niedziela, 10 marca 2019

JAK ROZPOZNAĆ KIM JESTEM?

Tak: Wszystkie pomysły np. jak rozpoznać KIM JESTEM są "bzdurą" (iluzją). TAK: Wydarza się tylko to, co ma się wydarzyć. I podążanie - świadome bycie z tym, co się wydarza tu i teraz, jest tym, co jest "do zrobienia". Nic więcej.
Wszystkie scenariusze odpadają, przywiązanie do działania według jakichś koncepcji się uwalnia. W każdym tu i teraz działamy niedziałając z uwarunkowanego ja, bo brak scenariuszy i koncepcji, jak w danej sytuacji "powinnam" się zachować. Odpadają oceny i oczekiwania... Jest podążanie (zamiast pożądania ;)) - w połączeniu z TYM, KIM/CZYM JESTEM jako "Świętą Tajemnicą" - podążanie za tym, co się tu i teraz przejawia.
Tak, "praca nad sobą to zabawa umysłu", lecz jeśli dane jest takie doświadczenie na tu i teraz (np. "praca nad sobą"), to jest doświadczany proces "pracy nad sobą". Im bardziej świadomie - obserwowany i odczuwany - tym bardziej naturalny, tym bliższy prawdy nie do wypowiedzenia... Ta "praca nad sobą" jest podobna do nauki surfowania i utrzymywania się na fali, płynięcia w harmonii z falą...
Każda i każdy z nas doświadcza tego, co jest dane... Dlatego Mądrość i Miłość jako Jedno podpowiada: zaufaj Życiu, Wielkiemu, Świętemu Duchowi, Jaźni, Temu, KIM/CZYM JESTEŚ, z pokorą wobec niewiedzy, CZYM/KIM... Pokochaj wszystko, co wydaje się uwarunkowanemu ja niemożliwe do ukochania... zaufaj prądom fali...
I wszystko, co wybija ze świadomego bycia w tu i teraz, samo "odpada", a Ty po prostu... robisz to, co jest do zrobienia. Uczysz się harmonizowania z falą... A doświadczane jest to, co dane do doświadczania...
Chodzi o to, że wtedy stajesz się jak surfer płynący na fali, z falą. Wolna wola ja - surfera jest "umowna" w tym sensie, że jest bardzo ograniczona - jak zakres ruchów, działań, jakie wykonuje surfer, aby utrzymać się na fali i płynąć wraz z nią...
Gdy ja surfera próbuje wykroczyć "swoją" wolą poza ten zakres, który jest dany, próbuje "przechytrzyć" falę, "kontrolować" ją, "zapanować" nad nią, spada z niej... co bywa bolesne... Bo to ja - ego surfera ulegającego iluzji "sprawczości" sprawia cierpienie. Taka mniej więcej jest natura cierpienia... A gdy surfer łączy się z falą, łączy się z Wolą całego Oceanu, ponieważ ruch surfera i fali wynika z Tańca prądów całego Oceanu. I tak się przejawia harmonia istnienia w tu i teraz. Stajesz się Jednym z całym Oceanem, z Życiem...
Doświadczanie strachu, wściekłości itp. emocji też nie jest ani dobre ani złe, gdy jest doświadczane... Tak, te doświadczenia są bolesne i sprawiają cierpienie. Jednak poprzez świadome bycie z każdym przejawem energii (mentalnej i emocjonalnej) w tu i teraz, świadomość też w jakimś sensie uczy ja, jak sobie z tym radzić... Kiedy w takim "procesie nauki" surfer upada, nawet ból spowodowany upadkiem nie sprawia już cierpienia.
I różne doświadczenia - czy świadomie czy nieświadomie doświadczane - też nie są ani dobre ani złe, bo są takie, jakie są dane do doświadczania...
Bo to całość JA JESTEM doświadcza SIEBIE także istotami ludzkimi na mnóstwo różnych sposobów... I ta całość może się w każdej ludzkiej Istocie integrować, scalać, harmonizować. Lecz proces ten też jest dany... niezależnie od chcenia lub niechcenia indywidualnego Ja... I proces ten bywa bardzo, bardzo intensywny... Ale jeśli "ktoś" jest na to gotowy, to przechodzi przez ten proces... w taki sposób, jaki jest dany...

czwartek, 7 marca 2019

OSWAJANIE SIĘ ZE STRACHEM, LĘKIEM ITP.

