeżyte wewnętrznie, uświadomione i uwolnione w sobie. Tak
samo to, co nas odpycha od innych jest tym, co nie zostało głęboko
wewnętrznie przeżyte, uświadomione i uwolnione.
Każde
doświadczenie może stać się "lekcją", kiedy następuje
głębokie, świadome wewnętrzne przeżycie tego doświadczenia i
uświadomienie sobie powodów powtarzalności wzoru, który animował
umysło-ciałem. Wtedy takie doświadczenie staje się inicjacją -
kolejnym krokiem w dojrzewaniu do prawdy i ekspansji samoświadomości; inicjacja uwalnia od przywiązania i doświadczania na przykład
iluzji o zakochaniu i relacjach związkowych.
Uwolnienie od
powtarzalności pewnych doświadczeń następuje dzięki
uświadamianiu iluzji - projekcji, które wcześniej nieświadomie
uznawaliśmy za prawdę o sobie i o innych. Rozpoznanie wzoru
przyciągania i odpychania, pożądania czegoś i odrzucania
następuje dzięki głębokiemu przeżyciu tych doświadczeń w
sobie. Wtedy zmienia się nasza wewnętrzna relacja z tym wzorem -
przez świadome przyjęcie i głębokie przeżycie takiego
doświadczenia w sobie - następuje uwolnienie. Rozpuszcza się
uzależnienie od wzorów, które generowały to doświadczenie.
I
z coraz większą ufnością przyjmujemy to, co zawiera każdy obecny
moment i to, co ujawnia się jako kolejne doświadczenie. I
przyjmujemy, jakbyśmy sami je wybrali, jakby każdy moment i
każde doświadczenie było dla nas darem Ducha, (absolutu,
wszystkości, jaźni...).
Gdy
odkrywamy miłość w sobie, kończą się poszukiwania na
zewnątrz tego, co odkrywa się Sobą. A obrazy iluzorycznych
projekcji na lustro tego, co na zewnątrz, rozwiewają się.
„Dobra
wiadomość jest taka: jeśli potrafisz rozpoznać iluzję jako
iluzję, ona się rozpływa”. - E.Tolle
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz