środa, 17 kwietnia 2019

ODKRYWANIE NIEŚWIADOMYCH MYŚLI, ZACHOWAŃ I EMOCJI PROWADZI DO WYZWOLENIA Z CIERPIENIA

Spojrzeniem z głębin Oceanu Istnienia na powierzchniowe i powierzchowne fal wzburzenia... taka opowieść Się przejawia... 
Wszystkie konflikty, cierpienie i tzw. choroby - te fizyczne i psychiczne - doświadczane w tym świecie, które sprawiają cierpienie, biorą się z napięć (energetycznych) w ciałach ludzkich. A te napięcia wynikają z nieuświadomionych konfliktów w umyśle. Taki "mechanizm zwrotny", taka relacja "ja i otaczający mnie świat" ma miejsce na powierzchni tego Oceanu Istnienia...
Jako dzieci bywamy pełni ufności do życia, świata i ludzi. Przychodzi jednak taki moment, kiedy zaczynamy widzieć i odczuwać, że dorośli mówią nam, jak powinniśmy myśleć, co powinniśmy mówić i jak postępować, choć sami myślą, mówią i postępują inaczej. Oczekują od nas zupełnie czegoś innego niż robią sami. Karzą nas i nagradzają swoimi ocenami i osądami, swoimi emocjami. Za spełnianie ich oczekiwań jesteśmy nagradzani. A za postępowanie niezgodne z ich oczekiwaniami jesteśmy karani.
I nawet "nie wiadomo kiedy i jak" dorośli zaczynają wymagać od dzieci mówienia prawdy, a jednocześnie zaczynają je także przymuszać do kłamstw, bo mają w tym swoje interesy i swoje powody. Zaczynają manipulować dziećmi. Jako dzieci jesteśmy wtedy nagradzani za "odpowiednie", bo zgodne z oczekiwaniami rodziców prawdy i jednocześnie za "odpowiednie", bo zgodne z oczekiwaniami rodziców kłamstwa oraz spryt czyli różnego rodzaju manipulacje.
Na początku jako dzieci nie rozumiemy tego, ale intensywnie odczuwamy ten fałsz jako wewnętrzny konflikt. Wtedy pojawiają się coraz częstsze napięcia i emocje w ciele. Bo odczuwamy konflikt między tym, co dorośli nam mówią, czego od nas oczekują, a tym, co sami robią, jak postępują. I mimo wszystko tym "nasiąkamy".
Im więcej konfliktów między dorosłymi obserwujemy jako dzieci, tym częstsze i większe spięcia i napięcia w naszych ciałach i mózgach się pojawiają. Nasze doświadczenia stają się coraz bardziej "traumatyczne". A wewnętrzne napięcia i spięcia prowadzą nawet do zrywania połączeń między neuronami w mózgach.
Jako nastolatkowie zaczynamy więcej rozumieć, więc próbujemy na różne sposoby przeciwstawiać się takiemu traktowaniu nas przez dorosłych, buntując się. Ale wcale nie zapobiega to pogłębianiu się konfliktów tych zewnętrznych i wewnętrznych.
Niektórzy nastolatkowie nie mogąc poradzić sobie z tymi konfliktami i emocjami wypierają się ich i próbują radzić sobie dostosowując się do wymagań świata zewnętrznego. Wtedy grają role "grzecznych dziewczynek i chłopców", nawet w dorosłym biologicznie i fizycznie życiu. Ich sposoby działania można określić mechanizmami obronnymi, które sprawiają nieustanne wypieranie się przed sobą swoich prawdziwych uczuć i emocji. Nie zmienia to faktu, że w wielu sytuacjach powtarzają dokładnie te same wzorce zachowań, którymi nieświadomie "nasiąkali" w procesie "wychowywania".
