czwartek, 4 stycznia 2024

PUKANIE DUCHA :)

Kiedy doświadczane jest zaśnienie we śnie, sen traktowany jest jako jedyna rzeczywistość. Wtedy przez całkowite utożsamienie się z ciałem i z odgrywanymi (w) nim rolami (postaciami), sen traktowany jest jako jedyna rzeczywistość. Jednak sen jest snem, a rzeczywistość jest rzeczywistością. Natomiast iluzja przejawia się wtedy, gdy sen traktowany jest jako rzeczywistość i to jedyna.

Zaśnienie we śnie i traktowanie snu jako rzeczywistość jest iluzją.
To jest jak... zabawa w uwodzenie siebie fałszywymi wyobrażeniami o sobie. Iluzje są w pewnym sensie atrakcyjnymi, i owszem, kłamstwami o sobie, sztuczkami, trikami, zmyłkami, które wynikają z utożsamienia z myślo-obrazami kreującymi różne role (postaci) oraz tworzącymi zasady i prawa świata - w rzeczywistości iluzorycznego, ale który w zaśnieniu uznawany jest za jedyną rzeczywistość. (Piękne na swój sposób są te sztuczki, tak samo jak piękne są zabawy w chowanego i wiele innych, które uatrakcyjniają sny o sobie. :-) )

W zaśnieniu, dzięki iluzorycznym utożsamieniom z myślo-obrazami, odgrywana jest rola bohatera, a sen traktowany jest przez bohatera snu jako jedyna rzeczywistość jego świata. Gdy jednak coś (w bohaterze) dostrzega, że taka rzeczywistość jest iluzją, że postrzegany świat jest jednym z nieskończonej wielości snów, widziane jest też, że role odgrywane (przez bohatera) we śnie, zaczynają ulegać zmianie. Rozwiewa się iluzja, sen jest widziany jako sen, a nie rzeczywistość i całkowite utożsamianie bohatera z rolami we śnie zanika.

Bohater odkrywa, że jest czymś, co widzi i obserwuje różne sny. I to coś jest świadome, że sny nie są rzeczywistością, że rzeczywiste istnieje poza snami. Odkrywa, że gdy śni się jakiś sen, coś w nim obserwuje ten sen. Obserwuje przebudzenie, w którym bohater snu odgrywający nieświadomie jakieś role zanika. Chociaż sny nadal się śnią.

To rzeczywiste spoza snów obserwuje nierzeczywiste sny i zaśnienia w tych snach, w których nierzeczywiste postrzegane jest jako rzeczywistość. Rzeczywiste obserwuje też przebudzenia z zaśnienia... Każde przebudzenie następuje we śnie - ze snu do snu, a nie poza snami. Istniejące poza snami niezmienne rzeczywiste widzi w snach to, co jest takim, jakie i czym jest. Na przykład, że rzeczywistość to rzeczywistość, sen to sen, a iluzja to iluzja.

Wyzwalając się z nierzeczywistego i stając się rzeczywistym staję się (choć w swej głębi, poza iluzjami zawsze jestem) tym, co jest samoświadome, że

bez snów o sobie nie istnieje ani nie wie, kim ani czym jest.

Bez snów rzeczywiste nie mogłoby poznać siebie i rozpoznać, że jest samoświadome. Dlatego samoświadome oddane jest całkowicie
jednoczesnej obserwacji - widzeniu snów
oraz
byciu świadomym siebie w doświadczeniu formy we śnie.

Samoświadome nie działa we śnie jako całkowicie podporządkowane zasadom i prawom obowiązującym w danym śnie. Porzuca te zasady i prawa dla bycia samoświadomością, której działania w snach są jednocześnie
wyrazem błogości istnienia poza snami (rzeczywiste, niezmienne jestem)
oraz
wyrazem radości bycia w snach i zabaw snami (nierzeczywiste, zmienne ja).
Samoświadome ja jestem (*).

