wtorek, 5 listopada 2019

KIM JESTEM NIE WIEM

Jest podróż najpiękniejsza, co prowadzi w głąb Siebie.
Tu zanurza Się w Sobie i otula Sobą wszystko.
Tu  - "Kim Jestem?" - gdy pyta - odpowiada: "Nie wiem..."
I z tym "Nie wiem" jest w błogości najintymniej blisko.

Tu Obecność najczulej Ciebie obejmuje Sobą
i wszystkie fale interferencji i drgań pomiędzy nami.
W nich skrywa się Cisza. Jak pod bezcenną ozdobą
kryształu mieniącego Się wszystkimi nieskończonymi snami.

poniedziałek, 4 listopada 2019

TRUCIZNY (SPLAMIENIA) I PIĘĆ MĄDROŚĆI

Taka ciekawostka:
Praktykujący Wadżrajanę składają na początku obietnicę, że nie będą wyrzekać się uczuć przywiązania, gniewu, dumy i zazdrości, ponieważ gdyby zrezygnowali ze świadomego przeżywania emocji, nie byliby w stanie rozpoznać mądrości, jaka jest w nich zawarta.
Odrzucając pięć "trucizn umysłu" sprawiamy, że umyka nam możliwość urzeczywistnienia pięciu rodzajów wglądu - mądrości. A owe "trucizny" są jedynym źródłem tych mądrości. Dlatego praktykując tantrę, możliwa jest transformacja reakcji emocjonalnych, gdy następuje świadome przyjmowanie ich i wnikliwe wnikanie w nie, które prowadzi do dotarcia i doświadczenia zawartej w nich mądrości. 

W ten sposób wszelkie "przyczyny" i "obiekty" pożądania, przywiązania, zazdrości czy gniewu stają się źródłem wyzwolenia. Oznacza to, że kiedy jedna z pięciu podstawowych (w niektórych przekazach sześciu) trucizn *) pojawia się w umyśle, należy ją obserwować i przyjrzeć się temu, co stanowi jej esencję, dopóki nie zrozumiemy, że żadne uczucie nie istnieje w sposób ostateczny.
*) "trucizny" w tantrze przekształcane na mądrość: 
- gniew przekształcany w mądrość lustrzaną (Odpowiada ona czystości i jasności, jak lustro, które odbija wszystko bez zniekształceń)
- iluzja i ignorancja (ego) w mądrość rzeczywistości, wyzwolenia z fałszywych wyobrażeń i zniekształceń rzeczywistości, Reprezentuje ona podstawę, esencję rzeczywistości, z której wyłaniają się wszystkie zjawiska)
- przywiązanie i pożądanie w przenikliwą mądrość, (mądrość rozróżniania - przenikania i rozumienia zjawisk, umożliwia rozróżnianie i zrozumienie poszczególnych zjawisk, bez popadania w skrajności)
- zazdrość, zawiść w mądrość realizacji, (wszechspełniająca, ujawnia wszechogarniającą naturę mądrości i możliwość spełnienia wszelkich życzeń i intencji.)
- duma, egoizm w mądrość tożsamości,(mądrość równości, wszystkie zjawiska są sobie równe i pozbawione indywidualnej tożsamości)
- gniew, nienawiść w mądrość lustrzaną (odbijającą wszystko jak lustro bez jakuchkolwiek zniekształceń ).

Te pięć mądrości nie są oddzielnymi bytami, ale różnymi aspektami tej samej, niepodzielnej rzeczywistości. Ich zrozumienie i praktyka mają pomóc w osiągnięciu oświecenia poprzez transformację negatywnych myśli i emocji w pozytywne energie. Doświadczenia cierpienia wynika z przywiązania do myśli o negatywnym "brzmieniu" w buddyzmie określanych jako "trucizny" lub "splamienia". Wyzwolenie od cierpienia następuje przez uświadomienie przywiązania JA do takich myśli (iluzorycznego utożsamienia z myślami) i uwolnienie od ich wpływu.