Inni zatrzymują się na etapie buntowników. Ich mechanizmy obronne sprawiają, że nie wypierają się oni swojej agresji, ale zawsze mają usprawiedliwienie dla swoich agresywnych zachowań. Także powtarzają dokładnie te same wzorce zachowań, które nieświadomie przejęli w procesie "wychowania", ale uznają się za lepszych i mądrzejszych od innych, ponieważ wierzą w to, że jako buntownicy tylko oni mają rację. Dlatego oceniają i krytykują postępowanie innych oraz oczekują, że wszyscy inni powinni postępować zgodnie z ich oczekiwaniami.
Bywa, że raz odgrywamy role "grzecznych dziewczynek i chłopców", a w innych sytuacjach gramy role "buntowników" próbując "radzić sobie z Życiem", nieświadomie korzystając z różnych strategii... a i tak wtedy wciąż stawiamy opór Życiu i naszemu dojrzewaniu ku pełni Istoty w formie ludzkiej.
W rezultacie zostajemy całkowicie pozbawieni radości życia, harmonii, poczucia bezpieczeństwa - zaufania do życia. Szukamy na zewnątrz możliwości doświadczania ich, ale ponieważ są one zakłamane, nie dają zaspokojenia tego pragnienia.
Tracimy poczucie bezpieczeństwa, a za to zaczynamy odczuwać wręcz notoryczny "podskórny" lęk związany z "zagrożeniem życia". Bo z jednej strony przerażeni kłamstwami i okrucieństwem ludzi w tym świecie mamy potrzebę ucieczki od niego - bo "nie pasujemy do niego". Stąd autoagresja wynikająca z lęku przejawia się wiarą i utożsamieniem z takimi myślami, konceptami, ideami, przekonaniami, które usprawiedliwiają ten strach przed innymi ludźmi.
A z drugiej strony boimy się życia i zaczynamy go nienawidzić - bo sami już nieświadomie nasiąknęliśmy kłamstwami i okrucieństwem. Stąd agresja wobec innych przejawia się wiarą w takie myśli, przekonania, koncepty, idee, które potwierdzają i usprawiedliwiają tę nienawiść.
Takie wzorce myślowe i zachowań powodują, że coraz więcej dorosłych, nastolatków i dzieci doświadcza różnego rodzaju "stanów depresyjnych" prowadzących nawet do prób samobójczych. Albo do tzw. chorób psychicznych i fizycznych sprawiających cierpienie i ból.
Bez rozpoznania tych wzorców myślowych i mechanizmów działania nie ma możliwości na zmiany. Inaczej: jakiekolwiek zmiany możliwe są jedynie przez rozpoznawanie i uświadamianie sobie tych wzorców myślowych i mechanizmów działania.
Nawet jeśli "nikt nie nauczył nas" w tym świecie Miłości, to jedyną możliwością "nauczenia się" Jej jest otwarcie się na Nią w sobie. Przez zanurzanie się coraz głębiej pod powierzchnię Oceanu Istnienia... i stawanie się coraz bardziej świadomymi procesów myślowych i emocjonalnych, które utrzymują nas w konfliktach umysłu oraz w konfliktach z zewnętrznym światem. Bo tylko otwarcie na świadomość (Miłość) i nieznane, umożliwia rozpoznanie i zrozumienie głębi naszej Istoty wykraczające poza wszelkie ograniczenia, uwarunkowania i konflikty. Rozpoznanie i ponad intelektualne zrozumienie jedni tego, co "wewnątrz" i "na zewnątrz".
I "odkrycie" głębin Oceanu Istnienia w sobie...
SIEBIE...
Się...