Działania samoświadome zawsze wskazują na możliwość wyzwolenia z iluzji zaśnienia w snach o sobie. Właśnie wyzwolenia nie ze snów, ale z iluzji zaśnienia w snach. Rzeczywiste spoza snów obserwuje nierzeczywiste sny i zaśnienia w tych snach, w których... nierzeczywiste postrzegane jest jako rzeczywistość. Jednak

istnienie snów jest rzeczywiste (rzeczywistością), choć sny nie są rzeczywiste. A iluzją jest postrzeganie treści snów jako rzeczywistości. :-)

Działania samoświadome zawsze zadziewają się w wolności od rezultatów tych działań. Dlatego bywają nazywane nie-działaniem. Te działania można przyrównać do "pukania Ducha": Duch (to coś, co jest rzeczywiste) używając narzędzi ze snów puka w skorupę utworzoną z iluzji i nigdy nie przestaje, nigdy brakiem odpowiedzi się nie zraża, puka aż do skutku, aż - zamknięty w środku skorupy utworzonej z iluzji utkanej z fałszywych wyobrażeń o Sobie - usłyszy we śnie swoje własne pukanie. Wtedy skorupa iluzji zaczyna pękać...

Duch puka w snach w skorupy iluzji na różne sposoby, niezliczone sposoby, które są elementami Jego (można by powiedzieć, że kosmiczno-ziemsko-nieziemsko-boskiej) Zabawy (ze) Sobą.



(*) Różnica między JAM JEST a JA JESTEM jest taka sama jak na przykład między staropolskim "zawżdy" a współczesnym "zawsze". Jeśli ja jest utożsamione z myślo-obrazami, według których staropolskie słowo "zawżdy" jest bardziej wartościowe od współczesnego słowa "zawsze", to takie ja będzie "zawżdy" szukać argumentów na potwierdzenie owej "racyji" czyli słuszności tegoż utożsamienia. :-D

czwartek, 21 grudnia 2023

WIARA I NIEWIARA

 Możesz badać wiarę w Boga na różne sposoby. Jeśli nie wierzysz w Boga, możesz znajdować różne argumenty, by potwierdzać jego nieistnienie. Możesz pisać o tym traktaty, naukowe rozprawy albo felietony itp. a i tak tylko potwierdzasz to, w co wierzysz. 

A jeśli wierzysz w Boga i badasz wiedzę o Bogu, czytasz różne księgi, słuchasz mędrców, erudytów, którzy mają o nim ogromną wiedzę teoretyczną albo sam piszesz traktaty, kolejne interpretacje pism i ksiąg wszelakich o Bogu, też nic o nim nie wiesz. Wciąż nic o nim nie wiesz. 

Boga znają tylko ci, którzy doświadczyli go w sobie, sobą. Tak samo jest z duszą czy Duchem (Świętym, Wielkim)... Czymkolwiek transcendentnym...

WIARA TO WIEDZA POCHODZĄCA ZE SNÓW O SOBIE...

Jedno zdarzenie czy zjawisko może być doświadczane i interpretowane na różne sposoby, bo filtry tego, co uznajemy za prawdziwe są różne. I na przykład są tacy, co wierzą, że człowiek jest zwierzęciem, potworem, inni, że upadłym aniołem albo bogiem ukrytym w formie ludzkiej, jeszcze inni, że eksperymentem jakichś wyższych cywilizacji, dziełem Boga lub bogów albo... świadomością śniącą sen o sobie...

Między opowieścią o tym, co się komuś zdarzyło (kiedyś, wczoraj, przed chwilą) a opowieścią wymyśloną i opowiadaną przez kogoś, nie ma żadnej różnicy. Która z tych opowieści może być uznana za prawdziwą, zależy od wiary. 

Wiara to wiedza płynąca ze snów o sobie, z którą w zaśnieniu utożsamiła się świadomość.