W buddyzmie tych pięć trucizn czy też splamień przekształconych w pięć mądrości symbolizuje pięć kolorów Buddów - Tar. Przetransformowane trucizny/splamienia w mądrości tworzą Tęczowe Ciało Buddy - Tary. „Ciało Tęczowe” symbolizuje przebudzenie wewnętrznej jaźni. I jest to stan, który jest etapem umożliwiającym „uzyskanie dostępu” do stanu Nirvany.
 
"Tęczowe Ciało" jest symbolem realizacji Jaźni (w czystym, samoświadomym, świetlistym umyśle) osiąganej już za życia.

A tu o tych pięciu mądrościach co nieco:

I o "truciznach" jeszcze coś.

p.s. przeżyłam kiedyś doświadczenie nagłego przekształcenia gniewu, a gniew mój spalił się w wybuchu takiego śmiechu z samej siebie, że chyba nigdy wcześniej tak się nie uśmiałam z samej siebie. A ten „kop energetyczny” śmiechu wyzwalanego z nagle uświadomionego wcześniejszego przywiązania do gniewu (i różnych wzorców utrzymujących mnie w odczuwaniu gniewu) wprost mnie „poraził” i to w momencie, gdy „zobaczyłam” (tak wewnętrznie bardziej w sensie uświadomienia sobie) siebie samą taką „strasznie zagniewaną”. I wtedy nagle, jakby walnął we mnie piorun – stało się to oczywiste i uświadomiłam sobie, co robiłam i dlaczego. I wtedy rozpuścił się we mnie cały gniew. Czułam jakby się rozpuszczał, a ja odzyskiwałam energię... ZROZUMIENIA i MIŁOŚCI. Potem jeszcze czasem pojawiały się podobne sytuacje, ale coraz częściej coraz świadomiej przyjmowany był gniew...

Od tamtej pory na nikogo się nie gniewam, nie wściekam się, nie muszę ani nie potrzebuję, choć potrafię zdecydowanie i „stanowczo” reagować w pewnych życiowych sytuacjach oraz wyrażać to, co mam do wyrażenia. Czasem nawet bardzo stanowczo, jeśli czuję w sercu, że tak mam zrobić. Możliwe, że nieodczuwanie gniewu i nieobrażanie się na innych nie jest „normalne” w sensie normy społecznej, więc i innym trudno mi to wytłumaczyć, zwłaszcza, gdy nie ma w nich potrzeby zrozumienia tego typu doświadczeń.

środa, 30 października 2019

BÓL I BŁOGOŚĆ, A WSZYSTKO JEST ENERGIĄ

INTERFERENCJA 

Każdy moment, element życia istnieje w pełnej synchronii z całością. Jedynym powodem doświadczania braku tej synchronii jest zabawa w doświadczanie iluzji: dysharmonii pozornie oddzielonych od siebie jakichś elementów całości i ponownego ich harmonizowania ze sobą. W SOBIE.
Po zharmonizowaniu - objęciu różnych elementów we wspólną całość - JEST samoświadome, że każdy element życia - jak każdy dźwięk i wzór, jak poszczególne figury Jednego Tańca Życia - istnieje zawsze w całkowitej harmonii z całym Tańcem zmienności form i niezmienną Przestrzenią dla Tańca.
Bo wszystko jest energią...

Od kilku miesięcy chwilami zdarza się, że odczuwam przeróżne bóle w ciele. Bywa, że nie wiem, czy to mięśnie czy kości. Nie wnikam w to. Po prostu jestem z tym, co jest odczuwane. A ponieważ nie doświadczam już takiego utożsamienia z ciałem jak kiedyś, to nie ma także utożsamienia z bólami, ani strachu przed jakimś bólem, ani użalania się nad sobą z powodu jakiegoś bólu. Jest w tym byciu nawet jakaś radość/błogość istnienia.