Nie chodzi o to, że masz przerobić czy przezwyciężyć lęk, nienawiść czy zawiść, ale uświadomić sobie, że te uczucia żywisz do obrazów mentalnych wytworzonych przez twój umysł 😂👌💗 one same w sobie nie mają żadnej mocy. Ani czynienia ci dobrze, ani źle. No chyba, że nadasz im tę moc. Ale to praktykowanie cierpienia." - Izabela Kudła
Tak, "wystarczy sobie uświadomić"... Ale jak jest to "sobie uświadamiane"? To nie jest tylko "mentalno-duchowy" proces...
Opowieść jest taka: Bała się ciemności w lesie. Któregoś dnia poczuła, że ta ciemność ją woła, więc poszła... wchodząc ścieżką do ciemnego lasu, czuła strach, szła jednak wolno w las. Gdy strach stawał się intensywny, zapierał dech w piersiach, stawała, oddychała, przyglądała się temu, co odczuwała, była z tym świadomie... a strach sam przez tę świadomą obserwację i bycie z nim, i oddychanie... rozpuszczał się... Tej nocy przeszła może z 300 metrów w głąb lasu i zatrzymała się. Nie mogła już iść dalej. Przytuliła się do drzewa, postała chwilę i wróciła do domu.
Następnej ciemnej nocy także wyruszyła ścieżką do lasu. Było podobnie, jak poprzedniej nocy, ale tym razem strach był odczuwany mniej intensywnie. Tej nocy także kilka razy zatrzymywała się, by oddychać, a oddech rozpuszczał strach. Nadal czuła drżenie w ciele, a jednak weszła dużo głębiej do lasu. Tym razem przeszła może z 500-600 metrów i znów zatrzymała się przy drzewie i przytuliła do niego. Gdy rozglądnęła się wokół, postrzegła, że ciemność jakoś się rozprasza, nawet zaczęła wyraźnie widzieć różne kształty dużo dalej niż wcześniej była w stanie dostrzec. Jakby zmysł wzroku przekroczył wcześniejsze ograniczenia... A może widziała to jakimiś innymi "zmysłami"? Księżyca nie było, gęste chmury tak samo, jak dzień wcześniej przysłaniały dokładnie całe niebo... a mimo to widziała wyraźniej...
Trzeciego dnia noc była równie ciemna, co poprzednie, a ona poszła na długi spacer do lasu. Kilometr albo dwa... Szła i szła, aż doszła do polany, na której się zatrzymała i przysiadła na wielkim pniu. Czuła spokój i radość... nawet szmery i tupot jakichś nóg nie wywołał w niej takiego strachu, jaki czuła wchodząc za pierwszym i drugim razem do lasu....
A kilka miesięcy później spędziła trzy noce i dni siedząc sama w lesie bez jedzenia i picia... czując wzrastającą radość i harmonię... w połączeniu z lasem i wszystkim, co ją otaczało...
Więc oczywiście, nic nie ma do "przerabiania, przezwyciężania", a jednak zdarza się to, co jest doświadczane i dane do doświadczania, także świadome "oswajanie się ze strachem", który w takim procesie sam się jakoś "uwalnia" i "rozpuszcza" w nas...

p.s. w harcerstwie też chodziłam, też w nocy po lesie... ale nie był to tak świadomy proces jak ten, który opisany powyżej.... W pewnym sensie świadomego "surfowania na fali "strachu" też można się "nauczyć". :)

DUALNE + NIEDUALNE = JEDNO

Oczywiście, że oddzielanie niedualnego od dualnego jest odcinaniem jednej części całości Jedni, od drugiej... Następuje odcinanie się jakiegoś "ja" od całości SIEBIE -JA (np. odcinanie świadomości od umysłu, z którego nadal to "ja" opisujące świadomość korzysta). Ale to też etap - doświadczenie, które jest jakąś cząstką... częścią z całego spektrum doświadczeń Istoty ludzkiej. W takim przypadku takie oddzielne "ja" wypycha do "strefy cienia" to, od czego się oddziela (np. dualność). A wtedy owe dualne i tak animuje tym "ja", choć "ja" pozostaje tego nieświadome.
A iluzją nie jest różnorodność przejawów całości, lecz oddzielność "ja" od całości SIEBIE - JA, KTÓRE JEST.
Takie to jest... ani dobre ani złe, gdy jest widziane i ś-wiadome, jest po prostu takie, jakie jest.
"Słabość" jakiegoś "guru, nauczyciela czy przywódcy kultowego" jest także częścią człowieczeństwa - całej Istoty ludzkiej w jej potencjale. Te "role" są odpowiedzią na zapotrzebowanie czyli pożądanie/pragnienia tych, którzy przez kontakt z jakimś guru ulegają iluzji bycia "lepszymi, wyróżnionymi". I te obie części wzajemnie się uzupełniają. I obie są także do zintegrowania w sobie, a nie do odrzucania...
Można odrzucać, oczywiście ulegając ocenom i oczekiwaniom, że "powinno być inaczej", ale wtedy ta odrzucana część i tak kiedyś ujawni się nagle w jakimś momencie umożliwiając dostrzeżenie iluzji - wyobrażeń oddzielnych, niezintegrowanych "ja" o SOBIE. (Takie "ja", które np. utożsamia się wyłącznie z niedualnym, może nie dostrzegać przejawiajacej się nieświadomej tendencji do g-u-rowania nad innymi.) 
Biegunowa wobec nienawiści nie jest miłość, lecz pożądanie = uwielbienie (bałwochwalstwo). Miłość tę dualność spaja... ponadintelektualnym zrozumieniem (świadomością). To tak jakby Miłość była narzędziem Świadomości... spajającym wszystkie myśli, koncepty, idee Umysłu w Jedną całość... Uwalnia cząstki SIEBIE z iluzji oddzielenia sprawiającej cierpienie.
"Patriarchalna duchowość" również jest częścią całości Istoty ludzkiej. Też do zintegrowania... w całości SIEBIE. Zintegrowana zostaje uwolniona... "ja" zostaje uwolnione od konfliktu z tą cząstką całości SIEBIE -JA.
Doświadczenia "wiecznej błogości" też są częścią całego spektrum doświadczeń Istoty ludzkiej i nie są przeznaczone tylko "dla wybrańców". Można wcale nie szukać żadnych "nadzwyczajnych stanów i doświadczeń", a one i tak spontanicznie komuś mogą się zdarzyć. Bez względu na chcenie czy niechcenie jakiegos "ja". Bo Życie Się Tańczy... różnymi formami i figurami... i nigdy nie wiadomo, co komu będzie dane...do doświadczenia...
"Duchowosć, która obejmuje pełne spektrum człowieczeństwa" obejmuje każdy aspekt, każdą formę i figurę tego Tańca, także wszystkie cząstki i wszystkie ich doświadczenia.
Każdy "dogmat", w ktore "ja" wierzy, wprowadza ograniczenia oddzielające to "ja" od innych "ja" oraz całości SIEBIE - JA, KTÓRE JEST. A każde oddzielenie związane jest z wewnętrznym, nieuświadomionym jeszcze konfliktem sprawiającym cierpienie.
Jeśli ktoś ma przekonanie, że sam może wybrać sobie jakieś doświadczenia, to je wybiera, ale one są powierzchowne, tylko chwilowo zaspokajają pragnienia "ja". To też nie jest to ani dobre ani złe... bo i tak Życie tym "ja" tańczy, a to oddzielne "ja" ulega iluzji, że dokonuje jakichś wyborów. Bo jednak jest prowadzone, jak kropla albo surfer na fali...
Surfer nie ma możliwości, by kierować falą. Może natomiast poruszać się w zakresie możliwości wytyczanych przez falę... I ten zakres wyznacza zasięg "wolnej woli ja" surfera. Tak czy siak surfer jest połączony z falą, a ta z oceanem i w połączeniu z oceanem, surfer i fala poruszają się zgodnie z prądami tańca całego oceanu... całości SIEBIE - JA. KTÓRE JEST.
Dla mnie ś-wiadome jest, że wszyscy w pewnym sensie jesteśmy dla siebie wzajemnie nauczycielami i uczniami różnych aspektów SIEBIE. I od każdej cząstki Całości Istoty ludzkiej możemy czegoś nauczyć się o SOBIE. 
Totalność, całość... to też ani jedno ani dwoje tylko Taniec, który Się Tańczy...
W JEDNI NAWET DUALNE TAŃCZY W HARMONII...