wtorek, 16 kwietnia 2019

WIOSENNA TAJEMNICA ;-)

"Życie nie jest problemem do rozwiązania, pytaniem oczekującym odpowiedzi. Życie jest tajemnicą, którą należy kontemplować, przyglądając się jej z podziwem i rozkoszując się nią."
[Anthony de Mello]
Jestem=Jesteś Tajemnicą, która odsłania się "na tyle i tak", "na ile i jak" sama dla Siebie Się ujawnia. - Tikali Risziwa Siunjata ;-)







piątek, 5 kwietnia 2019

ŁZA SZCZĘŚCIA - PRZYPOWIEŚĆ

Dopóki nie rozpuści się to "coś", co blokuje lub stawia opór spontanicznemu Tańcu Życia, Miłości w formie, dopóty to "coś" będzie tęsknić za "niczym".
Przypowieść taka: kiedyś, kilka lat temu, pojawiła Się we mnie wizja łzy szczęścia spływająca po policzku... Radość Istnienia i Miłość, którą teraz odczuwam, została poprzedzona wiele lat temu tą wizją (kilkakrotnie doświadczoną przez moment):

Gdy nagle znalazłam się w "pustce:, poczułam, jak spływa łza szczęścia po policzku i dopływa do ust. Byłam tym policzkiem i tą łzą, i przestrzenią, i świadomością bez formy jednocześnie.
I poczułam smak tej łzy. I przyszło do mnie rozpoznanie, że ta łza i policzek, i usta to wszystko… jest iluzją… Zaczęłam się śmiać. Czułam się niby wolna… pusta, a jednak z czymś połączona... Ale z czym? To było odczucie połączenia. Coś mnie przyciągało... I wtedy znów łza szczęścia, jako spełnienie (przejaw jakiejś pełni) pojawiła się.
Przyglądałam się... sobie od "wewnątrz": łzie na policzku jako iluzji i poczułam, jak… łza zanika. A ja pozostaję... w ciemności, ciszy... Wtedy coś Się przypomniało, że mogę jakby wybrać: by łzy znikły i to, co odczuwam przestało się przejawiać w tej formie, w tym ciele, w jakim jestem albo mogę w tej formie pozostać. Bo tylko poprzez tę formę mogę doświadczyć urzeczywistnienia tej łzy szczęścia i tego "stanu istnienia".
Zrozumiałam, że gdybym tak po prostu zanikła tak, jak ta łza, nie mogłabym odczuwać tej radości i odczuwać poprzez ciało na jego wszystkich poziomach wibracji tego, czego doświadczałam w tym momencie łącznie ze łzą szczęścia, radością dotyku łzy i policzka,
spływania tej łzy po policzku...
i jej smaku…
I przypomniałam sobie, że to jest takie piękne, że coś pragnie "w tym doświadczeniu", w tym "stanie" pozostać. Aby mogło się ono urzeczywistnić.
Ale wtedy to jeszcze nie było możliwe. Jakby coś we mnie potrzebowało dojrzeć...Coś potrzebowało się jeszcze przygotować: pouświadamiać, zintegrować i uwolnić... zmienić się... rozpuścić (?) to, co jeszcze stawiało opór, by pragnienie doświadczenia radości istnienia i łez szczęścia mogło się w pełni urzeczywistnić.
To było pragnienie, które dopiero teraz świadomie się urzeczywistnia.
Czyje pragnienie, po co dlaczego? A jakie to ma znaczenie? Coś się wyśniło, wyśniewa w wizjach i się urzeczywistnia.
(I tak samo było/jest z Miłością...)
W tej wizji ujawniło się dla mnie coś jak drogowskaz - co będzie mi dane do samorealizacji... teraz to jest klarowne, oczywiste. I wtedy doświadczyłam różnych stanów bycia: w formie i poza formą.