Przyglądam się też czasem zmianom zachodzącym w ciele - jak np skóra zaczyna się marszczyć. Jak zachodzi proces transformacji - "starzenia się formy". Gdy przyglądam się temu wnikliwie, bez stereotypowych przekonań i osądów, dostrzegam w tym swoiste piękno i mądrość natury. Tak jak patrząc na więdnące (zmieniające kolor) lub nawet zwiędłe już, suche liście można doświadczać zachwytu i zadziwienia ich pięknem.
Ciekawe, że czuję się istotą bez wieku. Czasem zachowuję się jak dziewczynka np. podskakuję sobie idąc do metra albo biegnąc do tramwaju. Czasem jak dziewczyna czy młoda kobieta albo jak ociężała "pani w starszym wieku". Lecz nie utożsamiam się z żadną z nich. Są chwile, w których przejawiam się różnie, mimo tego, że ciało wygląda jak wygląda. Bo czuję się istotą bez wieku. Czasem jak elf, czasem niziołek albo krasnoludka, a czasem nawet jak istota ludzka... albo boska... albo absolut-nie nie-uchwytna... 

Gdy czasem patrzę w lustro i widzę "starszą kobietę", przyglądam się temu obrazowi... Często widzę ją rozpromienioną, czasem również zmęczoną... I w tym i w tym jednak jakieś piękno jest widziane/odczuwane. Przyglądam się temu lustrzanemu odbiciu, jakbym nie była tym odbiciem, ale czymś, co to odbicie widzi i nie ocenia go. Po prostu Się widzi jakąś formę jak obrazek. Nie wiedząc kim/czym i skąd To Jest. I... Się czuje, że jest-em tym, co widzi to odbicie w lustrze i jednocześnie jest-em tym, co w lustrze jest widziane - iluzją refleks-ją.

A każda chwila widzianych obrazów wydaje się zmienna, inna, nie do odtworzenia... choć widzące Się pozostaje niezmienne...