Wierzysz, że coś jest prawdziwe czy możliwe, to jest to dla ciebie prawdziwe i możliwe. Wierzysz, że coś jest nieprawdziwe i niemożliwe, to jest to dla ciebie nieprawdziwe i niemożliwe. Wiara ogranicza świadomość i warunkuje ją. Ale nie znaczy to, że nigdy nie pojawi się w twoim świecie - śnie to, co zostało uznane za nieprawdziwe czy niemożliwe. A gdy zdarza się to, co z powodu wiary zostało uznane za nieprawdziwe i niemożliwe, następuje szok, niedowierzanie... A jednak i tak się zdarza...

Dlatego wierząc w istnienie różnych opowieści w żadną z nich nie wierzę. Wiem, że wszystkie opowieści jak ruchome myślo-obrazo-koncepty wypływają ze mnie i we mnie znikają. Jak dźwięki w ciszy pojawiają się wybrzmiewają i zanikają... Czasem ulegam iluzji, że niektórymi z nich się bawię i śpiewam pieśni, czasem jakieś opowieści opowiadam, ale one same ze mnie, we mnie pojawiają się, tańczą, i znikają. Zmienne w niezmiennym...



środa, 20 grudnia 2023

IDENTYFIKACJE I OGRANICZENIA PERSPEKTYWY ZROZUMIENIA SIEBIE

Każda identyfikacja z jakąś myślą, z jakimś konceptem jest jak przyjmowanie przez świadomość formy kolejnego wcielenia - jak ciągła reinkarnacja świadomości w strumienie myślo-obrazo-konceptów. To jest jak wejście w jakiś fascynujący ruchomy obraz. Wejście w taki ruchomy obraz warunkuje i ogranicza bezkresne poczucie siebie. Wtedy świadomość jakby wpada w pułapki postrzegania form zmysłowymi doznaniami i traktuję to, co postrzega jako jedyną rzeczywistość.

Ale gdy część siebie (swojej uwagi, energii) daję na przykład słowom albo obrazom, a część bezruchowi i ciszy w sobie, wciąż jestem obecnością nieuwarunkowanej niczym świadomości, a umysł pozostaje cichy i spokojny. Świadomy ciszy i bezruchu.

Gdy utożsamiam się z myślami, pozornie zatracam samą siebie zapominając o swojej prawdziwej naturze, bo bezruch jest niewidzialny dla strumienia myśli.

Myśl może tylko przez moment zauważyć ciszę, ale nie może jej poczuć ani nią być, dopóki w ciszy się nie rozpuści. Może jedynie w ciszy zaniknąć. Koncept może opisywać bezruch i ciszę, ale nie może ich poczuć ani tym być. Ale strumień myśli może być widziany w bezruchu i ciszy. I każdy koncept może być widziany przez bezruch i ciszę. Tak samo jak dźwięki są słyszane tylko w ciszy. Dźwięki nie słuchane ciszą w ciszy, stają się jazgotem.

Możliwa jest błogość w obserwowaniu form, ale ta błogość nie pochodzi z form, lecz spoza form. Jest ich źródłem, z którego wypływają formy i do którego powracają.

Kiedy radość pochodzi z form, jest chwilową przyjemnością. Gdy jakaś forma się pojawia i sprawia przez chwilę przyjemność, czujemy się dobrze, a gdy się kończy, czujemy się źle, bo nasza świadomość została ograniczona i uwarunkowana przyjemnością pochodzącą z zewnątrz. Oczekujemy, że to, co postrzegamy jako przyjemne i dobre, zawsze takim powinno być. A tak nie jest. Bo często to, co najpierw postrzegamy jako dobre, zamienia się w złe, bo w świecie form dobro i zło są zamienne i relatywne. Jedno bez drugiego nie istnieje, bo w dualistycznym świecie - śnie jedno zawiera się w drugim (ukrywa się w cieniu drugiego). 