Wtedy zostało mi pokazane - uświadomiło się, że istnienie poza formą jest realizowane w formie, formą - tak Się urzeczywistnia. Jako Jedno: bycie świadomością, pragnieniem i jego urzeczywistnieniem jednocześnie.
- Wybierałaś między śmiercią a życiem?
Paradoksalnie nie wybierałam pomiędzy życiem i śmiercią. To coś innego... Tak zwana śmierć jest tylko zmianą formy.
Kiedyś próbowałam się zabić w młodości w buncie przeciw temu światu. Chciałam się zabić, bo przerażona byłam tym światem. Jednak przyszło rozpoznanie, że jeśli to bym zrobiła skutecznie raz jeszcze, to i tak bym musiała wrócić. Usłyszałam w sobie, że i tak tu wróciłabym, bo jestem tu po to, by zrozumieć ten świat, a potem będę wiedziała, co dalej. Wtedy tylko pozornie miałam wybór pomiędzy życiem i śmiercią, to był iluzoryczny wybór, bo nawet, gdybym "wybrała" wtedy śmierć, to i tak musiałabym wrócić, aby pragnienie (Duszy?) mogło Się urzeczywistnić.
Więc wygląda to tak, jakbyśmy tylko pozornie mieli wybór pomiędzy życiem i śmiercią czy istnieniem i nieistnieniem. A naprawdę takiego wyboru nie ma. Taki wybór jest iluzoryczny. Bo jest tylko istnienie.
A to, co dla "uwarunkowanego umysłu" - tej struktury stawiającej opór Życiu - jawi się jako nieistnienie, jest czymś, co jest wszystkim w swoim wiecznym, nieskończonym potencjale nieopisywalnym.
Śmierć jest "wybierana" wtedy, gdy jakieś ja cierpi i śmierć wydaje się cierpiącemu ja jedynym rozwiązaniem. Tak, bo bunt, opór, strach, cierpienie i nienawiść do tego świata (samsary) prowadzą do autodestrukcji - "wyboru śmierci" - samobójstwa. A to też iluzja. Bo to nie jest prawdziwe "wyjście" z tego świata. Takie "wybory" powodują, że wciąż wracamy do świata cierpienia (samsary). A prawdziwe wyjście z tego świata jest możliwe nie poprzez śmierć, lecz poprzez zrozumienie (przekraczające intelekt ) tego świata. Zrozumienie w sensie samoświadomej samorealizacji, urzeczywistnienia, które prowadzi do wyzwolenia.
I Miłość jest też tym, co jest tu do urzeczywistnienia.
Bo to, co dla oddzielonego (od całości SIEBIE) czyli "uwarunkowanego umysłu" - tej struktury ja stawiającej opór Życiu - jawi się jako nieistnienie, nie jest nieistnieniem. Jest czymś, co jest wszystkim w swoim wiecznym, nieskończonym potencjale. A oddzielny, a więc ograniczony umysł, nazywa to wieczne nieistnieniem, a to wieczne JEST, choć nieopisywalne i nienazywalne.  Natomiast opisywane i nazywane jest, gdy nieoddzielony już od całości SIEBIE umysł na to wskazuje, by ten oddzielony, ograniczony mógł dostrzec i przekroczyć swoje ograniczenia.
Wtedy się kończy doświadczanie świata cierpienia i zaczyna inne bycie, istnienie - "po przejściu" przez "ucho igielne, paszczę jaguara, oko smoka, bramę pustki... narodziny z Ducha" - to wszystko różne nazwy w różnych kulturach tego samego...