Cudownym i pozornym li tylko paradoksem jest to, że To Coś określane jako "poza umysłem" (poza myślami, słowami) jest opisywane za pomocą umysłu (myśli, słów). A jednak to Się zdarza... Samo z SIEBIE...

Więc bycie SOBĄ "poza umysłem" u-żywa "umysłu" do opisywania SIEBIE. A więc to, co "poza umysłem" u-żywa czegoś, co "nim nie jest", u-żywa umysłu, którego niby "nie ma" - który niby "nie istnieje", a jednak... jednocześnie istnieje... 

Świadomość SIEBIE (samoświadomość) istnienia w stanie "najgłębszego snu bez snów" nie rozpoznałaby Siebie jako taką bez swojego potencjału stanów snów ze snami, obrazami, słowami czyli bez umysłu...


poniedziałek, 4 marca 2019

ZJAWISKA I OPISY, ŚWIADOMOSC I UMYSŁ, ROZUM I INTUICJA SERCA....

Świadomość sama w sobie jest nie do ogarnięcia dla umysłu, a jednak to dzięki świadomości umysł może rozumieć i opisywać... wszystko.
Choć opis nigdy nie jest identyczny ze zjawiskiem,
choć zjawisko i opis są Jednym przejawiającym się swoim zróżnicowaniem.
Opisy zjawisk można porównać do zapisów na płaszczyźnie dwuwymiarowej, które symbolicznie tylko wskazują na zjawiska istniejące w przestrzeni trójwymiarowej (a nawet wielowymiarowej i nieskończenie wymiarowej).
Choć i opisy zjawisk też mogą sięgać coraz głębiej... i stawać się wielowymiarowymi przekraczając wcześniej nieświadome uwarunkowania umysłu np. liniowość i płaskość postrzegania zjawisk.
Wyższość rozumu nad intuicją, głowy nad sercem, umysłu nad świadomością... to koncept, który jako przekonanie utrzymuje fałszywe wyobrażenia umysłu Ja ego (czyli oddzielonego od całości SIEBIE - JA) o Sobie... te wyobrażenia, które nieświadomie ograniczają potencjalne możliwości rozwoju Ja...
Uwolnienie od przywiązania do przekonania o wyższości rozumu nad intuicją sprawia, że ograniczenia umysłu rozwiewają się jak dym iluzji...
Gdy umysł oddaje się świadomości, gdy rozum oddaje się intuicji, gdy głowa poddaje się sercu...
Czysty umysł i czyste serce prowadzą do Serca Serc Źródła Źródeł w nas jako Jedni.

czwartek, 28 lutego 2019

ZERO


forma nie ma znaczenia,
gdy formę wypełnia ufność do Życia
i Tego, co Jest,
miłość do wszystkiego

i radość Istnienia...
bez oddzielania tego od tamtego,
choć formy są zróżnicowane...

Nie jestem ani dobry ani zły... 
Jestem zero.
Będąc zerem, niczym, staję się wszystkim. 

DOBRO + ZŁO = ZERO



W każdym dobrym jest ukryte zło, a w każdym złym, dobro jest ukryte. Dlatego ten, kto uważa się za dobrego, nie dostrzeże dobra w tym, którego uznaje za złego... albowiem, ponieważ nie widzi sam SIEBIE, bo ulega zapomnieniu, że jest "zerem" i "wszystkim" jednocześnie. Dopóki dobro i zło w Ja się nie wyzerują, zawsze - od jakiejś części całości SIEBIE to Ja (ego) pozostaje iluzją oddzielone, więc nadal ocenia i oczekuje... Co nie jest ani dobre ani złe - czego świadome Ja Się staje, gdy bycie dobrym lub złym przekracza... 

Dwie skrajności to "dobry i zły". Pomiędzy tymi "częściami" uznanymi za przeciwstawne (jak plus i minus) toczy się "spór", są zawsze skonfliktowane ze sobą, gdy Ja jest utożsamione z byciem "dobrym" albo "złym".

D
obry i zły wzajemnie się uzupełniają i nie istnieją bez siebie wzajemnie.
Dla "Ja" uznającego się za "dobre" muszą istnieć jakieś części całości (jednego JA), które to "dobre" Ja uznaje za "złe".
W ten sposób "dobre" Ja dokonuje projekcji na innych (na zewnątrz) tego, co to Ja ukrywa przed sobą w swojej "strefie cienia" - nieświadomości czyli tę "złą" część siebie.

Kiedy ta część "zła" się ujawnia i uaktywnia, to Ja uznające się za "dobre" nie chce tego dostrzec z powodu przywiązania do iluzji bycia wyłącznie "dobrym". Wypiera się tej części siebie z powodu strachu i negacji tej części siebie. Albo ją bagatelizuje...