Ten, kto postrzega siebie jako dobrego, zawsze tym postrzeganiem generuje nieświadomie złego, ponieważ musi istnieć jakiś zły, by mógł istnieć dobry. Zły zawsze jest dopełnieniem dobrego i odwrotnie. Nikt nie mógłby uznawać siebie za dobrego, gdyby nie istniał choć jeden jakiś zły. W taki sposób w świecie nieustannego poznawania dobra i zła pozornie tracimy swoją prawdziwą radość istnienia, życia, bycia. Doświadczamy "wygnania z Raju", który jest symbolem krainy wewnętrznej szczęśliwości, wolnej od poszukiwań tej szczęśliwości w uzależnieniach od zewnętrznych form postrzeganych zmysłowo.

Nikt tu nie neguje radości z czegoś, co jest postrzegane zmysłowo. Tu się wskazuje jedynie na to, że taka radość jest nietrwała, że może uzależniać i zawsze prędzej czy później to, co tę radość sprawia, zanika albo przekształca się w coś innego, co powoduje rozczarowanie i postrzegane bywa jako nieszczęście.

Radość i błogość niezależna od jakichkolwiek form i obrazów jest moją prawdziwą naturą. Będąc radością nie potrzebuję szukać jej w formach. A widząc w formach obrazy siebie, czuję błogość.

Miłość jest moją prawdziwą naturą. Będąc Miłością nie potrzebuję jej szukać w formach. Nie potrzebuję oczekiwać wzajemności od form i obrazów siebie ani warunkować jakimiś oczekiwaniami i powodami do miłowania. Widząc w formach obrazy siebie widzę w nich miłość.

Myśli są pięknymi formami. Powstawanie i pojawianie się myśli jest pięknym zjawiskiem, spontanicznym aktem. Lecz całkowita identyfikacja z nimi jest jak inwolucja, która prowadzi do upadku w zapomnienie o swojej prawdziwej naturze. A uwalnianie się od identyfikacji z myślami jest jak ewolucja, która prowadzi do wyzwolenia i przypomnienia o swojej prawdziwej naturze. Inwolucja i ewolucja są jak wdech i wydech. Wdech i wydech też bez siebie w tym świecie - śnie nie istnieją.

Gdy poczucie siebie zlewa się z myślami, świadomość staje się ograniczona i uwarunkowana utożsamieniem z myślami. Gdy ten stan uwarunkowanej świadomości pogłębia się (intensyfikuje), staje się coraz bardziej dysfunkcyjny. W zewnętrznym świecie pojawia się coraz więcej szaleństwa, obłędu, zagubienia i wojen, które są projekcją ograniczeń i uwarunkowań świadomości. Identyfikacja z myślami sprawia, że stają się one pułapką, więzieniem dla świadomości. Identyfikacja z myślami redukuje, ogranicza i warunkuje świadomość.

Uważna obecność uzdrawia i wyzwala świadomość z tych ograniczeń i uwarunkowań.

Bezruch i cisza to nieuwarunkowana niczym świadomość.

Tym jestem.

A każda myśl pojawia się ze mnie i znika we mnie. Każda forma pojawia się ze mnie i znika we mnie. Wszystko, co pojawia się ze mnie i znika we mnie to ruchome obrazy, myślo-obrazo-koncepty. One są jak różne sny o sobie, które wyśniewają się ze mnie.

Prawdziwa radość - błogość jest częścią mojej prawdziwej, niezmiennej, wiecznej natury. Jest tym samym, co miłość wszechobejmująca i wszechprzenikająca i tym samym, co świadomość. 

Tym jestem.

piątek, 15 grudnia 2023

TIKALOWA "OPOWIEŚĆ WIGILIJNA" ;)

Był sobie mały chłopiec o imieniu Bill. Pewnego dnia dostał w prezencie grę Monopoly. Bardzo był ciekaw, jak się gra w tę grę. Z wypiekami na policzkach czekał na moment, kiedy będzie mógł zagrać. Po wieczerzy ojciec Skurcz pozwolił Billowi rozpakować grę i ku wielkiej radości chłopca razem z matką i ojcem usiedli we trójkę przy uprzątniętym już przez służących stole. Po wnikniwym przestudiowaniu opisu i zapoznaniu się z zasadami gry, rozpoczęli wspólną grę. (Kluczowym elementem Monopolu jest inwestowanie w nieruchomości i budynki na planszy. Gdy gracz trafi na wolne pole, może je kupić od banku i stać się jego właścicielem płacąc wyznaczoną na polu cenę. Potem może na nich stawiać domy, hotele itd. oraz zarabiać na postawionych nieruchomościach coraz więcej i więcej. Aż do wygranej.) Chłopiec był grą zafascynowany. I choć za pierwszym razem wygrał ojciec, mały Bill postanowił, że zrobi wszystko, by zostać mistrzem tej gry.