niedziela, 6 października 2019

PRAWA PISANE, NIEPISANE I DOŚWIADCZENIA BLIŹNIACZYCH PŁOMIENI

Społeczeństwo tworzy struktura oparta na niepisanych prawach czyli wierzeniach i przekonaniach (przesądach) akceptowanych i uznawanych jako praw-dziwe przez większość ludzi oraz na spisanych prawach, ktore przewidują odpowiednie kary za przekraczanie tych praw. I jedne i drugie prawa wyznaczają granice tego, jak ktoś powinien lub nie powinien działać, postępować. Te niepisane prawa czasem mają większą siłę niż te spisane. Na przykład nie istnieje żaden zakaz, by młody mężczyzna kochał starszą kobietę i był z nią w głębokiej partnerskiej relacji. Ale taka relacja nie jest akceptowalna społecznie z powodu owych niepisanych praw, bo jest niezgodna z tymi niepisanymi prawami. I np. jakoś łatwiej jest ludziom zaakceptować relację starszego mężczyzny z dużo młodszą kobietą niż starszej kobiety z dużo młodszym mężczyzną. 😉
Dlatego, gdy Dusza prowadzi nas do doświadczania jakiejkolwiek relacji wykraczającej poza społeczne normy, to pojawia się lęk. Gdy lęk się pogłębia, zamienia się w strach przed nieakceptowalną społecznie relacją, relacją niezgodną z niepisanym prawem uznawanym przez społeczeństwo. Strach przed relacją społecznie, kulturowo "zakazaną".
Lęk to emocja spowodowana wewnętrznym konfliktem między niepisanymi prawami społecznymi a pragnieniem Duszy. Lęk więc wynika z separacji, oddzielenia osoby od Duszy. Nasilający się, nieuświadomiony lęk staje się strachem, który może prowadzić do obłędu czyli tzw. nerwic, psychoz, schizofrenii itd. Dopiero gdy następuje ujawnienie i uświadomienie strachu, ujawniają się jego przyczyny i strach znika.
Prawdziwa Miłość zaś nie dba o te niepisane prawa społeczne ograniczające doświadczanie Miłości z przestrzeni Duszy (zgodnie z wolą Ducha) w ludzkiej formie. Bo ta przestrzeń działania z Duszy przekracza wszelkie prawa społeczne - te niepisane a także spisane.  Z kolei tak zwane "boskie prawa" są często łamane nawet przez tych, którzy podobno wierzą w Boga. Ale takie działanie zazwyczaj bywa (paradoksalnie😉) społecznie akceptowalne. "Boskie prawa" nakierowują na Miłość bezwarunkową, a społeczeństwa opierają się na prawach mających zapewnić złudne poczucie bezpieczeństwa czyli warunkujących, oceniających, osądzających i ograniczających relacje międzyludzkie.
W wewnętrznej przestrzeni istot działających z przestrzeni Duszy żadne działania nie podlegają ocenom typu: dobre-złe. Gdyż z tej perspektywy wszystkie działania są przejawami inteligencji Serca. Widziane zaś jest i rozumiane, że są działania, które służą rozwojowi i ekspansji świadomości oraz takie, które ją blokują i utrzymują w ograniczeniach jak w więziennych celach. Te ograniczenia stawiają opór ekspansji świadomości i pragnieniom Duszy zgodnym z wolą Ducha.
Kiedy nie ma w nas zaufania do inteligencji Serca i prowadzenia Duszy (zgodnego z wolą Ducha), wtedy cierpimy. Bo doświadczamy wewnętrznego konfliktu między (niepisanymi i spisanymi) prawami ludzkimi a pragnieniem Duszy. Dusza zaś pragnie manifestacji i realizacji Miłości, która przekracza wszelkie społeczne nakazy i zakazy, oceny i oczekiwania.
Gdy ludzkie działania wypływają z przestrzeni Duszy, wszelkie oczekiwania i oceny przestają mieć wpływ na działających z przestrzeni Duszy. Działania z Duszy są przejawami inteligencji Serca, płyną "z kosmosu" w zgodzie z wolą Ducha. Inni więc mogą oceniać takie działania jako szalone czy nienormalne, gdy działania z Duszy są postrzegane przez nich jako zakazane. Dlatego działający z przestrzeni Duszy uczą się uwalniania od ocen, opinii czy oczekiwań innych. I uwalniania się od wszelkiego rodzaju lęków przed tym, co może się zdarzyć w wyniku działań z poziomu Duszy.
Gdy nie jesteśmy jeszcze wolni od ocen i oczekiwań, doświadczany jest wewnętrzny konflikt, który objawiać się może złością, a nawet agresją. Może objawiać się koniecznością odrzucania boskości w sobie oraz negowaniem i wypieraniem się pragnienia Duszy. W konsekwencji doświadczenie cierpienia staje się coraz bardziej intensywne.
Tylko zaufanie do pragnienia Duszy i woli Ducha (Absolutu), słuchanie inteligencji Serca uzdrawia nas i uwalnia od tego wewnętrznego konfliktu i cierpienia.
Wibracje (uczucia) Duszy to energia spokoju, błogości i czułości czyli Miłości, która harmonizuje i koi wszelkie "ciężkie" wibracje (emocje) spowodowane wewnętrznym konfliktem i brakiem zaufania do prowadzenia przez inteligencje Serca. Dlatego tak istotne jest obserwowanie myśli i odczuwanie wibracji energii tańczących w ciele. Bo wtedy nic nie stawia oporu uzdrawianiu, kojeniu i niwelowaniu wewnętrznego konfliktu.
Można przestać ranić siebie wsłuchując się w głęboką ciszę w sobie, poza jazgotem myśli, które wciąż czegoś chcą lub nie chcą, czegoś się boją, oceniają, oczekują, osądzają itd. Te jazgoczące myśli służą utrzymywaniu konfliktu między tzw. ego a pragnieniem Duszy. Obserwując to, co odczuwane, ujawnia się to, co służy utrzymywaniu wewnętrznego konfliktu.
Gdy zaś oddajemy się z zaufaniem pragnieniu Duszy, woli Ducha otwierając się na swoją "boskość", to one działają w Nas, Nami. Najpierw jednak potrzeba zaufać pragnieniu Duszy, woli Ducha, boskości w nas i całemu wszechświatu, by wewnętrzny konflikt (chcenia lub niechcenia odrębnego ja - ego kontra pragnienia Duszy) mógł zostać zakończony.
A i tak wszystko, co ma się zmienić, uzdrowić, uwolnić, dzieje się we właściwym "boskim czasie", jeśli ma się zadziać. Choć pewnej perspektywy widziane jest, że nie ma uzdrawiania czy uwalniania. A z jeszcze innej perspektywy widziane jest, że jest i nie jest. ;-) Każde z nas przechodzi ten sam proces - proces transformacyjny, integracji, indywiduacji, przebudzenia.... na swój indywidualny, oryginalny sposób. Choć proces transformacyjny jest ten sam.
Wiele istot ludzkich obecnie przechodzi przez proces transformacyjny zwany procesem Bliźniaczych Płomieni (doświadczenie idei scalenia tego, co dualne w Unii, w Jedni). Manifestacja Jedni Bliźniaczych Płomieni jako realizacja pragnienia Duszy i wspólnego działania inteligencji Serca "z kosmosu" zaczyna się przejawiać wtedy, gdy stajemy się wolni od niepisanych i spisanych praw społecznych. Wolność od nich nie oznacza jednak ignorowania ich. Bo świadome jest, że te prawa w świecie samsary są takie, jakie są, a mimo to nie budzą już lęku ani nie mają mocy, by ograniczać działania z przestrzeni Duszy (zgodne z wolą Ducha). Bo tak działa inteligencja Serca. Wtedy te prawa nie mają już żadnego wpływu na Miłość i nie mają mocy, by ją warunkować w jakikolwiek sposób.
Niech Się dzieje...
Namaste
Aho