"Zera" nie są ani dobrzy ani źli, bo mają te części siebie zintegrowane, bo ani z jednym ani z drugim nie są utożsamieni. Ale mogą być przez inne Ja widziane, postrzegane jako "dobre" lub "złe"...
"Zero" nie jest tu użyte w potocznym, konwencjonalnym (negatywnym) znaczeniu. Tak, "zera" mogą być postrzegane jako dobrzy lub źli. I możliwe, że niemożliwe jest być tylko "całkowitym zerem". Ponieważ stając się "zerem" stajesz się coraz bardziej wszystkim. 
Będąc niczym jestem wszystkim...I mogę być postrzegana przez różne Ja jako dobra lub zła, ale to nie ma znaczenia, jak postrzegają mnie inni. Bo nie ma już przywiązania do utożsamiania się z jednym lub drugim biegunem (z powodu wolności od ocen i oczekiwań).


Możesz kochać bez względu na wszystko i być wolnym od rezultatów swoich działań i jednocześnie nie utożsamiać się ani z byciem dobrym ani z byciem złym. Po prostu: Kochasz bez względu na wszystko i jesteś wolny od rezultatów. A inni mogą postrzegać Cię... różnie.  Jedni mogą postrzegać Cię jako dobrego, a inni jako złego, bo na przykład jesteś wolny od rezultatów działań i opinii innych, ale to, co się przez Ciebie przejawia, dotyka jeszcze w jakiś sposób jakieś tzw. ego... A dla innych to, co się przez Ciebie przejawia może być inspirujące i wspierające, nawet, gdy w pierwszym momencie sprawia jakiś ból albo trudność... Zatem jedni mogą Cię uważać i nazywać dobrym, wspaniałym, a inni np. złym albo szalonym itd... Ale gdy Ty stajesz się wolny od tego, jak postrzegają Cię inni... czy jako dobrego czy jako złego... w pewnym sensie stajesz się "zerem" czyli "niczym i wszystkim" ...  A i tak przejawia Się to, co Się przejawia i doświadczane jest to, co jest dane do doświadczania... A i tak to, co Się przejawia, Się przejawia i się zdarza... 

Np. dzień może być postrzegany jako "dobry" lub "zły" z powodu ocen i oczekiwań Ja. A może być widziany takim, jaki jest np. słoneczny lub deszczowy.  Każdy dzień jest, jaki JEST i JEST niezależnie od chcenia, ocen czy oczekiwań jakiegoś Ja.  Jedyną różnicą między "dobrym" dniem a "złym" dniem jest nastawienie wobec tego dnia czyli ocena dokonywana przez ja... 
A każdy dzień i każda noc są jakie są.... poza ocenami i oczekiwaniami (nastawieniem i chceniem), bo są takie jakie są (deszczowe, słoneczne, zimne, gorące itd.) niezależnie od ocen i oczekiwań jakichś Ja... i tak po prostu SĄ... 

Choć Jednia Jednego JA przejawia się zróżnicowaniem SIEBIE jako indywidualne, zróżnicowane Ja, to zło i dobro są pojęciami związanymi z wyobrażeniami, iluzjami o sobie i innych... Ja oddzielonego (ego) od Jedni - Jednego JA. Dlatego Ja oddzielone od całości SIEBIE (JA) ocenia i oczekuje... ulegając iluzji oddzielenia.

Różnorodność form jest przejawem Jedni, lecz nie jest przejawem iluzji ich oddzielności. Iluzją jest ich oddzielność i wszelkie konflikty z powodu utożsamienia jakiejś części Ja z danym obszarem jednego Umysłu - JA. Trochę to podobne do postrzegania rzeczywistości trójwymiarowej za pomocą opisywania jej na płaskim ekranie. Ten opis dwuwymiarowy nie oddaje natury zjawisk zachodzących w trójwymiarowej przestrzeni. Podobnie pojęcia dobra i zła pochodzą z innej płaszczyzny (analogia do 2D) postrzegania niż zjawiska zachodzące w przestrzeni poza płaskim ekranem (analogia do 3D). Dobro i zło służą do opisu zjawisk z poziomu tej 2D płaszczyzny. A jeśli nie ma tego, co cokolwiek ocenia i oczekuje? Nie ma Ja oddzielonego (ego) od Jedni - Jednego JA. Jest "tylko postrzeganie" (percepcja)... a jeden Umysł przejawia się swoją różnorodnością postrzegania (percepcji). Dostrzeganie tej różnorodności zjawisk i różnic w ich postrzeganiu (bez ocen i oczekiwań) może być dla Ja "nauką" coraz większej przestrzenności = świadomości SIEBIE jako całości - jednego Umysłu... JA JESTEM... 
więc dobro i zło zerują się wtedy, gdy uwalnia się przywiązanie do utożsamienia Ja z "dobrym" albo "złym" i następuje zmiana postrzegania (związanego z tą płaszczyzną 2D). Umysł Się uelastycznia, świadomość "ekspanduje" i Ja zaczyna postrzegać... trójwymiarowo. Ja przestaje utożsamiać się z dobrym lub złym i staje się coraz bardziej SWIADOME KONSEKWENCJI swoich wcześniej nieświadomych myśli, przekonań i działań. To przykład, jak zmiana świadomości może wpływać na zmianę postrzegania (percepcji).