Tydzień później po kolacji znów mógł zagrać w tę wspaniałą grę. I to z ojcem, z matką, a nawet z wujem, który wobec niego zawsze był niezbyt miły, złośliwy i bardzo krytyczny, czasem nawet trochę bardziej niż jego własny ojciec. Ale tym razem Bill odniósł zwycięstwo, wygrał i poczuł się szczęśliwy. Chyba pierwszy raz w życiu czuł takie szczęście, bo matka z ojcem i wujem razem bili mu brawo i gratulowali zwycięstwa. Uśmiechali się do niego wszyscy jak nigdy wcześniej. Ojciec pochwalił Billa, że tak szybko pojął zasady nowej gry, że sprytnie oszczędzał i inwestował pieniądze. Dodał też, że do wygrania tej gry potrzebne jest szczęście, a Billowi najwyraźniej szczęście dopisało. 

Tak, Bill czuł to szczęście, a nawet poczuł w tym momencie, że nareszcie został doceniony i że (ku jego zaskoczeniu) jednak był kochany przez matkę, ojca, a nawet wuja.

Tej nocy chłopcu śniły się ogromne place w miastach i na ich obrzeżach, które kupował i stawał się ich właścicielem. Widział, jak na tych placach pojawiały się domy i hotele. Śniły mu się też ogromne połacie ziemi, różne fabryki, biura, banki, całe miasta, które kupował, nawet kopalnie diamentów i najpiękniejszych kamieni na świecie... Aż w końcu zobaczył całą Ziemię. A on miał tyle kasy, że mógł wykupić całą planetę, stać się jej właścicielem i najbogatszym człowiekiem na Ziemi. Matka i ojciec bili mu brawo, uśmiechali się do niego, tulili go i wychwalali. Wujek przepraszał, że go nie doceniał i nie dostrzegł wcześniej geniuszu talentów Billa. Nawet go pierwszy raz w życiu przytulił. Bill w tym utuleniu za plecami wujka zobaczył tłumy ludzi, którzy wiwatowali na jego cześć... i gdy tylko o czymś pomyślał, ci ludzie natychmiast spełniali jego życzenia. I sen się skończył.

Gdy mały Bill obudził się, całe jego ciało drżało, pidżama była mokra od potu, włosy też. Czuł suchość w gardle, ale przyszła do niego myśl, że większego szczęścia nie mógłby ani sobie wyobrazić, ani znieść, bo to szczęście, którego właśnie doświadczył we śnie, ledwo był teraz w stanie wytrzymać.

Od tego momentu Bill zaczął uczyć się wszystkiego, co mogłoby mu pomóc w osiągnięciu tego pięknego celu, który mu się wyśnił. Nie interesowało go już to, czego inne dzieci uczyły się w szkołach, lecz tylko to, co byłoby pomocne w realizacji jego sennego marzenia. Gdy stawał się młodzieńcem, podstawowe zasady gry w Monopol stały się podstawowymi zasadami niemal wszystkich jego działań. Z pasją zaczął studiować różne dziedziny życia, więc nie miał czasu, by studiować na jakichś Uniwersytetach, zdobywać oceny, stopnie naukowe. Dlatego studiował jako samouk, uczył się tego, co miało mu pomóc zrealizować jego marzenie.