PONAD KONFLIKTAMI, KONCEPTAMI, W ZANURZENIU W NIEZNANYM

Każde Ja, które zatraca się w konfliktach, nie może istnieć w s-pokoju i harmonii ze SOBĄ.
Każdy konflikt "zewnętrzny" wobec Ja jest projekcją nieświadomego konfliktu "wewnętrznego" Ja oddzielonego iluzjami od całości, Jedni SIEBIE.. do momentu, w którym iluzja oddzielności Ja rozwiewa się jak dym.

A bo mędrcy mądrze prawią: "stań się jak dziecko", a dzieci czasem "w obłokach bujają" i wciąż Się czymś zachwycają... stąd nasze życie na Ziemi może być jednocześnie Życiem w Niebie, Byciem w tu i teraz... Istnieniem radosnym w ufności i otwartości na NIEZNANE...


Wszystkie koncepty, idee myśli są neutralne. Gdy zaczynamy w jakieś wierzyć, zaczynamy ich doświadczać - one manifestują się nami, a my je urzeczywistniamy. Niektóre koncepty, idee są sprzeczne ze sobą, inne się uzupełniają, a są i takie, które je wszystkie ze sobą integrują i scalają.
Gdy zaczynamy w nie wierzyć jako prawdziwe czyli "jedyne najprawdziwsze prawdy", pojawiają się konflikty, bo inni wierzą w inne. No i wtedy zaczyna się "jazda" - walka na racje: "która prawda jest najprawdziwsza". I to sprawia, że w walce pojawiają się rany i cierpienie, zwycięzcy i przegrani, a i tak wszyscy stają się tej walki ofiarami z ukrytymi w swoich cieniach nieświadomości oprawcami...
Wierząc w jakieś koncepty, idee jako "jedyne prawdy najprawdziwsze" oszukujemy siebie i innych nieświadomi konsekwencji tego, co przez nas się przejawia.
Zabawne jest w pewnym sensie, choć bywa też bolesne, kiedy jesteśmy tak z tymi konceptami, ideami utożsamieni, że nie jesteśmy świadomi, iż wierzymy w sprzeczne ze sobą koncepty, które uaktywniają się w zależności od emocji odczuwanych w danej sytuacji. Np.: w jakimś momencie do tej samej osoby ktoś mówi "uwielbiam cię", a w innym "nienawidzę cię". W których słowach jest wyrażona prawda? Ani w jednych ani drugich, gdy są one wyrażane nieświadomie, bo służą tylko do opisu doświadczanych stanów emocjonalnych. A nie do wyrażania prawdy.
Nie chodzi o to, że wszyscy od razu powinniśmy wierzyć w to samo - te same koncepty i idee, i ich doświadczać, bo to po prostu w tym świecie nie jest możliwe. Lecz chodzi o to, że możliwe jest uświadomienie sobie, że nikt z nas nie ma racji. Tak, nikt absolutnie. Że to, w co uwierzyliśmy jako prawdziwe, nie jest prawdziwe, lecz prawdą jest, że to, w co uwierzyliśmy, jest przez nas doświadczane na różne sposoby. Przez jednych przejawia się większa samoświadomość dzięki tym koncepcjom, ideom, które umożliwiają objecie, scalenie umysłem i integracje czuciem wszystkich pozostałych.
Są koncepty, idee, które sobie wzajemnie przeczą i się ze sobą konfliktują, walczą,
są koncepty, idee, które się wzajemnie uzupełniają
i są takie koncepty, idee, które wszystkie pozornie oddzielone koncepty i idee oraz te uzupełniające się wzajemnie, wszystkie je ze sobą scalają.
Jedne idee, koncepty... prowadzą "do oddzielenia", inne "w głąb siebie", a jeszcze inne "do scalenia SIEBIE"... Różne koncepty... do ewentualnego testowania lub nie.
Nawet to, co tu Się pisze i wyraża też jest koncepcją wynikającą z doświadczeń, jakie były/są dane, a jednak ś-wiadome jest, że nie pretendują one do bycia "ostateczną" czy "jedyną prawdą".

środa, 3 kwietnia 2019

TAKIE ĆWICZENIE - PRAKTYKA - KONTEMPLACJA...

Takie ćwiczenie - praktyka - kontemplacja - zabawa (jeśli poczujesz, jeśli zechcesz): wyobraź sobie kogoś, kogo kochasz, komu najbardziej mógłbyś zaufać. I poczuj w sercu Miłość do tej Osoby. I puść ten obraz, nie utrzymuj obrazu tej Osoby, lecz skup się na uczuciu Miłości, które łączy Cię z esencją, z Duszą tej Osoby. I obserwuj siebie będąc zanurzonym/ną, wypełniony/ną tym uczuciem...
I zanurzaj się w nim tak głęboko, jak tylko możesz...
A potem jeszcze możesz pomyśleć o Źródle, z którego Ty i ta Osoba wyłaniacie Się. I poczuć Miłość płynącą z tego Źródła. I możesz otwierać Się całkowicie, z coraz większą ufnością na to doświadczenie.
A potem możesz jeszcze pomyśleć o tym Źródle, z którego wypływa wszystko, absolutnie wszystko, o czym tylko możesz pomyśleć i co tylko możesz wyobrazić sobie. I nie utrzymuj tych obrazów, tylko to uczucie Miłości i Jej Źródło, które jest w Tobie.