Tak jak zjawiska są wielowymiarowe, my też jesteśmy wielowymiarowi... może nawet nieskończenie wielowymiarowi. 


dodane 2.04.2019
"To, co określamy mianem „zła” i „dobra”, pochodzi z tego samego miejsca. Tao-te-cing mówi, że źródło wszystkiego nazywa się „ciemność”.
Jaka piękna nazwa (jeśli już potrzebujemy nazwy)! Ciemność jest naszym źródłem. Ostatecznie obejmuje ona wszystko. Jej naturą jest miłość, a my w swoim zagubieniu nazywamy ją przerażającą i brzydką, nieznośną i nie do zaakceptowania. Nasze napięcie zawsze jest efektem naszych wyobrażeń o tym, co kryje się w tej ciemności. Wyobrażamy sobie, że ciemność nie ma z nami nic wspólnego, i przypisujemy jej coś strasznego. Lecz w rzeczywistości ciemność jest zawsze przyjazna.
Czym jest „ciemność w ciemności”? To umysł, który nic nie wie. Ten niewiedzący umysł stanowi centrum wszechświata - on jest wszechświatem - poza nim nic nie istnieje. Powodem, dla którego ciemność jest bramą do zrozumienia wszystkiego, jest to, że kiedy już ją zrozumiemy, przekonujemy się, że nic nie jest oddzielone od nas. Żadna nazwa, żadna myśl nie może być prawdziwa w sensie ostatecznym. Wszystko jest tymczasowe; wszystko się zmienia. Ciemność, to, co bezimienne, to, co niepomyślane - temu możesz bezgranicznie zaufać. To się nie zmienia i jest przyjazne. Kiedy uświadomisz sobie ten fakt, po prostu nie możesz się nie roześmiać. Ani życie, ani śmierć nie są poważne. "
Byron Katie

niedziela, 24 lutego 2019

SCALANIE SIEBIE

W tzw. cieniu nieświadomosci ukrywa sie zarowno światło jak i ciemność, cały potencjał Istoty ludzkiej.  Tak m.innymi opisywał to C.G. Jung

"Opór ekspandujacej świadomosci stawiają ludzie, którzy kurczowo, ze straszliwym wysiłkiem woli znacznie przekraczającym ich siły, starają się utrzymać „na górze” [ jak na czubku góry lodowej] i którzy do swej słabości nie mogą się przyznać ani przed sobą, ani przed innymi. Ich "poziom duchowy i moralny" nie został osiągnięty w sposób naturalny, ale jest raczej sztucznie wzniesionym i siłą utrzymywanym rusztowaniem, któremu w każdej chwili grozi załamanie nawet przy najmniejszym obciążeniu. (Oświecone ego).

Widzimy, jak dla takich ludzi jest trudno dać sobie radę ze swą wewnętrzną prawdą, ustalić relację albo oddać sie z zaufaniem procesom zmian, dojrzwania jako Istoty ludzkiej  - ekspansji świadomosci; jak coraz silniej opanowuje ich neuroza, w miarę jak coraz większa liczba elementów wypartych nawarstwia się w ich cieniu.

W dziecinstwie i wczesnej młodosci warstwa ta zazwyczaj jest jeszcze stosunkowo cienka i dlatego lżejsza do dźwigania; w trakcie życia gromadzi się jednak coraz więcej materiału, z którego tworzy się "brzemię nie do zniesienia."

„Za każdym idzie jego cień i im mniej jest on włączony do świadomego życia człowieka, tym bardziej jest *czarny i gęsty*”. Każde tłumienie cienia jest lekarstwem równie mało skutecznym, jak zgilotynowanie jako środek na ból głowy. A to, co wyparte i od-osobnione od świadomości, nigdy nie może być zmienione”.

Tak powstają coraz większe napięcia.

"Konfrontacja z cieniem oznacza zatem przyjęcie bezwzględności natury. I to natury wszystkiego. Doprowadzając cień do świadomości trzeba najczęściej liczyć się z wielkimi oporami ze strony pacjenta, który często zupełnie nie może znieść myśli, że całą tę ciemność musi zaakceptować jako należącą do niego samego; obawia się nieustannie, że pod ciężarem tego poznania zawali się z takim trudem wzniesiony i podtrzymywany gmach jego świadomego ja."

Dlatego wiele analiz rozbija się o to, że już w tym stadium pacjent nie wytrzymuje konfrontacji z treściami nieświadomości i przerywa pracę w samym środku, aby znowu schronić się w świat złudzeń lub neurozy. Jest to niestety wypadek nierzadki.

Fakt, że Jung przypisuje tak wielkie znaczenie doprowadzenia cienia do świadomości, jest jedną z głównych, chociaż często nieuświadomionych przyczyn lęku żywionego przez wiele osób przed poddaniem się analizie metodą Junga."

Dopiero wówczas, gdy nauczymy się uznawać cień jako część naszej istoty -  SIEBIE, i gdy stale o tym będziemy pamiętać, może udać się nasza konfrontacja z pozostałymi parami przeciwieństw naszej psyche i ich integracja np. Animy -Animusa czy Boga - Bogini czy Światła i Ciemności itd.. .

Uwarunkowany, ograniczony osądami i przekonaniami umysł zawsze spotkania z prawdą o SOBIE odbiera jako ataki na siebie. Jednak bez integracji SIEBIE wyzwolenie z cierpienia, od konfliktów wewnetrznych, od walki z nieświadomymi projekcjami, przebudzenie z zaśnienia w ignorancji czy tzw. oświecenie jest niemożliwe.

środa, 13 lutego 2019

KALI, DURGA, RAKTABIJA I SHIVA ORAZ MAHAKALA I MAHAKALI


Przypomnienie...
Jeden z najstarszych mitów o Kali (bez nazywania jej Boginią ;)) przekazuje, że do walki z demonem Raktabija - symbolizującym Ego czyli utrzymującym ludzi w konfliktach wewnętrznych projektowanych na zewnątrz i powodujących nieustanną walkę oraz coraz większe cierpienie - przystąpiła Durga. Gdy walczyła z Raktabiją, on wciąż się multiplikował i odradzał na nowo z każdej kropli krwi. Walka wciąż i wciąż trwała i nie widać było jej końca. Wtedy na pomoc Durdze przybyła Kali. Ona nie walczyła, po prostu zaczęła zlizywać całą krew ofiar tej walki (demona Raktabiji). I w sobie dokonała anihilacji i transformacji tej energii.

Tak wyglądaly jedne z najstarszych wizerunków Kali pochłaniajacej wszystko

Tu także walczącą z demonem Ego - Raktabiją Durgę.