Zaczął pracować nad udoskonalaniem i rozwijaniem zasad gry w Monopoly, by mogły one skutecznie działać w każdej dziedzinie życia. Wnikliwie zatem studiował różne dziedziny życia i funkcjonowanie człowieka. Inwestował w badania naukowe, które mogłyby dawać mu coraz większą kontrolę nad ludźmi i nad różnymi zjawiskami. Zaczął też wymyślać sposoby działania przekraczające i omijające powszechnie obowiązujące prawa. Niektórym ludziom nie podobało się to i oskarżyli go o łamanie jakiegoś prawa. Ale Bill wiedział przecież i szczerze wierzył w to, że także prawo, jako jedną z podstawowych dziedzin życia regulującej między innymi prawa własności na planecie też trzeba będzie zmienić i dostosować do zasad gry w Monopoly czyli zmienić prawo tak, by mógł stać się właścicielem całej Ziemi i wszystkiego, co na niej i w niej istnieje.

Gra w Monopoly jednak zawiera w sobie element ryzyka i czasem może się zdarzyć, że gracz wyląduje w więzieniu. Ale Bill doskonale wiedział także i to, że zgodnie z zasadami gry w Monopoly, jeśli ma się odpowiednio duże zasoby finansowe, można z więzienia się wykupić albo... Tu już dostrzegł nową perspektywę konstruowania prawa w taki sposób, żeby nigdy nikt do więzienia nie mógłby go wsadzić. 

I tu kończy się opowieści o Billu Skurcz.

Pointy ta historia nie ma. Opowieść jest o tym, że Billowi wciąż śni się ten sam sen. I nam wszystkim śnią się różne sny. Sen o Billu jest jak sen we śnie. W różne gry w tych snach gramy, różne role w nich odtwarzamy, różne zadania wykonujemy i różnych ograniczeń - które mogą być przekraczane albo nie - z powodu wiary w różne myślo-koncepty doświadczamy.

Kiedy śnimy te sny, zawsze jesteśmy obserwatorem snu, nawet gdy odgrywamy jakąś rolę lub wykonujemy jakieś zadania we śnie. A czasami sny spontanicznie ujawniają rozpoznanie różnych zjawisk i pogłębiają ich zrozumienie. I wtedy następuje uwolnienie od przywiązania do myślo- konceptów, które (przez identyfikacje z nimi) oddzielały nas od naszej prawdziwej natury i ograniczały głębsze zrozumienie siebie.


niedziela, 26 listopada 2023

KIM - CZYM JESTEM?

 Jestem istotą spoza tego świata, czymś nieopisywalnym językami i słowami pochodzącymi ze świata - snu konfliktów, walki, manipulacji, kradzieży i kłamstw. Reguły, zasady, zarządzenia, a nawet prawa obowiązujące w takim świecie są podrzędne wobec nadrzędnych praw pochodzących spoza takiego świata. Z tej perspektywy Ziemia nie należy do człowieka, nie ma żadnego istniejącego właściciela ani poza nią, ani na niej. Takie pojęcia jak narody, kraje, ich rządy, właściciele różnych obszarów ziemskich, budynków i wszystkich materialnych wytworów zwanych nieruchomościami i ruchomościami są wytworami umysłu ludzi zaśnionych w takim świecie czyli trójwymiarowym świecie - śnie konfliktów, walki, manipulacji, kradzieży i kłamstw. Taki świat - sen oraz pojęcia budujące dramaturgię takiego świata - snu używane przez zidentyfikowanych z takim światem - zaśnionych w nim ludzi, traktowane są jako rzeczywiste, prawdziwe. Łącznie z różnymi grami, w których zaśnieni w tym świecie pogrywają.

Na przykład dwuwymiarowe płaszczaki wierzące w reguły i żyjące według zasad i praw dwuwymiarowego świata każdą istotę żyjącą zgodnie z prawami świata trójwymiarowego postrzegają poprzez filtr swoich ograniczeń. Postrzegają poprzez filtry swojej dwuwymiarowej percecji. I na przykład trójwymiarowa, okrąglutka sfera widziana jest w takim świecie wyłącznie jako okrąg. Gdy sfera przechodzi przez taki świat, może wzbudzać strach jego mieszkańców, gdyż to zjawisko płaszczaki postrzegają jako okrąg o zmieniającym się promieniu czyli coś nienaturalnego, nienormalnego w ich rzeczywistości dwuwymiarowej. Bo w tej rzeczywistości wszystkie okręgi mają niezmienne promienie, które nie mają prawa ulegać zmianom.