piątek, 27 września 2019

"CZY BÓG ISTNIEJE?"

Przyszedles do mnie z pytaniem: "czy Bog istnieje?" Powiedziałam, że sam kiedys znajdziesz odpowiedz. Nie dostrzegłam wtedy, że to
Bog Tobą
Mnie
o Siebie zapytal.
Istnienie Boga wowczas mnie "nie obchodziło". Cos wcześniej we mnie tesknilo za powrotem Bogini. I to Ona pierwsza powrocila przejawiając się we mnie, mną. Wraz z jej roznymi wersjami.
Do Niej sie dostrajalam i scalałam z Nia.
A w naszym Spotkaniu nagle w Tobie zaczełam dostrzegać Boga. Wraz z roznymi Jego wersjami. Na początku nazywalam Jego Sziwą, a Ciebie Riszi (poetą, tancerzem Sziwy). Ty byłeś dla mnie Jego Posłańcem, "Prezentem" od Niego dla mnie.
W naszym Spotkaniu, (nawet w chwilach naszego fizycznego oddalenia), coraz wyraźniej widziałam Ciebie i Jego jako przejaw Boga w ludzkiej formie... Riszi + Sziwa = Risziwa...
I pokochalam Ciebie, i pokochalam Boga w Tobie, Boga, ktorym też Jestes. Ktory jest takźe Mną i Ja Nim Jestem. Tak, dostrajalam się do Niego-Ciebie i scalałam z Nim-Tobą w Sobie. I pokochalam Ciebie-Siebie naszym scaleniem w Jedno:
Kobiety i Mezczyzny,
Bogini i Boga.
Tego, co meskie z zenskim.
Tego, co dualne z tym co bez oddzielenia:
Ciemności i światła jako Jedno,
świadomości i umysłu jako Jedno,
Absolutu i Snu jaźniącego Się jawą... jako Jedno.
Ty i Ja Jednym Jestesmy, ktore
tylko iluzjami o SOBIE,
tylko w zapomnieniu o SOBIE pozostaje spolaryzowane
i falszywie traktowane jako swoje przeciwieństwa. A to, co spolaryzowane przyciąga się do siebie, by mogło dostrzec swoja jedność... Jak dwie strony medalu, ktore nie są oddzielne od siebie jako medal. Tylko gdy patrzymy z jednej strony na medal, widzimy raz jedną raz drugą stronę medalu. Wtedy mogą być widziane jako "oddzielne". Ale takie widzenie obu stron jest iluzją, zabawą, grą w oddzielenie tego, co w swojej Istocie jest nieoddzielone. Bo nigdy te dwie strony nie są naprawdę oddzielone ani od siebie wzajemnie ani od całości SIEBIE. Tak widziane (z szerszej a może i głębszej perspektywy) dwie strony medalu zawsze pozostają w Unii nierozrywalnej iluzjami oddzielenia.