O KOŃCU CIERPIENIA I BÓLU

Kiedy przestaniesz cierpieć?
Kiedy poczujesz nasycenie, przesycenie tym cierpieniem. I wtedy wreszcie przyznasz się sam przed sobą do trudnych emocji wynikajacych z tysięcy, tysięcy, a może i milionów zranień zadawanych przez tysiące lat przez wszystkie pokolenia naszych przodków, a zapisanych w naszych ciałach i w polu ludzkiej nieświadomości. Tych wszystkich zranień, które przyjmowałeś w tym życiu jako dziecko i tych, które później sam zadawałeś innym i sobie (bo to i tak jedno: zadając ból innym zawsze go zadajesz Sobie). 

Gdy przestaniesz się wypierać tych zranień, gdy przestaniesz obwiniać innych za te zranienia, a zaczniesz je przyjmować świadomie, wtedy dostrzeżesz, bo uświadomisz sobie i przyznasz się sam przed sobą, co robiłeś, jak raniłeś Siebie nieświadomie...
Bo w tym świecie walki i konfliktów dobra i zła... jedna część Ciebie pragnęła ufać, a druga wciąż opór temu stawiała. 

Jedna część pragnęła kochać, a druga strachem tę miłość odpychała i złością nabrzmiewała i raniła... przede wszystkim Siebie. 

Skąd ten strach przed połączeniem się ze Sobą, ze swoim Sercem, przed ukojeniem się wreszcie w strugach miłości i s-pokoju, przed powrotem do Domu, który jest w Tobie? Z pragnienia oddzielania się od całości SIEBIE i doswiadczenia tego oddzielenia, "posmakowania go".

Kiedy przestaniesz cierpieć?
Gdy przyznasz się do swojej tęsknoty. Za miłością. Za wolnością. Gdy przyznasz się sam przed sobą do tęsknoty za miłością.
Gdy przyznasz się sam przed sobą do tęsknoty za wolnością.
I gdy przestaniesz skupiać się na tęsknocie jako czymś złym, lecz ją także przyjmiesz i uszanujesz. Uszanujesz swoją tęsknotę i ból, który ta tęsknota Tobie sprawia.
Gdy sam w sobie wreszcie uznasz i dasz sobie prawo na odczuwanie ich:
tęsknoty, miłości i wolności, wtedy przestaniesz cierpieć.

Bo wolność to miłość i miłość to wolność, to nawet nie uczucie; to bardziej odczuwanie stanu radości istnienia niezależnie od warunków, sytuacji ani doświadczenia, niezależnie także od chcenia lub niechcenia ja oddzielającego się strachem przed miłością i wolnością, oddzielającego się od całości tego, Czym Jest w swojej Istocie. 

Gdy tęsknisz za czymś, to bądź cierpliwy i ufaj... Kiedy za czymś tęsknisz, ufaj, że tęsknota ta się skończy, gdy z tym za czym tęsknisz, w Sobie się połączysz.
Tak, w Sobie.  Gdy poczujesz to połączenie w Sobie z tym, za czym tęsknisz i poczujesz to całym Sobą. W swojej wewnętrznej przestrzeni.

W Raju ponoć rosły dwa drzewa: Poznania Dobra i Zła oraz Drzewo Życia. Kosztowanie owoców z Drzewa Poznania dobra i zła utrzymuje w świecie cierpienia. To kosztowanie polega m.in. na tym np., że to, co Cię tu i teraz spotyka, nazywasz złem. A to nic innego jak doświadczenie, które pokazuje Ci to, co wcześniej sam sobie (nieświadomie) wybrałeś do doświadczania. 