Nie dziw się zatem, że gdy na przykład jesteś istotą wykraczającą poza trójwymiarowość i nie działasz według zasad i praw trójwymiarowego świata konfliktów i walki, to i tak postrzegany i oceniany jesteś przez istoty ze świata trójwymiarowego według zasad i praw, w które one wierzą, według których postrzegają rzeczywistość i w niej działają. Dla nich świat trójwymiarowy jest jedyną rzeczywistością. 

W zakresie percepcji trójwymiarowej możesz być postrzegany i oceniany na różne sposoby, gdyż w rzeczywistości świata trójwymiarowego pojęcia dobra i zła są względne. Te pojęcia dobra i zła są zależne od konceptów, w które dane ja-ego* lub grupa czy jakaś tzw. społeczność owych ja-ego wyznających te same lub podobne koncepty wierzy i uznaje za wartościowe.

Gdy w trójwymiarowym świecie ktoś traktuje życie na planecie Ziemia jak grę "Monopoly", to wszystko, co postrzega jako rzeczywistość, traktuje jak elementy tej gry łącznie z całą Ziemią i wszystkim, co w niej i na niej. Gra jest dla niego rzeczywistością, a rzeczywistość jest grą.

Jeśli ktoś traktuje życie na planecie jak grę w "Bądź bogatszy", też wszystko w Ziemi i na Ziemi, łącznie z florą i fauną, nawet łącznie z ludźmi traktuje jako zasoby umożliwiające powiększenie jego bogactwa. A cokolwiek, co według zasad takiej gry nie ma potencjału powiększania bogactwa graczy, nie stanowi żadnej wartości. W związku z tym, jeśli taki gracz uzna cokolwiek za bezwartościowe w jego walce o zwycięstwo w grze, może przeznaczyć to w swoich strategicznych planach do eliminacji z planszy (przestrzeni świata) tej gry. Czy i na ile to możliwe? Gracz dowie się na końcu gry. Kiedy taka gra się kończy? Gdy gracz przestaje grać czyli albo rezygnuje z gry albo jego doświadczanie w formie gracza się kończy i gracz umiera.

Jeśli nawet płaszczaki mają swoje metody na eliminację z ich świata okręgów zmieniających swój promień, nigdy nie będą w stanie wyeliminować istnienia trójwymiarowej sfery czy kuli. Ponieważ nie są w stanie przekroczyć swoją percepcją ani swoimi działaniami ograniczeń świata dwuwymiarowego, który jest dla nich jedyną rzeczywistością. Tak samo jeśli trójwymiarowi gracze mają swoje metody na eliminowanie tego, co uznają za bezwartościowe i tak nigdy nie wyeliminują niczego, co pochodzi spoza planszy ich gry, która dla nich jest jedyną rzeczywistością.

Nie jestem ani płaszczakiem ani trójwymiarowcem. Nie jestem ani pionkiem ani figurą ani planszą gry ani żadnym elementem tej i podobnych trójwymiarowych gier. Nie jestem też ani graczem ani grą ani twórcą takich gier. Jestem istotą spoza światów - snów konfliktów, walki, manipulacji, kradzieży i kłamstw.

Moją rzeczywistością jest świat prawdy, piękna, harmonii... Osadzając się w nim czuję się jak w Domu, sobą u siebie. U Źródła Źródeł... A wszystko, co mnie stąd czasem wyrywa i przyciąga, uczę się obejmować uśmiechem zrozumienia i błogością istnienia. I to, co mogę, otulam stąd w sobie miłością równą mądrości z-rozumienia tego, co jest czym...