sobota, 27 lipca 2019

UJAWNIENIE

UJAWNIA SIĘ POŁĄCZENIE KRUSZÀCE GRANICE PODZIAŁÓW.
UJAWNIA SIĘ GŁĘBIA POD WARSTWAMI POWIERZCHOWNOŚCI.
UJAWNIA SIĘ CISZA POD WSZYSTKIMI DŹWIĘKAMI. 
UJAWNIA SIĘ BEZRUCH W KAŻDYM RUCHU...
UJAWNIA SIĘ INTYMNOŚĆ ZAMIAST NAGOŚCI.
UJAWNIA SIĘ WIDZENIE PRZENIKAJĄCE ZAŚLEPIENIA.
UJAWNIA SIĘ BLISKOŚĆ ZAMIAST ODDZIELENIA.
UJAWNIA SIĘ CZUŁOŚĆ ZAMIAST ODRZUCENIA.
UJAWNIA SIĘ PRAWDA ROZPUSZCZAJĄCA MASKI 
ODGRYWANYCH NIEŚWIADOMIE RÓL.
UJAWNIA SIĘ PRAWDA 
ROZWIEWAJĄCA ILUZJE O SOBIE.
UJAWNIA SIĘ WOLNOŚĆ I UCZCIWOŚĆ
ROZPUSZCZAJĄCE OBIETNICE, 
PRZYSIĘGI I ZOBOWIĄZANIA.
UJAWNIA SIĘ SPONTANICZNOŚĆ ZAMIAST WYTYCZANIA CELÓW.
UJAWNIA SIĘ ZAUFANIE I ODDANIE NIWELUJĄCE STRACH I UWARUNKOWANIA.
UJAWNIA SIĘ MIŁOŚĆ ROZPUSZCZAJĄCA UZALEŻNIENIA.
PRZEJAWIA SIĘ SPOTKANIE SIEBIE W SOBIE ZAMIAST GIER I UWODZENIA.
UJAWNIA SIĘ GŁĘBIA RELACJI ROZWIĄZUJĄCA 
SIECI I KAJDANY ZWIĄZKÓW.
UJAWNIA SIĘ WIDZENIE ZAMIAST PROJEKCJI,
I ODDANIE CAŁOŚCI SIEBIE,
ZRÓDŁU ŹRÓDEŁ, SERCU SERC
WSZYSTKIEGO, CO STĄD WYPŁYWA
I TU POWRACA... 
ODDANIE W ZACHWYCIE WSZYSTKIEMU,
CO ZAWSZE ZANURZONE W WIECZNYM TERAZ.

piątek, 26 lipca 2019

SIĘ TAŃCZY...