Jak każdy mit, ten także ma swoją wielowarstwowość i głębię...
Z tego mitu raczej klarowne przesłanie wynika, że każda walka (nawet ta na racje ;)) potęguje moc "demona" Ego. :-)

Późniejsze wizerunki przerażającej Kali tworzyło Ego, które traktowało ją jako Boginię zagrażającą jego istnieniu, która zawsze, w każdej chwili może doprowadzić do jego unicestwienia. Dlatego głównym motywem jego wszystkich działań jest strach przed unicestwieniem, bo w swym ograniczeniu nie rozumie, że w pustce czeka go nie unicestwienie, lecz... transformacja.
Kiedy doświadczamy prawdy, wszystkie kłamstwa o osobności ja, w które wierzymy, nie mają szans na przetrwanie. Ludzie boją się prawdy i kiedy mówimy, że odczuwamy strach, przemawia przez nas kłamca. Dzieje się tak, ponieważ kłamstwa, które przemawiają tym głosem, nie mogą pokonać prawdy, a nie chcą zginąć. A strach uaktywnia się jako irytacja, złość, nienawiść itd...

Tu wizerunek Kali... "krwiożerczej i bezwzględnej", więc przerażającej dla ego bojącego się "swego unicestwienia". 

Dlatego Shiva (symbolizujący Umysł) leżąc pod stopami Kali (symbolizującej Świadomość) jest taki spokojniutki, zrelaksowany... całkowicie ufny i jej oddany.... On nie lęka się unicestwienia ani transformacji, bo wie i jest świadomy, że jest wieczny, niezmienny i zmienny jednocześnie.

p.s. Dla mnie Kali i Shiva w pewnym zakresie symbolizują także "męskie" i "żeńskie" kosmiczne (w sensie uniwersalne) energie, które są w każdej i każdym z nas - w każdej istocie ludzkiej.



MAHAKALA i MAHAKALI

Mahakala... strażnik mądrości buddy... "W typowej formie czarny kolor symbolizuje jego wszechogarniającą i wszechstronną naturę, ponieważ jest to barwa, w której wszystkie kolory łączą się; absorbuje wszystkie. Tak. jak kolory znikają w czerni, tak samo nazwy i formy stapiają się w Mahakali. Czarny wyraża również kompletny brak kolorów, co również symbolizuje naturę Mahakali jako ostatecznie rzeczywistą. W sanskrycie nosi to nazwę nirguna (poza wszelkimi właściwościami i formami)." cyt. z Wikipedii

Mahakala... jako czująca istota jest strażnikiem Dharmy, będącym absolutną mądrością - mądrością Buddy. A jego esencja to nieograniczone współczucie (miłość bezwarunkowa).

Występuje często w postaci gniewnej, ale całkowicie pozbawiony ego. To znaczy, że zawsze działa bez "przeskadzających emocji". Występuje także w żeńskiej formie Mahakali.


piątek, 8 lutego 2019

INTEGRACJA "DZIKIEJ BESTII" W SOBIE KU SCALANIU SIEBIE...

Taka odpowiedź dziś Się przejawiła, która może i inne istoty zainspiruje lub będzie darem potwierdzenia, że coraz więcej istot ludzkich przechodzi przez podobne (choć momentami postrzegane jako bardzo ciężkie i trudne) procesy transformacji i zmian w postrzeganiu SIEBIE (tego, co wewnątrz i na zewnątrz, a co jest... Jednym przejawiającym Się zróżnicowamiem SIEBIE).

Im wyżej "sięgamy", tym niżej "spadamy", więc chodzi o to, żeby to "wyżej" i "niżej" integrowało się ze sobą... By wszystko to, co nas jeszcze straszy, co nas "odrzuca od siebie", co nadal jest negowane, ukrywane, może się integrować i kąpać w krystalicznej bryzie świeżości tryskajacej prosto ze Źródła, którym jesteś-my..

To całkiem naturalne na tym etapie podróży - na przykład te "ataki dzikej bestii" w snach... Tak, ta dzika bestia to integralna część całości, która atakując cię we śnie domaga się przyjęcia... bo każde odrębne ja w swoich wyobrażeniach o SOBIE odcięło się kiedyś od niej... a teraz może tę część SIEBIE dostrzec (uświadomić), przyjąć i zintegrować... 
Jak to możliwe?
Przez świadome przyjmowanie tej części SIEBIE taką, jaka jest, świadome oddanie temu, by nas "rozszarpała na strzępy, atomy, a nawet fotony" i "pożarła"... w wewnętrznym procesie... (symbol Kali czy Mahakali) Ale UWAGA: Tu istotne jest, by nie "stawać się tą bestią", lecz by ją - jej energie, jej wibracje świadomie, świadomie, świadomie (!) odczuwać w wewnętrznej przestrzeni, obserwować przyjmując to takim jakie jest. To wyobrażenie budzące strach... Wtedy to Się integruje w sobie, SOBĄ, kąpiąc w energii bezwarunkowej, wszechogarniającej i wszechprzenikającej miłości.

Bo każda i każdy z nas w tej części, którą oddzielne ja- ego ukryło przed sobą, jesteśmy także tym - tą dziką bestią... Oddzielne ja czyli tzw.ego nie dopuszcza tego do siebie, bo taka była/jest funkcja, zadanie struktury ego - utrzymywać granice oddzielności ja przez utożsamienie z myślami, które konfliktują ze sobą różne ja - różne części Umysłu. (W Tym także utożsamienie z ciałem utrzymuje konflikt z tym, co w nim i poza nim).

I dopóki przed jakąś częścią SIEBIE uciekamy, dopóty ona będzie nas gonić, dopóki jej się boimy, dopóty będzie nas atakować i straszyć...