Z tej perspektywy dwuwymiarowe płaszczaki są płaszczakami i nie są one ani lepsze ani gorsze od trójwymiarowej sfery czy kuli. Są tym, czym są. Tak samo jak sfera, kula i inne trój i cztero oraz wielowymiarowce.  :) 

Jakakolwiek koncepcja pochodząca ze świata trójwymiarowego nie jest ani lepsza ani gorsza od innych koncepcji z takiego świata. Jakakolwiek koncepcja pochodząca z trójwymiarowego świata też nie jest ani lepsza ani gorsza od tych, które pochodzą z dwu lub cztero albo i wielowymiarowego świata.

Wiara w jakąś koncepcję jest po prostu identyfikacją z daną koncepcją. W tym sensie wiara czyni cuda. Gdy wierzysz, że jesteś płaszczakiem, to nim jesteś. A wtedy dwuwymiarowy świat jest twoją jedyną rzeczywistością. Gdy wierzysz, że jesteś trójwymiarowcem, to twoją rzeczywistością jest świat trójwymiarowy. Gdy wierzysz, że jesteś graczem, to nim jesteś, a rzeczywistość dla ciebie jest jak trójwymiarowa plansza gry, w którą grasz wraz z innymi graczami. Gdy wierzysz, że jesteś ciałem, osobą, figurą, pionkiem, ofiarą, kimś ważnym albo nieważnym itd., to tym właśnie dla siebie samego/samej jesteś. I to jest dla ciebie rzeczywistością. I to jest tym, czym jest, choć nie zawsze jest takie, jakim jest widziane. :)

(Możesz też myśleć i wierzyć na przykład, że jesteś graczem, a mimo to być pionkiem albo figurą w jakiejś innej grze. Ale tego nie zobaczysz, dopóki nie uświadomisz sobie, w jaki sposób działasz i co - kto tobą kieruje - animuje).

Gdy bez względu na wymiarowość przestrzeni oraz pojawiające się w niej obiekty, zjawiska, okoliczności wiesz i czujesz, że jesteś miłością albo światłem rozświetlającym ciemność, to tym jesteś. I możesz nawet być radością życia albo błogością istnienia - gdy to wiesz i czujesz - to tym jesteś. 

Mogę też nie wiedzieć, kim - czym jestem i być. Wtedy po prostu jestem. :)

sobota, 25 listopada 2023

O SZCZĘŚCIU I S-POKOJU

 

Gdy człowiek zaczyna podążać za różnymi konceptami na temat szczęścia i pokoju, zaczyna się jego gonitwa w poszukiwaniu szczęścia i pokoju na zewnątrz. Ale szczęście i pokój na zewnątrz są zawsze hałaśliwe i chwilowe. A goniący za szczęściem i pokojem nie wie, że w ten sposób ucieka przed szczęściem i pokojem ukrytymi w sobie. Nie wie, że to szczęście i pokój ukryte w sobie sam zagłusza swoją nieustanną gonitwą. I wiara w jakieś koncepty na temat szczęścia i pokoju, które mają przyjść z zewnątrz, popycha go do nieustannej gonitwy. Ale kiedy wreszcie czuje się zmęczony tą gonitwą, rezygnuje z dalszych poszukiwań i zatrzymuje się. Może oczywiście zapaść się w identyfikacji siebie z nieszczęśliwą, przegraną ofiarą okrutnego świata i złych ludzi albo... Może zacząć przyglądać się temu, w co i dlaczego kiedyś uwierzył. Gdy to widzi, zaczyna podważać tę wiarę, puszcza przywiązanie do tych wszystkich konceptów, które zmuszały go do pogoni za szczęściem i s-pokojem na zewnątrz, przestaje w nie wierzyć. Wtedy wieczne i niezmienne, ciche szczęście i pokój może wreszcie odkryć w sobie. Może nawet zanurzać się w siebie coraz głębiej i stać się tym cichym szczęściem i s-pokojem.

To szczęście i s-pokój bez powodu, bez warunkowania, wieczne, niezmienne... Nieruchome i tańczące, ciche i dźwięczące jednocześnie...