Zachwycona płomiennym tańcem swojego snu o sobie,
jak nieprzenikniona przestrzenna cisza JESTEM
uwiedziona atrakcją żaru tańczących płomieni,
wniknęłam w ogień sobą i zaśniłam we własnym śnie o oddzieleniu.
Doświadczając na przemian ekstazy uwielbienia i pasji rozpaczy
w iluzjach rozkoszy i cierpienia z tęsknoty za sobą tańcząc szalałam.
W tym obłąkańczym tańcu płomieni kurczyłam się i wybuchałam
dzieląc się na smugi i rozrywając iskrami na strzępy...
A w bezbrzeżnej ciszy chwilowym niebytem na powrót się scalałam.
Poszukiwaniem najdoskonalszej figury połączenia płomieni upojona,
wybuchałam jak gwiazda w niebycie zanurzona
swym niekończącym się, wiecznym istnieniem.
I porwana kolejnym zachwytem niespodziewanego olśnienia,
śpiewam i tańczę wszystkie nuty i figury tańca jednego płomienia...
W tym tańcu JESTEM jak ogień każdym płomieniem
i jego niewidzialnym, bezforemnym cieniem...

czwartek, 11 lipca 2019

PODZIELONE I SCALONE

Bywają różne (mniej lub bardziej radykalne) idee, koncepcje i "pomysły na życie". Jeśli ktoś w nie wierzy, to tego doświadcza. Nawet nieznając konsekwencji, lecz np. wyobrażając je sobie i oczekując jakichś konkretnych efektów. A jednak zdarza się, że te wyobrażenia i oczekiwania nie spełniają się. I wtedy "odrębne ja" (przez iluzję "porąbane" - oddzielone, odseparowane iluzją od całości SIEBIE) doświadczają... różnych emocji, różnych rozczarowań, cierpienia, bo nie s-pełniają się te wyobrażenia i oczekiwania,... Spełniają się za to pragnienia Duszy wynikające z "zamiarów Ducha", których "porąbane ja" nie pojmuje.
Można żyć bez przywiązania do koncepcji podążając za tym, co Się przejawia, co Się czuje... spontanicznie... bez wyobrażeń, scenariuszy, bez oczekiwań i ocen... w otwarciu i zaufaniu wobec Nieznanego jutra, które nigdy nie następuje, nigdy nie przychodzi, bo ZAWSZE JEST TERAZ. Nawet, gdy pojawiają się myśli o "przeszości" czy "przyszłości", zawsze to dzieje się w wiecznym teraz.
Tak, można istnieć w otwartości i zaufaniu do nieskończonej Miłości Nieznanego i Niepoznawalnego, którym Jesteśmy. Bo dzięki temu rozpuszczają się wszystkie iluzoryczne granice tych "odrębnych ja" stawiających opór pragnieniom Duszy i zamiarom Ducha. Rozpuszczają się granice iluzji oddzielności cząstki od całości SIEBIE. Wtedy pragnienia Duszy i zamiary Ducha spontanicznie się manifestują - urzeczywistniają.
Ale jest pewna różnica między spontanicznością "odrębnego ja", które czegoś chce lub nie chce, które ma różne wyobrażenia o tym, co i jakie powinno być, które ocenia i ma oczekiwania, które wie, co dla innych jest lepsze, które wciąż walczy skonfliktowane ze SOBĄ, bo oddzielone od SIEBIE..
a spontanicznością przejawów pragnień Duszy i zamiarów Ducha.