A teraz Życie pyta Cię:
Czy to jeszcze nadal Cię pasjonuje - czy jeszcze nadal czujesz namiętność i pasję w doświadczaniu cierpienia poprzez ciągłe ocenianie i oczekiwania, poprzez nieustanne stawianie oporów temu, co jest i złoszczenie się, bo "powinno być inaczej"? Czy może jednak gotów już jesteś na zmiany? Życie (Duch) pyta, a Ty możesz to poczuć. Nie musisz, możesz... sam sobie dac odpowiedź i Życiu (Duchowi).

Nie poczujesz tego, jeśli będziesz się odcinał od swoich emocji i uczuć zamiast z uważnością, świadomie je obserwować i przyjmować. Możesz otworzyć się i zacząć przyjmować miłość i z miłością oraz pokorą przyjmować i integrować wszystkie swoje uczucia i emocje takimi, jakie są. Z największą uczciwością wobec siebie, jaką możesz wykrzesać w każdym tu i teraz. 

To jest Twój proces samego ze Sobą... poznawania Prawdy o Sobie, integrowania Siebie w prawdzie. Każdy/każda z nas jest z tym sam/a. Możemy się jednak w tym wspierać wzajemnie. Możemy, ale nie musimy.

Miłość przenikająca strach i cierpienie rodzi Mądrość. Mądrość bez Miłości jest pustą wiedzą. Miłość jest narzędziem Świadomości, a Mądrość Owocem Drzewa Życia, którym Jesteś. Mądrość bez Miłości nie istnieje. To Jedno jak yabyum czy yangyin... Dao..
Taniec....

czwartek, 28 marca 2019

SEN MĘŻCZYZNY O MIŁOŚCI, PUSTCE I PRZEBUDZENIU - PRZYPOWIEŚĆ

Ten mężczyzna popatrzył na białowłosą kobietę, która stała przed nim. Jawiła się na ten moment uosobieniem pustki i tryskajacej z niej fontanny Miłości.
- "Kim ona jest, że tak papla bez sensu o tej miłości bezwarunkowej, wszechogarniającej?! Mam tego dosyć!" - pomyślał czując narastającą złość. Spojrzał na kobietę i zaczął się poruszać przed nią jak dziki kot w klatce szykujący się do ataku na swoją ofiarę.
- "Mówisz, że Miłość, że tylko Miłość jest ważna! - lecz to nie było pytanie. A ona milczała. Skinęła tylko głową i wciąż się uśmiechała.
- "Mówisz, że Miłość, że tylko Miłość jest ważna, pytam!? - powiedział natarczywiej. A ona odpowiedziała mu ciszą.
- "No to zobaczymy! - krzyknął. - "Zaraz się przekonamy!" - zacharczał z zaciśniętymi zębami. I zaczął kołysać swoim ciałem, przesuwać je małymi krokami na boki, aż wreszcie tańczyć swój piękny taniec szalonego demona. Zmieniał z każdym ruchem swoje maski na coraz straszniejsze. Wykonywał coraz bardziej chaotyczne figury rwące granice czasoprzestrzeni swojego umysłu na strzępy. Wpadał w kolejne obszary, kolejne wymiary, wracał, zapętlał się w nich jak w pułapkach zastawianych na samego siebie. Sam sobie wydawał się coraz groźniejszy i groźniejszy... I coraz bardziej dziki dusił sam siebie z pasją, by po chwili epileptycznymi ruchami uwalniać się z własnych, namiętnością swego "świętego gniewu" stwarzanych uścisków. A pustka wciąż stała przed nim w bezruchu.
Jego taniec stawał się coraz bardziej impulsywny, coraz bardziej przekraczający wyobrażenia o swoich możliwościach. Jakby umierał i naradzał się wciąż i wciąż na nowo, za każdym razem jeszcze pełniejszy wiary w swoją moc. I może mógłby ten taniec trwać i wieczność całą, lecz nagle wyczerpany nim mężczyzna raptownie osunął się na ziemię. Po chwili wzniósł na kolana i ze łzami w oczach spojrzał na pustkę, która dla niego przybrała postać białowłosej kobiety.
- "Proszę, błagam cię, zabierz już to wszystko z mojej głowy." - wyszeptał patrząc wprost w ciemne oczy kobiety. - "Pobłogosław mnie, jestem gotowy, proszę cię, błagam... " - I czekał cierpliwie na odpowiedź, aż opuścił swój wzrok i głowę.
Wtedy pustka w postaci kobiety dotknęła jego głowy swoimi dłońmi. A on powracając do SIEBIE słyszał jej słowa:
- "Dziękuję. Kocham Cię, już, już, Jesteś. Błogosławię Cię całą sobą i całym Istnieniem. Tak, tak kochany, Jesteś Miłością". Rozpromieniona szeptała dalej: "Oboje dla siebie nawzajem jesteśmy darami, dzięki którym możemy powrócić do jedni w SOBIE...
Ty i Ja tak jak JA i JESTEM to dwie części Jedni w każdej i każdym z nas..." - I zamilkła. A Miłość nową falą z niej wybuchła zalewając nieskończone światy...
Mężczyzna przytulił głowę do łona pustki, poczuł ukojenie, zatopił się w niej cały i...
zaczął Się budzić...