A dopóki coś będziemy przed sobą ukrywać, wciąż będziemy tego szukać i oszukiwać siebie...
Każda cząstka SIEBIE jako całości Jedni przestanie nas gonić, straszyć albo uciekać dopiero, jak zostanie Świadomie ujawniona, odkryta, dostrzeżona i przyjęta taką, jaka jest. Wtedy staje się zintegrowana w całości naszej Jedni SIEBIE. I zostaje uwolniona.
Coraz częściej zdarza się, że nie wiesz, co dalej... 
To wspaniały znak. Odrębne ja - ego, gdy wie coraz mniej, ma możliwość stapiania się z jednym JA...

Coraz bardziej pragniesz "przejść do następnej klasy"? 
Jeśli możesz, odpuść i to pragnienie. Niech to pozostanie intencją... Wiesz, czujesz, że dane będzie ci to przejście, ale nie wiesz ani kiedy, ani jak. Bo i tak przejdziesz wtedy, gdy będzie gotowość... Oddzielone, odrębne ja - ego nie musi ani nie potrzebuje tego wiedzieć, kiedy połączy się z JA...

(Motyl się wyłania z kokonu, gdy skrzydła są w pełni ukształtowane... sam nie wie, kiedy to Się stanie...) ;)

Kiedy przechodziłam przez bardzo trudne (względnie :)) doświadczenia transformacji, pojawiało się czasem pytanie:
ile jeszcze, jak długo będzie mnie tak "rozrywać na strzępy", bo już nie mogę, nie wytrzymam?
Kilka razy wręcz zaczynałam się modlić o to, żeby to się już skończyło. Ale tak naprawdę ratowało mnie wtedy i koiło jedno: poddanie się temu procesowi i zaufanie przejawione słowami:

będzie to trwało dokładnie tyle, ile będzie miało trwać.

Obserwowanie i świadome bycie z tym, co się pojawia, ujawnia i świadome przyjmowanie z miłością tych cząstek, które wyłaniają się ze "strefy cienia" całości Umysłu... to sposób na "uzdrawianie się z choroby cierpienia". Na pewnym etapie może to być postrzegane jako proces uzdrawiania.
Wtedy świadomość przenika to, co się odkrywa w kolejnych "zakamarkach" umysłu, co ujawnia się jako (ukrywana wcześniej) kolejna część prawdy o sobie. I te części całości uwalniają się w nas w ten sposób. Można powiedzieć, że wtedy uzdrawiamy siebie poprzez przyjmowanie z miłością wszechogarniającą (wszystkie po kolei) ujawniające się nieświadome, bo kiedyś wcześniej wyparte do "strefy cienia", a uznane za "złe" albo "niegodne" części SIEBIE. Także te piękne, których z kolei odrębne ja czuło/czuje się "niegodne"... Z powodu przywiązania do... utożsamienia się z myślami utrzymującymi w emocjach związanych z poczuciem bycia niegodnym/niegodną czegoś. To przywiązanie zawsze odwiązuje się... w "swoim czasie", dokładnie wtedy, kiedy to się staje...

...stąd 😉 widziane jest jako ś-wiadome, że nie ma "przekraczania dualności z ciałem", lecz jest uwalnianie od całkowitego utożsamienia z ciałem. Wtedy ciało jest zintegrowane z Duchem, Źródłem, esencją istnienia... jako i indywidualne ja się integruje...
Jest integrowanie tego wszystkiego, od czego oddzielne, odrębne ja-ego (cząstka Umysłu) zostało oddzielone, by doświadczać iluzji tej odrębności... Bo gdy jedna część Umysłu Uniwersalnego mówi np.:
"jest tylko światło, a ciemność to iluzja", 
to druga jednocześnie mówi: 
"jest tylko ciemność, a światło to iluzja". 
I widziane są obie jednocześnie. I widać, że obie sobie odzwierciedlają siebie na zasadzie: 
"ja jestem, a ciebie nie ma."
Więc obie wzajemnie wypierają się SIEBIE jako całości.

Duch ani nie świeci, ani nie jest ciemny, ani jasny ani czarny, bo jest niepoznawalny... 😂

Światło to światło, ciemność to ciemność, a energia to energia. Słowo światło ma takie znaczenie, że opisuje energię widzialną za pomocą zmysłu wzroku. Ciemność to energia niewidzialna. A energia może być widzialna jak i niewidzialna oraz widzialna na różne sposoby, a także i przede wszystkim odczuwana...
Np. energia określana jako podczerwień nie jest widziana, ale to ona powoduje, że zmienia się widzenie.

Duch nie świeci jak słonko czy gwiazdy. To powierzchowne widzenie ograniczone fizyczną warstwą zmysłu wzroku. Duch jest wszędzie i wszystkim, także ciemnością i światłością... czyli energią. Formą i bezforemnością, ruchem i bezruchem... TO jest jedna przestrzeń i jedna ENERGIA, która może być postrzegana także na różne sposoby.

Na przykład patrząc na Słońce, przechodząc przez warstwę żółtego, potem białego, a potem kryształowego światła docieram do wnętrza, które jest widziane i mogę opisać je jako czarne, ciemne. I ś-wiadome jest, że Słońce jest pewną wersją "czarno-białej dziury", która jednocześnie jest transformatorem... bo pewną energię - o pewnych wibracjach częstotliwości wchłania w siebie i zasysa, a pewną energię o innych wibracjach częstotliwości emituje... Podobnie postrzegam galaktyki i wszechświat cały oraz atomy... makro i mikro to jedno w swoim cudownym zróżnicowaniu i różnorodności przejawów SIEBIE...
A także nas - Istoty w formie ludzkiej widzę podobnie...

Dla mnie ciało ludzkie jest tzw. "Świętym Graalem wypełnionym boskim nektarem"... Ma ono wiele, wiele warstw i głębię sięgającą ku niepoznawalnemu, ku Źródłu... Stworzone, wypełnione i animowane przez Źródło wszystkiego, Ducha, SIEBIE...