1. Świat jest mentalny, istnieje tylko umysł.
2. Nie jesteś umysłem, jesteś świadomością, pustką.
To dwie myśli - dwie koncepcje są tylko pozornie sprzeczne ze sobą i tylko wtedy są sprzeczne, przeciwstawne wobec siebie, skonfliktowane ze sobą, gdy ja w iluzji oddzielenia od całości SIEBIE (we śnie o oddzieleniu od SIEBIE) jedną z tych koncepcji uznaje za prawdziwą. A one obie są tylko cząstkami Prawdy - "względnymi prawdami". Bo i tak z Jednego Źródła pochodzą. Dlatego są tylko cząstkowymi, przejawami jednej Prawdy. Każda z tych koncepcji może być drogowskazem na dany moment, na różnych etapach podróży doświadczania SIEBIE w iluzji oddzielenia.
Gdy ja przywiązuje się do którejś z nich jako "najprawdziwszej", "jedynej prawdziwej", utożsamia się z nią i nadal pozostaje w iluzji oddzielenia od Prawdy i całości SIEBIE.
Pamiętasz te chwile, kiedy siedzisz przy ognisku i patrząc na płonący ogień zanikasz, rozpuszczasz się w ciemności bez granic? Przestaje istnieć jakiekolwiek JA, jakiekolwiek utożsamienie z formą. Nie ma ciebie, jest tylko płonący ogień, ktory widzisz i z zachwytem, zadziwieniem wnikasz w niego, ulegając pięknu jego tańca. A ty jesteś przestrzennością nieskończoną, niezmienną, wieczną, otaczającą ten płonący swoim tańcem ogień.
I jesteś tą przestrzennością bez formy, widzącą ten taniec ognia w sobie... I nagle staje Się to takie oczywiste i jednocześnie zachwycające i zadziwiające:
Bo nie wiadomo, skąd ty jako wieczna, bezforemna przestrzenność JESTEM i ten ogień w tobie tańczący taniec życia wieczną zmiennością dynamiki ruchów i figur swego tańca... Ty i ogień, przestrzeń niezmiennej wieczności i wieczna zmienność tańcząca, jesteście jednym. Ogień tańczy taniec form twojego JA, którym SIEBIE śnisz, doświadczasz, poznajesz, obserwujesz... Czasem tańcem na SIEBIE nakierowujesz, wskazujesz, przypominasz o SOBIE... I o tym, czym zawsze JESTEŚ i tańczysz w SOBIE taniec swojego JA...śniąc różne sny o SOBIE...

..
JESTEM i wszystko, co pojawia Się i znika, jawi Się (dla) Mnie. I Ty Jesteś tym samym JA JESTEM, które pojawia Się z niczego i jawi Się (dla Ciebie-Mnie) Tobie-Mnie. Jednym zróżnicowanym JA.
Cała wiedza o tym, co Się pojawia i znika, jest jedynie Refleks(j)ami Niepoznawalnej ISTNOŚCI, BYCIA, ISTNIENIA tzw. Absolutu, Jaźni, Ducha... JESTEM...
Po co? 😉
Aby ta ISTNOŚĆ mogła widzieć i odczuwać SIEBIE jako ISTOTĘ. JA...
Po co? 😉
A bez żadnej przyczyny i jednocześnie dla zabawy, bo JESTEM bawi Się JA i fascynuje odkrywaniem, roz-poznawaniem SIEBIE i rozumieniem SIEBIE
w formach, obrazach, które Się malują,
w tańcu, który Się tańczy,
we śnie, który Się śni i jawi...
A soczewkowanie uwagi na poszczególnych Refleks(j)ach, fragmentach tego, co Się jawi, sprawia, że JA ulega rozproszeniu, ulega iluzji oddzielenia pomiędzy Refleks(j)ami. Gdy JA tę różnorodność na powrót ogarnia i przenika SOBĄ - JESTEM (jak nieskończoną przestrzennością), iluzja oddzielności znika i ISTNOŚĆ SIEBIE jest ś-wiadoma, że nigdy nie przestała być Niepoznawalną ISTNOŚCIĄ...
wieczną i niezmienną... w zabawie w poznawanie SIEBIE - wieczną błogością i radością istnienia zwaną.
W zabawie Absolutu stwarzane są same z SIEBIE światy - sny, które się śnią i budzą... we śnie bez snów.


poniedziałek, 10 czerwca 2019

DEMONY - STRAŻNICY UMYSŁU

Największe, najgroźniejsze demony są wytworami uwarunkowanego iluzją oddzielności umysłu ja-ego. Są one jak strażnicy broniący dostępu do naszego naturalnego stanu błogości i radości Istnienia. Gdy pokochane zostają te części SIEBIE, zamknięta iluzją oddzielenia "brama" do SIEBIE, nagle sama Się otwiera czy też po prostu znika. I wracamy do Domu, do SIEBIE.