niedziela, 17 marca 2019

MAGIA CZASU


Czasem nie wiem, kim jestem,
nie wiem, co się dzieje i dlaczego,
a Coś jednak jest ś-wiadome tego.
Czasem Coś jest ś-wiadome i Się jawi,
jakby wszystko o Sobie wiedziało
i tylko przejawianiem Siebie Się bawi.
I czasem Coś czuje tęsknotę za czymś,
a myśli się myślą tworząc historie o Tobie,
które i tak to Coś obserwuje w Sobie...
A czasem Się zdarza, że Coś w bezczasie,
wielowarstwowe czaso-przestrzennie
przenika Siebie Swym nie-i-istnieniem...


W pewnym sensie w tym, co niezmienne... wiele, bardzo wiele przez ostatnie lata w moim życiu się zmieniło i nadal zmienia...
Zrozumiałam też i doświadczam tego, że im większą odczuwam ufność do Życia (Ducha, wszechświata, całości) i otwartość na nieznane, tym bardziej Życie (Duch, wszechświat, całość) sprzyja, wspiera, obdarowuje i wciąż niespodziankami zaskakuje.
I to mnie wciąż zadziwia... To jest coś takiego, jakbym doświadczała naturalnej Magii Życia (Ducha), bo tak wiele piękna i niespodzianek się zdarza bez żadnych oczekiwań.
Po prostu: gdy ufam coraz bardziej Życiu (Duchowi) i temu, co jest mi dane do doświadczania w otwartości na to, co nieznane, pojawiają się dary, które zaskakują, zadziwiają i czuję wdzięczność za nie. Bo one przychodzą nieoczekiwane.
Po prostu wiem, że wszystko jest doskonałe i wiem, że nie wiem, jak i co będzie jutro... I jestem otwarta na nieznane. I przyjmuję z dziecięcą niemal ciekawością i otwartością wszystko takim, jakie jest. I bez koncepcji "jak być powinno", działam niedziałając w każdej chwili teraz...
I jak tu nie czuć wdzięczności za obfitość i piękno wszystkich darów Życia (Ducha) płynących prosto z Serca Serc Źródła Źródeł?
W pewnym sensie zawsze tak było i jest... tylko tego kiedyś nie dostrzegałam, bo nie było to ś-wiadome SIEBIE. 
Bo: Życie to dar Istnienia dla SIEBIE.