Czy więc nadal oddzielasz od siebie materię i energię, ciało fizyczne od duchowego? Oddzielasz od siebie i utrzymujesz te "dychtomię", ich oddzielność? Toć materia jest zagęszczoną energią czyli energia bywa materią przejawiana. Energia przejawia się zagęszczeniem siebie czyli materią. Energia i materia to to samo przejawiające się zróżnicowaniem siebie. Co je oddziela od siebie? Najwyżej jakiś koncept oddzielający jedną część całości Jedni od drugiej np:
"ciało jest niczym, bo materialne, więc nie istnieje, 
bo istnieje tylko to, co duchowe, będące Światłem, więc istnieje."
Hmmm... ;-)

Umysł jest przenikany świadomością, którą można nazwać "niewidzialnym światłem obecności", by nie używać słów i sformułowań nadal utrzymujących jakiekolwiek podziały w sensie odrębności między różnymi, integralnymi częściami całości Jedni, by nie stwarzać iluzji "wyższości" jakichś części wobec "niższości" innych, np: światła i ciemności.

Światło i ciemność istnieją, ale nie są przeciwieństwami, bo jedno zawiera się w drugim i odwrotnie. Nie ma przeciwieństw, gdyż przeciwieństwa są iluzją (choć iluzja bywa doświadczana jako realna). Realne jest zróżnicowanie przejawów całości... a nie ich oddzielność. Indywidualność też jest realna, ale jako jeden z nieskończonej ilości przejawów całości...

Podobnie Duch zawiera Się w Ciele, a Ciało w Duchu...
Umysł w Świadomości i Świadomość w Umyśle... 
Materia z Ducha stworzona, a Duch przenika materię i "wpompowuje" w nią SIEBIE... by Jaźń SIEBIE Się urzeczywistniała w formach, nawet fizycznych ciał.

Miłość wszechprzenikająca i wszechobejmująca scala i na powrót łączy ze sobą w SOBIE wszystko to, co w doświadczaniu iluzji o SOBIE zostało oddzielone.

Z miłością Się przejawia, Kochany Cudzie Istnienia.
______

(to, co się napisało tutaj, zostało wyrażone z tej przyczyny, że dostałam kilka wiadomości o tych "demonach", które się ujawniają, uaktywniają i pytania, co można z tym zrobić? Więc widać, że dotyczy to wielu istot)


wtorek, 5 lutego 2019

MATERIA PRZEJAWEM ENERGII I UMOWNIE WOLNA WOLA...

Z wdzięcznością za inspiracje Się przejawia:

Gdy cząstka nazywa, określa swoje indywidualne chcenie "swoją wolną wolą", wpada w iluzje oddzielenia. Więc samsara, cierpienie jest snem, w którym tej cząstce śni się doświadczanie oddzielności od całości... a cząstka ten sen postrzega jako rzeczywistość. 
I to jest iluzja. Bo sen to sen... o oddzieleniu... ;)

Więc jeśli cząstka, jak ta Kropla w Oceanie, wierzy w to, że ma wolną wolę i chce np. lecieć w innym kierunku niż niesie ją fala prądu Oceanu, to śni i jest zaśniona w swoim śnie jako jedynej rzeczywistości, ponieważ tkwi w iluzji oddzielenia... wciąż stawiając opory temu, że np. doświadcza tego, co jej dane. Stawia opory temu, co JEST teraz. Bo nie chce... bo wolałaby coś innego...
A gdy Kropla oddaje się Woli całości Jedni, jej wolna wola stapia Się z Wolą całości Jedni, więc Kropla płynie radośnie wraz z falą i prądami Tańca całego Oceanu. 

Ten taniec nie jest iluzją, jest rzeczy-w-istością (rzeczą w istności) w swej Istocie... w SOBIE. 
(Choć można tę rzeczy-w-istość nazwać np. Urzeczywistnionym Snem Absolutu... ;) )

Czy potrzebne wtedy cząstce jakieś "poczucie sprawczości i wolności"?

Czy kropla deszczu się buntuje, że upadła tam, gdzie "nie powinna", bo to miejsce jest "niezgodne" z jej chceniem i oczekiwaniami? Gdyby kropla deszczu umiała myśleć i tak myślała, to na pewno z tego powodu by cierpiała i żyła w świecie samsary - w kole cierpienia, doświadczając iluzji oddzielenia od SIEBIE jako całości...

Każda cząstka tej całości, którą wszyscy jesteśmy, bez względu na to, jaką rolę odgrywa i bez względu na to, czy komediową czy tragiczną, czy świadomie czy nieświadomie, jest tak samo istotna dla całości Jedni, Prawdy, jak wszystkie inne cząstki... Nie ma zbędnej czy niepotrzebnej ani jednej Kropli w całym Oceanie... A wszystkie Krople i każda z osobna, i wszystkie razem tańczą w zgodzie z prądami, ruchami Tańca całego Oceanu...

Czy woda w kropli nie jest wodą w oceanie czy kałuży?
Czy ogień spalający dom nie jest ogniem płonącym w piecu lub spalającym śmieci?
Czy atomy nie składają się z fotonów, a te nie są energią wibrującą w polu nieskończonych możliwości zakresów drgań?
Czy materia i formy nie jest z tej samej esencji wibrującej przestrzeni, ruchem w bezruchu wszystkiego, co istnieje?

Gdy nie ma utożsamienia ze światłem, nie ma utożsamienia z ciemnością. Widziane jest to, co jest widziane: szaty, forma i esencja, także przestrzeń jako jedno przejawiające się nieskończonym zróżnicowaniem SIEBIE... na podobieństwo energii wibrującej różnymi zakresami częstotliwości w przestrzeni bezruchu...

Gdy uaktywniają się "nadzmysły", widzenie, zakres "widzenia" i czucie, zakres "odczuwania" też ulega zmianie...

rys. z internetu pewnego wycinka różnych częstotliwości i długości fal energii